Letnie szaleństwo

Pogoda przestała szaleć. Odrobinkę. Chociaż właściwie należałoby powiedzieć, że tylko ograniczyła się troszeczkę. Ochłodziło się mianowicie do 33 stopni (w tej chwili). Normalnie zima. I jest jakieś 30% wilgotności, co w porównaniu z ostatnimi 39°C oraz wilgotnością około 70% naprawdę robi różnicę. Podczas kilku poprzednich dni nie dało się żyć. Nie dało się chodzić po dworze, nie dało się spać w nocy (jakoś tak dziwnie jest, kiedy termometr pokazuje na zewnątrz 27 stopni – o północy!), człowiek zamieniał się w jakąś rybę, oddychającą rozpuszczonym w wodzie tlenem (a chyba raczej gorącą wodą rozpuszczoną w gorącym powietrzu). Nie pomagały nawet gwałtowne burze, bo deszcze trwały jakieś dwie minuty, a po kolejnych dziesięciu nie było już po nich śladu. Myślałam, że się złamię i będziemy przez okrągłą dobę znosić szum i hałas klimatyzacji. Na razie jednak udało się nie. Klimatyzacja chodzi tylko prawie okrągłą dobę.

Przyroda poszła w ślady pogody i także oszalała na dobre. Pająk spotkany wczoraj na ścianie był takiej wielkości i tak groźnie patrzył oraz wymachiwał szczękoczułkami (i nogogłaszczkami), że strach było do niego podejść. Skorki w sporych ilościach szukają schronienia w mieszkaniach. Cykady trzeszczą jak wściekłe całymi nocami (dobrze, że ten hałas jakoś nie przeszkadza w spaniu). Świetliki świecą jak głupie. Zewsząd wyłażą przedziwne wielkie żółto-niebieskie stonogi, ogromne motyle, czy cosie przypominające osy, tyle że z dużymi pomarańczowymi głowami. Oczopląsu można dostać.

A w ślad za przyrodą i pogodą poszedł szef. Też oszalał. Gdyż albowiem zbliża się termin składania wniosków grantowych i szef, z w miarę rozumnego i rozsądnego człowieka, przemienił się w osobę z dziesięcioma pomysłami na sekundę. Co jeden, to lepszy. I nawet gdyby człowiek chciał postępować  w ten sposób (stąd),

to się nie bardzo da tak zupełnie ignorować szefa-ekonoma z batogiem w ręku, goniącego do roboty. Bo wszyscy w końcu jakoś rozumieją, że chodzi tu o przyszłość projektów, przyszłe doświadczenia i nasze przyszłe pensje. A chodzą plotki, że  może nie być łatwo. Choć w tym roku podobno i tak łatwiej, niż w przyszłym.

Na szczęście będziemy mogli odpocząć w Montrealu. Wprawdzie ma to być jakaś konferencja, z jakimś przedstawianiem własnych wyników – ale w końcu nie po to jedzie się na zjazd, żeby być na zjeździe, no nie? Trochę się, owszem, popracuje. Posłucha o jakichś dziwnych drobnoustrojach, ale potem jednak mam zdecydowany zamiar odetchnąć od nadmiaru wiedzy. Wykorzystując szanownego małżonka jako przewodnika (on w końcu nie będzie siedział na wykładach, może więc poorientować się w lokalnych rozrywkach).

A następnie na chwilę odwiedzimy Warszawę malowaną zbożem rozmaitem, powzruszamy się tymi wszystkimi pagórkami leśnymi i łąkami zielonymi oraz grykami, dzięcielinami i urokliwą sceną polityczną. Czyli czekają nas piękne wakacje w Polsce. Choć naturalnie nie zabraknie przy tym odrobiny nie mniej pięknej biurokracji amerykańskiej w wydaniu konsularnym.

5 uwag do wpisu “Letnie szaleństwo

  1. nogogłaszczki! jakie śliczne słowo, od razu widzę włochatego, lekko naburmuszonego pana pająka „proszę mnie pomyziać po nogogłaszczce” (a potem już tylko pajęcze om nom nom ;))

  2. Ostatnio Polska to jest malowana „złożem rozmaitem”, głównie gazodajnymi łupkami.
    Cykady w przeciwieństwie do (g)łupków tu nie występują, więc nigdy nie wiedziałem, jaki dźwięk wydaje cykada. Aż to niedawna, kiedy znalazłem sobie program generujący tła dźwiękowe. Cykadę zawsze wyłączam, bo mnie strasznie irytuje.

  3. @ Choyna
    Ten dzisiejszy pająk nie był bardzo naburmuszony, wyglądał raczej na wkurzonego. I głaskać go chyba bym się obawiała. Ale w ogóle to okropnie lubię pająki i nawet ich nie wyganiam specjalnie z domu. No chyba, że jak w kawale o anemiku, zaczynają mnie spychać z łóżka :-)

  4. @ Jurgi
    Ach, jakże wiele radości czeka mnie w kraju ojczystym :-)
    Ja też się wcześniej z cykadami nie spotkałam, dopiero tutaj. I budzą mój podziw, że takie małe (no, może nie takie zupełnie małe w porównaniu z innymi owadami, ale niewielkie w końcu), a tyle robią takiego fajnego brzęczącego, jakby elektrycznego, hałasu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s