Puknij się krzyżykiem w czaszkę, a uleczysz się z autyzmu

ResearchBlogging.org

Oto urocza reklama pewnej mocno wątpliwej terapii. Tzw. terapii czaszkowo-krzyżowej. Polecanej zresztą na stronie poradnikzdrowie.pl, gdzie czasem można znaleźć nieźle i niegłupio napisane teksty. Ten nie jest.

Urazy spotykają nas od dziecka. Pierwszy jest często związany z ciężkim porodem, np. kleszczowym lub przez cesarskie cięcie. Poród naturalną drogą pozwala noworodkowi na łagodną zmianę środowiska i ciśnienia. Natomiast podczas tzw. cesarki następuje naskok ciśnienia.

Naskok?

Dziecko może potem cierpieć na niemowlęcą kolkę i zaburzenia trawienia, być nerwowe, źle sypiać i często płakać.

Nie mogło zabraknąć tradycyjnego jeżdżenia po matkach, tym razem tych, które miały cesarkę. Pewnie niektóre z nich już nie uwierzą, że są marnymi matkami wyłącznie dlatego. Trzeba więc uświadomić im, że to ich wina, że dzieci płaczą i mają kolki. Bo dzieci urodzone siłami natury oczywiście nigdy nie płaczą i nie miewają zaburzeń trawienia.

Drugą przyczyną zaburzeń pierwotnego rytmu są urazy do drugiego roku życia, np. uderzenia czy upadki, których skutkiem może być chwilowe zatrzymanie oddechu. Trzecia przyczyna to urazy psychiczne.
Jeśli nie zostaną zneutralizowane, to koło 28 roku życia zaczynamy mieć kłopoty ze zdrowiem: bóle pleców, zapalenia korzonków, rozmaite bóle wędrujące i depresje, które mogą być związane z napięciem przepony oddechowej.

Tak, psychiatria już dawno udowodniła, że depresja związana jest z napięciem przepony. Oddechowej.

Każdy zabieg trwa godzinę. Pacjent leży przykryty kocem, ponieważ marznie. Terapeuta wykonuje delikatne ruchy i muśnięcia w okolicy czaszki, kości krzyżowej i kręgosłupa. Zabieg jest bardzo łagodny i relaksujący. […] Drugi etap to masaż twarzy i głowy (zlokalizowane tam napięcia, np. z powodu aparatów prostujących zęby, mogą powodować bóle krzyża i skoliozę, a ssanie palca przez dziecko to chęć uwolnienia napięcia między kością klinową a szczęką). Tu wystarczą 1-2 zabiegi robione dzień po dniu. Ostatni etap to działanie na emocje. Tkanka łączna pamięta wszystkie nasze urazy fizyczne i psychiczne z dzieciństwa, a także wieku dorosłego.

Brawo dla tkanki łącznej za tak znakomitą pamięć.

O co w ogóle chodzi?
Artykuł wspomina niejakiego Williama Sutherlanda, który to w latach trzydziestych zeszłego wieku stwierdził,

że kości czaszki są ruchome, wcale nie zrastają się na stałe, jak uczy anatomia (potwierdzili to niedawno naukowcy z Michigan State University College of Osteopatic Medicine). Co więcej, kości czaszki poruszają się w rytm tętnienia płynu mózgowo-rdzeniowego. Nazwał to pierwotnym oddechem, trzecim fizjologicznym rytmem. Pierwszy to oddech, czyli ruch klatki piersiowej, płuc i przepony, drugi – tętno, czyli bicie serca. Sutherland założył, że każde zakłócenie tego naturalnego ruchu może wywołać chorobę. Tkanka łączna, która go przenosi, spaja ze sobą inne tkanki i narządy w jedną całość. Dlatego napięcie w oponach mózgowych możemy odczuwać jako ból w kolanie lub kostce.

A wodę w kolanie i cukier w kostkach odczuwamy dla odmiany jako napięcie w oponach mózgowych? I choroba ta nazywa się ich zapaleniem, z angielska – brain tire fire?

Autorka entuzjastycznego artykułu na poradnikzdrowie.pl podaje, że pomysły Sutherlanda zostały potwierdzone. To miło. Ale dla uczciwości powinna podać także wyniki wielu innych badań. Które wyraźnie pokazują, że terapia czaszkowo-krzyżowa nie jest najprawdopodobniej prawdziwym leczeniem. Że przede wszystkim nie da się stwierdzić, czym dokładnie są owe rytmy czaszkowe. Że nie da się ich w powtarzalny sposób wykryć przez czaszkę. Że nawet jeśliby się dało, to nie ma dowodów, że można na rytmy te wpływać i że wpływ ten miałby jakiekolwiek dobroczynne znaczenie dla ludzkiego zdrowia.

„Cranial” rhythms cannot be generated through organic motility of brains because neurons and glial cells lack the dense arrays of actin and myosin filaments required to produce such movement. Other hypotheses regarding genesis of this rhythm (eg, Upledger’s „pressurestat” model) remain purely speculative. Movement between the sphenoid and occipital bones at their bases is impossible past late adolescence because, by then, they have become one very robust bone. Movement among components of the cranial vault also is impossible in most adults because coronal and sagittal sutures usually have begun to ossify by age 25 to 30 years and the lambdoidal suture only slightly later. Interexaminer reliability is approximately zero, many published coefficients have been negative, and the most parsimonious explanation for data collected thus far is that practitioners are imagining the cranial rhythm. Finally, even if purported cranial and intracranial movements are real, are being propagated to the scalp, and are being assessed accurately by practitioners, there is no reason to believe that parameters of such movements should be related to health and no scientific evidence that they can be manipulated to a patient’s health advantage.(Hartman SE, & Norton JM (2002). Craniosacral therapy is not medicine. Physical therapy, 82 (11), 1146-7)

Można także zajrzeć do innych publikacji:

The authors found no rigorous evidence that manual therapies have a positive effect in the evolution of TTH. The most urgent need for further research is to establish the efficacy beyond placebo of the different manual therapies currently applied in patients with TTH. (Fernández de Las Peñas C et al. Are manual therapies effective in reducing pain from tension-type headache?: a systematic review. Clin J Pain. 2006;22:278-85)

The results fail to support the construct validity of the „core-link” hypothesis as it is traditionally held by proponents of craniosacral therapy and osteopathy in the cranial field. (Moran RW, Gibbons P. Intraexaminer and interexaminer reliability for palpation of the cranial rhythmic impulse at the head and sacrum. J Manipulative Physiol Ther. 2001;24:183-90)

The results indicated that a single examiner may be able to palpate the rate of the CSR consistently, if that is what we truly measured. It is possible that the perception of CSR is illusory. The rate of the CSR palpated by two examiners is not consistent. The results of the regression analysis of one examiner offered no validation to those of the other. It appears that a subject’s CSR is not related to the heart or respiratory rates of the subject or the examiner. (Hanten WP et al. Craniosacral rhythm: reliability and relationships with cardiac and respiratory rates. J Orthop Sports Phys Ther. 1998;27:213-8)

The results did not support the theories that underlie craniosacral therapy or claims that craniosacral motion can be palpated reliably. (Rogers JS et al. Simultaneous palpation of the craniosacral rate at the head and feet: intrarater and interrater reliability and rate comparisons. Phys Ther. 1998;78:1175-85)

This systematic review and critical appraisal found insufficient evidence to support craniosacral therapy. Research methods that could conclusively evaluate effectiveness have not been applied to date. (Green C et al.  A systematic review of craniosacral therapy: biological plausibility, assessment reliability and clinical effectiveness. Complement Ther Med. 1999;7:201-7)

Oczywiście, znajdą się także prace pokazujące, że terapia czaszkowo-krzyżowa może ewentualnie mieć pewne zastosowania. Nie są one jednak szczególnie entuzjastyczne:

Acupuncture and/or craniosacral therapy are potentially useful adjuncts to the conventional care of adults with asthma, but the combination of the two does not provide additional benefit over each therapy alone. (Mehl-Madrona L et al. The impact of acupuncture and craniosacral therapy interventions on clinical outcomes in adults with asthma. Explore (NY). 2007;3:28-36)

State anxiety and trait anxiety, pain, quality of life and Pittsburgh sleep quality index were significantly higher in the intervention versus placebo group after the treatment period and at the 6-month follow-up. However, at the 1-year follow-up, the groups only differed in the Pittsburgh sleep quality index. Approaching fibromyalgia by means of craniosacral therapy contributes to improving anxiety and quality of life levels in these patients. (Matarán-Peñarrocha GA et al.Influence of Craniosacral Therapy on Anxiety, Depression and Quality of Life in Patients with Fibromyalgia. Evid Based Complement Alternat Med. 2009 Sep 3. [Epub ahead of print])

Twenty eight patients met eligibility criteria and were included in this study. Comparison of post voiding residual volume, lower urinary tract symptoms and quality of life before and after craniosacral therapy revealed a significant improvement (0.001>p>0.0001). CST was found to be an effective means for treating lower urinary tract symptoms and improving quality of life in MS patients. (Raviv G et al. Effect of craniosacral therapy on lower urinary tract signs and symptoms in multiple sclerosis. Complement Ther Clin Pract. 2009;15:72-5.)

Clinical trials are necessary not only to verify that craniosacral therapy is an effective treatment but also to determine the full range of symptoms and medical diagnoses for which craniosacral therapy is beneficial. (Christine DC. Temporal bone misalignment and motion asymmetry as a cause of vertigo: the craniosacral model. Altern Ther Health Med. 2009;15:38-42.)

A są i takie, które w sposób wyraźny twierdzą, że terapia czaszkowo-krzyżowa może szkodzić:

The Dutch parliament has recently accepted a tax law in which certain groups of alternative therapists can be exempt from VAT. To be eligible for this VAT exemption, the disciplines to which the therapists belong have to meet certain training requirements. In this article it is contended, in agreement with the Royal College of Physicians in the UK, that statutory regulation is inappropriate for disciplines whose therapies are neither of proved benefit nor appropriately tested. It legitimizes harmful therapies. This is illustrated by two serious accidents, previously described in this journal, caused by a chiropractor and a craniosacral therapist. (van Dam FS, Renckens CN. Dutch parliament legitimizes harmful quackery. [Article in Dutch] Ned Tijdschr Geneeskd. 2010;154:A1814)

Miło byłoby i uczciwie po prostu, gdyby strona, która ma słowo „zdrowie” w nazwie, nie reklamowała tak nachalnie czegoś, co do czego są tak duże wątpliwości w świecie naukowym. A już skandaliczne jest reklamowanie tej wątpliwej terapii przez taki opis:

Na co pomaga terapia czaszkowo-krzyżowa:
– psychozy, autyzm, kłopoty z koncentracją, zaburzenia osobowości, nadpobudliwość u dzieci i dorosłych, stres, dysleksja;
– bóle i zawroty głowy, migreny, kłopoty ze wzrokiem i słuchem, nawracające zapalenia uszu u dzieci i dorosłych, zapalenia zatok, napięcie i bóle w stawie żuchwowym, wybicie szczęki, wady wymowy, zgrzytanie zębami, wady zgryzu;
– bóle kręgosłupa i pleców, zapalenie korzonków, rwa kulszowa, skoliozy, wszystkie urazy powypadkowe i poporodowe, bolesne napięcie barków, powypadkowe odgięcia kręgosłupa;
– astma (pogłębia oddech u astmatyków), niezidentyfikowane bóle brzucha, choroba Meniera, zaburzenia krążenia i pracy układu limfatycznego.

A także, jeśli namawianie wygląda tak:

Bożena Przyjemska uważa, że dzięki tej terapii organizm zaczyna sprawniej funkcjonować, skuteczniej działają leki i diety oczyszczające. Dlatego warto poddawać się jej raz na miesiąc, aby rozluźnić się i uwolnić od nowych stresów. Przeciwwskazań praktycznie nie ma.

Ręce opadają.

Ale w sumie, jak się zajrzy głębiej, to ta sama strona ma milutki dział zatytułowany „Magia„, który prowadzi do jeszcze milszego „Profesjonalnego Sklepu Ezoterycznego CzaryMary.pl„, w którym z kolei można kupić różne interesujące książki. Na przykład „A co jeśli wszystko co wiesz o AIDS to nieprawda?” autorstwa Christine Maggiore. Albo książkę o nadzwyczajnych właściwościach przeciwrakowych witaminy B17. Że nie wspomnę o „Zwiastunach Świtu” Barbary Marciniak, medium channelingowego o światowej sławie, która przekazuje ludzkości nauki Plejadian – zbiorowości wielowymiarowych istot duchowych, które mają pomagać ludzkości w procesie duchowej przemiany trwającym do grudnia 2012 r. 

I ręce opadają po raz kolejny.

Hartman SE, & Norton JM (2002). Craniosacral therapy is not medicine. Physical therapy, 82 (11), 1146-7 PMID: 12405869

Reklamy

20 uwag do wpisu “Puknij się krzyżykiem w czaszkę, a uleczysz się z autyzmu

  1. Nie wiem, skąd się bierze taka wewnętrzna potrzeba reklamowania magii i cudów w portalach rzekomo naukowych. Gazeta.pl w dziale nauka prezentuje astrologów, wśród wiadomości dnia opowiada o cudach dokonanych przez papieża, a w dziale o fitness i zdrowiu „odważ się” prezentuje zestawienie diet typu „dziennie jedna łyżeczka soku z kapusty i zdrowo schudniesz o 5 kg w ciągu tygodnia”.

    Ale ta informacja o napięciu przepony oddechowej (w ten sposób odróżniamy ją od przepony nieoddechowej?) powodującym depresję to dla mnie nowość. Być może należy ją rozreklamować wśród psychiatrów i psychologów i zapodać im obowiązkowe kursy rozluźniania przepony oddechowej! Alleluja!

  2. Ja tam się nie śmieję!

    Natomiast podczas tzw. cesarki następuje naskok ciśnienia. Dziecko może potem cierpieć na niemowlęcą kolkę i zaburzenia trawienia

    Ojciec kiedyś naskoczył na mnie, że nie chcę jeść, od tego czasu mam zaburzenia trawienia. O.

  3. Heh, to już nawet nie trzeba szukać w „Fakcie” czy jakieś „niewiarygodne.pl”, żeby poczytać o rewelacjach jakie człowiek jest w stanie wymyślić, żeby „leczyć” drugiego człowieka.

  4. @ Ray

    Nie wiem, skąd się bierze taka wewnętrzna potrzeba reklamowania magii i cudów w portalach rzekomo naukowych. Gazeta.pl w dziale nauka prezentuje astrologów, wśród wiadomości dnia opowiada o cudach dokonanych przez papieża, a w dziale o fitness i zdrowiu “odważ się” prezentuje zestawienie diet typu “dziennie jedna łyżeczka soku z kapusty i zdrowo schudniesz o 5 kg w ciągu tygodnia”.

    Oraz pisze, że okulary, jeśli dziecko słabo widzi, są be. Ja też nie wiem, skąd to się bierze. Za to trudno się dziwić, że ludzie traktują to poważnie. Skoro zaraz obok jest np. sensownie napisane o szczepionkach czy czymś innym.

    Ale ta informacja o napięciu przepony oddechowej (w ten sposób odróżniamy ją od przepony nieoddechowej?) powodującym depresję to dla mnie nowość.

    Dla mnie też. Ciekawa tylko jestem, na co wpływa napięcie wszystkich innych nieoddechowych przepon :-)

    @ Jurgi
    Masz rację, przekonałeś mnie :-). Zauważ jednak, że to się nie liczy – piszesz, że ojciec na Ciebie naskoczył. A przecież zawsze winne są matki :-P

    @ Clavica
    No właśnie.

  5. Cesarkowa matka melduje się usłużnie, otwarte od poniedziałku do piątku, w godzinach następujących: przyjmowanie kazań i pouczeń 9.00- 10.00, przyjmowanie ciosów na klatę 12.00-14.00, kamieniowanie i wywożenie na wozie z gnojem 15.00-18.00.

    No ale teraz serio, powiedzcie mi, czyż można winić ludzi, że mają w głowie burdel, skoro im się nieustannie do tej głowy wrzuca tony syfu?

    Do tej pory pamiętam, jak tydzień siedziałam w necie przed szczepieniem dziecka MMR. Po tygodniu czytania i móżdżenia głowa mi się rozrosła, a następnie sflaczała, i żaden mój moherowy berecik juz na mnie nie pasuje. Dziecko szczepienie przetrwało w formie o wiele lepszej niż ja.

    Więc ten tego, panie dzieju, chyba jednak odpowiedzialność za słowo warto by zacząć propagować wśród innych cnót.

  6. @ Synafia
    No ja wiem, że trudno winić ludzi. Zwłaszcza, że takie jeżdżenie po matkach w Polsce odbywa się niemal wszędzie – i w gazetach, w poradach specjalistów, i na prywatnych forach. Patrzę na to z niemałym przerażeniem i dziwię się, bo mam wrażenie, że to stoi w doskonałej sprzeczności z jakąkolwiek polityką prorodzinną, z ułatwianiem ludziom „mania” dzieci, czy w ogóle z jakąkolwiek życzliwością wobec drugiego człowieka. Praktycznie nieustannie wmawia się matkom, że są nie takie, jak być powinny. Bo nie rodziły, tak jak Pan Bóg przykazał, bo nie karmią piersią, bo nie zostają na urlopie macierzyńskim/innym latami, ale, o zgrozo, wracają do pracy i, jeszcze bardziej o zgrozo, wymagają czasem, żeby partnerzy sie tym dzieckiem zajęli. Dają do jedzenia coś tam – wyrodne, nie dają – też wyrodne, ubierają na różowo/niebiesko – wyrodne, ubierają inaczej – wyrodne, wychowują tak – wyrodne, wychowują inaczej – wyrodne. Zdaję sobie sprawę, że opinia innych osób nie jest czynnikiem decydującym o posiadaniu dziecka, ale atmosfera w tym kierunku w Polsce jest, na moje oko, raczej zniechęcająca.

    I porównuję ją z tym, co dzieje się tu gdzie mieszkam. Jest zupełnie inaczej. Rodzice robią to, co robią i nikt nie wtyka w to swego nosa (nie mówię tu o jakichkolwiek patologiach). Karmisz tak czy inaczej – ok, jeśli dziecko nakarmione, to w porządku. Ubierasz, jak chcesz, wychodzisz na spacery kiedy chcesz, wracasz do pracy kiedy chcesz (i musisz – w Stanach na ogół urlopy macierzyńskie są znacznie krótsze, niż w Polsce) – widać po prostu, że robisz po swojemu, kontaktujesz się z lekarzem, i jeśli wszystko jest w porządku, to jest. I już. Nie widzę tu po prostu takiego okropnego nieustannego „osądu społecznego” nad matkami.

    O i dodam jeszcze – szczególnie okropne wydaje mi się to ustawianie matek właśnie dlatego, że są to matki. Często z pierwszym dzieckiem, niedoświadczone może, bombardowane mnóstwem sprzecznych, często idiotycznych informacji, a przy tym wszystkim bezbronne. Bo wiadomo, że na ogół chcą jak najlepiej dla swoich dzieci i nie chcą popełniać błędów, które mogłyby tym dzieciom zaszkodzić. Dlatego to wszystko jest takie ohydnie łatwe. A tym kobietom włosy ze strachu stają dęba na głowie. I siwieją.

  7. Bo my, matki, jesteśmy z definicji wyrodne. To taki sztywny związek frazeologiczny. Ja się już przedstawiam „Ijewna, wyrodna matka, słucham” odbierając telefon.

    A o tej przeponie i tkance łącznej (przepona pamięta!) to coś mi majaczy, jak nam na zajęciach opowiadano – bardzo krytycznie zresztą – o teorii głoszącej, że konkretne traumy psychiczne siedzą w określonych częściach ciała i są tam półsymbolicznie i półrealnie uwięzione. Odpowiedni masaż plus terapia mają je jakoby wymiętosić z człowieka. Że niby stres tu, depresja tam, a molestowanie jeszcze gdzie indziej.
    Jasne, istnienie konwersji histerycznej potwierdzono, ale pamięć tkanki łącznej?!

  8. @Sporothrix

    Chciałabym móc się z Tobą nie zgodzić, ale nie da rady. Sama cały czas jeszcze (choć coraz mniej) miewam silne ataki frustracji, kiedy mi się na głowę walą liczne „jedyne słuszne” poglądy i porady dotyczące wychowania dziecka. Jak karmiłam piersią to było „czemu tak długo?”, jak przestałam „czemu tak krótko?” . Czego bym nie dała Dziobalindzie do zjedzenia/zabawy/ubrania, zawsze znajdzie się „życzliwa” opinia i zgubnym wpływie tegoż na zdrowie i rozwój dziecięcia. Wracam do pracy- źle! Zostaję w domu – też źle! Z każdej strony dostaje się po dupie. I to wszystko w atmosferze gloryfikowania słynnej intuicji kobiecej, za pomocą której powinnyśmy juz przy peirwszym dziecku śmigać jak szwajcarskie zegarki, sprawnie i bezstresowo.

    A i wiesz co mnie boli ? „Usłużne” starsze panie spotykane na ulicy. Takie co to mnie w autobusie zaczynają wypytywać, czym dziecię karmię i dlaczego, doradzają, ze dziecko me głodne jest na pewno lub że coś tam. Raz mnie pani zaczęła strofować, ze mi dziecko z wózka wypadnie. Poinformowana, ze spokojnie, dziecko jest szeleczkami przypięte, nie uwierzyła i ruszyła z łapami do wózka grzebać i sprawdzać, czy aby na pewno. Obca mi zupełnie osoba!

  9. @ Synafia

    I to wszystko w atmosferze gloryfikowania słynnej intuicji kobiecej, za pomocą której powinnyśmy juz przy peirwszym dziecku śmigać jak szwajcarskie zegarki, sprawnie i bezstresowo.

    Ja tu jeszcze widzę jakąś taką chęć celowego upupiania kobiet. Bo tak – niby jako matka ma intuicję i instynkt i wszystko powinna robić idealnie. Ale przecież nie może być tak, żeby jedna z drugą robiła po swojemu. Trzeba ją pouczyć, wskazać, napomnieć. Nie może być lekko, skoro macierzyństwo to misja dla dobra ojczyzny i ludzkości. I wydaje mi się, że kiedyś rolę taką pełniły niektóre babcie (tzn. matki matek i teściowe), a teraz radośnie robi to całe społeczeństwo. Sami specjaliści zresztą oczywiście :-(
    To tak dla mnie wygląda, że matki postrzegane są jako te, które mają ogromną władzę (no bo jak przestaną chcieć byc matkami, to ze społeczeństwami będzie krucho). W związku z tym trzeba je mocno przydusić i zgnębić, pouczając i strasząc, żeby sobie za dużo nie myślały i żeby im coś nie strzeliło do głowy.

    A i wiesz co mnie boli ? “Usłużne” starsze panie spotykane na ulicy. Takie co to mnie w autobusie zaczynają wypytywać, czym dziecię karmię i dlaczego, doradzają, ze dziecko me głodne jest na pewno lub że coś tam. Raz mnie pani zaczęła strofować, ze mi dziecko z wózka wypadnie. Poinformowana, ze spokojnie, dziecko jest szeleczkami przypięte, nie uwierzyła i ruszyła z łapami do wózka grzebać i sprawdzać, czy aby na pewno. Obca mi zupełnie osoba!

    Umarłam po prostu.
    Nasuwa się tylko użycie ciętej riposty wujka Staszka. No ale wiadomo – i starsza pani, i człowiek nie chce być niekulturalny, wreszcie – człowieka zapewne zatyka i aż nie wie, co zrobić.

  10. @ Ija
    No i to właśnie mnie przeraża i dziwi – że aż niemal powstaje ten sztywny związek frazeologiczny. Jak napisałam w komentarzu do tego, co pisała Synafia – to jest jakaś chęć upupienia, zgnębienia i ogłupienia kobiet, żeby sobie za dużo nie myślały.
    Może to też wynika z tego, że niektórzy (zwłaszcza ci, którzy z macierzyństwem mało mają wspólnego) sądzą, że kobiety za mało nabożnie podchodzą do tegoż macierzyństwa? Że traktują je normalnie, owszem – jako radość, szczęście i tak dalej, ale i jako część życia, coś, co jest jedną z ważnych spraw, a nie jedyną? I to wszystko, to traktowanie matek z góry, jest próbą naprostowania myślenia kobiet?
    Oczywiście, ja także sobie tu wymyślam różne teorie, patrzę z boku, a to Ty czy Synafia możecie powiedzieć, jak to wygląda w Waszym odbiorze. Mnie po prostu, przyznam, szokuje to podejście do matek. Jeszcze od biedy rozumiem jeżdżenie po bezdzietnych – ale wtedy mogę z czystym sumieniem powiedzieć komuś takiemu, żeby się odwalił, i tyle. Natomiast matka, jak setny raz usłyszy, że źle karmi/ źle nosi/ źle bawi/źle wychowuje, to zacznie się wreszcie martwić i zastanawiać, bo przecież chodzi o jej dziecko. Dlatego napisałam, że to jeżdżenie po matkach jest tak łatwe i tak wstrętne.

    A pamięć tkanki łącznej jest po prostu urocza :-)

  11. Jak się coś czy kogoś uwzniaśla symbolicznie, to zwykle cierpi na tym ten zwyczajny, przyziemny aspekt sprawy. Jak Macierzyństwo/Ojczyzna/Edukacja są święte, to już pojedynczy, pisani małymi literami matka/Polak/nauczyciel(ka) to żałosne tępe sieroty nie dorastające do wzniosłości Sprawy.

    Uświęcenie macierzyństwa, tak samo jak uświęcenie Misji Edukacyjnej, wymusza dążenie do nierealnego ideału. Bo to misja, powołanie, charyzmat. Nie ma już uczenia się, sprawdzania, kilku różnych częściowo zawodnych metod. Jest Absolut. Absolut, który da się ogarnąć tylko intuicją, a nie, uchowaj Panie, naukowo. Zatem każdy może się czepnąć, bo w porównaniu z ideałem każdy realizator jest mały, tępy i godzien upupienia. A już kobieta, jako twór wadliwy, przede wszystkim.

    Poza tym mam wrażenie, że młoda matka jest własnością publiczną, więc każdy ma do niej prawo, o ile stoi wyżej od niej w hierarchii społecznej.. Grrr.

  12. A propos upiornych starszych pań – w styczniu pierwszy raz w życiu nawrzeszczałam na staruszkę. Koszmarne uczucie.

    Były trzy-cztery stopnie mrozu, mały wiaterek. Wyszłam z Lukim na spacer i szarpałam się z (teoretycznie) łatwo rozkładanym wózkiem. Staruszeczka o lasce, nieproszona, nawet bez dzień dobry: „W taką pogodę nie wychodzi się z takim małym dzieckiem.” Ja: „Dziękuję pani za troskę, ale myślę, że nic nam nie będzie.” Staruszka: „Takich małych dzieci nie wolno wynosić na mróz!” Ja: „Proszę pani, lekarz KAZAŁ mi wychodzić z dzieckiem. Nie będę się mu sprzeciwiać.” Staruszka: „A co on wie?! Ja mam swoje lata i pani powinna wrócić do domu!”

    Ponieważ dalej szarpałam się z wózkiem, nie mogłam sobie zwyczajnie odejść. Zaczęłam więc ostrzej: „Proszę pani, nie obchodzi mnie pani zdanie. Robię to, co uważam za słuszne. Proszę dać mi spokój.” Staruszka: „Pani robi dziecku krzywdę. Nie wolno wychodzić na mróz.”

    I tak da capo obróciłyśmy ze trzy razy. W końcu dostałam czerwonej mgły przed oczami (w międzyczasie Luke zaczął wyć, że ma dość siedzenia w nieruchomej gondoli). Poprosiłam pełnym głosem o od…walenie się ode mnie i mojego dziecka i to natychmiast. Poparłam niezawodną k…wą waszą macią. Staruszka polazła mamrocząc coś pod nosem o chamstwie.

    Wróciłam do domu (wózek nie chciał się rozłożyć) i poryczałam się z furii i upokorzenia. Yeah.

  13. @Ija

    Mi to z kolei przypomina opowieść pewnej dziewczyny, która miała ogromne kłopoty z karmieniem piersią i dlatego odciągała pokarm i dawała dziecku butlą. (Ja podziwiam szczerze, bawiłam się z laktatorem parę miesięcy po powrocie do pracy i to była ostra jazda, a to i tak jedno tylko odciąganie dziennie!). I chciała pogadać z jakąś „piersiową” mamą o tym, ze jest jej po prostu ciężko, i usłyszała mega zjeb za to, ze krzywdzi dziecko, dając mu „protezę” zamiast piersi. Weź tu się człowieku nie załam.

    A z tym uświęcaniem – ciekawe, że te wszystkie tabuny uświęcających opiniotwórczyń (i opiniotwórców) mają setki tysięcy porad na temat karmienia, przewijania, ubierania etc. i o to się młodym matkom głowę suszy nieustannie. Ale o tym, jak to jest prawdziwa odpowiedzialność, żeby dziecko wychować (a nie wyhodować!), i że do tego potrzebna jest zdrowa psychicznie, spełniona kobieta, a nie po prostu wielofunkcyjny robot sprzątający.gotujący/prasujący/bawiący 24/7, to jakoś nikt nie mówi głośno. Że pierwsze dziecko to rewolucja, ze często kryzys, że wyzwanie i zmiany we wszystkich obszarach życia. Na to żadna z miłych pań w autobusach jakoś porad nie serwuje.

  14. Jakoś tak jest w Pl ze dzieci nie są rodziców, tylko raczej „wszystkie dzieci nasze są”. Tyle ze funkcjonuje to w jakiejs wypaczonej formie. Bo odpowiedzialnosć zbiorowa wypowiada sie na temat konieczności czapek uszatek przy 25 st. ciepła, czy kiedy dać dziecku pierwszą parówke w ręke. Dużo gorzej wyglada ta odpowiedzialność zbiorowa gdy sąsiad za ścianą tłucze sąsiadke, czy pijana matka prowadza sie z dzieckiem.

    Zresztą jeśli przez większą częsc życia sie kształce i dokształcam to po urodzeniu dziecka nie moge nawet sama przed sobą udawać, ze poziom gaga gigi mi wystarcza,bo nie wystarcza. I fakt ten ma sie nijak do mojej milosci do mojego dziecka, bo uwielbiam mojego łobuziaka.

  15. @ Ija
    Wszystko to widzę – i uświęcanie symboli przy lekceważeniu normalnego życia, i podejście do kobiet – tworu wadliwego, który trzeba nieustannie poprawiać, i to, że wszyscy myślą, że każde dziecko jest nasze, a kazdy metr matki dobrem narodu, i w związku z tym mogą nachalnie pouczać te matki (rodziców nie, bo ojca by się pewnie bali). Przykre bardzo to wszystko. Szczególnie w momencie, kiedy kobietom przydałoby się raczej wsparcie. Ech…

    Twoja historia ze staruszką rzeczywiście niezwykle nieprzyjemna. Cóż, chyba w takiej sytuacji człowiek zaczyna zachowywać się tak, jak niekoniecznie by chciał, ale jak po prostu trzeba. Stres i furię i upokorzenie jednak rozumiem.

    @ Synafia

    I chciała pogadać z jakąś “piersiową” mamą o tym, ze jest jej po prostu ciężko, i usłyszała mega zjeb za to, ze krzywdzi dziecko, dając mu “protezę” zamiast piersi. Weź tu się człowieku nie załam.

    Umarłam ponownie. Jaka proteza? Ale w związku z tym rozumiem, że oczywiście protezą jest także odciaganie mleka po to, żeby np. ojciec nakarmił? No tak, przecież to wyłącznie matki święty obowiązek.
    Moje koleżanki z pracy (a ostatnio mieliśmy wysyp ciąż i dzieci) normalnie odciągają pokarm w czasie pracy i trzymają go w naszej spożywczej lodówce :-). Odciągać można w pobliskim szpitalu (są specjalne pomieszczenia z pompkami – to jest oczywiście zaleta pracy na kampusie ze szpitalem), można też sprzęt wypożyczyć, jeśli komuś szkoda pieniędzy, albo kupić. W takiej sytuacji odciagają np. w sekretariacie. I wszyscy uważają to za absolutnie normalne. No bo jak inaczej, skoro kobieta jest w pracy, a dziecko w domu? Przy czym wiem, że karmią dzieci nie tylko swoim pokarmem, ale i jakimiś mieszankami, i też nikomu do głowy nie przyszło, żeby je pouczać, że „tylko mleko matki” i że „co z ciebie za matka”.

    Ale o tym, jak to jest prawdziwa odpowiedzialność, żeby dziecko wychować (a nie wyhodować!), i że do tego potrzebna jest zdrowa psychicznie, spełniona kobieta, a nie po prostu wielofunkcyjny robot sprzątający.gotujący/prasujący/bawiący 24/7, to jakoś nikt nie mówi głośno. Że pierwsze dziecko to rewolucja, ze często kryzys, że wyzwanie i zmiany we wszystkich obszarach życia.

    No nie, bo przecież to są zupełne herezje. Kryzys, rewolucja? To widać zła matka była. Wrrr…
    Pamiętam, jak dyskutowano nad artykułem Agnieszki Chylińskiej na temat macierzyństwa. Jak wiele młodych matek było zachwyconych, że ktoś to wreszcie napisał – że ma się dość, że chciałoby się wyjść, zostawić, wyrzucić przez okno, że boli, że niewyspanie, itd, itd. Nikt (znany) do tej pory nie odważył się tak publicznie powiedzieć. A gromy, myślę, też na nią spadły.

    @ Daruma

    Zresztą jeśli przez większą częsc życia sie kształce i dokształcam to po urodzeniu dziecka nie moge nawet sama przed sobą udawać, ze poziom gaga gigi mi wystarcza,bo nie wystarcza. I fakt ten ma sie nijak do mojej milosci do mojego dziecka, bo uwielbiam mojego łobuziaka.

    No widzisz, bo to również potworna herezja. Jak Ci nie wystarcza, kiedy ma wystarczać?

  16. Jestem bardzo ciekaw czy ktoś z wypowiadających się tutaj skończył np kurs terapii czaszkowo-krzyżowej? Ja akurat skończyłam. Po pierwsze nie są to cuda które załatwiają wszystkie zdrowotne problemy. Po drugie, pojęcie „pamięci” tkanki łącznej to skrót myślowy i trzeba przeczytać parę książek żeby zrozumieć o co chodzi.Po czwarte, medycyna często zapomina że człowiek to całość psychosomatyczna a tam gdzie sobie nie radzi w sposób racjonalny dodaje – etiologia nieznana. Po piąte, większość witryn w internecie to nie strony ośrodków naukowych tylko miejsca reklamy – jednemu idzie z tym lepiej drugi wypisuje cuda niewidy. Po szóste – jeżeli można tym pomóc choćby jedne osobie, zmniejszyć jej cierpienie to…Czy nie warto?

  17. Nie, nie warto.
    Pominąwszy już bezsensowne w tym kontekście stosowanie terminów „psychosomatyczny” oraz „etiologia”, to fakt, iż ktoś skończył jakiś kurs i przeczytał jakieś książki, świadczy jedynie o tym, że takie kursy i książki istnieją, a każdy może prowadzić/skończyć dowolny kurs i napisać/przeczytać dowolną książkę.
    Natomiast o tym, że jakiś rodzaj terapii działa, świadczą wyłącznie liczne prace naukowe opisujące badania na pacjentach, peer-reviewed, opublikowane w porządnych czasopismach naukowych (takie na przykład, jak licznie cytowane w notce). Prace te pokazują, że tzw. terapia czaszkowo-krzyżowa albo jest bzdurą; albo że propozycja, iż może pomagać w niektórych przypadkach, wymaga jeszcze wielu badań; albo wręcz, że ta pseudoterapia może poważnie szkodzić.
    Tak więc – nie, zdecydowanie nie warto.

  18. być może niektóre prace naukowe pokazują że terapia jest bzdurą, są również takie które pokazują co innego. Ja [ciach, sorki, ale na tym blogu na tego typu teksty nie ma miejsca – sporothrix]

    Terapia czaszkowo-krzyżowa powstała w oparciu o osteopatię kranialną, która jest jednym z działów osteopatii. Osteopatia w USA jest jednym z działów medycyny tak jak kardiologia czy ginekologia. Nauczana na uniwesytetach kończy się uzyskaniem tytułu D.O. (doktor osteopatii), równoważnym z polskim lekarzem medycyny.

  19. @ Fizjoterapeuta

    być może niektóre prace naukowe pokazują że terapia jest bzdurą, są również takie które pokazują co innego.

    Jak widać w notce, nie „być może”, tylko są. A prace nawet piszące o ewentualnych pozytywnych efektach tej pseudoterapii (warto też zwrócić uwagę, jakiego rodzaju to są czasopisma, nie budzą one specjalnie zaufania) nie są zbyt entuzjastyczne, a co więcej – same zwracają uwagę na konieczność wykonania porządnych, szeroko zakrojonych, klinicznych, z wieloma próbami, kontrolami i statystyką badań, które udowodniłyby skuteczność tego wszystkiego. Bo takich badań nie ma po prostu. Dlatego też „terapia” czaszkowo-krzyżowa jest bzdurą. Do czasu, kiedy (i jeśli w ogóle) ktoś pokaże przekonująco, że jest inaczej.

    Terapia czaszkowo-krzyżowa powstała w oparciu o osteopatię kranialną, która jest jednym z działów osteopatii. Osteopatia w USA jest jednym z działów medycyny tak jak kardiologia czy ginekologia. Nauczana na uniwesytetach kończy się uzyskaniem tytułu D.O. (doktor osteopatii), równoważnym z polskim lekarzem medycyny.

    I wynika z tego, że jest to samo piękno i dobro. Bijesz chochoła, więc EOT.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s