czepiam się, czytanki, okołofeminizmowo

Mizogin Lem – część trzecia

Pomarudziłam już o braku kobiet u Lema, o jego strachu przed nimi i szowinizmie – zostało mi tylko popastwić się nad scenami erotycznymi w jego książkach. Scenami, które są charakterystyczne, bo także, i to bardzo mocno, pokazują stosunek pisarza do kobiet. Pierwsza z nich znajduje sie na samym końcu „Szpitala Przemienienia” i dla mnie jest to chyba najbardziej żenująca i obrzydliwa scena seksu w literaturze. (Może zresztą dlatego, że nie chcę zastanawiać się nad gorszymi.) W scenie tej kobieta zdegradowana jest do rzeczy dającej mężczyźnie rozkosz. W idiotycznych, stresujacych warunkach ona sama się rozbiera, a on (żeby nie być zanadto wulgarną) między jej nogami znajduje ciepłą, miękką przystań i pocieszenie po trudach życia. Kobieta odpoczynkiem wojownika, jednym słowem. Jej przyjemność nie ma oczywiscie znaczenia, ona się ofiarowuje, po czym macierzyńsko ociera jego łzy. Tu powinna być ikonka wymiotująca, czyli podobno taka: >:-O~~~~~~. Jak słusznie zauważa Jerzy Jarzębski w posłowiu, pani doktor Nosilewska jest tutaj nagrodą od losu dla Stefana Trzynieckiego, czyli głównego bohatera powieści. Bo to oczywiście on przeżywa różne sytuacje, zmaga się ze światem, zadaje pytania, a ona jest tylko od rozłożenia nóg. Warto w tym wszystkim zauważyć, że jest to koleżanka po fachu bohatera, lekarka, czyli teoretycznie powinna być mu równa. Dla Lema jednak nieważne jest chyba to, że kobieta może, tak samo jak mężczyzna, mieć jakieś aspiracje, poglądy, wreszcie zawód czy zainteresowania, a także uczucia czy przeżycia. Kiedy przychodzi co do czego, to on walczy i zdobywa świat, a ona jest mu nagrodą w łóżku.

Być może w ten sposób Lem „karze” takie kobiety, co to ośmielają się być istotami myślącymi, dobitnie pokazując im ich miejsce. Podobnie postępuje z Eri, bohaterką „Powrotu z gwiazd”. Nie jest ona wprawdzie bohaterką główną w ogóle, raczej główną kobiecą, ale przyznać trzeba Lemowi, że przynajmniej w tej powieści opisał wreszcie niemal pełnokrwistą kobietę. Chociaż właściwie, czy na pewno pełnokrwistą? Jak się nad tym zastanowić, pewnie nie przypadkiem Eri jest jedną z głównych postaci w książce, która opisuje zbetryzowany, czyli z definicji pozbawiony wielu uczuć, a tym samym części ludzkiej osobowości, świat. Ponury, szowinistyczny żart pisarza? Być może. W każdym razie sceny erotyczne z Eri w roli głównej wyglądają bardziej na gwałt – kiedy ona się wciąż broni, a on, Hal, wtedy się wycofuje, po czym wraca, cierpliwymi gestami wciąż ją przekonuje, że wszystko jest w porządku, a w końcu ją zdobywa. Eri zresztą przez większą część książki wyraźnie boi się Hala. Na ich pierwszą wspólnie spędzoną noc decyduje się ze strachu – obawia się, żeby Hal nie zrobił krzywdy jej dotychczasowemu partnerowi. Strasznie chore to wszystko, takie jakieś zatęchłe, niesmaczne i  z czającą się, ale dobrze wyczuwaną, przemocą w tle. Na końcu oczywiście bohaterka decyduje się zostać i tworzyć szczęśliwe stadło z facetem, któremu jeszcze niedawno nie mówiła nawet po imieniu, którego praktycznie nie zna i którego chyba do końca nie przestała się obawiać. 

Te sceny erotyczne, historie Eri i doktor Nosilewskiej plus to wszystko, o czym pisałam poprzednio, chyba całkiem wyraźnie pokazuje, że opisy kobiecych postaci, kobiecości, feminizmu u Lema, to nie są wyłącznie jakieś braki warsztatowe pisarza, jego jakaś nieumiejętność wniknięcia w istotę i wiarygodnego opisu postaci przeciwnej płci. Chociaż prawdopodobnie również to. Ale jest to także jego ewidentnie pielęgnowany i prawdopodobnie niezmieniany przez lata mocno lekceważący, pogardliwy i z wyższością stosunek do czegokolwiek związanego z kobietami i kobiecością. Mnie, jako czytelniczce ceniącej Lema jako pisarza w ogóle, stosunek ten bardzo przeszkadza.