kretynizmy, okołonaukowo

Grzyb grzany z grzebieniem oraz duży gorący grzyb…

… są doskonałe na wszystko. Twierdzili tak wielce profesjonalnie opisywani przez Tuwima i Słonimskiego rolnicy (Grzyby jadalne pożywniejsze są od mięsa, toteż słusznie mówi przysłowie ludowe: „Kto zje grzybka – zdrów jak rybka”), twierdzą tak również mądre strony internetowe.

Dawno, dawno temu żył sobie taki rolnik, nazywał się on Günther Enderlein, i był, co gorsza, profesorem i mikrobiologiem. Który to pan wymyślił sobie izopatię. A izopatia to

(od greckich słów: îsos-równy i páthos- cierpienie, choroba) to metoda leczenia chorób przewlekłych i ostrych za pomocą preparatów zawierających niskorozwinięte formy endobiontów grzybów pleśniowych mających zdolność rozbijania i unieszkodliwiania form wysokorozwiniętych, patologicznych, chorobotwórczych tychże grzybów.

Gdyż, jak wiadomo, bakterie to nie są bakterie, a formy grzybów. Wszystko jest formą grzybów bowiem. Tak, tak, wiem, że kiedyś było o Candida. Ale to wszystko nieprawda. To nie Candida odpowiedzialna jest za wszelkie schorzenia ludzkości. To inne grzyby. Dwa zresztą: Mucor racemosus i Aspergillus niger. A trzeci z tych dwóch to dodatkowo Penicillium, który

dotyczy tylko chorób o przebiegu ostrym jak zapalenia, ropienie, zakażenia, w tym gronkowcowe, paciorkowcowe, choroby reumatyczne, neurologiczne.

No właśnie, a wszyscy mieliśmy nadzieję, że angina leczy, bo czyści nasze DNA. A tu okazuje się, że angina to także grzyb. O gronkowcu nie wspomnę, bo z niego też stary grzyb.

To właśnie prof. Enderlein wyhodował ze znalezionych w mumiach egipskich zarodników grzybów kolonie żywych pleśni, głównie Mucor racemosus i Aspergillus niger (van Thieghem).
Takie same, zdolne do wzrostu zarodniki Mucor racemosus znaleziono póĽniej w wydobytych z lodu szczątkach mamutów, a nawet w ropie naftowej.

Bo ponieważ w mamutach i ropie naftowej, to w oczywisty sposób oznacza, iż:

Enderlein sugerował, że te dwa grzyby mogą mieć związek z powstawaniem większości chorób, z rakiem włącznie.

Bo ropa i rak są na tę samą literę, więc oczywiście że wiewiórkę można zasłonić, słonia zafortepianić (nie mówiąc już o zasłonięciu fortepianu przez wiewiórkę), a zaropiały mamutowy Mucor wcale nie wycofa się rakiem.

W wyniku wieloletnich badań udało mu się opisać dwie cyklogenie (stadia rozwojowe) grzybów pleśniowych Mucor racemosus (Fresen) oraz Aspergillus niger (van Thieghem) poczynając od form endobiontycznych, koloidalnych, najmniejszych, poprzez wyższe formy o cechach bakterii, aż po stadia patogennych grzybów.

No jasne. Zwłaszcza, że grzyby to nie są grzyby. Znaczy są, ale nie. Najpierw ten sam drobnoustrój istnieje w formie koloidu (to jest forma prymitywna, musi być przy tym zachowane silnie alkaliczne pH), potem następuje faza bakteryjna rozwoju (łagodnie alkaliczne pH), a potem faza ostatnia – grzyb (średnio kwaśne pH). A potem, bo faza ostatnia naturalnie nie jest ostatnią – drobnoustrój jest wirusem (który na dodatek żyje w mocno kwaśnym środowisku).

Tu jest dowód:

Royal R. Rife stated that there are only about ten different germs. He describes the pleomorphic development of E. coli as follows:
E. coli
salmonella typhi
mycobacterium tuberculosum
yeast forms
BX (bacterium X)
BY (bacterium Y)

Rife could isolate BX from all cancerous tumors, the BY he found in sarcomas. The change from one form into another happens in about 36 hours. BX and BY pass readily through 000 ceramic filters and cannot be seen in an ordinary light microscope.
Antibiotics severely increase the toxicity of the host organism, especially when highly toxic halogenated antibiotics are used. The „disappearance” of a particular germ from the culture does not mean that the germ is dead; it only became invisible due to its transformation into an invisible form. That means, that the host organism is now in a cancerous state.

W tym miejscu należy zauważyć, jak niezwykle ważne w izopatii jest stosowanie mikroskopowego badania krwi w ciemnym polu widzenia.

Prof. Endrelein zastosował do obserwacji zjawiska pleomorfizmu (polimorfizmu) – występowania wielopostaciowości form drobnoustrojów – mikroskop z ciemnym polem. W przeciwieństwie do dotychczas używanego, z jasnym polem, służącym do obserwacji krwi martwej, utrwalonej preparatami chemicznymi mógł obserwować krew żywą z niezdeformowanymi składnikami morfotycznymi i przy prawie niezmienionym pH.

Kropla krwi pacjenta jest bezpośrednio nanoszona na szkiełko podstawowe i przykryta szkiełkiem nakrywkowym. Tak przygotowany preparat jest natychmiast badany pod powiększeniem 1200x. W ten sposób krew w preparacie mikroskopowym jest narażona na ostry stres z powodu braku tlenu i wystawieniu na działanie światła. Obraz, który ukazuje się w mikroskopie pozwala wyciągnąć bardzo ważne wnioski na temat oporności komórek krwi na zmiany potencjału oksydoredukcyjnego i hipoksję oraz może pokazywać tendencję krwi i jej komórek do zmian degeneracyjnych lepiej niż jakakolwiek inna metoda. Na podstawie tego badania możemy między innymi ocenić zmiany w równowadze kwasowo-zasadowej w środowisku (milieu), które są niezbędne dla rozwoju drobnoustrojów i oporności ich ścian komórkowych.
Mikroskopia z ciemnym polem widzenia daje też wgląd w białkową zawartość komórek, aktywność leukocytów i określa tendencję do zagrożenia schorzeniami przewlekłymi.
Mikroskopia z ciemnym polem widzenia nie służy ocenie poszczególnych narządów lub podaniu nozologicznej diagnozy – zamiast tego podaje przyczynę stresu, który powoduje schorzenie i tendencje do rozwoju procesu chorobowego. Wnioski wynikające z badania świeżej próbki krwi w mikroskopie z ciemnym polem widzenia, co do zdolności do funkcji i odporności leukocytów, posiada szczególną wartość dla wyjaśnienia zaburzeń odporności i powstawania schorzeń nowotworowych.

To ja nie mam właściwie pytań. Może poza jednym – po co w ogóle cała inna diagnostyka? Skoro oglądanie krwi pod mikroskopem pozwala tak za jednym zamachem wszystko doskonale ocenić? (Ja bym tylko radziła specjalistom prezentującym na tej stronie swoje fascynujące fotografie, żeby tak czasem umyli szkiełka? Albo może przetarli obiektywy? Albo może w ogóle używali szkiełek jednorazowo i nie przyglądali się zanadto artefaktom i śmieciom?)

A drugie pytanie brzmi – co z tego wynika dla pacjenta, w widoczny sposób zakażonego małymi nieruchliwymi endobiontami grzybiczymi?

Niezwykle żywotne formy przetrwalnikowe grzybów pleśniowych występują tylko w martwym materiale biologicznym. W organizmach żywych natomiast, we wszystkich komórkach, jak i we krwi przybierają mniej lub bardziej zróżnicowane postacie symbiotycznych endobiontów. Występują tam w postaci małych, nieruchliwych, koloidalnych, ale żywych struktur białkowych. Ich wielkość nie przekracza jednej stutysięcznej milimetra. Obok struktur prymitywnych i niechorobotwórczych znajdują się również formy wyżej zorganizowane, patogenne, chorobotwórcze. Proporcje w występowaniu poszczególnych form zależą ściśle od warunków panujących w środowisku wewnętrznym organizmu (milieu). Jeśli człowiek jest zdrowy, przeważają formy mniej rozwinięte, drobne, nie wywołujące zachorowania, a wręcz stabilizujące zdrowie. W przypadku zaburzenia środowiska fizjologicznego, równowaga ulega zachwianiu. Formy niższe przechodzą wtedy w formy wysokorozwinięte, a co za tym idzie, rozwija się choroba. Im większe jest odstępstwo od prawidłowego pH (od fizjologicznej równowagi kwasowo-zasadowej), tym więcej tworzy się patogennych stadiów bakteryjnych i grzybowych, a ubywa form drobnych, prymitywnych, apatogennych.

To chyba teraz wszystko jest zupełnie jasne? Te wysoce profesjonalne wyniki badań można wykorzystań w terapii. Skoro małe, prymitywne formy grzyba wręcz stabilizują zdrowie oraz mają zdolność rozbijania i unieszkodliwiania form wysokorozwiniętych i patologicznych, to czemu tego nie spróbować. Zwłaszcza że

Terapia izopatyczna jest metodą w pełni bezpieczną i nieszkodliwą, bo lekami są naturalne składniki biologiczne ciała człowieka, które szkodzić nie mogą.

O, a ja myślałam, że to są endobionty (cokolwiek to znaczy), a nie naturalny biologiczny składnik ciała człowieka. Ale łotewer.

Jest metodą skuteczną, bo podawane do organizmu niskorozwinięte formy endobiontu są w stanie rozbić połączenia form wysokorozwiniętych, patologicznych i usunąć je z organizmu.

Po jakiego grzyba (pun intended) je podawać, skoro są naturalnym biologicznym składnikiem ciała?

Jest metodą holistyczną, bo leczy całego człowieka, a nie tylko jego chory, wyizolowany z całości organ. Zasługuje więc w pełni na miano przyjaznej człowiekowi Holistycznej Medycyny Dwudziestego Pierwszego Wieku.

Przyjazna jak cholera, faktycznie. Bo przyznam, że fajnie jest ponabijać się z powyższych głupot, z tych endobiontów czy preparatów. Można się ponabijać z uroczej terminologii zaproponowanej przez Enderleina (np. ascit – to nazwa wszystkich stadiów rozwojowych bakterii, w których jądra poukładane są w rządku i tworzą katatakt; komórka bez jądra to kolloidthecit; mychit to pierwsza komórka bakteryjna, z jednym tylko jądrem; trombocyt to dla odmiany mychit z 2 do 8 jądrami; a symplast to przedkopulacyjna unifikacja wszystkich możliwych stadiów czegoś), ewentualnie z nie mniej uroczego słownictwa używanego tutaj (mikroorganizmy endobiontyczne posiadają podobne właściwości jak wszystkie organizmy żywe, czyli popęd samozachowawczy – przetrwania oraz popęd płciowy – pęd do rozmnażania się płciowego i poprzez podział; w dodatku Mucor racemosus to chciwy zjadacz protein), słabo się jednak robi, kiedy człowiek zda sobie sprawę, że taka terapia rzeczywiście istnieje.

Bo jakoś nawet mniej rusza mnie homeopatia, leczenie podobnego podobnym, picie namagnesowanej wody czy wcinanie cukrowych granulek, niż to, że na na oko profesjonalnie wyglądającej stronie nabyć można np. zawiesinę Serratia marcescens (do wcierania sobie i picia), albo maść z Candida, albo maść (zapewne na trądzik) z Propionibacterium acnes, czopki doodbytnicze zawierające Mycobacterium bovis, a nawet można wstrzyknąć sobie tu i ówdzie ekstrakt z muchomora czerwonego (też miły grzybek przecież), kropidlaka, Brucella (o matko), Pseudomonas aeruginosa, czy gronkowca (którego również można się napić). Nie mam słów. Zabrakło mi zupełnie. Nawet jeśli te ekstrakty są nic nie warte, nawet jeśli wyjściowo nic tam prawie nie ma, a więc i rozcieńczone kropelki zawierają samą niemal leczniczą wodę, to i tak mi się robi słabo. Bo wyobrażam sobie, jak to ludzie wstrzykują, nacierają się albo wkładają sobie w tyłek zawiesiny bakteryjne. Umarłam. Zabulgotawszy przedtem coś o otchłaniach, w których zapodział się rozum. (Przy okazji – firma sprzedaje te specyfiki także w Polsce).

••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••••

ResearchBlogging.org
Mimo jednak przejściowego bulgotania i załamania doszłam do wniosku, że warto dodać dwa słowa na temat grzyba, którego nazwa pojawiła się parę razy powyżej, a który może nie jest aż tak dobrze znany jak chociażby Aspergillus (czyli kropidlak).

Mucor racemosus jest jednym z gatunków rodzaju Mucor, należącego z kolei do rodziny Mucoraceae, rzędu Mucorales, a cała gromada to sprzężniaki (Zygomycetes).

Grzyby pleśniowe z rodzaju Mucor powszechnie występują w glebie, na roślinach, rozkładających się warzywach i owocach. Kiedy zajrzy się do lodówki, w której coś leżało trochę za długo (na przykład warzywa) i na tych warzywach zacznie coś rosnąć, to z dużym prawdopodobieństwem będzie to jakiś Mucor.

Mucor sp. rzadko jednak powoduje zakażenia u ludzi (ale jeśli tak, to występują one we wszystkich grupach wiekowych, nieco częściej u mężczyzn niż u kobiet). Infekcje takie określano kiedyś mianem mukormykoz, obecnie jednak chętniej używa się innej nazwy – zygomykozy, między innymi dlatego, że akurat rodzaj Mucor nie jest, z tej grupy, takim znowu najgroźniejszym dla człowieka patogenem (zakażenia powodują częściej rodzaje Rhizopus, Rhizomucor, Cunninghamella i inne). Nie mówiąc już o tym, że niekoniecznie trzeba histeryzować na widok samego gatunku M. racemosus, gdyż jak dotąd nie wykazano, żeby powodował on infekcje u ludzi.Co nie zmienia faktu, że warto zdawać sobie sprawę z takiego zagrożenia, jak zygomykozy w ogóle (a w szczególe nie wcinać na obiadek kropelek z Mucor racemosus, że nie wspomnę o wstrzykiwaniu czy czopkach).

Liczba zygomykoz narasta w ostatnich latach, są to nadal jednak zakażenia bardzo, bardzo rzadkie. Narasta prawdopodobnie dlatego, że infekcje te dotyczą przede wszystkim ludzi z poważnymi współistniejącymi schorzeniami oraz z dużymi zaburzeniami odporności. Głównymi czynnikami sprzyjającymi zygomykozom są: cukrzyca (szczególnie z kwasicą ketonową), neutropenie, białaczki/chłoniaki oraz inne nowotwory, przeszczepy narządowe, terapia immunosupresyjna, AIDS oraz zażywanie narkotyków dożylnie.

W przebiegu zygomykozy grzyby mogą atakować wszystkie narządy, chętnie wnikają do naczyń i wędrują drogą krwi, a więc i postaci kliniczne mogą być bardzo różne: 1. zygomykoza nosowo-mózgowa (najczęstsza, od 1/3 do połowy przypadków), przebiegająca z zajęciem nerwów i naczyń mózgowych, zatok, nosa, twarzy, a w konsekwencji z możliwością powstawania ropnia mózgu, utraty wzroku, wodogłowia i udaru. Śmiertelność wynosi 50-70%; 2. zygomykoza płucna – zapalenie płuc, szybko rozprzestrzeniające się do całej klatki piersiowej, serca oraz mózgu; 3. zygomykoza żołądkowo-jelitowa – może obejmować również wątrobę i trzustkę; 4. skórna – nienaruszona skóra stanowi barierę dla grzyba, do zakażenia dochodzi więc w przypadku jej uszkodzenia, np. po oparzeniu. Ta postać kliniczna ma stosunkowo niezłe prognozy (śmiertelność 15%), chyba że grzyb przemieści się do głębiej położonych tkanek; 5. zygomykoza rozsiana – ponieważ grzyb lubi naczynia krwionośne, skutkiem każdej z powyżej opisywanych postaci może być jego rozsiew do wszystkich narządów. Diagnostyka jest trudna, gdyż hodowle krwi są zwykle negatywne. Ta postać charakteryzuje się największą śmiertelnością – 100%.

Leczenie zygomykozy obejmuje: wyleczenie, jeśli to możliwe, współistniejącej choroby, stosowanie leków przeciwgrzybiczych (przede wszystkim amfoterycyny B), a także poważne i upośledzające zabiegi chirurgiczne, celem których jest usuwanie zaatakowanej przez grzyby tkanki z organizmu pacjenta. Na przykład w przypadku zygomykozy nosowo-mózgowej konieczne są nieraz wielokrotne operacje, z usunięciem fragmentów twarzy, nosa, oczodołów oraz części tkanki mózgowej. W przypadku postaci płucnej usuwa się całe płaty płuc, w przypadku żołądkowo-jelitowej – spore części zajętego układu pokarmowego. Wszystko to powoduje, że nawet jeśli pacjent przeżyje zakażenie, czeka go jeszcze długa rehabilitacja, często niezbędna jest również pomoc psychologiczna.

Pacjent z zygomykozą w okolicy okołooczodołowej. Zdjęcie z Microbiology Immunology Online

Mark Tatum – pacjent, który przeżył zygomykozę nosowo-mózgową, ale lekarze usunęli mu przy tym oczy, górną szczękę i nos. Na zdjęciu po prawej – po operacjach umocowania protezy części twarzy. Zdjęcia stąd (na tej stronie w ogóle znajduje się wiele zdjęć potwornych grzybic).

Waness, A., Al Dawsari, G., & Al Jahdali, H. (2009). The Rise of an oppurtunistic infection called „Invasive zygomycosis” Journal of Global Infectious Diseases, 1 (2) DOI: 10.4103/0974-777X.56256