Hans Küng

Ostatnio postanowiłam się odchamić nieco i przestać chodzić na wykłady wyłącznie o rakach i innych wirusach, co to jak przyziemna rzeczywistość skrzeczą, a posłuchać czegoś wzniosłego tudzież budującego. Poszłam więc na wykład znanego teologa i księdza katolickiego Hansa Künga, żeby dowiedzieć się czegoś na temat Wyzwań stojących przed islamem, chrześcijaństwem i judaizmem w czasach globalnego kryzysu. Zbyt dużo się jednak nie dowiedziałam. Pierwszą część wykładu stanowiła encyklopedyczna dawka wiedzy o trzech wielkich religiach monoteistycznych. Z zapartym tchem dowiadywałam się, że te trzy religie mają dużo wspólnego (wiara w jednego i jedynego Boga) oraz dużo nie-wspólnego (judaizm, że Izrael to lud Boży i ziemia, chrześcijaństwo to wiara, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym i Mesjaszem, a w islamie to Koran jest słowem Boga i księgą). Ekstra. Z równie zapartym tchem słuchałam tego samego na religii w czasach podstawówkowych. Jak również tego, że trzy wielkie religie są spójne w pewnym zakresie w obrębie samych siebie, ale mają, uwaga, różne odłamy i te odłamy się różnią, różnie w dodatku. Bo historia się jakoś tam toczyła i powstawały spory i różnice zdań nawet między ludźmi wierzącymi w to samo. Fascynujące. Ludzie zaczęli wychodzić z sali po tym niezwykle zwięzłym, bo tylko godzinnym, wprowadzeniu do, jak naiwnie sądziłam, głównej tezy wykładu. Rektor uniwersytetu ziewał jak hipopotam. Ja twardo siedziałam, bo ciągle chciałam się odchamić. A główna teza, czyli te wyzwania na czasy kryzysu? Hmmm… Otóż dowiedzieliśmy się, że lekarstwem na całe zło jest Obama (aplauz na widowni); że Amerykanom nie uda się w Afganistanie, bo Brytyjczykom i Rosjanom się nie udało; że Izraelowi ciężko jest się czasem dogadać z Arabami, ale to nic dziwnego, bo nie tylko Arabowie są trudni, Szwajcarzy też czasem bywają (szał radości na widowni, prelegent jest Szwajcarem, dodam); że nie będzie pokoju między narodami bez pokoju między religiami, choć wcześniej powiedziane zostało, że religii nie powinno sie winić za zło, które jest na świecie – logika chyba też musiała w tym momencie wyjść z wykładu; i że nie wszyscy wiedzą, nawet teologowie (zachwyt i oklaski), że Chrystus i Jego uczniowie byli Żydami. Szanowny prelegent, teolog i filozof, stwierdził wreszcie, że wszystko jest w naszych (tzn. widowni chyba) rękach, jeśli chodzi o to wprowadzanie pokoju na świecie (o matko). Po czym łaskawie stwierdził, że nie możemy zakładać, iż ateiści są pozbawieni moralności (pomruk chyba aprobaty na widowni), więc, jak rozumiem, może nam w tym pomogą.  

Chyba średnio się odchamiłam na tym wykładzie, choć cierpliwość poćwiczyłam porządnie. W sumie jednak podziwiałam siłę i zdrowie profesora Künga (ma ponad osiemdziesiątkę, a wygląda na znacznie mniej, jest bardzo energiczny, świetnie mówi) oraz miałam niezbyt sprawiedliwe, a bardziej złośliwe, myśli, że taki teolog to ma klawe życie. Trzeba być oczywiście właściwej płci, mieć właściwe znajomości („mój przyjaciel Josef Ratzinger” padło parę razy na wykładzie), zrobić sobie reklamę, atakując stosunkowo niegroźny dogmat, a książki idą jak świeże bułeczki oraz uniwersytety zapraszają na wykłady, płacąc zapewne nienajgorzej.

Zaznaczam oczywiście, że powyższy akapit nie jest do końca na serio. Zdaję sobie sprawę z ogromu wiedzy w dziedzinie, w której nie jestem specjalistką. I nie oceniam bynajmniej całości dorobku Hansa Künga, bo go po prostu nie znam. Oceniam wyłącznie wykład, którego miałam okazję wysłuchać. Wykład na bardzo mizernym poziomie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s