Religia źródłem dyskryminacji kobiet

„Religia i tradycja są motorami postępu i pokoju na świecie.
Uważamy jednak, że usprawiedliwianie dyskryminacji kobiet religią i tradycją, tak jakby stanowiła ona wolę Siły Wyższej, jest nie do zaakceptowania.
Dziewczęta i kobiety mają te same prawa, co chłopcy i mężczyźni, we wszystkich aspektach życia.
Wzywamy wszystkich przywódców – religijnych, politycznych – do ochrony i promowania równouprawnienia kobiet.
Apelujemy szczególnie do przywódców religijnych, aby dawali dobry przykład i starali się likwidować wszelkie formy dyskryminacji w obrębie ich własnych wyznań.”

Takie wezwanie pojawiło się miesiąc temu na stronie The Elders, grupy znanych postaci świata polityki, do której należą m.in. Desmond Tutu, Gro Brundtland, Kofi Annan, Mary Robinson, Nelson Mandela, Aung San Suu Kyi i Jimmy Carter. Jimmy Carter, były prezydent USA, a także przez wiele lat osoba silnie związana z jednym z konserwatywnych Kościołów baptystycznych, opublikował zresztą swój własny apel. Napisał w nim, że opuścił swój Kościół, nie mogąc zakceptować tego, że głoszono w nim niższość i poddaństwo kobiet wobec mężczyzn. Napisał także, że niewątpliwym jest fakt, iż dyskryminowanie kobiet obecne jest wielu religiach i tradycjach. Że wyciąga się wyrwane z kontekstu zdania z dowolnej świętej księgi, przedstawia jako wolę dowolnego bóstwa i w ten sposób udowadnia się, że nie wszyscy jesteśmy wobec tego bóstwa równi. Co więcej, taka opinia nie ogranicza się wówczas do pojedynczego kościoła, synagogi, świątyni czy meczetu. Ponieważ jest to słowo boże, stanowi ono, i stanowiło przez wieki, podstawę do ograniczania praw kobiet, do usprawiedliwiania przemocy wobec nich, niewolnictwa, okaleczania narządów płciowych oraz lekceważenia gwałtów. Męska interpretacja tekstów religijnych ma też wpływ na odbieranie kobietom kontroli nad swoim własnym życiem i ciałem, na odbieranie im możliwości edukacji, dostępu do służby zdrowia czy pracy.

The Elders są zgodni: tradycja i praktyki religijne dyskryminują kobiety, i jest to zjawisko powszechne.

I tak czytam te ich wezwania, ich komentarze, czasem ogólne, czasem bardziej osobiste, i widzę, że jest jakiś odzew, że ludzie dyskutują. Czasem się zgadzają, czasem nie, ale dyskusja jest. Tyle, że nie w Polsce. W Polsce, kiedy jakiś czas temu Magdalena Środa powiedziała coś podobnego o chrześcijaństwie, o mało jej nie zjedzono żywcem. Dyskusji merytorycznej nie było, raczej histeryczne wołanie, że to niemożliwe i jak ona śmie. Też miałam nieprzyjemność prowadzić „dyskusję” na tym poziomie. A potem wszystko ucichło.

Myślę też sobie – czy to coś zmieni? Coś, cokolwiek…? 

E, pewnie nie. Dyskusje akademickie będą, nawoływania, i tak dalej. Może ewentualnie politycy zwęszą jakieś wyborcze korzyści i jeden na kilku(dziesięciu) odważy się podpisać pod takim apelem, jak powyższy. Ale przywódcy religijni? Męscy przywódcy religijni? Nie mam złudzeń. Nie sądzę, że dobrowolnie zrezygnują z przywilejów, które daje im religia. Które wyegzekwować można tak łatwo, przedstawiając swoje uprzedzenia jako wolę jakiegoś boga, oraz strasząc kobiety dowolnym piekłem, jeśli nie będą posłuszne. W końcu, jak powiedziała kiedyś Mary Daly, jeśli Bóg jest mężczyzną, to mężczyzna jest Bogiem.

Przyznam jednak, że miło mi było przeczytać o tej inicjatywie. Nawet jeśli ona nic nie zmieni, co jest bardzo prawdopodobne, to przyjemnie jest poczytać, że kogoś jeszcze oburza to, co słyszy czasem w kościele. Który powinien być miejscem pełnym radości i pokoju, a nie pułapką, klatką i nieszczęściem. Tak pięknie  b y w a, owszem, ale nie jest.

Swoją drogą jednak, nie bardzo chce mi się wierzyć w pierwsze zdanie odezwy The Elders. Może i w idealnym świecie religia i tradycja są pełne pokoju i zachęcają do postępu. Dzieje ludzkości uczą natomiast, że jest akurat odwrotnie.

8 uwag do wpisu “Religia źródłem dyskryminacji kobiet

  1. No apel bardzo ładny, ale… trochę naiwny i wewnętrznie sprzeczny. Samo zdanie „tradycja motorem postępu” brzmi dziwnie. Po chwili zastanowienia również stwierdzenie – „religia motorem postępu” (Kopernik? Galileusz? Spinoza?) nie do końca trzyma się rzeczywistości. Zwłaszcza w kontekście dalszej części apelu. O wpływie religii na pokój już szkoda nawet pisać.

    Problemem nie jest tylko interpretacja tekstów religijnych, problemem są same teksty religijne.

    Próby liberalnych wierzących (np. Cartera),aby rozwiązać dysonans spowodowany debilnymi wpisami w świętych księgach (zabijaj homoseksualistów, kobieta jest przedmiotem, nie podmiotem) są karkołomne. Zwykle te próby polegają na zaklęciu „to jest wyrwane z kontekstu”. Problem w tym, że większość zapisów nie zmienia swojej wymowy nawet po uwzględnieniu owego kontekstu.

    Jakiego kontekstu szukać np. do zdania „Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć na siebie ściągnęli.” (Kpł 20,13)? Takie próby są skazane na niepowodzenie – te teksty są w zamyśle i w treści nietolerancyjne. Zostały napisane przez dzikich ludzi tysiące (lub setki) lat temu, ludzi o zupełnie innym, bardziej prymitywnym od naszego systemie wartości.

    Oczywiście, miło, że takie apele próbują łagodzić negatywne skutki religii, ale to leczenie objawów, a nie problemu.

  2. Pierwszy Twój akapit – zgadzam się, pisałam o tym.
    Co do reszty – nie wiem, czy próby rozwiązywania tego dysonansu są karkołomne. IMHO są możliwe dla normalnego wierzącego i wrażliwego człowieka. Takiemu człowiekowi można pokazać, że teksty są wyjęte z kontekstu, w sensie, że myśląc o nich trzeba uwzględnić warunki, w jakich były pisane te X lat temu. Teksty wówczas nie zmienią wymowy, ale ich odbiór się zmieni. I można robić coś jeszcze, oprócz zaklęcia o kontekście. Można na przykład (co jest z kontekstem oczywiście związane) te teksty piętnować, mówić wyraźnie, że są homofobiczne czy seksistowskie. Że stoją w sprzeczności z innymi w tej samej księdze i wyglądają kretyńsko. Że kłócą się na przykład z miłością bliźniego.
    Weź też pod uwagę, że apel nie „próbuje łagodzić”, ale raczej apeluje, żeby czynić takie próby :-) . Czarno więc to widzę.
    Natomiast zastanawiam się, co masz na myśli mówiąc o leczeniu problemu. Wyrzucenie tych fragmentów z rozmaitych pism świętych? Czy odejście od takiej antypatycznej religii?

  3. W wypadku kościoła katolickiego można na upartego skorzystać z jego oficjalnej opinii na temat nauki.

    Głosi ona, że jeśli zawarte w Biblii teksty są sprzeczne z aktualnym stanem nauki, należy je traktować jako metaforę lub też sposób, w jaki wówczas ludzie rozumieli słowo Boże.

    Co prawda jest to odpowiedź na problemy ze stworzeniem świata w siedem dni, czy z cudem zatrzymania Słońca, ale z odrobiną kazuistyki ;-) da się wykazać, że skoro obecnie Światowa Organizacja Zdrowia nie uważa homoseksualizmu za chorobę, to i katolik nie powinien. :-)

    Rzecz jasna, można polemizować z aktualnym stanem nauki (i robi się to).

    (A w którejś z ksiąg Starego Testamentu jednym tchem jako obrzydliwość określa się homoseksualizm i jedzenie krewetek. Zawsze można pójść w reductio ad absurdum i oczekiwać od homofobów podpierających się Pismem wstrzemięźliwości krewetkowej.) :-)

  4. Ija – „skorzystać z jego oficjalnej opinii na temat nauki” – to jedno. Nauka nauką, i tu Kościół musi pogodzić się i z wiekiem wszechświata i z ewolucją, i tak dalej.

    Ale chodzi też o szeroko pojęte zwyczaje czy mentalność ludzi żyjących dawno temu. W ST (ale też i w Nowym) mnóstwo jest fragmentów, które teraz nie są absolutnie traktowane jako wzorzec postępowania. Ten opis o obrzydliwości sama bardzo lubię :-) : Ale każda istota wodna, która nie ma płetw albo łusek w morzach i rzekach spośród wszystkiego, co się roi w wodzie, i spośród wszystkich zwierząt wodnych, będzie dla was obrzydliwością. Będą one dla was obrzydliwością, nie jedzcie ich mięsa i brzydźcie się ich padliną. Wszystkie istoty wodne, które nie mają płetw albo łusek, będą dla was obrzydliwością. (Kpł 11)
    Nie sądzę też, że grzeszą babcie myjące swoje wnuczki, izraelskie wojsko używajace jakichś normalnych toalet, zamiast dołka wykopanego kołkiem, czy kobiety modlące się z nadmiernie ufryzowanymi włosami ;-) .

    Według mnie powinno chodzić po prostu o miłość bliźniego, życzliwość dla innych oraz zdrowy rozsądek.

  5. „Co do reszty – nie wiem, czy próby rozwiązywania tego dysonansu są karkołomne. IMHO są możliwe dla normalnego wierzącego i wrażliwego człowieka. Takiemu człowiekowi możena pokazać, że teksty są wyjęte z kontekstu, w sensie, że myśląc o nich trzeba uwzględnić warunki, w jakich były pisane te X lat temu”

    No tak, ale wówczas taki człowiek powinien chyba wysnuć wniosek, że takie pismo nie jest czymś objawionym – gdyby było, to by przewidywało więcej, miało szerszy kontekst niż taki, na jaki mógł się zdobyć ludzki autor. To moim zdaniem wprowadzi wprost do stwierdzenia, że biblia to zbiór mitów, czasem korespondujących z wydarzeniami historycznymi, ale tak czy inaczej – napisanych przez ludzi.

    Są oczywiście w biblii fragmenty dobre, ale do tego, że lepiej się miłować, nie okradać i nie świadczyć fałszywie można dojść bez powoływania się na siły wyższe – to pragmatyka życia w każdej społeczności.

  6. No tak, ale wówczas taki człowiek powinien chyba wysnuć wniosek, że takie pismo nie jest czymś objawionym […] […] ale tak czy inaczej – napisanych przez ludzi.
    Dlaczego? Można wierzyć, że takie pismo napisane jest przez ludzi, ale pod czyimś bądź Czyimś natchnieniem.

    Są oczywiście w biblii fragmenty dobre, ale do tego, że lepiej się miłować, nie okradać i nie świadczyć fałszywie można dojść bez powoływania się na siły wyższe – to pragmatyka życia w każdej społeczności.
    Nie wiem, czy pragmatyczniejsze nie jest czasem okradanie się czy niemiłowanie wroga ;-) . A poważniej, to że w jakimś piśmie są fragmenty bardziej czy mniej oryginalne nie musi koniecznie mieć znaczenia dla czytających.

  7. No to sobie pogadali, wyżyli się i świetnie.. Równie dobrze można urządzić takie party w ogródku z herbatką, i podpisać petycje z serwetki. Nie twierdzę, że wszyscy powinniśmy wyjść na ulice i palić budynki pod sztandarem macicy(zabijać żony, dzieci oddawać do opieki społecznej a mężów gwałcić). A „odrobinę więcej wysiłku” to trochę z mało, żeby zmienić starą, skostniałą religie i odrobinę starsze zwyczaje, tradycje (and all that piece of junk) w bardziej przystępną i nowoczesną wersje. Zresztą to może w ogóle nie wyjść na dobre więc może lepiej to zostawmy, hmm? Nie wszystko musi być feminizowane. Tradycja z definicji nie powinna się zmieniać. Kościół jest tradycyjny (lub kościół jest tradycją, wybierz sobie).

  8. Nie wszystko musi być feminizowane. Tradycja z definicji nie powinna się zmieniać. Kościół jest tradycyjny (lub kościół jest tradycją, wybierz sobie).
    Tu się bardzo nie zgadzam, dlatego wracam i będę wracała do tego tematu co najmniej obsesyjnie :-) . Kościół MA być feminizowany, bo ja – jako kobieta i część tego Kościoła sobie tego właśnie życzę. Tradycji samej w sobie nie poważam, jeśli kogokolwiek krzywdzi – do widzenia. I, co najlepsze, Kościół się jednak zmienia w dobrym kierunku. Tyle, że w polskim Kościele tych zmian nie widać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s