Po co te krzyże?

Trybunał w Strasburgu podjął słuszną decyzję. I mam wrażenie, że Kościół, tak teraz gardłujący, zasłużył sobie na to. Zasłużył sobie swoją ekspansywnością, swoim pysznym przekonaniem, że „moja racja jest najmojsza”, tym, że stracił z widoku to, co powinno być w tym Kościele najważniejsze, czyli szacunek dla innych ludzi. Także tych, którzy wierzą inaczej albo nie wierzą w ogóle.

Czytam też argumenty, które mają niby przemawiać za obecnością krzyży w instytucjach publicznych. Niby, bo argumenty te są wzięte albo z kosmosu albo w ogóle bez sensu. Że niewierzący powinni odmawiać niektórych symboli zasługi, tych akurat, które są w kształcie krzyża. Ekhm, czy każdy krzyż oznacza to samo? Czy wszystkie dwie skrzyżowane linie oznaczają krzyż? Dojdzie do tego, że zaczniemy szanować skrzyżowania dróg jako symbole religijne (a ronda zapewne staną się symbolami szatana). I wsadzać do więzień Szkotów, noszących kilty na, pardon, tyłku.

Że w demokracji rządzi większość. Owszem, ale w związku z tym niezwykle ważne jest, żeby brać zdanie mniejszości pod uwagę. Szczególnie wówczas, kiedy większość jest znacznie większa i potężniejsza, a mniejszość mała i słabsza, należy tę mniejszość chronić. To jest istota demokracji. A rządy większości, które mówią – my mamy władzę, bo jesteśmy więksi i silniejsi szybko zamieniają się w coś gorszego od demokracji. (No i bardzo ważne jest to, że w wielu wypadkach niekoniecznie zdanie całej większości musi być takie samo. W przypadku krzyży, jak widać, nie jest).

Że ludzie niewierzący powinni pracować w niedziele, a już na pewno nie brać dni wolnych w niektóre święta, np. Bożego Narodzenia. A ja sobie na przykład uważam, że powinniśmy używać do liczenia wyłącznie cyfr rzymskich, bo arabskie to oczywiście islam, czyli poczciwa „3” zamiast „III” staje się natychmiast symbolem muzułmańskim.

Europa zbudowana jest na wielu fundamentach. Chrześcijańskim też, ale wiele innych religii i kultur miało i ma na obraz tej Europy ogromny wpływ. I nawet jeśli założymy, że powiedzmy, świętowanie niedzieli wzięło się z judeo-chrześcijaństwa, to co z tego? Niech i tak będzie. I niech wszyscy z tego korzystają, jeśli im to odpowiada. I abstrahujac już od tego, że wiele chrześcijańskich obyczajów nie jest tego chrześcijaństwa oryginalnych pomysłem, nakazy dla niechrześcijan, żeby przestali cieszyć się niedzielą jako dniem wolnym od pracy, pachną mi niemiło brzydkim wypominaniem, na zasadzie: „MY daliśmy wam niedzielę, wy bezbożnicy, a wy z niej bez szacunku korzystacie”.

Po co te krzyże w szkołach czy instytucjach publicznych? Czy naprawdę jeden z drugim chrześcijanin nie będzie tym chrześcijaninem, jeśli nie będzie miał krzyża przed oczami? Tak mocna jest jego wiara? Będzie myślał – o, może teraz podłożę świnię koledze…, a nie, nie podłożę, bo widzę krzyż na ścianie? A jak tego krzyża nie widzę, to już droga wolna? Przypomina mi się Umbridge moment przed torturowaniem Harry’ego, kładąca portret Ministra Magii twarzą do biurka i mówiąca, że czego Korneliusz nie widzi… Problem w tym, że o tym, jak chrześcijanin postępuje powinno decydować jego wnętrze, a nie zewnętrzne znaki. Jeśli tylko te znaki, jesli tylko obecność krzyża powoduje, że taki człowiek zachowuje się przyzwoicie, to tu jest z czymś zupełnie niedobrze…

Sedno sprawy jest gdzie indziej. Nie chodzi o to, żeby pokazać piękno wiary chrześcijanskiej. Nie chodzi o to, żeby przypominać chrześcijanom, jak powinni postępować. Chodzi o władzę. Wyłącznie o władzę. O danie sygnału – my, Kościół, tu rządzimy. My jesteśmy większością, której zdanie się liczy, a reszta won. Bardzo to niechrześcijańskie. Bardzo niezgodne z chrześcijańskim duchem. Błogosławieni cisi? Ubodzy w duchu? Nie sądźcie, abyście nie byli? Wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną? Taki powinien Kościół być. A jest za to zdobywający, posiadający i rządzący. Niefajnymi metodami szczególnie. I nie dziwi mnie zupełnie, że ludzie obserwujący taki Kościół mają tego dosyć.

Reklamy

22 uwagi do wpisu “Po co te krzyże?

  1. Ja wiem, że one pochodzą skądinąd, a rozpropagowane były przez Arabów. Tym bardziej więc pasowały mi do głupiego przykładu :-)

  2. „nie są wcale arabskie”
    So what? Nie wystarczy, że oni faktycznie stworzyli algebrę? Zapis liczb można wziąć nawet z Aldebarana.

  3. A bo znaczymy terytorium niczym pieski – tu obsikam, tam obsikam, znaczy się – moje. A to tak zupełnie nie działa. Gdzieś indziej w dyskusji padł dobry przykład, ktoś zapytał – jak krzyż może przeszkadzać niewierzącemu? A ktoś inny – a czy Ty chciałbyś siedzieć 8 h dziennie pod portretem Swarożyca? Ja bym nie chciała ;)

    Zresztą jestem przekonana, że sojusz tronu i władzy szkodzi zawsze obu stronom. Bogu co boskie, cesarzowi co cesarskie – tak miało być przecież.

  4. @ Synafia

    A ktoś inny – a czy Ty chciałbyś siedzieć 8 h dziennie pod portretem Swarożyca?

    A ja przyznam, że nie miałabym z tym problemu. Nie odmawiam tu oczywiście nikomu prawa do niechęci do siedzenia pod jakimkolwiek symbolem. Więcej – rozumiem doskonale, że zwłaszcza w Polsce siedzenie pod krzyżem jest irytujące dla niewierzących, bo krzyż ten stał się symbolem nie tylko tego, czego miał być, ale i właśne tego obsikiwania terytorium. Ale mnie samej, myślę, nie przeszkadzałoby siedzenie 8h dziennie nawet pod Swarożycem.
    A sojusz religii i państwa, idea władzy religijnej wspieranej przez państwo i władzy państwowej wspieranej przez religię zawsze budzi moją głęboką niechęć.

  5. Myślę, że określenie „ubodzy duchem” świetnie pasuje do walczących o listewki katolików. Moja babcia, na okoliczność ratowania krzyży przed trybunałem, napisała nawet pieśń bojową :) uśmiałam się jak norka :)

  6. @Sendaianonymous
    Ja między innymi, kiedy pisałam o dyskusji i o idiotycznych argumentach, pisałam również o zdaniu autorki tego bloga. I ręce mi naprawdę opadają na widok tych krzyży zasługi. Co to, do cholery, ma do rzeczy?
    Tu mam kolejny bezsens: http://wyborcza.pl/1,97863,7230653,Tolerancja_takze_dla_krzyza.html
    Do takiego kogoś mam tylko pytanie: czy skoro w szkołach mają być inne symbole, to rozumiem, że nie krzywimy się także na pentagram, swastykę, sierp z młotem, FSM oraz Swarożyca? Tudzież rybkę z nogami, bo nie wiem, co z ateistami, o których pan Stępień lekko zapomina (zauważę tu przy okazji, że rybkę – która przecież nie jest żadnym symbolem ateistów, bo nie ma chyba czegoś takiego, jak ogólnowojskowy symbol ateistów – sama bardzo cenię, bo ewolucjonizm jak najbardziej TAK, a kreacjonizm to bzdura).
    Ja po prostu w ogóle nie widzę potrzeby wieszania symboli religijnych wszędzie.

  7. @ Sporothrix

    Ja to widzę tak – albo wieszamy w szkole te symbole, które chcą tam mieć dzieci – a więc każdy swój, albo żaden. Pod samym Swarożycem nie chciałabym siedzieć, ale jeśli Swarożyc miałby wisieć w otoczeniu innych symboli, to nie mam problemu. chodzi bowiem właśnie o to zawłaszczanie przestrzeni – „tu jest miejsce dla chrześcijan” (ale zważmy – już nie dla prawosławnych!) albo „tu jest miejsce dla wyznawców Swarożyca”.
    Albo więc „tu jest miejsce dla wszystkich” (wersja all inclusive) albo wersja ‚tu nie jest miejsce na rozstrzyganie o w kwestiach wiary”.

    Ale właśnie, tu mi się nasunęła myśl o zakazie noszenia w szkole chust przez Muzułmanki. Czy to jest jeszcze zasada świeckości państwa, czy już ingerencja w prawa jednostki?

  8. @Synafia

    Symbole, ktore chca miec dzieci? Ale jakie dzieci beda mialy pojecie o ty, jakich chca symboli? Po prostu w wiekszosci przypadkow bezmyslnie powtorza to, co powiedza im rodzice.

    Poza tym, wersje all-inclusive szybko staja sie wlasnym pastiszem, tak jak w jednej z szopek gdzies tam w USA w zeszlym roku (um, Waszyngton, moze?), gdzie ateisci zaprotestowali przeciwko chrzescijanskiej szopce, i sad musial wydac wyrok, ze mozna tez dostawic inne szopki. Powiedzmy tylko, ze na FSM sie nie skonczylo :)

  9. @sendaianonymous

    „Ale jakie dzieci beda mialy pojecie o ty, jakich chca symboli? Po prostu w wiekszosci przypadkow bezmyslnie powtorza to, co powiedza im rodzice.”

    No to może ja mam więcej wiary w dzieci w takim razie, bo wydaje mi się, że dzieci są w stanie wyrażać własne potrzeby ;) Nawet jeśli początkowo dziecko chce mieć taki sam symbol, jaki jest kultywowany w tradycji rodzinnej, to jest jednak jego wybór. To, że dziecko na początku identyfikuje się z tym, co znane i domowe, nie jest powodem, żeby tę identyfikację kwestionować. To jest bowiem normalny etap rozwoju. Jeśli mielibyśmy „znakować” po to, by tworzyć przyjazną dzieciom przestrzeń, to ja nie widzę problemu – „Janek jest z rodziny chrześcijańskiej i ma krzyż, Michał jest z rodziny Żydowskiej i ma gwiazdę Dawida – dzieci, czujcie się tu u siebie”.

    Zresztą, od kiedy niby człowiek jest w pełni świadomy, tak, ze możemy mieć pewność, iż to na pewno jego wybór? Bo ja znam ludzi dorosłych, co do których miałabym wątpliwości.

  10. @Riffe, dawaj tę pieśń!

    Oj, nie mam babci pod ręką, ale… żeby tak mniej więcej oddać klimat: Pieśń mówi o krzyżu wyssanym z mlekiem matki (lub przekazanym z matczyną miłością, łorewer), że nikt go nam nie odbierze (napewno było coś o Niemcach), że kochamy ten krzyż od kolebki i w’ogle, normalnie „Rota”.

    Obiecuję wziąć ksero przy następnej wizycie u babci :)

  11. @Synafia

    Albo więc “tu jest miejsce dla wszystkich” (wersja all inclusive) albo wersja ‘tu nie jest miejsce na rozstrzyganie o w kwestiach wiary”.

    Z tym się zgadzam tak ogólnie. Natomiast szczególnie ja sama nie miałabym problemu z siedzeniem pod symbolem innej religii, bo i tak nie czułabym się wykluczona – symbol na ścianie nie ma po prostu dla mnie znaczenia, ważne, co kto ma w sercu. Tu mi się nasuwa mój uniwersytet. Jest katolicki, krzyże są (prawie) wszędzie (w laboratoriach nie ma, chyba że ktoś sobie zawiesi nad biurkiem prywatny). Studentom innych wiar to nie przeszkadza, a jest takich dużo (GU ma zresztą bardzo rozbudowane oddziały i zakłady „dialogu miedzyreligijnego”. Uniwersytet jest oczywiście prywatny, więc rozumiem, że studenci podchodzą do tego tak: wiem za co płacę, wiem, do jakiego miejsca przyszedłem i muszę (albo i nie muszę, tylko CHCĘ) się z tym pogodzić. I to mi nie przeszkadza.

    Ale właśnie, tu mi się nasunęła myśl o zakazie noszenia w szkole chust przez Muzułmanki. Czy to jest jeszcze zasada świeckości państwa, czy już ingerencja w prawa jednostki?

    To jest bardzo odrębny temat. I trudny. Dla mnie osobiście chust nie powinno być, bo one nie tylko określają jakąś świadomość religijną tych kobiet (które szanuję i do wyborów których też mam szacunek), ale też są wyrazem patriarchalnego ucisku i dyskryminacji kobiet w tej kulturze. Ponadto uważam (to już kwestia może pozaszkolna, ale dotycząca przestrzeni publicznej), że twarz jest ważnym elementem identyfikacji człowieka, i nie może być tak, że np. do banku czy na lotnisko przychodzi ktoś, kogo twarzy w ogóle nie widać.

    @Sendaianonymous

    I tak mozna by w nieskonczonosc, no bo, dwie skrzyzowane linie to ostatecznie prosty do wymyslenia wzor.

    No właśnie. I to jest przecież bez sensu.

    To jest troche fascynujace, co sie dzieje na Jedynie Slusznych. Po raz kolejny autorka ma fundamentalny problem z wlasciwa kategoryzacja.

    Przyznam, że dziwię się trochę akurat tej autorce. Sprawia często zupełnie inne wrażenie.

    @Riffe
    Pieśń zapowiada się bardzo wspaniale. Byłoby super, gdyby udało Ci się skombinować ksero :-)

  12. @Sporothrix

    No tak, ale jeśli Muzułmanki nie mogą chodzić w chustach, to dalej – czy chrześcijanki mogą nosić krzyżyki? Tym bardziej, że i z czyjejś perspektywy chrześcijaństwo może się wydawać opresyjne dla kobiet.
    Przemawia do mnie za to argument, że twarz powinna być widoczna – więc burka nie, ale już chusta zasłaniająca tylko włosy – czemu nie?
    Swoja drogą – tak już na marginesie -kilkakrotnie letnią porą doświadczałam pragnienia, by się oblec w muzułmańską chustę, żeby przestano mi się uporczywie wpatrywać w dekolt ;)

  13. Wiem, dlatego napisałam, że to trudny temat. I w sumie to tak naprawdę zostawiłabym decyzję tym kobietom, gdyby nie to, że wierzę, że część ich (nie wiem jaka), jest do tych zasłon zmuszana. Zostaje więc kwestia zasłaniania – krzyżyk nie zasłania twarzy. I tu masz rację – chusta też nie, wiec jakoś łatwiej mi ją zaakceptować. Poza tym mam takie wrażenie, może wyłącznie moje, że chusta to chusta, może być nawet ozdobna, jakaś kolorowa, i rozumiem, że te babki lubią to nosić. Natomiast burki upokarzają kobiety tworząc z nich jednolitą masę – robiąc z nich zwierzęta. Samice jednego gatunku wyglądają tak samo (no, z grubsza), i kobiety w burkach też wyglądają tak samo. Burka odbiera im indywidualność, a tym samym w jakiejś części człowieczeństwo, no i w ten sposób stawia je niżej od mężczyzn. Dodam więc – chrześcijaństwo może wyglądać opresyjnie, jednakowoż krzyżyk na szyi nie działa tak samo, jak burka jednak.

    Swoja drogą – tak już na marginesie -kilkakrotnie letnią porą doświadczałam pragnienia, by się oblec w muzułmańską chustę, żeby przestano mi się uporczywie wpatrywać w dekolt

    Rozumiem pragnienie :-) i, poważniej mówiąc, podkreślę, że widzę tu ewentualny Twój wybór. I nie powstrzymam się, żeby nie pochwalić pod tym względem Stanów (co chyba już zresztą kiedyś czyniłam w jakiejś notce). Tu polityczna poprawność (chyba?) nie pozwala ludziom tak nachalnie wpatrywać się w cudze dekolty. Owszem, zauważam, że czasem się komuś podobam, czy że koleżanka stojąca obok się komuś podoba, ale widzę też, że jest to spojrzenie dyskretne. Nie powodujące zażenowania ani chęci schowania się w mysiej dziurze.

  14. „Natomiast burki upokarzają kobiety tworząc z nich jednolitą masę – robiąc z nich zwierzęta. Samice jednego gatunku wyglądają tak samo (no, z grubsza), i kobiety w burkach też wyglądają tak samo. ”

    A samce w jednakowych turbanach, z jednakowymi brodami i jeszcze bardziej jednakowymi AK-47?

    „nie pozwala ludziom tak nachalnie wpatrywać się w cudze dekolty”

    Ba, ja potrafię kontrolować ruchy szyi, ale wtedy powstaje groźba urazu mięśni ruchowych gałki ocznej. Dużo zresztą zależy od samego dekoltu, jak też warunków oświetleniowych itp.

  15. A po co odsłaniać wdzięki (np.dekolty z widokiem kapciuszków) jeśli nikt miałby nie patrzeć? Wypada wręcz wślepiać się w dekolty – choćby po to aby nie zawieść nosicielek-odsłaniaczek ;-)
    Osobiście wzruszają mnie wyraziste krzyżę na biustach negliżujących się modelek – pasjami …

  16. @Gammon No.82

    A samce w jednakowych turbanach, z jednakowymi brodami i jeszcze bardziej jednakowymi AK-47?

    Ale twarze mają odsłonięte. I jak na moje oko to się wówczas różnią. Nie mówiąc już o tym, że kałasznikow wygląda groźnie, więc trudno takiego gościa traktować z góry ;-)

    @Gammon No.82 i Klu
    Ja osobiście nic nie mam do wpatrywania się w dekolty, jak i w co innego. Rozumiem kobiety, które tego nie lubią, ale jestem konsekwentna – sama lubię się przyglądać ludziom, ze szczególnym uwzględnieniem ładnych chłopaków. Robię to jednak dyskretnie i takie dyskretne spoglądanie także mi się podoba. Bez przesady z tym urazem mięśni oka… ;-)

  17. “nie są wcale arabskie”
    So what? Nie wystarczy, że oni faktycznie stworzyli algebrę? Zapis liczb można wziąć nawet z Aldebarana.

    Nie chodzi wszakoż o same symbole, a o sposób zapisu: system pozycyjny, który jest niedocenianym wynalazkiem. Wyobraża sobie ktoś liczenie „słupków” w systemie niepozycyjnym, jakim jest system rzymski? ;)

  18. Wyobraża sobie ktoś liczenie „słupków” w systemie niepozycyjnym, jakim jest system rzymski

    Byłoby to niesłychanie rozwijające intelektualnie, kto wie, gdzie by dziś była i co by osiągnęła tak od dziecka trenowana cywilizacja gdybyśmy nie przeszli na te otumaniające islamskie wynalazki!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s