czepiam się, okołonaukowo

Wykrywanie zakażenia HIV

Przeczytałam dzisiaj, że HIV czyha przy drodze i co piąta prostytutka pracująca przy drogach na Mazowszu może być zakażona HIV. Ciekawostką w tym doniesieniu był opis szybkiego testu stosowanego do wykrywania zakażenia, tzw. testu ślinowego sprowadzonego, jak pisze autorka artykułu, ze Stanów Zjednoczonych. Zdziwiona jestem trochę informacją, że stosowano jakieś bibułki, ponieważ test ślinowy OraQuick, zaaprobowany przez FDA w Stanach, przypomina raczej testy ciążowe, czyli jest to pudełeczko z okienkiem, połączone dodatkowo z czymś w rodzaju wymazówki. Końcówką wymazówki pobiera się materiał od pacjenta, potem umieszcza się ją w specjalnym płynie, a po 20 minutach w okienku pojawiają się paski oznaczające zakażenie. Poważnym błędem artykułu jest stwierdzenie, że test wykrywa samego wirusa w ślinie (w zdaniu tym są nawet dwa błędy). Test mianowicie wykrywa przeciwciała przeciw-HIV (a nie HIV), w dodatku nie w ślinie, tylko w przesączu znajdującym się na śluzówkach jamy ustnej, u nasady dziąseł, zanim płyn ten stanie się śliną. Jest to ważne, ponieważ w odróżnieniu od śliny, w przesączu tym poziom przeciwciał jest zbliżony do poziomu przeciwciał w osoczu krwi. Poza tym, ze stwierdzenia, iż można wykryć HIV w ślinie pacjenta wynika wniosek, że teoretycznie można zakazić się tym wirusem właśnie przez ślinę, np. całując się z osobą zakażoną. Tak nie jest: ślina hamuje zakaźność HIV dzięki znajdującym sie w niej mucynom, poza tym jej hipotoniczność niszczy leukocyty jednojądrzaste, co zmniejsza namnażanie HIV. W przypadku tego wirusa ślina nie jest więc materiałem zakaźnym.

A tak w ogóle, to test ten wygląda na bardzo dobry: jest szybki, może byc dostępny teoretycznie dla każdego, jest wysoce czuły i swoisty. Oczywiście, należy go traktować jedynie jako test wstępny i ewentualny wynik dodatni potwierdzić specjalnymi testami diagnostycznymi, zgodnie z procedurami obowiązującymi w danym kraju.

moja Ameryka

Pada deszczyk, pada…

A dzisiaj pada. Pada właściwie od wczoraj, lało całą noc, chmury miały pójść sobie dzisiaj, ale po zakręceniu nad oceanem stęskniły się za nami i wracają. Są powodzie w okolicy, zwalone drzewa itd., bo wczoraj i w nocy również bardzo wiało. Dobrze, że nie ma powodzi u nas w domu :-) .  Za to łomotanie deszczu o balkon słychać świetnie w tym amerykańskim cudzie konstrukcji domów, jakim jest budynek, w którym mieszkamy :-) . Autostrada dzisiaj wyglądała tak (chociaż jechało się nam całkiem nieźle, zważywszy okoliczności):

czepiam się, okołofeminizmowo, okołonaukowo

HIV

W dzisiejszej Gazecie artykuł Sławomira Zagórskiego na temat HIV, podsumowujący niejako te 25 lat od ukazania się historycznej publikacji w Science opisującej pacjenta zakażonego nowym wirusem związanym prawdopodobnie (wtedy jeszcze nie wiedziano na pewno) z AIDS.

Artykuł ogólnie napisany jest bez dużych błędów, całkiem interesująco, autor nie wspomina wprawdzie o kilku ważnych sprawach (m.in. odporności niektórych grup ludzi na zakażenie), ale zapewne trudno byłoby  napisać o wszystkim w krótkim i popularnonaukowym doniesieniu. Niewielki błąd, jaki znalazłam na początku, to błąd nazewnictwa: HTLV to nie nazwa rodziny, tylko wirusa, tzw. ludzkiego wirusa T-limfotropowego albo ludzkiego wirusa białaczki z komórek T. Oba wirusy: HIV i HTLV zaliczane są (także obecnie) do tej samej rodziny Retroviridae, HIV należy do rodzaju Lentivirus, a HTLV – do deltaretrovirusów.

Znacznie bardziej interesujący jest ten fragment: […]Również przypuszczenie, że w zdecydowanej większości to mężczyźni zakażają wirusem partnerkę, a nie odwrotnie, w świetle ostatnich prac zostało poddane w wątpliwość. Badanie par z 12 afrykańskich państw, w których jedno z partnerów było zakażone, a drugie zdrowe, wykazało, że w 34-62 proc. przypadków to kobieta była nosicielką HIV.[…] Po pierwsze, nie wiem, czy mówiło się o zdecydowanej większości przypadków. Kobiety i mężczyźni zarażają się nawzajem na całym świecie. Niestety dla kobiet jednak, są one bardziej niż mężczyźni narażone na zakażenie w czasie stosunku waginalnego, a wynika to z biologii wirusa. Poza tym, panujące w wielu miejscach na świecie uwarunkowania, powodujące, że kobiety mają gorszy dostęp do usług medycznych, mniejszą wiedzę o drogach zakażenia i sposobach zapobiegania zakażeniu (albo nie mogą tych sposobów stosować), wreszcie istnieje większa stygmatyzacja zakażonych kobiet – wszystko to sprawia, że są one grupą generalnie bardziej narażoną na zakażenie HIV. Po drugie, co to znaczy, że w 34-62 proc. przypadków to kobieta była nosicielką HIV – przecież od kogoś musiały się te kobiety zarazić. Może warto byłoby prześledzić drogi i historię zakażenia w tych przypadkach, zanim zacznie się wyrokować, w podtekście, że kobiety stanowią takie same zagrożenie dla mężczyzn (w kontekście HIV oczywiście), jak mężczyźni dla kobiet. Tak nie jest. Statystyczny mężczyzna łatwiej zarazi HIV statystyczną kobietę, niż odwrotnie.

Ciekawy jest też fakt, że propaguje się, jako jeden z środków zapobiegajacych rozprzestrzenianiu się epidemii obrzezanie mężczyzn (podobno skuteczne w wielu krajach). Otóż, w świetle danych (które są oczywiście sprzeczne ;-) , obrzezanie chroni przed zakażeniem, ale mężczyznę, nie kobietę. Dobre i to…

moja Ameryka

Georgetown (II)

I jeszcze parę zdjęć z Georgetown, urokliwego o różnych porach roku:

Wypasione rezydencje,

nieco ekscentrycznie ozdobione,

z wyraźnie przedstawionymi politycznymi sympatiami mieszkańców:

I jeszcze parę domków, troszkę skromniejszych (przynajmniej niektóre są skromniejsze :-) ):

czepiam się, wkurza mnie

Krew nie od geja

Ręce opadają i biust, i w ogóle wszystko opada, kiedy czyta się takie głupoty, jakie wygaduje ta baba. Nie sądzę jednak, że to tylko homofobia. To czysta nienawiść do odrobinę innego. I pogarda. To jak powrót do czasów, o których myślało się, że odeszły na zawsze, kiedy postulowano, żeby białym nie przetaczać krwi od czarnych i odwrotnie. To pokazywanie winnego, takie uproszczone, bo nie trzeba wtedy używać mózgu, wystarczą stereotypy. Oraz przekonanie, że wie się lepiej, jak bliźni powinni urządzać sobie życie. I nawet, gdyby ta kobieta przeczytała ze zrozumieniem dane UNAIDS i WHO (o których się wypowiada), gdyby do niej dotarło (a powinno, skoro jest/była pielęgniarką), że osoby homoseksualne nie są grupą podwyższonego ryzyka. Że ryzykowne są określone zachowania. Że ryzyko stanowi seks bez zabezpieczenia. Że owszem, w wielu miejscach na świecie, mężczyźni mający stosunki seksualne z mężczyznami zarażają się HIV bardzo często, ale dzieje się tak dlatego, że na ogół w tych rejonach mężczyźni w ogóle starają się nie zabezpieczać. Stąd i rośnie też liczba kobiet, zakażanych przez ukochanych mężów wracających z burdeli. Podobnie zresztą jest z tą niechęcią panów hetero do bezpiecznego seksu i w Europie i w Stanach. Tu geje akurat, myślę, wiedzą trochę lepiej, jak się zabezpieczać. Do nich to już dawno dotarło, po latach osiemdziesiątych.

Ale dla takich osób, jak powyżej cytowana, to wszystko jest i tak nieważne. Ona wie lepiej. Ważne jest to, że geje pieprzą się na prawo i lewo i roznoszą AIDS oraz w ogóle wszelką zarazę.

A tak na marginesie, nie czepiając się już personalnie Szczypińskiej,  powinno lepiej się tych lekarzy i w ogóle służbę zdrowia, uczyć mikrobiologii. Oj, powinno się. Zwłaszcza epidemiologii. Może w co dziesiątej głowie jakieś 10% tej wiedzy by się ostało:

[…]Narodowe Centrum Krwi domaga się wprowadzenia zakazu, bo według jego urzędników zminimalizuje to ryzyko zakażenia podczas transfuzji groźnymi chorobami, jak HIV, żółtaczka czy kiła.[…]  Co to znaczy: żółtaczka? Jaka? Która? Nawet, jeśli chodzi o wzw (bo żółtaczka to objaw, a nie jednostka chorobowa), to nie wszystkie przenoszą się przez krew. […]Zdaniem lekarzy, homoseksualiści mnożąc kolejne żądania, zapominają o bezpieczeństwie chorych, którym krew może być przetoczona.[…] Żądania? Raczej chyba należałoby im podziekować za tak cenny dar, jakim jest krew. Zwłaszcza, że jej w polskich szpitalach zwyczajnie brakuje. […]Zwolennicy zakazu tłumaczą, że nie chodzi o żadne uprzedzenia. „Bezpośrednio po zakażeniu wirus może nie zostać wykryty, w przypadku HIV może to trwać nawet pół roku. W tym czasie zakażona krew może być przetoczona pacjentowi” – tłumaczy DZIENNIKOWI dr Joanna Wojewoda ze stołecznej stacji krwiodawstwa.[…] Ojejej! Nawet pól roku, no, no. A o jakichś testach, które wykrywają wcześniej, to już się pani doktor nie douczyła. No i myślałam, że krew to w ogóle się bada. Na różne rzeczy, niezależnie od tego, co dawca o sobie powie (tak na marginesie, wcale nie na tak dużo. Może i coś zmieniło się od czasu, kiedy krew od dawców badano w Polsce pod kątem HIV, HBV, HCV i kiły, ale pewnie niewiele. Więc i tak można się czymś zarazić. Jednakowoż, nie orientacja seksualna dawcy ma na to wpływ.)

I ostatnia uwaga: w takich sytuacjach, jak opisywana i cytowana powyżej, określenia osoby homoseksualne używa się jako synonimu gejów. A co z lesbijkami? A, to przecież baby, kto by się tam nimi na poważnie przejmował. Dobre są tylko do tego, żeby sobie pofantazjować na temat tego, co robią razem w łóżku.

moja Ameryka

Georgetown (I)

Dzisiaj znowu parę zdjeć z Waszyngtonu, tym razem nie tak „pocztówkowych”, jak poprzednio.

Georgetown – jedna z dzielnic Waszyngtonu, założona została w 1751 roku przez George’a Bealla i George’a Gordona i od nich prawdopodobnie pochodzi jej nazwa. Inne źrodła podają wprawdzie, że nazwa może także honorować króla Anglii Jerzego II, pewne natomiast jest jedno – Georgetown nie nazwano od imienia Jerzego Waszyngtona.

Georgetown pełne jest, jak pisza przewodniki, historycznego czaru i europejskiego stylu (ciekawe, w której części Europy był autor tych słów), mnóstwo tu sklepów, butików, kafejek, restauracji (dwie z nich twierdzą, że to właśnie u nas JFK oświadczył się Jackie) i barów.

Główna ulica Georgetown – M street. Początek, od strony Key Bridge, nie przedstawia się imponująco:

Nazwa Key Bridge upamiętnia twórcę słów hymnu amerykańskiego, Francisa Scotta Key. Skwerek z jego popiersiem też jest przy M street:

Georgetown Park – bardzo ładna galeria handlowa:

Old Stone House – najstarszy dom w Waszyngtonie, wybudowany w 1765 roku. Oraz jego ogród:

I jeszcze jeden domek przy M street:

Sporej grupie katolików z okolic DC służy kościół Św. Trójcy, znajdujący się przy N street,

wraz z najstarszym budynkiem kościelnym w Waszyngtonie, kaplicą św. Ignacego Loyoli, zbudowanym w 1794 roku:

CDN

wkurza mnie

Dyskryminacja na UMK w Toruniu

A wydawałoby się, że studenci powinni myśleć trochę… No i mają na tej swojej uczelni szkołę medyczną i nawet jakąś medyczną bibliotekę. Naprawdę, nie można kogoś kompetentnego zapytać albo samodzielnie sprawdzić, jak w tej chwili wygląda epidemiologia HIV (a pewnie i innych zakażeń przenoszonych drogą płciową), kto jest najbardziej zarażony i dlaczego. Ministerstwo Zdrowia też może mogłoby się dokształcić. No chyba, że chodziło o dokopanie homoseksualistom, jak zwykle…

okołofeminizmowo

Znów wiadomo, że wszystko przez te baby

Bo to zła dziewucha była i kusiła niewinnych chłopców. Niedobrze się robi, kiedy człowiek czyta znowu o molestowaniu, tym razem dziewczynki przez jej szkolnych kolegów. Nie mam zamiaru bronić sprawców, ale w głowie nie mieści mi się zwłaszcza wypowiedź wychowawczyni tej dziewczynki, twierdziła podobno, że gimnazjalistka prowokowała chłopaków swoim zachowaniem (ciekawość, jakim zachowaniem). No i oczywiście: […] Szukacie sensacji, sprawa nie jest warta jej opisywania – bagatelizowała Bożena Żurawska.[…], dyrektorka gimnazjum, mówiąc do „Gazety”. Oczywiście, wrrrr….