Potter już nie „apage, satanas”?

Watykan dokonał strategicznego odwrotu na z góry upatrzone pozycje i zaczął chwalić „Harry’ego Pottera„. W L’Osservatore Romano można poczytać o pewnych zdumiewających podobno faktach, dotyczących najnowszego filmu z serii, który właśnie wchodzi na ekrany prawie wszędzie. Zdumiewających chyba dla kogoś, kto nie przeczytał książek, a poprzednie produkcje potępił.

[…] In a review of the blockbuster the official Vatican newspaper L’Osservatore Romano said Harry Potter And The Half Blood Prince made clear the difference between ”good and evil’.[…]

Nie no, bo ta różnica jest oczywiście jasna dopiero po „Księciu Półkrwi”. Wcześniej absolutnie nie było o tym mowy, różnice między dobrem a złem zacierały się doskonale.

[…] Vallini added that the line ‚between good and evil was clearly marked, and it makes clear that doing good is right and that in some cases this involves hard work and sacrifices.’ He closed his review by saying that: ‚At the end of the film what remains is not he scenes of magic but these of the values such as friendship, altruism, loyalty and the giving of one’s self.'[…]

Tego też wcześniej nie było. Nie było ciężkiej zawsze pracy Hermiony; ratowania Ginny przez Harry’ego; partii szachów w wykonaniu Rona; pomocy Syriuszowi razem z ocaleniem Hardodzioba; zachowania Harry’ego w jeziorze; tego, co zaszło między Cedrikiem a Harrym w labiryncie; scen w Departamencie Tajemnic na końcu „Zakonu Feniksa”. Widać ja zdecydowanie czytałam i oglądałam innego „Pottera”, niż dostojnicy kościelni.

[…] The Vatican newspaper L’Osservatore Romano even gave two thumbs up to the film’s treatment of adolescent love, saying it achieved the „correct balance” and made the stars more credible to the general audience.[…] (z YahooMovies)

[…] In his review, Vallini said that the ‚mixture of supernatural suspense and romance which has reached the right balance, making the the roles more credible. […] (z Mail Online)

Jakby to samo, ale nie to samo :-) . Poza tym bardzo bawi mnie, że ta adolescent love tak spodobała się akurat watykańskiej gazecie. Czyżby tylko jej? Recenzent Washington Post nabija się:

[…] They should have called it „Harry Potter and the Teenagers in Heat”: Hermione fancies Ron! Ron can’t keep his hands off Lavender Brown! Harry has a crush on Ron’s sister Ginny! Love potions, common-room snogging, adolescent heartbreak; such is the film’s infatuation with teenage coupledom that even ancient confirmed bachelor Dumbledore, a man with, you’d think, more crucial things on his mind, asks after Harry’s romantic prospects.[…]

Mam wrażenie, że niespodziewane watykańskie pochwały młodzieńczych miłości mają drugie dno ;-) . Związane z orientacją zresztą. Ponieważ Rowling dokonała coming outu Dumbledore’a, twórcy kolejnych filmów będą może chcieli wziąć to, dyskretnie nawet, pod uwagę. Wskazuje na to fakt wybrania do roli Gellerta takiego aktora, że aż chce się polizać ekran :-) . Cóż wówczas zrobią biedni dostojnicy kościelni? Pochwalą młodzieńcze zadurzenie bohaterów? Skrytykują? Pokażą dobitnie i z przykładami, do czego coś takiego może doprowadzić? ;-) . Hmmm… Do tego ostatniego przynajmniej będą musieli przeczytać książkę. Krytykowanie dzieł literackich bez ich znajomości jakoś specjalnie wielu osobom nie przeszkadza, uważam więc, że dobre i to.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s