Nie wolno?

Nie wiem, nie znam się, nie kumam. I nic interesującego, ani tym bardziej fachowego nie mam w tej kwestii do powiedzenia. Jedynie o własnych odczuciach.

Strasznie smutne te zapisy z samolotu. I taki żal. Niby tylko suche słowa i komendy, trochę zwyklejszego dialogu, ale aż za gardło ściska, kiedy wyobrażam sobie tych pilotów. I nie mam na myśli tych wszystkich zastanawiań się, o co chodziło z tym, ze mamy kłopot, że ktoś będzie o coś wściekły, czy co robili ci dodatkowi ludzie w kabinie. Nie, raczej myślę o rozmowach z inną załogą, o tych zdrobnieniach, z jakimi się do siebie zwracają, wreszcie o krzyku systemu ostrzegającego, spadającej wysokości, krzyku na końcu… Nigdy nie czytałam tego typu transkryptów. I bardzo silnie, silniej, niż wrak samolotu na przykład, uderzyły mnie właśnie one. Wyzierający z nich przerażający smutek. Taki jakiś chłód i nieczułość. Bezradność. Koszmar. Jasne – to także dlatego, że wiadomo, jak to się skończy, a nie można kogokolwiek ostrzec w żaden sposób. Ale i same zapisy są wstrząsające. Przez tą swoją dokładność i precyzyjność. Przez to, że są takie nieubłagane. Że człowiek widzi kogoś drugiego, kogoś, kto już nic nie powie, nie zrobi, nie obroni się – jak na tacy, obnażonego, stojącego przed nieuchronnym losem.

Oczywiście, że dochodzenie jest ważne. I oczywiście, że trudno nie zastanawiać się, co się stało, dlaczego doszło do tego wypadku, i tak dalej. Ale ponieważ ten akurat człowiek zupełnie nie ma wiedzy, jak to funkcjonuje (albo powinno funkcjonować) od strony lotniczej-inżynierskiej-lotniskowej-wojskowej, to pozostaje mu tylko… E, nic nie pozostaje. Może ewentualnie zajrzeć do Lema, cytaty z którego błąkają się po głowie.

Bo Lem, do którego miewam wiele zastrzeżeń, pisze tak, jakby to wszystko rozumiał. Jakby wiedział, że najważniejsze to to, co w ludziach.

Może nie należało tego słuchać? Było w tym coś ohydnego, tak przypatrywać się utrwalonej w każdym szczególe agonii, śledzić jej postępy, żeby analizować potem każdy sygnał, wołanie o tlen, krzyk. Nie wolno tego robić – jeśli nie można pomóc.

Nie myślał nic, nie przywoływał żadnych obrazów, powtarzały się same z siebie, od początku: ekrany telewizyjne, na nich – wejście statku w przymarsie, wyhamowanie kosmicznej, zmiany ciągów; był jakby wszędzie naraz, w kontroli i w sterowni, znał te głuche udary, te dudnienia rozbiegające się po kilu i wręgach, kiedy wielką moc zastępowała dygotliwa praca borowodorów, bas, którym turbopompy zapewniały, że tłoczą paliwo, wsteczny ciąg, opadanie rufą, majestatycznie powolne, małe poprawki boczne i to załamanie się, ten grom nagłego obrotu ciągów, gdy pełna moc znów wskoczyła w dysze, wibracja, destabilizacja, rakieta wychwytywana rozpaczliwie, idąca wahadłem, kołysząca się jak pijana wieża, nim runęła z wysokości już bezwładna, już martwa, niesterowna, ślepa jak kamień, upadek i zgruchotanie góry – a on był wszędzie. Był jakby samym walczącym statkiem i odczuwając boleśnie zupełną niedostępność, ostateczne zamknięcie tego, co się stało, jednocześnie powracał do ułamkowych chwil, jakby z ponawiającym się w milczeniu pytaniem, szukając tego, co zawiodło.

Dojście do podobnego wniosku ułatwione było przez to, że każdy z ludzi na Stacji znał doskonale szczegóły katastrofy, która pochłonęła życie Rogeta, i pamiętał, jako rys specjalnie dramatyczny, historię długiej agonii tamtego nieszczęśnika, do końca wiernie przekazywanej obserwatorom na Stacji przez „oko magiczne”.
Jeśli więc – jak ktoś zauważył – można było w ogóle mówić o „odruchu warunkowym”, to przejawiała go nie aparatura, lecz sami ludzie. Na pół świadomie dochodzili do przeświadczenia, że w niepojęty jakiś sposób nieszczęście Rogeta powtórzyło się, wybierając tym razem na ofiarę – jednego z nich.

– Agathodaemon do „Ariela”! – rzekł skwapliwie Seyn; mały, z dziobatym profilem u sitka mikrofonu, doduszał szybko papierosa – mamy was na wszystkich ekranach, na jakich możemy was mieć, kładźcie się i schodźcie ładnie na dół, odbiór!
Żartują tu sobie – pomyślał Pirx, który tego nie lubił, może był przesądny – no, widać mają procedury w małym palcu.
[…]
Pirx poczuł, że blednie. Tego, co chciał powiedzieć Hoyster, domyślił się z jego pierwszych słów i ogarnęło go niezrozumiałe wrażenie, rodem z nocnego snu: aura zaciekłego, rozpaczliwego milczenia, w którym walczył z przeciwnikiem bez twarzy i zabijając go razem z nim ginął. Było to mgnienie. Przemógł się i spojrzał Hoysterowi w oczy.
– Rozumiem – powiedził. – Klyne i ja należymy do dwóch róznych generacji. Kiedy zaczynałem latać, zawodność procedur automatycznych była daleko większa… To się utrwala w zachowaniu. Myślę, że… ufał im do końca.
[…]
Pirx odetchnął. Powiedział, co myślał, nie rzucając cienia na młodszego – który już nie żył.
[…]
Nie. Kontrola nie ma prawa mieszać się do decyzji dowódcy – w podobnej sytuacji. W sterowni może ona inaczej wyglądać niż na dole.
– Przyznaje pan więc, że pan działał wbrew przyjętym zasadom? – raz jeszcze odezwał się zastepca Seyna.
– Tak.
– Dlaczego? – pytał Hoyster.
– Zasady nie są dla mnie święte. Robię zawsze to, co uważam za właściwe podług własnego zdania. Zdarzyło mi się już za to odpowiadać.

(Cytaty z różnych „Opowieści o Pilocie Pirxie„)

28 uwag do wpisu “Nie wolno?

  1. Niestety czytałem wcześniej stenogram czarnych skrzynek z „Kościuszki” i tamten zapis był przy całym szacunku dla ofiar z Smoleńska jest o wiele bardziej dramatyczny. Po awarii silników załoga miała świadomość nadciągającej katastrofy i próbowała ratować samolot. Ich sytuacja z minuty na minutę się pogarszała, na koniec nie mogli zrobić już nic innego poza skierowaniem samolotu w las, by nie trafił w osiedle. Jestem pełen podziwu dla kapitanów Pawlaczyka i Karchera ludzi odpowiedzialnych i bohaterów.

    Stenogram z Tu154 również czytałem i wrażenie odniosłem zupełnie inne. Tu piloci zdecydowali się na skrajnie ryzykowny (eufemistycznie mówiąc) manewr i niemal do samego końca nie mieli świadomości tego co się stanie.

  2. A ja nie umiem czytać tego stenogramu bez emocji. W zasadzie nie wiem, po kiego w ogóle go czytałam. Znowu ta głupsza część mnie przejęła kontrolę najwyraźniej :/

    I serio nie wiem, czy można tak oceniać – co jest bardziej „dramatyczne”. Dramatyczne?
    To puste miejsce po człowieku jest dramatyczne. Tego miejsca nic nie wypełni.

  3. „I serio nie wiem, czy można tak oceniać – co jest bardziej “dramatyczne”. Dramatyczne?”

    Można. Puste miejsce po człowieku nie jest dramatyczne – jest zasmucające, szokujące, przybijające, ale nie dramatyczne. Dramatyczna to sytuacja, gdzie walczy się o życie, dlatego ze stenogramu z Tu154 M dramatyczna jest sama końcówka.

  4. Ja mam bardzo podobne odczucia, jak Synafia. Dla mnie dramatyczne jest to, że ja „widzę” jeszcze żywych ludzi, o których wiem, że już nie żyją. Wiem, że to dziwacznie brzmi, ale tak jest. I tu jest dla mnie ten dramatyzm głównie. Dlatego zawsze ze ściśniętym sercem czytam ten fragment z „Terminusa” Lema (pierwszy, który zacytowałam), bo on jest taki prawdziwy.
    I dodam, że moim zdaniem – wszelkie rozważania i dyskusje na tematy szczegółowe, czyli który z pilotów z czego sobie zdawał sprawę, dlaczego krzyknął to, co krzyknął, jak należało postąpić w danej sytuacji, i tak dalej – i to rozważania prowadzone przez laików dla mnie wyglądają jak rozrywka. Podobna tej, kiedy jest wypadek na drodze, a wszystkie samochody zatrzymują się i przyglądają. Oczywiście rozumiem potrzebę takich dyskusji i rozbierania wszystkiego na czynniki pierwsze, to chyba jest uzasadnione z psychologicznego punktu widzenia, ale to wszystko robi jakieś takie przykre wrażenie.

  5. Przenosicie emocje sprzed kilku tygodni na tekst stenogramu. Nieważne, że my wiemy iż wydarzy się katastrofa. Piloci ryzyka niedoszacowali i jest to niestety widoczne w tych rozmowach. Jeśli jest to rozrywka to pamiętajcie, ze same w niej uczestniczyłyście.

    Dla mnie stenogram z „Kościuszki” był bardziej dramatyczny mimo iż dotyczył katastrofy sprzed dwudziestu paru lat, w której zginęły anonimowe osoby (nie czarujmy się, to że tak silnie przeżyliśmy 10 kwietnia było efektem śmierci znanych nam osób, w tym i takich które szanowaliśmy).

  6. Nie wiem, jak Synafia, ale ja mogę mówić za siebie – może coś jest nieważne dla Ciebie. A dla mnie właśnie to jest ważne i w tym widzę dramatyzm tej sytuacji. I nie, nie przenoszę poprzednich emocji (jakiekolwiek by one były) na te zapisy. O tym pisałam – to dla mnie jest zupełnie coś innego. Takie dokładnie (na ile dokładnie mogłam o nich opowiedzieć) są moje odczucia. Ty masz inne, ale pozwól i innym mieć inne.

    Co do anonimowości bądź nieanonimowości osób, które zginęły – dla mnie to zupełnie nie ma znaczenia.

    I owszem, mogę sama, dla siebie, zastanawiać się, co jest napisane w tych zapisach, ale nie poważyłabym się na interpretację. Bo się nie znam, to raz, a drugie – że naprawdę interpretacje mogą być bardzo różne. Nawet eksperci mogą mieć różne zdania, co tam jest widoczne – tym bardziej na tym etapie analiz.

    Jednakowoż, co do rozrywki – oczywiście, jak napisałam, normalne jest, ludzie się zastanawiają. Tak zwyczajnie, dla siebie. Natomiast te dyskusje na forach, publiczne, kiedy mało kto ma w ogóle pojęcie, jak to powinno wyglądać/wyglądało (każdy Polak jest nie tylko lekarzem, ale i pilotem/inżynierem lotnictwa nagle), przy w dodatku tych wszystkich teoriach spiskowych – to robi, dla mnie podkreślam, przykre wrażenie. I w tym nie uczestniczyłam ani nie mam zamiaru. (Z drugiej strony, nawet gdybym uczestniczyła, to chyba mogę mieć podobne zdanie, prawda?)

  7. Jeśli przez „dramatyczny” rozumieć uczucia wzbudzane w czytelnku, to mz jak najbardziej można uważać, że zapisy z CVRów (dlaczego mówicie „stenogramy”, stenogram to co innego) są dramatyczny. A czy dla danej osoby bardziej dramatyczny jest ten czy tamten, czy w ogóle żaden, to już sprawa indywidualna.

    Dla mnie na przykład Kościuszko jest mniej dramatyczny, lecieli rozwalonym samolotem, generalnie wiedzieli że jest źle. I tak naprawdę nic nie mogli zrobić. No trochę mogli – np. gdyby zdecydowali się na Modlin, możliwe, że wyszliby z tego. Bardziej dla mnie dramatyczne są zapisy, w których czytelnik już wie, że coś się stało, że jakaś klameczka zapadła, może nawet pilot ją przesunął, gdyby piloci wiedzieli co się stało, mogliby jeszcze coś zrobić. Ale nie wiedzą, nie zwrócili uwagi, czy coś takiego. Tak jak decyzja o lądowaniu we mgle, jak zejście poniżej 100 m, jak brak reakcji na odchodzimy – w Smoleńsku. Albo Air Florida lot 90: jeszcze na ziemi, 20 minut przed katastrofą, podczas listy przedstartowej drugi pilot pyta „Anti ice?” a kapitan odpowiada „Off”*. I nic z tym nie robią, siedzą w tym samolocie w padającym śniegu, czytają listę dalej, i nic. Nic.

    Beztroskie komentarze parę minut później na temat śniegu na skrzydłach też są mocne.

    Niecały kwadrans później, z powodu tego śniegu na skrzydłach i z powodu nastawienia za niskiej mocy w silnikach (z powodu zablokowanych przez lód czujników – anty ice? off!) wpadli do rzeki.

    * nie jest to do końca czytelne, ale z badania wraku wynika że rzeczywiście było wyłączone.

  8. „. A dla mnie właśnie to jest ważne i w tym widzę dramatyzm tej sytuacji. ”

    vs

    „nie, nie przenoszę poprzednich emocji”

    Zaprzeczasz sama w sobie. Napisałem, że na podstawie samego stenogramu nie możesz szacować dramatyzmu sytuacji. Robisz to na podstawie świadomości tego co się stało i (tu będę się upierał) kto zginął.

    „Co do anonimowości bądź nieanonimowości osób, które zginęły – dla mnie to zupełnie nie ma znaczenia.”

    Gdybyś przejmowała się tak samo każdą katastrofą, w której giną ludzie, to wylądowałabyś w szpitalu na fluoksantynie. Wybacz, że tak piszę, ale to jest po prostu niemożliwe, by nie brać pod uwagę tego czy znamy osoby, czy nie. Jest taka praktyka buddyjska polegająca na odczuwaniu empatii do wszystkich istot tak samo i ona zawsze prowadzi do depresji.

  9. „Dla mnie na przykład Kościuszko jest mniej dramatyczny, lecieli rozwalonym samolotem, generalnie wiedzieli że jest źle. I tak naprawdę nic nie mogli zrobić. ”

    Przez 40 minut lecieli mając taką świadomość. Co gorsza o ile na początku wierzyli, że jest cień szansy uratowania o tyle pod koniec mogli powiedzieć tylko: „Cześć, giniemy!”. Jeśli zaś chodzi o katastrofę Tu154M to pilotom i dowódcom wydawało się, że się wyrobią. Mogli bez problemu odlecieć na inne lotnisko. Mieli wybór.

  10. Przez 40 minut lecieli mając taką świadomość.

    O co ci właściwie chodzi? Chcesz tu kogoś przekonać czy co? Przecież mówimy tu o odczuciach czytającego, które są odczuciami jednego czytającego a nie drugiego, i tyle.

  11. Ja próbuję dociec skąd biorą się odczucia. Ot skrzywienie zawodowe. :) W moim przypadku odczucia po przeczytaniu stenogramu z Tu 154M były głównie efektem świadomości tego co się stało. Natomiast tekst stenogramu z „Kościuszki” sam w sobie zawierał dramatyzm.

  12. Ja też nie rozumiem, dlaczego Meinglanz się tak upiera. Przecież tu chodzi wyłącznie o indywidualne odczucia.
    Powtórzę raz jeszcze na temat moich: dramatyzm tej sytuacji polega dla mnie na tym, że czytam słowa ludzi („widzę” ludzi), którzy żyją, gadają, pracują, żartują, a ja wiem, że oni już nie żyją. Ten zapis agonii (jak pisał Lem) robi na mnie takie wrażenie.
    I nie, nie przeczę sama sobie. Emocje, kiedy dowiedziałam się o katastrofie czy kiedy oglądałam zdjęcia wraku samolotu dotyczyły czego innego, a te przy czytaniu zapisów – czego innego. Pogódź się z tym po prostu, że takie jest moje odczucie, bo naprawdę fatalnie to wygląda, jak wmawiasz mi, co ja czuję.

    Napisałem, że na podstawie samego stenogramu nie możesz szacować dramatyzmu sytuacji.

    Ja go nie szacuję. To Ty szacujesz, co jest bardziej dramatyczne, a co nie (i, szczerze mówiąc, w obliczu śmierci nie robi to, imo oczywiście, miłego wrażenia). Ja opisuję, jakie były moje odczucia po przeczytaniu zapisów.

    Robisz to na podstawie świadomości tego co się stało i (tu będę się upierał) kto zginął.

    Świadomość tego, co się stało ma znaczenie – patrz wyżej. A co do upierania się – dzięki, że mnie informujesz po raz kolejny, co ja czuję :-P

    Gdybyś przejmowała się tak samo każdą katastrofą, w której giną ludzie, to wylądowałabyś w szpitalu na fluoksantynie.

    Skąd wiesz, że nie piszę tego wszystiego ze szpitala?
    Nie chodzi mi o to, że ja się przejmuję czy nie przejmuję równo wszystkimi istotami. Ale w tym wypadku nie ma dla mnie znaczenia, kim byli ci piloci (przypominam, że pisałam o pilotach). Gdybym przeczytała ten sam zapis, a pilotami byliby, powiedzmy, Amerykanie, moja reakcja byłaby taka sama.

  13. „Ja go nie szacuję. To Ty szacujesz, co jest bardziej dramatyczne, a co nie (i, szczerze mówiąc, w obliczu śmierci nie robi to, imo oczywiście, miłego wrażenia). Ja opisuję, jakie były moje odczucia po przeczytaniu zapisów.”

    Napisałem, że nie piszę o samej tragicznej śmierci, ale o tym co z rozmów załogi zostało zapisane. I dostrzegam różnicę między kilkudziesięciominutową walką o uratowanie samolotu, a ryzykowną próba lądowania, która się nie udała.

    „To Ty szacujesz, co jest bardziej dramatyczne, a co nie (i, szczerze mówiąc, w obliczu śmierci nie robi to, imo oczywiście, miłego wrażenia).”

    Czytałaś stenogram z „Kościuszki”? (nie zachęcam, jakby co). Ja cały czas piszę o dramatyzmie zapisu, a nie dramatyzmie katastrofy, który, no umówmy się, był identyczny.

    „Nie chodzi mi o to, że ja się przejmuję czy nie przejmuję równo wszystkimi ofiarami wypadków. Ale w tym wypadku nie ma dla mnie znaczenia, kim byli ci piloci (przypominam, że pisałam o pilotach). Gdybym przeczytała ten sam zapis, a pilotami byliby, powiedzmy, Amerykanie, moja reakcja byłaby taka sama.”

    Jeśli myślisz o pilotach to już o konkretnych osobach, których wypowiedzi i emocje poznałaś, więc nie są to anonimowe ofiary.

  14. Napisałem, że nie piszę o samej tragicznej śmierci, ale o tym co z rozmów załogi zostało zapisane. I dostrzegam różnicę między kilkudziesięciominutową walką o uratowanie samolotu, a ryzykowną próba lądowania, która się nie udała.

    No dobrze, ale co z tego? Masz swoje zdanie. A ja mam swoje, i za nic nie rozumiem, dlaczego wpierasz we mnie, że mam czuć czy oceniać coś tak, a nie inaczej.

    Czytałaś stenogram z “Kościuszki”? (nie zachęcam, jakby co). Ja cały czas piszę o dramatyzmie zapisu, a nie dramatyzmie katastrofy, który, no umówmy się, był identyczny.

    J.w. I nie, nie umawiam się, bo nie będę tego oceniać.

    Jeśli myślisz o pilotach to już o konkretnych osobach, których wypowiedzi i emocje poznałaś, więc nie są to anonimowe ofiary.

    Coś tam poznałam, rzeczywiście. I tak samo, w tym samym stopniu, poznałabym ewentualnych pilotów ewentualnego innego lotu. A wydaje mi się, że pisałeś o anonimowości w innym sensie i do tego się odnosiłam: Dla mnie stenogram z “Kościuszki” był bardziej dramatyczny mimo iż dotyczył katastrofy sprzed dwudziestu paru lat, w której zginęły anonimowe osoby (nie czarujmy się, to że tak silnie przeżyliśmy 10 kwietnia było efektem śmierci znanych nam osób, w tym i takich które szanowaliśmy).

  15. Napisałem jak odczułem, dwa różne stenogramy, Ty napisałaś że to niepoprawne i nie podoba ci się ” w obliczu śmierci”. Więc powtarzam, nie odbieram szacunku dla ofiar ze Smoleńska i nie twierdzę że ich śmierć była „gorsza” i generalnie nie wypowiadam si na temat dramatyzmu sytuacji.

    Piszę jak odebrałem dwa różne teksty. Ty twierdzisz, że nie można oceniać poziomu dramatyzmu dwóch różnych stenogramów. Więc skoro ja rożnie odczułem te dwa zapisy to nawet gdybym był jedyną osobą we wszechświecie, która tego dokonała to znaczy, że się mylisz.

  16. To w ogóle nie jest ocena tylko odczucie. Powiedz szczerze zawsze reagujesz tak samo na rożne tragedie i ich okoliczności? Natężenie emocji zawsze masz takie same?

  17. Napisałem jak odczułem, dwa różne stenogramy, Ty napisałaś że to niepoprawne i nie podoba ci się ” w obliczu śmierci”. Więc powtarzam, nie odbieram szacunku dla ofiar ze Smoleńska i nie twierdzę że ich śmierć była “gorsza” i generalnie nie wypowiadam si na temat dramatyzmu sytuacji.

    Nie podoba mi się wyrokowanie, co było bardziej dramatyczne.

    Piszę jak odebrałem dwa różne teksty. Ty twierdzisz, że nie można oceniać poziomu dramatyzmu dwóch różnych stenogramów.

    O? Piszę, że JA nie będę tego oceniać, a nie że nie można.

    Więc skoro ja rożnie odczułem te dwa zapisy to nawet gdybym był jedyną osobą we wszechświecie, która tego dokonała to znaczy, że się mylisz.

    Nie pisałam, że nie można. A robiłeś to i Ty i Miski przynajmniej.

  18. Musiałam jeszcze raz napisać ostatni komentarz, ale widzę, że już odpowiedziałeś.
    Odczucie – niech będzie – też mi się ma prawo nie podobać, czyż nie?
    A na resztę pytań, wybacz, nie odpowiem.

  19. Proszę Cie też byś nie używała takich określeń jak „wyrokowanie”, bo w ten sposób sugerujesz jakobym to wszystko kalkulował i był osobą nieczułą. Powtarzam, ja odczułem pewien dramatyzm w tekście z „Kościuszki” który był czym innym niż emocje wynikające z samej świadomości faktu, że czytam wypowiedzi osób, o których wiem że nie żyją (to właśnie nazywam „przenoszeniem emocji”).

  20. Do do „wyrokowania” czy „oceny” – nie było tego tam na pewno? To widać miałam tylko takie wrażenie. Ale nawet jeśli to były „odczucia” – to patrz: moja poprzednia odpowiedź.

  21. @ Sporothrix

    Wyjęłam się na weekend z życia netowego i dobrze zrobiłam jak widzę.
    Dziś po raz kolejny parzyłam na żonę i córkę naszego pastora i sama po raz kolejny zadałam sobie pytanie – gdzież on jest, do cholery, gdzie on jest, przecież był tu dopiero co? Czytam maile od niego, które jeszcze mam w skrzynce. A jego już nie ma.

    I to jest dla mnie właśnie dramat Smoleńska. To jest dramat osób, które zostały i dramat pustego miejsca, na które patrzą. I jakoś tak mam, że z szacunku dla nich nie mam (i z prostego użalania się nad samą sobą, nie ukrywam) ochoty uczestniczyć w tym ogólnonarodowym sympozjum specjalistów od wszystkiego, w konkursach na „co jest bardziej dramatyczne”, bo po prostu śmierć jest zawsze dramatyczna dla tych, co zostali. I tyle.

  22. „nie mam ochoty uczestniczyć (…) w konkursach na “co jest bardziej dramatyczne”

    Polecam lekturę: Mat 7, 3-5 i J 8,1-11

    Polecam też zmniejszyć swoje ego, bo nie jesteś jedyną osobą, która szanuje dramat rodzin ofiar.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s