Śmiech to zdrowie!

Nie mam zamiaru uogólniać, bo byłoby to niesprawiedliwe, ale zauważyłam, że wielu Amerykanów ma pewna cechę, z powodu której to zapewne są często uważani za, mówiąc delikatnie, niezbyt inteligentnych. Albo za takich, z którymi nasza słowianska dusza nie może znaleźć płaszczyzny porozumienia :-) . Jest to mianowicie potrzeba zaznaczania żartu w rozmowie. Wielu moim znajomym Amerykanom należy dać do zrozumienia, że mówi się żartem. Najlepiej śmiejąc się z własnych dowcipów (o matko!), inaczej wezmą wszystko na poważnie. Można też podobno mówić za każdym razem, że „to był żart”. Nie jest to tylko moje spostrzeżenie, czytałam o tym i słyszałam wielokrotnie, a teraz zobaczyłam to na własne oczy. Nie wydaje mi się, że ma to bezpośredni związek z inteligencją, raczej może z przyzwyczajeniem do prowadzenia rozmowy w taki sposób i nawet swoistym, wynikającym z tego, poczuciem bezpieczeństwa. Pracuje u nas na uniwersytecie pewien pan doktor, nie-Amerykanin, ale od wielu lat w Stanach, na wysokim stanowisku. Bardzo go lubię, lubię z nim i pracować i pogadać nie tylko o pracy. Zawsze wydawał mi się bardzo sympatyczny (bo taki zresztą jest). Jakiś czas temu zaskoczyło mnie jednak to, że nie jest on specjalnie lubiany przez moich kolegów-Amerykanów, a nawet niektórzy się go jakby boją. Pan jest bowiem typem żartownisia, ale takiego, co to mówi wszystko z kamienną twarzą, trudno więc powiedzieć, czy akurat mówi poważnie czy nie. Po prostu typ pod tytułem: orientuj się! Jak widać, niektórzy się chyba jednak nie orientują i odbierają jego zachowanie jako obraźliwe albo/i niepokojące.

Niektórzy tubylcy idą z tym swoim śmiechem o jeden krok dalej – jest to, dla mnie przynajmniej, coś jeszcze zabawniejszego, a czasem i irytującego nieco, zależy od nastroju. Śmiech do wszystkiego i ze wszystkiego, wypowiedź przerywana śmiechem. Tutaj również nie posunę się do stwierdzenia, że coś jest nie tak z inteligencją osoby, która śmieje się po każdym wypowiadanym przez siebie zdaniu (mimo chlubnych tradycji przysłowiotwórstwa polskiego, czyli poznać głupiego po śmiechu jego czy śmieje się jak głupi do sera :-) ). Taki chyba zwyczaj po prostu, ten typ tak ma. Zwłaszcza, że nigdy nie nazwałabym mojego szefa głupim, choć czasem rozpacz bierze, jak sie z nim rozmawia… ;-)
Warto znów nadmienić, że nie tylko ja mam podobne odczucia (mimo, że autorka listu opisuje Kanadyjczyków, a poza tym to było dawno i nieprawda :-) ). […] W rogu stołu, na lewo ode mnie, siedzi panna Maria Grimsby. Gdy pierwszego dnia zwróciłam się do panny Marii z uwagą, że według mnie zbiera się na deszcz, ona roześmiała się głośno bez słowa. Gdy powiedziałam, że droga prowadząca ze stacji jest bardzo ładna, też się roześmiała. Kiedy zauważyłam, że w Prospect Point jest dużo moskitów, znowu się roześmiała. Takim samym śmiechem zareagowała wreszcie, gdy powiedziałam, że w Prospect Point jest ładnie jak zawsze. Jestem pewna, że przyjęłaby również śmiechem wiadomość, że ojciec mój się powiesił, matka otruła, a brat siedzi w więzieniu. Widocznie z tym śmiechem już się urodziła, ale mnie to wyprowadza z równowagi. […] (Z listu Izy Gordon do Ani Shirley, Ania na Uniwersytecie, L.M. Montgomery, Prószyński i S-ka, Warszawa, 1998)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s