czepiam się, czytanki, okołofeminizmowo

Mizogin Lem – część druga

Pierwszą notkę na temat mizoginii Lema skończyłam na strachu przed kobietami w „Opowiadaniach o pilocie Pirxie” i w „Solaris„. Strach ten jest jeszcze wyraźniej widoczny w innych pozycjach pisarza. Zobaczmy, jakie zdanie miał Lem na temat feminizmu i feministek:
[…] bo co przystojniejsze kobiety, zwłaszcza blondynki, szczypałem w zadek. […] O ile się zorientowałem, policzkowały mnie aktywistki womans liberation, zresztą bardzo rzadko, bo przystojnych jest wśród nich tyle co nic.[…] („Pokój na Ziemi„). Miło, choć powiedziałabym, że rzecz gustu. Prawidłowa reakcja prawdziwych pięknych kobiet na szczypanie to oczywiście zachęcajace chichoty? […] O co im właściwie idzie, o tyranię mężczyzn? Nie czułem się tyranem. Nikt się nie czuł. Biada playboyom. Co one im robią? Czy kler też będą porywać? Wyłączyłem radio, jakbym zatrzasnął zsyp śmiecia.[…] Ten zsyp też był bardzo uprzejmy, zupełnie jak beton Pieronka. […] – Wy tam macie w Stanach ognisko tego obłąkanego ruchu – women’s liberation. Dziecinne to, niesmaczne, ale przynajmniej wygodne. […] Wygodnie wiedzieć, kto jest wszystkiemu winien. Podług tych pań – mężczyźni. One dopiero urządzą świat. Chcą zająć wasze miejsca. Więc choć to nonsens, ale mają przynajmniej wyraźny cel, a wy nic nie macie. […] Nonsens to dopiero jest, że ktoś może w ogóle tak myśleć. Dziwię się doprawdy, że ktoś taki jak Lem, pretendujący do miana filozofa, etyka i kogo tam jeszcze, z dużym podobno ilorazem inteligencji, może pisać takie bzdury. I tak dokładnie nic nie rozumieć. Sam przyznaje parę wersów wyżej: […] Rozumiałem piąte przez dziesiąte. […] (wszystkie cytaty z „Kataru„) Ale on nie rozumie nic, a nie tylko piąte przez dziesiąte, w dodatku nie chce rozumieć i boi się tylko, co też te baby, którym zaświtała myśl, że świat nie jest zbyt sprawiedliwie urządzony, mogą wymyślić.  Nieważne wszystkie niegłupie postulaty feminizmu, nieważna, widoczna gołym okiem na całym świecie, nierówność między płciami – ja, Lem, wiem lepiej, że to wszystko jest obłąkanym nonsensem.
Warto zauważyć, że powyżej cytowane słowa te nie wynikają z charakteru danej postaci. Co byłoby oczywiście całkowicie zrozumiałe: robię bohatera antyfeministą i ma on antyfeministyczne poglądy. Nie, te zdania wkładane są w usta bohaterów ni przypiął ni przyłatał, bez sensu, bez jakiegokolwiek związku z akcją. (Sam bohater „Kataru” wręcz odpowiada na pytanie: […] – Czy uważa pan, że kobiety powinny latać w kosmos? – Jakoś nie myślałem o tym. […] Gdyby im na tym zależało, to czemu nie? […] – czyli sam nie prezentuje antyfeministycznych przekonań). Wyraźnie widać więc, że są to poglądy samego Lema, jego kobieto-fobia nieudolnie ukrywana pod mową nienawiści, który to Lem wykorzystuje swoje powieści do dokopania feministkom. Bardzo, bardzo niski i żałosny zabieg pisarski.
Podobnie niepasujące do czegokolwiek i nie mające z niczym związku fragmenty są we „Fiasku„: […] Najpierw odczytał ustęp poświęcony życiu familijnemu, które winno znaleźć prawowite miejsce w ekspedycji, razem z obelgami rzucanymi przez przedstawicielki wiecznie krzywdzonej płci żeńskiej na SETI, opanowaną przez męską mafię […], […] Idiotyzm, tkwiacy w żądaniach tego równouprawnienia, jawił sie w sposób zbyt oczywisty, by warto mu poświęcać uwagę. Kobiety, a więc żony, matki, więc dzieci, przedszkole, żłobek […] Harrach żałował niezmiernie, że nie możę tu, zaraz, w cztery oczy palnąć autorce tych bredni, co o niej myśli, […] Tu chciałabym delikatnie uświadomić pana Stanisława, że nie wszystkie kobiety są żonami i od razu matkami. I na przykład takie niesparowane panie mogą chcieć latać w kosmos. Ponadto, żeby zrobić dzieci, potrzeba osobników obu płci (przynajmniej u człowieka), a co więcej, istnieje coś takiego jak antykoncepcja, więc niekoniecznie trzeba brać do rakiety całe przedszkole od razu. Rozumiem, że kiedy autor studiował medycynę, nie dowiedział się pewnych szczegółów o rozmnażaniu człowieka (chyba musiał być kiepskim studentem), ale potem, w życiu małżeńskim?
Co także ważne, cytowane przeze mnie powieści są stosunkowo nowe, „Katar” jest starszy, z połowy lat siedemdziesiątych, ale „Pokój na Ziemi” i „Fiasko” z połowy osiemdziesiątych – myślę, że jeżli ktoś wtedy chciał dowiedzieć się czegoś sensownego o postulatach feminizmu, to mógł to zrobić bardzo łatwo, szczególnie ktoś, kto mieszkał nie tylko w Polsce. Lemowi się po prostu nie chciało, on wiedział lepiej: baby są głupie, ich zachcianki są głupie, feminizm też jest głupi. Wolał wierzyć w kretyńskie stereotypy. Nie świadczy to dobrze o jego inteligencji, że nie wspomnę o empatii czy zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

Ciąg dalszy nastąpi…