W czasie suszy szosa sucha

Do niemal wszechobecnej klimatyzacji przyzwyczaiłam się dość łatwo. Nie miałam żadnych infekcji, żadnych chorób dróg oddechowych, czym straszona byłam przed przyjazdem do Stanów. Faktem jest jednak, że mój sposób używania klimatyzacji jest chyba nieco inny, niż znanych mi tubylców. Jestem bardziej od nich ciepłolubna, a dzikie upały mi zwykle nie przeszkadzają. No, chyba że staną się nadmiernie dzikie. Wówczas włączam, latem szczególnie, a waszyngtońskie lato potrafi być gorące i upiornie wilgotne, chłodzenie w domu. Wolę jednak – kiedy nie jest gorąco i duszno aż tak, że człowiek w toku przyspieszonej ewolucji wytwarza sobie skrzela, bo nie da się inaczej oddychać czymś, co ma teoretycznie być powietrzem, a jest wodą – wolę więc wtedy pootwierać wszystkie okna, drzwi balkonowe i w ten sposób zapewnić sobie jakiś powiew świeżego powietrza. Znani mi Amerykanie raczej tak nie postępują. Narzekając okropnie na pogodę, latem po prostu włączają chłodzenie w domach. Za to zimą i jesienią wytrzymują, gdy jest już dość chłodno. A ja wtedy dogrzewam się, dmuchając sobie w nos ciepłym powietrzem. I tu pojawia się problem. Nie zakażenia, jak pisałam, ale potworne wysuszenie powietrza. Po kilku dniach włączania klimatyzacji, tej ciepłej właśnie, wysycham. Zsycham się na wiór. Piję dużo wody, ale nocami budzę się ze snów o wodzie. I z jedną myślą: muszę, koniecznie muszę się napić.

Na szczęście z pomocą przychodzi mi nawilżacz powietrza. Genialny wynalazek. Nawilżacza używałam i w Polsce, ale tam chyba nie byłam w stanie docenić tego urządzenia. Tu jest absolutnie niezbędny do normalnego funkcjonowania. Jesienną i zimową porą włączany jest w moim domu codziennie, na długie godziny. A dodatkowo wygląda pociesznie :-)

DSCF9818

Advertisements

10 uwag do wpisu “W czasie suszy szosa sucha

  1. tez uzywamy. nasz nie wyglada tak sympatycznie, ale jest b cichy i to jest najwazniejsze. kupilismy jak urodzil sie nasz franek. zastanawiam sie jak moglismy bez niego zyc.

  2. Jest niezastąpiony, prawda? Nasz też jest bardzo cichy, co bardzo sobie cenimy. Te ultradźwiękowe są chyba w ogóle dość ciche.

  3. Skąd ja to znam! Sucha śluzówka w nosie, suche gałki oczne (a noszę szkła kontaktowe), sucha skóra wymagająca nawilżania, nieprzyjemne uczucie w gardle. Wolałabym mieć ogrzewane gorącą wodą kaloryfery, wysuszają trochę mniej niż wdmuchinane powietrze, ale mam co mam. Zimą bez nawilżacza nie potrafię spać. A latem bez wiatraka :(. Za klimatyzacją nie przepadam, chyba, że z konieczności, a komercyjnie jest wprost nadużywana. 95 stopni na dworze, a 65 w środku…

  4. To pokrętło na żabie to pępek, czy chwytna, ruchliwa łechtaczka ;>?

  5. To pokrętło na żabie to pępek, czy chwytna, ruchliwa łechtaczka? :P

  6. Ha, a ja wlasnie w tamtym tygodniu zwrocilam dokladnie taki sam nawilzacz z powrotem do Targetu. Kupilam dla Zosi, ale oddalam, bo wedlug mnie byl piorunsko glosny. Chcialam zamienic na taki z chlodna mgielka (zamiast cieplej pary, ktora produkuje nasz obecny), ale zaba rechotala za glosno.

  7. Zazwyczaj przebywając w USA, siedzę w pomieszczeniach bez okien (z tubylcami albo bez). Nie ma dużego wyboru. Klimatyzacja nas wysusza, wyziębia. Jedyne co można czasem zrobić to otworzyć okno na korytarz.

  8. ooo, jaki slodziak!

    hm. ja w japonii nie mialam problemow z suchym powietrzem, nawet w zimie. predzej z tym ze wszystko gnije i nie schnie =_=. ach, monsuny!

  9. @Sendaianonymous
    Tu ogólnie też nie jest sucho – latem. Na dworze. Ale przy tej klimatyzacji, zwłaszcza ciepłej, w domach robi się sucho okropnie. I wtedy dobrze mieć taką żabę :-)

Możliwość komentowania jest wyłączona.