coś dobrego, okołofeminizmowo

Hiszpanom gratulujemy rządu

… premiera Zapatero oraz sądu najwyższego w Madrycie. […] Wychowanie obywatelskie, obowiązkowy przedmiot wprowadzony do szkół w 2006 r., nie narusza ani konstytucyjnego prawa rodziców do wychowania dzieci zgodnie z wyznawanym światopoglądem, ani swobody wyboru wyznania – uznał sąd najwyższy […], pisze Gazeta Wyborcza. Biskupi protestowali, świeccy, zgadzający się z ich zdaniem, też protestowali, różne katolickie stowarzyszenia mają zamiar jeszcze protestować – i dobrze, to jest demokracja.
Najbardziej rozbawiło mnie jednak to, czegóż tak strasznie obawiał się hiszpański episkopat: […] Sprzeciw biskupów, a w ślad za nimi również prawicowej opozycji, wzbudziło zwłaszcza nauczanie dzieci w szkołach podstawowych i średnich o równości płci, prawach i obowiązkach mężczyzn i kobiet, statusie związków homoseksualnych czy walce z dyskryminacją ze względu na orientację seksualną.[…] Nie no, oczywiście, że równość kobiet i mężczyzn sprzeczna jest z katolicyzmem. Jak ten wstrętny rząd mógł nawet pomyśleć o nauczaniu czegoś tak bezecnego i sprzecznego z prawem naturalnym. I w ogóle z czymkolwiek.
Zawsze się zastanawiam, czy tacy biskupi, mówiąc coś takiego, naprawdę tak myślą (i jak to się ma do oficjalnie oficjalnego stanowiska Kościoła), czy tylko czasem im się wypsnie niechcący? Bo są starzy, nieeleastyczni, obciążeni bagażem patriarchalizmu? Jeśli tak, to można im ewentualnie wybaczyć, odczuwając schadenfreude podczas czytania wiadomości z Hiszpanii, rzecz jasna ;-) . A jeśli to pierwsze – cóż, już dawno zauważyłam, że niektórzy hierachowie Kościoła Katolickiego są mistrzami w obrażaniu moich uczuć religijnych :-) .