Śmierć w laboratoriach

W Polsce nader często stosunek do zwierząt ma charakter przedmiotowy. Traktuje się je jak rzeczy, które nie mają praw, nie cierpią, dla których życie nie przedstawia żadnej wartości. Zwierzęta są katowane, zabijane w domach, w gospodarstwach, w laboratoriach, w fabrykach śmierci, jakimi są niektóre rzeźnie czy hodowle. Prawie jedna piąta posłów poluje, a kandydat na prezydenta chwali się zabijaniem dla przyjemności.

Racja, że ten przedmiotowy stosunek do zwierząt jest jakimś koszmarem. Myślistwo jest, jak dla mnie, zupełnie chorą rozrywką, a katowanie zwierzaków nie mieści mi się nigdzie. Racja też, że stosunek do zwierząt jest miarą społecznej wrażliwości, a w ogóle to, co stało się z okazji zaplanowanej na UW konferencji z udziałem Petera Singera, to jakieś kuriozum. Ale nie podoba mi się takie ustawianie w jednym rządku katowania oraz fabryk śmierci z zabijaniem zwierząt w laboratoriach. Magdalena Środa pisze bowiem, że tylko niektóre rzeźnie czy hodowle są fabrykami śmierci; podobne zastrzeżenie jednak nie dotyczy zabijania zwierząt w laboratoriach. Jak rozumiem, zakłada więc (być może odruchowo, bez zastanowienia), że w każdym laboratorium, w którym dochodzi do zabicia zwierzęcia, zwierzę to traktuje się także w okropny sposób.

Owszem, na pewno uda się znaleźć i laboratoria, które przypominają fabryki śmierci, a naukowcy w nich pracujący postępują nieetycznie, traktując zwierzęta tak,  jakby te nie miały praw, wartości i nie cierpiały. Sama miałam tego typu obserwacje również, i przyznam, że wówczas najbardziej cieszyłam się, że i w Polsce zaczęły działać komisje etyczne, które miały prawo zabronić niektórych badań na zwierzętach, albo i zamknąć wręcz całe zwierzętarnie aż do momentu, kiedy te zaczną przypominać cywilizowane miejsca.

Ale tak w ogóle, to zabicie zwierzęcia w laboratorium nie jest tym samym, co katowanie go czy zabijanie w domu, a zwłaszcza dla przyjemności. Być może pani Środa zgadza się w kwestii doświadczeń na zwierzętach z bohaterem swojego tekstu, który powiedział: An animal experiment cannot be justifiable unless the experiment is so important that the use of a brain-damaged human would be justifiable.

Seriously?

I być może Singer jest niestrudzonym obrońcą naszych braci mniejszych – chwała mu za to – ale zastanawiam się, czy on na pewno wie, co mówi. A poza tym czy wie, jak wiele zawdzięcza tym doświadczeniom. I on, i mnóstwo innych ludzi, którzy żyją na tym świecie.

Można tu przypominać, jak bardzo udało się posunąć naukę do przodu dzięki eksperymentom na zwierzętach. Ile żyć i zdrowia ludzkiego zostało uchronione dzięki lekom (testowanym in vivo), szczepionkom (też), procedurom medycznym (także); ile udało się naukowcom zrozumieć na temat funcjonowania ludzkiego organizmu dzięki temu wszystkiemu. Można przypomnieć broszurkę, którą swego czasu pokazywał Miskidomleka, można zatrzymać się i zastanowić przez moment nad tym plakatem:

Można pooglądać sobie zdjęcia słodkich, małych, chorych na raka blondyneczek w szpitalach dziecięcych, i można wreszcie zdać sobie sprawę, że doświadczenia na zwierzętach są niezbędne. Bo leki i inne rzeczy trzeba na czymś przetestować, zanim je się poda ludziom, a nie ma niczego lepszego. Jeśli uda się znaleźć kiedyś coś lepszego – oby tak się stało – myślę, że sporo naukowców z dużą ulgą zrezygnowałoby ze zwierzaków, na rzecz bardziej nowoczesnych technologii. To naprawdę żadna przyjemność patrzeć na cierpiące zwierzę laboratoryjne, niezależnie czy jest to małpa, czy myszka.

A już na pewno przyzwoici naukowcy unikają tego, co zbędne w takich doświadczeniach. Na przykład nieadekwatne i niepotrzebne cierpienie zwierząt. Jak pisze pierwszy autor tej na przykład pracyWe could not challenge dogs at the footpad site with both viruses since CfPV-2 induces tumors that are painful and debilitating, mimo że dałoby się to ewentualnie jakoś wytłumaczyć. A poza wszystkim, to nawet w Polsce w tej chwili działają prężnie wspomniane już komisje etyczne, które pilnują tego, co robi się ze zwierzętami w laboratoriach.

I ponieważ słodkie biedne chore blondyneczki, przywoływane w celu zwrócenia uwagi na sensowność eksperymentów na zwierzętach, wszystkim się już opatrzyły, poruszyć można jeszcze jedną kwestię. Może nie jest to coś, co występuje powszechnie, ale zdarza się wystarczająco często. Naukowcy, pracujący nieraz nad lekami/nowymi procedurami medycznymi dla ludzi, posługują się modelami zwierzęcymi. I w toku tych badań zdarza się, że zaczynają pracować nad czymś dobrym także dla zwierząt. Bo te również przecież chorują, często ciężko i nieuleczalnie (na razie) i znalezienie leku na ich dolegliwości może stać się jednym z ważniejszych celów naukowca, który w zasadzie, teoretycznie, pracuje w „ludzkiej” a nie weterynaryjnej jednostce naukowej.

Hang Yuan, autor wyżej przywołanej publikacji jest również autorem zdjęć przezentowanych poniżej. Od razu ostrzegam, bo zwracano mi już słusznie uwagę, że zdjęcia, które czasem pojawiają się na tym blogu, są okropne  – te fotki od Hanga są tylko dla osób o mocnych nerwach. Szczególnie dla tych, które kochają zwierzęta.

Zdjęcia przedstawiają zakażenie jednym z psich papillomawirusów, tak zwanym COPV (canine oral papillomavirus), u młodych piesków, prawdopodobnie z jakimiś deficytami odporności. Wirus ten atakuje błony śluzowe, głównie paszczy, ale także genitalne, i powoduje powstawanie „pięknych” kalafiorowatych zmian. Wirus COPV nie jest niebezpieczny dla ludzi, ponieważ w ogóle papillomawirusy są bardzo gatunkowo (i tkankowo) specyficzne – oznacza to, że psie wirusy atakują tylko psy, a ludzkie – ludzi (choć pojawiły się publikacje twierdzące, że nie jest to do końca prawda). Takie zmiany, jak te na zdjęciach, często znikają same, ale również często zdarza się, że odrastają po operacji usunięcia. Na przykład dwie ostatnie fotki przedstawiają tego samego biednego psiaka, który taką operację przechodził już dwa razy.

Kiedy Hang zaczął pracować z COPV, był to dla niego model, narzędzie do poznania zależności między papillomawirusami a organizmem człowieka (wcześniej, co warto podkreślić, Studies with COPV provided the pre-clinical foundation for the current development of a human papillomavirus vaccine, jak sam pisze we wstępie publikacji). Obecnie jednak jednym z celów jego pracy jest skonstruowanie szczepionki dla psów, która miałaby zapobiegać bardzo częstemu u nich zakażeniu COPV, a nawet mogłaby być stosowana w celach terapeutycznych. Pracuje nad tym intensywnie, prowadząc testy i in vitro, i, owszem, in vivo. Być może niedługo osiągnie sukces. Na razie wysyła za darmo testowany preparat każdemu, kto się do niego zgłosi – szczególnie hodowcom psów, którzy mają ogromny problem z tym wirusem u swoich zwierząt.

Nie sądzę, żeby specjalnie zastanawiał się, które zwierzęce życie jest cenniejsze – psów czy myszy, które głównie giną w jego testach. Nie zastanawia się zapewne także, które z nich cierpią bardziej, albo cierpienie których ma większą wartość. Po prostu robi to, co jest niezbędne, a co być może przyniesie sporo dobrego, i zwierzętom i ludziom. To także jest malutki fragment działalności naukowców, który wpisuje się w ogromny obraz pod tytułem: zabijanie zwierząt w laboratoriach.

Na koniec, scary nasty pictures z pozdrowieniami od Hanga :-) (jeśli ktoś pragnie przyjrzeć się szczegółom, trzeba kliknąć):

37 uwag do wpisu “Śmierć w laboratoriach

  1. >Można tu przypominać, jak bardzo udało się posunąć naukę do przodu dzięki eksperymentom na zwierzętach.

    Jesteś jednak świadoma, że eksperymenty na ludziach posunęły by wszelkie badania dalej i szybciej?

    I nim odpowiesz, że eksperymenty na ludziach w sposób oczywisty byłyby nieetyczne, weź pod uwagę, iż traktowanie ludzkości jako takiej jako zbioru równorzędnych podmiotów etycznych jest wynalazkiem względnie nowym i nie wpisanym w porządek naturalny. Jest postulatem. Postulat, zgodnie z którym nawet owo „dobro” jakie wypływa z eksperymentów na zwierzętach nie jest ich usprawiedliwieniem sam w sobie nie jest gorszy od postulatu by ludzi nigdy nie traktować jako środku do celu.

  2. Rzeczywiście dziwne jest, że wrzucono wszystko do jednego worka. Ja widzę problem w kilku kategoriach, którym wcale nie należy się jedna etykieta. Kategoria pierwsza, celowe znęcanie się nad zwierzętami, to patologia i są od tego specjalne paragrafy. Kategoria druga, niehumanitarne zabijanie w rzeźniach jest raczej związane z bezmyśnością i obniżaniem kosztów produkcji, a nie celowym aktem tortur. Jeśli sprawa nie zostanie uregulowana rządowo, to pewnie się nic nie poprawi (a pomysły są, np. Temple Grandin). Kategoria trzecia, polowania. Większość myśliwych poluje żeby zabić, a nie męczyć i zjada co upoluje. Nie różni się to moim zdaniem od zakupu mięsa z rzeźni, gdyż w obu przypadkach zwierzę zginęło po to, by zjadł je człowiek. Polowanie na dziczyznę pomaga w utrzymaniu populacji danego gatunku u ryzach, np. saren, które powodują wiele wypadków drogowych. No chyba, że ktoś zabija dla zabawy tylko żeby zabić, wtedy sprawa nabiera innego wydźwięku. W końcu, kategoria czwarta, rola zwierząt w laboratoriach. O ile staram się kupować kosmetyki nie testowane na zwierzętach, kosmetyki uważam za upust swojej próżności, leki – za konieczność. Niestety nie da się ominąć ani przeskoczyć tego, że bez możliwości tesowania postęp medyczny bardzo się zwolni. Jesteśmy mocno związani z „mniejszymi braćmi” w bardzo wielu aspektach życia i trzeba znaleźć humanitarną równowagę. Jak zwykle nic nie jest tylko czarne ani tylko białe.

  3. @ brain-damaged human
    ‚Seriously’ to słaby kontr-argument, rozumiem, że nie czytałaś książek Singera?
    Bo chyba nie że wycięłaś celowo samą konkluzję rozumowania, żeby nie musieć się slić na nie-emocjonalne argumenty, jak to mają w zwyczaju ci, którzy Singera pognali z UW?

  4. @ Sylwek
    To sprawdź jak łatwo robiło się badania na komórkach macierzystych pod rządami administracji Busha. Cofając się więcej – sprawdź, jak Watykan odnosił się do tylko sekcji zwłok. Problemy natury etycznej, dodatkowo kompletnie rozwalone przypadkami takimi jak dr Mengele skutecznie zamknęły drogę dla takich badań. O szowinizmie gatunkowym (gatunkizmie?) nie wspominając.

    Co do świeżości postulatu równości praw wszystkich ludzi – przypomnij co jest nowsze, tenże postulat czy współczesna medycyna i cała metoda naukowa?

  5. Jesteś jednak świadoma, że eksperymenty na ludziach posunęły by wszelkie badania dalej i szybciej?

    – w kontekście tego.

  6. Nadal nie rozumiem. Pisałem o eksperymentach na ludziach, a nie na ich komórkach czy zwłokach.

  7. @ Sylwek

    Jesteś jednak świadoma, że eksperymenty na ludziach posunęły by wszelkie badania dalej i szybciej?

    Może. Gdyby je można było robić swobodnie. Choć nie wiem, czy badania nad szczepionkami dla zwierząt także :-). A co do postulatu, to owszem, jest to zdanie arbitralne (jak pisze Diamond, którego cytuję niżej).

    @ Aneta
    Mnie właśnie chodziło o niewrzucanie wszystkiego do jednego worka.
    Choć nie ze wszystkim się zgodzę.

    Kategoria druga, niehumanitarne zabijanie w rzeźniach jest raczej związane z bezmyśnością i obniżaniem kosztów produkcji, a nie celowym aktem tortur.

    A co z ubojem rytualnym? Może nie jest to celowy akt tortur, ale zwierzęta się męczy i wie się, że się meczą.

    Większość myśliwych poluje żeby zabić, a nie męczyć i zjada co upoluje.

    Serio większość zjada? A nie chodzi (bardziej) o trofea i przygodę na przykład?

    Polowanie na dziczyznę pomaga w utrzymaniu populacji danego gatunku u ryzach, np. saren, które powodują wiele wypadków drogowych.

    To chyba jest mocno złożony problem. Co z drapieżnikami, które zostały zresztą w dużym stopniu wybite już dawno? Co z dokarmianiem, które podobno myśliwi uskuteczniają? A argument, że sarny powodują wypadki przypomina mi ten, że drzewa też to robią na poboczach dróg i że trzeba je powycinać. Choć zgodzę się, że pewnie rzeczywiście w niektórych wypadkach zwierzę trudno ominąć.

    @ Noname
    A seriously to w ogóle jest jakiś argument? Nie, to miało być li i jedynie pytanie do tego konkretnego cytatu, czy na pewno można go odczytać zgodnie (być może) z intencjami autora, czy możliwe są różne interpretacje. I zastanawianie się, czy autor zdaje sobie sprawę z różnych niuansów przy różnych interpretacjach, jak i z różnych ewentualnych ich następstw (pytałam tym bardziej, bo zdziwiło mnie to, gdyż czytałam również nieco inne w wymowie wypowiedzi Singera). I możliwe, że gdyby ktoś chciał dyskutować z Singerem, to wypadałoby wejść trochę głębiej. To jednak nie było moim celem. Celem moim było zastanowienie się, czy pani Środa, o której słowach piszę, napisała to, co napisała, raczej odruchowo, czy raczej zgadza się z Singerem w niektórych kwestiach, i stąd to wynika.
    I tak w ogóle, to w tej kwestii (badań na zwierzętach) niezwykle ważny jest światopogląd przecież. Nawet nie potencjalne argumenty racjonalne. Jak pisze Diamond: Jaka logika zabrania eksperymentów medycznych na tych ludziach, ale nie na małpach? Mógłbyś odpowiedzieć, że małpy są „zwierzętami”, a ludzie są ludźmi, i tyle. Kodeks etyczny dotyczący traktowania ludzi nie powinien być rozszerzany na „zwierzęta”, bez względu na to, w jakim stopniu ich i nasze geny są podobne, bez względu na to, jaka jest ich zdolność do utrzymywania stosunków społecznych i do odczuwania bólu. Jest to odpowiedź arbitralna, ale przynajmniej konsekwentna i nie można jej łatwo odrzucić.

  8. Oczywiście, że łatwo odrzucić tą odpowiedź, a przynajmniej nie trudniej od wizji traktowania ludzi upośledzonych umysłowo jak zwierząt.

  9. Ubijanie rytualne nie przyszło mi do głowy. W przykłądzie chodziło mi o komercyjne rzeźnie. Co do polowań – nie jestem zwolenniczką, sama jestem wegetarianką. Przynajmniej ci ze znanych mi myśliwych swoje zdobycze zjadają, co mi przynajmniej ułatwia akceptację ich czynu. Dla samej frajdy i trofeów – mniej.

  10. @ Sylwek
    On pisze, że niełatwo. I mnie się zdaje, że rzeczywiście trudniej, bo jest ona spójna i konsekwentna. Natomiast w innych wypadkach dochodzą niuanse, kwestie techniczne – to wszystko, o czym często się nie wspomina, bo bywa, że nie pasuje.

  11. @ Aneta
    Z komercyjnymi masz rację, o tym chyba w sumie mówi Grandin. A co do polowań – znałam jedną panią, która polowała. Z jej opowieści miałam raczej obraz przygody. Nawet jeśli zjadali potem to, co upolowali. Ale nie wiem, dlatego pytam.

  12. Istnieje jeszcze jeden aspekt polowań, jedyny chyba akceptowalny przeze mnie w świecie z rozwiniętym rolnictwem. Znam najlepiej ten rodzaj w Wielkiej Brytanii. Gamekeepers na terenach państwowych zabijają określoną część populacji dużych roślinożerców, gdyż piramida troficzna została zmasakrowana w przeszłości i nie ma drapieżników na tyle dużych, by zabić (i kontrolować liczebność naturalnie) odpowiednią liczbę saren, jeleni i danieli. Gamekeepers są pracownikami (fakt, sporo nadużyć też może być), ale nie nadają sobie tej absurdalnej otoczki sportu, o jakim najchętniej mówią myśliwi. Gamekeeperzy nie gromadzą trofeów, mięso jest przeznaczane na sprzedaż i dla zysku dla leśnictwa. Gorzej, że konserwatyści, którzy wygrali wybory, zamierzają przywrócić polowanie na lisy.

  13. @ Ekolog
    A no właśnie, najpierw rozwalili drapieżniki, a potem usprawiedliwiają swoje działania (piszę ogólnie, a nie o gamekeepers). I żalą się, że psy i koty ich zastępują ;-) http://wyborcza.pl/1,95892,7916039,Mysliwy___czuly_morderca___list.html.
    Natomiast wystarczy wrzucić nawet w wyszukiwarkę Wyborczej hasło „myśliwi” i wyskakują artykuły o strzelaniu do orłów, do ptaków drapieżnych pod ochroną, do kruków – no chyba tego wszystkiego nie jedzą?
    Ogólnie, mnie to najbardziej przeszkadza oczywiście ten element zabawy, polowania dla przyjemności.
    A lisom to chyba pomogły szczepionki i teraz jest ich dużo, stąd te głosy?

  14. No usprawiedliwiają, ale wolę to mniejsze zło zawodowców, którzy przejęli tę rolę (chociaż dochodzą co jakiś czas głosy o reintrodukcji wilka, rysia a nawet – psychopaci :P – niedźwiedzia) niż troglodyci z pasją zabijania, dla niepoznaki używający swojego naiwnego żargonu, maskującego ich działalność.

    A lisom pomogły, ale co szkodzi trochę więcej lisów? Mają znakomite zdolności przystosowawcze, urban fox jest wprost uroczy (widziałem u siebie jednego w zeszłym tygodniu) i znakomicie spełnia się jako sanitariusz, kur mają na wsiach mimo wszystko mało, do tego lis jest jednym z ulubionych brytyjskich zwierząt. Tylko ta grupa z manią zabijania trochę odstaje. Innym przykładem działania najpierw zastrzel, potem myśl jest problem bovine TB u borsuków. Darn, dałaś mi pomysł na notkę! Muszę o tym naskrobać, bo mam doświadczenia prawie że z pierwszej ręki, jak strzelba i pusta głowa mogą niszczyć rolnikom życie.

  15. Mnie w ogóle średnio podoba się rozumowanie, że ponieważ nie ma drapieżników, ktoś musi kontrolować populację roślinożerców, a będziemy to my – myśliwi (to takie właśnie usprawiedliwianie się). Z drugiej strony – to mleko się już rozlało (z tymi drapieżnikami), i jakoś rolnikom należy pomóc. Trudno powiedzieć takiemu, któremu coś wyżera uprawy rok po roku, że panie za sto lat reintrodukujemy rysia i on pozabija te szkodniki. Oczywiście uważam, że reintrodukcje mają sens, chyba że go nie mają (patrz muflony, na które zwracał uwagę Miski). No i do tego wszystkiego wystarczyliby leśnicy, gamekeeperzy czy inni gajowi. Wydaje mi się więc, że może nie wszystkim, ale większości mysliwych chodzi o tę otoczkę ze zwyczajami, żargon, poszukiwanie rozrywki w zabijaniu, itd. A to mnie odrzuca.

    A pomysłu na przywrócenia polowań na lisy (z psami) nic nie usprawiedliwia (choć jakby lisów było dużo za dużo, to to także naruszyłoby ekosystem, przynajmniej chwilowo, no ale może potem wróciłby do równowagi – tu można poruszyć kwestię, czy regulować populacje zwierząt w ogóle, czy przyroda ma się regulować sama. Że sama – to chyba mocno idealistyczne podejście, zwłaszcza np. na wyspie), bo czytam w wiki, że polowania na lisy w GB są w ogóle dozwolone, nielegalne są te z psami. Czyli chodzi tylko o zabawę.

    Innym przykładem działania najpierw zastrzel, potem myśl jest problem bovine TB u borsuków. Darn, dałaś mi pomysł na notkę! Muszę o tym naskrobać, bo mam doświadczenia prawie że z pierwszej ręki, jak strzelba i pusta głowa mogą niszczyć rolnikom życie.

    Ekstra. Bovine TB u borsuków! Czekam z niecierpliwością na notkę.

  16. @ Aneta
    Jeszcze jedno – możliwe, że są sensowni myśliwi. Ale jak się czyta o strzelaniu do orłów czy kruków, o tych wszystkich polowaniach po pijaku i strzelaniu do niemal wszystkiego, co się rusza, to jakoś ma się wrażenie, że nie o mięso czy regulowanie przyrody tu chodzi. Delikatnie mówiąc.
    A co do jedzenia nawet tego mięsa upolowanych zwierząt – rozumiem, że robią to ludzie żyjący gdzieś na Syberii na przykład. Ale żyjący w tzw. cywilizacji? Przy tych ilościach jedzenia w sklepach? Gotowego?

  17. @noname

    O ile czytałem właściwy kawałek Singera (to jest chyba streszczenie Animal Liberation), to używa on zdania zacytowanego przez Sporothrix by przeciwstawić kryterium nie-czy-małej-świadomości/odczuwania (oddzielające zwierzęta oraz ludzi z uszkodzeniem mózgu od innych ludzi) kryterium gatunkowemu (oddzielającego ludzi zarówno zdrowych jak i słuchaczy popu od zwierząt) i skrytykować szowinizm gatunkowy (speciesism), który uważa za nieuzasadniony. Jak rozumiem, kryterium odczuwania miałoby być właściwsze do podejmowania decyzji etycznych.

    Tymczasem speciesism jako kryterium używania do doświadczeń (i nie tylko) da się uzasadnić bardzo dobrze, sądzę, że lepiej niż odczuwanie.

    Speciesism odwołuje się do solidarności gatunkowej będącej istotną częścią konstrukcji ludzkiej (jak sądzę, co najmniej po części wrodzoną), argumenty Singera o sierotach są nietrafione, bo ludzie zazwyczaj współczują cierpieniom innych ludzi, w tym niespokrewnionych i nieznajomych. Ludzie są nam bliżsi emocjonalnie niż zwierzęta, taka jest nasza konstrukcja, a nasze prawa i poglądy odzwierciedlają naszą konstrukcję. Skoro w konstrukcji ludzkiej jest chęć posiadania i emocje do skierowane do zwłok, chornimy własność i nakazujemy szacunek do zwłok, choć to ostatnie nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia.

    Ludzie upośledzeni umysłowo, którzy mieliby wg Singera stanowić jedną grupę ze zwierzetami przeciwstawioną ludziom nieuposledzonym – tworzą kontinnum z nieupośledzonymi, nie ma jak postawić twardej granicy. Zwierzęta są oddzielone od jednych i drugich ludzi wyraźnymi biologicznymi barierami.

    W przypadku ludzi upośledzonych jest (przynajmniej w niektórych wypadkach) mniej lub bardziej realna szansa na odkręcenie upośledzenia (możliwe, że dzięki doświadczeniom na zwierzętach zresztą), czyli przeniesienie z grupy „słuchacze popu” do grupy „normalni ludzie”. Natomiast jeśli pominiesz Tytusa de Zoo – krok od zwierzęcia do człowieczeństwa nie wydaje się raczej realny.

    Zrównanie przez Singera speciesismu z rasizmem jest najzwyczajniej głupie, są silne biologiczne kryteria odróżniające gatunek od rasy.

    Warto zauważyć, że kwestia zdolności odczuwania (jakkolwiek w przypadku zwierząt znacznie bardziej hipotetyczna niż w przypadku ludzi) jest jednym z kryteriów branych pod uwagę przy wyborze obiektu doświadczalnego.

    W ogóle niektóre argumenty Singera (przynajmniej w tym tekście, który czytałem) są albo przestarzałe (postulat wprowadzenia komisji bioetycznych w USA) albo tak nędznie demagogiczne, że spodziewać się ich możnaby po marnym polityku, a nie po reprezentancie środowiska akademickiego. Ot, choćby przedstawianie doświadczeń na zwierzętach jako polegających nieodzownie na zadawaniu cierpienia, czy In fact, on grant applications to government funding agencies, animals are listed as „supplies” alongside test tubes and recording instruments. No kaman.

    Czy Foremost among these is the immense respect that people still have for scientists. Although the advent of nuclear weapons and environmental pollution has made us realize that science and technology are not as beneficial as they might appear at first glance, most people still tend to be in awe of anyone who wears a white coat and has a Ph.D. Jeśli ze skutków istnienia nauki widzi się głównie broń atomową, skażenie środowiska i nieuzasadniony szacunek do naukowców wśród ludu, to ktoś ma tu chyba problemy z kontaktem z rzeczywistością.

  18. I jeszcze jedno: czy uważasz, że w słowach Zwierzęta są katowane, zabijane w domach, w gospodarstwach, w laboratoriach, w fabrykach śmierci, jakimi są niektóre rzeźnie czy hodowle. Prawie jedna piąta posłów poluje, a kandydat na prezydenta chwali się zabijaniem dla przyjemności Środa nie popełniła żadnego nadużycia?
    Nie chcę tu wytykac, że każda rzeźnia jest z definicji „fabryką śmierci”.
    Ale przede wszystkim chodzi mi o zrówanie wszystkich laboratoriów, gdzie użycie zwierząt ma swój cel i jest ściśle kontrolowane pod kątem redukcji bólu, opieki, możliwie dobrych warunków, z niektórymi (w domyśle tymi gorszymi) rzeźniami, z bezcelowym „sportem” jakim jest myślistwo, z katowaniem w domach – to jest uczciwe postawienie sprawy?

  19. @ Miski i Noname
    No właśnie o to, z grubsza, pytałam i nad tym się zastanawiałam – czy na pewno Singer chciał w tym cytacie powiedzieć to, co powiedział. Czy wiedział o czym mówi, w kontekście robienia nauki? W kontekście ludzi z uszkodzonym mózgiem? Czy na pewno miał to samo na myśli, kiedy ktoś przedstawił mu konkretny problem (np. co z doświadczeniem na zwierzętach, jeśli skutkuje to wynalezieniem szczepionki, która uratuje sto tysięcy ludzi)? Oraz co Środa o tym może myśleć? I tak dalej. Ja nawet nie oceniam czy nie komentuję tej jego konkretnej wypowiedzi czy też konkluzji (bo tu, wydaje mi się, leży istota pytania Noname), tylko zastanawiam się, jak ma się ona do gdzie indziej prezentowanych poglądów Singera oraz do jego wiedzy na temat realiów pracy naukowej.

  20. Mnie w ogóle ostatnio irytują te bezmyślne wypowiedzi obrońców różnych szczytnych idei! Coraz bardziej wyłania się z tego obraz ludzkości, która rezygnuje z budownictwa, medycyny i produkcji żywności na rzecz „życia w zgodnie z naturą”, czyli w lepiankach, w kulturze zbieractwa, gdzie długość życia wynosiła bym maksymalnie 60 lat, a pożary byłyby dużo częstsze, bo krzesać ogień naturalnymi metodami ludzie by szybko się nauczyli, ale rozpalać go w odpowiedzialny sposób już raczej niekoniecznie.

    Ciekawe jest też, że osoby, które tak się litują nad małymi biednymi szczurkami w laboratorium, jakoś nieszczególnie się powstrzymują od zażywania lekarstw (zresztą nie wiem, może się jednak powstrzymują). Ale ja to widzę tak – jeśli ktoś sprzeciwia się „fabrykom śmierci” to może nie kupować mięsa i zostać wegetarianinem. Analogicznie jeśli komuś nie podobają się aż tak bardzo laboratoria, powinien stronić od lekarzy, szpitali i w szczególności leków. Dostajesz anginy, ale nie bierzesz antybiotyków (na pewno były testowane na zwierzętach przecież), tylko czekasz, aż samo przejdzie. I żadnych leków przeciwgorączkowych. A teraz wyobraźmy sobie dziecko lat 2 lub 3, które ma podczas anginy temperaturę dochodzącą 40 stopni. Może je wtedy w zimnej wodzie kąpać co najwyżej.

    Na koniec dodam, że zapewne jak w każdej dziedzinie, są naukowcy nienormalni, którzy czerpią szaloną przyjemność z dręczenia zwierząt. Ale jak myślę o wielu koniecznych eksperymentach na zwierzętach, które mógłbym kiedyś wykonywać, to serio ręce mi drżą. Wiem, że czasem jest to konieczne, a na pewno nie jest to nic przyjemnego. Już nie wspominając, że w zwierzętarniach zwierzęta mają najczęściej znacznie lepszą opiekę i karmę niż u ludzi w domach. Nie wiem, czemu wszyscy powszechnie uważają, że mysz w klatce na parapecie jest słodka (i na pewno bardzo się cieszy, że mieszka w pokoju małej dziewczynki, która uwielbia ją głaskać i ściskać, ale nie bardzo lubi wymieniać jej ściółkę), ale ta sama myszka w laboratorium to jest znęcanie się i okrucieństwo. (Choć oczywiście Środa niby pisze, że w Polsce powszechnie traktuje się zwierzęta przedmiotowo, nie rozwija jednak już tego o przykład z niezwykłym komfortem 3 owczarków husky trzymanych w mieszkaniu 45 m2.)

  21. @sykofanta

    Och, jak cudownie ośmieszyłaś ideę.

    A powiedz korzystasz z komputerów?

    Chyba tak, w końcu tu piszesz – ergo jesteś zwolenniczką półniewolniczych i niewolniczych warunków pracy w azjatyckim przemyśle. Warunków dla ludzi, nie „szczurków w laboratoriach”. A może „ludzików”?

    Chodzisz w butach ze skóry? Więc nie tylko nie żal ci krówek, które były ich źródłem ale i nieszczęśników pracujących w garbarniach skór.

    Tak można by kontynuować i kontynuować…..

  22. Jak będę miał chwilę, to przeklepię trochę z Etyki Praktycznej, bo PDFa nie mogę znaleźć. Ogólnie tak, on ma na myśli dokładnie to co mówi, tylko on oczywiście dopuściłby użycie ludzi w eksperymentach, gdyby utylitarystycznie dało się to obronić (nie zawiesza się na dylemacie zwrotnicy), także nie jest to chwyt emocjonalny. No i nie całkowicie przeciwny eksperymentom na zwierzętach, łącznie z tymi w których zwierzęta cierpią, tylko postuluje tak w skrócie po prostu oparcie decyzji na utylitarystycznej kalkulacji zamiast na oczywistych oczywistościach.

    Odnośnie przestarzałych argumentów, to patrz data druku pierwszego wydania. Nie orientuję się jakie są teraz realia eksperymentów na zwierzętach, ale Singer bynajmniej nie uprawiał walki z cieniem, tylko przytaczał przykłady rozpowszechnienia praktyk mocno pojebanych. Once again powtarza się w ksiażce zdanie ‚Nie wszystkie eksperymenty można obronić twierdząc, że uśmierzają więcej cierpienia niż zadają’.

    Środa nie dopuściła się nadużycia w tym konkretnym aspekcie, bo mówi też o „domach i gospodarstwach” – czyli powinni się obrazić również wszyscy właściciele zwierząt domowych, ja się obrażony nie czuję. Rozumiem tą wyliczankę tak, że w narodowej mentalności w ogóle nie mieści się jakakolwiek refleksja na temat traktowania zwierząt, vide tytuł artykułu.

  23. @ Sylwek

    Po pierwsze, jestem mężczyzną… Nie wiem, czy inny stan rzeczy zasugerowała Ci literka „a” w końcówce mojego nicka, czy jak…

    Widzisz, rzecz polega na tym, że nikogo nie staram się ośmieszać. Budzi we mnie jedynie sprzeciw bezrozumne podejście do różnych spraw. Jadam mięso i godzę się z faktem, w jaki sposób to mięso powstaje. Nie krzyczę jednak, że to „fabryki śmierci”. Wolę wspierać idee typu tych wymyślonych przez Grandin, które zmierzają to poprawy dobrobytu zwierząt. Zrównanie laboratoriów z rzeźniami czy polowaniem wydaje mi się po prostu niestosowna. Najczęściej osoby wygłaszające takie opinie nie zdają sobie sprawy ze złożoności zjawiska. Ja sam nie zdaję sobie do końca z tego sprawy, bo wszystko jest ogromnie skomplikowane. Np. coraz powszechniejsze spożywanie mięsa wiąże się nie tylko z pogorszeniem warunków masowo hodowanych zwierząt, ale także z koniecznością zwiększenia upraw roślin na paszę dla tych zwierząt. To z kolei wiąże się z koniecznością stosowania większej ilości nawozów i wprowadzania upraw GMO. Nawozy z kolei spływają do rzek i rzekami do mórz i oceanów tworząc tam martwe strefy. Czy w takim razie powinniśmy wszyscy przejść na wegetarianizm, a jeszcze lepiej na weganizm? Aby z diety wegańskiej dostarczyć sobie odpowiednią ilość energii należy spożyć 4-5 kg warzyw dziennie. Kto w tej chwili tyle spożywa? Tak czy inaczej należałoby wciąż rozwijać uprawy roślin i martwe strefy nadal by powstawały. Dlatego nie zamierzam rezygnować z mięsa, a po prostu ograniczam jego spożycie (np. do jednej porcji dziennie, zamiast przeciętnych 3-4). Problem polega na tym, że zrównoważone opinie nie robią wrażenia. Lepiej jest wszystko wrzucić do jednego worka i krzyczeć o mordzie zwierząt, niż przedstawić rzecz jak należy i jeszcze podjąć nad tym namysł.

    Tak więc serio, nikogo nie ośmieszam. Ludzie od walki z cywilizacją ośmieszają się sami i nie trzeba im w tym pomagać. I nie wiem też, skąd ten przykład z komputerami, bo jak napisałem wcześniej, ja jestem świadom licznych problemów i muszę się z tym pogodzić, że pośrednio przykładam rękę do wielu niezbyt przyjemnych praktyk. Oczekuję jednak, że jeśli ktoś krzyczy, że w Chinach jest wyzysk i że należy nałożyć embargo na produkty chińskie z tego powodu, sam nie nabywa takowych. Jeśli ktoś mówi o mordowaniu zwierząt w laboratoriach, to nie będzie chciał się przyczyniać do nasilenia zjawiska i zrezygnuje z wszelkiego dorobku ludzkości jaki ma związek z mordowaniem owych zwierząt. To po prostu logiczna konsekwencja.

  24. @ Syfokanta
    Jeśli ktoś mówi o mordowaniu zwierząt w laboratoriach, to nie będzie chciał się przyczyniać do nasilenia zjawiska i zrezygnuje z wszelkiego dorobku ludzkości jaki ma związek z mordowaniem owych zwierząt. To po prostu logiczna konsekwencja.

    Jeśli ktoś mówi o niewolniczych warunkach pracy w azjatyckim przemyśle, to nie będzie chciał się przyczyniać do nasilenia zjawiska i zrezygnuje z wszelkiego dorobku ludzkości jaki ma związek z azjatyckim przemysłem. To po prostu logiczna konsekwencja.

    I nie wiem też, skąd ten przykład z komputerami, bo jak napisałem wcześniej, ja jestem świadom licznych problemów i muszę się z tym pogodzić, że pośrednio przykładam rękę do wielu niezbyt przyjemnych praktyk

    Czyli z racji używania komputera nie masz problemu z pracą niewolniczą?

  25. @ Noname
    Ja nawet znalazłam jego zdanie, gdzie, kiedy mu zadano konkretny przykład, konkretnie powiedziano o pewnym aspekcie pracy naukowej, to on oczywiście zgodził się, że doświadczenia na zwierzętach są dopuszczalne. Wydało mi się więc, że powiedział on tu i tu coś nieco innego, dlatego mnie to zdziwiło. Nie mówiąc o innych rzeczach, o których już pisałam.

    Nie orientuję się jakie są teraz realia eksperymentów na zwierzętach, ale Singer bynajmniej nie uprawiał walki z cieniem, tylko przytaczał przykłady rozpowszechnienia praktyk mocno pojebanych.

    No i o te realia także chodziło. Realia były straszne kiedyś, sama jeszcze miałam szanse to obserwować. Ale teraz jest naprawdę inaczej, komisje etyczne są nieubłagane i żeby dostać zgodę na badania musisz bardzo dokładnie wyjaśnić, dlaczego to robisz, po co, jakie będą skutki, i tak dalej. Nikt nie zatwierdzi doświadczenia, które już zostało zrobione, które zadaje za dużo cierpień, które jest bezsensownie wymyślone.

    Środa nie dopuściła się nadużycia w tym konkretnym aspekcie, bo mówi też o “domach i gospodarstwach” – czyli powinni się obrazić również wszyscy właściciele zwierząt domowych, ja się obrażony nie czuję. Rozumiem tą wyliczankę tak, że w narodowej mentalności w ogóle nie mieści się jakakolwiek refleksja na temat traktowania zwierząt, vide tytuł artykułu.

    Też myślę, że w sumie miała chyba dobre intencje. Mnie jednak nie podobało się, że w taki, a nie inny sposób napisała o laboratoriach w ogóle, bo w nich obecnie ta refleksja występuje w bardzo dużym stopniu.

  26. @ Sykofanta

    Na koniec dodam, że zapewne jak w każdej dziedzinie, są naukowcy nienormalni, którzy czerpią szaloną przyjemność z dręczenia zwierząt. Ale jak myślę o wielu koniecznych eksperymentach na zwierzętach, które mógłbym kiedyś wykonywać, to serio ręce mi drżą. Wiem, że czasem jest to konieczne, a na pewno nie jest to nic przyjemnego.

    Dla mnie było okropne. Ale konieczne, dlatego to robiliśmy. I bardzo staraliśmy się robić wszystko tak, aby zwierzęta jak najmniej cierpiały. A jeśli kolega robił coś nie tak, bo miałam takiego, to ostro zwracano mu uwagę, żeby przestał. Ludzie byli wrażliwi na takie rzeczy.
    A że są i sadyści? Pewnie, że tak. Ale jest także i dość duża kontrola, i można – jeśli komisja stwierdzi nieprawidłowości – mieć zakaz prowadzenia badań, a w konsekwencji można nawet stracić pracę (słyszałam o takim przypadku, choć tam i inne sprawy miały miejsce).

  27. @ noname

    Czy gdzieś napisałem, że nie mam problemu z niewolniczą pracą? Właśnie cały myk polega na tym, żeby rozmawiając o pewnych kwestiach zrozumieć, że są rzeczy, z którymi się nie zgadzamy, ale z którymi musimy żyć. Kwestia wyzysku w Chinach czy innych częściach świata jest dla mnie troszkę abstrakcyjna jednak, bo nigdy nie zgłębiałem tego zjawiska, więc pozostawię ją osobą lepiej ode mnie poinformowanym. Wrócę jednak do przykładu ze zwierzętami. Czy podoba mi się prowadzenie czasem niezwykle inwazyjnych badań na zwierzętach? Nie, bardzo mi się nie podoba. Czy jednak jest realna alternatywa? Nie, w chwili obecnej raczej nie. Czy dąży się do tego, aby była? Oczywiście. Czy prowadziłbym badania na zwierzętach, gdybym miał świadomość, że istotnie przyczynią się do podniesienia dobrobytu ludzi? Tak, z ciężkim sercem.

    Cały czas próbuję powiedzieć tylko tyle, że nie można sobie uogólniać i generalizować. Nie można porównywać laboratoriów do „fabryk śmierci”, bo serio wydaje mi się, że jednak większość naukowców nie wstaje o świcie, zacierając ręce i myśląc sobie „ale dziś poznęcam się nad zwierzętami”. Rezygnując z badań na zwierzętach, z wielkich ubojni, z wielu gałęzi przemysłu (które wszak zanieczyszczają środowisko), cofamy się do średniowiecza. Czy tego właśnie chcemy? Ja wiem, że fajnie wygląda pokazania małych myszek i powiedzenie „przestańcie je dręczyć”, ale na ile fajne będzie, jak ludzie zaczną masowo umierać w wieku lat 30 czy 40 na choroby, na które nie będzie lekarstw. Większa świadomość społeczna – tak, propagandowe, dobrze brzmiące hasła – nie. O to generalnie mi chodzi. Mnie nie podobają się powstające na morzach i oceanach martwe strefy, dlatego staram się ograniczać kupowanie żywności, jak najmniej jej wyrzucać, staram się nakłaniać do tego znajomych. Ale nie będę pisał płomiennych tekstów do wyborczej, że rolnicy zabijają ziemię.

  28. @sykofanta oraz poster w poscie sporothrix

    Wszystko swietnie, ale wlasciwie to dlaczego chcemy coraz dluzej zyc? Jest jakas sensowna odpowiedz?

  29. @ staua

    A to jest już oddzielny temat… I sądzę, że bardziej światopoglądowo-filozoficzny. Ja mam swoją opinię na ten temat, ale zachowam ją dla siebie. Przynajmniej na razie, póki moje poglądy się nie skrystalizują.

  30. @ statua

    Myślę, że może to być zwykły, naturalny odruch przetrwania. Chyba każdy człowiek, gdy daje mu się wybór „umrzyj dzisiaj” lub „umrzyj jutro” wybiera jednak to jutro, zwłaszcza jeśli jest to osoba młoda, która jest (lub może być) zdrowa i żyć normalnie. Wiążę się to jeszcze z jakością życia, bo przecież ludzie szeroko korzystają z leków leczących tylko objawy chorób np. leków przeciwbólowych, przeciw gorączkowych, na katar itp. czy preparatów profilaktycznych jak szczepionki czy zwykłe witaminy. Wszystko po to, żeby nie tracić życia i zdrowia na choroby. Oczywiście jest to dużo głębsze zagadnienie na osobną debatę. Osobiście bardzo się cieszę, że mam sporą szansę dożyć 80 lat. Zdaję sobie sprawę, że mogę mieć choćby dzisiaj wypadek samochodowy i zginąć, ale gdybym miała wybór, że zamiast mnie ten samochód potrąci, powiedzmy, psa, to już wolałabym zachować swoje życie kosztem jego. Ot, taki szowinizm gatunkowy, który wcale nie uważam za wadę.

    Sama jestem wegetarianką, ale nie z powodów „ideologicznych”, ale raczej kulinarno-smakowych :) Cieszy mnie, że moje niejedzenie mięsa ma wpływ na zmniejszenia cierpienia zwierząt (w każdym razie tak mi powiedzieli wolontariusze z Vivy :D), ale w domu to ja zabijam karpia na święta, bo rodzice mdleją na widok krwi :)

    Ostatnie parcie w naturę jest trochę dziwne (naturalne zioła, naturalna homeopatia, naturalny czosnek kontra chemiczny kwasek cytrynowy w napojach…) i nakręcane (vide: Avatar, który mi też się bardzo podobał), ale z drugiej strony zrozumiałe, wszak wszechobecna „cywilizacja śmierci i materializmu” nie jest utopią i potrafi dać ostro w kość.

  31. Jeszcze swoją drogą Singera krytyka eksperymentów na zwierzętach nie dotyczyła wyłącznie tych super naukowych, ale też testowania produktów np. kosmetycznych na zwierzętach. Czy w Polsce takie praktyki są zakazane, lub z innych powodów nie występują wcale?

  32. @noname
    W tym co ja czytałem głównie czepiał się nie kosmetycznych, tylko psychologicznych, learned helplessness, te sprawy.

    Na szczęście dla zdrowia wszystkich ludzi (a zwłaszcza dzieci, które głupie są i żrą co popadnie) o ile wiem produkty kosmetyczne i gospodarstwa domowego nadal testuje się na zwierzętach – tyle, że testuje się składniki a nie całe produkty, co pozwala malować króliczki na butelkach

  33. Co do myślistwa, z wszystkimi jego uzasadnieniami – dla pożywienia, dla „sportu”, dla regulowania populacji, dzisiaj i w polskich realiach, polecam książkę „Farba znaczy krew” Zenona Kruczyńskiego. Rzecz cenna, bo napisana poniekąd z „tamtej strony”. Autor bardzo długo polował sam, zna rzecz nie tylko od podszewki ale i od flaków. Przeszło mu. Wyjaśnia dlaczego przeszło i dlaczego chciałby, żeby przeszło innym.

    Co do laboratoriów, jeśli wolno nieśmiało pisnąć osobie, która w życiu progu takowego przybytku nie przekroczyła ;), to Singera czytałam raczej dawno, ale o ile pamiętam, pisał też o przypadkach znieczulicy badaczy, o zarażaniu tą znieczulicą młodych, jeszcze wrażliwych… Zauważcie, proszę, co jest w tym istotne: nawet jeśli to już nieaktualne (albo tylko rzadsze), to przeciętny protestujący anty-doświadczeniowiec, a nawet zwyczajny, nie angażujący się w żadne akcje osobnik, czerpie wizję laboratoriów i Szalonych Naukowców w Białych Fartuchach między innymi właśnie od Singera. Bo i skąd? Ma się wprosić do najbliższego instytutu na wycieczkę poglądową? Ma śledzić zmiany w prawie, szukać raportów komisji etycznych, łapać naukowców w kawiarniach i tramwajach, strzelając w nich pytaniem „jak traktujecie zwierzątka?! aby na pewno dobrze?! krzywda im się nie dzieje…?!”. Singer rzucił oskarżeniem (i przecież chyba, wtedy, zrobił jednak słusznie?) i nawet jeśli oskarżenie odniosło jakiś skutek, to jednak opinia publiczna zmienia się wolno. Badacze mają skopany wizerunek jako dręczyciele króliczków i cześć.
    Myślę, że rozumiem, a przynajmniej staram się zrozumieć rozgoryczenie współczesnego badacza, który żadnemu zwierzakowi nic nie zawinił, a jak już koniecznie musiał, to go to uwierało, bo odróżnia żywe zwierzę od martwego komputera i probówki, a tu mu wciąż uparcie kleją etykietkę nieczułego łajdaka, albo i sadysty. Ale skoro Singer zrobił swoje – nagłośnił sprawę (i dobrze, bo wymagała nagłośnienia), to kolejny ruch należy już do badaczy, czyż nie? Zmiana prawa, zaostrzenie wymogów etycznych, zwiększenie świadomości i wrażliwości badaczy – no i fajnie. Naprawdę dobrze jest dowiedzieć się, że dziś to wygląda już inaczej, niż w czasie pierwszego wydania „Wyzwolenia zwierząt”. :) Tylko zdaje mi się, że teraz jeszcze należy to sprzedać. „Nasz instytut jest miejscem wolnym od niepotrzebnego cierpienia, szanujemy nasze zwierzęta, dziś wygląda to inaczej niż kiedyś”. Nawet jeśli 90% tego zostanie wyśmiane przez zielonych jako marketingowe mydlenie oczu, to jednak będzie jakieś przełamanie tradycyjnej wizji „dzielni zieloni protestują, a naukowcy milczą i za murami robią swoje”. I mówię to jako ktoś, kto generalnie jest za zielonymi (tymi najpierw myślącymi, a potem dopiero biegnącymi protestować) i bardzo chciałby, aby faktycznie w laboratoriach było bardziej tak jak to opisujesz Ty, Sporothrix, a nie (już nie, oby) Singer. :) No właśnie, choćby ta notka już jest takim częściowym „przełamaniem”, dla laika.

    Interesujący blog, swoją drogą. Pozdrawiam. :)

  34. Dzięki za ten głos, Aletheia, wcale nie taki nieśmiały (i dobrze :-)).
    Po prostu kwestią jest, żeby tak robić te doświadczenia, żeby zwierzęta jak najmniej cierpiały. I tu już sporo do powiedzenia mają komisje etyczne oraz sami badacze. I jest znacznie lepiej, niż było kiedyś. A jeśli ktoś uważa, że doświadczeń takich w ogóle nie powinno się robić? Też bym tak chciała. tyle, że tak się nie da (na razie przynajmniej).
    Dużo masz też racji z tym sprzedawaniem, obawiam się jednak, że nie jest to priorytet dla instytutów naukowych. Ale kto wie, może i takie akcje będą miały miejsce.

  35. @ Aletheia
    Mam bardzo proste wytłumaczenie znieczulicy. Mogę wybierać znieczulicę kierowaną wyższą sprawą albo powolne przyzwyczajanie się do poszczególnych zwierzaków i w końcu depresję albo coś jeszcze gorszego, kiedy trzeba będzie uśpić królika lub gryzonia. Mam 2 myszki, które są w domu i w domu traktuję je jako zwierzaki domowe, ale takie emocje muszę zostawić za drzwiami laboratorium/granicą powierzchni badawczej. Za bardzo to by wpływało na moją – i tak nigdy nie do końca pełną – obiektywność badacza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s