Zawstydzić dziewczynki, obrzydzić chłopcom

Jak powszechnie wiadomo, ludzie cywilizowani nie myją rąk po skorzystaniu z toalety. Bo i po co? Wprawdzie coś jakiś milion ludzi umiera każdego roku z powodu biegunki albo zakażeń układu oddechowego, a akurat tego typu schorzeniom łatwo można zapobiegać dzięki myciu rąk właśnie. Ba, jest to najtańszy, dostępny dla każdego, pozbawiony skutków ubocznych sposób zmniejszenia liczby różnych nieprzyjemnych chorób, wliczając w to grypę oraz niektóre zakażenia szpitalne.  Ale – eee tam. Będę mył łapy po skorzystaniu z WC? Nie chce mi się.

Brytyjscy naukowcy poobserwowali ćwierć miliona ludzi korzystających z toalet, monitorując jak często osoby te używają potem wody i mydła. Kobiety okazały się być większymi czyściochami niż mężczyźni. 64% pań raczyło umyć sobie rączki. I 32 % panów.

Naukowcy usiłowali też wpaść na pomysł, jak tu zachęcić do mycia rąk po. Wyświetlane przy wejściu do toalet informacje w stylu: woda nie zabija zarazków, ale mydło tak albo nie bądź brudasem, nie bój się mydła nie odnosiły spodziewanego skutku. Dopiero kiedy zaczęto wyświetlać wścibskie pytania: a delikwent, który stoi obok ciebie, to szoruje rączki? ludzie zawstydzili się i przestraszyli, że ktoś na nich będzie znacząco spoglądał. I zaczęli zużywać trochę więcej wody z mydłem. Ludzie płci żeńskiej, trzeba dodać, bo nie z nami takie numery – pomyśleli ludzie płci męskiej i nie dali się zawstydzić. Za to na tę grupę osobników działały tylko hasła z grubej rury, w stylu: dzisiaj nie zmyjesz, jutro to zjesz.

Kampania na rzecz intensywnego mycia rąk w moim miejscu pracy nie zaczęła się bynajmniej od 15 października, czyli Global Handwashing Day. Zaczęła się w miarę subtelnie od doniesień na temat grypy H1N1 (a nawet może od norowirusów, które jakiś czas temu nękały uniwersytet), a nabrała mocy po stwierdzeniu kilku przypadków zachorowań na świnską grypę wśród studentów na terenie kampusu. Teraz wszędzie wiszą plakaty i ulotki nawołujące do znudzenia: myjcie ręce wodą z mydłem przez przynajmniej 30 sekund (oraz opisana jest cała procedura mycia), zasłaniajcie usta łokciem lub chusteczką (nie dłonią) przy kichaniu czy kaszlu, nie dotykajcie bez potrzeby oczu, ust i nosa oraz unikajcie bliskiego kontaktu z osobą chorą. Wygląda na to, że w szale rozpowszechniania takich informacji władze uniwersytetu niedługo zalepią plakatami wszystkie dostępne powierzchnie i wytatuują nimi wszystkich pracowników. Oraz zawalą wszelkie przejścia, korytarze i chodniki (tudzież kaplice) podajnikami z alkoholowymi żelami do dezynfekcji rąk.

Szczepienia są ważne. Ameryka już się podobno szczepi przeciw grypie H1N1. W stanie Maryland ludzie stoją po trzy godziny w kolejkach. W moim stanie szczepionki będą dostępne dopiero w połowie listopada. Punktów szczepień ma być całe mnóstwo, ale chętnych, mam wrażenie, będzie sporo. Szczepionek ma wystarczyć dla wszystkich, choć pierwszeństwo będą miały grupy ryzyka. Zobaczymy.

Szczepienia, owszem, są ważne. Ale bardzo ważne są też trywialne sprawy. Jak mycie rąk ciepłą wodą z mydłem przez przynajmniej pół minuty.

 

Updacik: pracownicy uniwersytetu dostali dzisiaj rano własne i osobiste eleganckie pudełka z jednorazowymi chusteczkami nasączonymi płynem dezynfekcyjnym. Mamy tym wycierać i przecierać ręce; im częściej tym lepiej. Walka z grypą trwa.

Umysł we mnie wezbrał wraz z gałkami ocznymi, czyli naturalne leczenie AIDS

Ostatnio skutecznie i oryginalnie leczyliśmy raka, teraz czas na inna plagę ludzkości, czyli AIDS. Wszyscy oczywiście wiemy, czym jest AIDS, czyż nie? Wirus HIV i te sprawy. Otóż wcale nie.

[...] Jedna z teorii (dr H.Clark – „Kuracja życia”) głosi, że odpowiedzialna za wyzwolenie i rozwój wirusa HIV jest przywra jelitowa, jeden z najgrożniejszych pasożytów rezydujących w ciele człowieka. Jeśli przywra rozwinie się w grasicy, obniża sie odporność i wirus HIV się uaktywnia, a następnie przenosi się do innych tkanek, np. na śluzówkę prącia lub pochwy. Dowodem na potwierdzenie tezy jest fakt, że w każdym przypadku (100% przypadków) stwierdzonej choroby AIDS, odkryto tego pasożyta (przywrę) i zawsze w obecności benzenu, który jest jakby pożywką dla rozwoju przywry jelitowej w grasicy. Zlikwidowanie przywry a przede usunięcie benzenu z ustroju i powstrzymanie jego dalszego wchłaniania może powstrzymać rozwój choroby. Tylko trwała eliminacja benzenu pozwoli na regeneracje grasicy i szpiku kostnego. Dzięki temu powróci odporność na czynniki chorobowe, które nagromadziły się w naszych organizmach przez lat.[...]

Jakie to wszystko jest logiczne. Eliminujemy benzen (benzen???) z organizmu. Ten benzen, który każda/każdy z nas wcina na śniadanie, i który magazynowany jest w grasicy (tej grasicy na mostku, rzecz jasna). A w grasicy siedzi przywra (jelitowa, jak sama nazwa wskazuje), która  j a k b y żywiąc się benzenem (benzenem? nie mogę jakoś przejść do porządku dziennego nad tym benzenem) nie pozwala na regenerację szpiku kostnego. Stąd AIDS. HIV też ma tam swoją rolę do odegrania, ale któż nim by się tam przejmował.

Co należy zrobić w tak dramatycznym przypadku? Leczyć sokiem Noni. Niszczy on komórki wirusa HIV, dzięki obecności pewnego, ekhm, a n t r a h i n o n u (antra – czego?). [...] W 1994r. grupa japońskich naukowców wyizolowała z noni pewien antrahinon, wykazujący działanie cytopatyczne (niszczące komórki) w przypadku wirusa HIV. [...]

Pewien pan opisuje historię choroby swej siostry, leczonej tymże sokiem. [...] U mojej siostry, która była pielęgniarką od 12 lat, zdiagnozowano HIV — pozytywny i określono jako stan PML. PML jest rzadką i bardzo śmiertelną odmianą AIDS. Dawano jej najwyżej dwa miesiące życia. W skrócie PML to AIDS mózgu.[...]

HIV-pozytywny, w odróżnieniu od HIV-negatywnego, powoduje PML. Wprawdzie PML to tak naprawdę postępująca wieloogniskowa leukoencefalopatia, której czynnikiem etiologicznym jest wirus JC, ale znowu – któż by sie tym przejmował? Ważne, że sprzedamy frajerom więcej soku Noni siostra wyzdrowiała: [...] tomografia komputerowa wykazała zmniejszenie plamy na jej mózgu z 70 procentu masy do 3 procent [...], cokolwiek by to znaczyło.

Dlaczego sok Noni jest taki wspaniały? Bo [...] Noni dostarcza człowiekowi: nowych zapasów energii, wzmacnia system immunologiczny, reguluje życie emocjonalne, łagodzi depresje, działa na przedstawicieli obydwu płci jak biologiczna Viagra (no pewnie – dopisek mój), zwalcza bóle.[...] Co to ma wspólnego z AIDS? Eeee, nic? Nie szkodzi, ważne, że sok Noni zawiera nieznany dotąd nauce alkaloid o niesamowitych właściwościach. [...] Poprzez szereg biochemicznych procesów,  xeronina  staje się substancją przywracającą  komórkom z zaburzonymi funkcjami powrót do ich normalnej pracy i funkcji, a w komórkach zdrowych wspiera prawidłowe ich działanie. Fenomen działania Noni polega właśnie na tym, iż xeronina w ten sposób pomaga naprawiać się chorym komórkom, a więc leczy je z choroby, przywracając im pierwotne zdolności życiowe i biochemiczne! Utrzymując od tej pory organizm w biochemicznej równowadze i zdrowiu![...] Rzeczywiście, fenomenalne. Wspiera, a więc naprawia, a kiedy naprawi to są naprawione. Nigdy bym na to nie wpadła.

No dobra, ale nie samym sokiem Noni człowiek się leczy z AIDS. Sprzedawcy soku Noni reklamują również VirAgo – czyli coś, co bez problemu walczy z opryszczką, grypą i wirusem HIV.

[...] W badaniach laboratoryjnych prof. Valerii Szedlak-Vadoc, opracowany przez nią naturalny skład nowoczesnego suplementu przeciw wirusom – VirAgo, okazał się zdolny do selektywnego hamowania autoreprodukcji wirusa. W skład VirAgo weszły najsilniejsze ekstrakty ziół: wyciąg z liści oliwek, Echinacea Root, cat’s clow, Pau d’Arco, Barc, Chelated Zinc i L-lizyna. Pobudzając system odpornościowy, VirAgo przyczynia się szczególnie do zwalczania przez organizm infekcji wirusowych oraz różnych chorób, których podłożem mogą być rotawirusy np.: zapalenie układu oddechowego, gardła i uszu, cukrzyca typ I, wodne lub ropne wysięki powodujące zapalenie stawów i innych chorób reumatoidalnych (choroba Reitera), choroby tarczycy (choroba Hashimoto lub Gravesa-Basedowa – thyreoidisis), białaczka szpikowa, choroby skórne (rumień zakaźny, pęcherzyca ) i wiele innych. [...]

No jak najsilniejsze ekstrakty, to nie mam pytań. Zacukałam się tylko nieco przeczytawszy, że rotawirusy powodują cukrzycę czy białaczkę. Zastanowiłam się też, co to, do cholery, ma wspólnego z HIV, ale pomyślałam sobie, że pewnie cytowana pani profesor ma na pewno rację. W końcu to profesor, więc się zna. Zresztą tu jest, ekhm, odpowiedź:

[...] Osobom cierpiącym na infekcje chroniczne wywołane wirusem grypy, zamiast szkodliwej dla organizmu antybiotykoterapii, zaleca się stosowanie alternatywnych środków typu VirAgo. Epsteina-Barra, w chorobach wirusowych opryszczki zapobiega nawrotom choroby, wspomaga leczenie wirusowego zapaleniu wątroby typu „A’, „B” i „C” i innych infekcji opornych na działanie antybiotyków. Składniki VirAgo także opóźniają działanie wirusa HIV, hamując jego autoreprodukcję.[...]

Coś tam Epsteina-Barr (tak się nazywa ten wirus, bo pani Barr była kobietą, zupełnie jak Skłodowska-Curie), alfabetyczne wirusy zapalenia wątroby (trzy literki to maksimum wiedzy pani profesor), aż wreszcie doszliśmy do HIV i hamowania jego autoreprodukcji. Kul.

Ale to nie koniec terapii przeciw HIV i AIDS. Nie zapominajmy o grzybie Shitake, który jest skuteczny, bo jest skuteczny, a nawet bardziej:

[...] W wyniku przeprowadzonych badań laboratoryjnych zaobserwowano iż Shitake zapobiega rozmnażaniu się w tkankach wirusa HIV, który jest odpowiedzialny za chorobę AIDS. Badacze z Japońskiej Akademii Medycznej w Yamaguchi doszli do wniosku, że działanie ochronne wyciągu z grzyba Shitake powstrzymuje znaną działalność wirusa HIV uszkadzającą tkanki. Francuscy naukowcy już ponad dziesięć lat temu wykazali, że stosowanie lentinianu w przypadku chorych na AIDS i nosicieli wirusa HIV jest bardzo efektywne. Japońscy badacze uważają natomiast iż ekstrakt z grzybów Shitake jest bardziej skuteczny przy leczeniu AIDS niż zwykłe syntetyczne leki.[...]

Dobre jest również kopanie wirusów prądem (prąd działa znakomicie na proces odwrotnej transpirazy):

[...] Zapper wg dr Becka okazuje się być wyjątkowy skuteczny w neutralizowaniu HIV oraz eleminacji wielu innych organizmów chorobotwórczych. [...] To bardzo delikatne i łagodne elektryzowanie krwi nie zabija żadnych wirusów ani krwinek. Drobne prądy natomiast zmieniają i blokują zdolność zewnętrznej powłoki białka wirusa do przyczepiania się do limfocytów (proces odwrotnej transpirazy). Powoduje to związanie wirusa HIV z komórką żywiciela (limfocyty T1; CD42), w wyniku czego wirus zostaje, jak należy przypuszczać, zneutralizowany, unieruchomiony i ostatecznie wydalony z ciała.[...]

Wirus  p r z y p u s z c z a l n i e  jest wydalony, przeciwciała jednakowoż zostają. Lecz jest to sytuacja normalna. [...] Najczęściej jest jednak tak, że wynik testu na przeciwciała HIV jest taki sam, nawet po pełnej remisji, lecz jest to sytuacja normalna, ponieważ już przez całe życie będzie się miało przeciwciała, tak jak jest to w przypadku dziecięcych chorób, takich jak odra, ospa wietrzna lub świnka. [...] Poza tym zapper jest taki fajny i tak fajnie leczy i inne choroby: [...] Przy okazji wiele innych chorób, włączając w to raka, może zniknąć w wyniku elektryzacji i zażywania koloidu srebra, oraz odtruwania ozonowaną wodą. [...] 

Wibracje wahadełek też są niezłe. Stukamy się nimi w główkę? Otóż nie – [...] Umieszczamy je nad głową chorego, nad splotem słonecznym lub nad konkretnym chorym organem. Wydajemy polecenie mentalne ”Wysyłaj lecznicze wibracje leku ”[...], a one:

[...] Pomocniczo używany jest on (wahadło Mocrea – dopisek mój) też w leczeniu zapalenia wirusowego wątroby typu B, terapii antyrakowej (hamuje rozwój guzów, zapobiega przerzutom, łagodzi skutki radio- i chemioterapii) oraz w leczeniu AIDS (zwiększa liczbę przeciwciał).[...]

(Choć przyznać trzeba akurat producentom tych wahadełek, iż piszą, że jest to tylko terapia wspomagająca i nie zastąpi ona konsultacji lekarskiej. Takie zastrzeżenie nie jest zbyt często spotykane na podobnych stronach.)

Nie należy także zapominać o fascynującej terapii dra Ashakara, czyli NIA (natural infection absorption). Wprawdzie głównie dotyczy ona leczenia raka, bo zasadą jej jest usunięcie karcynogenów, ale HIV też leczy (biedny chory HIV).

Jak usuwa się te karcynogeny? Z pomocą przychodzi czosnek i cieciorka. I podwójnie (Nie pojedynczo, nie potrójnie. Podwójnie jest złożona. Nie raz, nie trzy razy…) złożona ściereczka. Własnoręcznie. W obrębie pierścionka. O matko.

[...] Proponuje na nodze (poniżej kolana) na noc przyłożyć rozdrobniony czosnek (najlepiej w obrębie pierścionka) i zakleić plastrem. Kiedy zrobi się bąbel, należy go przeciąć i na taką „sączącą się ranę” dać… cieciorkę (ciecierzycę). Na wierzch w podwójnie złożonej ściereczce z wyciętym kołem z jednej strony przykładać liść kapusty (aby rana nie wysychała). Zabandażować ranę. Dwa razy dziennie przez dwa miesiące trzeba wymieniać cieciorkę (która pęczniejąc zbiera wraz z limfą kancerogeny), ranę wokół dezynfekować. Każdy jest w stanie własnoręcznie przeprowadzić taką kurację oczyszczającą.[...]

Oczywiście, nie wszyscy uzdrowiciele są tak zacofani, żeby wierzyć, iż AIDS wywoływany jest przez HIV. Zdaniem dra Rybczńskiego, istotą choroby AIDS jest: [...] Z wyżej przytoczonych obserwacji i doświadczeń wynika, że wirusy są najmłodszą postacią wzrostu grzybka Penicillium, a ponieważ choroba AIDS jest pochodzenia wirusowego, jest ona więc swego rodzaju chorobą nowotworową (grzybiczą). [...]

Piękne zdanie (wezmę je se na jakąś sygnaturkę, czy co?). I trafia w sedno sprawy. Łatwo też wywnioskować, że skoro AIDS jest chorobą nowotworową czyli grzybiczą, można ją leczyć krzemem. Który moduluje metabolizm krzemowy w ludzkim organizmie. Oczywiście. Doktor Rybczyński wyleczył w ten sposób cztery osoby. Ma na to dowody. Na przykład jeden pacjent zadzwonił do niego i powiedział, że dobrze się czuje.

I to przestaje być śmieszne. Chociaż wróć – to przestało być śmieszne już bardzo dawno temu. A tak w zasadzie to w ogóle nie było. Nigdy. Kiedy pomyśli się o tych wszystkich szarlatanach, którzy żerują na ludzkim nieszczęściu, sprzedając za spore pieniądze witaminki albo i gorsze rzeczy, i łudzą w ten sposób nadzieją. Którzy wmawiają bzdury i propagują jakieś idiotyczne i szkodliwe terapie. Kiedy pomyśli się o tych, którzy w ogóle zaprzeczają etiologii AIDS, twierdząc, że wszystko przez ogólnoświatowy spisek naukowców i big pharmy, który ma i miał na celu wyniszczenie Afryki, zdjęcie odium z homoseksualistów, a AIDS przede wszystkim jest skutkiem stosowania toksycznych leków antyretrowirusowych. I azotynów rzecz jasna.

To już nie są bzdety w stylu balansowania pola magnetycznego człowieka przez kryształowe misy, wielorybów, które przez wibrowanie uwalniają w nas starożytną mądrość czy tachyonów będących źródłem wszelkich częstotliwości. Tu, cholera, cierpią, chorują i umierają ludzie.

Pogłaszcz się po łonie w czasie leczenia z nowotwora, czyli gdzie jest moja grasica?!

Nowotwory. Jak wiadomo, medycyna nie jest w stanie sobie z nimi poradzić. Głupi lekarze nie wiedzą ani skąd się te nowotwory biorą, ani jak je leczyć. Na ratunek przychodzi medycyna alternatywna ze swym bogatym arsenałem terapeutyków, metod przygotowania organizmu do terapii oraz teorii o tym, jak sie na przyszłość nowotworów ustrzegać.

Zaczynamy od przygotowania do terapii, czyli oczyszczamy nasz brudny organizm.

[...] By rozpocząć walkę z nowotworem, należy na początku oczyścić organizm, zacząć od jelita grubego. Zresztą w 1946 kiedy Dr.Gerson stosował lewatywy chorym na raka, odnotowywano świetne rezultaty. Dziś ,niestety współcześni lekarze uważają enemę (lewatywę) za przeżytek, a szkoda. Początek oczyszczania wymaga dużej ilości lewatyw 6-8 na dobę. [...]

Oj, szkoda. Niektórym to nawet przydałaby się lewatywa mózgu, a lepiej jeszcze zwinięcie wężyka do lewatywy w koło i pie…., znaczy chciałam powiedzieć – walnięcie się nim w czoło.

[...] Najlepszą lewatywą jest wlew z kawy [zastosowany po raz pierwszy prawie 100 lat temu przez prof. O. A. Meyera w Getyndze.] Dajemy 3 czubate łyżki stołowe mielonej kawy na 1 litr wody , gotujemy 3 minuty , zmniejszamy ogień [ by ustało wrzenie] i gotujemy jeszcze pod przykryciem przez 15-20 minut. Po tym czasie zdejmujemy z ognia , cedzimy i gdy napar uzyska temperaturę ciała podajemy go choremu we wlewie do odbytniczym. Wskutek tego przewody żółciowe ulegają otworzeniu, praca wątroby jest pobudzona i następuje lepsze wydalanie toksyn. [...]

Nie ma to jak zapach kawy o poranku. Ale sama kawka, choć stawia na nogi, to nie wszystko.

[...] Wprowadzanie jednocześnie do organizmu suszonej tarczycy ,

suszonej tarczycy?

płynu Jugola

płynu Jugola??

powoduje , że niedojrzałe komórki nowotworowe wychwytują szybko potas i enzymy oksydacyjne i giną. Komórka nowotworowa bazuje przede wszystkim na procesach fermentacyjnych , podczas gdy potas i enzymy oksydacyjne wprowadzają procesy utleniania i to właśnie pozbawia komórkę rakową warunków do życia.[...]

A, no to wszystko jasne. I kiedy organizm nasz wyszorowany został sproszkowaną tarczycą, kawą i płynem Jugola, lecimy dalej z tym koksem. A dokładniej z dietą, gdyż

[...]Pamiętajmy, że rak to w dużej mierze skutek nieodpowiedniego odżywiania.[...]

Właściwym więc odżywianiem możemy wyleczyć dowolnego raka. Po prostu.

[...]Rudolf Brouss opracował prostą i całkowicie naturalną metodę leczenia wszelkich nowotworów. Kuracja odnosi powodzenie nie tylko w wypadku raka. Odwapnienie kości, niewłaściwe krążenie krwi, artretyzm, artroza, degeneracja kręgów piersiowych i stawów biodrowych, oczyszczenie krwi, choroby stawów (kąpiele), wiosenna kuracja zdrowotna, skuteczna i zdrowa kuracja odchudzająca.

A co z impotencją? I pryszczami? Skoro leczy nawet kąpiele stawów (to taki rodzaj waporów, nie?)…

Ogólne wzmocnienie organizmu. Pan Jezus pościł 40 dni, zanim rozpoczął służbę dla ludzkości. Kuracja nieprzypadkowo trwa 42 dni. Tyle czasu trzeba, aby organizm zupełnie oczyścić i wzmocnić.
Kuracja składa się z trzech elementów;
. Sok warzywny
. Herbata z szałwii
. Herbata oczyszczająca nerki[...]

Ale to znowu nie wszystko. To znaczy, owszem, wszystko, bo kuracja jest absolutnie skuteczna. Ale można coś do niej dodać, aby było weselej aby dodatkowo uleczyć konkretne rodzaje raka. Zachęcam do szczegółowego zapoznania się z fascynującą wiedzą, co jest skuteczne na co. Na przykład: [...] Rak wątroby – 2 szklanki napoju z ziemniaka dziennie (łupiny z kilku ziemniaków gotować w 0,25 litra wody przez 2-4 minuty).[...]

Poza tym zaiste rewelacyjne są liście kapusty, wałkowane butelką po piwie

[...] Okłady z liści kapusty są dobre na każdy rodzaj raka. 3 liście umyć, rozwałkować butelką, aż liście zmiękną. Kładziemy do łóżka koc wełniany, na to prześcieradło, a na to chustkę z 2 liśćmi obok siebie a trzecim na krzyż. Kładziemy to na chore miejsce, tułów zawijamy prześcieradłem i kocem. Powinno dobrze przylegać. Rano okład zdejmujemy, a miejsce obmywamy ciepłą wodą i wycieramy na sucho.[...]

A co z tak ciężkim nowotworem, jak białaczka? Otóż nic, bo białaczka to nie nowotwór. To choroba psychiczna o podłożu psychicznym. Jak się podłoże wyeliminuje, że nie wspomnę o aerozolach przeciw owadom, to białaczka zniknie bez śladu.

[...] Białaczka to choroba żylnego układu krążenia, a nie, jak się uważa, nowotwór krwi. Choroba ta ma często podłoże psychiczne. Jest wynikiem depresji psychicznych, zaburzeń układu psychicznego. Często jest tu powodem nawet jakaś drobna sprawa. Warto przeanalizować swe życie i znaleźć źródło tych problemów, a potem je usunąć. Leczenie polega na tym, że podczas normalnego odżywiania (najlepiej dieta wegetariańska) pijemy 0,25l soku warzywnego dziennie. Popijamy go drobnymi łykami, głównie przed posiłkami. Żylny układ krążenia przyjmuje te witaminy, często po tygodniu jest już całkowita poprawa, ale sok ten pijemy pełne 42 dni. Nieuleczalni są pacjenci, którzy nie potrafią pokonać swych problemów psychicznych. Należy pamiętać także, aby nasze domy były pozbawione wszelkich trucizn (preparaty antymolowe, środki czyszczące WC, aerozole przeciw owadom, DDT itd.), które zatruwają atmosferę w całym domu.[...]

Nie sądźmy jednak, że kuracja warzywna dobra jest tylko w leczeniu raka. Chyba, że są to przypadki beznadziejne, jak cuchnące bodziszkiem bezdzietne małżeństwo.

[...] Bezdzietność – pić codziennie herbatę z bodziszka cuchnącego (parzyć przez 10 minut). Zawiera on ślady radu. Jeśli to nie pomoże, jest to wtedy raczej przypadek beznadziejny; herbatę tę winni pić oboje małżonkowie.[...]

[...] Według Breussa organizm sam musi zniszczyć guzy nowotworowe. Podczas tej kuracji ziołowo-sokowej zosaje z organizmu usunięte wszystko, co w nim nie j e s t potrzebne, co oddziela chorobę od zdrowia, pod warunkiem oczywiście, że są jeszcze zapasy sił witalnych i wiara w Opiekę Opatrzności. Breus wyleczył ponad 40 tys. chorych na raka, w tym wielu po leczeniu szpitalnym. Jednak znacznie lepsze rezultaty osiągał (ok. 100% wyleczeń), jeżeli chory, po rozpoznaniu choroby, natychmiast podjął kurację 42-dniową, kiedy jego organizm nie został jeszcze uszkodzony ciężkimi środkami chemicznymi. Breuss uważa, że dopóki człowiek ma chęć do życia, wolę wyzdrowienia i wytrwałość w kuracji, tak 5 długo jest szansa na wyleczenie (chyba, że chory organ jest całkiem zniszczony, wtedy pomóc może już tylko cud !).[...]

Znów wszystko jasne. Ludzie, nie idźta leczyć się do śpitala, bo tam was tylko uszkodzą ciężkimi środkami chemicznymi (na przykład żelaznym basenem). A jak długo żyjecie, tak długo jest szansa na życie. Proste jak to kółko, którym już od dawna walę się w czółko.

 Ale, ale – skąd w ogóle biorą się nowotwory?

[...]Nowotwór powstaje jako skutek bardzo niewłaściwego sposobu życia,[...] Istnieje pięć ważniejszych grup czynników powstawania nowotwora i każdą z nich należy rozeznać oraz wyeliminować.[...]

Tu padają kwestie, że te czynniki to stres, konflikty, napięcia, gotowanie w aluminiowych garach,

[...]Mieszkanie w aluminiowym wieżowcu to epidemia raka![...]

telefony oczywiście komórkowe, które są przyczyną cierpienia widma i dziwnego raka u osób prawousznych

[...] Radar i nadajnik telefonii komórkowej oraz inne źródła promieniowania elektromagnetycznego osłabiają lub paraliżują system obronny organizmu, niszczą układ odpornościowy! Wtedy mamy możliwość cierpienia widma śmierci na raka, jeśli takie nasze życzenie udokumentowane trybem życia. Niektóre firmy nawet do telefonów dołączają głośnik i mikrofon aby nadajnik był z dala od naszej głowy, i nie robił dziwnego raka mózgu akurat po prawej stronie koło ucha![...]

oraz ta cholera, sąsiad z samochodem

[...] Jeśli sąsiad zapala ci pod oknem samochód i trzyma silnik włączony dłużej, rzuć w niego czymś ciężkim aby go przepłoszyć i przegonić.[...]

[...] Rak (Nowotwór) jest chorobą poważną, ale uleczalną i można uniknąć nawet 85-95 % wszystkich nowotworów złośliwych jakie powstają tylko, że zniszczyłoby to przemysł onkologiczny.

Oczywiście. Tu chyba nikt nie ma wątpliwości, że całe ZUO to ten przemysł onkologiczny. Da się je tylko porównać z przemysłem szczepionkowym.

Kluczem jest zdrowy tryb życia, właściwa dieta i dbałość o układ odpornościowy organizmu.

Te dwa pierwsze klucze już ustaliliśmy, teraz pora na trzeci, czyli tajemniczy układ odpornościowy.

Trzeba wzmacniać i aktywizować układ odpornościowy (UO) organizmu, który pracując wadliwie umożliwia powstanie choroby nowotworowej! Wzmacnianie UO to przykładowo masaż grasicy (w górnej części klatki piersiowej na mostku) poprzez regularny częsty rytmiczny masaż, najlepiej oklepywany.

O matko, gdzie jest moja grasica?! Ktoś mi ukradł grasicę!

Masażu trzeba się najlepiej nauczyć od specjalisty. Śledziona – Trzustka znajduje się po lewej stronie żołądka i też wymaga aktywizacji, gdyż gruczoł śledziony jest jednym z najważniejszych centrów UO.

Śledziona – Trzustka to taki jeden narząd jest? Zamiast tej grasicy, czy jak? I też mam się w nią klepać?

Można też masować, oklepywać wszystkie węzły chłonne, limfatyczne które należą do UO. Specjalista medycyny naturalnej nauczy dokładnie jak wykonać masaż oklepywany (tapping) całego układu odpornościowego z jego głównymi organami jak grasica i śledziona oraz węzłami limfatycznymi.

Ja bym się jednak cały czas upierała na klepanie tej części układu odpornościowego, która jest na samym środku czoła. Może znajdę tam grasicę przy okazji?

Układ odpornościowy to nie tylko oczywiście limfobieg ale także nasz układ krążenia, krwioobieg, który trzeba wyregulować i usprawnić. Masowanie od środka ciała w kierunku kończyn poprzez tak zwane głaskanie lub pocieranie poprawia nam pracę systemu krążenia, którego głównym organem jest nasze ŁONO, co czasem razem zwie się Funkcją Krążenie-Seks (KS). Regularne współżycie seksualne sprawiające zadowolenie i przyjemność jest bodaj najistotniejszym czynnikiem regulującym pracę systemu krążenia. Gruczoły Łona i Grasicy są ze sobą ściśle współzależne to muszą być pobudzane, kiedy UO nie pracuje dość sprawnie aby usuwać z organizmu komórki wadliwe, także nowotworowe.[...]

No nareszcie coś jest o seksie. Oklepywanie guczołów ŁONA czynnikiem zadowolenia seksualnego. I wreszcie znalazłam moją grasicę. To mi się szalenie podoba. Tym bardziej, że większość nowotworów ma związek z seksem. Logiczne, nie? Wszystko ma związek z seksem.

[...]Rak piersi, jajników i macicy oraz prostaty dobrze leczy i zapobiega herbata terapia psychoseksualna, której nic nie zastąpi dla wyleczenia lub zapobieżenia tego typu nowotworom. U podłoża większości nowotworów leżą problemy związane z płcią, seksem, wstrzemięźliwością, wstydem, urazem seksualnym, porzuceniem, aborcją, konfliktem sumienia z powodu wmówionej grzeszności seksu, strachem przed ciążą, poczuciem winy z powodu przygód seksualnych etc.[...]

To tylko wycinek prawdziwych i rzetelnych informacji naukowych o terapiach onkologicznych, które ukrywane są rzecz jasna przed zwykłymi ludźmi, ogłupianymi przez hochsztaplerów w białych fartuchach. Pamiętajmy jednak – hochsztaplerzy są wszędzie! Nawet między prawdziwymi, sensownymi onko-naturo-terapeutami, leczącymi chorych oklepywaniem gołąbków z grasicy zawiniętych w liście kapusty i przylepionych do łona, mniam, mniam. Należy ich unikać (hochsztaplerów znaczy, a nie gołąbków)! Dla dobra medycyny naturalnej!

[...] Hochsztaplerów uzdrawiających przyłożeniem dłoni w przeciągu 1-5 minut unikaj jak zarazy, gdyż są to oszuści nie mający pojęcia o energoterapii. Sensowny zabieg u bioterapeuty trwa zwykle na początku nawet i 1-2 godziny, a w okresie końcowym terapii przynajmniej 20-30 minut! Nie daj się pacjencie oszukiwać i wzmagaj odporność na oszustów przez których medycyna naturalna miewa czasem złą prasę![...]

Co wolno wojewodzie – część druga

I ta część druga będzie o wiele bardziej osobista, niż samo marudzenie o Polańskim, tzn. marudzenia będzie sporo, ale tak ogólnie raczej.

Uderzyło mnie, jak często wspomina się przy okazji sprawy z Polańskim o zapominaniu, o braku pamięci. Zapadła zasłona milczenia, od początku lekceważyliśmy sprawę tego przestępstwa pisze prof. Burszta, trochę się o tym rozmawiało, mówi Agnieszka Holland. Dziwi mnie to, bo ja pamiętałam. Rozumiem, że na potrzeby felietonu dokonuje sie pewnych uogólnień, ale mam wrażenie, jakby poszły one za daleko. Jakby piszący chcieli w jakiś sposób usprawiedliwić to, że sami nie pamiętali.

Lubię pewien gatunek muzyki. I lubię ludzi, którzy tę muzykę tworzą. Nie wszystkich, ale niektórzy są mi bliscy – na tyle, na ile bliski może być ktoś, kogo nie zna się osobiście. Z drugiej strony – zna się go jakoś tam. Czyta się teksty, które napisał, teksty, w których nie sposób nie dopatrywać się poglądów czy spojrzenia na świat. Czyta się wywiady. Słucha się wywiadów, dzięki czemu można obejrzeć i posłuchać, o czym i w jaki sposób dany człowiek się wypowiada. A jeśli ktoś interesuje się taką czy inną gwiazdą od lat kilkunastu albo i dłużej, to część publiczną zna dobrze, a i odrobinę części prywatnej troszeczkę również.

Wśród osób, które lubię, jest pewien pan, który zaskoczył mnie ostatnio nieprzyjemnie swoim bardzo seksistowskim video. Inny pan, którego dotąd ceniłam (choć nie miałam najwyższego zdania o jego inteligencji), z zadowoleniem przyjął do wiadomości, że jego sztuka wykorzystywana jest do dręczenia innych ludzi. Czy ich muzyka zmieniła się w tych wypadkach? Nie, nie zmieniła się. Ale mój stosunek się zmienił. Zdaję się sobie oczywiście sprawę, że panowie ci mają dokładnie gdzieś moją opinię, w ogóle o niej nie wiedząc, nie domyślając się przede wszystkim mojego istnienia. Jako fanka mogę sobie najwyżej pomarudzić i pozłościć się, jak w przypadku drugiego pana. I na znak mojego własnego osobistego protestu nie kupować nowej płyty. Albo, jak w przypadku pierwszego pana, pokomentować złośliwie: die nach der Operation verbleibende Narbe ist nich sexy, potem dojść do wniosku, że tu akurat jestem niesprawiedliwa, po czym i tak nie kupować nowej płyty.

Ale nie widzieć tego wszystkiego? Nie pamiętać?

Jeszcze inny pan, kiedyś, dawno temu, wsiadł do swojego pięknego nowego samochodu, razem z przyjacielem, też muzykiem, członkiem innego zespołu. Obaj nie byli zupełnie trzeźwi, mówiąc bardzo delikatnie. Nad samochodem nie udało się zapanować – ten, który prowadził przeżył, jego pasażer zginął. Sprawca stanął przed sądem, dostał karę, odrobił tę karę, muzykiem czynnym jest do dzisiaj. Za każdym razem, kiedy go widzę, kiedy go słucham, pamiętam o tym zdarzeniu sprzed lat. Nie umiałabym zapomnieć, bo niby dlaczego?

A nie znaczy to wszystko, że moje PAMIĘTAM oznacza coś nieubłaganego, coś mściwego. W żadnym wypadku. Jest to tylko suma zdarzeń, którą przyporządkowuję do danej osoby, i na tej podstawie wyrabiam sobie jakiś jej obraz. W dodatku, nie ma to wpływu na ocenę twórczości danego artysty. Pamiętam, ale twórczość doceniam. Podobnie z Polańskim, mogę zachwycać się “Dzieckiem Rosemary” czy “Wstrętem” oraz płakać na “Pianiście“, ale nie zmienia to faktu, że cały czas pamiętam pewne fakty z życia reżysera.

A warto zauważyć, że to, co zrobił Polański nijak ma się do tego, co zrobili opisywani przez mnie panowie muzycy. To, co oni zrobili może sobie być głupie, może mi się nie podobać, może wreszcie mieć tragiczne skutki, ale ciężar czynu (i intencji) jest nieporównywalny z tym, czego dopuścił się reżyser. To, co on zrobił, było podłe, było wstrętne, było po prostu złe. I dlatego nie przemawia do mnie często przywoływana obrona Polańskiego, że tak wtedy było, że normy moralne w Hollywood, że powszechność zachować wśród ludzi tej grupy, że to była jedna wielka prowokacja. Prowokacją to może było ”Głębokie gardło” (jak pisze Burszta). Wówczas. Ale porównywać Polańskiego do aktora, który grał w filmie pornograficznym i z tego powodu był ścigany? Dla mnie sytuacja jest jasna – aktor tylko grał w filmie, sprawa sądowa mu wytoczona jest w istocie hańbą systemu sprawiedliwości. Natomiast czyn Polańskiego był bezsprzecznie zły i wiązał się z krzywdą drugiego człowieka. Stawianie obok siebie tych dwu kwestii pachnie mi wyłącznie świętoszkowatym, pełnym hipokryzji traktowaniem wszystkich spraw, w których dochodzi do skrzywdzenia (zwłaszcza) kobiet na drodze seksualnej, jak spraw brudnych, podejrzanych, sex-afer, w których tak naprawdę nie wiadomo, kto jest winny, a kto jest ofiarą. A w tle słychać lepperowski rechot.

Wracając do tematu – jak wynika z linkowanych przeze mnie wywiadów, nie tylko brak pamięci jest podobno sprawą powszechną. Uniwersalne ma też być zabijanie idola, rozpalanie mu stosu, radość ze ściągania z piedestału. Cóż, może to jest i częste zjawisko. Może nawet bardzo częste. Ale nie uniwersalne. Bo jeśli jest choćby parę osób, które tak nie myślą? Ja jestem jedną z nich. Ponieważ mam emocjonalny stosunek do idoli, to fakt, że robią coś niewłaściwego, smuci mnie raczej, niż powoduje, że chciałabym widzieć ich zgnębionych i obrzucanych błotem. Owszem, wolałabym, żeby jakoś przyznali, że zrobili błąd, ale zupełnie nie cieszy mnie, że są ścigani w jakikolwiek sposób, że mówi się o nich pogardliwie, że życzy im sie czegoś złego. Mnie martwi to raczej i przykro mi jest po prostu, że nie okazali się być takimi, jakimi pragnęłabym ich widzieć. Może słowa o podpalaniu stosu są zabiegiem stylistycznym w cytowanych wywiadach, a może nawet jest to kwestia mocno psychologicznie uzasadniona, ale nie wszyscy tak mają i czują.

I nie rozumiem powiązania tego wszystkiego z miłosierdziem. Cenię miłosierdzie, owszem. Współczuję Polańskiemu (tak jak zapewne współczułabym moim, powiedzmy, idolom), nie chcę, jak już pisałam, jakiejś okrutnej dla niego kary. Ale miłosierdzie w tej sytuacji to może mu okazywać (bądź nie, w zależności od jej woli) tylko skrzywdzona kobieta. Ględzenie o miłosierdziu w przypadku osób postronnych wydaje mi się bardzo … tanie. Rzucone na odwal się, żeby pokazać, jaki to ja jestem szlachetny i żeby wywrzeć pewnego rodzaju presję na innych. W dodatku zaciemnia się wówczas całą sytuację, zamazuje fakt, komu to miłosierdzie czy współczucie powinno być okazane w pierwszym rzędzie.

Dawno, dawno temu, kiedy chodziłam do podstawówki, leciał w telewizji polskiej serial “Jak zdobywano Dziki Zachód“. Ponieważ niemal wszyscy go wówczas oglądali, omawiano go z detalami wszędzie, między innymi na moich lekcjach religii. Ksiądz nasz, bardzo fajny człowiek, zachwycał się ze sporą grupką osób nad bodaj Amiszami - bohaterami tegoż serialu. Że nie odpowiadają oni złem na zło, że są tacy łagodni – jako przykład podając scenę, kiedy to jacyś brzydcy źli rewolwerowcy napadli na grupkę Amiszów, zaczęli zaczepiać kobiety, obrażać mężczyzn, a ci mężczyźni twardo okazywali im braterskie miłosierdzie. Czytaj - nie dali im w dziób. Takie zachwyty nad serialowymi postaciami trwały przez kilka lekcji religii. Aż wreszcie nie wytrzymałam i zapytałam księdza: a co z miłosierdziem wobec tych kobiet (które same wówczas nie umiały się bronić)? Tych zaczepianych, szarpanych, napadanych przez rzezimieszków?  Brat, mąż, ojciec – wszyscy tacy święci, szlachetnie okazują dobroć innym mężczyznom, a na kobiety już im jej zabrakło? Ksiądz popatrzył na mnie przez moment. Nie powiedział nic, ale zachwyty nad “Jak zdobywano Dziki Zachód” skończyły się i nigdy już do nich nie wróciliśmy.

A przy tym wszystkim zupełnie nie rozumiem postawy Seweryna Blumsztajna. To, że ktoś jest wybitnym reżyserem, to już mu wszystko wolno? Bo nikt inny nie nakręciłby takich filmów? No pewnie nie. Ale czy jesteśmy w związku z tym bezradni w osądach moralnych? Ja tej bezradności nie czuję. Polański jest świetnym reżyserem, ale zachował się jak świnia, i tyle. Wiem oczywiście, że talentu nie mam za grosz w jego dziedzinie, ale cóż z tego? Mogę podchodzić na kolanach do jego dzieł (jeśli już muszę ;-) ), ale do wszystkiego, co zrobił? A Blumsztajn jęczy, że on taki nędzny w porównaniu z geniuszem, więc zacznijmy wszyscy się do geniusza modlić. Niesmaczne to jakoś. Skromność mogę cenić, ale robienie z siebie takiej ścierki do podłogi?

I znów o szczepionkach, tym razem przeciw HPV

Parę dni temu okazało się, że niektóre szkoły w Yellowknife (stolicy Terytoriów Północno-Zachodnich w Kanadzie) nie zapewnią uczennicom szczepień przeciwko HPV. Szkoły katolickie. Podobnie zresztą było w szkołach w Calgary; w ogóle temat wałkowany jest w kanadyjskich placówkach katolickich od dawna, czyli od momentu, kiedy szczepionka została wprowadzona. W Calgary po takich akcjach zarządów szkół zaszczepiona przeciw HPV jest tylko 20% katolickich uczennic, w stosunku do 70% dziewcząt w szkołach publicznych. Możliwe, że podobnie będzie i w Yellowknife, a – ciekawostka, choć wcale nie zabawna – w mieście tym dziewczęta zaczynają życie seksualne wcześniej, niż wynosi kanadyjska średnia. Co gorsza, liczba zakażeń przenoszonych drogą płciową ośmiokrotnie przewyższa średnią w Kanadzie.

Jakieś związki przyczynowo-skutkowe? Korelacje chociaż?

Nic to jednak. Nieważne, że można w ten sposób uchronić sporo dziewcząt przed okropną chorobą. Ważniejsze dla niektórych jest, że w paru częściach Kanady młodzież sama może podejmować decyzję o szczepieniu. Zgroza. Zgoda rodziców nie jest wymagana, co nie spodobało się na przykład arcybiskupowi Vancouver. Tak, arcybiskup nie ma poważniejszych problemów, tylko to, czy młode osoby (ale nie malutkie dzieci przecież) same zdecydują, czy chcą się chronić przed rakiem, czy nie.

Rozumiem nawet obawy rodziców, że szczepionka jest nowa, że mogą być efekty uboczne, że nie chroni ona w 100% przed rakiem szyjki macicy. Tak rzeczywiście jest. Szczepionka jest faktycznie dość nowa. Chroni przed zakażeniem tylko kilkoma typami wirusa brodawczaka – prawda, że przed tymi, które w sumie powodują sporą większość raków szyjki, ale nie przed wszystkimi. Niepożądane efekty uboczne też się mogą zdarzyć. Ale argument o szerzeniu rozwiązłości, który zawsze pojawia się przy okazji tych szczepień, zupełnie mnie osłabia. I mam ochotę odpowiedzieć słowami Billa Mahera, że jeśli szczepię dziecko przeciwko tężcowi, to przecież nie daję mu w ten sposób do zrozumienia, że ma wziąć zardzewiały gwóźdź i dziabnąć się nim natychmiast w stopę. Widać z seksem jest jednak inaczej. Zaszczepiona dziewczynka niezwłocznie zacznie uprawiać seks ze każdym, kto jej sie tylko nawinie. A rodzice (oraz inne osoby głosujące przeciw szczepieniom) muszą posiadać jakiś bat, straszak, dzięki któremu nakierują ją na właściwą drogę. Tym batem jest możliwość zachorowania na raka. Hmmm, piękna wizja wychowania dzieci. I piękna wizja własnych pociech w ogóle.

Tak na marginesie, rozpoczęcie szczepień wśród chłopców mogłoby trochę złagodzić takie silne wiązanie tej szczepionki z seksem (szczepimy wszystkie dzieci, tak jak innymi szczepionkami) i z babskimi sprawami w ogóle (szczepionka chroniłaby także mężczyzn przed różnymi nowotworami spowodowanymi zakażeniem HPV). Do tego jednak chyba szybko nie dojdzie, jeśli kiedykolwiek w ogóle, niestety.

Wracając to tematu, w zapale przeciwszczepionkowego boju niektóre katolickie media uciekają się do jeszcze dziwaczniejszych zabiegów. (Napisałabym nawet, że zabawniejszych, ale przerażające raczej niż zabawne jest to, że “argumenty” takie trafiają do sporej liczby ludzi, co udowodniły niedawne dyskusje tu i ówdzie.)

[...] Przy systematycznych badaniach, wszelkie powstające w macicy twory, mogą być usunięte zanim przekształcą się w komórki rakowe.[...]

Nawet nie chce się zastanawiać, jakie to twory mają autorzy na myśli.

[...] Przykładem może być tu Finlandia, w której umiera na raka szyjki macicy tylko kilkanaście kobiet rocznie i to prawie wyłącznie z powodu lekceważenia badań. W Polsce umiera na nią około dwa tysiące kobiet rocznie i jest to spowodowane przede wszystkim tym, że regularne badania robi tylko 15% populacji. Nie jest prawdą więc, to co podają media, że jest to jedna z najczęściej występujących chorób nowotworowych. Niczym nie usprawiedliwione jest więc szczepienie całej populacji, gdy bez tego ilość zachorowań może być sprowadzona do drobnego ułamka promila.[...]

Otóż to. Umierają, bo się nie badają. Ich wina, głupich bab. I nieważne, że specjalisci mówią, że zakażenia HPV są jednym z głównych problemów zdrowotnych na całym świecie, że są jednym z najpowszechniejszych zakażeń przenoszonych drogą płciową, wreszcie, że rak szyjki macicy jest jednym z głównych pod względem częstości występowania nowotworem u kobiet. Nie, Rodzina Katolicka prawdę ci powie – to jest tylko marny ułamek.

Jeszcze jakieś konkretne argumenty? List z przeprosinami radnego za złudną nadzieję - przeczytać można, zrozumieć nieco trudniej :-) , oraz podpieranie się autorytetem kogo? – prof. Majewskiej oczywiście. Autorzy (w tym kolejna pani profesor niestety) zachęcają, żeby zapoznać się z faktami na podany temat, ale przypadkiem ostrożnie żadnych innych punktów widzenia nie prezentują*. A wszystko dodatkowo podlane takim sosem:

[...] Jeden z naszych znajomych opowiedział, że w liceum, do którego uczęszcza jego córka, dyrektorka szkoły zgodziła się na zaszczepienie uczennic przeciwko rakowi szyjki macicy, bez poinformowania rodziców i uzyskania ich zgody. Zgodziła się, bo przyszli przedstawiciele firmy farmaceutycznej (nie wiadomo jakiej) i zaproponowali, że zaszczepią za darmo (czym?). Zamiast sprawdzić firmę i zastanowić się, skąd taka propozycja, zgodziła się na zrobienie z dziewcząt królików doświadczalnych i wszczepienie nie wiadomo czego. Podobno wiele uczennic po tym zdarzeniu długo chorowało i niektóre nadal są w nienajlepszym stanie. Jeżeli powyższa informacja zostanie potwierdzona, to jest to przestępstwo kryminalne. Prosimy o zgłoszenia takich informacji w komentarzach lub w bezpośrednim kontakcie. [...]

Nikt nic nie wie, podobno coś tam, a króliki na dokładkę. Archiwum X normalnie.

 

* Skoro żadnych innych punktów widzenia nie prezentują, to ja zaprezentuję z przyjemnością – fajna i przydatna stronka, nie tylko zresztą na temat ruchów antyszczepionkowych, czyli A Collection od Strange Beliefs, Amusing Deceptions, and Dangerous Delusions.

Szczepionki działają

Oprócz pracy, do której linka podałam w komentarzach do Misekdomleka, a która bardzo dobrze pokazuje, jak liczba zakażeń i śmiertelność spowodowana chorobami zakaźnymi spadła po rozpoczęciu szczepień w USA, tutaj wklejam dodatkowo przepiękne wykresy z ”Immunisation against infectious disease – The Green Book“. Książkę bardzo warto przeczytać, prezentuje dane dotyczące szczepionek oraz procedur szczepień w UK tym razem. A pod każdym rozdziałem są źródła naukowe.

Wykresy mówią same za siebie. Odra:

odra

Błonica:

blonica

Krztusiec (warto zauważyć, jak natychmiast po zmniejszeniu liczby szczepień wzrosła liczba przypadków):

krztusiec

Oraz zakażenia Neisseria meningitidis (tu warto zauważyć, że mamy szczepionkę zapobiegającą zakażeniom N. meningitidis tylko grupy C):

meningokoki

Romuś, czyli co wolno wojewodzie – część pierwsza

Wiadomo było, że sprawa Polańskiego nie ucichnie. Cały czas pojawiają się komentarze do tego, co zrobił, czego nie zrobił, co zrobił sędzia, a co matka dziewczyny. Komentarze te nie są już tak głupie, jak te na początku, które zresztą dobitnie udowadniały tezę prof. Burszty, jakoby padł mit o tym, że [...] wszyscy znani artyści to jednocześnie intelektualiści, autorytety.[...]. Oj tak. Jeśli ten mit w ogóle istniał i funkcjonował. Faktycznie jednak to co mówili intelektualne nie było. Oczywiście nadal pojawiają się wstrętne sugestie, klasyczne rozważania na temat prowadzenia się ofiary, czy szukanie innych winnych dookoła. O, to mi się na przykład spodobało: [...] Minęło 1/3 wieku odkąd Roman Polański zapragnął pobawić się seksualnie z trzynastoletnią dziewczynką. [...] Pobawić się seksualnie, jak słodko. To taka laleczka była. Dmuchana. I ładne sformułowanie, nic a nic nie chce się rzygać.

Whatever. Tymi się zajmować nie mam ochoty, bo mało to przyjemne, za to chciałabym napisać coś na temat tych nowszych komentarzy. Tych nieco bardziej inteligentnych, wydawałoby się, że na poziomie, próbujących rozważać zagadnienie ze wszystkich stron.

[...] Bo jak na razie w tej dyskusji z jednej strony są twardzi uniwersaliści, którzy odwołują się właściwie do jednego argumentu – “wyobraźcie sobie, że to jest wasza córka”, a z drugiej relatywiści, którzy sugerują, że ta dziewczynka nie jest bez winy, jak Daniel Olbrychski w programie Moniki Olejnik.[...]
[...] Kukiełki w maskach rozgrzeszaczy uważają, że wielkość artysty neutralizuje, a nawet unicestwia małość człowieka, że talent ma moc rozgrzeszania. Kukiełki w maskach potępiaczy płyną na coraz wyższej fali moralnego wzmożenia i etycznej jednoznaczności, przybijając potwora i pedofila szczególnie dobitnym słowem „odbyt”.[...]

Czyli z jednej strony mamy rozgrzeszaczy czy też relatywistów, a drugiej uniwersalistów, zwanych też potępiaczami. I nic pomiędzy. Wszystko albo czarne albo białe. Tymczasem może być trochę inaczej. Przy czym zakładam, że i jedni powyżsi i drudzy istnieją, ale są na pewno i tacy, którzy widzą tę całą sytuację w sposób następujący.

Facet zrobił coś bardzo złego. Zwięźle podsumował to Bill Maher w swoim talk-show: [...] He gave a 13 a quaalude and fucked her in the ass [...]. Nieważne, czy jej matka była stręczycielką. Nieważne, że dziewczyna sama chciała. Nieważne, z kim to wcześniej robiła. Facet w tym wieku powinien wiedzieć, kiedy i z kim może (albo powinien) pójść na całość, a kiedy nie. W tej sytuacji należało ją po prostu wywalić z łóżka, skoro tam sama wlazła. Ale nie, on widać z tych, którzy korzystają z nadarzającej się okazji. I – jeśli tak naprawdę wlazła. Zauważyć warto może, czego nie poruszył żaden z polskich komentatorów, a przynajmniej ja podobnej informacji nie znalazłam, że metakwalon jest i był używany również jako afrodyzjak. [...] Metaqualone is referred to as “the love drug” or “heroin for lovers’. This drug has acquired the street reputation of having aphrodisiac properties, which has increased its popularity in past 15-20 years. It is reported to increase libido, lower sexual inhibitions, and prolong sexual excitement. Metaqualone produces painless pleasant ataxia with feelings of indectructibility and euphoria.[...] (Za: Comprehensive handbook od drug and alcohol addiction. Norman S. Miller. 1991). Pigułka gwałtu to to nie jest, ale zawsze. Dziewczyna chętna więc czy niechętna, trzeba ją jednak było trochę popodkręcać. A takie coś już robi się świadomie. Tak jak i wykorzystuje się  kogoś, kto czuje się źle, co także mnie bardzo nieprzyjemnie uderzyło.

Bo nie uderza mnie, że mogła mieć chęć, jeśli miała. Nawet mnie to specjalnie nie dziwi. Sławny człowiek, popularny, może droga do kariery – to raz. A drugie – dziewczynki miewają włochate myśli w tym wieku. Może nie wszystkie, ale są i takie. Co nie znaczy, że to tłumaczy kogokolwiek, kto te chęci wykorzystuje. I za takie wykorzystywanie powinno się jakoś odpowiedzieć. Tu znowu popolemizuję z moralistami Gazety, wymachującymi Kościołem, miłosierdziem, wiekiem Polańskiego. Co to wszystko ma do rzeczy? Nie jesteśmy przy konfesjonale. Jeśli pani Geimer mu wybaczyła – pięknie to o niej świadczy. Ale to nie zmienia faktu, że przed trybunałem ludzkim Polański powinien stanąć. Fakt, że stanął. I sędzia był stronniczy i niechętny. Polański więc, zamiast zapłacić wspaniałym prawnikom, co to wszystko są w stanie udowodnić i kota ogonem powykręcać w dowolną stronę, wolał uciec. Rozumiem go poniekąd, wiadomo, co czasem działo się z amerykańskim systemem sprawiedliwości (vide proces OJ Simpsona). Ale Polański mógł to rozwiązać później. Powiedzmy wówczas, kiedy zmarł ten sędzia, a i cała sytuacja też się zmieniła trochę. Nakręcił mnóstwo filmów, stał się prawdziwym celebrity, a Amerykanie kochają sławnych ludzi. Była ugoda z Geimer. Zapłacone pieniądze. Wszystko to świadczyłoby o dobrej woli reżysera, o chęci zadośćuczynienia ofierze. A potem był jeszcze Oskar. I wtedy Polański, gdyby miał trochę odwagi cywilnej oraz odrobinę wyrzutów sumienia pojechałby do USA. Powiedziałby: ‘oto jestem, sam, z własnej woli staję przed sądem. Ale rozważcie wszystko, co starałem się w tej sprawie zrobić.’ Mógłby wziąć sąd czy ławników pod włos. Pojechać po litości, nawet w stosunku do swojego wieku czy przeżyć wojennych. I założę się, że uczuciowi i prostoduszni Amerykanie (tu ja z kolei polecę stereotypem) uniewinniliby go.

To jest to, czego mu życzę teraz. Nie jestem potępiaczem. Nie mam krwiożerczych pragnień, żeby go skazano. Chyba że na coś takiego, jak chociażby wpłata pieniędzy na ośrodki prowadzące pomoc dla ofiar gwałtu. Wolałabym, żeby karą raczej było przemówienie sędziego. Piętnujące podobne praktyki i postępki z młodymi osobami. Przemówienie dobitne i głośne. Oskarżające także wszystkie złe słowa, które powiedziano o ofierze, w wielu zresztą krajach. Piękny, przejmujący, otwierający serca spicz. A Polańskiemu, oprócz początkowego upokorzenia, przynoszący wreszcie spokój i przynajmniej w części zdejmujący z niego piętno przestępcy, uciekiniera i tchórza.

Tak jak w prawdziwym amerykańskim hollywoodzkim filmie :-)

(Na marginesie - po pierwsze nie rozumiem, dlaczego słowo “odbyt” miałoby być szczególnie dobijające? Po drugie – odwoływanie się do argumentu “wyobraźcie sobie, że to jest wasza córka” jest głupie. Bo nie robi na nikim wrażenia. Co innego – “wyobraź sobie, że to ciebie ktoś gwałci”. To może ewentualnie zyskałoby jakiś oddźwięk i zaowocowałoby jakąś refleksją. Ale córka? Młoda dziewczyna? Inna kobieta? Phi, któż by się nią przejmował.

A tak w ogóle ta notka miała być o mojej wizji talentu i jego mocy rozgrzeszania. Ale z powodu goniosłowomatyzmu jak zwykle mi nie wyszło. Jeśli wszystko pójdzie, eee, dobrze - będzie następną razą :-) ).

Pół plaży tutaj marzy, że kiedyś się przydarzy…

Marzyć to pewnie nie marzy, ale przydarzyć się może. Weseli naukowcy, z właściwym sobie taktem, jeszcze w czasie wakacji zanotowali, jakież to paskudztwa czyhają na spragnionych plaży, słońca i budowania zamków z piasku nieszczęśników. Paskudztw tych jest mnóstwo, w tym bakterie (Pseudomonas aeruginosa, Salmonella, Shigella. Campylobacter jejuni, Staphylococcus aureus (tym MRSA), różne Vibrio), wirusy (adenowirusy, norowirusy, enterowirusy, Coxsackie typu A16, B1 i B5, echowirus typu 1, a nawet poliowirus typu 2 oraz wirus zapalenia wątroby typu A), grzybki (Candida albicans i dermatofity), a także pasożytnicze nicienie (Toxocara canis). Wszystko to można złapać (oraz znosić potem milutkie objawy zapalenia fragmentów układu pokarmowego i nie tylko) beztrosko bawiąc się na plaży, przy czym ryzyko jest większe, jeśli grzebiemy i zakopujemy się w piasku, niż kiedy tylko dostojnie spacerujemy i podziwiamy zachody słońca. Samo zresztą zakopywanie jest bardziej ryzykowne, niż tylko grzebanie, przypuszczalnie dlatego, że w trakcie tych niewinnych igraszek więcej drobnoustrojów dostaje się do ludzkiej paszczy. No i rodzaj zabaw plażowych nie ma raczej wpływu na liczbę schorzeń niejelitowych.

A zaczyna za mną chodzić jakiś wyjazd, no. Znowu. Przyjemne zimowe krajobrazy New Hampshire zostały mi wybite z głowy (“zimą będzie zimno” – poniekąd racja), przyjemne ciepło można więc znaleźć na przykład na Florydzie. Bardzo charming entourage, szczególnie w czasie Bożego Narodzenia :-)

W piasku zakopywać się koniecznie nie muszę. Kto w ogóle chciałby leźć na plażę, skoro w niektórych miejscach tego pięknego stanu żyją takie cudownie uśmiechnięte stworzonka:

ali2

Kiedy parę lat temu zwiedzaliśmy malusieńki fragment Everglades, zakochałam się nieodwołalnie :-) właśnie w aligatorach – pięknych, dużych czarnych stworach, niewinnie udających, że ich tam nie ma, ale śledzących ludzi spod półprzymkniętych leniwie powiek. Czasem nie udawało im się zachować tej niewinności i podstęp malował się na ich szlachetnych obliczach (czyż nie?). Można było podejść do nich bardzo blisko – w lewym dolnym rogu zdjęcia widać kawałek ścieżki, na której stałam robiąc to zdjęcie. Nie pochylałam się tylko. Przewodnik ostrzegł nas, że nie należy kucać ani siadać, bo wówczas człowiek wydaje się mniejszy, a to może skusić takiego aligatora do pomyślenia o jakiejś drobnej przekąsce w postaci surowej ludziny.

Chciałabym jeszcze w tym roku mieć okazję do powiedzenia aligatorom: Merry Christmas! :-) . Może się uda…

Batman

DSCF9578

(Można go szturchnąć kursorem, wtedy urośnie)

Małżeństwa osób tej samej płci w DC?

Dystrykt Kolumbii przygotowuje się do wprowadzenia prawa umożliwiającego osobom tej samej płci zawarcie związku małżeńskiego.

[...] A District of Columbia lawmaker will introduce legislation next week to legalize same-sex marriage in the city. The bill comes from D.C. Council member David A. Catania, an independent who is openly gay. The bill has support from nine of the city’s 13 council members.[...]

Inicjatywę wspierać ma wielebny Eric Lee, jeden z przewodniczących Southern Christian Leadership Conference, który w tym tygodniu gości w DC. Lee, czarny heteroseksualista, żonaty od 17 lat i ojciec trojga dzieci, jest znanym orędownikiem prawa do zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci – o mało zresztą nie został za to usunięty ze stanowiska.

[...] The Rev. Eric P. Lee, president of the Los Angeles chapter of the Southern Christian Leadership Conference, will be in the District most of this week to try to drum up support for same-sex marriage within the African-American community.
Lee, who is heterosexual, has become a leading black advocate for same-sex marriage, a stance that has put him at odds with many of his peers in the faith community. After Lee came out against California’s Proposition 8, which overturned same-sex marriage in that state, the leaders of the Atlanta-based Southern Christian Leadership Conference tried to have him removed from his position in Los Angeles.[...]

Lee będzie się zapewne rozmawiał głównie z czarnymi mieszkańcami Dystryktu. Okazuje się, że są oni mocno przeciwko małżeństwom osób tej samej płci, silnie odróżniając się pod tym względem od białych mieszkańców Waszyngtonu. W przeprowadzonej w maju ankiecie okazało się, że 83% białych jest za, a 10% przeciwko; wśród czarnych stosunek ten wynosił odpowiednio 34 i 48%. Podobno także ten stosunek czarnych obywateli DC do same-sex marriage odzwierciedla stosunek Afroamerykanów do zagadnienia w ogóle. Nie zmieniło to jednak faktu, że w całym DC inicjatywę poparło 54% ankietowanych (34% było przeciw). Miasto jest w większości czarne, ale olbrzymie poparcie białych porządnie zaważyło. To niespotykanie ogromne poparcie białych mieszkańców DC, jeśli porówna się z sytuacją w całych Stanach, stanowi zresztą niezłą zagadkę dla specjalistów.

Skąd te różnica między białymi i czarnymi?

[...] The District’s white population is more secular, liberal and better-educated than the rest of the country. Some surveys have suggested that educational level is the most reliable predictor of attitudes on same-sex marriage, with more-educated people being more likely to support it.[...]

Ale wydawałoby się, że ludzie, którzy sami są lub byli dyskryminowani, będą poczuwać się do jakiejś solidarności z inną w jakiś sposób dyskryminowana grupą. Tak chyba jednak, przynajmniej do niedawna, nie było. Czarni wychodzili widocznie z założenia, że my tu, panie tego, za naszą i waszą wolność walczyliśmy (no dobra, za naszą), a wam właściwie o co chodzi?

[...] Within the black and gay communities, there’s discussion of whether the gay rights campaign is similar to the civil rights movement of the 1950s and 1960s. Some black people view the comparison as maddening. “You see privileged white [gay] males in many situations trying to tell an underprivileged black single mother: My pain compared to your pain. That doesn’t connect,”[...]

To się jednak już podobno zmienia. 

[...] In any case, the trend within the black community is toward tolerance. The May survey found that District blacks favored same-sex civil unions, with the legal rights of marriage, by 52 percent to 36 percent.[...]

Wkrótce zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie…