Chemiczna prezerwatywa dla kobiet – znowu?

Badania nad wymyśleniem skutecznego miejscowo działającego środka przeciw zakażeniu HIV u kobiet idą jak po grudzie. Chciałabym wierzyć, że jest to tylko kwestia techniczna, ale jakoś nawet siebie samej nie udaje mi się przekonać. Zwłaszcza, że naukowcy winę przypisują nie tylko trudnościom obiektywnym, ale także zwalają ją beztrosko na pacjentów. Parę dni temu ludzie z University of Utah ogłosili, że mają nowy pomysł, jak chronić zwłaszcza biedne afrykańskie kobiety przed zakażeniem HIV. Rozwiązaniem miałby być specjalny żel, mieszanina polimerów, którą aplikuje się do pochwy w postaci płynnej. Pozostaje ona w tej postaci w kwaśnym środowisku. A w momencie, kiedy pH się podwyższy na skutek obecności nasienia, żel ulegnie stwardnieniu, a polimery utworzą siateczkę o porach tak małych, że nie przelezie przez nie żaden wirus, nie mówiąc o bakteriach czy plemnikach. Żel tworzy więc barierę i nie pozwala HIV atakować tkanek pochwy. Ponadto w teorii ma także hamować ruch komórek układu immunologicznego, które w takiej sytuacji będą się gromadzić w zbożnym celu niszczenia ciał obcych, a co niestety w tym przypadku prowadzi do tego, że same ulegają zakażeniu. A jeszcze dodatkowo żel ma zawierać któryś lek antyretrowirusowy, więc to, co w jakiś sposób wymknie się barierze fizycznej, zniszczone zostanie przez chemię. Po stosunku natomiast, kiedy pH pochwy zacznie wracać do normy (i, jak rozumiem, żel też będzie wracał do stanu, w którym zostanie powoli usunięty z organizmu), ewentualne niedobitki wirusa będą nadal ulegać niszczeniu przez nieżyczliwie kwaśne środowisko pochwy oraz przez uwalniany cały czas lek antyretrowirusowy.

Wygląda to całkiem fajnie. Tym bardziej, że kobieta może sobie aplikować ten żel bez wiedzy partnera, sporo czasu przed stosunkiem. Ale pamiętam, że o podobnym rozwiązaniu ten sam zespół badaczy mówił już trzy lata temu. Tamten specyfik działał odwrotnie – nakładany w postaci płynnej zmieniał się w żel pod wpływem temperatury ciała, a w czasie stosunku znowu stawał się płynnym i uwalniał lek. I nie zdziwiło mnie, że trochę było z nim kłopotów – najbardziej żałosny to ten, że pod wpływem afrykańskich temperatur żel nie chciał zachowywać odpowiedniej konsystencji w odpowiednim momencie. Uznano widać, że wcześniejsze przeprowadzenie takich badań, jak coś będzie się zachowywało w jakiejś temperaturze, jest stratą czasu i pieniędzy. 

Dlatego trudno mi ekscytować się tym nowym wynalazkiem. Wygląda na pierwszy rzut oka dobrze, ale podstawowym problemem jest to, że tak naprawdę chyba nikomu nie zależy na zrobieniu czegoś podobnego a skutecznego. W końcu ma to być lek tylko dla biednych kobiet, gdzieś na zapomnianym przez wszystkich końcu świata. Kto by sie nimi martwił? Najważniejsze, że Melinda i Bill Gatesowie sypnęli groszem, mamy pieniądze na badania i możemy się tym wszystkim bawić przez parę kolejnych lat.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s