Niepoważne pytania o seks

Książki o. Knotza określane są czasem mianem chrześcijańskiej Kamasutry. Nie wiem, nie czytałam ich. Ale na podstawie wywiadów i artykułów prasowych mogę sobie wyrobić pogląd na to, co autor sądzi o seksie w małżeńskiej sypialni. Katolicko-małżeńskiej oczywiście. Wyrabiam więc sobie ten pogląd i widzę, że nic nowego nie widzę. Że orgazm jest OK, że pieszczoty są OK, że […] seks frywolny, z igraszkami, przy zapalonym świetle […] – […] wszystko to można stosować […] – to jest coś nowego? Naprawdę? To w takim razie tragedią jest fakt, że ludzie tego przedtem nie wiedzieli. A przecież podobno to nie był grzech, to było tylko tabu, tylko to, co z tematem […] związane uważa(ło) się za grzeszne. O. Knotz obala te stereotypy […]. Rozumiem więc, że przez lata wyglądało to tak: grzechu nie ma, ale cicho sza, nic ludziom nie mówimy, ciemny naród to kupi, najwyżej ten wrażliwszy element będzie się zadręczał całe życie. Postępowanie etyczne? Empatyczne? Skąd, a po co? W końcu księża się nie męczą (teoretycznie), tylko świeccy, po co im ułatwić cokolwiek? Życie świeckiego chrześcijanina ma być pasmem udręk? Niby nie, ale zróbmy mu z tyłka jesień średniowiecza, za to, że on może pofiglować, a my – księża i zakonnicy – nie.

Może jednak powinnam cieszyć się, że taki o. Knotz się pojawił i oświeca maluczkich, a ci z otwartymi buziami słuchają, że mogą robić to i tamto w łóżku? Fajnie, rzeczywiście. Pytanie, czy to są dorośli ludzie? Czy owce, którym kiedyś zrobiono wodę z mózgu? A teraz robi się drugi raz, podsuwając łaskawcę w habicie, który pozwoli i na seks oralny (z zastrzeżeniami) i na przyjemność. Mój Boże, z radości chyba wybiorę się do Częstochowy, na kolanach, w podzięce.

A nawet… nawet jeśli zmuszę sie do tej radości, w ramach solidarności z trzymanymi dotąd za mordę bliźnimi – dobrze, że się taki pojawił, dobrze, że gada, że seks jest w porządku, może komuś taka informacja przyda się do czegoś – widzę przecież, że coś jest mocno nie tak.

[…] Miłość męża do żony obliguje go, aby po swoim własnym zaspokojeniu, pieścił jej wargi sromowe i łechtaczkę do czasu, aż osiągnie orgazm. […]

Koniecznie? A czy małżonka ma prawo woleć pieszczoty czegoś innego, a nie łechtaczki? A może w ogóle osiągać orgazm jakoś inaczej? Nie, nie możemy przecież pozwolić temu głupkowi, przepraszam – osobie wierzącej, żeby sam sobie podjął decyzję, co ma robić w łóżku. Muszą być jakieś wskazówki. Wielki brat (Knotz) patrzy. 

[…] Patrząc na akt seksualny tylko pod kątem przyjemności, uważa orgazm za najważniejszy moment współżycia seksualnego. Taki pogląd jest błędny. Najważniejszym i szczytowym momentem jest moment penetracji w pochwie kobiety”. […]

Może dla księdza najważniejszym momentem jest moment penetracji w pochwie kobiety, ale myślę, że tu to raczej kobiety powinny się wypowiedzieć. I pewnie niekoniecznie wszystkie by się zgodziły.

Niesmaczne mi się wydaje, że można w taki sposób mówić o seksie i sprawach z tym związanych. Nawet nie tylko dlatego, że autor jest zakonnikiem. Ale również dlatego, że jest osobą postronną. A takie szczegółowe kwestie łóżkowe powinny zostać intymnymi sprawami ludzi, którzy akurat do tego łóżka idą (nie mówię o przemocy czy tego typu rzeczach). I niesmaczne jest nie tylko to, że o sprawach takich wypowiada się osoba postronna, ale także to, że robi to z wyłącznie męskiego punktu widzenia. Klasycznie: autorytet równa się mężczyzna, w dodatku mężczyzna niewykształcony w tej konkretnej dziedzinie, a poza tym nie poświęcający momentu nawet minimalnej refleksji, że może kobiety czują inaczej. I może że w ogóle różni ludzie mogą odczuwać inaczej.

Co to znaczy: […] normalny akt małżeński, by spotkali się mężczyzna ze swoją cielesnością i kobieta ze swoją […]? Dostaję alergii na kościelną nowomowę. To normalne chyba, że mam swoją cielesność cały czas przy sobie, nie wieszam jej na wieszaku. A normalny akt znowu pachnie mi ograniczeniami – zawsze można uznać coś, co księdzu nie odpowiada, za nienormalne. […] Zaznaczył też, że nie należy przesadzać i „szukać nie wiadomo czego, by nie zrobić z Kościoła sex-shopu”. Jak mówił, kultura podpowiada, jak urozmaicić seks małżeński, np. poprzez perfumy czy bieliznę. „Nie mówimy o patologiach, mówimy o normalności, w której nie trzeba się bać romantyzmu” – mówił pytany o to, czy grzechem jest np. używanie pejcza w sypialni.[…] A jeśli ja wolę pejcz od romantyzmu? O romantyźmie w seksie myślę sobie wyłącznie w kontekście starego głupawego powiedzenia (Roman, tyź mie dziecko zrobił), świeczki kojarzą mi się z kawałem o zakonnicach, a perfumy i bielizna? Kobiety mają je nosić, tak? Czyli są zasadniczo dla mężczyzn, czyż nie?

I co to wszystko ma, na litość, do robienia z Kościoła sex-shopu?

[…] – Ludzie próbują wtedy stosować jakieś wibratory, kulki dopochwowe, chcą maksymalizować doznania. Wtedy wymiar więziotwórczy seksualnego zbliżenia zaczyna niknąć. Czasem to żona czuje, że to co proponuje jej mąż, to już wyuzdanie. To bardzo staroświeckie słowo, ale dobrze oddaje wątpliwości niektórych osób. […]

Zauważmy, że wibratory i kulki są dla kobiet. Rozumiem więc, że to co zwiększa doznania mężczyzn jest dobre, a to, co zwiększa doznania kobiet – to już patologia. Oraz wyuzdanie. I więź zanika – mój Boże, wszystko przez te wyuzdane, nienormalne baby.  Normalna kobieta nie myśli o maksymalizowaniu doznań. Normalna kobieta najpierw zapala świeczki, zakłada bieliznę, potem czeka, aż mąż skończy, a na końcu liczy, że i jej się coś dostanie. Absolutnie nie pejczem, bo to zboczenie.

Nic nowego pod słońcem, ten cały o. Knotz. Ogłaszanie czegoś, co było prawdą zawsze. Wszystko leciutko podlane sosem męskocentryzmu i niechęci do kobiet. A przy okazji nałożone sporo ograniczeń, żeby świeckim katolikom przypadkiem woda sodowa nie uderzyła do głów.

Szkoda, że o. Knotz nie bierze sobie do serca swoich własnych uwag. […] Ludzie pytają mnie o to, co wolno w seksie, a czego nie. To niepoważne” […]

O to to. To wszystko razem jest niepoważne.

 

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,81048,6532652,O__Ksawery_Knotz_o_frywolnym_i_bezgrzesznym_seksie.html 

http://serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,64835,6563342,Polska__Seks_sie_Bogu_podoba__Wywiad_z_o__Knotzem_.html

http://wyborcza.pl/1,76842,6533733,Pan_Bog_i_seks.html

http://wyborcza.pl/1,96165,6445282,Kapucyn_o_seksie_u_torunskich_redemptorystow.html

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Niepoważne pytania o seks

  1. Nomen omen – „O. Knotz, kapłan zakonu Braci Mniejszych Kapucynów” – jakze powszechne jest trzepanie kapucyna … i Ty Sporothrixie? ;-)
    Tak sobie imaginuję Panią S. w ogóle bez bielizny i obłoczka perfumowych odorków w samym tylko pejczu .. i to jest to! ;-)

  2. Prawie mnie rozszyfrowałeś. Pijąc perfumy i stukając się rytmicznie w czoło pejczem owiniętym seksownym koronkowym staniczkiem, namiętnie trzepię kapucyna ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s