We the Texans

Jak widać, Austin bardzo mi się spodobało. Nie dziwili się temu specjalnie moi znajomi Amerykanie, twierdząc, że Austin to rzeczywiście wyspa uroku, kultury i inteligencji (bo placówki naukowe, hi, hi) w morzu teksańskiego redneckostwa. Hmmm…, nie wiem, reszty stanu nie zwiedzałam, ale przyznam, że po tej krótkiej wizycie w Austin mam sporą ochotę.

Dzisiaj ostatnia porcja zdjęć, poświęcona głównie stanowemu Kapitolowi. Który spodobał mi się głównie dlatego, że jest różowy jak prosiak. Prosiakowatość wynika stąd, iż początkowo do budowy miano użyć wapienia, żeby wszystko było śliczne i jasne. Ale okazało się, że ten akurat wapień zmienia kolor, bo zawiera dużo żelaza. Wtedy budowniczym zaoferowano różowy granit, za darmo, więc skorzystali. I owszem, duża część budynku, wewnętrzna raczej i schowana, jest wapienna. Ale nie zewnętrze, jak widać: 

Poza tym, na samym wierzchołku znajduje się Bogini Wolności o bardzo brzydkiej – w związku z tym sympatycznej – twarzy. Wymachująca wiadomo czym.

Kapitol można w miarę swobodnie zwiedzać. Są tu oczywiście mili strażnicy w kapeluszach – wreszcie jacyś kowboje w kapeluszach – oraz znudzeni czekaniem na chętnych przewodnicy, którzy z radością oprowadzą każdego, nawet jeśli grupka liczy dwie osoby. No i są też ojcowie Teksasu dłuta i dłoni Elisabeth Ney, chociaż właściwie to ojciec jest jeden – Stephen Austin. Drugi bohater, Sam Houston, był pierwszym prezydentem Republiki Teksasu, gubernatorem tegoż stanu oraz amerykańskim senatorem, z Teksasu rzecz jasna.

Dalej można ogladać kopułę od wewnątrz,

różne sale konferencyjne i sale obrad,

skromne, ale eleganckie muzeum rolnictwa, z, jakżeby inaczej, bawełną,

a także zewnętrzny dziedziniec z kratką ściekową w kształcie wiadomym,

oraz kamienną tablicę z Dziesięciorgiem Przykazań.

Obok Kapitolu stoi budynek visitors center, gdzie można pouczyć się o historii Teksasu (w towarzystwie niemałych samotnych gwiazdek), a także dowiedzieć się, jeśli to kogoś interesuje, co kowboje jedli i w czym chodzili.

A sam Kapitol traci swą uroczą różowość po zmroku, niestety:

Reklamy

3 uwagi do wpisu “We the Texans

  1. @sporothrix
    „Poza tym, na samym wierzchołku znajduje się Bogini Wolności o bardzo brzydkiej – w związku z tym sympatycznej – twarzy. Wymachująca wiadomo czym.”

    Ja też wiem! Ja też!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s