Atak głodnych kleszczy i wściekłych szopów

Jelenie są może milutkie, ale ich rola w przenoszeniu i utrzymywaniu w odpowiedniej liczebności populacji kleszczy jest, niestety, bardzo znacząca. Faktem jest też, że jeleni ostatnio jest coraz więcej w naszej okolicy, i ludzie zaczynają się bać, nie tylko o swoje ogrody czy zniszczone samochody, ale i boreliozy. Liczba przypadków tej choroby, roznoszonej przez niektóre kleszcze, wzrosła dramatycznie w ciągu ostatnich lat w DC oraz stanach Virginia i Maryland. Może także dlatego, że i lekarze i pacjenci są bardziej świadomi – wcześniej zakażenie bywało po prostu, w wielu wypadkach, niezdiagnozowane. Z diagnostyką boreliozy jest zresztą cały czas nienajlepiej. Pozostaje leczenie i profilaktyka, ale tu też pojawia się kwestia: czy mamy zamknąć się w domach i nie wychodzić nawet do ogrodu?

Borelioza jest niezbyt przyjemna, ale z wścieklizną to już zupełnie nie ma żartów. A tu okazuje się, że w naszym hrabstwie wściekłe szopy polują na ludzi.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Atak głodnych kleszczy i wściekłych szopów

  1. Przeciw kleszczom można wkropić sobie w grzbiet kropelki dla psiaków (skuteczne też przeciw pchłom i innym insektom) ;-)
    W Polsce jakoś zaradzono pladze wścieklizny zrzucając z samolotów przysmaki z szczepionką dla zwierzyny (głównie lisów).

  2. „Jelenie są może milutkie” – jasne, pamiętam takiego drania, co o 4 nad ranem się wykrzywiał przez płot do psów pawiańskich rodziców.

    PS. Kropelki, podobnie jak Klu, polecam. I kapelusz z szerokim rondem na wycieczki.

  3. Klu – dlatego kocham wszelkie szczepionki, w każdym ich przejawie :-)
    Pawianie i Klu – kropelki, nogawki, długie rękawy, kapelusz – zgadzam się ze wszystkim. Problem zaczyna się przy temperaturach powyżej 30 stopni i obłędnej wilgotności, jakie pojawią się tutaj zapewne niedługo. Że nie wspomnę o komarach roznoszących wirusy Zachodniego Nilu…

Możliwość komentowania jest wyłączona.