O matkach nieidealnych

Piękne teksty tutaj. I to w dziale pod fantazyjną nazwą „Feminizm”:

Symbioza

Stan, który następuje mniej więcej koło trzeciego-czwartego tygodnia życia i trwa do czwartego-piątego miesiąca.

W tym czasie dziecko w zasadzie nie odczuwa różnicy między sobą a matką. Czy może lepiej powiedzieć, między sobą a piersią matki. W jego percepcji ono i pierś to jednia. Ba, cały świat jest dla niego jednią. Czyli nim.

Ale to nie znaczy, że w ogóle niczego nie widzi, bo widzi i odbiera przeróżne bodźce, ale nie uważa, że to jest coś od niego odrębnego. I dziecko powoli zaczyna różnicować stan frustracji i gratyfikacji. Czyli je i ma tę pierś albo jest głodne i tej piersi nie ma.

A jak matka nie karmi piersią, to fazy symbiozy dziecko w ogóle nie przechodzi, cały rozwój mu się rozwala, głos mu blednie, nos mu rzednie i psują mu się wypadają włosy przednie. Przepraszam, takie co nie karmią, to wyrodne są i niekobiece. I w ogóle co to za matki.

Niemowlę w tym czasie jest całkowicie zależne od matki. Ważne jest więc, żeby ta matka była. I to jak najbliżej, bo wtedy będzie miała szansę wyczuwać potrzeby, które zgłasza dziecko.

Ważne jest też, żeby próbowała rozpoznawać różnice w potrzebach swojego dziecka. I zazwyczaj tak się dzieje, bo matki to absolutnie, intuicyjnie wiedzą, czy ono płacze, bo mu jest zimno, mokro, coś je boli, czy też jest głodne.

No to zaraz – albo ma próbować rozpoznać różnice, co, rozumiem, zakłada, że czasem może jej to nie wychodzić i musi się tego uczyć. Albo też absolutnie intuicyjnie wie. A już wiem – wie wówczas, kiedy jest jak najbliżej i wyczuwa potrzeby. Narządem lemieszowo-nosowym ani chybi. Przykutym do łóżeczka łańcuchem. Oraz przecież specjalne żeńskie geny i hormony ma do tego, tak jak i do odróżniania talerzyka brudnego od talerzyka czystego, prania białego od prania kolorowego, czy tworzenia przy okazji tych talerzyków ciepłej atmosfery domu. A jak tego wszystkiego nie umie… to to już było: wyrodna, niekobieca i cozniejzamatka.

Niedelikatnie zapytam – dzidziuś to się tak partenogenetycznie począł?

20 uwag do wpisu “O matkach nieidealnych

  1. A co najgorsze wiele kobet sobie ten model macierzyństwa pozwoliło wmówić i wpadają w straszliwe kompleksy, kiedy je symbiotycznie przyssane niemowlę wreszcie zmęczy. Btw. jakiś czas temu zdarzyło mi się na forum dla mamusiek przeczytać, jak inne matki wmawiają pewnej pani, że jest ona złą matką, gdyż przewijanie dziecka to dla niej udręka, do której nie może się przyzwyczaić, bo się zwyczajnie brzydzi. Biedaczka wyznała to z wielkim wstydem i oporami, bo jakże to tak… dobrej matce pachnie fiołkami…

  2. O rany, te teksty brzmią tak cudnie jak przemówienia z ostatnich tygodni. Po prostu dany przez któregoś z bogów ideał jest z tej kobiety. Maszynka do wydalanie nowego pokolenia wręcz genialna. Czy nie powinna w związku z tym cały czas siedzieć w kuchni? Żeby przy pobrzękiwaniu talerzy lepiej się wczuwać?

  3. No ale spoko. Matka intuicyjnie wie, co z dzieckiem trzeba robic. Nie wie -brzyda, brzyda matka.
    Bo ona rozumie telepatycznie, co dziecko chce: kupy, siku, jesc, pic, rzygac, czy po prostu potrzebuje towarzystwa.
    No spoko wodza. INTUICJA. Inne ludzie nie wiedza i nie sa w stanie. matka tylko, i cyc.

    No a jak jeszcze kilkadziesiat lat temu dzieci byly chowane przez nianki, mamki i bony – no TRAGEDIA. Ale patrzcie panstwo, rasa przetrwala. No jakos se dala rade ;)

    Ale dzis, dzis, matka jest to albowiem dodatek najpierw do macicy, a potem dla malego dziecka. Ot taki robot-opiekun, ktory intuicyjnie wie wszystko, ma nieskonczona cierpliwosc i sens jego zycia zamyka sie w „maluszku”.

    A jak nie? TY WYRODNY POTWORZE.
    Luzik.

  4. Ja sobie myślę tak. Z jednej strony pierwsze trzy miesiące życia naszego wspólnego z Dziobalindą poza brzuchem wspominam jak poligon. Szaleństwo istne. Moze i czujesz coś intuicyjnie, ale naprawdę przez większość czasu głowa Ci pęka od płaczu (dziecka i/lub swojego), od dobrych rad zewsząd, od poczucia winy, z głodu, z niewyspania, z niewyrabiania. Potem jest coraz łatwiej, ale dobrze jest, jeśli ktoś pomoże przez to przejść na spokojnie, kto powie „tak to jest, jest ciężko, jest źle, ale to nie trwa wiecznie”.

    Straszyć bym też nie chciała, bo to nie jest tak, ze się świat wali. Ale wcale nie jest cukierkowo. I żadna matka świeżo upieczona nie ma tego „ot tak, intuicyjnie” – macierzyństwo to jest trudna i żmudna nauka (dla mnie na pewno! może to komuś łatwiej przychodzi, nie wiem).

  5. Przeczytałam tytuł „matki niejadalne” :)
    No ja tak rano nie mogę, nie ogarniam, przerasta mnie ludzka pomysłowość.

    Od siebie dodam, że sprawa się nie tyczy tylko matek. W’ogle Każda kobieta płci żeńskiej Wie od urodzenia, jak trzymać dziecko, żeby go nie zabić i Uwielbia zajmować się cudzym pomiotem podczas wizyt towarzysko-rodzinnych. A jak nie, to robi za familijnego dewianta. O.

  6. Pierwsze wrażenie, ja już to gdzieś czytałem, a mam

    „. Mężczyzna przecież nie nadaje się do tego. On nie odróżni jednego z dwudziestu rodzajów płaczu niemowlaka, a kobieta rozumie to bezbłędnie. Facet po prostu słyszy, że dziecko płacze. Nie wie, dlaczego. Kobieta „rozumie” z jego płaczu, kiedy jest głodne, kiedy coś je boli.”

    Ale zaraz, zaraz coś mi nie pasuje autor i Wysokie Obcasy z brzydkim słowem na F ;-)

    Jacek Pulikowski – autor wielu publikacji katolickich na temat ojcostwa i wychowania (m. in. „Warto być ojcem” „Krokodyl dla ukochanej”, „Warto pokochać teściową”). Mieszka w Biskupicach pod Poznaniem. Razem z żoną prowadzą rekolekcjei kursy przedmałżeńskie.
    http://wyborcza.pl/1,86545,4714515.html

    Pięknie się zbiegły tezy katolickich nauk przedmałżeńskich z informacjami pani psycholog, dodajmy, że w artykule nie pojawiło się słowo ojciec.

    P.S.
    WO kiedyś obśmiał u siebie http://wo.blox.pl/2007/11/A-teraz-katolicki-publicysta.html

  7. @ Riffe

    Od siebie dodam, że sprawa się nie tyczy tylko matek. W’ogle Każda kobieta płci żeńskiej Wie od urodzenia, jak trzymać dziecko, żeby go nie zabić i Uwielbia zajmować się cudzym pomiotem podczas wizyt towarzysko-rodzinnych. A jak nie, to robi za familijnego dewianta.

    To ja mogę robić za familijnego dewianta :-)

    @ RobertP
    O fakt, przypomniałeś mi Pulikowskiego. Też miałam wrażenie, że już o tym czytałam. Ale myślę, że takie opinie są w ogóle popularne w niektórych kręgach. Żeby daleko nie szukać: Jedna z umęczonych domowymi pracami czytelniczek napisała w liście do „Wysokich Obcasów”: „Mąż mówi, że jako matka mam specjalne hormony po to, żeby móc nie spać, prowadzić dom i zajmować się dzieckiem bez zmęczenia” (http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,7804144,Byc_kobieta_w_Polsce.html)

    @ Synafia

    I żadna matka świeżo upieczona nie ma tego “ot tak, intuicyjnie” – macierzyństwo to jest trudna i żmudna nauka

    Tak mi się wydawało, i – rzecz jasna – Twój głos jest tu cenny, bo z doświadczenia.

    Odpowiadam też na Twoje pytanie: rzeczywiście, o HAMLET mówi się całkiem sporo. HAMLET to nie jest dokładnie to, co występuje w mleku, ale specjalnie zmodyfikowana pochodna takiego białka (Here we present HAMLET (Human Alpha-lactalbumin Made LEthal to Tumor cells) as an example where partial unfolding and the incorporation of cofactor create a complex with new, beneficial properties.) I zdaje się, że uważa się także, że warunki podobne do potrzebnych przy tej modyfikacji panują w żołądku karmionego mlekiem matki dziecka. Badania przeprowadzono już i in vitro, i in vivo, i nawet kliniczne – i są one obiecujące, zwłaszcza w przypadku nowotworów pęcherza i brodawczaków skóry i leczenia miejscowego:
    – Bladder cancer: 8/9 patients showed tumor regression. No adverse reactions were reported
    – Skin papilloma: 29/35 patients with complete cure. No side effects were detected.

    Wygląda więc na to, że preparat jest bezpieczny, a i mechanizmy są badane na wszystkie strony. Może więc coś z tego będzie, przynajmniej w ograniczonym zakresie. No i warto pamiętać, że takich białek (badanych, testowanych, aktywnych w jakiś sposób) jest sporo.
    (Korzystałam z tej pracy, podsumowującej takie badania: Noteborn MHM. Proteins selectively killing tumor cells. European Journal of Pharmacology 625 (2009) 165–173 oraz z tej: Pettersson-Kastberg J et al. Can misfolded proteins be beneficial? The HAMLET case. Annals of Medicine 41 (2009) 162-176)

  8. Obejrzawszy, jak Iśka szuka piersi u trzymającej ją na rękach babci, doszłam do wniosku, że dziecko na pewnym etapie czuje jedność z „cycem”, nie tylko matki, ale każdej osoby, która znajduje się wystarczająco blisko.

  9. Phy. Moje doświadeczenie jest proste: owszem, matka „intuicyjnie” wie takie rzeczy. Jak z miesiąc przy małym posiedzi. Ojciec, jak jej w tym regularnie pomaga (czyli: wyręcza kiedy może), też nagle cudem instynktu nabiera. Ludzkie ucho w parze z mózgiem to niezwykłe urządzenie – nawet mężczyznę potrafi uczłowieczyć.

  10. Jeszcze względem nieskończonej cierpliwości względem maluszka: oo, TO dopiero wymaga pracy. Człowiek na codzień nie jest przyzwyczajony do takiego poziomu bezradności, jakie potrafi wygenerować jego własne dziecko sygnalizujące, że mu źle – a my nie potrafimy pomóc. Trzeba się dogrzebać głęboko tkwiących pokładów człowieczeństwa, żeby sobie bezradności nie wysublimować w agresję. A to wyczerpuje.
    Konsultowane kiedyś znajome powiedziały coś w tym rodzaju, że prawdziwie obserwowalnym efektem ich instynktu macierzyńskiego były dwie rzeczy: jedna, że płącz dziecka generował w nich natychmiastową silną reakcję emocjonalną. Drugą, że dzieci miały taki szczególny „zapach”, że nie zdołały w chwili frustracji wyrzucić go przez okno ;>>
    Wydaje mi się, że instynkt macierzyński rzeczywiście istnieje, ale dla zdrowia psychicznego matki nie należy wystawiać go na zbyt wielką próbę. To tylko instynkt, przyzwoite zachowanie się jest ewolucyjnie późniejsze ;>

  11. Dlaczego ta pani psycholog wyciąga teorię utworzoną bodajże przed dwudziestoleciem międzywojennym, hę? Przed badaniami wykazującymi, że niemowlę nawet miesięczne postrzega świat jako coś odrębnego, spostrzega w nim reguły , niepokoi się, gdy te reguły są naruszone (polecam wykłady Ewy Haman i Macieja Hamana) i bynajmniej nie chodzi tu o rozpacz „jedzenie uciekło”, tylko np. o zaskoczenie, że obiekt, który wszedł za zasłonę kaczką wychodzi zza niej pieskiem.
    To urocza teoria jest, delikatnie mówiąc, przestarzała i niewystarczająca. I to nam już, kacza noga, na studiach mówili! Są nowsze, celniejsze.

    Co do czarodziejskiej kobiecej intuicji rodzącej się z piersi, to nie chce mi się tego nawet komentować, bo to trzeba by w kucki siedząc walić głową w kaloryfer. Wszelka intuicja rozumiana jako nie w pełni uświadomione przetwarzanie informacji a następnie podejmowanie na ich podstawie decyzji bierze się z wcześniejszego doświadczenia. Intuicja rozumiana jako magiczne-genetyczne kobiece abrakadabra jest brednią. Szkodliwą brednią.

    Howgh. (I znowu potwierdza się mja opinia nt psychologów dziecięcych… Grrr.)

  12. Sorry za spację przed przecinkiem, karmię młode (tworząc z nim Jednię z Grzybnią).i klika mi się zupełnie nieintuicyjnie.

    Mój rodzony mąż był ze mną w domu przez pierwsze trzy miesiące życia dziecka (uroki pracy programisty) i w efekcie też w magiczny sposób odróżnia dwadzieścia rodzajów płaczu i ma nieskończoną kobiecą cierpliwość. Z pewnością większą ode mnie.

  13. Ija:
    ja wlasnie tego nie rozumiem. Gdyby fizyk zaczal dzis propagowac teorie eteru (bylo nie bylo oficjalnie uznawana przez nauke w XIXw!) to zostalby po prostu wysmiany, w najlepszym razie.
    A rozni tacy miszcze od psychologii ignoruja wspolczesne badania i osiagniecia psychologii eksperymentalnej i…. nic sie nie dzieje.
    Smutne to :(

  14. futrzak: bo są psychologowie od psychologii, a są psychologowie od wypowiedzi medialnych, najwyraźniej. Wydaje się, że istnieją też naukowcy tego gatunku, choć częściej nazywa się ich jednak „dziennikarzami naukowymi” czy coś w tym rodzaju.

  15. Dobre sobie, rodziny, które na to stac juz w pierwszych tyg. po urodzeniu dziecka zatrudniają „baby nurse” na cały etat, żeby mama i tata mogli zajmowac sie innymi sprawami niż uczenie się rodzajów płaczu dziecka. Bo, że nikt tej wiedzy z powietrza nie posiada wie nawet chyba autor tych bzdur. Poza tym przebywajac z wrzeszcącym niemowlakiem 24/7 można zwariować, znienawidzieć, siebie, dziecko i wszystkich wkoło. Dzieci nie mam, ale bylam nianią i opiekowałam się wieloma potworami. Lubiłam ich tylko dlatego, że nie musiałam spędzać z nimi każdej sekundy, każdego dnia. I potwierdzam – rozpoznawania płaczu można sie nauczyć.

  16. Tymczasem na Onecie za Times’em analizują mózg idealnego meżczyzny, co właśnie skomentowałem na swoim blogu http://neuromemy.blox.pl/html Brizendine co ciekawe pisze o nowych badaniach, które wskazują, że u ojców też zachodzą zmiany hormonalne, wiec dla katolickich publicystów już nie ma przebacz.

    @Ija teoria symbiozy to podstawa psychoterapii psychodynamicznej tej najbardziej propagowanej przez PTP. Nic dziwnego, że nie chcą sięgać po nowsze teorie i badania. Biznes na tym ucierpi.

  17. @ Meinglanz
    Ja nawet mało bym się czepiała modeli psychodynamicznych, bo ładnie opisują ludzkie mormoły, gdyby nie ich wściekle mocna fiksacja wyłącznie na rodzicach. Zaniedbują fakt, że nie tylko z rodzicami ma się do czynienia. No i niestety rzadkk kiedy uzwględniają wyniki badań ps. poznawczej czy społecznej, a to już woła o pomstę do nieba.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s