A taniec to jeszcze gorsze ZUO

Jakiś czas temu, niektórzy poczuli się zaniepokojeni informacjami o nowej świętej Kościoła katolickiego, znanej szerzej z innych powodów, niż bycie „świętą tanecznicą„.

[…]”Atrakcyjna, lubiła dobrze się ubierać, katalogi mody zamawiała w Paryżu. Nie stroniła od gustownego makijażu, malowała paznokcie. Miała karnet do La Scali, odwiedzała teatry i kina, chętnie bywała na przyjęciach i sama je organizowała, kochała taniec. – powyższy urywek jest cytatem z artykułu opublikowanego w jednym z kościelnych pism, a poświęconego św. Joannie Berettcie Molli.”[…]

Skąd to zaniepokojenie?

[…]Tańcząca Joanna Molla, jakby nie patrzeć musi w świetle tradycyjnie antytanecznej postawy Kościoła św. budzić pewne pytania i kontrowersje. Po bliższym przyjrzeniu się miłości, jaką do tańca, miała pałać ta Święta, dostrzegamy jednak, iż sprawa ta nie jest tak prosta, jak chcieliby ją widzieć współcześni obrońcy damsko-męskich pląsów.[…]

Czyli nie taki ten taniec bezgrzeszny, jakby się wydawał – zwłaszcza w opozycji do szatańskiego metalu ;-) .

[…]Podsumowując więc, tradycyjna teologia moralna, poczynając już od samych początków chrześcijaństwa, aż do poł. 20 wieku względem tańców towarzyskich zajmowała postawę oscylującą pomiędzy absolutnym potępieniem, a bardzo niechętną tolerancją.[…]

… a niektórzy chcieliby się tradycyjnej teologii trzymać. No i fajnie. Tylko dlaczego trzeba od razu twierdzić, że święta świętą, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie?

[…]Również w czasach św. Joanny Molli nie wszyscy księża mieli na tyle hartu ducha (albo na tyle znajomości katolickiej doktryny moralnej) by odkrywać przed swymi owieczkami niebezpieczeństwo tańców towarzyskich. Św. Joanna Beretta nie była ani księdzem, ani nawet zakonnicą. Ona była zwykłą, świecką katoliczką, która w sposób naturalny ufała księżom, którzy ją prowadzili. Jeśli trafiła w swym życiu na księży, którzy nie przedstawili jej tradycyjnej nauki katolickiej w omawianym tu temacie, to trudno się dziwić, iż ona sama mogła nie widzieć niebezpieczeństwa w tańcach towarzyskich.[…]

[…]Ta nieznajomość byłaby tu potęgowana jeszcze tym, iż św. Joanna była kobietą. Popęd seksualny niewiasty różni się zaś w pewnym stopniu od męskiego pociągu płciowego. Niewiasta często może np. nie widzieć niebezpieczeństwa w tym jak się ubiera, albowiem kobiety w znacznie mniejszym stopniu niż mężczyźni zwracają uwagę na cielesne walory przedstawiciela płci przeciwnej. Analogicznie sprawa może wyglądać z tańcem.[…]

Bo przecież to mężczyźni zwracają uwagę na ubiór. I doradzają swoim żonom, czy cyklamen pasuje do łososiowego, a najnowsza torebka do butów na koturnach. Poza tym, zawsze zastanawia mnie, skąd to przekonanie u pewnej grupy mężczyzn zwłaszcza, że kobiety nie zwracają uwagi na „walory cielesne mężczyzn”? Czują się bezpiecznie z takim przekonaniem, czy jak? I wygodnie w dodatku, bo zawsze można na te baby zrzucić winę, że to one prowokują. Zwłaszcza kiedy same nie wiedzą, w co się ubierają.

[…] Pierwszym pytaniem, jakie należałoby tu postawić jest to, jakiemu rodzajowi tańca oddawała się ta Święta? Czy był to taniec towarzyski, czy też może ta bogobojna niewiasta lubiła potańczyć, ale sama, bez udziału przedstawicieli płci przeciwnej? Gdyby jednak okazało się, iż św. Joanna Molla istotnie oddawała się tańcom towarzyskim trzeba się jeszcze zapytać: z kim tańczyła i w jakim okresie swego życia to czyniła? Czy tańczyła jeszcze jako panna z innymi kawalerami, czy też dopiero po ślubie i tylko z własnym mężem? Próbowałem szukać więcej informacji na temat domniemanej miłości św. Joanny Molla do tańca. Niestety w setkach doniesień o „tańczącej świętej” niezwykle trudno jest dotrzeć do informacji, które pozwoliły by mi odpowiedzieć na postawione wyżej pytania. Tym nie mniej udało mi się dotrzeć do wieści z których wynika, iż św. Joanna Molla istotnie uczęszczała na bale, ale jedynie z własnym mężem. Nie udało mi się dotrzeć do jakichkolwiek informacji z których wynikałoby, iż miłość do tańca skłaniałaby tę że Świętą do oddawania się pląsom z kimkolwiek innym niż ze swym prawowitym małżonkiem. Takie postawienie sprawy budzi na pewno znacznie mniej kontrowersji, niż gdyby miało okazać się, iż św. Joanna tańczyła jeszcze jako panna. Jeżeli bowiem małżonkowie mają prawo odbywać ze sobą stosunki płciowe, to trudno kwestionować ich prawo do tańczenia ze sobą. Jasnym jest, iż w wypadku prawowitego małżeństwa taniec nie może być uważany za bliską okazję do grzechu, albowiem osoby pozostające w takim związku mogą wzbudzać względem siebie zainteresowanie seksualne. Jedyną kwestią dyskusyjną, która wiąże się z omawianym tu wypadkiem, jest to czy dozwolone jest małżonkom tańczyć ze sobą w obecności innych osób? Ze względu na brak miejsca i czasu, nie podejmę się jednak teraz próby odpowiedzi na to konkretne pytanie.[…]

No tak, tu już analogia – taniec a seks – bije po oczach. A niektórzy to mają chyba obsesję na punkcie „bezwstydnego stroju niewiast” i „sugestywnych ruchów tancerek„. Za to pocieszające jest, jak widać, że babka tańczyła tylko z „prawowitym małżonkiem”. Ojejku jej. Skoro jednak taniec to tak samo jak seks, to co z tym tańczeniem w obecności innych? Autor sprytnie nie odpowiada na to pytanie. Za to w końcu przyznaje, że ewentualnie można łaskawie usprawiedliwić świętą, która lubiła takie niepobożne rozrywki. Bo chodziła w workowatych sukienkach. No ideał kobiety po prostu.

[…] Analogicznie rzecz biorąc dzisiejsze kobiety uważające za rzecz normalną odsłanianie kolan, ramion, pleców, brzuchów i części klatki piersiowej mogą zapomnieć o przyjęciu za swą patronkę św. Joanny Molli. To, że św. Joanna zamawiała katalogi mody z samego Paryża, nie znaczy wcale, iż bezkrytycznie podążała za wszystkimi ówczesnymi kierunkami mody (duża część z nich już wtedy ubliżała tradycyjnie chrześcijańskim kanonom skromności i wstydliwości). Dane mi było widzieć fotografie św. Joanny Molli i najbardziej „krótkim” strojem, w który była ona odziana była długa, workowata suknia sięgająca dużo poniżej kolan, oraz bluzka w rękawem sięgającym połowy ramienia. Ta fotografia została zresztą najprawdopodobniej uczyniona w ścisłym gronie rodzinnym. Wskazuje na to jej kontekst. Na wszystkich innych zdjęciach jej strój był jeszcze skromniejszy: długa, workowata (to znaczy o kroju absolutnie nie podkreślającym linii ciała) suknia sięgająca połowy łydki (a nie uda!), bluzy zakrywające łokcie, etc.[…]

Obsesji ciąg dalszy, łącznie z kazirodztwem, przy okazji programu „Taniec z gwiazdami”:

[…] telewizyjnego widowiska, w którym lwia część prezentowanych tańców ma charakter skrajnie wyuzdany, obsceniczny i przypominający seksualną kopulację. […]  Jak bowiem nazwać: ocieranie się, przytulanie, ściskanie, dotykanie w takich miejscach jak klatka piersiowa, uda, brzuch, a nawet łono czy pośladki, które są przecież codziennymi gestami zdecydowanej większości tańców prezentowanych w tym programie? Jakim mianem można określić sugestywne ruchy tancerek wykonywane takimi częściami ciała jak biodra, piersi czy brzuch?[…]

[…] Proszę jednak zastanowić się nad tym dlaczego nie zamierza Pan przenieść naturalnego szacunku dla własnej siostry na relację względem niewiasty, która będzie Pana partnerką taneczną? Dlaczego, zgodnie z jasnym nakazem Pisma św., nie potraktuje Pan tejże niewiasty niczym własnej siostry, ale będzie Pan się zachowywał względem niej, w sposób, w który, gdyby miał miejsce pomiędzy rodzeństwem, zostałby niechybnie uznany za przejaw kazirodztwa?[…]

[…] Ogromna większość z prezentowanych w tym show tańców jest bowiem skrajnie nieskromna i nieprzyzwoita ze swej natury. Kroki, ruchy, gesty, będące ich kanonem po prostu są ewidentnie niemoralne, albowiem w wyraźny i bezpośredni sposób imitują uwodzenie i czynności natury seksualnej. Tańce, które będzie Pan wykonywał nie są już nawet, czymś, co tradycyjna teologia moralna, nazywa „bliską okazją do grzechu”, one są grzechem ze swej natury. Ruchy, jakie wykonywane są w tych tańcach przystoją jedynie intymności świętego łoża małżeńskiego i z całą pewnością nie mogą być wystawiane na publiczny pokaz. Dodam jeszcze tylko, iż większość z tych tańców została oficjalnie potępiona i zakazana rzymskim katolikom przez władze kościelne.[…]

[…] Czy wie Pan zresztą, iż zawodowe tancerki i takowi tancerze mają opinię jednej z najbardziej rozpasanych seksualnie grup społecznych? Tłumaczy się to tym, iż owe osoby przyzwyczajone są do intensywnego dotyku ze strony płci przeciwnej, co sprawia, że nie mają one większych problemów z nawiązywaniem przygodnych znajomości seksualnych. […] 

Reklamy

Seks w Wielkim Mieście

Na początek uwaga: zdjęcia wklejone do tej notki, jak i informacje w niej zawarte, zasadniczo przeznaczone są dla osób powyżej 18 roku życia. Tak jak wstęp do nowojorskiego Museum of Sex dozwolony jest tylko dla dorosłych.

…………………………………………………………………………………..

Muzeum Seksu w Nowym Jorku zrobiło na mnie wrażenie lepsze, niż się początkowo spodziewałam. Mogłoby być tylko nieco tańsze. I pani w kasie mogłaby się więcej uśmiechać (więcej, niż wcale), ale jak rozumiem, prezentowała typowo nowojorskie podejście do turystów.

Muzeum składa się z kilku części. Zwiedzanie zaczyna się od tej, która dla mnie była najbardziej interesująca, czyli The Sex Life of Animals. Jak piszą na stronie internetowej organizatorzy: „Our expanding knowledge of the natural world has revealed that animals participate in an astonishing array of sexual behaviors, where all conceivable sex acts and sexual partnerships exist. Animals engage in foreplay behaviors such as kissing, hugging, mutual and self-stimulation, oral sex and every kind of penetrative intercourse imaginable. Sex in the animal kingdom is just as complex and nuanced as it is for humans, and pleasure, it seems, is not restricted to the human realm.” Co może być szokujące dla ludzi uważających, że zwierzęta to tylko raz do roku i wyłącznie w celu mienia dziatek :-) . A w dodatku rzutujących ten pogląd na zachowania ludzkie, z potępianiem wszystkiego, co wydaje im się niezgodne z naturą.

W tej części muzeum można obejrzeć filmy z wesoło uprawiającymi seks bonobo – każdy pewnie słyszał o bonobo, ale zobaczyć je w akcji to jest naprawdę coś. Tylko przy okazji oglądania tych filmów – potem w muzeum było dziwnie cichutko – słyszałam głośne okrzyki entuzjazmu i podziwu współzwiedzających. Szczególną radość wywołał chyba damski wytrysk, a także w ogóle to, z jaką radością robiły to te małpy. Aż mordki im się śmiały, zwłaszcza kiedy pan wspinał się na panią, po czym pani z równym entuzjazmem wspinała się na pana. I obydwojgu sprawiało to niekłamaną, na oko, przyjemność. Bonobo są więc przykładem, że w istocie – między Homo sapiens, a innymi gatunkami zwierząt nie ma aż takich dużych różnic w praktykach seksualnych. Nie jedynym przykładem jednak. Spory kawałek tej części muzeum poświęcony jest autoerotyzmowi. Opisy mówią, że zwierzęta masturbate through tactile stimulation, using paws, feet, flippers and fingers to caress. A obejrzeć można na video słonia, wykorzystującego do tego dużą piłkę oraz żółwia, któremu niski, chropowaty murek przypominał być może skorupę innego żółwia, bo robił to z dużym zacięciem i energicznie (jak na żółwia rzecz jasna :-) ). Żółw ten zresztą swoimi zabiegami również wzbudzał duże zainteresowanie i radość zwiedzających. Ponadto, zdjęcia zamieszczone w tej części przedstawiają robiącą sobie dobrze tę miłą dziewczynkę, koziorożca pirenejskiego oraz manaty w uroczym klasycznym 69.

Część wystawy poświęcona jest zachowaniom homoseksualnym w świecie zwierzęcym. Obejrzeć można zdjęcie tych dwóch zajętych sobą panów oraz przeczytać, że takie zachowania obserwowano i u samic i u samców lwów, żyjących i na wolności i w niewoli. Można także pozazdrościć panom bizonom, że ich ewentualne stosunki homoseksualne trwają nawet dwa razy dłużej, niż stosunki heteroseksualne (ech, biednym babom jak zwykle wiatr w oczy ;-) ). W muzeum nie mogło zabraknąć też słynnej historii o dwóch pingwinich samcach, swego czasu nierozłącznych, zakochanych i wspólnie wysiadujących jajo i opiekujących się wyklutym z tego jaja maleństwem. Oraz historii, za opublikowanie której Kees Moeliker nagrodzony został Ig Noblem, czyli – jak byłem świadkiem homoseksualnej nekrofilii u samca krzyżówki. Niespeszony autor tak komentował nagrodę: „My duck story certainly makes people laugh, but it also makes them think about diversity in sexual behavior.”  

Oszołomiona bezeceństwami, które potrafią wyprawiać zwierzęta ;-) zostałam dodatkowo zaatakowana bezwstydnym obalaniem pewnych twierdzeń – twierdzeń, które używane są często, żeby utrzymać w ryzach kobiecą seksualność. Dowiedziałam się więc, że nie jest oczywiste, że samice lubią dominację samców, a i z monogamicznością samiczek różnie bywa. Skromnie więc tylko rzuciłam okiem na nieprawdopodobną różnorodność rozwiązań ewolucyjnych dotyczących budowy narządów  rozrodczych, i uciekłam, żeby odetchnąć od tego wszystkiego…

… do kolejnej części muzeum, poświęconej sztuce filmowej dokumentującej najróżniejsze formy uprawiania seksu przez ludzi. Począwszy od porno w rozmaitych układach – z wystawy można dowiedzieć się czegoś na temat kwestii bezpiecznego seksu w pornograficznych filmach gejowskich oraz dlaczego zaczęto kręcić lesbijskie porno dla kobiet; przez filmy mainstreamowe, w tym także z udziałem aktorów tej samej płci; aż do filmów instruujących, jak należy uprawiać seks. Oczywiście, nie tylko materiały do czytania były prezentowane w tej części muzeum. Może dlatego było w niej znacznie ciszej, niż w poprzedniej :-) . Wszyscy odwiedzający, a zrobił się ich nagle spory tłumek, w skupieniu i z chłodnym zainteresowaniem oglądali ciekawe fragmenty dzieł filmowych. W skupieniu tak chłodnym, że mogłam walić ich po nogach moim potwornej wielkości statywem do aparatu, a i tak by tego nie zauważyli ;-) .  Czego rzecz jasna starałam się nie robić, tylko także chłodno dokumentować to, co widzę. Zdjęć z tej sesji jednakowoż nie prezentuję, bo są zdecydowanie zbyt pornograficzne niestety technicznie nie wyszły najlepiej :-) . Sprawdziłam tylko, czy moja pruderyjna telewizja ocenzurowała „Brokeback Mountain” i pognałam dalej.

A w kolejnej części muzeum można było przekonać się, że, zaiste, ludzka fantazja w dziedzinie urozmaicania sobie życia seksualnego nie ma granic. Obejrzałam więc różne zabawne sex machines, wraz ze zdjęciami ich twórców – fascynujące ;-) , urządzenia do uprawiania cyberseksu, fajne kostiumy oraz różne lalki i modele – nawet takie, które można było pomacać (delikatnie!). Prezentowane było także trochę sztuki, sporo obrazków i fragmentów filmów anime, a także rozmaite fetysze. Najciekawsza z tego wszystkiego była chyba część retro, z fotografiami, uroczymi poradnikami  dla każdego oraz mniej uroczymi ilustracjami o szkodliwości onanizmu czy urządzeniami dla chłopców, które miały temuż onanizmowi zapobiegać.

Słyszałam, że znakomite Muzeum Seksu ma Amsterdam. Nie wiem, nie widziałam, ale to nowojorskie też warto zobaczyć. I zajrzeć do sklepiku, który reklamuje się w ten sposób: „In 2008, The gift shop at the Museum of Sex was voted the “best place to shop for a Last-Minute Gift” by New York Press.” :-)

 

Metal to ZUO

Znacie? Znamy. Więc posłuchajcie.

[…] Za złą, deprawującą muzykę uchodzi przede wszystkim tzw. metal. Każda odmiana muzyki metalowej w większym lub mniejszym stopniu wpływa negatywnie na człowieka. Muzyka „heavy” metalowa jest tylko pozornie lekka, natomiast muzyka „death” metalowa, to prawdziwe sidła diabelskie. […]

Oczywiście, muzyka „heavy” jest lekka. A chlebak, jak sama nazwa wskazuje, służy do noszenia granatów.

[…] Niestety, w społeczeństwie przesiąkniętym obojętnością nie zwraca się uwagi na powagę problemu, jaki stanowi muzyka heavy-metalowa. […] ta muzyka stała się nośnikiem dla najbardziej niebezpiecznych ideologii.[…] A środki techniczne  w niej zastosowane […] naruszają wolność i środki obrony u człowieka, powodując szkody umysłowe, moralne i duchowe. […]

[…] Efekty te można dostrzec, obserwując proste reakcje organizmu na pewne dźwięki, które dokonują zmiany w pracy mózgu lub przyśpieszają tętno. […] Na to nakłada się technika wprowadzania bodźców podprogowych, czyli takie preparowanie ścieżki dźwiękowej, by ucho słyszało tylko część dźwięków, a do mózgu docierały głosy pozostające poza świadomością. Bodziec zaprezentowany z reguły przez bardzo krótki czas, nie jest rejestrowany świadomie przez słuchacza. Zostaje jednak wpisany w podświadomość i układ nerwowy poniżej progu słyszenia. […] Jest to sposób na otwarcie drzwi serca, przez które mogą doń docierać najróżniejsze treści, np. satanistyczne. […]

Zawsze zastanawiało mnie, jak to jest, że ta brzydka muzyka metalowa zadaje sobie tyle trudu z przekazem podprogowym. Nie prościej byłoby śpiewać wprost o szatanie, seksie i tym podobnych? Ale, zaraz, zaraz, przecież: […] Muzyka heavy-metalowa sprowadza się do 5 zasadniczych tematów: bunt, narkotyki, seks, fałszywa religia i elementy demoniczne.[…] W takim razie trzeba przyznać, że muzycy metalowi są okropnie pracowitymi ludźmi. Stosują przekaz podprogowy, nadprogowy i w ogóle czego tam nie ma. Przynajmniej tyle dobrego, bo poza tym: […] Czasem zdarza się, że muzycy metalowi nie mają ukończonych żadnych szkół muzycznych, nie mają poczucia estetyki muzycznej, a tylko wymyślają dzikie rytmy i muzykę.[…] Straszne, przerażające – nie mają szkół muzycznych, a wymyślają muzykę i dzikie rytmy. Rozumiem, że zakładanie kapeli metalowej dozwolone powinno być tylko dla osób, które ostatnio obroniły pracę doktorską na przykład na temat „Harmonic Cross-Reference and the Dialectic of Articulation and Continuity in Sonata Expositions of Schubert and Brahms”. Albo jeszcze lepiej: „Re-casting Metal: Rhythm and Meter in the Music of Meshuggah” :-) . I co to w ogóle jest fałszywa religia?

Oraz – na czym polega przekaz podprogowy?

[…] Najczęściej wykorzystywaną techniką jest nagrywanie wspak. Polega ono na nagraniu dowolnego dźwięku na jednej ze ścieżek magnetofonu wielośladowego. Nagranie to jest jednak w odwrotnym kierunku do normalnego. W efekcie, przy odsłuchiwaniu danego utworu, słuchać pewien potok nieznanych słów, w nieokreślonym języku.[…]

Pewien potok, nieznane słowa, nieokreślony język – aż dziwne, że to jest tak skuteczne. I skąd w związku z tym wiadomo, do czego te słowa nawołują? A pewnie z badań (pewnie amerykańskich naukowców, które w dodatku umieją interpretować wyłącznie księża), dowodzących: […] że podświadomość może uchwycić przekazywany wspak tekst, a następnie go przyswoić, nawet, gdy jest on podany w nieznanym dla słuchacza języku. […] Ekstra.

[…] Inną formą kamuflażu jest zapis w bardzo niskim przedziale częstotliwości, tj. 14-20 Hz. Zapis ten nie jest zauważalny przy normalnym odsłuchiwaniu utworów. […]

Niezauważalny, ale zauważalny. Ale czy słyszalny? Musi to być potęga nowoczesnej techniki. Tylko dlaczego używają do tego magnetofonów wielośladowych?

Pal licho jednak działanie na podświadomość. Znacznie gorzej, że muzyka metalowa działa na cały organizm, łącznie z mózgiem.

[…] Badania prowadzone nad wpływem muzyki wrzaskliwej wskazują na: zmianę pulsu i oddechu człowieka, modyfikację wydzielania gruczołów dokrewnych, przemianę materii i zwiększenie poziomu cukru we krwi. Taka muzyka przyśpiesza bicie serca nawet do 130 uderzeń na minutę.  Wtedy człowiek traci kontrolę nad własnym organizmem, czego objawem może być histeryczny śmiech lub nieopanowanie seksualne.[…]

No. I czkawka. Albo kichanie czy jeszcze jakieś inne diabelstwo. Swoją drogą, myślałam, że 3-30-130 jest rzeczą jak najbardziej pożądaną dla zdrowia.

[…] Z punktu widzenia medycznego ten rodzaj muzyki powoduje zmiany pulsu, oddechu, podniesione wydzielanie gruczołów endokrynalnych, w szczególności gruczołu śluzowego, który kieruje procesami witalnymi w organizmie. […]

Ileż to się człowiek dowie z takich przyjemnych stron katolickich. Nie wiedziałam, że jestem posiadaczką jednego potężnego gruczołu śluzowego, który kieruje procesami witalnymi (wszystkimi? O matko).

[…] Podnoszenie się melodii powoduje ściśnięcie się krtani, a w szczególnym natężeniu może prowadzić nawet do uduszenia. W trakcie słuchania modyfikacjom podlega przemiana materii i poziom cukru we krwi. Pozwala to na manipulowanie organizmem ludzkim poprzez muzykę, dokonując spięć różnych warstw mózgowych, na co pozwalają sobie jej twórcy. Zwiększona intensywność tej muzyki wpływa na całe ciało człowieka, stymulując pewne funkcje hormonalne układu endokrynaolnego. Przy dźwiękach powyżej 80 decybeli efekt jest nieprzyjemny, a powyżej 90 szkodliwy. Na koncertach dźwięk dochodzi do 106-108 decybeli, a przy samej orkiestrze nawet do 120. Takie natężenie dźwięku powoduje poważne problemy słuchowe u młodych ludzi, jak również zwiększenie liczby zachorowań na choroby wieńcowe i błędnika. Podobnie ma się sprawa z chorobami oczu u osób uczestniczących w koncertach. Używane mocne oświetlenie stroboskopowe oraz coraz częściej pojawiające się światło laserowe powoduje nieodwracalne szkody dla oczu. Promienie laserowe mogą spowodować wypalenie siatkówki i utworzyć nieodwracalną plamę ślepoty. Nadmierne błyski światła na takich koncertach mogą również wywoływać zawroty głowy, mdłości i zjawiska halucynacyjne.[…]

U mnie czytanie tego fragmentu spowodowało wypalenie koszykówki i powstanie plamy głupoty, która w tempie przyspieszonej przemiany materii rozprzestrzeniła się na różne warstwy mózgowe i spowodowała ich spięcia. Na co sobie pozwoliłam, słuchając ze ściśniętą krtanią i ogłuszonym gruczołem śluzowym Slayera. Przy orkiestrze.

[…] Znany muzykoterapeuta stwierdza, że „Zasadniczym problemem tej muzyki jest intensywność hałasu, który powoduje wrogość, wyczerpanie, narcyzm, panikę, niestrawność, wysokie ciśnienie i dziwną narkozę. Muzyka ta jest bardziej śmiertelnym narkotykiem niż heroina i zatruwa życie młodzieży”.[…]

Znaczy, ściszamy głośniki i przestajemy mieć niestrawność. Yay. Ale za to wówczas nie możemy stosować metalu do uśmierzania bólu: […] Taki sygnał ultrasoniczny powoduje reakcje biochemiczne, podobne do działania morfiny.[…] Pewnie dlatego, że to dziwna narkoza.

[…] Kiedy melodia podnosi się ściąga się krtań. Wrzaskliwa muzyka przyśpiesza bicie serca, powoduje szereg innych zmian w organizmie, co na koncertach prowadzi do stanu utraty kontroli. Doprowadzony do stanu transu i epileptycznych drgawek, histerycznego płaczu i śmiechu, gryzie, moczy się, traci kontrolę seksualną, rozrywa odzienie- i to nazywa stanem szczęścia i przyjemności. […]

:-D Cóż, każdemu jego porno. Również księdzu z takimi fantazjami.

Niezależnie od szkód cielesnych, […] Przez dłuższy czas słuchania tej muzyki ulega się głębokim psychicznym urazom. Do nich należy zaliczyć: […] stan hipnotyczny lub kataleptyczny czyniący z osoby robota […] oraz […] nieodparte impulsy destrukcji, wandalizmu i zamieszek jako wynik koncertów i festiwali rockowych. […] […] Muzyką można nawet zahipnotyzować człowieka, a kiedy dojdzie do najbardziej podatnego punktu, można rozkazać podświadomości, co się rzewnie podoba. Zła muzyka, która często zmienia swoje nazwy, doprowadza do upadku duchowego człowieka.[…] […] Nawet osoby o głębokim poczuciu moralnym nie są w stanie oprzeć się, przy dłuższym słuchaniu wpływom tej muzyki. […]

Rzewnymi łzami zapłakałam nad moim upadkiem duchowym, podczas słuchania metalu, rzecz jasna. Że nie jestem w stanie oprzeć się wpływom tej muzyki, która działając na moją podświadomość, jak jej się tylko rzewnie podoba, nakazuje mi rozwalić jakiś przystanek autobusowy. Ewentualnie dokonać innego aktu destrukcji czy wandalizmu.

Istnieje jednak ratunek. […] Wskażę tu także dobrą muzykę, której warto słuchać. Należy do niej zaliczyć: muzykę poważną, religijną, ludową oraz taneczną. […] Mamy też coraz więcej pięknych piosenek religijnych [np.: ks. Stefan, ks. Paweł, O . Bogusław] – słuchajmy ich, gdyż taka muzyka na pewno głęboko pouczy i wyciszy niepokój serca.[…]

A słuchajcie sobie. Ks. Stefan czy ks. Paweł są na pewno ślicznymi i pouczającymi piosenkami religijnymi.

(Ratunek ten oraz powyższe naukowe rozważania znalazłam na tych stronach:
http://www.apostol.pl/czytelnia/gluszek/nie-ka%C5%BCda-muzyka-%C5%82agodzi-obyczaje
http://www.parafialubochnia.com.pl/index.php?Itemid=21&id=41&option=com_content&task=view
http://duszpasterstwo.org/index.php?id=608&id2=56
Tematy potencjalnych prac doktorskich :-) są tytułami artykułów opublikowanych w Journal of Music Theory i Music Theory Spectrum.)