czepiam się, moja Ameryka i inne kraje

Słaba kobietka i prawdziwy Tygrys

Nie mogę odczepić się od Tigera Woodsa, a dokładniej od sposobu, w jaki moja ulubiona polska prasa przedstawia całą sytuację. Dzisiaj Gazeta.pl nabija się z całej historii, twierdząc, że żona Woodsa jest chyba jakimś MacGyverem, skoro wydostała go z samochodu. Cóż, mit słabej i wiotkiej kobietki, która całkowicie polega w życiu na mężczyźnie, także fizycznie, i niezdolna jest do podniesienia czegoś więcej, niż puderniczka, ma się znakomicie. Cały czas obecny jest w postrzeganiu kobiet przez niektórych wspaniałych polskich szarmanckich mężczyzn. Tych, co to mają opiekować się delikatną i subtelną żoną, zapewniać jej wsparcie, przepuszczać w drzwiach, mówić, że tak jej do twarzy z pranymi pieluchami, w razie czego dokopać zdrowo, i psychicznie i fizycznie, jeśli ona nie chce się tej słodkiej opiece poddać. Niewyobrażalne dla nich jest, żeby kobieta dysponowała jakąś siłą fizyczną, niemożliwe, żeby umiała dać sobie radę z pomocą komuś innemu – nie, jest kobietą, więc z definicji jest słabsza i po prostu n i e  m o g ł o  b y ć  tak, że to ona pomogła mężowi.

Powtarzam słowa z poprzedniej notki – możliwe, że cała sytuacja wygladała inaczej. Możliwe, że pani Woods chciała pobić szanownego, nie bardzo wiernego w danej chwili, małżonka. Ale to są na razie spekulacje. A Gazeta.pl zamieszcza je w taki sposób, jakby już wszystko było przesądzone i ustalone. Pisze, że „amerykańskie media pełne są spekulacji” na temat tego, co się właściwie stało. I rzeczywiście są. Tylko że obecne są w nich różne głosy. Nie tylko Mike Lupica umie pisać w tej cudacznej Ameryce, droga Gazeto.pl.

A tak w ogóle, to te doniesienia są dość zabawne i  mówią sporo także o „mentalności” prasy amerykańskiej. „Zabawne” powinnam dodać: dla czytelnika, bo zapewne dla rodziny słynnego golfisty nie bardzo. Tiger Woods padł poniekąd ofiarą własnej „tajemniczości”. „Tajemniczości” piszę także w cudzysłowie, bo przypuszczam, że tak właśnie widziała to żądna wrażeń i skandali amerykańska prasa codzienna. Golfista znany był od dawna z bardzo silnego chronienia swej prywatności. Państwo Woods pozrywali podobno kontakty z tymi znajomymi, którzy kłapali dziobami do prasy na ich temat, wytaczali procesy, nazwali jacht „Privacy„, w obecnej historii rodziny obojga małżonków milczą jak zaklęte, Tiger nie chce gadać z prasą, żona gdzieś wsiąkła…, i tak dalej, i tak dalej. Zrozumiałym jest więc, że kiedy dziennikarze dorwali się do takiej atrakcji, jak wypadek/nie-wypadek tak ceniącego prywatność, a jednocześnie superbogatego i sławnego sportowca, to nie popuszczą. I będą wysnuwać najróżniejsze teorie i zadawać najbardziej wariackie pytania. Mnie na przykład szczególnie podobało się jedno z nich, które padło już na samym początku: „A cóż takiego Tiger Woods robił w samochodzie w środku nocy?” No przecież nie mógł mieć żadnych przyzwoitych powodów. O tej porze przyzwoici dorośli faceci, mężowie i ojcowie, śpią niewinnie we własnych domach, a nie szlajają się cholera wie gdzie.