Miesiąc: Wrzesień 2008

Kryzys

:-) Jak wiadomo, straszliwy kryzys zawisł nad pięknym krajem amerykańskim. W związku z tym nawet Georgetown University poszukuje alternatywnych źródeł finansowania, wiedząc, że normalnie będzie z tym krucho. Dzisiaj na terenie kampusu pojawił się więc fantastyczny pojazd gąsienicowy,

za pomocą którego zaczęto wydobywać ropę! :-)

Chyba więc bieda nie zajrzy nam w oczy? No, przynajmniej uniwersytetowi… ;-)

Reklamy

No bailout

No, i co to teraz będzie? Bać się czy nie bać, wynosić się czy nie wynosić się? Nawet Ż. się zatrwożył, kiedy nie mogł połączyć się z naszym bankiem wczoraj wieczorem i dzisiaj rano. No dobra, nie zatrwożył się, to ja się z niego nabijam :-) . Co nie zmienia jednak tego, że pytania: co teraz będzie? i co robić? pozostają. Zwłaszcza, że trudno gdziekolwiek znaleźć na nie sensowną odpowiedź.

Dawno nie było o szczepionkach

Dobrze i mądrze mówi pan doktor, warto przeczytać. Mógłby jeszcze dodać, że rodzice, którzy nie szczepią swojego dziecka, bo węszą spisek firm farmaceutycznych, niecnie chcących się bogacić kosztem nieszczęsnej dzieciny, widać chcą jednocześnie być sponsorami wytwórców czegoś zgoła innego – niewielkich sosnowych skrzynek. Takich dopasowanych do dziecięcego wzrostu. Ale zeby tak powiedzieć, trzeba być dr. Housem :-) . Ciekawa jestem też, skąd doktor Grzesiowski ma dane, że na Zachodzie nie ma szczepień obowiązkowych, bo: […]Countries where the society sees vaccination as a duty to the community: in these countries, certain vaccinations at birth are obligatory by law, and failing to adhere to this policy can result in legal action being taken against the child’s parents. This group include Spain, Greece and Italy, (jeszcze chyba Francję można tu zaliczyć) as well as most of the former communist countries in Eastern Europe, where recent dramatic upheavals have often left the state inadequately equipped to enforce vaccination laws.[…], chociaż […]Countries where national recommendations have corresponded to a universal acceptance of the vaccination, yet with no formal legal act to enforce it. Included in this group are all Anglo-Saxon countries and most Western European countries, most of which have also implemented a sort of mass screening, making vaccination certificates mandatory for enrollment in school.[…], a w ogóle ten artykuł jest dość stary, więc może już się coś zdążyło zmienić.

Nie to jest jednak najważniejsze. Najgorsze jest to, że ludzie nie chcą się szczepić i nie chcą chronić swoich najbliższych i nie tylko najbliższych. To rzeczywiście zaczyna odbijać się na społeczeństwach w Europie Zachodniej i w USA, i obawiam się, że w Polsce też będzie niedługo widać skutki takich praktyk.

A kiedy czytam ten fragment, to już w ogóle nie mam słów, a raczej mam, tyle że same bardzo niecenzuralne: […]Te szczepienia (przeciw HPV) były uwzględnione w projekcie kalendarza na 2007 rok, który wisiał na stronach internetowych Ministerstwa Zdrowia. Jednak na dwa dni przed oficjalnym ogłoszeniem znikły. Nieoficjalnie mówi się, że z powodu nacisków polityków, którzy uważają tę szczepionkę za dzieło szatana, zachętę do wcześniejszej inicjacji seksualnej. W myśl tej pokręconej teorii zaszczepione dziewczynki byłyby zachęcone do uprawiania seksu, bo nie bałyby się ryzyka złapania groźnego wirusa.[…] Miło widzieć, jak bardzo państwo polskie troszczy sie o swoje obywatelki, które lepiej żeby pozdychały na raka, niż miałyby ewentualnie zacząć uprawiać seks wcześniej, niż ktoś to sobie wyobraża w swoich zboczonych fantazjach. Pominąwszy oczywiście absurdalność tej całej pokręconej teorii.

A ręce to mi troszkę opadły (co było reakcją znacznie mniej emocjonalną, i w ogóle weselszą, niż ta po przeczytaniu o szatańskiej szczepionce przeciw HPV), jak zobaczyłam jakie ładne są Szczepionki przeciw ospie zgromadzone w firmie Avensis Pasteur. Taki podpis widnieje pod fotografią, którą opatrzony jest wywiad (może tylko online). Po raz kolejny wołam, ale jest to absolutnie głos wołajacej na puszczy: czy nikt nie sprawdza takich rzeczy? Nie ma nikogo w redakcji, kto, jeśli nikt już zupełnie nic nie kuma z tej całej mikrobiologii, mógłby zadzwonić do jakiegoś mikrobiologa i dowiedzieć się, że szalki Petriego z posiewami bakteryjnymi to naprawdę nie są szczepionki przeciw ospie? Czy to jest niechlujstwo czy bezmyślność? Czy może po prostu świadome podejście, że ciemny lud to kupi? A pan redaktor Zagórski dostał niedawno jakąś nagrodę za popularyzowanie nauki. Dobra robota, panie redaktorze, oby tak dalej ;-) .

Reklama macierzyństwa

Odwiedziłam wczoraj w szpitalu koleżankę, która dwa dni wcześniej urodziła dziecko, córeczkę. Obie wyglądały jak żywe reklamy macierzyństwa :-) . S. (koleżanka) w świetnym humorze, zupełnie nieobolała (a po cesarskim cięciu), właściwie znudzona trochę ciągłym siedzeniem w szpitalu i zachowująca się jak prawdziwa gospodyni ;-) – biegała do lodówki znajdującej się we wnęce na korytarzu, żeby częstować nas (byłam z dwiema innymi dziewczynami z pracy ) jakimiś sokami. Jej córeczka – bardzo ładne dziecko, niewymiętoszone porodem (bo cesarka, jak mniemam), spokojne, śpiące grzecznie niemal cały czas. Kiedy patrzyłam na obydwie, nasunęła mi się luźna refleksja na temat: ciąża i rodzicielstwo a sprawa polska, tudzież sprawa amerykańska. Refleksja ta będzie luźna, bowiem nie opiera się na doświadczeniu osobistym, a tylko na tym, co widzę lub widziałam tu i tam, czytam tu i tam, no i na opiniach osób dzieciatych. Mam wrażenie, że w Stanach (przy czym mam na myśli tylko tę część Stanów, którą trochę znam, to samo dotyczy Polski) jest nieco zdrowsze podejście do posiadania dzieci. Pod wieloma względami. Na przykład, nie traktuje się rodzicielstwa jako misji dla społeczeństwa, jak jakiegoś długu do spłacenia, a z drugiej strony nie wymaga się, żeby społeczeństwo to w jakikolwiek sposób przejmowało się moją ciążą. Stąd też chyba wynika, że podchodzi się normalnie do decyzji o dziecku – nie jest to jakiś cud dla osób postronnych, po prostu jedna z życiowych decyzji. U mnie w pracy w ciągu trzech lat pojawiło sie na świecie (albo dopiero pojawi się, ale jest w drodze) sześcioro dzieci, w tym bliźniaki wprawdzie, ale zakład nie jest jakiś specjalnie duży. Szef nie miał nic przeciwko, ale i nikt go nie pytał o zdanie, po prostu nowina pod tytułem „jestem w ciąży” albo „planujemy dziecko” była przyjmowana spokojnie. Pewnie dlatego, i to też jest spora różnica, którą widzę w podejściu „polskim” i „amerykańskim” – że nikt, jeśli ciąża jest niezagrożona, nie wybierze się na zwolnienie tylko dlatego, że ta ciąża w ogóle jest. S. była w pracy do ostatniego dnia, pojawiła sie w przeddzień planowanej cesarki, żeby dać dyspozycje szefowi, co ten ma robić, kiedy jej nie będzie :-) . A przecież pracujemy z czynnikami zakaźnymi, różnymi niebezpiecznymi substancjami itd., i nikt z tego powodu nie wpada w histerię. Można zresztą spokojnie pogadać z BHPowcami, także tymi od radioaktywności, co jest bezpieczne, a co nie. Do szpitala też wszyscy mogą przyjść w odwiedziny, jeśli to tylko odpowiada matce (cały czas piszę o sytuacji normalnej, kiedy wszystko poszło dobrze), nie ubiera się odwiedzających w jakieś urokliwe jednorazowe stroje, jest tylko jeden wymóg: jak chcesz przytulić dziecko, musisz najpierw umyć ręce. Nikt też nie robi ciężarnym uwag na temat wieku – S. ma 38 lat, jej siostra urodziła rok temu bliźniaki, a miała 36 lat; nikt nie wspominał, że może za późno na dziecko. Podjęła decyzje teraz, a nie 10 lat temu – i super! A same warunki w szpitalu – cudowne (wszystko w ramach ubezpieczenia). Własny pokój z łazienką i dodatkowym łóżkiem dla męża, partnera, czy kogokolwiek, kto chciałby zostać na noc. Z telefonem, więc można zadzwonić i zapytać, czy matka jest gotowa na odwiedziny, czy raczej nie. Czyściusieńko. Opieka doskonała, lekarze, pielęgniarki, dietetycy – wszyscy pracują, żeby matka i dziecko czuli się jak najlepiej. Podobało mi się na przykład, że codziennie rano przychodzi dietetyczka z menu i pyta, co człowiek sobie życzy na śniadanie, lunch, obiad. S. stwierdziła, że po jej doświadczeniach z poprzednią cesarką (teraz miała drugą) i pobytem w szpitalu, teraz i tutaj czuje się jak w raju (a doświadczenie ma z jednego z państw byłego bloku socjalistycznego). I to w kraju, który nie ma opinii specjalnie prorodzinnego (albo sam sobie takiego miana nie nadaje ;-) ), gdzie, jak wiadomo, wyciska się pracowników jak cytryny ;-) ; pracowników, którym nie przysługuje urlop macierzyński, a zwolnienia chorobowe są wliczane do ogólnej liczby przysługujących wolnych dni, gdzie ważny jest wyłącznie sukces, wyścig szczurów i kariera ;-) .

Konkludując, jeśli chodzi o dzieci, to ja pasuję (Ż., spoko :-) ), ale nie dziwię się, że w Stanach akurat ludzie po prostu chcą mieć dzieci i je mają. Nie twierdzę, że nigdzie indziej nie ma dobrych warunków do rodzenia dzieci. Na pewno są, również w Polsce. Zwyczajnie jednak podoba mi się to, co widziałam tutaj.

careHPV

Opracowano nowy test do wykrywania groźnych zakażeń szyjki macicy wirusami brodawczaka ludzkiego (HPV). Test careHPV wykrywa 14 onkogennych typów wirusa w ciągu 2 i pół godziny. Materiał do badania każda pacjentka może sobie pobrać sama, sam test nie wymaga specjanych warunków, miejsca, itd., ani też specjalnie wykwalifikowanego personelu, czyli nadaje się do wykorzystania w biedniejszych częściach świata (badania przeprowadzono w Chinach).

Może wreszcie nie trzeba będzie siedzieć nad tymi obmierzłymi koilocytami ;-) .

Acyklowirem w HIV?

Ciekawą rzecz opisują autorzy pracy opublikowanej niecałe dwa tygodnie temu w Cell Host & Microbe. Okazuje się, że przy koinfekcji wirusem HIV i wirusem opryszczki typu 2 (HHV-2) acyklowir hamuje namnażanie HIV. Dzieje się tak jednak wyłącznie w komórkach zakażonych oboma wirusami; acyklowir nie hamuje HIV, kiedy jest on jedynym czynnikiem zakażającym. Ciekawe tylko, jak to wszystko sie odbywa? No bo tak: działanie acyklowiru było dotąd (i jest) bardzo dobrze poznane. Lek ten jest aktywny szczególnie wobec wirusów HHV-2, HHV-1 i wirusa ospy wietrznej-półpasca, mniej skutecznie hamuje beta- i gammaherpeswirusy. W komórce zakażonej HHV jest fosforylowany przez kinazy wirusowe do monofosforanu, a następnie ulega dalszej fosforylacji do trójfosforanu, przy czym te dalsze etapy kontrolowane są już przez enzymy komórkowe. Trójfosforan wbudowywany jest przez wirusową polimerazę DNA do powstającego wirusowego DNA, co bezwzględnie powoduje zatrzymanie wydłużania tejże nowej nici DNA . Dzięki powyższemu acyklowir działa bardzo specyficznie, a  w dodatku jest lekiem o niewielkiej toksyczności, nieaktywnym w komórkach niezawierających HHV. Jak to sie ma jednak do HIV? Autorzy pracy uważają, że żeby zahamować namnażanie wirusa HIV ważny jest, po pierwsze, ten pierwszy etap fosforylacji – czyli komórka koniecznie musi być też zakażona jakimś HHV. A po drugie pokazują, że celem acyklowiru staje się odwrotna transkryptaza wirusa HIV (podobnie jak polimeraza DNA herpeswirusa), lek jest wbudowywany do DNA wirusa, co hamuje syntezę tego DNA. Mechanizm działania acyklowiru podobny byłby więc do działania nukleozydowych inhibitorów odwrotnej transkryptazy, czyli leków powszechnie stosowanych w zakażeniu wirusem HIV.

Interesujące, niby wszystko wiadomo, a wcale nie wiadomo…

Wakacje – dzień siedemnasty

Znowu nie nadążam z pisaniem. Dzień siedemnasty był wczoraj. Po pierwsze obchodziliśmy (dookoła ;-) ) urodziny M. – jeszcze raz wszystkiego najlepszego! A po drugie – pojechaliśmy do centrum Waszyngtonu obejrzeć te wszystkie pomniki, obeliski, posągi i tym podobne :-) , czyli kręciliśmy się po National Mall. Oczywiście, wszędzie były dzikie tłumy turystów.

Zaczęliśmy od pomnika Lincolna (Lincoln Memorial), na schodach którego siedziało parę osób,

w środku natomiast siedział sobie tylko Abraham.

Ze schodów Lincoln Memorial rzuciliśmy okiem na reflecting pool (z ptaszyskami), Kapitol, obelisk Waszyngtona (Washington Monument) oraz National World War II Memorial.

Potem podziwialiśmy wątpliwej urody Pomnik Weteranów Wojny w Korei (The Korean War Veterans Memorial), którego standardowy widok już pokazywałam, teraz więc tylko jeden żołnierz (a nawet dwu):

Pełen równie wątpliwego wdzięku jest też The Vietnam Veterans Memorial – pomnik czczący pamięć żołnierzy amerykańskich sił zbrojnych, którzy zginęli w czasie wojny wietnamskiej. Pomnik ten, w postaci czarnego muru z nazwiskami poległych (Vietnam Veterans Memorial Wall), nie wzbudził podobno zachwytu weteranów, dlatego dodano do niego dwa dodatkowe pomniki: Three Soldiers i Vietnam Women’s Memorial.

A na koniec rzuciliśmy jeszcze okiem na przecudnej wprost urody :-) posągi wieńczące Memorial Bridge od strony pomnika Lincolna.

Wakacje – dzień szesnasty

Wczoraj, czyli we wtorek, przez dłuższy czas nie wychodziliśmy z domu, głównie dlatego, że trochę padało. Poza tym nie chciało się nam :-) . Potem jednak przezwyciężyliśmy nasze lenistwo i pojechaliśmy, żeby pokazać M. Katedrę św. Mateusza Apostoła, siedzibę arcybiskupa Waszyngtonu, katolicki kościół o, tak się uważa, jednym z najpiękniejszych wnętrz, oczywiście jeśli weźmiemy pod uwagę kościoły budowane w czasach mniej więcej współczesnych. Trudno mi powiedzieć, czy jest to rzeczywiście prawda, faktem jest jednak, że katedra jest bardzo ładna w środku. Tym bardziej, że parę lat temu została porządnie odnowiona. Kiedy zwiedzaliśmy ją z Ż. pod koniec 2002 roku, wszędzie były rusztowania. W tej chwili wygląda tak:

Ponieważ zrobił się naprawdę piękny wieczór, pojechaliśmy jeszcze obejrzeć Thomas Jefferson Memorial. O zmierzchu wyglądał niesamowicie. Zresztą tak jak Washington Monument.

Wakacje – dzień piętnasty

National Air and Space Museum Ż. i M. zwiedzali dzisiaj sami. Było bardzo ciekawie, tak oboje twierdzili (dużo fajnych samolotów :-) ), choć w takim muzeum powinno się spędzić znacznie więcej czasu, niż te parę chwil jednego dnia. A mnie bardzo dobrze siedziało się dzisiaj w domu.

A tu lądownik księżycowy numer 2 Apollo, nieużywany i przebudowany trochę, żeby przypominał kompletny lądownik Apollo 11:

Sojuz-Apollo:

Messerschmitt Me 262 Schwalbe:

Dodatkowo polski akcent (jak zwykle :-) )

oraz akcent feministyczny: