Strona główna » okołonaukowo » Efekty uboczne szczepień

Efekty uboczne szczepień

ResearchBlogging.org

Właściwie nie wiem, kto twierdzi, że szczepienia nie mają efektów ubocznych. Chyba nikt. Bo tak: antyszczepionkowcy mówią, że szczepienia mają mnóstwo działań ubocznych, bardzo przed nimi straszą, a w dodatku uważają, że zua Big Pharma wmawia ludziom brak tych efektów. Co prawda z drugiej strony twierdzą, że te efekty są jak najbardziej podawane. Podawane na ulotkach. Wyłącznie w takim celu, by tego nikt nie przeczytał, oczywiście. Nie wiem, jakimi drogami chodzi rozumowanie, że informuje się o czymś celem nieinformowania, trudno się nie zgodzić jednak, że gdyby owe informacje, zamiast wypisywane na nudnych ulotkach, były tatuowane ma atrakcyjnych, gładkich i opalonych klatkach piersiowych lekarzy (doktor Chase mi się tu, zupełnie nie wiedzieć czemu, nasuwa; nie żaden paskudny House ofkors), to rzeczywiście zasięg rażenia byłby większy. I skuteczność. No ale wtedy antyszczepionkowcy znaleźliby sobie na pewno jakiś inny powód do narzekań.

Medycyna bynajmniej nie uważa, że szczepienia nie mają żadnych skutków ubocznych. Oczywiście, że mają, tak jak wszystkie inne zabiegi medyczne, i jak w ogóle wszystko w życiu. Oczywiście, należy tu od razu wspomnieć o tym, że rygorystycznie przeprowadzone badania nie pokazały związku między szczepieniami a takimi schorzeniami, jak autyzm na przykład. Szczepionki nie obciążają również układu odpornościowego, ani nie osłabiają go. Ale efekty uboczne ich stosowania istnieją.

Efektami ubocznymi działania szczepionek nazywamy wszelkie zjawiska, którymi interesuje się medycyna, a które pojawiają się po szczepieniu. Oznacza to, że efektem takim może być zarówno prawdziwa reakcja na szczepionkę, jak i coś, co wystąpiło z przypadkową zbieżnością w tym samym czasie. Dalsze badania powinny umieć rozróżnić pomiędzy tymi dwoma.

Uboczne efekty szczepień można dzielić pod względem różnych kryteriów. Jednym z takich podziałów jest podział pod kątem przyczyny ich powstawania. Dzielimy je więc na:

1. Powodowane przez samą szczepionkę. Są to reakcje, które nie wystąpiłyby bez danego szczepienia (przykładem może być poliomyelitis związane ze szczepieniem, czyli vaccine-associated paralytic poliomyelitis po zaszczepieniu szczepionką atenuowaną).

2. Do drugiej grupy zaliczamy reakcje, które wystąpiłyby i tak, ale szczepionka je wywołała (tu przykładem mogą być pierwsze drgawki gorączkowe u podatnych na nie dzieci).

3. Trzecią grupę stanowią wszelkie reakcje występujące po podaniu szczepionki niewłaściwie przygotowanej, przetrzymywanej, albo podanej.

4. A czwarta grupa to efekty przypadkowe, czyli takie, które wystąpiły po szczepieniu, ale nie zostały przez szczepienie spowodowane. Ten przypadek dobrze opisuje sytuacja, kiedy to niektórzy ludzie szczepiąc się przeciwko grypie obserwują u siebie objawy przeziębienia. Objawy te nie są powodowane przez samą szczepionkę, natomiast oczywistym jest, że jeśli liczne grupy ludzi szczepią się przeciwko grypie w chłodnym okresie jesienno-zimowym, to część z tych osób przy okazji i niezależnie złapie jakieś przeziębienie w tym samym czasie.

Jak widać z powyższego, medycyna nie tylko nie lekceważy efektów ubocznych szczepień, ale wręcz przeciwnie – informacje o nich zbiera bardzo drobiazgowo, nie pomijając nawet sytuacji, gdzie nie wykrywa się związku przyczynowo-skutkowego między szczepieniem a efektem ubocznym. To oczywiście znacznie zwiększa liczbę opisywanych efektów ubocznych.

Naturalnie, najbardziej interesujące są te rzeczywiste efekty uboczne szczepień (grupa pierwsza). Można je podzielić na te występujące stosunkowo często, i te, które występują rzadko. Do pierwszych najczęściej zalicza się reakcje miejscowe, a także uogólnione, a ich cechą wspólną jest to, że mają na ogół łagodny przebieg. Do reakcji miejscowych zaliczamy ból, opuchliznę i zaczerwienienie w miejscu wkłucia. W zależności od rodzaju szczepionki z reakcjami takimi spotykamy się nawet przy okazji 80% szczepień, szczególnie przy użyciu szczepionek inaktywowanych i zawierających adjuwanty. Reakcje te występują mniej więcej w ciągu kilku godzin po szczepieniu, jak już wspomniałam – są łagodne, i znikają same.

Uogólnione efekty uboczne są zazwyczaj także stosunkowo łagodne i obejmują na przykład złe samopoczucie, gorączkę, bóle mięśni, bóle głowy, utratę apetytu. Mogą występować po szczepieniu wirusowymi szczepionkami atenuowanymi. Wynika to stąd, że wirus w szczepionce atenuowanej musi namnożyć się, żeby wywołać odpowiedź immunologiczną. W związku z tym reakcja poszczepienna, jak na przykład gorączka czy wysypka, jest po prostu reakcją na namnażanie się wirusa, i przypomina naturalne zakażenie, tyle że w niegroźnej formie. Te objawy uboczne występują zwykle po 7-21 dniach po zaszczepieniu.

Trzecim rodzajem poszczepiennych reakcji ubocznych są reakcje rzadkie. Zalicza się tu objawy występujące w układzie nerwowym oraz objawy alergiczne. Mogą mieć one bardzo ciężki przebieg i zagrażać życiu (anafilaksja jest doskonale opisanym zjawiskiem w tym przypadku). Reakcja anafilaktyczna wystąpić może w odpowiedzi na składnik immunogenny szczepionki, ale także na jej inne składniki. Na szczęście efekt ten występuje bardzo rzadko, z częstością mniejszą niż jeden przypadek na pół miliona dawek.

Podsumowując więc można powiedzieć, że owszem, stosowanie szczepień wiąże się z efektami ubocznymi. Są one jednak w większości stosunkowo łagodne. Zalety więc szczepionek, czyli skuteczne chronienie poszczególnych osób oraz całych populacji przed chorobami zakaźnymi, znacznie przekraczają ich niewielkie wady. Naturalnie, medycyna tych wad nie lekceważy, starając się „usuwać” je w miarę możliwości, na przykład poprzez zastępowanie szczepionek mniej bezpiecznych takimi, stosowanie których wiąże się z mniejszym prawdopodobieństwem wystąpienia efektów ubocznych.

Kiedy medycyna mówi o szczepieniach więc, mówi także o przeciwwskazaniach do szczepień.Przeciwwskazania te to taki stan osoby przed ewentualnym zaszczepieniem, który bardzo silnie zwiększa szanse wystąpienia poważnego efektu ubocznego.

Łagodne reakcje miejscowe i uogólnione opisane powyżej nie są przeciwwskazaniem do zastosowania tych samych szczepionek w przyszłości, albo szczepionek zawierających te same antygeny. Natomiast potwierdzona reakcja anafilaktyczna na jakikolwiek ze składników szczepionki, albo szczepionkę z tymi samymi antygenami jest już zdecydowanym przeciwwskazaniem stałym do późniejszego szczepienia. Dwoma pozostałymi stałymi przeciwwskazaniami do konkretnych szczepień są: encefalopatia o niezidentyfikowanej przyczynie występująca w ciągu 7 dni po szczepieniu przeciw krztuścowi oraz ciężkie złożone niedobory odporności (zespół SCID) – to akurat jest przeciwwskazaniem do szczepienia przeciw rotawirusom.

Większość przeciwwskazań jest jednak czasowa, a szczepionka może być podana w innym czasie. Na przykład szczepionki żywe są czasowo przeciwwskazane dla kobiet w ciąży i dla pacjentów z immunosupresją (w przypadku immunosupresji decyzja musi być podejmowana indywidualnie, ponieważ różne rodzaje immunosupresji muszą być traktowane w odmienny sposób).

Oprócz przeciwskazań istnieją także okoliczności skłaniające do ostrożności w stosowaniu szczepień. Opisuje się je jako sytuacje czy też stan pacjenta, który może zwiększyć szanse wystąpienia reakcji ubocznej oraz może osłabić zdolność szczepionki do wywołania reakcji immunologicznej. W takich przypadkach niezbędna jest konsultacja ze specjalistą.

Zdarza się, że lekarze błędnie zaliczają niektóre sytuacje do przeciwwskazań, są to tzw. fałszywe przeciwwskazania. Należą tu na przykład: łagodna choroba z gorączką, antybiotykoterapia, karmienie piersią, alergia na produkty, które nie znajdują się w szczepionce, albo alergia, która nie jest anafilaktyczna, a także rodzinna historia poszczepiennych efektów ubocznych (ale znowu – w razie wątpliwości wszystkie konkretne przypadki powinny być skonsultowane ze specjalistą).

Kluczowym w zapobieganiu wystąpieniu efektów ubocznych jest zebranie i zanalizowanie historii osoby mającej zostać zaszczepioną przez osobę podającą szczepienie. I lekarz więc, i rodzice szczepionego dziecka powinni upewnić się, że w danym przypadku nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dziecko zostało zaszczepione.

Powtarzając się nieco – efekty uboczne szczepień, mimo że występują, są w ogromnej większości łagodne i w ogóle dość rzadkie. Ze względu na to medycyna przykłada tak dużą wagę do zgłaszania i analizowania ich już po wprowadzeniu szczepionki do użycia. Naturalnie, szczepionki badane są przed wprowadzeniem na rynek na różnych etapach produkcji, bardzo wnikliwie i dokładnie. Problem jednak w tym, że efekty uboczne sa na tyle rzadkie (szczególnie te należące do wyżej wymienianej grupy trzeciej), iż niemożliwym jest wykrycie ich nawet w najszerzej zakrojonych testach. W związku z tym tworzy się specjalne programy gromadzące dane o efektach ubocznych następujących po szczepieniach. Jednym z takich systemów jest amerykański VAERS (Vaccine Adverse Event Reporting System) zarządzany przez CDC i FDA. Od kiedy powstał, czyli od 1990 roku, VAERS rocznie zbiera około 28 000 raportów. Na pierwszy rzut oka wydaje się to dużą liczbą, jednak jest ona stosunkowo mała, kiedy porówna się ją do około 100 milionów dawek szczepionek przeciwko chorobom wieku dziecięcego rozprowadzonych w ostatniej dekadzie, oraz milionów dawek szczepionek podanych osobom dorosłym. Ponadto wiadomo, że VAERS zbiera informacje, które często bywały nieweryfikowane. Innymi słowy, można było tam zgłosić niemal wszystko, niezależnie czy miało związek ze szczepieniem, czy nie, i informacja została zapisywana. W tym miejscu na myśl przychodzi od razu prowokacja dokonana przez pewnego lekarza, który zgłosil do VAERS, że szczepionka przeciwgrypowa zamieniła go w Hulka – jego zgłoszenie znalazło się w bazie danych. Wygląda na to, że dane z tego systemu powinny być traktowane bardzo ostrożnie.

Jak widać więc, medycyna absolutnie nie lekceważy efektów ubocznych szczepień, wprost przeciwnie, do analiz i badań nad nimi przykłada bardzo wielką wagę. Nie da się też ukryć, że medycyna nie patrzy tylko na jednego pacjenta (chociaż oczywiście też!), ale także na całą populację, która ma być chroniona. Zwróćmy uwagę na odrę, która ostatnio budzi coraz większe zaniepokojenie autorytetów medycznych na całym świecie. Oblicza się, że bez szczepień rocznie na odrę umarłoby 5 milionów dzieci (zakładając śmiertelność zakażenia na 2-3%, a należy pamiętać, że w niektórych biedniejszych krajach wynosi ona nawet 10-krotnie więcej). Powikłaniem w przebiegu odry jest zapalenie mózgu, które występuje średnio u jednego na 1000 pacjentów. Natomiast szczepionka przeciw odrze (MMR) chroni przed odrą, a więc i przed jej późniejszymi skutkami, chociaż szczepienie może spowodować wysypkę. Zapalenie mózgu po szczepieniu nie występuje, a ciężka poszczepienna reakcja alergiczna (wstrząs anafilaktyczny) może mieć miejsce w kilku do kilkunastu przypadków na milion dawek. Rachunek zysków i strat jest więc prosty w tej sytuacji.

Więcej:
1. Immunisation against infectious disease – The Green Book. Department of Health. 2007–2010.
2. The Pink Book: Chapters. Epidemiology and Prevention of Vaccine Preventable Diseases. 12th Edition (April 2011). Centers for Disease Control and Prevention.
3. DeStefano, F. (2007). Vaccines and Autism: Evidence Does Not Support a Causal Association Clinical Pharmacology & Therapeutics, 82 (6), 756-759 DOI: 10.1038/sj.clpt.6100407
4. Goodman, M. (2006). Vaccine Adverse Event Reporting System Reporting Source: A Possible Source of Bias in Longitudinal Studies PEDIATRICS, 117 (2), 387-390 DOI: 10.1542/peds.2004-2687
5. Perry RT, & Halsey NA (2004). The clinical significance of measles: a review. The Journal of infectious diseases, 189 Suppl 1 PMID: 15106083

About these ads

92 thoughts on “Efekty uboczne szczepień

  1. 1. Nikt nie czyta ulotek. Na pewno nie lekarze. Zapytaj kilku – tak, ja tak zrobiłam.
    2. W Polsce system monitorowania NOP jest w powijakach. I nic dziwnego. Istnieje od 1995 r.
    3. O NOP mówi się ZDECYDOWANIE za mało. Mówi się o nich publicznie dopiero od kilku lat. Przyczyniły się do tego, nieco paradoksalnie, medialne epidemie. Zapytaj kilku osób z ulicy, czym jest NOP. Albo nawet, niepożądane odczyny poszczepienne.
    4. Niewątpliwie, medycyna jako taka przykłada sporą wagę do NOP. Inna sprawa, co z tego wynika. W każdym bądź razie, w Polsce środowisko medyczne i wakcynologiczne przykłada do nich zdecydowanie zbyt małą wagę.
    5. VAERS. Jest daleekie od ideału. Ale. NIE MA lepszej alternatywy. W zasadzie to nie ma żadnej.
    6. Z NOP jest, niestety, także trochę tak, że kto nie przeżyje, ten nie wie. Nie wie, jakie to uczucie patrzeć na to, co dzieje się z własnym zdrowiem lub zdrowiem dziecka. Nie wie, jakie to uczucie walczyć o spełnienie przez lekarza ustawowego obowiązku i wpisania NOP do rejestru i dokumentacji medycznej. Nie wie, jak to jest rehabilitować dziecko własnymi siłami i środkami. Nie wie, jak się zmieniają kontakty z tzw. społeczeństwem wówczas. Nie wie, jak to jest być minusem na rachunku zysków i strat.

    Pozdrawiam serdecznie,
    Czytelniczka.

  2. W ogóle VAERS to system, który z założenia miał służyć nie statystyce przypadków NOP, ale odnotowywaniu wzrostu zgłoszeń konkretnej reakcji w przypadku konkretnej szczepionki (czy wręcz jej konkretnej partii). Pisze o tym choćby Paul Offit w świetnej książce „Deadly Choices” (gorąco polecam), podając przykład wgłobienia jelitowego po przyjęciu szczepionki przeciw rotawirusom (CDC przyznało ponoć później, że mogła to być wyłącznie przypadkowa korelacja; zaniepokoił ich po prostu nagły wzrost zgłoszonych przypadków):

    http://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/mm5334a3.htm

    Obróbka danych z tej bazy w celu uzyskania jakichś statystyk niepożądanych efektów szczepionek (tak jak to robią Geierowie i Majewska) to nie najmądrzejszy zabieg.

  3. Przyczyny Epidemii Autyzmu

    Najczęściej powtarzane hasło o „braku biologicznego mechanizmu” i „czasowym, ale nie przyczynowym związku” wystąpienia regresu lub pierwszych oznak autyzmu po szczepieniu kompletnie ignoruje znany od dawna związek między układem immunologicznym, neurologicznym i funkcjami psychicznymi. Obecna mantra programu szczepień „im WCZEŚNIEJ, im WIĘCEJ, im SZYBCIEJ (wiele preparatów naraz) tym LEPIEJ” nie ma żadnych podstaw w postaci wiedzy o rozwoju immunologicznym niemowlęcia ani badaniach bezpieczeństwa stosowanej praktyki. Immunologiczne molekuły a przede wszystkim prozapalne cytokiny dopiero niedawno stały się obiektem zainteresowanie nauki, a ich mechanizm działania i oddziaływania jest prawie kompletnie nieznany.

    Tym bardziej nieznany jest pełen efekt programu szczepień na rozwój układu immunologicznego i neurologicznego niemowląt i dzieci. Jak długo taki stan niewiedzy będzie akceptowany? Czy można bez takich podstaw wywierać presję administracyjną i społeczną na rodziców krytycznie nastawionych do szczepień? Czy dotychczasowe (pseudo)badania na temat MMR i Tiomersalu to wystarczająca odpowiedź na poruszoną przez polskiego neurobiologa kwestie „szkodliwości coraz większej ilości szczepień”? Czy obecna kampania powiększania ilości szczepień w okresie wczesno rozwojowym niemowląt a nawet kobiet w ciąży nie pogłębi jeszcze bardziej teraźniejszej epidemii zaburzeń neurobehawioralnych i (auto)immunologicznych?

    Zachęcam do własnych przemyśleń i wniosków.

  4. @ Bartu, racja. A potem się wynaturzył i służył głównie zgłaszaniu autyzmu po MMR oraz takiemu zbieraniu danych, żeby można było wygrywać procesy sądowe. Dlatego przed tym się przestrzega – przed sporą możliwością manipulacji danymi z VAERS.

  5. @ Gość

    Nikt nie czyta ulotek. Na pewno nie lekarze. Zapytaj kilku – tak, ja tak zrobiłam.

    No to już masz dowód, że Twoje twierdzenie jest nieprawdziwe. Bo ja czytam, ba, znam innych ludzi, którzy czytają, nawet lekarzy.
    A jeśli ktoś nie czyta, to do kogo właściwie pretensja?

    @ za mało o efektach ubocznych
    Jw. Także w Polsce nie miałam problemu z rozmowami na ten temat. I również dlatego jest ta notka.

    VAERS. Jest daleekie od ideału. Ale. NIE MA lepszej alternatywy. W zasadzie to nie ma żadnej.

    Alternatyw można się dokopać. Poza tym, może warto podejść do szczepień podobnie jak do VAERS właśnie? Też nie są idealne. Ale alternatywy w tym wypadku nie ma.

    , że kto nie przeżyje, ten nie wie. Nie wie, jakie to uczucie patrzeć na to, co dzieje się z własnym zdrowiem lub zdrowiem dziecka.

    To właśnie świadczy o małej liczbie poważnych efektów. Poza tym – bardzo współczuję wszystkim, którzy tych efektów doświadczają, i dzieciom, i ich rodzicom, i osobom dorosłym. Ale efekty są, bo tak jest w życiu i w medycynie. Jeśli daje się coś zmienić, polepszyć – medycyna to robi. Ale pewne rzeczy trzeba zaakceptować. W przypadku szczepionek jest akurat tak, że plusy bardzo znacznie przeważają nad minusami.

  6. @ Danopol
    Ja natomiast zachęcam się do zapoznania z badaniami naukowymi – porządnie przeprowadzonymi i opisanymi – na temat bezpieczeństwa szczepień. Oraz z mnóstwem badań, które bez żadnych wątpliwości udowodniły, że ani MMR and tiomersal nie powodują autyzmu. Takie prace są w Pubmedzie, jedna jest cytowana pod notką, tutaj także można coś znaleźć: http://www.rpo.gov.pl/pliki/12585351420.pdf
    Powtarzam – nikt nie twierdzi, że efektów ubocznych szczepień nie ma. Ale wyraźnie wygląda, od lat i wielu, wielu badań, że szczepić warto, że zyski są ogromne i znacząco przeważają nad stratami.
    Aha, i sądzę, że petycja, którą rozsyłasz jest doskonale znana. Na tym blogu nie będziemy jej jednak reklamować.

  7. gość „1. Nikt nie czyta ulotek. Na pewno nie lekarze. Zapytaj kilku – tak, ja tak zrobiłam.”

    Ja czytam ulotki. Czasami nawet czytam w internecie przed kupieniem leku, bo nie chcę tracić kasy na darmo.
    I wielokrotnie widziałam, jak lekarze sprawdzali przy mnie szczegóły dotyczące leku w swoich grubych małych książeczkach.

    „Nie wie, jakie to uczucie walczyć o spełnienie przez lekarza ustawowego obowiązku „.

    Zmień lekarza. Mówię zupełnie poważnie.

  8. Rozumiem, że dla ciebie to nie nowość, ale ostatnio wpadło mi w łapy takie coś: http://wolnemedia.net/zdrowie/ciemna-strona-szczepionek/ aż nie wiem, czy bardziej należy się śmiać, szydzić z miliona wpadek językowych (rakotwórcze komórki, „kod genetyczny” w znaczeniu „genom”, nie mówiąc już o niepoprawnym używaniu apostrofów przy odmianie nazwisk itd.) czy jednak przejmować tym, że są ludzie biorący to za dobrą monetę…

  9. @ Panek: dzięki, tego nie znałam. Mam tylko sporo wejść z innego artykułu z tej strony. Ale ten linkowany przez Ciebie jest w istocie uroczym bełkotem.
    Ja zasadniczo stoję na stanowisku, że obśmiać można, ale nie przejmować się, bo człowiek osiwieje i i tak nic z tego nie będzie. Robić swoje, i tyle. Chociaż ostatnio załamało mnie trochę, kiedy moja mama, osoba raczej nie czytająca w necie i nie śledząca rozmaitych walk o szczepionki i homełko, przysłała mi rozsyłanego między jej znajomymi (o podobnych zainteresowaniach) maila, bardzo ślicznie obnażającego złą wolę zuej bigfarmy we WSZYSTKIM. Bełkot, pseudonauka, żerowanie na ludzkim strachu, wszystko tam było. I poszło już pod strzechy.

  10. może autor odniesie się do wprost proporcjonalnego wzrostu szczepien w kalendarzu do wzrostu (epidemii) autyzmu ,adhd.. Może autor odniesie się do prac profesor Majewskiej ? Może autor sam przeliczy i poda ilość Hg w szczepionkach refundowanych ,może i innych metali ciężkich. Do dzieła!!Moje nieszczepione dziecko jest okazem zdrowia ,rówieśnicy szczepieni są stałymi bywalcami gabinetów lekarskich

  11. @ janina
    Po pierwsze – autorka.
    Po drugie – owszem, odniesie się.

    może autor odniesie się do wprost proporcjonalnego wzrostu szczepien w kalendarzu do wzrostu (epidemii) autyzmu ,adhd.

    Dane naukowe wskazują wyraźnie, że u dzieci zaszczepionych preparatami z tiomersalem autyzm nie występuje częściej, niż u dzieci szczepionych szczepionkami bez tego związku (na wszelki bowiem wypadek odpowiednie służby zaleciły wycofanie rtęci ze szczepionek). Co więcej, okazuje się, że tam, gdzie wycofano tiomersal ze szczepionek, liczba przypadków autyzmu nie zmniejszyła się, a w niektórych krajach pokazano, że wręcz przeciwnie – wzrosła.
    Wiele badań naukowych pokazało bardzo wyraźnie, że szczepienia nie mają związku z autyzmem (czy ADHD).

    http://www.immunize.org/catg.d/p4028.pdf

    http://www.cdc.gov/ncbddd/autism/documents/vaccine_studies.pdf

    Może autor odniesie się do prac profesor Majewskiej ?

    Prof. Majewska nie jest specjalistką w dziedzinie wakcynologii, za to świadomie wprowadza ludzi w błąd, opowiada bzdury i nienaukowe brednie oraz zwykłe kłamstwa. Warto zajrzeć tutaj: http://www.rpo.gov.pl/pliki/12585351420.pdf

    Może autor sam przeliczy i poda ilość Hg w szczepionkach refundowanych ,może i innych metali ciężkich

    Skład szczepionek jest znany, nie trzeba nic samemu przeliczać: http://www.vaccinesafety.edu/components.htm

    Moje nieszczepione dziecko jest okazem zdrowia ,rówieśnicy szczepieni są stałymi bywalcami gabinetów lekarskich

    Cieszę się, że dziecko masz zdrowe. Pamiętaj, że jest tak dzięki szczepieniom innych dzieci i odporności grupowej.
    No i ja bym się jednak bała o swoje dziecko: http://www.immunize.org/catg.d/p2069.pdf

  12. Po przejściu kilkudziesięciu dyskusji a takimi jak Janina osobami, czuję się uprawniona do stwierdzenia, że podstawą ich życia jest spisek. Ponieważ prof. Majewska dała takim poszukiwaczom piękną pożywkę, Janina nie odpuści, odrzucając dowody przeciwko hipotezie, że szczepionki szkodzą i wywołują autyzm, uważąjąc je za zmanipulowane. Z drugiej strony wszelkie dowody wskazujące na poprawność hipotezy o szkodliwości szczepionek będą przyjmowane z entuzjazmem nawet jesli będą wierutną bzdurą.
    Swoją drogą cała ta dyskusja nasuwa mi jedno pytanie: gdzie podziała się logika i myslenie analityczne? Czy naprawdę w szkole nikt nie potrafi nauczyć dzieci, jak należy weryfikować i sprawdzać hipotezy? Trochę mnie ot przeraża.
    Pozdrawiam

  13. że podstawą ich życia jest spisek.

    Coś w tym jest.

    Czy naprawdę w szkole nikt nie potrafi nauczyć dzieci, jak należy weryfikować i sprawdzać hipotezy?

    Obawiam się, że tego się w szkołach nie uczy.

  14. Przede wszystkim, to kto ma dostęp do nie zmanipulowanych danych? W Polskiej medycynie rządzą obce koncerny, co odczułem na własnej skórze i co widać, jeśli chce się zobaczyć i nie korzystało się z „pomocy” koncernów dla uczelni medycznych. To jest to, co Tusk niedawno usiłował wyeliminować przy pomocy ustawy. Ale już jest cisza…
    Zbyt wielu lekarzy pracuje, aby zarobić, a zbyt mało, aby leczyć.

  15. Tak, tak, oczywiście, Tusk jest Jaszczurem i razem z koncernami rządzi światem.
    Plus lekarze, którzy naturalnie powinni pracować za darmo.
    Daruj sobie takie bzdety, naprawdę. na tym blogu dyskutujemy merytorycznie.

  16. no z kolei jestem przeciwnikiem takich szczepionek ze wzgledu że znam dwie osoby które szczepią się regularnie i po pierwsze chorujemy tyle samo a po drugie zawsze mają jakieś skutki uboczne zwlaszcza do kilku dni po podaniu

  17. @ Przeciwnik
    Ale jakich szczepionek jesteś przeciwnikiem, których konkretnie? Regularnie szczepisz się na polio i tyle samo chorujesz?
    A może chodziło o grypę? W tym wypadku wiadomo, że szczepionka nie jest stuprocentowo skuteczna (zresztą żadna nie jest), ponadto nie chroni przed wieloma innymi wirusami, które mogą powodować zakażenia podobne do grypy – stąd i wrażenie, że jest nawet mniej skuteczna, niż jest. No i efekty uboczne zdarzają się, owszem, po szczepieniach, ale co ich nie ma? Taki lajf.

  18. Nikt nie twierdzi, ze nie ma skutków ubocznych szczepień? Proponuję zrobić sobie wycieczkę po POLSKICH przychodniach, bo autorka jest zbyt oddalona od polskich realiów. Może medycyna ich nie lekceważy, ale to czego doświadczają rodzice w Polsce nie można nazwać nawet lekceważeniem. To jest zupełne olewanie tematu przez personel medyczny. Odsyłam do wypowiedzi profesora Jacka Wysockiego. A potem wszyscy zrzucają winę na „ruch antyszczepionkowy”. Dołóżmy do tego nakładanie grzywien na rodziców i totalny brak poszanowania prawa pacjenta do wyrażenia zgody na zabieg medyczny.

  19. Jasne, autorka nigdy nie była w Polsce i nigdy nie rozmawiała z każdym przedstawicielem personelu medycznego, jak to zapewne zrobiła też czytelniczka. Naprawdę spotkałaś lekarzy, którzy mówili w oczy, że nie ma skutków ubocznych szczepień? No to niewątpliwie kłamali albo byli niedouczeni. Nie wszyscy sa jednak tacy, warto może znaleźć lepszych.

    Może medycyna ich nie lekceważy

    Medycyna nie, ale lekarze tak, hmmm…
    Właśnie o tym piszę – medycyna wie i nie lekceważy.

    A potem wszyscy zrzucają winę na “ruch antyszczepionkowy”.

    Nie wiem, kto to „wszyscy”. Ruchy antyszczepionkowe niewątpliwie mają swoje za uszami i to nie od dziś: http://sporothrix.wordpress.com/2011/01/16/usa-sie-krztusza-kto-nastepny/

    http://sporothrix.wordpress.com/2012/12/12/niezwykle-przygody-ruchow-antyszczepionkowych-na-poczatku/

    Dołóżmy do tego nakładanie grzywien na rodziców

    Takie grzywny to doskonały pomysł. Może do tych rodziców coś dotrze, jak się ich uderzy po kieszeni.

    totalny brak poszanowania prawa pacjenta do wyrażenia zgody na zabieg medyczny.

    Ojej. Też uważam, że rodzice powinni mieć prawo do traktowania dzieci jak swojej własności i robienia im dowolnej krzywdy, a tu popatrz – brzydkie państwo i prawo się nie zgadza. Brzydkie bardzo.

  20. Zdaję sobie sprawę, że medycyna nie lekceważy skutków ubocznych szczepionek i podaje je. Niestety, jest całe mnóstwo lekarzy (przynajmniej w Polsce), którzy nie podają efektów ubocznych szczepień. Spotkałam się też z sytuacją, że lekarz dawał komunikat w stylu: proszę się nie martwić, szczepionki nie są szkodliwe, te efekty uboczne to mit. W dodatku, szczepiąc dziecko, rodzic bardzo często nie dostaje ulotki ani opakowania do ręki (i nie przyjdzie mu do głowy o to poprosić). No i rodzic ma niespójność, bo z jednej strony czyta te wszystkie anty-szczepionkowe historie, może czyta nawet ulotkę w internecie, z drugiej strony lekarz mówi, że to całkowicie bezpieczne… i pojawia się brak zaufania do lekarzy.

  21. Ale to nie jest w takim razie kwestia jakości szczepionek. Jeśli lekarze nie informują, to znaczy, że źle wykonują swoją pracę. Winy szczepionek tu nie ma.
    Nie mówiąc już o tym, że skoro rodzice umieją znaleźć antyszczepionkowe brednie w internecie, to jak nie umieją znaleźć tam ulotki leku? Oraz wartościowych informacji? Nie, to nie w tej chwili pojawia się brak zaufania do lekarzy. Ten brak jest wcześniej.

  22. Odnoszę wrażenie, że w tej całej dyskusji brakuje rzeczowego spojrzenia z punktu widzenia własnego mózgu, a powiem więcej – realnego punktu widzenia. Za dużo chyba jest posługiwania się gotowymi ideami, irracjonalnymi czy racjonalnymi. Wszyscy podpierają się autorytetami, badaniami, publikacjami, a nie zwracają uwagi na realną sytuację. Ta sytuacja w skrócie wygląda tak: rodzi się dziecko, które od momentu narodzin rozpoczyna proces adaptacji do całkiem nowych dla niego warunków. Na chłopski rozum, bardzo nielogiczne wydaje się w tej sytuacji podawanie bezpośrednio do krwi preparatów silnie działających na system immunologiczny, nerwowy, pokarmowy i jeszcze pewnie inne, o nieznanym do końca składzie, z zawartością trujących substancji (które akurat tu podobno nie trują, ale już w innych sytuacjach tak). Nie trzeba być profesorem medycyny, by kwestionować sens naukowych wywodów na podstawie historii czy nawet własnej intuicji – mam tu na myśli częste wycofywanie leków uznanych początkowo za bezpieczne, gdzie okazuje się po paru latach że jest odwrotnie lub historię występowania i przyczyny chorób. Mam też na myśli brak respektowania praw Natury i wręcz ich lekceważenia w definiowaniu co jest czym.
    Dodatkowo dochodzi problem etyczny, wręcz elementarny: problem wolności. Jako rodzic, jako człowiek i obywatel, mam pełne prawo do wolnego decydowania o swoim ciele, swoim zdrowiu i zdrowiu mojego dziecka. Od razu nadmienię, że teoria o odporności stada jest taką samą teorią jak wszystkie teorie, czyli jest prawdą lub nią nie jest, a możliwe że jest tylko w jakimś aspekcie lub w jakimś aspekcie nie jest. Prawdą jest natomiast dziecko, które ukształtowały prawa natury i wyposażyły je we wszystko co jest niezbędne do rozpoczęcia życia.
    Szczepić czy nie szczepić to problem zależny od każdego człowieka indywidualnie i tak powinien być traktowany.

  23. @Dfg

    Odnoszę wrażenie, że w tej całej dyskusji brakuje rzeczowego spojrzenia z punktu widzenia własnego mózgu, a powiem więcej – realnego punktu widzenia. Za dużo chyba jest posługiwania się gotowymi ideami, irracjonalnymi czy racjonalnymi.

    Niewątpliwie tak czynią antyszczepionkowcy. Natomiast ja piszę na podstawie badań naukowych, dotyczących ludzi, których się szczepi.

    Wszyscy podpierają się autorytetami, badaniami, publikacjami, a nie zwracają uwagi na realną sytuację.

    Nie wiem, jak wszyscy. Wątpię. Na pewno nie naukowcy, których badania prezentuję.

    Na chłopski rozum, bardzo nielogiczne wydaje się w tej sytuacji podawanie bezpośrednio do krwi preparatów silnie działających na system immunologiczny, nerwowy, pokarmowy i jeszcze pewnie inne, o nieznanym do końca składzie, z zawartością trujących substancji (które akurat tu podobno nie trują, ale już w innych sytuacjach tak).

    Na chłopski rozum? No gratulacje, że się nim posługujesz, czasem jest to przydatne, ale nie tu.

    Raz, dzieciom od urodzenia podaje się obce substancje. Każdy pokarm, pierwszy łyk powietrza – to wszystko może wywołać reakcję anafilaktyczną, choć niezwykle rzadko. Jednak robi się to, bo nie da się inaczej. Podobnie ze szczepionkami – ryzyko jest rzadkie, profit ogromny.

    Dwa – do krwi się niczego nie podaje. Soreczki, ale Twoja wiedza jest absolutnie niedostateczna, abyś posługiwał się swoim chłopskim rozumem. Lepiej słuchać lekarzy i naukowców w tej kwestii.

    Trzy, skład jest znany o niebo lepiej, niż w przypadku jedzenia.

    Nie trzeba być profesorem medycyny, by kwestionować sens naukowych wywodów na podstawie historii czy nawet własnej intuicji – mam tu na myśli częste wycofywanie leków uznanych początkowo za bezpieczne, gdzie okazuje się po paru latach że jest odwrotnie lub historię występowania i przyczyny chorób.

    To w przypadku wycofywania już słuchamy naukowców? Bo przecież to nic innego, jak ich badania poszerzają wiedzę na temat chorób, szczepień i leków, w tym wiedzę o ich bezpiecznym/niebezpiecznym stosowaniu. Chłopski rozum jest wybiórczy, jak widać.

    Mam też na myśli brak respektowania praw Natury i wręcz ich lekceważenia w definiowaniu co jest czym.

    Człowiek jako gatunek od samego poczatku obala prawa natury. I dobrze. Nie pisałbyś tutaj, gdyby nie to, bo nie miałbyś komputera, itd.

    Dodatkowo dochodzi problem etyczny, wręcz elementarny: problem wolności. Jako rodzic, jako człowiek i obywatel, mam pełne prawo do wolnego decydowania o swoim ciele, swoim zdrowiu i zdrowiu mojego dziecka.

    Wolność dotyczy wszystkich obywateli, także najmłodszych. Nie masz prawa własności do swojego dziecka. Dzieci mają prawo być bronione przed głupotą dorosłych, w tym swoich rodziców. Poza tym szczepienia działają korzystnie na całe społeczeństwa.

    Od razu nadmienię, że teoria o odporności stada jest taką samą teorią jak wszystkie teorie, czyli jest prawdą lub nią nie jest, a możliwe że jest tylko w jakimś aspekcie lub w jakimś aspekcie nie jest.

    A wiesz to z rozważań chłopskiego rozumu? Naprawdę radzę słuchać fachowców w zakresie, o którym nie ma się zielonego pojęcia.

    Prawdą jest natomiast dziecko, które ukształtowały prawa natury i wyposażyły je we wszystko co jest niezbędne do rozpoczęcia życia.

    O tak, oczywiście. Noworodek ludzki jest całkowicie samowystarczalny. Świadczy o tym chociażby śmiertelność dzieci w czasach przedszczepionkowych.

    Szczepić czy nie szczepić to problem zależny od każdego człowieka indywidualnie i tak powinien być traktowany.

    I tak traktowany jest.

  24. @sporothrix

    Cóż, dała mi Pani do zrozumienia, że gówno wiem i się mądruję. Może ma Pani rację? Któż to wie… Przyznam, podziwiam Pani tupet i pewność siebie. Rzeczywistość jednak jest inna ode mnie, życzę by kiedyś nie przytemperowała Pani zbyt mocno.

  25. @Dfg
    Obawiam się, że to Ty (a nie ja) dałeś wyraźnie do zrozumienia, iż w tej dziedzinie niewiele wiesz.
    Niewiedza nie jest powodem do wstydu. Natomiast jest nim wymyślanie ssanych z palca teoryjek i próba dyskusji na ich podstawie.

  26. Witam Panią.
    Sir Peter Brian Medawar, laureat Nagrody Nobla w 1960, ujął to chyba najprościej i wytłumaczył niezrozumiałe skądinąd zainteresowanie różnymi para-normalnymi rzeczami, a mianowicie: „Za sprawą upowszechnienia się szkolnictwa średniego, a ostatnio również wyższego, powstała spora grupa ludzi, czasem nawet dość wyrobionych literacko i o pewnej wiedzy naukowej, których formalne wykształcenie zdecydowanie wykracza poza posiadane zdolności do analitycznego myślenia” – krótko, celnie, elegancko.
    To zapewne tłumaczy fenomen ludzi wypowiadających się na nieznane sobie tematy, zwalczających szczepienia, GMO, elektrownie atomowe itp. Życzę powodzenia.

  27. Witam Panią,

    „Człowiek jako gatunek od samego poczatku obala prawa natury.”

    Przepraszam, czy Pani się coś nie pomyliło?
    Proszę podać chociaż jedno prawo natury obalone przez człowieka.
    Człowiek do końca nawet nie poznał tych praw a tu słyszymy o „obalaniu”
    Ludzie mozolnie uczą się wykorzystywania praw natury i to ze zmiennym skutkiem biorąc pod uwagę wieloparametrowość ich oddziaływania.
    A co Pani sądzi o danych zawartych w poniższej publikacji?
    (Przyszłość społeczeństwa amerykańskiego jawi się w „różowych” kolorach):

    http://www.cdc.gov/nchs/data/nhsr/nhsr065.pdf

    Organizm człowieka jest bardziej złożonym tworem niż komórki w laboratorium, hodowane a raczej chowane na stałych pożywkach. Wyniki uzyskane w laboratorium nie koniecznie znajdują odbicie w żywym organiźmie, traktowanym całościowo i długoterminowo. Jest to widoczne już obecnie na społeczeństwie amerykańskim i wykazuje zadziwiającą zbieżność z intensywnością uodparniania dzieciaków.
    IMO bardzo dobrym narzędziem w kwestiach dotyczących dużych populacji a noszących charakter „trudnych do udowodnienia” lub „nie stwierdzono związku” jest statystyka. Jest to dosyć rozbudowana dziedzina oparta na matematyce ( gdyby Pani się nie orientowała), wymga jednak wprowadzenia rzetalnych danych.
    Proszę dotrzeć do materiałów zestawiających choćby autyzm, śmierć łóżeczkową, alergie, encefalopatie z ilością i kalendarzem szczepień w różnych krajach.
    Od razu powiem, że nie jestem przeciwniczką szczepień i jestem głęboko przekonana o ich uodparniającym działaniu. Jednak absolutnie nie zgadzam się ze stosowanym w Polsce kalendarzem szczepień oraz ich ilości a i intensywnością jak również praktykowanym przymusem. Z autopsji znam naciski przedstawicieli medycznych na stosowanie niektórych szczepionek oraz presję SANEPIDU wywieraną na lekarzy (pisze w skrócie bo to rezległy temat). Znam również fakt bardzo ostrożnego podchodzenia do kwestii szczepień członków własnych, lekarskich rodzin.
    Ze względu na charakter pracy należy Pani do osób o wybitnej, opiniotwórczej sile. To zobowiązuje, nawet w wypowiedziach na blogu, nie mówiąc już o prasie o zasięgu ogólnokrajowym. Dlatego podziwiam Pani bagatelizujące, bezkrytyczne podejście do zakresu odczynów poszczepiennych i dezawuowanie ruchów antyszczepionkowych, które przecież bez powodu nie powstały.
    Historia medycyny pełna jest wpadek : nie szukając daleko, upuszczanie krwi, XIX wieczne operacje przeprowadzane na stołach tuż po pokazowych sekcjach zwłok, skutki talidomidu w latach pięćdziesiątych, podpieranie autorytetem medycznym margaryny…. Postępowi lekarze niejednokrotnie „krzyżowani” byli przez własne środowisko.
    Jest wielu lekarzy zgłębiających problem skuteczności i tzw. opłacalności społecznej szczepień. Za nimi nie stoją pieniądze wielkiej farmacji i występują wbrew autorytetom. Mam nadzieję, że Pani znajdzie powoli czas aby z tymi publikacjami się zapoznawać, oddzielić ziarno od plew i uwzględnić racjonalne argumenty oraz wyniki badań w swoim stanowisku. Uważam, że obie strony powinny spotkać sie w połowie drogi i wypracować model oraz kalendarz szczepień uwzględniający naturalny rozwój układu immunologicznego niemowląt tak, aby zminimalizować odległe skutki szczepień, które na pewno nie są jeszcze dobrze rozpoznane. Jak nie kojarzyć silnej alergii u niemowlecia karmionego piersią z „przesterowaniem” układu immunologicznego”? A co to jest alergia?
    Czy podanie dziecku tuż po urodzeniu 2 szczepionek nie jest majstrowaniem przy układzie immunologicznym? Już w trakcie porodu układ pokarmowy, oddechowy i skóra noworodka zasiedlają się bakteriami symbiotycznymi oraz przypadkowymi. Po co dodawać podskórnie szczepionki z obcymi białkami, antybiotykami, ajuwantami i konserwantami?
    Nota bene ostatnio pojawiło się w polskiej prasie wiele artykułów podpisanych prof/doc/dr medycyny taki a taki, wktórych autorzy nawet nie wiedzą, że polskie niemowlaki „uodparniane” są już na oddziale porodowym. I jak wierzyć ich zapewnieniom o korzyściach płynących ze szczepień?
    Życie nauczyło mnie skromności w ocenie zjawisk, prawd naukowych i tzw. oczywistości. Kiedyś byłam gotowa dać głowę za niektóre swoje przekonania. Dzisiaj wiem, że dawno bym jej nie miała.
    Pozdrawiam
    EAnna

  28. @EAnna

    Przepraszam, czy Pani się coś nie pomyliło?
    Proszę podać chociaż jedno prawo natury obalone przez człowieka.
    Człowiek do końca nawet nie poznał tych praw a tu słyszymy o “obalaniu”

    Nie, nie pomyliło. Leki, szczególnie antybiotyki. Sterowanie płodnością. Samochody, samoloty, loty na Księżyc. Ubrania. Ratowanie wczesniaków. Tworzenie hybryd zwierzęcych w celach hodowlanych. I tak dalej.
    Takie obalanie miałam na myśli. Oczywiście nie prawa natury typu zasada zachowania energii. Ale mam wrażenie, że to wynikało z dyskusji wyżej.

    Organizm człowieka jest bardziej złożonym tworem niż komórki w laboratorium, hodowane a raczej chowane na stałych pożywkach.

    Tak, zdaję sobie sprawę, robię to od lat. Nb. słowo „hodowane” jest używane powszechnie.
    Dlatego też wniosków o skuteczności szczepień nie wyciąga się z wyników badań in vitro.

    Proszę dotrzeć do materiałów zestawiających choćby autyzm, śmierć łóżeczkową, alergie, encefalopatie z ilością i kalendarzem szczepień w różnych krajach.

    Owszem, dotarłam. Takie dane pokazują, że nie ma związku między tymi schorzeniami a szczepionkami.

    Jednak absolutnie nie zgadzam się ze stosowanym w Polsce kalendarzem szczepień oraz ich ilości a i intensywnością jak również praktykowanym przymusem.

    Cóż mogę na to poradzić? Na szczęście jest to opracowywane przez specjalistów, na podstawie mnóstwa danych naukowych, a nie widzimisię.
    Kwestia szczepień obowiązkowych też jest w porządku, z tym że nawet więcej szczepionek powinno być włączonych do tej grupy.

    Z autopsji znam naciski przedstawicieli medycznych na stosowanie niektórych szczepionek oraz presję SANEPIDU wywieraną na lekarzy (pisze w skrócie bo to rezległy temat). Znam również fakt bardzo ostrożnego podchodzenia do kwestii szczepień członków własnych, lekarskich rodzin.

    I jak to świadczy o skuteczności szczepień? Nijak. Poza tym to dane anegdotyczne. Ja z autopsji znam co innego na przykład, ale nie podaje tego jako argumentu w dyskusji.

    Ze względu na charakter pracy należy Pani do osób o wybitnej, opiniotwórczej sile. To zobowiązuje, nawet w wypowiedziach na blogu, nie mówiąc już o prasie o zasięgu ogólnokrajowym. Dlatego podziwiam Pani bagatelizujące, bezkrytyczne podejście do zakresu odczynów poszczepiennych i dezawuowanie ruchów antyszczepionkowych, które przecież bez powodu nie powstały.

    Zobowiązuje, dlatego właśnie to robię. Dlatego piszę o sensowności stosowania szczepionek i powszechnych szczepień.
    Bagatelizującego podejścia nie wykazuję, przeciwnie – skrupulatnie pokazuję dane naukowe.
    A ruchy antyszczepionkowe działają od zawsze, z różnych powodów, niestety – najczęściej bardzo nienaukowych. Polecam:

    http://sporothrix.wordpress.com/2012/12/12/niezwykle-przygody-ruchow-antyszczepionkowych-na-poczatku/

    http://sporothrix.wordpress.com/2013/02/05/niezwykle-przygody-ruchow-antyszczepionkowych-na-koncu-a-konca-nie-widac/

    Jest wielu lekarzy zgłębiających problem skuteczności i tzw. opłacalności społecznej szczepień. Za nimi nie stoją pieniądze wielkiej farmacji i występują wbrew autorytetom. Mam nadzieję, że Pani znajdzie powoli czas aby z tymi publikacjami się zapoznawać, oddzielić ziarno od plew i uwzględnić racjonalne argumenty oraz wyniki badań w swoim stanowisku.

    Primo – argument z bigfarmy nie świadczy o skuteczności szczepień. Nieprawidłowości finansowe czy prawne naturalnie powinno się ujawniać, piętnować i przeciwdziałać.
    Secundo – bardzo jesteś protekcjonalna. Znam te pseudopublikacje. Oddzielam i uwzględniam. Dlatego moje teksty są zawsze racjonalne, rzetelne i prezentują aktualne stanowisko nauki.

    Uważam, że obie strony powinny spotkać sie w połowie drogi

    Nie. Prawda nie leży pośrodku.

    i wypracować model oraz kalendarz szczepień uwzględniający naturalny rozwój układu immunologicznego niemowląt tak, aby zminimalizować odległe skutki szczepień, które na pewno nie są jeszcze dobrze rozpoznane.

    Robi się to bardzo intensywnie. Za każdym razem, przy nowych szczepionkach, przy każdej partii szczepionki. Kwestia w tym, że poważne skutki uboczne szczepień są tak niesłychanie rzadkie, że nie sposób tego przewidzieć nawet w badaniach klinicznych. Za małe grupy ludzi.

    Jak nie kojarzyć silnej alergii u niemowlecia karmionego piersią z “przesterowaniem” układu immunologicznego”?

    Post hoc ergo propter hoc. Częsty błąd.

    A co to jest alergia?

    Tu mogę tylko odesłać do do podręczników immunologii. Alergie nie są skutkiem szczepień.

    Czy podanie dziecku tuż po urodzeniu 2 szczepionek nie jest majstrowaniem przy układzie immunologicznym?

    Nie, nie jest.

    Już w trakcie porodu układ pokarmowy, oddechowy i skóra noworodka zasiedlają się bakteriami symbiotycznymi oraz przypadkowymi.

    Tak, i jest ich znacznie więcej (także wirusów), niż dwie szczepionki. Oraz niestety niektóre z nich mogą okazać się śmiertelne dla noworodka. Dlatego szczepimy przeciw nim.

    Po co dodawać podskórnie szczepionki z obcymi białkami, antybiotykami, ajuwantami i konserwantami?

    Żeby chronić te dzieci przed groźnymi chorobami i zgonem.
    Tu info, dlaczego szczepimy noworodki p-gruźlicy – http://sporothrix.wordpress.com/2010/04/02/grozna-gruzlica/
    A tu, dlaczego przeciw wzwB – http://homiki.pl/index.php/2012/09/wirusowe-zapalenia-watroby-czesc-i/

    Nota bene ostatnio pojawiło się w polskiej prasie wiele artykułów podpisanych prof/doc/dr medycyny taki a taki, wktórych autorzy nawet nie wiedzą, że polskie niemowlaki “uodparniane” są już na oddziale porodowym. I jak wierzyć ich zapewnieniom o korzyściach płynących ze szczepień?

    Każdy lekarz powinien o tym wiedzieć. Od lat jest to w kalendarzu szczepień (na szczęście), a do szczepień kwalifikują lekarze przecież. Jeśli dany lekarz, o czym piszesz, nie wie – cóż, źle świadczy to tylko o nim. Nie o szczepionkach.

    Życie nauczyło mnie skromności w ocenie zjawisk, prawd naukowych i tzw. oczywistości. Kiedyś byłam gotowa dać głowę za niektóre swoje przekonania. Dzisiaj wiem, że dawno bym jej nie miała.

    Mnie uczy życie i nauka. Dzięki temu opisuję to, co jest prawdziwe.

  29. Dlaczego dzieci, które przechodzą wszystkie szczepienia, najczęściej chorują przewlekle na różne schorzenia (infekcje dróg oddechowych, nawracajace ciężkie gorączki, nawracajacy ból ucha, alergia skórna, zaburzenia autystyczne, padaczkowe EEG – wymieniam to, co spotkało moje dzieci oraz co obserwuję u innych dzieci w moim otoczeniu) w pierwszych latach życia? Nie znam dziecka szczepionego, które cieszyłoby się długookresowym zdrowiem, tj. nie miało choć jednego z wymienionych objawów, a dość żywo interesuję się zdrowiem dzieci w ogóle. Przecież żyjemy w czasach dobrobytu, a nasze dzieci mają stały dostęp do lekarzy i współczesnej medycyny (w tym – szczepionek, które mają wzmacniac odporność). Czy ciągłe chorowanie dzieci to norma? Co z ich odpornością? Jest za słaba? Nawet po pełnej gamie nowoczesnych szczepień? Nigdy nie żałowałam swoim dzieciom pieniędzy na lepsze wersje szczepionek. Jest w mojej rodzinie tylko jedno dziecko nieszczepione. Ma 3,5 roku. Nie choruje w ogóle, nie licząc sporadycznych i łagodnie przebiegajacych katarów oraz gorączek. W wieku 2 lat poszło do przedszkola.

  30. Po pierwsze, to są obarczone uprzedzeniami dane anegdotyczne. Z prawdziwych danych naukowych wynika, że dzieci szczepione na pewno nie chorują bardziej od nieszczepionych, a są przesłanki, by przypuszczać, iż są w ogóle zdrowsze.
    Ale po drugie – przecież szczepionki chronią zasadniczo przed określonymi chorobami zakaźnymi. Trudno, żeby zmniejszały liczbę padaczek na przykład, bo nie do tego służą (nie, szczepionki nie służą wzmacnianiu odporności w ogóle, choć niektóre prawdopodobnie mają taki skutek).
    Czy ciągłe chorowanie dzieci to norma? Myślę, że tak. Medycyna wciąż się rozwija i wciąż walczy z różnymi rzeczami gnębiącymi ludzi. Część z nich zwalczyła, a z niektórymi to się zapewne nigdy nie uda.

  31. „Czy ciągłe chorowanie dzieci to norma? Myślę, że tak.”

    Spodziewałabym się czegoś innego po współczesnej medycynie. Produktem medycyny powinno być zdrowie. Jakość produktu świadczy o producencie.

    Oceniam medycynę w ogóle (również tę niekonwencjonalną) wg jej skuteczności: tu i teraz.

    Trzy lata temu całkowice zrezygnowałam z usług współczesnej medycyny konwencjonalnej adresowanych do moich Dzieci. Wtedy moje Dzieci nareszcie zaczęły równocześnie powracać do zdrowia, pomimo różnicy wieku (3 lata), po kilkuletnim niemal bezustannym chorowaniu. Wyszły całkowicie z chorób alergicznych (skórnych i w układzie oddechowycm), neurologicznych, jelitowych, laryngologicznych. Dzisiaj cieszą się trwałym, dłogookresowym zdrowiem.

  32. ps.

    „Po pierwsze, to są obarczone uprzedzeniami dane anegdotyczne. Z prawdziwych danych naukowych wynika, że dzieci szczepione na pewno nie chorują bardziej od nieszczepionych, a są przesłanki, by przypuszczać, iż są w ogóle zdrowsze.”

    Nie, to nie są dane anegdotyczne, to są dane zebrane przeze mnie, z moich prywatnych aktywnych obserwacji i wywiadów z ludźmi: z innymi rodzicami, z nauczycielami przedszkolnymi, jak również z lekarzami, z którymi romawiam na gruncie prywatnym.

    Nie wiem, kto i w jaki sposób ustala prawdziwość danych naukowych. Naukowcy i lekarze mają przecież odmienne poglądy. Również w kwestii szczepień.

  33. @Mama dwójki dzieci

    Spodziewałabym się czegoś innego po współczesnej medycynie. Produktem medycyny powinno być zdrowie. Jakość produktu świadczy o producencie.

    Znakomicie. Takich ludzi nam trzeba. Pracuj, walcz z chorobami, likwiduj je, eliminuj i eradykuj. Przy okazji udowodnisz, że ci wszyscy naukowcy od Pasteura począwszy obijają się tylko i lenią.
    A, i jak już pokonasz wszystkie choroby, to mam prośbę – weź się za grawitację, co? Bardzo mi przeszkadza.

    Oceniam medycynę w ogóle (również tę niekonwencjonalną) wg jej skuteczności: tu i teraz.

    Z medycyną niekonwencjonalną radziłabym uważać. Zwykle są to bzdury, czasem zbrodnicze: http://sporothrix.wordpress.com/2010/12/29/niekonwencjonalne-%E2%89%A0-naturalne-%E2%89%A0-bezpieczne/

    Trzy lata temu całkowice zrezygnowałam z usług współczesnej medycyny konwencjonalnej adresowanych do moich Dzieci.

    Super. Ale wiesz, post hoc ergo propter hoc. Nie Ty pierwsza robisz ten błąd.

  34. @Mama dwójki dzieci

    Nie, to nie są dane anegdotyczne, to są dane zebrane przeze mnie, z moich prywatnych aktywnych obserwacji i

    To są właśnie dane anegdotyczne: http://en.wikipedia.org/wiki/Anecdata
    Nierelewantne i nieprzydatne w rozmowie o nauce.

    Nie wiem, kto i w jaki sposób ustala prawdziwość danych naukowych. Naukowcy i lekarze mają przecież odmienne poglądy. Również w kwestii szczepień.

    Już wyjaśniam. Żeby dane zostały przyjęte muszą być poprzedzone drobiazgowymi, długofalowymi i szeroko zakrojonymi badaniami. Na różnych populacjach, w różnych krajach, w różnym czasie. Muszą uwzględniać poprawną statystykę. Potem powinny zostać opublikowane w dobrych peer-review czasopismach naukowych. Potem z takich wielu artykułów (bo nie może być tylko jeden) zbiera się te informacje, analizuje, pracują nad tym specjaliści wielu dziedzin.
    Pisałam co nieco o tym: http://sporothrix.wordpress.com/2011/06/08/kto-ma-racje/

    Odmienne zdanie naukowców i kogokolwiek innego – nieopublikowane zgodnie z powyższymi zasadmi – o niczym nie świadczy.

  35. Dzieci nieszczepione korzystają z „parasola ochronnego” tworzonego wokół nich przez dzieci szczepione, mogą być nosicielami chorób ustawicznie penetrujących bariery immunologiczne, to bardzo niebezpieczne zjawisko. W Australii warunkiem przyjęcia dziecka do przedszkola jest przyjęcie wszystkich obowiązkowych szczepień, jest to administracyjne zarządzenie chroniące dzieci i personel przed infekcją. Proste, łatwe, skuteczne. Bez debat sejmowych, pieniactwa i warcholstwa.

  36. @Jack.t

    W Stanach też się to stosuje. Rozwiązanie dobre, ale chyba tylko tam, gdzie nie ma obowiązku szkolnego.

  37. jack.t on 28.03.2013 o 21:30 said:
    „Dzieci nieszczepione korzystają z “parasola ochronnego” tworzonego wokół nich przez dzieci szczepione, mogą być nosicielami chorób ustawicznie penetrujących bariery immunologiczne, to bardzo niebezpieczne zjawisko”

    Zjawisko dla kogo niebezpieczne: dla szczepionych? Przecież ci ostatni są odporni dzięki szczepionkom.

    Pani dr Ewa Krawczyk napisała:
    „nie, szczepionki nie służą wzmacnianiu odporności w ogóle,”

    Jeżeli nie szczepione dzieci są nosicielami chorób to znaczy, że są na nie odporne. Jak zatem mogą zagrozić osobom szczepionym, jeżeli szczepionki nie zmniejszają odporności a prawdopodobnie, (lub „anegdotycznie”)… ją zwiększają?
    O jakim zagrożeniu jest więc mowa?
    Pytam po raz wtóry dr Ewę Krawczyk jak wytłumaczy gwałtowny wzrost zachorowań na autyzm z naukowego punktu widzenia? Nie raczyłaś się do tego odnieść autorko bloga.
    Fakt nie udowodnienia danej tezy nie świadczy o jej nieprawdziwości tylko o braku udowodnienia. (przyczyny: brak odpowiedniej wiedzy, technik badawczych lub woli wykazania – to tylko przykłady)
    Jeżeli do tego dodamy zbieżność czasową szczepień i wystąpienia objawów autyzmu prawdopodobieństwo korelacji wynosi 2/3.
    Podkreślam po raz kolejny, nie kwestionuję faktu uzyskania odporności na niektóre choroby w wyniku szczepień i nigdy tych szczepień bym nie zaniechała wobec własnych dzieci, ale kwestionuję i protestuję wobec faktu zbyt wczesnego i zbyt szerokiego zakresu szczepień niemowląt jak również zbyt wysokiej ich częstotliwości w aspekcie kumulacji efektów ubocznych.
    Protestuję przeciwko „przymykaniu oka” na zawartość w szczepionkach obcych białek (alergie), trujących metali ciężkich i lekkich, antybiotyków. Protestuję przeciwko ignorowaniu badań wskazujących na widoczną korelację autyzmu z wysokim poziomem metali ciężkich w organizmach chorych i zawartości tych metali w niektórych szczepionkach.
    Dostrzegam tutaj analogię z nadużywaniem antybiotyków, które z jednej strony ratują życie a nadużywane rujnują organizm.
    „Znaj proporcjum mocim panie” to staropolska mądrość odnosząca się do wszystkich aspektów życia.
    Mam wrażenie, że celem współczesnej medycyny jest zamiana bólu ostrego na ból przewlekły. Prawdę mówiąc, wcale się temu nie dziwię, bo kto mądry podcina gałąź, na której siedzi.
    Uprawianie nauki IMHO to nieustanne poszukiwanie, skroność i wątpienie; zadawanie kolejnych pytań i próba podważenia własnych tez.
    Pewność siebie dyskwalifikuje naukowca; może również świadczyć o spranym mózgu.
    Co do ostatniej kwesti, wieloletnia praca w międzynarodowej korporacji pozwala mi na bezbłędne rozpoznanie symptomów „nauk z sympozjiów i konferencji”.

  38. @EAnna

    Zjawisko dla kogo niebezpieczne: dla szczepionych? Przecież ci ostatni są odporni dzięki szczepionkom.

    Proponuję doczytać coś o odporności grupowej. Szczepionki (poza jedną) sens maja wówczas kiedy szczepi się odpowiednia liczba osób w populacji. Wtedy zarówno szczepieni, jak i nieszczepieni są bezpieczni.

    Jeżeli nie szczepione dzieci są nosicielami chorób to znaczy, że są na nie odporne. Jak zatem mogą zagrozić osobom szczepionym, jeżeli szczepionki nie zmniejszają odporności a prawdopodobnie, (lub “anegdotycznie”)… ją zwiększają?

    Właśnie tak, jak napisałam. Żadne szczepionki nie działają w 100%, niezbędne jest szczepienie określonej, sporej liczby osób w populacji.
    Aha, szczepionki zwiększają odporność organizmu w stosunku do chorób, przeciw którym mają chronić (głównie, bo niektóre moją działać trochę szerzej, jak pisałam), dlatego ludzie szczepieni chorują jednak mniej. Nie są to dane anegdotyczne, tylko informacje dowiedzione naukowo.
    „Nosiciele” chorób odporni? Na pewno wiesz, o czym piszesz?
    Używanie słowa „anegdotycznie” w tym kontekście zakrawa na trolling i przepychanki, w dalszej części komentarza uciekasz się do chamskich personalnych wycieczek. Odpowiadam więc po raz ostatni (ze względu na innych czytelników), kolejne Twoje komentarze nie będą akceptowane (chyba że będą merytoryczne i grzeczne).

    Pytam po raz wtóry dr Ewę Krawczyk jak wytłumaczy gwałtowny wzrost zachorowań na autyzm z naukowego punktu widzenia? Nie raczyłaś się do tego odnieść autorko bloga.

    Bo wiesz, ja nie mam żadnego obowiązku odpowiadać na pytania. To jest wyłącznie moja uprzejmość, której mam, jak widać, szalenie dużo.
    Ale odpowiem – zajrzyj do PubMedu, wrzuć hasło autism i epidemiology i poczytaj sobie, jak to jest.

    Fakt nie udowodnienia danej tezy nie świadczy o jej nieprawdziwości tylko o braku udowodnienia. (przyczyny: brak odpowiedniej wiedzy, technik badawczych lub woli wykazania – to tylko przykłady)

    Dlatego piszę zawsze, że nauka nie pokazuje, nie udowodniła, że jest związek między autyzmem a szczepionkami.

    Jeżeli do tego dodamy zbieżność czasową szczepień i wystąpienia objawów autyzmu prawdopodobieństwo korelacji wynosi 2/3.

    Interesujące. Że nie wspomnę o tym, że korelacja nie oznacza wynikania. Po raz kolejny robisz ten sam błąd logiczny.

    Cała reszta komenntarza zasługuje tylko na: to prostestuj sobie, dostrzegaj oraz miej wrażenie. Na szczęście zajmują się tym ludzie, którzy wiedzą, o co w tym chodzi.

    Pewność siebie dyskwalifikuje naukowca; może również świadczyć o spranym mózgu.
    Co do ostatniej kwesti, wieloletnia praca w międzynarodowej korporacji pozwala mi na bezbłędne rozpoznanie symptomów “nauk z sympozjiów i konferencji”.

    O, dziękuję Ci, bardzo uprzejma jesteś. Nie masz argumentów, nie masz pojęcia, o czym piszesz, nie umiesz dyskutować, więc obrażasz. Ślicznie. I EOT.

  39. „Fakt nie udowodnienia danej tezy nie świadczy o jej nieprawdziwości tylko o braku udowodnienia. (przyczyny: brak odpowiedniej wiedzy, technik badawczych lub woli wykazania – to tylko przykłady)”

    „Dlatego piszę zawsze, że nauka nie pokazuje, nie udowodniła, że jest związek między autyzmem a szczepionkami.”

    Brak dowodu na istnienie zjawiska nie oznacza, że tego zjawiska nie ma.

    „korelacja nie oznacza wynikania”

    Związek czasowy MOŻE wskazywać na związek przyczynowo-skutkowy.

    A co Ty – Sporothrix sama, bez odwoływania się do linków, sądzisz o przyczynach epidemii autyzmu? Niedawno uczestniczyłam w konferencji NAUKOWEJ na temat autyzmu i padło tam właśnie takie sformułowanie: „epidemia autyzmu”.

    „A, i jak już pokonasz wszystkie choroby, to mam prośbę – weź się za grawitację, co? Bardzo mi przeszkadza.”- czy to jest grzeczne z Twojej strony? Oczekujesz przecież grzeczności od innych… Udam, że nie dostrzegłam ironii. Wolę rozmowę bez złośliwości.

    Szanuję grawitację, jako element Natury. Tak samo jak naturalne zdolności moich Dzieci do samoleczenia się. Staram się nie przeszkadzać Naturze, nawet medycyną niekonwencjonalną. Wyprowadzając Syna z objawów padaczkowych i autystycznych, które ujawniły się tuż po szczepieniu przeciwko polio i DTP na przełomie 5 i 6 r.ż., nie korzystałam z zaleceń medycyny niekonwencjonalnej, a medycynie tzw. akademickiej, jak już wspomniałam, podziękowałam za usługi (które okazały się nieskuteczne, a wręcz szkodliwe), poza diagnostyką, z której do dzisiaj korzystam w celu monitorowania zdrowia moich Pociech.

    „Odmienne zdanie naukowców i kogokolwiek innego – nieopublikowane zgodnie z powyższymi zasadmi – o niczym nie świadczy.””

    Czytam właśnie książkę napisaną przez lekarza-naukowca Achima Petersa „Samolubny mózg”, odpowiem Ci cytatem z tej książki:
    „Powody, dlaczego jedna teoria naukowa została uznana, a inna nie, mają wiele warstw. Oprócz ściśle naukowych aspektów istotną rolę odgrywają również duch czasu, układy polityczne czy interesy ekonomiczne.”

  40. @Mama dwójki dzieci

    Brak dowodu na istnienie zjawiska nie oznacza, że tego zjawiska nie ma.

    Tak, ale czegoś takiego nie da się udowodnić. Dlatego nauka podaje to, co w tej chwili wiadomo. I takie też są moje notki.

    Związek czasowy MOŻE wskazywać na związek przyczynowo-skutkowy.

    Dopóki się go jednak nie wykaże – nie wskazuje.

    A co Ty – Sporothrix sama, bez odwoływania się do linków, sądzisz o przyczynach epidemii autyzmu?

    Jak widzisz, ja nie snuję tutaj moich własnych teorii. Słucham specjalistów. W tej chwili wiadomo tylko, że przyczyn może być dużo, ale na pewno niczego jeszcze nie potwierdzono.

    “A, i jak już pokonasz wszystkie choroby, to mam prośbę – weź się za grawitację, co? Bardzo mi przeszkadza.”- czy to jest grzeczne z Twojej strony? Oczekujesz przecież grzeczności od innych… Udam, że nie dostrzegłam ironii. Wolę rozmowę bez złośliwości.

    Ależ tam była ironia. W odpowiedzi na Twoje słowa.
    Nb. ironia mi nie przeszkadza w dyskusji. Nie uznaję jednak w tejże personalnych wycieczek.

    Powiem po raz kolejny i ostatni – tu dyskutujemy na fakty, a nie widzimisię. Testy „wydaje mi się”, „mam wrażenie”, „spodziewałabym się” są nierelewantne w dyskusji i niemerytoryczne.

    Wyprowadzając Syna z

    Znowu – anecdata.
    Następnym razem nie zaakceptuję Twojego posta, jeśli nie będzie merytoryczny.

    Czytam właśnie książkę napisaną przez lekarza-naukowca Achima Petersa “Samolubny mózg”, odpowiem Ci cytatem z tej książki:
    “Powody, dlaczego jedna teoria naukowa została uznana, a inna nie, mają wiele warstw. Oprócz ściśle naukowych aspektów istotną rolę odgrywają również duch czasu, układy polityczne czy interesy ekonomiczne.”

    No i ten pan ma takie zdanie i takie obserwacje. Można się zgodzić, że pozanaukowe aspekty miewają znaczenie, a zwłaszcza miewały w przeszłości. Najważniejsze i decydujące znaczenie mają fakty naukowe, tak działa nauka, i ja je przedstawiam.

  41. Wszystkie dyskusje z ludźmi „anty-…”, kończą się w niemiły sposób, przeważnie ciosem poniżej pasa. Ciekawe, dlaczego szczepionki zostały wybrane jako „chłopiec do bicia” a nie na przykład: błędy genetyczne, złe odżywianie, zatrucie srodowiska itp?
    PS. Być „anty-…” jest pewnego rodzaju religiją i racjonalne argumenty się nie liczą. Pozdrawiam.

  42. Witam. W nowym numerze „Polityka” z 3/04/13 jest ciekawy artykuł Marcina Rotkiewicza pt „Prawie jak dokument”, demaskujący różnych hucpiarzy kręcących psełdo-dokumentalne filmy i głoszących psełdo-naukowe teorie. Gdyby tylko ci głosiciele psełdo-prawdy chcieli to przeczytać.
    PS. Jest też swietny artykuł Jacka Żakowskiego. Pozdrawiam.

  43. „Brak dowodu na istnienie zjawiska nie oznacza, że tego zjawiska nie ma.”

    Oczywiście. Ale jeśli X razy sprawdzono i nie znaleziono korelacji, to PRAWDOPODOBIEŃSTWO, że ta korelacja faktycznie jest drastycznie zmalało.
    Jeśli mamy hipotezę, „szczepienia powodują autyzm” to na początku możemy sobie przyjąć, że jej szansa jest 1/2 (tak od czapy).
    Po pierwszym badaniu gdzie korelacja NIE zostanie wykazana, to prawdopodobieństwo maleje to powiedzmy 1/20,
    po kolejnnym do 1/1000 itd.

    Tak, powtórzę, statystyka TEŻ potrafi oceniać prawdopodobieństwo że coś zachodzi, jeśli dotychczasowe badania zależności nie potwierdzają.

    Polecam przeczytać dowolny artykuł z fizyki. Tam prawie nigdzie nie ma, że coś „nie zachodzi” jest tylko „z prawdopodobieństwem 99.99999 można przyjąć, że coś nie zachodzi”

    A te prawdopodobieństwa, o których mówimy w kontekście „autyzmu szczepionkowego” to wychodzą dość jednak malutkie. Naprawdę.

    PS. Jak tu można odpowiedzieć na komnetarz?

  44. „X razy sprawdzono i nie znaleziono korelacji”

    W jaki sposób sprawdzano związek przyczynowo-skutkowy między szczepieniami a poszczepiennymi (=pojawiającymi się tuż po szczepieniu) objawami autystycznymi u polskich dzieci? Pytam w kontekście polskiego kalendarza szczepień (chodzi mi o ewentualny wpływ kumulacji skutków ubocznych stosowania konkretnej ilości i konkretnego rodzaju szczepionek).

    U mojego Syna wystąpił związek czasowy: tuż po szczepieniu pojawiły się objawy autystyczne (diagnoza: Zespół Aspergera), których przed szczepieniem nie było, ale nigdzie tego nie zarejestrowano. W jaki sposób i kto w Polsce sprawdza korelację w takich przypadkach, jak nasze?

  45. @ Mama dwójki dzieci

    W jaki sposób sprawdzano związek przyczynowo-skutkowy między szczepieniami a poszczepiennymi (=pojawiającymi się tuż po szczepieniu) objawami autystycznymi u polskich dzieci?

    Po raz kolejny – nie. To nie jest związek przyczynowo-skutkowy.
    Takiego związku nie ma. Żadne badania, a było ich mnóstwo, nie wykazały go. Linków wrzucano tutaj mnóstwo, poszukaj sobie.

    I to jest moje ostatnie ostrzeżenie. Tym razem sformułowałaś swojego komcia tak, że wygląda na pytanie zaciekawionej. Wciąż jednak widać, że powtarzasz antynaukowe brednie, a nie piszesz merytorycznie. Jeśli kolejny komentarz będzie podobny, nie zaakceptuję go.

    Pytam w kontekście polskiego kalendarza szczepień (chodzi mi o ewentualny wpływ kumulacji skutków ubocznych stosowania konkretnej ilości i konkretnego rodzaju szczepionek).

    Nie wykazano czegoś takiego.
    Jeśli występują poważne skutki uboczne po szczepieniu, to się go nie kontynuuje, ewentualnie zmienia. Jeśli zaś są łagodne i nie ma przeciwwskazań, to szczepi się dalej.

    tuż po szczepieniu pojawiły się objawy autystyczne (diagnoza: Zespół Aspergera), których przed szczepieniem nie było, ale nigdzie tego nie zarejestrowano.

    Co to znaczy – nie zarejestrowano, skoro o tym wiesz i piszesz? Albo wiesz o tym od lekarzy (czyli zarejestrowali to) albo wymyśliłaś to sama.
    Korelację sprawdzają naukowcy. Ale korelacja też nie jest związkiem przyczynowo-skutkowym.

  46. „To nie jest związek przyczynowo-skutkowy.”

    W przypadku mojego Syna nikt tego nie sprawdzał. Neurolog ze szpitala dziecięcego, do którego zgłosiłam się z Synem odmówił mi JAKIEJKOLWIEK konsultacji na temat możliwego wpływu szczepień. Nie wykazał żadnego zainteresowania ewentualnym związakiem szczepienia i objawów, nie zrobił wywiadu, nie mówiąc już o rozważeniu zgłoszenia NOP-u.

    „Co to znaczy – nie zarejestrowano, skoro o tym wiesz i piszesz?”

    Nie zarejestrowano NOP-u (NOP-u w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Zdrowia o niepożądanych odczynach poszczepiennych).

    Temat skutków ubocznych szczepień jest tematem poważnym. To nie jest temat rozrywkowy, szczególnie dla rodziców dzieci, które doświadczyły tych skutków. W takim temacie nie powinno być miejsca na ironię, złośliwość i wrogość, niezależnie od tego, czy się ze sobą zgadzamy, czy nie.

  47. @ Mama dwójki dzieci

    Najostatniejszy raz:

    W przypadku mojego Syna nikt tego nie sprawdzał.

    Bo to zostało sprawdzone wielokrotnie. Nie ma takiego związku.

    Neurolog ze szpitala dziecięcego, do którego zgłosiłam się z Synem odmówił mi JAKIEJKOLWIEK konsultacji na temat możliwego wpływu szczepień. Nie wykazał żadnego zainteresowania ewentualnym związakiem szczepienia i objawów, nie zrobił wywiadu, nie mówiąc już o rozważeniu zgłoszenia NOP-u.

    Bo żadnego NOP-u nie było. Nie ma związku między szczepieniami a autyzmem.

    Nie zarejestrowano NOP-u

    Bo go nie było. NOP-y zgłasza lekarz, a nie pacjent.

    Temat skutków ubocznych szczepień jest tematem poważnym.

    Oczywiście, często o nim piszę: http://sporothrix.wordpress.com/2011/06/26/efekty-uboczne-szczepien/

    Nie jestem Ci wroga. Nie lubię tylko pseudonaukowego bełkotu, który tu powtarzasz. I nie chodzi o zgadzanie się, czy nie – chodzi o fakty naukowe.

    EOT ostatecznie.

  48. To może jeszcze ja o tym jak to niektórzy „nie sprawdzają”
    Mój synek się zaniósł (hasło do gugli „zaniesienie się dziecka” lub „zanoszenie się dziecka”
    Trafił do lekarzy, m.in. do pani neurolog. Ta pani neurolog odroczyła szczepienia (acz było widać, że tylko jedno z nich było dla niej podejrzane, a pozostałe odroczyła raczej na wszelki wypadek” )
    W tzw. międzyczasie znajoma napisała maila do prof. Majewskiej (Tak, tej samej). I pani profesor NIE WIDZĄC DZIECKA, nie widząc jego historii choroby) napisała „nie szczepić” Tak po prostu.

    I kto tu był dokładniejszy?

    PS. Nie mam nic wspólnego z lekarzami (poza byciem pacjentem). Jestem raczej techniczny. I dlatego nie jestem w stanie ocenić tezy „szczepionki powodują autyzm”. Ale raczej czuje się na siłach ocenić _wywód_ zawarty (m.in.) w liście Majewskiej. I on się kupy nie trzyma. (Dość dobrą analizę zrobił Bart na swoim blogu) Wierzę, że np. lekarze i badacze mogą być nieobiektywni gdy są finansowani przez firmy farmaceutyczne (w styczniowym lub lutowym „Świecie Nauki” jest dość smutny artykuł na ten temat) ale sorry, nie sądzę, żebym był w stanie znaleźć kompletny bezsens w ich pracach, po 2-3 akapitach czytania (tak jak to było u Majewskiej)

  49. „W jaki sposób sprawdzano związek przyczynowo-skutkowy między szczepieniami a poszczepiennymi (=pojawiającymi się tuż po szczepieniu) objawami autystycznymi u polskich dzieci?”
    Nie wiem czy u polskich. Ale ogólnie bardzo prosto (ha,ha)

    Bierze się 2 zbiory dzieci: jeden szczepiony, drugi nieszczepiony.
    Patrzymy ile jest przypadków autyzmu (skoro już przy nim jesteśmy) w jednym i w drugim.
    Mamy więc 4 liczby
    A= liczba szczepionych
    B =liczba nieszczepionych
    Aa = liczba autyzmów wśród szczepionych
    Ba = liczba autyzmów wśród nieszczepionych
    jeśli ilorazy Aa/A oraz Ba/B nie różnią się zbytnio od siebie to znaczy, że szczepienia nie mają wpływu na autyzm (Ściślej: prawdopodobieństwo, że mają jest bardzo niskie).
    Zwracam uwagę, że nawet _nie_trzeba_wiedzieć_ czy dany autyzm był zgłoszony jako NOP.
    Oczywiście to wszystko jest trochę bardziej skomplikowane (dobór próbek, sprawdzenie, czy próbki sa wystarczająco liczne itp)

  50. @ Kjonca

    I dlatego nie jestem w stanie ocenić tezy “szczepionki powodują autyzm”.

    Wtedy trzeba zaufać specjalistom, a nie oszołomom, czy np. prof. Majewskiej (która manipuluje danymi, nie interpretuje ich poprawnie, a czasem i kłamie).
    Mnóstwo osób debunkowało Majewską. Można zajrzeć do Barta, można na Modne bzdury, można też do mnie: http://sporothrix.wordpress.com/2012/08/20/powtorka-z-rozrywki/, czy do Polityki: http://www.polityka.pl/nauka/zdrowie/1529867,1,szczepionkowa-polemika.read
    Oraz warto zajrzeć do opinii wybitnych polskich specjalistów: http://www.rpo.gov.pl/pliki/12585351420.pdf
    i http://www.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/oswiadczenie_szczep_25112009.pdf

  51. Dorosłych ludzi nie można zmusić do szczepień, ale dorośli ludzie są odpowiedzialni za swoje decyzje. Gdy dorosła osoba zdecydowała się

    nie szczepić pomimo że odpowiednia szczepionka jest dostępna i nie droga, oznacza to że wzięła na siebie ryzyko zachorowania i poradzenia

    sobie z chorobą siłami własnego organizmu. Do tej pory is OK, pomimo że rozsiewa zarazki w miejscu pracy, komunikacji itd. Natomiast

    jeżeli w wyniku tej choroby wymaga hospitalizacji, powinna ponieść pełne jej koszty. Podobnie w przypadku szczepień diecięcych. Jeżeli

    osoba zachorowała pomimo szczepienia, hospitalizacja powinna być bezpłatna.
    W przypadku zaniechania szczepień diecięcych sytuacja może być bardziej skomplikowana. Adwokat dziecka upośledzonego na skutek zaniechania

    szepień może żądać od rodziców dziecka odszkodowania. Uważam takie postępowanie za etyczne i oczekuję na taki proces.
    PS. Nie żyjemy w idealnym świecie, naciski firm farmaceutycznych czy niedouczenie niektórych lekarzy nie mają z tym nic wspólnego.

  52. @ Jack.t

    zdecydowała się

    nie szczepić pomimo że odpowiednia szczepionka jest dostępna i nie droga, oznacza to że wzięła na siebie ryzyko zachorowania i poradzenia

    sobie z chorobą siłami własnego organizmu. Do tej pory is OK, pomimo że rozsiewa zarazki w miejscu pracy, komunikacji itd.

    OK nie jest, bo zaraża innych. Tych, którzy nie mogą się zaszczepić, a są wrażliwi (kobiety w ciąży i płody, ludzie z immunosupresją, noworodki, itd.). Żyjemy w końcu w społeczeństwie, nie wolno patrzeć tylko na czubek swojego nosa.

  53. Zgadzam się , nie jest OK. Ale nie mamy na to wpływu, nie możemy separować jednostek tylko dlatego że kaszlą. Oczywiście, jest wysoce nie-etyczne świadomie zarażać innych ludzi chorobą.

  54. @ Jack.t

    Przy niektórych chorobach się separuje.
    A tu nawet nie o to chodzi, tylko o zaszczepienie się celem uniknięcia choroby.

  55. Czy podanie dziecku tuż po urodzeniu 2 szczepionek nie jest majstrowaniem przy układzie immunologicznym?

    Nie, nie jest.
    Śmieszna jesteś, autorko, w tym swoim zacietrzewieniu. Nie ma związku, brak korelacji, brak dowodów… Powtarzasz to jak mantrę. Nie ma zgłoszeń,nie ma dowodów. Życzę szczęścia, jakim jest wychowywanie dziecka z NOP. To tak w kontekście tych znikomych procentów statystycznych. I oczywiście szeroko zrozumianej pomocy medycznej.
    Moja prawda jest najmojsza, hm?

  56. @ Amatka

    Powtarzam, ale nie jak mantrę, tylko jak obiektywne informacje o rzeczywistości. Tak, takie są naukowe fakty: szczepionki nie obciążają układu immunologicznego. Szczepionki nie powodują alegii czy autyzmu. Dzieci z alergiami powinno się szczepić (z zachowaniem odpowiednich warunków). Alergia nie jest przeciwwskazaniem do szczepień. Poważne efekty uboczne szczepień są ekstremalnie rzadkie i w żaden sposób nie zmieniają faktu, że szczepionki są znakomitą metodą zapobiegania chorobom zakaźnym. I tak dalej, i tak dalej. A dowody i argumenty (liczne) znajdziesz w moich notkach. Nie ma się co obrażać na rzeczywistość i prawdę, tylko zaakceptować ją.

    A Ty, z drugiej strony, jakież masz argumenty? Żadne, nic.

    Akceptuję Twój komentarz, bo nic tak ładnie nie świadczy o niemerytoryczności i braku wiedzy, jak takie żałosne uciekanie się do wycieczek osobistych. Ale po raz ostatni. EOT i papa.

  57. „Nie wiem, jakimi drogami chodzi rozumowanie, że informuje się o czymś celem nieinformowania” praktycznie żaden leparz,m ani pielęgniarka nie informują o tym, a szczepionkę dostajemy pobraną z fiolki do szczykawki nie widząc nawet ulotki…Więc już wiesz:)

  58. @Adi7x
    A jak leparz nie informuje, to już nie można samodzielnie przeczytać, co jest na tej szczykawce? No tak, trzeba umieć czytać. Ewentualnie wiedzieć, o co zapytać.

  59. W kwestii autyzmu, bez powiązania ze szczepieniami proszę poczytać Sacksa. Uznany na świecie neurolog, wciąż zmaga się z próbą dociekania jego etiologii. Cień szansy na sukces jest.

  60. A w kwestii czytania ze zrozumieniem: pojawiła na polskim rynku wydawniczym książka Sherry Seethaler „Lies, damned lies and science”. Jej kolejne rozdzialy pokazują jak:
    1. Rozumieć rozwój nauki i powody dla których naukowcy się ze sobą nie zgadzają
    2. Określić interesariuszy w danej sprawie oraz ich stanowiska
    3. Rozważycwszystkie za i przeciw konkretnej decyzji
    4. Umieścić możliwości w kontekście, by ocenić koszty alternatywne
    5. Odróznić pzyczynę od biegu okoliczności
    6. Ustalić, w jakim zakesie można zastosować wnioski z badania
    7. Zorientować się w platnianie liczb /statystyka/
    8. ustalić związek miedzy nauką a polityką
    9. Odrzucić sztuczki mające na celu mijani się z logiką
    10. Szukać informacji niezbędnych do uzyskania zrównoważonego oglądu danej kwestii.

    Lektura powinna być obowiązkowa już od gimnazjum, bo jest dość przystępna.
    na deser polecam

    Matt Ridley
    Ur. 1958. Brytyjski pisarz popularnonaukowy. Współzałożyciel i b. prezes International Centre for Life, „parku naukowego w Newcastle. Posiada doktorat z zoologii (Uniwersytet Oksfordzki). Przez wiele lat prowadził dział naukowy w „The Economist”, pisał także dla „Daily Telegraph”. Autor książek: The Red Queen: Sex and the Evolution of Human Nature (1994; pol. wyd. Czerwona królowa, 2001, tłum. J.J. Bujarski, A. Milos), The Origins Of Virtue (1997, wyd. pol. O pochodzeniu cnoty, 2000, tłum. M. Koraszewska), Genome (1999; wyd. pol. Genom, 2001, tłum. M. Koraszewska), Nature Via Nurture: Genes, Experience, and What Makes us Human (także jako: The Agile Gene: How Nature Turns on Nurture, 2003), Rational Optimist 2010.

  61. Pingback: Kolejna powtórka z rozrywki czyli wielbłąd polskiej nauki | Sporothrix

  62. Widywałem podobne blogi „okołomeczyne” jak ten i tam często padały stwierdzenia albo ciche sugestie, że szczepienia są 100% bezpieczne, a jak ktoś twierdzi inaczej, o jest garbaty, wierzy w spiski, UFO itd. Podobny wydźwięk mają artykuły np. na Wyborczej. Tak więc troszkę pokory proszę. ..Tym bardziej, że sama autorka wpisu w swoim zacietrzwieniu idzie dość daleko i próbuje oponentów wbijać w ziemię, jakby prowadziła krucjatę. Mi się w każdm razie lampka alarmowa zapala gdy widze podobne zachowania.

  63. Ojej, i nawet pofatygowałeś/aś się napisać o tym. Jak miło.
    Dla twojej wiadomości – tu nikt, poza antywackami, nie wmawia, ze szczepionki są 100% skuteczne. A krucjatę przeciw głupocie i pseudonauce będę prowadziła dalej, bo taką mam ochotę. Buziaczki.

  64. Boże ludzie, dajcie sobie spokój z próbą dyskusji z Panią sporothrix… Jak widać to normalnie geniusz w kwestii biologii, fizyki, chemii, literatury i innych pokrewnych nauk…

    „Najpierw sprowadzi Was do swojego poziomu, a później pokona doświadczeniem.”

    A ja mam ochotę prowadzić krucjatę przeciwko pseudonaukowcom, której wielgachnym przykładem tej grupy jest Pani spororthrix

  65. W Australii testuja nowa szczepionke przeciwko cholerze. Bardzo starannie bedzie przebadana, Zaszczepione osoby beda monitorowane az przez godzine. Ta szczepionka bedzie skuteczna i przede wszystkim bezpieczna (podobnie jak wszystkie znajdujace sie na rynku) po tak szczegolowym i starannym badaniu, Zachecam autorke do poddania sie tym testom dla dobra ludzkosci.

  66. Ospa Party jest prawie w kazdym przedszkolu w polsce po 2-3 razy w roku. Rodzice posyłają też dzieci ze szkarlatyną, różyczką (jeśli nie ma gorączki) albo jakimiś niezidentyfikowanymi wysypkami (o których nawet rodzice mówią wprost personelowi, że lekarz nie wie co to jest) i nikt z tego powodu larum nie podnosi, bo nauczyciel nie ma prawa nie przyjąć dziecka. Ospa party są wiec tylko straszakiem dla ciemnogrodu, który nie wie, ze i tak w nim uczestniczy mając przedszkolaka…
    Moja żona jest nauczycielką wczesnoszkolną.

  67. Przyznam, że miałem chyba zbyt dużo wolnego czasu, bo przeczytałem całą tę stronę (i nie tylko) i, pomijając sens tej całej dyskusji, muszę przyznać, że autorka wydaje się mieć spore problemy z poczuciem własnej wartości. Na każdą odmienną opinię reaguje tak wrogo i arogancko, że czytanie jej odpowiedzi jest wręcz śmieszne. Jednocześnie jakże mocno zarzeka się, że nie prowadzi wycieczek osobistych, mimo że niemalże każda jej wypowiedź ma protekcjonalny wydźwięk. Przezabawne. A już najbardziej rozbraja mnie to „hihi, papa, buziaczki” od których aż bije inteligencją. Takich osób nie da się traktować poważnie, bez względu na to, o czym piszą i ile zrobią przypisów do swoich wywodów.

  68. @ Krzych

    Niestety nie jest. Jest kłamliwa. Autorzy manipulują danymi (np. podając informacje z innych artykułów na potwierdzenie własnej tezy, a artykuły te niczego takiego nie pokazują). Informują jako o fakcie o czymś, co faktem nie jest i nigdy nie zostało udowodnione. Uprawiają cherrypicking, cytując nieliczne – a słabe i niemądre – prace antyszczepionkowych autorów. Wreszcie powołują się na łajdaków, który twierdzą, że uprawiają naukę, a nie mają do tego żadnych uprawnień tudzież przekraczają wszelkie normy etyczne w swojej pracy. To pracę tę dyskwalifikuje ostatecznie, potwierdzając jej słabość i nienaukowość.

  69. Czy zapalenie opon mózgowych po podaniu szczepionki na krztusiec (szczepionka DTPa) jest łagodnym odczynem poszczepiennym?

  70. 1. Dlaczego w tak małym powierzchniowo, bo dużym jeśli chodzi o gęstość zaludnienia, kraju Holandia nie szczepiono na gruźlicę a zapadalność na tę chorobę była niższa niż w krajach, w których takie szczepienia wykonywano?

    2. Czy Salk – naukowiec, który wymyślił szczepionkę na Polio wyznając, że szczepienia w latach 50-tych w USA były główną przyczyną porażeń kłamał?

  71. @ Jober
    1. Szczepionka przeciw gruźlicy nie ma chronić przed gruźlicą jako taką (czyli faktycznie płucną), a więc informacja ta jest nierelewantna (http://sporothrix.wordpress.com/2010/04/02/grozna-gruzlica/)
    2. Ta „wypowiedź Salka” to jest jakaś brednia, przekazywana przez antywacków. Szczepienia nie są i nie były przyczyną polio (poza bardzo nielicznymi przypadkami VAPP, które związane są ze szczepionką Sabina): http://sporothrix.wordpress.com/2010/12/19/od-polio-chce-miec-glowe-wolna/

  72. Czytam książki na temat szczepień i nie ukrywam, że są wątpliwości czy szczepić czy nie.
    Z moich przemyśleń:
    1. po co szczepić dziewczynki na różyczkę skoro szczepionka działa tylko parę lat? – W wieku dziecięcym chorobę przechodzi się łagodnie. Tymczasem dziewczynki dostają ochronę (dzięki szczepieniu), a gdy stają się kobietami mogą zachorować na tę chorobę, co w przypadku ciąży jest niezwykle groźne dla płodu. Gdyby jednak nie szczepić, a przechorować, wówczas nabywa się odporność na całe życie. Czy tu autor bloga nie widzi więcej plusów na korzyść nieszczepienia w tym konkretnym przypadku?

  73. Czytam książki na temat szczepień i nie ukrywam, że są wątpliwości czy szczepić czy nie.
    Z moich przemyśleń:
    1. po co szczepić dziewczynki na różyczkę skoro szczepionka działa tylko parę lat? – W wieku dziecięcym chorobę przechodzi się łagodnie. Tymczasem dziewczynki dostają ochronę (dzięki szczepieniu), a gdy stają się kobietami mogą zachorować na tę chorobę, co w przypadku ciąży jest niezwykle groźne dla płodu. Gdyby jednak nie szczepić, a przechorować, wówczas nabywa się odporność na całe życie. Czy tu autor bloga nie widzi więcej plusów na korzyść nieszczepienia w tym konkretnym przypadku?

    2. autor postu pisze, że skład szczepionek jest znany – nie jest to prawda. Podając szczepionki na polio wszczepiano ludziom wirusy pochodzenia zwierzęcego (pierwsza produkcja na nerkach małp). Nie sądzę by ktokolwiek wtedy był świadomy co otrzymał „gratis”. Nie sądzę by autor tego bloga dał sobie rękę odciąć za podane i ogólnodostępne składy obecnych szczepionek.

  74. @ jober
    Po pierwsze – autorka.
    Po drugie – przemyślenia, jeśli nie sa oparte na racjonalnych przesłankach, swobodnie mozna lekceważyć. Odpowiem jednak.
    Po trzecie – szczepionka, zastosowana zgodnie z kalendarzem i w odpowiedniej liczbie dawek, działa znacznie dłużej, niż kilka lat. Prawdopodobnie do końca życia.
    Zatem – po czwarte: szczepienia ma bardzo dużo sensu i szczepić trzeba. Plusów nieszczepienia nie ma tu w ogóle.

  75. @ jober

    Nie ma watpliwosci na temat szczepień. Pseudo-wątpliwości, oparte na niewiedzy bądź świadomej chęci wprowadzania siebie i innych w błąd, mają antywacki. Nie naukowcy, nie specjaliści, nie lekarze.

    Na temat różyczki już odpowiedziałam.

    Na temat składu szczepionek – oczywiście jest on znany, a informacje o tym sa powszechnie dostępne. Odcinać sobie ręki naprawdę nie trzeba, wystarczy poszukać i poczytać.

    Co do szczepionki przeciw polio – rozumiem, ze może chodzi o zanieczyszczenie pierwszych, niektorych szczepionek p-polio wirusem SV40. Owszem, tak było i to nie jest żadna tajemnica. Tak jak i to, ze wirus ten nie powoduje zwiększonego ryzyka nowotworów u ludzi. Dodatkowo, to właśnie, ze o tym wiadomo, stwierdzono dzięki nowoczesnym metodom badawczym, stosowanym obecnie celem oceny składu szczepionek i ich bezpieczeństwa.

  76. @Jober:

    2. Czy Salk – naukowiec, który wymyślił szczepionkę na Polio wyznając, że szczepienia w latach 50-tych w USA były główną przyczyną porażeń kłamał?

    Nie kłamał, bo niczego takiego nie powiedział. Powiedział za to, że szczepienia przeciw polio były przyczyną większości zachorowań po 1961 r. To bardzo ważna różnica, bo w latach 50. zachorowania paralityczne na polio w USA szły w dziesiątki tysięcy rocznie, po roku 1961 ich liczba szybko spadła do dwucyfrowej (1961 r. – 324 przypadki, 1963 – 53, 1965 – 11). A Salk mówił tak nie o swojej szczepionce, tylko o produkcie swojego konkurenta Sabina. Zdarzyła mu się więc brzydka wpadka i pewnie w grobie się przewraca za każdym razem, gdy wykorzystują ją przeciwnicy szczepień.

    Z moich przemyśleń:
    1. po co szczepić dziewczynki na różyczkę skoro szczepionka działa tylko parę lat? – W wieku dziecięcym chorobę przechodzi się łagodnie. Tymczasem dziewczynki dostają ochronę (dzięki szczepieniu), a gdy stają się kobietami mogą zachorować na tę chorobę, co w przypadku ciąży jest niezwykle groźne dla płodu. Gdyby jednak nie szczepić, a przechorować, wówczas nabywa się odporność na całe życie. Czy tu autor bloga nie widzi więcej plusów na korzyść nieszczepienia w tym konkretnym przypadku?

    Akurat model “nie szczepić, lepiej przechorować” w przypadku różyczki mogliśmy sprawdzić – szczepionka przeciw różyczce powstała dopiero w latach 70. W latach 1962-65 przez USA przeszła epidemia różyczki. Po stronie korzyści trzeba zapisać, że wiele osób nabyło naturalną odporność. Po stronie minusów: 11 tysięcy kobiet poroniło lub usunęło ciążę, 20 tysięcy dzieci urodziło się z zespołem różyczki wrodzonej, z czego 2100 umarło, 12 tysięcy ogłuchło, 3580 straciło wzrok, a 1800 doznało opóźnień w rozwoju umysłowym.

    Czytam książki na temat szczepień i nie ukrywam, że są wątpliwości czy szczepić czy nie.

    Może to po prostu głupie książki.

  77. „Nie ma watpliwosci na temat szczepień. Pseudo-wątpliwości, oparte na niewiedzy bądź świadomej chęci wprowadzania siebie i innych w błąd, mają antywacki. Nie naukowcy, nie specjaliści, nie lekarze.”

    Wątpliwości są i owszem.
    Skoro można „wyszukać sobie w guglu raporty” np. odnośnie zachorowań na odrę i informacji, że 49 % dzieci, które zachorowały były poprawnie zaszczepione.
    Można też wyszukać informacje o tym, że 90% przypadków zachorowań na koklusz w USA dotyczyło dzieci w pełni zaszczepionych.
    Można również przeczytać o społeczności Amiszów, którzy w ogóle nie szczepią i nie ma u nich zachorowań na autyzm.
    Wątpliwości jest całe mnóstwo. Bo jak ich nie mieć skoro nauka każe nam szczepić, a lekarze się nie szczepią, np. chirurdzy nie chcą się szczepić na WZWb, albo naukowcy i lekarze z firm produkujących szczepionki na odrę nie chcą szczepić swoich dzieci tymi szczepionkami.
    Można też włączyć telewizor i usłyszeć o 6 miesięcznej dziewczynce z Kutna, która zmarła po podaniu szczepionki 6w1. Nie ma wątpliwości?

    „Po trzecie – szczepionka, zastosowana zgodnie z kalendarzem i w odpowiedniej liczbie dawek, działa znacznie dłużej, niż kilka lat. Prawdopodobnie do końca życia.”

    Jeśli nauka dostarcza nam takiej wiedzy „prawdopodobnie do końca życia” to właściwie odnosi się do kwestii wiary i nie ma to nic wspólnego z racjonalnym myśleniem.

    „Na temat składu szczepionek – oczywiście jest on znany, a informacje o tym są powszechnie dostępne. Odcinać sobie ręki naprawdę nie trzeba, wystarczy poszukać i poczytać.”

    Rok 1958. „Nadchodzi wiadomość o tym, że w szczepionkach, którymi zaszczepiono kilka set tysięcy dzieci znajdowało się około 40 małpich wirusów, w tym między innymi wirus B wywołujący zapalenie mózgu u ludzi oraz wirus SV40.” – ” Medical Journal of Australia”.
    Przed 1958 r. nikt nie informował ludzi, że w szczepionkach będą „ekstra wirusy” a jednak.
    Podaję ten przykład, ponieważ „naukowcy i lekarze” nie są w stanie zagwarantować, że szczepionka będzie wolna od zanieczyszczeń. Nie są wstanie zagwarantować, że wraz ze szczepionką na daną chorobę nie wszczepią dziecku innego wirusa, który może przez wiele lat być w formie uśpionej.
    Nauka, lekarze i naukowcy nie są też w stanie zagwarantować, że skład 1 mln szczepionek będzie identyczny. Nie są też w stanie zapewnić dla tych szczepionek tych samych warunków przechowywania, tych samych warunków podania.

    Są wątpliwości i to nie małe.

  78. @ Jober

    Zasadniczo radzę czytać mniej oszołomskich stron, a więcej danych naukowych. Z widzimisię trudno dyskutować.

    odnośnie zachorowań na odrę i informacji, że 49 % dzieci, które zachorowały były poprawnie zaszczepione.

    Pokaż te raporty. Bo wiadomo, że głównie dzieci nieszczepione chorują – patrz sytuacja w Wielkiej Brytanii. Ponadto – oczywiście, że szczepionki nie mają 100% skuteczności. No i odporność grupowa się kłania.

    Można też wyszukać informacje o tym, że 90% przypadków zachorowań na koklusz w USA dotyczyło dzieci w pełni zaszczepionych.

    J.w. Warto poczytać, dlaczego tak się stało (podpowiem – m.in. wina antywacków, choć nie tylko).

    Można również przeczytać o społeczności Amiszów, którzy w ogóle nie szczepią i nie ma u nich zachorowań na autyzm.

    Bzdura, wielokrotnie debunkowana.

    Wątpliwości jest całe mnóstwo. Bo jak ich nie mieć skoro nauka każe nam szczepić, a lekarze się nie szczepią, np. chirurdzy nie chcą się szczepić na WZWb, albo naukowcy i lekarze z firm produkujących szczepionki na odrę nie chcą szczepić swoich dzieci tymi szczepionkami.

    Bzdura. I lekarze szczepią się przeciw WZWB (w Polsce jest obowiązek), i naukowcy się szczepią i swoje dzieci także.

    Można też włączyć telewizor i usłyszeć o 6 miesięcznej dziewczynce z Kutna, która zmarła po podaniu szczepionki 6w1. Nie ma wątpliwości?

    Tragedie się zdarzają, niestety. Przy czym nie ma dowodów na to, że dziecko zmarło na skutek szczepienia. Natomiast dzieci faktycznie umierają na choroby, którym można łatwo zapobiegać przez szczepienia.

    Ogólnie – wypisujesz tu niesprawdzone, fałszywe dane, pełne błędów logicznych, niewiedzy oraz przeinaczeń. A ja marnuję i marnowałabym tylko czas na odpowiadanie. Polecam zatem moje notki, poczytaj i doucz się trochę.

    Przed 1958 r. nikt nie informował ludzi, że w szczepionkach będą “ekstra wirusy” a jednak.

    No, nie wiedziano. Ale teraz wiadomo, dzięki metodom, które teraz się stosuje. Czemuś trzeba ufać. Nie wsiadasz do windy, bo może inżynier coś źle policzył? Nie wchodzisz do budynków, bo mogą się zawalić? Żyjemy w takim świecie, że musimy ufać specjalistom. Nie mówiąc już o tym, że są to kwestie techniczne (tak jak z przechowywaniem itp.), które nie wpływają na to, że szczepionki – ogólnie – są znakomitą i najbezpieczniejszą metodą zapobiegania chorobom, jaką mamy.

    Na koniec raz jeszcze, bo już się powtarzam – na tym blogu dyskutujemy używając argumentów naukowych. Nie wyssanych z palca bajeczek, nie antynaukowych bredni. Ponadto dyskutujemy na temat. W związku z tym proszę grzecznie o dostosowanie się. Jeśli kolejny komentarz nie będzie na temat, nie będzie zawierał rzeczowych argumentów, za to będzie do niego wrzucone wszystko, co ktoś sobie radośnie wymyślił na temat szczepień – nie zostanie zaakceptowany.

  79. tak jak jeden z dyskutantow tu napisal- masz zryty mozg i okolonaukowe podejscie.Z tym ze te kolo jest wielkosci kola podbiegunowego z tendecja
    do srednicy rownika

  80. Ja ma tylko jedno ale… otóż owszem przeziębienie czy łagodna choroba z gorączka nie są przeciwwskazaniem do szczepień, ale już ostra choroba i gorączka powyżej 38,5 °C są. I mamy takie przypadek, że idzie mama do lekarza z dzieckiem które od kilku godzin ma katar temp. 37.2 °C, ani matka, ani lekarz nie są wróżkami i na dobrą sprawę nie są wstanie po jednym dniu objawów stwierdzić, czy organizm dziecka walczy z bakterią, czy z wirusem i jakim. Osobiście uważam, że w takich sytuacjach szczepienie lepiej przełożyć o tydzień lub dwa. Od razy napiszę, że miałam taki przypadek z moim dzieckiem, że rano miało właśnie taką temperatura i katar, przezroczysty, żeby nie było, a wieczorem i gorączka poszła do góry i katar zrobił się żółto-zielony.

  81. @ Mysz81
    No i po to są odpowiednie procedury, których lekarz musi przestrzegać, kiedy kwalifikuje dziecko do szczepienia.

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s