Kopanie się z koniem – część druga, czyli nie przepraszamy za to, że żyjemy

W poprzedniej notce pojechałam prawie wyłącznie po mediach, które zamiast tylko zwięźle informować, co wskazane było w tej sytuacji, niezdrowo i detalicznie podniecają się wizytą pewnego pana z Ameryki, który powiedział parę głupich rzeczy w Warszawie i innych miastach naszego pięknego kraju. Reklamy temu panu ja osobiście nie chciałam robić, nie cytowałam więc co ładniejszych kwiatków z jego radosnej twórczości. Ale może trzeba było, biorąc pod uwagę fakt, że są one źródłem mojej drugiej refleksji i drugiego zdziwienia, które towarzyszą mi przy czytaniu doniesień z gościnnych występów gościa-od-nieproduktywnych-homoseksualistów.  

Facet mówi dwie rzeczy z grubsza. Pierwsza to hate speech – i to jest skandal. Przeciwko temu powinno się protestować, przeciwko temu w ogóle obywateli powinno bronić prawo. Ale prawo jest, jakie jest. Zresztą, jak pisałam, facet jest ostrożny, wytresowany nieźle przez swoich prawników i spin doktorów, i wie, jak nie przekraczać tegoż prawa.

Ale druga rzecz, którą mówi, to jest po prostu bełkot. I przyznam, że dziwi mnie, że ktoś się tym przejmuje i ktoś chce z tym polemizować. Nawiasem mówiąc, polskie doniesienia prasowe, które miałam nieprzyjemność czytać, w większości skupiały się z właściwym sobie wdziękiem na bełkocie, czyli tych mniej ważnych sprawach.

Wiadomo, że koleś nie miał zamiaru z nikim dyskutować czy odpowiadać na pytania. Ale czy naprawdę najlepszą reakcją na stwierdzenie, że homoseksualiści są nieproduktywnymi członkami społeczeństwa, bo nie mają dzieci, jest żałosne pytanie o księży i osoby niepełnosprawne? Przecież w ten sposób przyznaje się facetowi rację, że osoby bezdzietne faktycznie są nieproduktywne. Lepiej byłoby założyć koszulki z tęczowymi napisami To my, nieproduktywne członki społeczeństwa i radośnie potwierdzić: tak, nie mamy dzieci i fajnie nam z tym. Zamiast wydawać pieniądze na pieluchy, pojedziemy na Karaiby. I możesz nam zazdrościć tego, co tam będziemy robić. A poważniej nieco – dopóki płacimy podatki i nie przekraczamy prawa, możemy sobie robić cokolwiek i państwo nie ma nic do tego. Nie żyjemy w Korei Północnej. Dodatkowo – homoseksualiści jak najbardziej miewają dzieci. A przynajmniej bardzo się starają, jak twierdził Harvey Milk.

No właśnie, Milk mi się przypomniał i jego sposób reagowania na głupie teksty. Żartem. I odwracaniem złych słów na swój temat na własną korzyść.  W końcu skąd wzięło się recruit w My name is Harvey Milk—and I want to recruit you?

Facet twierdzi: ileś tam procent przestępców jest homoseksualistami, reszta (większa) więc to hetero? Eksterminujemy heteroseksualistów? Mężczyźni są grubo częściej gwałcicielami – eksterminujemy wszystkich mężczyzn? Wyłącznie kobiety zapadają na raka szyjki macicy – nie leczmy ich, bo to wina ich biologii, a leczenie kosztuje podatnika mnóstwo pieniędzy. W ogóle nie leczmy wielu pacjentów, alkoholików na przykład czy tych z rakiem płuc, stwierdzono przecież, że przynajmniej w pewnym stopniu sami przyczynili się do zapadnięcia na te choroby.

A potem można jeszcze, jeśli wszystkich to już nie znudziło, poczepiać się kolesia o jego carbon footprint – jego, jego bachorów oraz tych wszystkich instytutów leczenia z homoseksualizmu – i jak to się ma do długu wobec społeczeństwa i całej planety na dokładkę. Dopytać, ile dzieci mają jego dzieci, bo może też są nie bardzo produktywne. I stwierdzić, że jeśli jego syn – statystyk liczy tak, jak to wygląda w pracach pseudonaukowych tatusia, to tatusiowi kiepsko wyszła produktywność w wychowaniu i wykształceniu synka. W końcu nie sposób walczyć z kimś, kto na uderzenie rapierem odpowiada ciosami topora, jak mówiła Ania z Zielonego Wzgórza, czasem trzeba wziąć i topór w swoje ręce. Że głupio? A po co tracić czas na racjonalne argumenty, skoro one i tak nie dotrą?

Leczenie homoseksualizmu? To idiotyzm. Ale jeśli ktoś chce za to płacić? I wierzy, że mu to pomaga, na cokolwiek? I nawet jeśli sam się oszukuje – co komu do tego? Jeżeli jest w stanie uwierzyć szarlatanowi, że ten uleczy mu orientację, to może w sumie wierzyć i w to, że następnie przeżyje same sielskie dni u boku kochającej żony i pięciorga dziatek. Ewentualnie będzie szczęśliwy wiodąc podwójne życie. Ewentualnie będzie nieszczęśliwy wiodąc podwójne życie. Aż w końcu zaszokuje dzieci zdradzając ich mamusię z wujkiem, a nie z ciocią. Wybór i konsekwencje. A za głupotę się płaci.

Do Polski przyjechał pieprzący jak potłuczony (niemniej w tym szaleństwie jest metoda) dziadzio, który w ten sposób chciał sobie poprowokować i zarobić. Wiedział, że uda mu się to tutaj, bo w bardziej cywilizowanych krajach nikt nie zechciałby go słuchać. Największa reklamę zrobiły mu nieprzychylne media. A ci, o których mówił, przejęli się tak, jakby było czym.

I nie, nie sądzę, żeby lekceważenie akurat kogoś takiego było niebezpieczne w tym sensie, że, jak powiedziała mi pewna bliska osoba, z takich biorą się ci z bejsbolami. Ci z bejsbolami nie umieją czytać, ani nie rozumieją pseudonaukowego bełkotu, nie oni byli więc targetem. Za to mają pozwolenie społeczeństwa polskiego na swoje zabawy z, hmm…, pałami – i tego bym się obawiała. A nie jakiegoś kretyńskiego jednoosobowego panopticum z Ameryki.

Reklamy

27 uwag do wpisu “Kopanie się z koniem – część druga, czyli nie przepraszamy za to, że żyjemy

  1. Całkiem mi odpowiada taktyka wobec Pewnego Kogoś, nie rozumiem/nie zgadzam się na karanie za hate speech. Dlaczego ludzie nie mieliby mieć swobody nienawidzenia i głoszenia nienawiści? Niekoniecznu oczywiście na terenie instytucji utrzymywanej też przez homoseksualistów i to – z przymusowych składek.

  2. Zasadniczo zgadzam się w ogóle, bo wolność wydaje mi się wartością nadrzędną. Ale nie w szczególe – nie w przypadku, kiedy wolność ogranicza wolność innych ludzi. Albo robi tym innym ludziom krzywdę. A hate speech ma zdolność podżegania do nienawiści – słowo „podżeganie” jest tu kluczowe. Co do reszty bredzenia, nawet jeśli nie jest sympatyczne, nie widzę problemu, i o tym pisałam w drugiej notce. I jeszcze coś jest bardzo ważne – tzw. „dzisiejsze czasy”. Może za ileś lat, kiedy ludzie w społeczeństwach dojrzeją do tego, żeby nie słuchać oszołomów i myśleć samodzielnie – wówczas, myślę, możliwe jest zaakceptowanie, że każdy ma jakieś tam poglądy i tyle. Ale jeszcze nie dzisiaj. Dzisiaj społeczeństwa muszą pomagać sobie prawem.

  3. Ale jakie społeczeństwa? Jeśli społeczeństwo nie jest dojrzałe, to na pewno samo sobie nie pomoże, tylko najzwyczajniej część tego społeczeństwa, sprawująca władzę, przymusi nieposłusznych do tego.

    Mówisz o szkodzie wyrządzonej przez hate speech – masz na myśli używanie wobec kogoś siły? Dyskryminacje jakaś? Nawet jeśli, niech karani będą podżegacze tylko wtedy, kiedy w ogóle ktoś zrobił to, do czego był podżegany. Czy to byś zaakceptowała?

  4. Pierwszy akapit – no właśnie, dlatego powinno być prawo. A żywię nadzieję, że kiedyś społeczeństwa dojrzeją. Drugi – jeśli ktoś mówi, że dobrym pomysłem jest, aby eksterminować pewną grupę ludzi; albo żeby innej grupie tatuować litery na czole, aby odróżnić tę grupę od reszty – to uważam, że trzeba to ukrócić, ZANIM ktoś wprowadzi to w życie.

  5. Ale jakie masz dowody, że ktoś wprowadzi to w życie? Od którego momentu należy takich ludzi ścigać?

    W samej Polsce próba wytępienia środowisk ewidentnie ziejących nienawiścią wymagałaby dość prężnej akcji politycznej. Tak mi się zdaje. Trzeba byłoby karać jakiś maniaków, którzy we własnym gronie bawią się brzydko.

  6. Dobra, wyrażam się mgławicowo, może podświadomie chce uniknąć konfrontacji z faktami – pisząc o bawiących się brzydko we własnym gronie itd. miałem na myśli to, że nie wydaje mi się, by ruchu chcące fizycznej eksterminacji np. homoseksualistów dysponowały jakąkolwiek siłą, z która trzeba byłoby się liczyć, więc nie widzę powodu, by stosować wobec nich przemoc.

  7. Nie mam dowodów. Tak, jak nie mam dowodów, że ktoś kogoś kiedykolwiek zabije, a istnieje coś takiego jak groźby karalne. Dla mnie różnica jest w „ciężarze argumentu” – czym innym jest mówienie o śmierci, a czym innym o tym, że można leczyć z homoseksualizmu. A prężną akcję można zrobić – cóż innego zrobiono np. w Stanach, wprowadzając tzw. polityczną poprawność?
    O, i widzę, że jeszcze coś muszę dodać – nie mówię o odpowiadaniu przemocą na przemoc. Czy prawo jest przemocą?

  8. Ok, to akurat nie znaczy, że mnie się to podoba. Jeśli samo głoszenie nienawiści nie musi prowadzić frustratów do zabijania innych ludzi lub torturowania ich lub innego pozbawiania wolności, to dlaczego zakazywać wyrażania nienawiści?

    I szczerze – tępy jestem, słyszałem tylko jakieś bajki o stalowym wilku dotyczące prawa przymuszającego do p. poprawności w stanach. Możesz mi polecić jakiś starter (pomijając ciocie wiki, aż tak tępy nie).

  9. Ps. Prawo nie tyle jest przemocą, co normą wymuszaną przemocą. Oczywiście przez organizacje, której przedstawiciele twierdzą, że mają do tego prawo. Jako anarchista mam głęboko w poważaniu, że tak twierdzą, ale to akurat dygresja.

  10. Nie musi, ale może. Popatrz, co działo się w Stanach jeszcze tak nie dawno – mówię o traktowaniu czarnych obywateli.
    Dlatego w wielu krajach prawo zakazuje hate speech, ze względu na to, jak ją można wykorzystać, a nie dlatego, że ktoś coś tam sobie gada prywatnie w domu. Te prawa są, owszem, poniekąd zmuszające do poprawności politycznej. Ale mnie ważniejsze wydaje się „wprowadzenie”, jak pisałam, czyli akcja mająca na celu nauczenie ludzi, że pewnych rzeczy się nie robi. Zanim to zrobią. I zanim ewentualnie będą za to ukarani. To mi się podoba w politycznej poprawności – że jest to jakby norma przyzwoitego postępowania i nauka szacunku (albo przynajmniej okazywania tegoż) dla innych. Słowo więc „przymuszanie” brzmi mi trochę obco, ale może i tak czasem trzeba. Polecić Ci mogę oficjalne dokumenty prawne różnych krajów, jest to zapewne fascynująca lektura ;-) . Albo dla rozrywki możesz przeczytać moją notkę, jak tego uczy (dokładniej w kontekście molestowania) mój uniwerek: https://sporothrix.wordpress.com/2009/04/03/molestowanie-dla-opornych/

  11. Mrotchnypontchushzagwady – a, to co innego – jeśli jesteś anarchistą, to nic dziwnego, że prawo nie budzi Twojej sympatii :-)

  12. Nie tyle prawo, co wyodrębniona i scentralizowana organizacja wymuszające je. Bo tak to prawo mi przeszkadza, gdy razi w dobra mi cenne. Np. wolność słowa, jestem fanatykiem.

  13. Wolność bardzo cenię, w tym wolność słowa. Uważam jednak, że są sytuacje, kiedy musi być ograniczona. Jak pisałam, mam nadzieję, że kiedyś to się zmieni. Chociaż pewnie tego nie dożyję…

  14. Wystarczy się cofnąć do roku 1939 żeby wiedzieć że zagrożenie jest absolutnie realne i skalę ma niewyobrażalną. Wystarczy że pewne słowa padną na podatny grunt. Ludzie są z gruntu xenofobiczni, uczenie postawy racjonalnej to trudna i ciężka fucha którą można łatwiutko zaprzepaścić. Nie może być przyzwolenia na mowę nienawiści bo demokracja szybko zmieni się w nacjonalizm – to już historycznie przetestowane. To jak z kapitalizmem – w formie dzikiej szybko dochodzi do monopolizacji rynku i nieludzkiego wykorzystywania ludzi. Cywilizacja to twór sztuczny, wymaga więc pewnych sztucznych praw żeby działać sprawnie ( czyli pozwolić funkcjonować możliwie jak najlepiej jak największej liczbie obywateli )

  15. Co do pana na C. to mówić, mówić, mówić, za każdym razem powtarzając racjonalnie w ktorym miejscu plecie bzdury i dlaczego. Pewnie że nie trafi do frondowych jegomośći ale trafi do tych jeszcze nie spaczonych. Udawanie że go nie ma nie sprawi że przestanie istnieć. Argumenty topory mają krótkie nóżęta, ktoś zaraz wyciągnie shootguna, a polemizując z nauką można się tylko ośmieszyć.

  16. @Badguy

    Ale na razie nigdzie nie widzę podatnego gruntu na tyle. Poza tym Hitler nie wygrał tylko dzięki propagandzie, tak mi się zdaje. Nie jestem bardzo biegłym historykiem, ale jego moc zdobyta dzięki procesowi demokratycznemu sama w sobie nie była wielka. Nie wywalczył w wyborach wyraźnej większości – tylko wystarczającą. W dodatku reformy nazistowskie były możliwe nie tylko dzięki poparciu wyborców, ale np. zupełnie z nią nie związaną postawą prawników niemieckich, którzy usłużnie zadbali, by wszelkie reformy w Weimarze przekształcające go w III Rzeszę były w pełnej zgodzie z Weimarskim prawem.

    Co do dzikiego kapitalizmu – nigdy takiego nie było. Oczywiście jeśli dziki kapitalizm to kapitalizm kompletnie nieograniczony. To takiego nigdy nie było i pewnie nie będzie, więc nie da się sprawdzić na dziś (i pewnie nie będzie się dało) twojego poglądu, że kapitalizm musi się sam z siebie monopolizować. Na pewno jednak są ludzie, którzy się z Tobą nie zgadzaliby, choćby Kolko. I co ważne, jego trudno oskarżyć np. o ultraliberalizm ekonomiczny jakiś.

    Przy czym nie uważam, że interwencja w rynek byłaby zła czy mniej naturalna, niż pozostawienie wszelkich procesów międzyludzkich rynkowi właśnie (czymkolwiek zresztą ta „wolna rynka” jest).

    Jaś i mrotchny to jeden i ten sam, żeby nie było wątpliwości.

  17. Nieśmiało : prawo wymyślono i jest przydatne głównie przeciw anarchii. ;-)

  18. Jasiu S. – W rozumieniu potocznym, czyli anarchia to pojęcie określające:

    -rozkład lub niedowład struktur lub instytucji państwa niezależnie od ich przyczyn,
    -chaos organizacyjny w instytucji, organizacji lub społeczności.

  19. To nie zgadzam się z Tobą z innego powodu, niż gdybyś twierdził, że istnienie prawa wymaga monopolisty przemocy. Nie zgadzam się, ponieważ stosowanie prawa to moim zdaniem bardzo pogmatwana sprawa i jeśli jakaś zbiorowość nie jest już troszkę poza anarchią, to żadne prawa nie pomogą. No, chyba, ze akurat przytrafi się bardzo sprawna ekipa totalitarystów. Mylę się?

  20. Sądzę, że się mylisz… człowiek jest stworzeniem stadnym , odsadzonym w kulturze – inaczej nie potrafi. Do życia w grupie niezbędne jest jakieś minimum porządku (choćby po to by się nie pozjadali, nie pozabijali, mogli coś planować by prowadzić działania perspektywiczne, zapanowali nad chaosem etc ) . Poziom tego minimum warunkuje stopieńrozwoju społecznego – ergo skomplikowanie stosunków społecznych. Właśnie ten zbiór zasad porządowych jest prawem. Łatwo przesadzić w okreśłaniu owego minimum… państwo wykazuje tendencję do przesady w tym względzie ale z pewnośćią nie ruch anarchistyczny odkryl panaceum na dewiację wiary w „omnipotencję-prawa”. Pozdrawiam

  21. Czemu akurat nie ruch anarchistyczny? I jako anarchista nie sprzeciwiam się porządkom normatywnym wszystkim, tylko jako wolnościowy anarchista tym, które pozostawiają niezadowalającą ilość wolności człowiekowi. Ludzie są stadni w znacznej mierze, całkiem możliwe. Ale to nie znaczy, że stado musi posiadać wyraźne centrum władzy. A ład nie nie jest prostym wynikiem monopolu przemocy, bez którego organizacje trudno nazywać państwem.

  22. A to Polska wlasnie.

    Rozmawialam wczoraj ze znajomym, ktory robi wlasnie habilitacje na jednym z uniwerkow w Polsce. Otoz, pewne organizacje do walki z sektami zlozyly doniesienie na policje a ta WSZCZELA SLEDZTWO na Uniwersytecie Slaskim oskarzajac.. pracownikow wydzialu filozofii o uprawianie zakazanej prawnie dzialanosci „sekciarskiej”.
    Wsrod zarzutow jest „prowadzenie sekty platonikow” i inne tego typu absurdy.

    Gdyby nie to, ze sledztwo jest jak najbardziej SERIO i to nie zart, to po prostu smialabym sie…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s