Seks, nietoperze i odrobina molestowania, czyli jak naukowcy uprawiają naukę

Na początek zastrzeżenie na poważnie: nie, nie uważam, że należy cenzurować naukę. W żadnym wypadku. Nie, nie uważam, że o pewnych sprawach nie należy mówić w kontekście naukowym. Bo należy, a nauka jest od tego, żeby weryfikować, czy coś jest naukowe, czy nie, bez (teoretycznie) oglądania się na jakąkolwiek ideologię. I nie, nie uważam, że poniżej opisywany artykuł naukowy jest obsceniczny czy obraźliwy. A poza tym – to będzie o seksie.

Na stronie PZ Myersa i na stronie Richarda Dawkinsa znalazłam ostatnio apel, żeby podpisać poparcie dla Dylana Evansa, który swoją historię opisuje z grubsza tak – znalazłem w necie artykuł opisujący fellatio u nietoperzy, pokazałem ten artykuł moim kolegom, jednemu/jednej z nich się to nie spodobało i zostałem oskarżony o molestowanie. Z zarzutu tego zostałem oczyszczony, ale rektor zalecił, abym był pod obserwacją przez kolejne dwa lata. No i boję się, jak to wpłynie na moje ewentualne stałe zatrudnienie na uniwersytecie. 

Praca jest tutaj. Została opublikowana pod koniec zeszłego roku i oczywiście spotkała się z zainteresowaniem mediów. Wiadomo dlaczego – wicie rozumicie, mrug, mrug, że też nie tylko ludzie wyrabiają takie rzeczy, ale i zwierzęta takie fajnie zboczone bywają. Autorzy pracy ze słuszną dumą ogłosili, że jest to jedna z niewielu prac w ogóle pokazująca pieszczoty oralne u zwierząt. W dodatku w czasie stosunku. Dołączyli do pracy filmik, na którym widać podobno, jak samica nietoperza (Cynopterus sphinx) w trakcie stosunku liże co jakiś czas penis swojego partnera, przy czym liże tylko trzon, bo żołądź w trakcie tych wesołych praktyk nie opuszcza pochwy. Piszę podobno, bo filmik jest bardzo marnej jakości, i w zasadzie można powiedzieć, że owszem, widać, że samica coś liże. Coś tam szeroko omiata językiem w okolicach własnego wejścia do pochwy, zahaczając czasem, przynajmniej na moje oko, o ten kawałek ciała samca.

I tu poczepiam się trochę tej pracy, bo poza tym, że jest ona bardzo fajna, wydaje mi się ona nieco konserwatywna. Brakuje mi w niej trochę szerszego spojrzenia na opisywane doświadczenie, nieco szerszej interpretacji. Czy nikomu z autorów nie przyszło przypadkiem do głowy, że oglądana samica nietoperza może pieścić siebie? Lizać swoją osobistą łechtaczkę? Albo ciumciać samą siebie po brzuszku? A partnera dotykać przy okazji? Albo nie przy okazji, ale także? Albo nawet partnera, a siebie przy okazji także? Oczywiście, możliwe jest także to, iż samica robi dobrze wyłącznie partnerowi (co nie oznacza, że ona nie czerpie z tego zysku – co autorzy zauważają). Ale skoro podkreśla się i dyskutuje o kwestii ewolucyjnego znaczenia przyjemności samca w trakcie stosunku seksualnego – na co wskazują także słowa o „pleasure giving” oraz zdanie It is plausible that this female’s behavior increased male arousal – to gdzie podziała się samica? Wiadomo skądinąd, że przyjemność taka może mieć znaczenie także dla ewolucyjnych strategii samic. Autorzy mogliby więc chociaż pokusić się o wyraźniejsze zwrócenie uwagi na ten problem.

A przy tym wszystkim możliwe jest i to, że w opisywanej sytuacji chodzi o rozkosz tylko samca (plus o parę innych kwestii ewolucyjnych). Dobrze byłoby jednak bardziej przekonująco pokazać to w artykule. Mając przy okazji świadomość możliwości istnienia własnych uprzedzeń podczas przeprowadzania eksperymentu (widzimy to, co chcemy widzieć) oraz interpretacji jego wyników.

Dlaczego nie napisali szerzej, nie skomentowali? Może po prostu nie przyszło im to do głowy? Ale dlaczego nie przyszło? A może nie chcieli, żeby przyszło? Bo na przykład mieli jakieś uprzedzenia? Bo nauka to nadal w wielu wypadkach typowy boys’ club?

Czasami jest łatwo. Bez problemu zajmować się można jakimiś oddziaływaniami między białkami, albo wirusami roślinnymi, albo jakimiś tam jeszcze robalami. W doświadczeniach wychodzi to, co wychodzi, a interpretacja nie zależy (albo przynajmniej nie zależy w aż tak dużym stopniu) od osobistych przekonań naukowca. Gorzej z badaniami w dziedzinie antropologii, ewolucjonizmu – tam, gdzie dotyczy ludzi, prymatologii, czy na przykład seksu. Bo wszyscy się tym emocjonują, także naukowcy. I wpływa to na ludzkie postrzeganie świata i osób własnej oraz odmiennej płci. A przy okazji wychodzą na wierzch rozmaite uprzedzenia oraz seksizmy.

Kobiecy punkt widzenia jest ważny w tego typu naukach. Nie dlatego, że jest to punkt widzenia kobiet, choć tak zapewne najczęściej się zdarza, ale dlatego, że jest on inny od dotychczas obowiązującego, czyli męskiego (czy męskocentrycznego). Naukę przez długie lata uprawiali wyłącznie mężczyźni, i na różne zagadnienia patrzyli ze swojego punktu widzenia – w końcu z czyjego mieli patrzeć. Bywało więc tak, że ten punkt widzenia był seksistowski. Wykazały to kobiety, które zaczęły zajmować się nauką, ale wykazywali i wykazują ten seksizm także mężczyźni. Nie znaczy to oczywiście, że to co mówią kobiety od razu jest jedynie słusznym poglądem. Nie. Ale jest innym. Prowokuje do dalszych badań i prowokuje dyskusję nad nimi. Nagle wówczas okazuje się, że interpretacje pewnych obserwacji, ustalonych poglądów, utrwalonych także w świadomości powszechnej, mogą być zgoła inne niż dotąd.

Doskonałym przykładem takiej dyskusji nad interpretacjami jest kwestia ukrytej owulacji u kobiet (co dowcipnie opisuje Jared Diamond w swoim Trzecim szympansie). Początkowe teorie (tworzone wyłącznie przez panów) były mocno seksistowskie. Wynikało z nich, że kobiety istnieją (takie, jakie są) dla dobra i ku zadowoleniu mężczyzn oraz dla utrwalenia męskich strategii ewolucyjnych. Nowsze jednak teorie (tworzone i przez mężczyzn i przez kobiety) mówią, że ta ukryta owulacja ma jednak jakiś sens i dla kobiet i jest poniekąd wyrazem podejmowania ich własnych strategii. Które z tych teorii są prawdziwe, a jest ich przynajmniej pięć? Trudno powiedzieć, niewątpliwie jednak dzięki temu, że jest ich kilka i są różne, można nad nimi dyskutować.

A teorie o rozwoju męskiego bądź żeńskiego płodu? Że płeć męska jest interesująca i fascynujące jest poznawanie tych wszystkich sygnałów, które decydują o zahamowaniu rozwoju przewodów Müllera a podstymulowaniu przewodów Wolffa? A płeć żeńska – taka nudna, pierwotna, bo brak sygnału (jakby, tak na marginesie, brak sygnału nie był również sygnałem).

A co z teorią, jakoby kobiety miały taką a nie inną talię, twarz czy skórę, bo to świadczy o ich płodności, a tego właśnie pragną mężczyźni? Tymczasem przepiękne kobiety mogą (rzadko wprawdzie) być tak naprawdę osobami z zespołem niewrażliwości na androgeny. Piękna, gładka skóra, wspaniałe włosy (ale skąpe owłosienie nóg), okrągłe biodra, duży biust, smukła szyja – oraz brak macicy i ślepo zakończona niezbyt długa pochwa. A chromosomowo najzwyczajniej mężczyzna. Dzieci z tego nijak nie będzie. W dodatku, wbrew seksistowskim teoriom (nieprzypadkowo zapewne zwykle męskim) osoby te nie muszą być oziębłe i mogą normalnie cieszyć się seksem.

Oraz te wszystkie radosne (wicie, rozumicie) hipotezy na temat dlaczego kobiece piersi wygladają tak, jak wygladają. Albo po co kobietom łechtaczka. Albo Hoggamus Higgamus. Efekt Coolidge’a. Synchronizujące się cykle u mieszkających razem kobiet. Albo wkurzająca wielu panów naukowców teoria Margie Profet na temat przydatności miesiączki jako mechanizmu obronnego przeciw rozmaitym patogenom niesionym przez plemniki – no bo jak to, żeby kobiecy organizm, zamiast się pokornie otwierać na every sperm is sacred, obronę tu jakąś uskuteczniał. Albo…

Nowe interpretacje konserwatywnych, zardzewiałych twierdzeń naukowych – biorące kobiecy czy też samiczy punkt widzenia pod uwagę – wcale nie muszą być prawdziwe. Nie muszą być też prawdziwe tylko dlatego, że to kobiety je proponują, czy dlatego, że bywają mocno „feministyczne”. Ale stanowią one poszerzenie wiedzy, dodatkowe wyjaśnienia i tłumaczenia, których wcześniej nie było, bo nikt na nie nie wpadał. I które przynajmniej nie przedstawiają obrazu samic naszego gatunku jako tych nudnych, biernych i istniejących tylko w celu dogodzenia mężczyznom tudzież celem rodzenia jak największej liczby dzieci (a i to także dla usatysfakcjonowania samców i dogodzenia ich strategiom ewolucyjnym).

Warto również zdawać sobie sprawę, że w tego typu dziedzinach kwestia interpretacji, a więc i częściowo osobistych przekonań naukowca, jest nie do uniknięcia. Głównie dlatego, że nie sposób (jeżeli prowadzimy badania nad ludzkimi zachowaniami) skonstruować „czystego” modelu doświadczalnego. Nie sposób zamknąć gdzieś grupy różnych ludzi i kazać im wypełniać polecenia, zwłaszcza w kwestiach intymnych. Trzeba posiłkować się wywiadami (a, jak wiadomo, wszyscy kłamią), odnosić się do innych kultur, do kultur naszych przodków – a na wszystko to można spoglądać różnie, w zależności od tego, kto patrzy. I mamy ogromne pole dla różnego rodzaju hipotez, interpretacji i dywagacji. A poza tym, skoro widać, że te dawne teorie nacechowane były osobistymi uprzedzeniami naukowców, to i każda próba ich zburzenia i przeformułowania na nowo także będzie odbierała zarzuty o ideologizowanie i uprzedzenia – tym razem z drugiej strony.

A wracając do perypetii Dylana Evansa – jeśli cała sytuacja wyglądała tak, jak on to opisuje, to sprawa jest skandaliczna. Jeżeli rzeczywiście jakaś idiotyczna pruderia powoduje, że na uniwersytecie nie można gadać z kolegami na temat jakichkolwiek badań naukowych, to do niczego taki uniwersytet. Ale opowiadać o artykule można w różny sposób. Jeśli facet chciał tylko wzbudzić dyskusję na temat, jak jesteśmy, my – ludzie, podobni do zwierząt, to w porządku, choć dziwne wydaje mi się trochę bieganie z publikacją w łapie i opowiadaniu o niej każdemu niemal, kto się nawinie, a komu niekoniecznie musi się to podobać (takie opinie pojawiły się w dyskusji na blogu Pharyngula). Jednak o różnicach i podobieństwach między Homo sapiens a innymi ssakami można w istocie rozprawiać w niemiły i dyskryminujący sposób. Może Evans, wymachujac artykułem, sapał jednocześnie do ucha koleżanki (okazało się już, że skarżąca się na niego osoba była płci żeńskiej), że no widzisz, maj dir, nawet nietoperzyce to robią, więc dlaczego ty nie chcesz? Ewentualnie – kobieta (suka, świnia, niepotrzebne skreślić) to najlepszy przyjaciel człowieka, a więc jako samica powinna zaspokajać swojego pana i władcę, to serve or please on her back or knees (jak mówią słowa jednej ładnej piosenki). Albo, od nieco innej strony – biedni faceci, teraz każda laska uzna, że wystarczy dwa razy liznąć i sprawa załatwiona, a chłop niech przestanie narzekać i wymagać. Innymi słowy – nie o sam artykuł tu chodzi (albo chodzić powinno). Ważne jest to, co i  j a k  się mówi, nawet na uczelni, bo, jak wyżej, interpretacja jest kwestią kluczową.

To są wszystko domniemania, aczkolwiek coraz więcej informacji na ten temat (np. z dyskusji na RichardDawkins.net) pozwala przypuszczać, że Evans wprawdzie nie uczynił niczego strasznego, ale i do końca nie był w porządku, a i jakiś rodzaj molestowania miał miejsce (i to chyba nie pierwszy raz). Podobno Evans żartował tylko, ale żart zawierał sexual innuendo, poza tym koleżanka mogła czuć się zagrożona, gdyż całe zajście miało miejsce sam na sam w jej gabinecie (co zresztą jest kwestionowane). Wszystko jest pełne sprzeczności, zagmatwane i mętne. Dziwi mnie więc takie bezkrytyczne i bezrefleksyjne nawoływanie do podpisania petycji, jak robił to na przykład PZ Myers. Nie lepiej poczekać, aż cała sprawa się wyjaśni i będzie wiadomo, o co poszło? I kto zawinił? No ale oczywiście Myers, bardzo dobrze znany ze swoich głęboko religijnych przekonań, musiał pożalić się czytelnikom, że jego religia uznaje takie praktyki, jak te opisane w publikacji o nietoperzach, za nienaturalne. Mogę, owszem, powzruszać się jego smutkiem (i, posiłkując się forami na Gazeta.pl, powiedzieć mu serdecznie: wspułczuje twoim dziecią) oraz zapewnić, że nie wszyscy religijni ludzie tak mają. Ale i nie powstrzymam się przed zapytaniem, czy reakcje byłyby podobne, gdyby to był ksiądz katolicki, który latałby za siedemnastolatkiem i przekonywał go, że skoro pewne zachowania seksualne obserwuje się w świecie zwierzęcym, to może ładny chłopiec zgodziłby się względem tego, co i owszem? Czy skargę chłopaka również uznano by za śmieszną, a jego samego za pozbawionego poczucia humoru pruderyjnego nudziarza? Z wesołym namawianiem do zainteresowania się nietoperzowym porno?

ResearchBlogging.org

Tan M, Jones G, Zhu G, Ye J, Hong T, Zhou S, Zhang S, & Zhang L (2009). Fellatio by fruit bats prolongs copulation time. PloS one, 4 (10) PMID: 19862320

Reklamy

35 uwag do wpisu “Seks, nietoperze i odrobina molestowania, czyli jak naukowcy uprawiają naukę

  1. Irlandia to bardzo specyficzny kraj… (w sumie podobny do Polski). Przeczytawszy ten wpis zajrzałem na blog Myersa, potem na zestaw linków z kopiami dokumentów. Fakt, zagmatwane. Z jednej strony kobieta napastowana zareagowała zbyt późno, w imo kiepskim kontekście (znacznie lepsze i skuteczniejsze byłoby poskarżenie się/zwrócenie uwagi po wizycie z książką o Casanowie). Bo choć można w opisanej sytuacji uznać przedstawienie pracy o seksie oralnym jako kontynuację obślizgłych komentarzy o Casanowie, to z drugiej strony to mogła być po prostu prezentacja artykułu. Ale masz rację, there is more than meets the eye.

  2. @Sporothrix
    Dzięki za teskt, w Polsce jest wciąż zbyt mało biologicznie kompetentych głosów, które są zarazem feministyczne. Gdy współorganizowałem cykl wykładów o biologii i naukach społecznych sam musiałem „robic” za feministyczną biolożkę, choć to nie moja dziedzina. Pozdrawiam entuzjastycznie.

  3. @ekolog
    W którym miejscu Irlandia jest podobna do Polski, a? (Oraz: gratuluję powierzchownego oksymoronu.)

  4. Pinker, Dawkins, Myers… Ktoś jeszcze?
    Dawno wyrosłem z autorytetów, wiadomo że w nauce to w ogóle puste pojęcie, ale lekko na rzyg mi się zebrało. Ktoś kto tak entuzjastycznie przyjmuje wersję mężczyzny w takiej sytuacji jest albo idiotą albo seksistą albo powoduje nim jakaś forma solidarności plemiennej (lub wszystko po trochu). W każdym razie dzieli go przepaść od zrozumienia problemu który mniej lub bardziej dotyka tak jakoś połowy ludzkości.

  5. @ Ekolog
    Ja też tego do końca nie rozumiem. On się chyba zachowywał okropnie, ale i ona dość dziwacznie (te ich zeznania i sprzeczności w nich są przynajmniej zastanawiające). A władze uniwersytetu rzeczywiście ostro przyczepiły się akurat do artykułu, a nie do tych spraw w przeszłości. Co może sugerować nagonkę na „kontrowersyjniesze” badania. Ale i, z drugiej strony, nie musi.

    @ Fronesis
    Dzięki, choć to również nie moja dziedzina. Ale prawdą jest, że znane powszechniej (tak, że „słyszy się” o nich) są raczej badania o męsko-seksistowskim wydźwięku. Widać bardziej się podobają. Dlatego też uważam, że zawsze w tej kwestii warto podkopywać i mącić :-). Pozdrawiam :-)

    @ Noname

    Ktoś kto tak entuzjastycznie przyjmuje wersję mężczyzny w takiej sytuacji jest albo idiotą albo seksistą albo powoduje nim jakaś forma solidarności plemiennej (lub wszystko po trochu).

    Też mi się odrobinę tak wydaje, chociaż akurat tu nie podeszłabym aż tak ostro. Nie wiem, czy zaglądałaś do tych dokumentów – oficjalnych pism ze skargami i odpowiedziami? Wynika z nich (chyba), że facet był nie w porządku, ale babka też się dziwnie zachowywała (a władze uczelni to już w ogóle). Nie mówię tego po to, żeby gościa usprawiedliwiać, tylko żeby po prostu zaczekać na potwierdzenie tego, co się wydarzyło.
    A Myers i inni – oni chyba podeszli do tego zbyt odruchowo. Na zasadzie – naszych biją, czyli chcą zabronić normalnej działalności naukowej, muszą to więc byc jacyś fundamentaliści, wiec stawmy im opór. IMO, mniej tu seksizmu, a więcej odwiecznej walki z siłami ciemności (oszołomami, kreacjonistami, religią, itd. ;-))

  6. @jubal – nie rozumiem

    @sporothrix –

    kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień!

    – czy jakoś tak ;) Dawkins jakiś czas temu miał jakąś wpadkę z kasowaniem wpisów na forum – o ile nie przekręcam, to napisał sprostowanie i wyjaśnił wątpliwości. Ma jeszcze szansę na publikację wyjaśnienia w tej sprawie jak będziemy wiedzieli więcej.

  7. @Ekolog
    ” Fakt, zagmatwane. Z jednej strony kobieta napastowana zareagowała zbyt późno, w imo kiepskim kontekście (znacznie lepsze i skuteczniejsze byłoby poskarżenie się/zwrócenie uwagi po wizycie z książką o Casanowie).”

    No to latwo powiedziec, dopoki samemu sie nie jest ofiara,m dodatkowo, w takim kontekscie kulturowym, jaki mamy, czyli ze do oskarzen o molestowanie etc podchodzi sie zazwyczaj sceptycznie (nawet na uniwersytetach), pojawiaja sie natychmiast zenujace teksty w rodzaju ‚sama sie prosila”, „zrobila to dla kariery, a teraz nie chce, dziwka jedna”, wiec imho, kazda kobieta, ktora sie skarzy i nie klamie (a zazwyczaj nie klamie, bo konsekwencje, hello; tutaj osobna sprawa czy nie przegina czy nie) zasluguje na uznanie a nie na „mogla wczesniej”, „mogla glosniej krzyczec” etc.

    @Sporothrix

    Fantastyczny post, fantastyczny po prostu, brak mi slow na to, jak bardzo THIS FUCKING THIS.
    PZ troche dziwi, bo generalnie jest OK, a Dawkins wlasnie mial wczesniej seksistowskie wpadki, wiec niestety, uh-huh, nie dziwi (jak kiedy nie umiescil ani jednej kobiety w antologii testow naukowych „bo nie ma ladnych txtow napisanych przez kobiety” czy cos w ten desen. Nie nie ma, tylko nie chcialo ci sie szukac, gopi bucu, pomyslalam sobie wtedy, ale meh >.>

  8. @ Ekolog
    A, nie wiedziałam o tych wpadkach Dawkinsa (nie wiem, nie znam się, zarobiona jestem – ostatnio :-)) – zdarza się i tak, jak widać. No, ale zobaczymy, co z tego wszystkiego wyniknie.

  9. @ Sendai
    Dzięki :-). Ale wiesz, mimo wszystko (jak zresztą napisałam już gdzieś w komentarzu powyżej) wydaje mi się, że zachowanie Myersa czy tego gościa na stronie Dawkinsa (bo to chyba nie Dawkins pisał) jest raczej wynikiem odruchu bronienia nauki, a nie seksizmem. Tzn. seksizm też tam może się plącze (i trudno to czasem oddzielić), ale głównie to oni chyba byli wkurzeni „cenzurowaniem nauki”. Ale oczywiście zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości, że babka mogła być ofiarą, tylko trudno było jej o tym mówić (mechanizm znany), obracała wszystko w żart na początku (też znany), a kiedy się wreszcie poskarżyła, to zaczęto z niej robić wariatkę i dziwkę (też znany). Wszystko to jest możliwe w, jak piszesz, kontekście kulturowym, jaki mamy. Tyle, że ja upierałabym się jednak przed poczekaniem z wyrokami na ostateczne wyjaśnienia, o co tak naprawde poszło i co się wydarzyło.

    A tak na marginesie, to zwierzę się, że mnie akurat Myers nie dziwi, bo on, owszem, jest w porządku, ale czasem zdarza mu się jechać po bandzie. Np. w kwestiach religii. Rozumiem, że robi to w słusznym celu :-P dokopania katolikom i tym podobnym (i absolutnie nie mam mu tego za złe), ale czasem doprawdy walczy wyłącznie ze swoimi wyobrażeniami. Czym mnie bawi głównie, ale i dzięki temu przyjmuję do wiadomości, że może się zapędzić i w innych sprawach. Domyślam się jednak, że możesz mieć odmienne zdanie na ten temat :-).
    Natomiast, i tu zwierzeń ciąg dalszy – do Dawkinsa ja mam ogromną słabość, on ma strasznie dużo wdzięku i jest bardzo seksowny (jak na faceta w swoim wieku) IMO. Tak więc mogę mu nawet czasem wybaczyć, że jest gupim bucem ;-) (na zasadzie – głupiutko gadasz, ale jaki śliczny jesteś :-P)

  10. Fanką Dawkinsa nie jestem. I tu też się jego rekcją nie zachwycę. Tak samo jak się nie zachwycałam gorącymi obronami Samsona w wiadomej sprawie. Warto zaczekać do wyjasnienia sprawy, bo moze się potem okazać, ze się wyszło na idiotę. Lub – co gorsza – na świnię.

    Co do meritum zaś – dwa słowa: Elaine Morgan. Ja wiem, że teoria wodnej małpy nie bije rekordów popularności, ale po przeczytaniu książki Morgan byłam po prostu zachwycona. Między innymi właśnie kobieca perspektywą – cycki mamy do karmienia dzieci, a nie do bawienia mężczyzn!

  11. errata: Reakcją, nie rekcją. Rekcji Dawkins mieć nie może, bo nie jest czasownikiem. Może mieć za to erekcję, Co jakby bardzo w temacie, nieprawdaż.

  12. @synafia

    A na wsparcie tej hipotezy jest cokolwiek sensownego, lub czy liczba argumentów za osiąga przynajmniej 10% liczby argumentów przeciw? Bo ja jej sam nie roztrząsałem, ale słyszałem o niej głównie złe rzeczy. Mniej więcej w rejonach Daenikena oraz latających spodków budowanych przez faszystowskie Niemcy, w tym ich niedobitkie żyjące po drugiej wojnie w tajnych bazach na Antarktydzie.

  13. @ Synafia
    Erekcja Dawkinsa jest bardzo w temacie, nieprawdaż, zwłaszcza kiedy przyznałam się (w komentarzu do Sendai) do sekretnego uczucia w stosunku do tego pana :-P
    Co do zaczekania na wyjaśnienia – zgadzamy się, jak widzę.
    Natomiast cycki i Elaine Morgan… hmmm. Teoria wodnej małpy jest chyba dość słabo udowodniona (co nie znaczy, żeby pani Morgan nie miała prowadzić swoich badań i opowiadać o swoich przemyśleniach), a i ta konkretna kwestia cycków też może być poddana w wątpliwość. Z tego, co rozumiem, ona uważa, że ponieważ ludzie jakąś część ewolucji spędzili w wodzie, to nie mają futra i dziecko karmione piersią nie ma się czego chwycić (jak może to zrobić na przykład małpka). Nie dość, że dziwnym mi się wydaje ten akurat pobyt w wodzie, to przecież trudno nie zauważyć, że dziecko nie chwyta się piersi podczas karmienia. Dotyka – tak, ale nie wisi na niej, zaczepione rączkami albo zębami :-). Trochę sensu ma kwestia odsunięcia brodawki od klatki piersiowej – o tym mówi teoria, że ludzki dzieciak ma relatywnie płaski pyszczek i wygodniej mu ssać z czegoś wystającego – ale i tu ewolucyjnie wystarczyłoby wydłużyć samą brodawkę. Po co więc cała pierś, duża i okrągła? Zwierzaki karmiące takich nie mają, niektóre nie mają nawet brodawek sutkowych (stekowce). A te, które mają, i tak nie mają biustów.
    Ja akurat zgadzam się z teorią, że kwestia podobania się innym ludziom (nie, że celem powstania kobiecego biustu była zabawa mężczyzn) ma sporo sensu. Razem z tym, że ludziom w ogóle podobają się okrągłości (pupy męskie i żeńskie budzą entuzjazm, męskie klatki piersiowe także, wypukłe mięśnie, i tak dalej), a podobanie miało wpływ na przetrwanie w grupie. To nie wyjaśnia, rzecz jasna, dlaczego akurat u kobiet jest tak, a nie inaczej. No i w ogóle dlaczego podobają się nam krągłości (jeśli się podobają). Wszystko to są teorie, i tak naprawdę nikt nie wie, jak to jest (a Natalie Angier pisze o tym milutko w swojej książce „Kobieta – geografia intymna”, w rozdziale zatutułowanym zresztą „W kółko to samo”. Polecam „Kobietę”, tak w ogóle, bo chociaż są w tej książce niewielkie błędy – być może tłumacza – to jest ona porządnie napisana i ciekawa.)

  14. @Miski, Sporothrix

    Teoria wodnej małpy nie jest mocno udowodniona, toteż mój zachwyt nie wynika z tego, że to „na pewno prawda”, tylko z odmienności spojrzenia – choć nie ukrywam, że jako laik czuję się niektórymi jej argumentami zaintrygowana, natomiast przyznaję się bez bicia do słabego obycia z tematem.

    Z tym cyckiem – tam chodziło nie o chwytanie się piersi, tylko o karmienie w pozycji stojącej – wymuszone rzekomo przebywaniem w wodzie właśnie. Ogólnie dużo tam jest analogii doi morskich ssaków, które tak jak ludzie uprawiają seks w pozycji brzuch do brzucha, gdyż samice mają przesunięte narządy rodne do przodu, a samica jednego ze ssaków morskich, o karmienie właśnie, utratę futra, łzawienie i parę innych. Ale o ile mi wiadomo teoria ta nie została opracowana na tyle solidnie, żeby ja obecnie brano na poważnie.

    Podoba mi się za to u Elaine szukanie innych tłumaczeń niż „bo kobiety tak mają, żeby facetom było fajnie”.

  15. Jeszcze @ Synchronizujące się cykle u mieszkających razem kobiet.
    O co chodzi? Bo ja słyszałem tylko hasło. Że ten pomysł to seksistowska bzdura, czy że na nim budują takowe?

  16. @synafia

    Podoba mi się za to u Elaine szukanie innych tłumaczeń niż “bo kobiety tak mają, żeby facetom było fajnie”.

    A przecież bardziej ekscytujące jest, że totylko tak przypadkowo i po co innego. Świat staje się obszarem bogatszym o jedną cudowność więcej, trafem losu.

    ]:-]

  17. @Skoczowski

    Wielce możliwe, ja mam jednak tę przypadłość, że się wszędzie doszukuję sensu. Bez sensu ;)

  18. @ Synafia
    O karmienie w pozycji stojącej, masz rację, także chodziło (poza chwytaniem, o czym, o ile wiem, Morgan też mówiła). Co również jest poddawane w wątpliwość, bo przecież samice ssaków wodnych także nie mają wydatnych piersi. Bonobo też nie.

    Podoba mi się za to u Elaine szukanie innych tłumaczeń niż “bo kobiety tak mają, żeby facetom było fajnie”.

    Nie mam absolutnie nic przeciwko szukaniu w takim kontekście. Ale trzeba uważać, bo z tego, że jakaś teoria jest feministyczna nie musi oznaczać, że jest prawdziwa. Za to, oczywiście, daje szersze spojrzenie, o czym pisałam w notce. Poza tym usilne (jeśli jest usilne) poszukiwanie odpowiedzi z jakimś nastawieniem, może powodować, że naukowiec zafiksuje się na czymś i będzie ignorował wyniki (nawet podświadomie), które mogą świadczyć przeciwko jego teorii.
    Warto także zwrócić uwagę na to, że w biologii nie powinno być pytania – „po co?”. Uprawnione jest pytanie – „dlaczego?”. A więc możliwe jest, że w ewolucji jakaś cecha powstała i utrwaliła się dlatego, że to dawało jakiś sukces ewolucyjny. Ale nie wykształciła się po coś (np. żeby facetom było fajnie). Z drugiej strony – nie ma niczego złego w tym (no i z faktami się nie dyskutuje, na studiach nauczyli nas, że to wynik doświadczenia ma rację), że jakaś cecha była promowana, ze względu na to, że podobała się społeczności. Ludzie są istotami żyjącymi w grupie i hipoteza, że członkowie tej grupy z jakichś powodów chcieli sobie w różny sposób pomagać (np. dlatego, że „ładniejszy” budził ich sympatię), co dawało sukces ewolucyjny temu ładniejszemu, może być całkiem niezłym kawałkiem wyjaśnienia.

    A, i jeszcze dodam, choć to nie było do mnie – sensu zawsze warto się dopatrywać. Ale tu sens jest ewolucyjny, a nie „ludzki”, i dopatrywanie się sensu „ludzkiego” może czasem (czasem!) prowadzić na manowce. A z trzeciej strony – dopatrywanie sie tego sensu było (i jest nadal) mocno obciążone ideologią. Dlatego uważam, że dobrze, że powstają najróżniejsze teorie na te tematy, w dodatku rozwalające zastane schematy.

  19. @ Jaś Skoczowski

    A przecież bardziej ekscytujące jest, że totylko tak przypadkowo i po co innego. Świat staje się obszarem bogatszym o jedną cudowność więcej, trafem losu.

    Pewnie, że to jest bardziej ekscytujące, że przypadkowo, i że dlaczegoś tam; a że nie rozumiemy tego jeszcze – to tym ciekawiej. Tyle że, moim zdaniem, trzeba mocno uważać na interpretacje, bo o nie tutaj w dużym stopniu chodzi.

  20. @Sporothrix

    Oczywiscie, nie dziwi mnie Twoja reakcja na Myersa, no bo, faktycznie jezdzi sobie po religiach, no i jasne, ze jako osobie religijnej moze Ci sie to nie podobac, i to jest zupelnie OK.

    Tylko ze Myers nie objezdza wszystkich ludzi religijnych na raz, zawsze atakuje cos konkretnie, ewentualnie jest ze „omatko, jak mozesz nadal swoim uczestnictwem w zyciu kosciola XY wspierac organizacje, ktora zrobila zla rzecz AB”, co tez moze Ci sie nie podobac, i jest zupelnie OK, jesli Ci sie nie podoba, ale nie jest tak nieuzasadnione, jak kompletne ignorowanie seksizmu i knee-jerk nie pozwalajacy na 5 minut zastanowienia, zanim sie nie pojdzie tluc w klawiature blogonotki w obronie Nauki i Wolnosci slowa WAAAAAAAAAAAH.
    Zasadniczo, rozumiem, ze mozna sie nie zgadzac z Myersem, spoko. Tylko ze on wlasnie zazwyczaj przedstawia bardzo konkretne argumenty i atakuje bardzo konkretne rzeczy, nie nasmiewa sie bezmyslnie ze wszystkiego, co popadnie.

    Dlatego zawooooood :\

  21. @ Sendai
    Nie, nie, ja nie mam absolutnie nic przeciwko Myersowemu jeżdżeniu po religiach. Jako osobie religijnej podoba mi się to w ogóle, uważam, że jest wręcz potrzebnym mówieniem prawdy – prawdy, której nieraz unikają przywódcy religijni i w ogóle ludzie wierzący. I ponieważ nie posiadam czegoś takiego, jak „uczucia religijne”, które można urazić, bardzo cenię większość tekstów Myersa (nie wspominając o tekstach „naukowych”, które cenię bardzo, bardzo).
    Chodzi mi raczej o notki w stylu, jak piszesz “omatko, jak mozesz nadal swoim uczestnictwem w zyciu kosciola XY wspierac organizacje, ktora zrobila zla rzecz AB”, z których wynika, że piszący nie do końca zdaje sobie sprawę, o co w tym wszystkim chodzi (i może tak jest, skoro sam tej konkretnej – ani żadnej – religii nie wyznaje). Ale nawet i tego typu teksty mnie bawią raczej (jak pisałam), niż drażnią.
    Na moje jednak oko wygląda na to, że jeśli ktoś zapędza się nieco w pewnych tematach, to i w innych może. Oczywiście, to zupełnie nie usprawiedliwia seksizmu i chamskich dowcipów. Zdecydowanie wolałabym już, żeby Myers jeździł po katolach, niż w taki sposób pisał o – prawdopodobnie – molestowanych kobietach.

  22. @sporothrix

    Pewnie, że to jest bardziej ekscytujące, że przypadkowo, i że dlaczegoś tam; a że nie rozumiemy tego jeszcze – to tym ciekawiej. Tyle że, moim zdaniem, trzeba mocno uważać na interpretacje, bo o nie tutaj w dużym stopniu chodzi.

    No pewnie nie chodzi kobiecie, która chce wykazać, że kobiecie piersi postały po to, by dziecko mogło ssać je we wodzie, o to, że to fajnie, że mogę się nimi poekscytować. Ale dalej mogę. Chodziło mi tylko o to, że to, że mnie podobają się kobiecie piersi nie zobowiązuje mnie do debilnych racjonalizacji tego, że mi się podobają. Nawet jeśli mi się podobają bez powodu, to mi się równie mocno podobają. Tłumaczenie się z tego, wykorzystywanie do tego danych z zakresu biologii, mnie brzydzi. Gdybym był biologiem szukałbym kompletnie popierdolonych i oderwanych od mojej orientacji seksualnej wytłumaczeń dla istnienia dowolnego narządu ludzkiego. Dalej oczywiście pozostałbym stronniczy – po prostu lubię dziwne wyjaśnienia. Porządkuje zresztą to nawet mój popęd, dziwne sytuacje z podźwiękiem erotycznym są dla mnie fajniejsze, niż klasyczne. Oczywiście, lubię atrakcyjne fizycznie kobiety i jest gdzieś granica mojej tolerancji na to, co mi się zdaje mankamentem – boleję nad tym, ale tak jest, boleję, bo to mnie ogranicza. Ale wciąż kobieta dla mnie jest bardziej atrakcyjna, jeśli mogę pomyśleć dzięki niej coś dziwnego.

    I to dopiero jest sukinsyńska obiektywizacja, ale nie dotyczy tylko kobiet w moim przypadku. Ludzie to pożywienie, tylko, że odżywiają mi mózg bez pośrednictwa jaki tam pierdół. Lubię tak lasycznie sobie jeść, ale czymżeż byłoby jedzenie bez ludzi?

    Dobra, odleciałem, włączam lurk mode i postaram się być grzeczny.

  23. Co do podobania się płci odmiennej, to Eleanor Weston twierdzi, że męskie proporcje twarzy wyewoluowały, by podobać się kobietom. Jej zdaniem u naczelnych są dwa typy urody samców – albo mają długie pyski i długie kły, które służą im do odstraszania i gryzienia rywali, albo mają szerokie pyski z krótkim odcinkiem między oczami, a ustami i krótkie kły – wtedy strategia ewolucyjna jest nie agresywna walka o samice, ale konkurs piękności.

    Co do ukrytej owulacji, to nie jest do końca tak, że ona jest ukryta. Jeśli mężczyzna znajdzie się w towarzystwie kobiety mającej owulacje to wzrasta mu poziom T. Kobiety sygnalizują swoje dni płodne rożnymi kanałami informacyjnymi. :)

  24. @ Jaś Skoczowski

    No pewnie nie chodzi kobiecie, która chce wykazać, że kobiecie piersi postały po to, by dziecko mogło ssać je we wodzie, o to, że to fajnie, że mogę się nimi poekscytować. Ale dalej mogę.

    Ja nie wiem, czy do końca rozumiem, o co Ci chodzi w tym zdaniu.
    Co do Morgan, to, moim zdaniem, za bardzo ona ideologizuje. Ja sobie mogę być feministką, ale nie uważam, że jeśli ktoś ma feministyczne tłumaczenia czegoś tam w biologii, to od razu oznacza, że ma rację. Sama lubię dyskutować i szukać nowych wyjaśnień starych teorii, lubię wytykać uprzedzenia, i lubię zwracać uwagę, że czasem/często interpretacje zależą od kultury, w której siedzimy. Dlatego także polemizowałam z teorią wodnej małpy w kontekście kobiecego biustu, bo w tej kwestii do teorii tej można spokojnie znaleźć argumenty przeciw.

    Chodziło mi tylko o to, że to, że mnie podobają się kobiecie piersi nie zobowiązuje mnie do debilnych racjonalizacji tego, że mi się podobają. Nawet jeśli mi się podobają bez powodu, to mi się równie mocno podobają.

    Ale to nie chodzi o racjonalizacje, tylko o odpowiedź na pytanie – „dlaczego?” Mnie się wydaje, że pozastanawiać sie zawsze można, razem ze stronniczością nawet i uprzedzeniami. Tylko warto sobie z nich zdawać sprawę.

  25. @ekolog: „Irlandia to bardzo specyficzny kraj… (w sumie podobny do Polski).”

  26. @sporothrix

    Ja nie wiem, czy do końca rozumiem, o co Ci chodzi w tym zdaniu.

    O to, że absolutnie treścią ustaleń Morgan (którą znam zresztą głownie z tej dyskusji) nie jest to, że to fajnie, że tak przypadkiem mogę się cieszyć z piersi kobiecych. Wydało mi się natomiast absurdalnie śmiesznym, że mogę sobie to tak przedstawić, coś jakbym

    Ale to nie chodzi o racjonalizacje, tylko o odpowiedź na pytanie – “dlaczego?” Mnie się wydaje, że pozastanawiać sie zawsze można, razem ze stronniczością nawet i uprzedzeniami. Tylko warto sobie z nich zdawać sprawę.

    Całkiem się zgadzam, że można dlatego racjonalizacja czy usprawiedliwienia dla czyichś uprzedzeń, nawet jeśli się gające do metodologii naukowej, mnie brzydzą (w moich marzeniach nauka jest po prostu eksploracją bez podtekstów, czyli zabawą zdolnych wykształconych ludzi w niezwykłe zagadki czy coś takiego). Tyle, że wydaje mi się (jako naukowemu laikowi, naukowemu na gruncie naukowej nauki, a nie jakiejś np. filozofii, za przeproszeniem :) ), że jeśli dotrzymuje się wymogów naukowych, to trudniej dopatrzyć się biasu.

  27. @ Meinglanz

    Co do podobania się płci odmiennej, to Eleanor Weston twierdzi, że męskie proporcje twarzy wyewoluowały, by podobać się kobietom. Jej zdaniem u naczelnych są dwa typy urody samców – albo mają długie pyski i długie kły, które służą im do odstraszania i gryzienia rywali, albo mają szerokie pyski z krótkim odcinkiem między oczami, a ustami i krótkie kły – wtedy strategia ewolucyjna jest nie agresywna walka o samice, ale konkurs piękności.

    Ciekawe. A samicom nie mogą podobać się długie pyski i długie kły? Wszak mogłyby świadczyć o długim… czym innym ;-)

    Co do ukrytej owulacji, to nie jest do końca tak, że ona jest ukryta.

    Wiesz, tym badaczom to chyba chodziło o to, że kobiety nie latają z zaczerwienionymi tyłkami na wierzchu ;-)

  28. @ Noname
    Pomysł to była naukowa obserwacja, więc nie nazwałabym jej seksistowską bzdurą jako taką (bo, jak już pisałam, to wynik doświadczenia ma rację). Były takie badania, które pokazywały, że ludzkie samice (i inne także) synchronizują cykle, kiedy mieszkają razem. Potem okazało się, że w tych przeprowadzonych badaniach zrobiono sporo błędów i że ta synchronizacja to jest raczej artefakt. Wzięto pod uwagę możliwość, że i samice mają coś „do powiedzenia” przy wyborze samca, i że nawet cykle nie powinny być zsynchronizowane, bo to wymusza rywalizację i zmniejsza szanse. A swoją drogą, i pewne dziwaczne „feministyczne” interpretacje też tam miały miejsce.

  29. @Sporothrix

    Wielce mi szkoda, że teoria wodnej małpy jest taka krucha i niepotwierdzona, bo bardzo mi się podoba. Ale upierać się przy niej przeca nie będę, gdyż nie specjalizuję się w temacie. Upierać to ja się mogę przy tym, że się rzecze poprawnie „populus” non „poplus”, jako uczy Appendix Probi.

    Serio, czasem mi żal, że nie zostałam się w tym grzebać zawodowo. Tęsknię zwyczajnie.

  30. „Wiesz, tym badaczom to chyba chodziło o to, że kobiety nie latają z zaczerwienionymi tyłkami na wierzchu”

    W takim razie to odkryta owulacja jest rzadkością.

  31. W argumentacji Morgan nie chodzi przede wszystkim o to karmienie w pozycji stojącej ani o o niemowlę chwytające się piersi, a także nie ma argumentacji typu „po co”. Ona bardzo krytykuje teleologiczne wstawki w androcentrycznych scenariuszach ewolucyjnych – swoja drogą polecam jej książki, dystansem do własnych argumentów może zawstydzić, co tu dużo mówić, wszystkich popularyzatorów ewolucji, jakich zdarzyło mi się czytać i oglądać, w tym tych przyzwoitych. Akurat zarzut ideologizacji wydaje mi się w odniesieniu do niej chybiony – ja ją odbieram jako dezideologizującą. (Może dlatego jej recepcja przez działaczki Drugiej Fali była chłodna – Morgan pisze w swojej autobiografii, że „chyba nie wydała im się wystarczająco radykalna”. )

    Jej propozycja wyjaśnienia kształtu piersi jest przede wszystkim debunkiem androcentrycznego (i teleologicznego) scenariusza właśnie, opisanego przez Morrisa w jego „Nagiej małpie”. Nawiasem, ona się z Morrisa i jego „przednich pośladków” wyśmiewa bezlitośnie, a ja polubiłam gościa za to, że się nie obraził, tylko przyjął jej argumenty. Otóż wyjaśnienie poniekąd nawiązuje do „przypadku” (@jaś skoczowski) – ludzkie sutki położone są niżej niż sutki np. pawianów czy szympansów (to przesunięcie w dół zaczyna się w życiu płodowym), a przy specyficznej strukturze ludzkiej skóry tłuszcz po prostu wypełnia luźną przestrzeń pod skórą – i tak oto pojawiają się cycuszki, owszem, zrazu okrągłe, ale w stanie naturalnym okrągłe niezbyt długo. A że samce polubiły? Samce w ogóle raczej często „polubiają” samice, dość niezależnie od ich wyglądu. W końcu najwybredniejsi szybciej wymierają, a niech już tam będą i te piersi… ;)
    (Owszem, Morgan stawia hipotezę, skąd to przemieszczenie ludzkich sutków – a także inne przemieszczenia sutków u innych naczelnych. Stawia ją jako propozycję do dyskusji, a nie dogmat do wiary, można polemizować. Z tym, że nie będę tu streszczać, bo nie o to tutaj, można przeczytać samej.) I jeszcze nawiasem @Sporothrix: podobno manaty mają piersi 

    No i oczywiście, że „teoria wodnej małpy” – czy raczej hipoteza Hardy’ego, jak wolę ją nazywać, bo jej twórca był Alister Hardy, biolog morski (nb. uczył też Dawkinsa) – nie jest w żadnym razie _udowodniona_. A to bowiem scenariusze ewolucyjne się nie _dowodzą_ (bo niby w jakim laboratorium, poza Światem Dysku rzecz jasna), tylko uprawdopodabniają się lub nie. Taka na przykład hipoteza sawanny w takim sensie, jaki wyobrażał sobie Dart, odprawdopodobniła się w sposób istotny co najmniej odkąd wyszło, że zarówno Lucy jak Ardi chadzały na dwóch nogach w lesie, a sawanna to tam wpadła później.

    Hardy również zaczął od zwrócenia uwagi na specyficzną strukture ludzkiej skóry i tłuszczu – co akurat wiąże się z jego specjalnością. Odsyłanie Morgan do yeti itd. jest o tyle niesłuszne, że trzeba by tamże odesłać Philipa Tobiasa i Desmonda Morrisa. Tymczasem pogląd, że w jakimś czasie nasi przodkowie / nasze przodkinie ewoluowały sobie w środowisku raczej ciepłym i mokrym (typu: lasy namorzynowe? pobliża jezior? równiny zalewowe?) niż gorącym i suchym (sawanna) jest w tej chwili raczej niekontrowersyjny, w przeciwieństwie do owej sawanny, która się ostała chyba tylko u polskich młodych seksistów w różnym wieku. Ma wsparcie (mokradło, nie sawanna) np. w pracach dotyczących wpływu zawartości kwasów omega 3 i omega 6 w pożywieniu na rozwój mózgu (niejaki Crawford), w pomiarach (porównawczych) ludzkiego refleksu nurkowego (E.Schagatay), w kwestiach gospodarki wodnej , solnej i chłodniczej itp.

    W ogóle poza książkami Morgan, jeśli się ktoś już bardzo brzydzi (niesłusznie, ona świetnie pisze, pracowała jako jedna z pierwszych scenarzystek BBC, w tym serial o Marie Curie, ma niesamowite pióro), polecam:

    1. tzw. Roede et al., czyli „Aquatic Ape – Fact or Fiction?” (red. M.Roede) – to proceedings z sympozjum „On Water and Human Evolution” w Holandii bodaj w 1990. Co ciekawe, niektórzy twierdzą, że owo sympozjum odrzuciło hipotezę Hardy’ego – wystarczy przeczytać podsumowanie państwa Redaktorstwa, żeby sprawdzić, że nie. Ale polecam całość – można sobie popatrzeć, jak głupio potrafią argumentować prawdziwi naukowcy. (mój ulubiony artykuł Preuschoftów na temat: „brodzenie w wodzie jest niemożliwe, ponieważ trzeba wyciągać stopy z wody za każdym krokiem”, z ilustracjami, a jakże.)

    2. E-book „Was Man More Aquatic In the Past” (red. Vanneechoutte, Verahaegen, Kuliukas; Bentham 2011) – seria artykułów (peer-reviewed) z fajnym wstepem Tobiasa. Recenzję tej książki dla „HOMO – Journal of Comparative Human Biology” napisał John H. Langdon – ten sam, który był autorem pierwszej poważnej polemiki z hipotezą Hardy’ego. (Poważnej w tym sensie, że jako pierwszy nie prychał i nie odsyłał Morgan do yeti, tylko przedstawił argumenty – to nie była mocna rzecz, sama przedstawiłabym lepsze; przez lata jednak była to jedyna polemika merytoryczna poza zawartością Roede et al. ) Tym razem kończy swój tekst wezwaniem do integracji modeli („Possibly the time has come to bring the “paradigms” together; to step out of the “us vs. them” mentality held by both sides of this debate; and simply to recognize that dozens of speculative hypotheses for human evolution exist in the literature that may or may not discuss a relationship with water.”) – choć widać, jak go pióro boli, no ale co począć, skoro dostał dobry materiał i uwalić się nie dało.

    3. materiały z konferencji w Londynie w 2013 Human Evolution Past, Present and Future – Anthropological, Medical & Nutritional Considerations – niestety tego nie mam. Zakładam, że skoro wydarzenie zaszczycił Don Johnson – oczywiście jako przeciwnik hipotezy, ale jednak – to nie było to o latających talerzach. No ale nie miałam w ręku, to nie wiem.

    Dla porządku – jestem tłumaczką Morgan, więc łatwo się domyślić, że hipotezę Hardy’ego lubię i traktuję poważnie, a Morgan uważam za wzór skromności i rzetelności dla akademików (Morgan akademiczką nie jest). Można o niej (hipotezie) dyskutować, uważam, że nie ma wiele lepszych tematów do dyskutowania i badania niż geneza takich ludzkich cech jak dwunożność, wielki mózg czy mowa. Natomiast nawet kompletnie nie dając ucha propozycjom Morgan, trudno nie uznać ich za bardzo ważne, wręcz przełomowe, a to z innego niż „wodny” powodu – z tego mianowicie, o którym pisze Sporothrix: bo zmienia perspektywę z androcentrycznej na nieandrocentryczną, i taka nowa perspektywa jest nader kształcąca. Zresztą sama „wodna” perspektywa Hardy’ego to też istotna zmiana – czy poza/przed tą perspektywą ktoś się w ogóle zastanawiał nad pochodzeniem… nosa? A przecież ludzki nos jest unikatowy wśród naczelnych.
    (Nawiasem, większość antymorganowego hejtu osobiście przypisuję właśnie niektórych dumie urażonej ową zmiana perspektywy: „jak to?! To one nie mają tych piersi DLA NAS?! Jak to?! To penis urósł z bardziej prozaicznych powodów niż pognębienie wroga?!”. Uraza byłaby pewnie mniejsza, gdyby argumenty podane były mniej spójnie, sprawnie i dowcipnie.)

    Ciekawe jest również jej „Pochodzenie dziecka” – które z kolei zmienia perspektywę z „dorosłocentrycznej” na bardziej ogólnogatunkową, czyli z uwzględnieniem wyjątkowo długiego i specyficznego dzieciństwa H.sapiens. Tu Morgan krytykuje teleologiczne (przecież!) opowieści o tym, że np. „niemowlęta gaworzą PO TO, zeby później mogły mówić” – proponując rozważenie alternatywy: „ludzkie bezradne niemowlęta posługują się róznymi środkami, by przyciągnąć i utrzymać uwage opiekunów – w tym dźwiękami, w tym gaworzeniem. Może DLATEGO potem udało się rozwinąć to w mowę?” (Inna sprawa, dlaczego akurat się posługują – no ale nie przepisze tu całej książki, i tak bardzo przepraszam za tl; dr;)

    A także przepraszam za dołączenie po 4 latach… ale dopiero wpadłam na tę notkę, i to dzięki Fronesisowi. 4 lata temu pewnie nie wiedziałam o istnieniu tego znakomitego bloga, zapewne tłumaczyłam Morgan „Blizny po ewolucji”. (Też polecam. Blizny przetłumaczyłam lepiej, w „Pochodzeniu kobiety” jest mnóstwo kiksów, z powodu których cierpię, ponieważ tłumaczenie tej książki było najprzyjemniejszym projektem w moim życiu.)

    Popełnilam też tekst „Myśleliśmy, że pierwszy człowiek był Anglikiem!” dla Praktyki teoretycznej – on jest o feministycznej recepcji Morgan, zagadnień ewolucyjnych dotyka nader powierzchownie , ale ma parę ciekawych odnośników, można guglnąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s