Marzenie ściętej amerykańskiej głowy

Na Zachodzie kefir to marzenie ściętej głowy, normy sanitarne nie dopuszczają takich produktów, nikt by ich nie kupował.

Wprawdzie nie wiem, czy dziki kraj amerykański należy do Zachodu, ale oczywiście. A to wszystko poniżej to fatamorgana ściętej głowy.

– W Ameryce ogórki pewnie w ogóle by nie skisły, a mleko by się nie zsiadło – podejrzewa dr Drywień. – Oni od 60 lat wszystko sterylizują, wybili całą mikroflorę – w powietrzu, na roślinach, na rękach, na zwierzętach.

Naturalnie. Te podejrzenia są jak najbardziej słuszne. W ogóle w Ameryce nie znajdzie się dobrego chleba (bo zły to jest), dobrego mleka (bo takie z wybitą mikroflorą to jest), dobrych warzyw (bo nikt nie wie, z czym to jeść), dobrych owoców (bo nic o nich nie wiadomo), dobrych jajek (czyli brązowych, bo białe to są), dobrego… W ogóle niczego  dobrego tu nie ma. Są tylko białe niedźwiedzie biegające po preriach, zapijające pornograficzną coca-colę (kopirajt: Siesicka) ze starymi śpiworami w paszczach (kopirajt: miś uszatek). A niedługo niczego w ogóle nie będzie (kopirajt: Kononowicz).

Poniżej – mleko pasteryzowane. Nie UHT, choć i takie można tu oczywiście kupić. Z obserwacji jednak poczynionych w mojej wsi wynika, że trudniej jednak niż w Polsce. No, ale przecież to w Stanach wszystko doszczętnie wybito, nawet w niewinnym mleku.


Więcej fajnych kwiatków tutaj.

45 uwag do wpisu “Marzenie ściętej amerykańskiej głowy

  1. To jest ładne:
    „Zauważył pan, co robi zdrowy człowiek, któremu w emocjach podnosi się ciśnienie? Idzie oddać mocz.”

  2. Czytalam ten artykul. Odnosze wrazenie, ze to dziennikarz notujacy pominal co bardziej sensowne, a skomplikowane kawalki. Nie wierze, ze technolog takie cos by wygadywal.

    Jest tam _troche_ racji. Otoz. Kefir i mleko i twarog czy smietane, nawet organiczna, mozna kupic. ALE. Wszystko to jest robione z mleka najpierw przetworzonego – pasteryzowanego – a dopiero potem dodaje sie oddzielnie przetrzymywane kolonie odpowiednich bakterii i w scisle kontrolowanych warunkach poddaje je rozmnazaniu, coby pchnely fermentacje. Czy sa to te same kolonie, ktoreby rozmnozyly sie w calkowicie naturalnych warunkach tj. mleku niepasteryzowanym odstawionym na twarog? Watpie.

    „Surowe” mleko i jego wyroby w USA prawie niemozliwym jest dostac, a to dlatego, ze obrot detaliczny niepasteryzowanymi przetworami mlecznymi jest przestepstwem i groza za to bardzo powazne sankcje (tak jest w przynajmniej kilku stanach). Zwolennicy zycia w zgodzie z natura i ruchow slow foods radza sobie inaczej: farmer, ktory chce sprzedawac niepasteryzowane produkty, zaklada „klub” i rozprowadza produkty „w klubie”, po to zeby nie byla to „sprzedaz detaliczna”. Ale i w tym wypadku zdarzaja sie akcje, ze przyjezdza naslana przez kogos kontrola i potrafia zarekwirowac produkty i materialy (w tym calym komputer z zawartoscia dysku) na potrzeby „dochodzenia”.

    A co do kisniecia ogorkow… kiedys chcialam zrobic malosolne i potwierdzam, zamiast sie skisnac to zgorzknialy…a uzylam sea salt (a nie jodowanej), przegotowanej wody etc. reszta przepisu jak z Polski – i dupa. Byc moze powinnam dodac jakiegos zakwaszacza czy cholera wie czego, nie wiem…

  3. @ Kwik
    Tak, to jest ładne. I jeszcze parę innych rzeczy tam się znajdzie. Aż dziwię się, że to mówią specjaliści.

    @ Futrzak

    Nie wierze, ze technolog takie cos by wygadywal.

    Jak napisałam powyżej, też się zdziwiłam. No bo, chociażby, ogólnie rzecz biorąc – pasteryzacja to pasteryzacja, a sterylizacja to sterylizacja.

    Otoz. Kefir i mleko i twarog czy smietane, nawet organiczna, mozna kupic. ALE. Wszystko to jest robione z mleka najpierw przetworzonego – pasteryzowanego –

    No pewnie tak. Ale taka pewnie jest technologia produkcji (masowej) nie tylko w Stanach czy na tzw. Zachodzie.

    „Surowe” mleko i jego wyroby w USA prawie niemozliwym jest dostac, a to dlatego, ze obrot detaliczny niepasteryzowanymi przetworami mlecznymi jest przestepstwem i groza za to bardzo powazne sankcje (tak jest w przynajmniej kilku stanach).

    Aż że „prawie niemożliwe”, to chyba nie. Choć nie zawsze łatwe. Znalazłam ten artykuł: http://www.usatoday.com/news/health/2006-08-06-raw-milk-usat_x.htm i tę tabelkę: http://www.usatoday.com/news/nation/tables/2006-08-06-raw-milk.htm (tu uzupełniam po chwili – mętna ta tabelka mocno :-)). Piszą o 25 stanach (plus DC). No i nie da się ukryć, że ma to swoje uzasadnienie.

  4. Sól do ogórków ma być zwykła warzona niejodowana. Można nawet użyć czystego NaCl. Plus chrzan, czosnek i koper.

  5. @futrzak, kwik

    O co chodzi z tą niejodowaną? Ja gdzieś słyszałem, że pogląd, jakoby z jodowaną nie wychodziły, to mit.

  6. Mnie trochę szkoda ogórków na doświadczalne ustalanie prawdy, więc zawsze używam niejodowanej i bezmyślnie powtarzam, że taka jest najlepsza. Nie wiem co na to naukowcy z SGGW, ale jod raczej nie jest potrzebny bakteriom kiszącym ogórki, kretynizm im nie grozi. A może gdy solanka jest gorąca, to jest wszystko jedno, a różnica wychodzi przy zimnej?

  7. @sporothrix:
    artykul numer jeden:
    „Each of them is a strong believer in the importance of unpasteurized milk. Each of them is also breaking the law. Selling raw milk is illegal in 25 states and the District of Columbia. In New York, dairies providing raw must be state certified. Benner’s is not. ”

    Jak pisalam, organizuja kluby i inne formy, zeby ominac prawo.

    Co do uzasadnienia: zalezy co i skad. Jak mieszkalam w Polsce, to moja rodzicielka brala mleko „surowe” od „baby” ktorej to krowy wypasaly sie w okolicy. Przez ponad dziesiec lat nigdy nikt z okolicznych sie nie zatrul. Co do uzasadnienia….wiecej ludzi sie zatrulo salmonella i innymi drobnoustrojami z komercyjnych produkcji, ktore to produkcje podlegaja normom, sa legalne, maja certyfikaty etc. niz z lokalnych farm.
    Mechanizm jest dosc prosty. Jak ktos produkuje na mala skale i ma wtope – ktos sie zatruje – to jego biznes jest skonczony. Wiesc rozchodzi sie szybko i nikt nigdy wiecej od tego farmera nie kupi.
    Z drugiej strony, komercyjne farmy, ktore produkuja na masowa skale, raz spelnia normy – potem robia co chca. I trudno pozniej dociec, skad pochodzilo dane mleko/mieso/warzywa. Jeden „batch” moze zatruc tysiece ludzi – co jak mowie, zdarzalo sie i wcale nie tak rzadko. Poza tym farma, ktorej wlascicielem jest Smithfield moze sobie pozwolic na danie w lape setek tysiecy dolarow i ominiecie kontroli. Mali nie sa w stanie.

    @miskidomleka:
    to nie jest mit. Sama probowalam pare razy. Z jodowana nie wychodzi, tj. wychodzi SYF. Z niejodowana jest lepiej, ale jak mowie, pewnie naturalne szczepy bakterii dostepne tu gdzie mieszkam nie sa te same, co w Polsce, wiec to co mi wyszlo bylo e…. no takie sobie :) – aczkolwiek, jadalne i nie zatrulam sie. Jedynie co to smakowalo gownianie.

  8. @ Futrzak

    artykul numer jeden:

    Nie no, widzę, że jakoś to sobie organizują. Pisałam tylko, że nie jest to zupełnie niemożliwe legalnie, bo w prau miejscach jednak jest legalne.

    Co do uzasadnienia: zalezy co i skad.

    To nawet nie chodzi o zatrucia, chociaż też (przyznam, że zanieczyszczenie mleka materiałem kałowym nie budzi mojego entuzjazmu). Zatrucia, salmonellozy da się generalnie przeżyć i nie są takie straszne. Gorzej, że można złapać kampylobakteriozę czy niebezpieczną E.coli O157:H7 (mówi o tym artykuł). Oraz gruźlicę, o której się zapomina, a która – taka właśnie od krów – była kiedyś częsta w Polsce. A i obecnie zdarza się i na świecie (https://sporothrix.wordpress.com/2008/07/02/wredne-bakterie-czyli-ludzie-szczepmy-sie/). Ogólnie zgadzam się z tym kimś, kto w artykule mówi, że picie surowego mleka to igranie z losem. Nie twierdzę, że zawsze stanie się coś złego, ale ryzyko jest. Więc co kto lubi.

  9. W Niemczech też są kefiry. Chyba rynek na wyroby okołokefirowe rozkręcił się pod wpływem Turków.

  10. U mnie w sklepie jakieś meksykańskie sery (fresco?) i śmietany są. Ale gruźlica nie jest mi potrzebna, osobiście nie mam na nią ochoty, tudzież zaszkodziłaby mi zawodowo, więc do tej chłodziarki nawet nie podchodzę ;-).

    Jeszcze o soli jodowanej i mitach/niemitach. Pamiętam, że opinia jakoby jodowana nie nadawała się poszła kiedyś w Polsce, i teraz sobie przypominałem, gdzie czytałem, że to mit. Otóż na opakowaniach jodowanej w Polsce pojawiła się informacja podpisana przez jakiś żywieniowy instytut czy wydział uczelnianiany, że jodowana normalnie nadaje się do przetworów.

    Muszę chyba poszukać głębiej, i rozpytać się szerzej wśród znajomych kiszących, jakie mają doświadczenia.

  11. Jeszcze sobie pozwolę przekleić wypowiedź pewnego człowieka z pewnego forum, pod którą podpisuję się chyba w całości:

    A tak jeszcze a propos produktów „ekologicznych”. Otóż te produkty (mowa oczywiście o prawdziwych a nie ściemnianych) powstają w sposób, który nie wpływa negatywnie na środowisko naturalne. Przy okazji większość przyjmuje za pewnik, że te produkty są „zdrowe”. Otóż takiej korelacji w zasadzie nie ma. Jeśli mam wybór między mąką ze śladami pestycydów a mąką ze śladami sporyszu, wybieram pestycydy. Jeżeli mam wybór między benzoesanem sodu a produktami rozkładu tłuszczów, jadem kiełbasianym, pleśnią lub całym wspaniałym wachlarzem bakterii, wybieram benzoesan.

  12. Ja pamiętam, że będąc w Chicago w polskim sklepie kupowałam pyszne ogórki kiszone, więc chyba może się zakisić.

  13. @ Futrzak

    a tutaj artykul o tym, jak to wysterylizowane produkty sa bardzo zdrowe dla ludzi oraz jak sprawnie dzialaja rzadowe regulacje:

    Tutaj ja się wtrącę – gdzie tu mowa o produktach sterylizowanych? Te jajka? O ile wiem, jajka podlegają tylko sanityzacji. Tu pewnie ktoś tego nie dopilnował na większę skalę, i w ogóle artykuł ten to akurat kolejny dowód, że żywność należy czymś traktować (odpowiednio), żeby nie dochodziło do takich epidemii.
    A jeśli nawiązujesz tu do kwestii zdowego bądź nie mleka surowego, to przypominam, że pasteryzacja nie jest sterylizacją. UHT tak, ale nie pasteryzacja.

  14. @Sporothrix:
    mialo byc „wysterylizowane”.

    Jajka podlegaja sanityzacji, ale juz warunki, w jakich zyja kury, to sa czyste rozsadniki bakterii i wirusow. Stloczenie ogromnej ilosci zwierzat na malej przestrzeni zawsze bedzie sie konczyc ich chorobami – cudow nie ma. Zamiast produkty z nich pochodzace „traktowac czyms odpowiednio” nalezy raczej zmienic warunki hodowli.
    Nasuwa mi sie tutaj nieodmiennie analogia do sredniowiecznych miast europejskich: ludzie zyli stloczeni na malej przestrzeni bez zapewnionych odpowiednich warunkow higienicznych i sanitarnych. Epidemie to byl chleb powszedni, podobnie jak i zatrucia.
    Wystarczy pojechac na przecietna kurza farme albo krowia farme i widzimy to samo: stoloczone zwierzeta, stojace we wlasnych odchodach, faszerowane na wyprzodki hormonami (zeby szybciej rosly) oraz antybiotykami, no bo wiadomo, choruja. dopoki to sie nie zmieni, beda sie ciagle zdarzac zatrucia.

  15. @futrzak

    Zamiast produkty z nich pochodzace „traktowac czyms odpowiednio” nalezy raczej zmienic warunki hodowli.

    Kura należy do gromady ptaków. Jedną z cech tej gromady jest posiadanie steku, zwanego również kloaką. Oznaczo to ni mniej, ni więcej, że kura składa jajo tą samą dziurą, którą, za przeproszeniem, sra.

    Czyli nawet jakbyś ją chowała na ekologicznych organicznych atłasach, jajko nie będzie czyste i przed konsumpcją trzeba je umyć.

    Więc nie galopuj tu na swoim antykorporacyjnym koniku – jak się jajka dobrze nie umyje, to można od niego dostac jakiegoś świństwa niezależnie od tego, czy pochodzi od korporacji czy ze ślicznej fermy.

    I obecna epidemia salmonellozy akurat świadczy przeciwko twojemu konikowi naturalistycznemu („stan naturalny jest lepszy”). Nie, w wypadku jajka stan umyty jest lepszy od naturalnego. Niezależnie od tego, z jak dużej hodowli pochodzi. Tak samo w wypadku mleka stan pasteryzowany jest lepszy od naturalnego.

  16. @ Futrzak
    Że stłoczenie zwierząt będzie się kończyć chorobami – to się zgadzam. Ale nie samo stłoczenie jest winne. Zwierzęta, nawet te trzymane w doskonałych warunkach, nie są sterylne. Są nosicielami wielu bakterii, tak jak i ludzie zresztą. Przykładem jest Salmonella, której rezerwuarem jest układ pokarmowy zwierząt (w tym kur) hodowlanych i dzikich. Czyli nawet jeśli masz kurki chodzące luzem i grzebiące w ziemi, one też mogą być źródłem zakażeń, jeśli się na przykład nie umyje jajek. I nawet jeśli nie będzie to powodująca epidemie Salmonella, to będą inne drobnoustroje. Dopóki kura znosi jajko tą samą częścią ciała, którą robi kupkę, to tak będzie. Stłoczenie na pewno pogarsza sprawę, ale nie jest jedyną przyczyną.

    Czyli 1. też uważam, że warunki hodowli należy robić jak najlepsze, ze względów humanitarnych, 2. oraz ze względów zdrowotnych. Jeśli hodowle mają nie być, jak piszesz, rozsadnikami chorób, to ważne jest m.in. odpowiednie traktowanie żywności. Czyli właśnie pasteryzacja chociażby, mycie, itd. – odpowiednio do rodzaju jedzenia. Absolutnie nie uważam, że należy wszystko sterylizować (nie wiem, czy ktokolwiek uważa), ale pewne czynności (np. pasteryzacja) w stosunku do określonych produktów muszą mieć zastosowanie. Bo kończy się tak, jak w tym artykule.
    Nadal zresztą nie rozumiem, co miałaś na myśli, linkując ten artykuł akurat, ze słowem „wysterylizowane” w dodatku, bo dla mnie to jest doskonały dowód, że zawalono coś, co właśnie powinno być robione. Dla zdrowia ludzi.

  17. @miski:
    nigdzie nie twierdzilam, ze jestem przeciwko myciu jajek. Skad to wytrzasnales? Natomiast jestem przeciwko fatalnym warunkom hodowlanym i nie jadam miesa pochodzacego z takiej hodowli.

    Jesli chodzi o mleko, surowego nie pijam, bo nie lubie i nie ma znaczenia czy jest pasteryzowane czy nie. W mojej rodzinie zawsze byl zwyczaj zagotowania mleka przed dodaniem do czegokolwiek, wiec robilo sie wlasnoreczna pasteryzacje :)

    Dziadkowie byli rolnikami, mieli gospodarstwo z kurami, krowami i swiniami. Nigdy nikt sie nie zatrul jedzeniem pochodzacym od nich. Nie uwazam za celowe, zeby dzialanosc takich ludzi robic nielegalna i zakazywac im sprzedawania swoich produktow. Jesli ktos woli surowe mleko – niech sobie kupuje. jego sprawa i on bedzie ponosil konsekwencje wlasnego wyboru.

  18. @ Futrzak
    Widzę, że i pisałam w tym samym czasie, co Miski, i Ty już zdążyłaś odpowiedzieć :-)
    Ja także jestem przeciwna złym warunkom hodowli.

    Jesli chodzi o mleko, surowego nie pijam, bo nie lubie i nie ma znaczenia czy jest pasteryzowane czy nie. W mojej rodzinie zawsze byl zwyczaj zagotowania mleka przed dodaniem do czegokolwiek, wiec robilo sie wlasnoreczna pasteryzacje

    I bardzo słusznie. Zauważ więc, że mleko to nie było już surowe. (No i nie omieszkam się doczepić, że pasteryzacja i gotowanie to co innego :-))

    Dziadkowie byli rolnikami, mieli gospodarstwo z kurami, krowami i swiniami. Nigdy nikt sie nie zatrul jedzeniem pochodzacym od nich.

    Super, ale nie zawsze tak bywało.

    Nie uwazam za celowe, zeby dzialanosc takich ludzi robic nielegalna i zakazywac im sprzedawania swoich produktow. Jesli ktos woli surowe mleko – niech sobie kupuje. jego sprawa i on bedzie ponosil konsekwencje wlasnego wyboru.

    Racja, jeśli chodzi o dorosłe osoby. A jeśli chorują dzieci, które nie mają wyboru? No i przecież nie jest tak, że wszędzie jest nielegalne.

  19. @Sporothrix:
    tak, podlinkowany artykul to dowod na to, ze nie zrobiono czegos, co powinno sie bylo zrobic i co do tego nie nikt przy zdrowych zmyslach nie bedzie mial watpliwosci.

    Ja jednak twierdze (nie tylko zreszta ja) ze olbrzymia hodowla przemyslowa na wielka skale i sposob dystrybucji taki, ze nie wiesz skad pochodzi twoje jedzenie zawsze beda owocowaly zatruciami i chorobami na wielka skale.
    Po pierwsze, jak juz pisalam, nie sposob postawic straznikow pilnujacych procesu produkcji i hodowli w kazdej jednej farmie. Po drugie, agrobiznes w USA jest potezny, ma swoje lobby i ma pieniadze na lapowki.

    W wypadku malej farmy, wiesz od kogo pochodzi twoja zywnosc. Mozesz sprawdzic na miejscu, czy krowy stoja w oborze nie sprzatanej od roku, czy sa karmione soja i kukurydza czy tez pasa sie na trawie. Jesli ktos sie zatruje, to wiadomo skad. Wiecej z takiej farmy zarcia nie kupisz. MASZ WYBOR. Co wiecej, wystepuje tutaj prosty zwiazek miedzy dbaniem o warunki higieniczne i zdrowie zwierzat a wysokoscia dochodow ze sprzedazy. Jak rolnik to zaniedba, to nikt od niego wiecej nie kupi.
    W duzych kombinatach nie ma to znaczenia, bo umowy na dostawy setek tysiecy ton miesa a potem ich dystrybucje podpisuje sie na waznych spotkaniach biznesowych na wysokim szczeblu, a koncowy uzytkownik w sklepie nie ma zielonego pojecia czy mieso, ktore kupuje, pochodzi z kombinatu ktory dostal juz 4 kary za rozprowadzanie zakazonego miesa, ale dal w lape komu trzeba i nic nie zmienil w procesie produkcji.

    Jesli zas chodzi o choroby dzieci – coz, tak ten swiat jest urzadzony, ze dzieci ponosza konsekwencje glupich wyborow rodzicow. Jesli rodzic nie potrafi odpowiednio przygotowac jedzenia albo poda jedzenie juz zepsute, to niestety zachoruje cala jego rodzina, dzieci tez.
    W Polsce rocznie iles tam osob umiera z powodu zatrucia grzybami, dzieci rowniez. Czy to znaczy, ze nalezy pod kara wiezienia zakazac zbierania grzybow, no bo przeciez trzeba uchronic dzieci, ktore nie maja wyboru i jedza to, co im rodzice podali na stol?

  20. @ Futrzak
    W dużym stopniu masz rację, co Ci zresztą przyznawałam. Celem moim było tylko zauważenie, że nie samo stłoczenie zwierząt ma znaczenie. I choroby mogą zdarzać się i w małych gospodarstwach. O czym zresztą i Ty sama piszesz – że człowiek ma wybór, itd. Bo weź pod uwagę, że zachorowania na tle pokarmowym zdarzają się bardzo często, nie mówi się o nich tyle, co o takich ogromnych epidemiach, ale przecież też są. Uważam więc – i to w sumie było moim zdaniem od początku, zanim skupiliśmy się na czym innym – że dobrze jest, iż istnieją pewne sposoby takiego traktowania żywności, które zmniejszają ryzyko zakażeń i zatruć. I że bynajmniej nie polegają one na tym, że się wszystko od razu sterylizuje.

    Jesli zas chodzi o choroby dzieci – coz, tak ten swiat jest urzadzony, ze dzieci ponosza konsekwencje glupich wyborow rodzicow. Jesli rodzic nie potrafi odpowiednio przygotowac jedzenia albo poda jedzenie juz zepsute, to niestety zachoruje cala jego rodzina, dzieci tez.

    No wiem. Ale czy w związku z tym, jeśli można czemuś choć w części zapobiec, to czy nie należy tego zrobić?

  21. @Sporothrix:

    Ale czy w związku z tym, jeśli można czemuś choć w części zapobiec, to czy nie należy tego zrobić?

    Pytanie tylko, gdzie wyznaczyc granice. Ja uwazam, ze ludzie powinni miec wybor. Jesli ktos chce kupic surowe mleko i sam sobie go odpowiednio przygotowac – prosze bardzo. Nie powinno sie karac za produkcje surowego mleka, to absurd. Jest wiele rzeczy na tym swiecie – nie tylko zywnosc – ktore uzyte w nieodpowiedni sposob skoncza sie bardzo przykrymi skutkami. To jednak nie powod, zeby zakazywac ich sprzedazy. Nalezy raczej edukowac uzytkownikow, a w tej materii – jak obchodzic sie z surowa zywnoscia – ogromna wiekszosc Amerykanow to koszmarni dyletanci. Slepo ufaja ze to, co dostana w sklepie, powinno byc zupelnie bezpieczne. Zupelnie nie sprawdzaja zywnosci, ktora kupuja. A zdarza sie i tutaj, ze mimo tony konserwantow mozna kupic mieso juz nadpsute, z jadem kielbasianym. Tyle, ze trzeba wiedziec, jak to rozpoznac. Albo nie kupowac konserw :)

  22. @ Futrzak
    A ja uważam, że jakkolwiek owszem – ludzie generalnie powinni mieć wybór – to czasem ten wybór trzeba podjąć za nich. Czyli właśnie wyznaczyć granice. Edukacja jest i moim marzeniem, niestety ona czasem nie wystarcza. Zdaję sobie sprawę przy tym, że wszystkich się nie zadowoli, tak jak i w przypadku obowiązkowych tu i ówdzie szczepionek chociażby. Ale trudno.

    Co do mleka akurat myślę, że zakaz jest słuszny (nie wiem, jaka jest kara, i nie o tym piszę). Nie widzę po prostu zalet mleka surowego w stosunku do pasteryzowanego (wiem, wiem, podobno smak – cóż, de gustibus… oraz zapewne „naturalność”) – to jest oczywiście moje subiektywne zdanie. Ale są i powody obiektywne – poważna wada, czyli możliwość złapania potencjalnie ciężkiego (nawet śmiertelnego) zakażenia/zakażeń. W dodatku mleko ma przy tym dodatkowe cechy, sprzyjające zakażeniom: 1. ze względu na zawartość tłuszczu jest całkiem nieźle oporne na kwasy żołądkowe, które mogą niszczyć drobnoustroje, a więc drobnoustroje te są bardziej bezpieczne, 2. jest płynne, więc krócej siedzi w tym żołądku, czyli znowu bakteriom jest lepiej. A pasteryzacja jest prosta, skuteczna, niszczy te drobnoustroje, które są zakaźne w małej dawce, oraz nieźle hamuje te o zakaźności w dawce większej. Podejrzewam, że jakoś to wszystko wzięto pod uwagę i dlatego granicę w niektórych stanach wyznaczono tak, a nie inaczej. No i zauważ, że nie zakazano sprzedaży mleka w ogóle. Zakazano tylko tej jego „formy”, która jest potencjalnie niebezpieczna, a z którą łatwo sobie poradzić. To też miało znaczenie, moim zdaniem.

  23. I jeszcze jeden komentarz:
    dodam jeszcze taką fajną pracę, całkiem nową, warto zajrzeć: http://www.journals.uchicago.edu/doi/pdf/10.1086/595007
    Zauważę też, na podstawie tej pracy, że nawet tam, gdzie sprzedaż surowego mleka dla ludzi jest nielegalna, można je kupić – pod inną nazwą na przykład albo innym sposobem. Czyli jakis wybór w sumie jest.

    Oraz parę cytatów:
    Although milk and dairy products are important components of a healthy diet, if consumed unpasteurized, they also can present a health hazard due to possible contamination with pathogenic bacteria. These bacteria can originate even from clinically healthy animals from which milk is derived or from environmental contamination occurring during collection and storage of milk.

    Moreover, the rich nutrient composition and neutral pH make milk a good vehicle for the survival and growth of bacteria. Generally speaking, if milk is maintained properly chilled, bacterial proliferation, with the exception of that of psychotropic organisms such as Listeria species, can be suppressed. Unfortunately, prevention of proliferation is not sufficient to ensure milk safety—even low numbers of contaminating pathogens may be adequate to result in human illness.

    In contrast to M. bovis and B. abortus, several other organisms are commonly found today in the milk of asymptomatic US cattle and goats or contaminate milk from environmental sources. These include Coxiella burnetii; Listeria species; Mycobacterium avium subspecies paratuberculosis; Campylobacter species; coliforms, including E. coli; and Salmonella enterica [9–14]. Cattle can be a major reservoir of these organisms and still remain clinically healthy and maintain near-optimal milk production. For example, C. burnetii, the causal agent of Q fever, is not an important cause of clinical disease in cattle; however, its prevalence in pooled milk collected on farms in the United States was reported to be 94%, on the basis of PCR assays [15].

    With the advent of mandatory pasteurization, the incidence of milkborne diseases dropped dramatically. In the United States in 1938, milkborne outbreaks constituted ~25% of all disease outbreaks due to contaminated food and water. At the beginning of the 21st century, milk and milk products were associated with <1% of all such outbreaks [31].

  24. Ja jednak twierdze (nie tylko zreszta ja) ze olbrzymia hodowla przemyslowa na wielka skale i sposob dystrybucji taki, ze nie wiesz skad pochodzi twoje jedzenie zawsze beda owocowaly zatruciami i chorobami na wielka skale.
    Po pierwsze, jak juz pisalam, nie sposob postawic straznikow pilnujacych procesu produkcji i hodowli w kazdej jednej farmie. Po drugie, agrobiznes w USA jest potezny, ma swoje lobby i ma pieniadze na lapowki.

    Nie wiem, jak u was w Ameryce, ale u nas zatrucia, choroby czy też zwykłe robaki w czekoladkach slash przeterminowane wędliny wypuszczane do sprzedaży to dla producenta żywności PR-owa klęska, tym większa, im większy producent.

    Dodatkowo istnieje dużo większa szansa, że żywność od dużego producenta ktoś jednak skontrolował, mimo twych opowieści o lobby i łapówkach (to jest w ogóle argument spiskologiczny i kto się nim posługuje, tego ja nie szanuję). Ile razy inspekcja sanitarna kontrolowała żywność produkowaną przez twoich dziadków?

    W wypadku malej farmy, wiesz od kogo pochodzi twoja zywnosc. Mozesz sprawdzic na miejscu, czy krowy stoja w oborze nie sprzatanej od roku, czy sa karmione soja i kukurydza czy tez pasa sie na trawie.

    Czy ty mówisz o rzeczywistości, czy o świecie wyobrażonym? W rzeczywistości praktycznie nikt nie jeździ na farmę, z której kupuje produkty (oczywiście jeśli nie kupuje ich na miejscu).

    Jak rolnik to zaniedba, to nikt od niego wiecej nie kupi.

    Poprawka. TY od niego więcej nie kupisz. I nikt się więcej nie dowie, chyba że będziesz stać obok jego stoiska z transparentem. W przypadku dużego producenta możesz napisać do mediów, które z lubością się nad nim poznęcają i żadne łapówki mu wtedy nie pomogą.

  25. @bart:
    co nazywasz teoria spiskowa? Lobby agrobiznesu, ktore co roku wydaje miliony dolarow na „lobbying”, a poniewaz tenze jest legalny, to publikuja wysokosc wydanych sum? Kongresmentow i senatorow, ktorym wielkie korporacje (Monsanto, Smiethfield i inne) funduja fajne wakacje, oplacaja apartamenty i inne rozrywki w zamian za przepchanie korzystnej dla nich ustawy? Od czasu do czasu wierzcholek gory lodowej sięga bruku i ktos wyciaga na swiatlo dzienne kolejny taki skandal – wystarczy poczytac lokalna prase, pelno sie tego przewija. Jesli naprawde sadzisz, ze sa to teorie spiskowe to mysle mozemy w tym miejscu zakonczyc dyskusje, bo nie ma ona najmniejszego sensu.

    W rzeczywistości praktycznie nikt nie jeździ na farmę, z której kupuje produkty

    Jest calkiem spora grupa w calych USA takich popaprancow, ktorzy kupuja jedzenie z lokalnych farm. Te farmy dostarczaja na terenie Bay Area raz w tygodniu zamowione paczki zywnosciowe w konkretne miejsce, mozna je sobie odbierac (wczesniej zamawia sie zawartosc i dokonuje oplaty). Zachecaja tez do odwiedzenia wlasnej farmy i obejrzenie samemu jak wyglada produkcja.
    No ale oczywiscie to tez moja wyobraznia jak i to, ze bylam na takiej farmie. Ani chybi od upalu mam halucynacje :)

  26. co nazywasz teoria spiskowa?

    Teorią spiskową nazywam zakładanie, że w przypadku dużego producenta sprawa się nie rypnie, bo dał łapówkę. Zwłaszcza w tak poważnej kwestii jak masowe choroby czy zatrucia.

    No ale oczywiscie to tez moja wyobraznia jak i to, ze bylam na takiej farmie.

    Ja myślę, że twoja wyobraźnia wskutek antykorporacyjnego upału podsuwa ci wizję, że skoro ty pojechałaś raz czy dwa na taką farmę, to jest to powszechna praktyka.

    No i może u was w USA jest. U nas w Polsce produkty od rolników kupuje się na targu. I choć też zachęcają, żeby wpaść, to jeszcze nie znaczy, że Polacy masowo z tego korzystają.

  27. @ bart

    Ano właśnie, to jest coś, o czym chciałem wspomnieć. Po pierwsze, np. w Warszawie niewiele osób ma czas, chęć i sposobność, aby pojechać do gospodarstwa i sobie spacerować i oglądać. Po drugie, te rolnicze, naturalne wyroby są szczerze mówiąc znacznie droższe od sklepowych. Nie mam złudzeń co do tego, że większości ludzi po prostu na to nie stać. Po trzecie, i chyba najważniejsze, u mnie na bazarku są takie stragany ze „swojskim jadłem”. Szczerze: nigdy tam nic nie kupuję i nie chcę kupować. Upał 35 stopni, a baba ma na stoliku wielki biały ser owinięty w folię i mleko (naturalne, niepasteryzowane) w butelkach po wodzie albo innych napojach. Nie dość, że nie mam jak jej odwiedzić w jej gospodarstwie i sprawdzić, czy choćby ma czysto w kuchni, jak ten ser robi, to dodatkowo nie mam chęci jeść sera, który najpierw leżał 2 godziny w nagrzanym bagażniku samochodu (razem z tym mlekiem, rzecz jasna), a następnie leży od 4 godzin na słońcu na straganie. Tak samo wędliny (zero chłodni, bo w końcu jak natura, to na całego). Nie będę już nawet wspominał o tym, że naturalne, domowe wędzenie wędlin jest bardziej rakotwórcze i szkodliwe od złego, „chemicznego” wędzenia na zimno.

    Kiedyś skusiliśmy się na zakup mleka z gospodarstwa, gdzie jeździli nasi znajomi właśnie po wędliny i mleko. Niewiele zdążyliśmy z nim zrobić, bo następnego dnia było już kwaśne. Postanowiliśmy więc je przerobić na ser, ale ze względu, że nie było ono homogenizowane, tłuszcz się oddzielał od mleka i wydajność twarogu była niższa niż w przypadku kupnego, sklepowego mleka pasteryzowanego. Większość tego poszła w rury. Nie robimy już więcej eksperymentów i kupujemy przemysłowe mleko.

    To tyle chciałem dodać.

    @ zalinkowany artykuł z gazety

    Nie przebrnąłem przez całość, ale przejrzałem i muszę przyznać, że robi na mnie wrażenie podejście tego pana doktora do jedzenia. Ten tekst o tym, że w Stanach są takie normy higieniczne, że nawet ogórki się nie ukiszą – wow! No ale przecież u nas w Polsze kefir robi się tak, że się bierze surowe mleko, woła stare, mądre kobiety ze wsi i one coś ukręcą, trochę do bańki naplują i następnego dnia – proszę bardzo!: oto kefir… Błagam…

    A… i podoba mi się też ten fragment:
    Ale uwaga! Z sokami nie można przesadzać, to nie tylko „samo zdrowie”, ale też fura kalorii. Szklanka (200 ml) nektaru owocowego ma ponad 100 kalorii. Dlatego dietetycy zalecają, żeby nie pić więcej niż półtorej szklaneczki soku dziennie (a dzieciom – trzy czwarte szklaneczki).

    A jeśli sok jest rozcieńczony do postaci nektaru albo jeszcze bardziej, do napoju, można go wypić więcej. Gdy pilnujemy swojej wagi, lepiej nie ulegać pokusie stuprocentowego soku.

    Ten człowiek w ogóle chyba nie wie, co pisze. Używa najwyraźniej terminów sok – nektar – napój zupełnie zamiennie, mimo że sam początkowo wspominał o tym, że jest różnica. Najpierw pisze, że soki to fura kalorii, potem podaje przykład kaloryczności nektaru, a na końcu konkluduje, że jak jesteśmy na diecie, to lepiej pić nektar albo napój, bo jest rozcieńczony i można go wypić więcej. Co ciekawe najwyraźniej technologia sporządzania nektarów i napojów jest mu znana, bo sam pisał wcześniej, że to sok rozcieńczony wodą z cukrem. Więc w soku 100% mamy tylko zagęszczony sok owocowy rozrobiony w wodzie, a w nektarze i napoju mamy mniej tego zagęszczonego soku, ale za to dodatek cukru i aromatów. Czy jak rozcieńczymy sok wodą z cukrem, to będzie mniej kalorii?? Jakoś nie wydaje mi się.

  28. @Sykofanta

    „Najpierw pisze, że soki to fura kalorii, potem podaje przykład kaloryczności nektaru, a na końcu konkluduje, że jak jesteśmy na diecie, to lepiej pić nektar albo napój, bo jest rozcieńczony i można go wypić więcej.”

    Och, bo to jest dieta połowy porcji, tak? No przecież ;)

  29. biorąc pod uwagę jego logikę, to raczej dieta dwóch porcji :P a może to jest dieta homeopatyczna? jedną porcję rozcieńczamy do dwóch porcji…

  30. @Sykofanta

    Dieta homeopatyczna jest taka, że bierzesz sobie udko kurczaka i wytrząsasz w wodzie, wytrząsasz, wytrząsasz…. Po 5 latach, kiedy już kurczak się rozpadnie, dolewasz jeszcze 10 litrów wody. Wypijasz. Patrzysz. Jesteś piękny i chudy. Zrelaksowany. Masz umięśnione przedramiona.

    Dobra to dieta.

  31. @futrzak

    @miski:
    nigdzie nie twierdzilam, ze jestem przeciwko myciu jajek. Skad to wytrzasnales?

    To po co wyciągasz jajka w dyskusji o pasteryzacji mleka? Jedyny powód jaki mi przyszedł do głowy, to że znalazłaś analogię. Oczywistą analogią mycia jajek jest pasteryzacja mleka – są to procesy zmniejszające szansę zrobienia sobie kuku bakteriami, które w jednym czy drugim mają szansę (również przy wzorowej hodowli) się znaleźć.

    Pisząc „a tutaj artykul o tym, jak to wysterylizowane produkty sa bardzo zdrowe dla ludzi ” bez sensu pisałaś „wysterylizowane”, bo jajek się nie sterylizuje, tylko myje. Ale gdybyś nawet nie zrobiła tego błędu, to artykuł nie jest żadnym argumentem świadczącym, jakoby produkty wysterylizowane/pasteryzowane/umyte byłe szkodliwe – bo tam ktoś po prostu tych jajek nie domył. Więc nie byłe umyte.

    uwazam, ze ludzie powinni miec wybor. Jesli ktos chce kupic surowe mleko i sam sobie go odpowiednio przygotowac – prosze bardzo.[…] Jesli zas chodzi o choroby dzieci – coz, tak ten swiat jest urzadzony, ze dzieci ponosza konsekwencje glupich wyborow rodzicow. Jesli rodzic nie potrafi odpowiednio przygotowac jedzenia albo poda jedzenie juz zepsute, to niestety zachoruje cala jego rodzina, dzieci tez. W Polsce rocznie iles tam osob umiera z powodu zatrucia grzybami, dzieci rowniez. Czy to znaczy, ze nalezy pod kara wiezienia zakazac zbierania grzybow,

    Ojojoj. Jaki fajny korwinizm. Kary za nieużywanie pasów bezpieczeństwa i fotelików samochodowych, obowiązkowe szczepienia, czy kary za przechodzenie na czerwonym świetle też zwalczasz?

    A zdarza sie i tutaj, ze mimo tony konserwantow mozna kupic mieso juz nadpsute, z jadem kielbasianym.

    Link or it didn’t happen. Link ma poza opisem zdarzenia potwierdzać ową tonę konserwantów.
    BTW, o ile mi wiadomo, zatrucie jadem kiełbasianym zdarza się raczej od konserw warzywnych niż mięsnych, i uwaga: głównie od konserw robionych własnoręcznie w domu, nie od kupnych.
    http://www.cdc.gov/nczved/divisions/dfbmd/diseases/botulism/#how_common
    http://www.cdc.gov/nczved/divisions/dfbmd/diseases/botulism/#prevent

  32. „Fatamorgana ściętej głowy” – ciekawe co by to miało znaczyć – słyszałem o marzeniu ściętej głowy, ale fatamorgana…

  33. @sól jodowana a ogórki małosolne

    Od wielu lat od maja do września robię ogórki małosolne i używam zwykłej soli zawierającej jod. Ogórki smakują i mi i mojej rodzinie i znajomym. A przepis na ich wykonanie jest jednym z niewielu, który udostępniam innym:
    – ogórki (nieważne czy małe, czy trochę większe, czy całe zielone, czy zazółcone, czy z targu, czy z hipermarketu)
    – czosnek (nieważne czy polski, czy chiński)
    – sól (nieważne czy jodowana, czy nie, ale ważne, żeby w odpowiedniej proporcji do reszty – w domu mam miarkę)
    – koper (nieważne czy świeży, czy suszony, byleby utrzymywał ogórki pod wodą, żeby nie zgniły)
    – gorczyca, liść laurowy, chrzan, ziele angielskie – do smaku
    – wrzątek (bardzo ważne, to nie ma być gorąca woda, ale wrzątek)

    pozdr.

  34. Wyobraziłem sobie Sarę Palin, która wśród alaskańskiej głuszy, z dwoma gatlingami w łapskach, wybija resztki mikroflory.

  35. P.s.
    Uwaga, będzie REKLAMA.

    Pyszny, sterylny i zdrowy
    Shake mleczno-chloraminowy.

  36. Hmmm.
    1. Sól jodowana zła: to mit. 90% soli w Polsce jest jodowanej, w wielu przypadkach jest to małym druczkiem, sól morska zawiera jod w sposób naturalny. Większość konsumentów po prostu nie ma pojęcia, że użyło soli jodowanej. A ogórki się kisi powszechnie.
    2. Kiszenie ogórków czy kwaszenie mleka zagranicą. Może się nie udać, ale nie dlatego (tylko), że mleko tam wszędzie pasteryzują. U nas też to robią, kupienie mleka niepasteryzowanego jest prawie (patrz niżej) niewykonalne. Rzecz w tym, że nieco inny zestaw bakterii lata w powietrzu i po krowach tam na zachodzie. I mleko po prostu zostawione na wierzchu (takoż ogórki) może wcale nie zostać zakażone przez bakterie fermentacji mlekowej. Zresztą ten sam efekt można uzyskać i u nas, jeśli próbuje się ukisić mleko sterylizowane (UHT) nie zaprawiając go świadomie żadną kulturą bakteryjną – najczęściej gorzknieje, nie kwaśnieje. Ale wystarczy dodać łyżeczkę kwaśnego mleka i jest jak trzeba.
    3. Po co mleko niepasteryzowane? Rzeczywiście jest nieco zdrowsze, bo pasteryzacja wykasza jednak część witamin obecnych naturalnie w mleku. Również przetwory mleczne na mleku niepasteryzowanym udają się lepiej (btw. polecam porównanie cen i dostępności francuskich serów z mleka pasteryzowanego i niepasteryzowanego). To błyskawiczne skwaśnienie mleka „od baby” tylko to potwierdza. Ale niebezpieczeństwo jest – lekarze ostrzegają np. kobiety w ciąży, że komu jak komu, ale im niepasteryzowanego nie wolno, ze względu na ryzyko listeriozy.
    4. A od pewnego czasu można u nas dostać mleko niepasteryzowane, ale poddane mikrofiltracji na zimno. I to jest fajne – ja wyraźnie czuję różnicę w smaku (in plus) w porównaniu do UHT, witaminy ma, a chwalą się, że 99% drobnoustrojów odfiltrowuje. Niestety, jest wyraźnie droższe.

  37. Rzeczywiście jest nieco zdrowsze, bo pasteryzacja wykasza jednak część witamin obecnych naturalnie w mleku.

    Wykasza, owszem, ale niedużo i tylko niektórych. Z tej pracy, którą cytowałam wyżej, wynika że:
    Pasteurization does not cause appreciable losses of the fat-soluble vitamins A, D, E, and K. Pasteurization will result in a loss of 0%–10% of the vitamin C present (informacje o różnicach dawał też Miskidomleka http://miskidomleka.wordpress.com/2010/08/26/mleczko ). Ponadto awitaminoza nie jest aż takim znowu problemem zdrowotnym w krajach rozwiniętych obecnie. Czyli pisanie o „zdrowym”, kiedy wiadomo, ile całkiem groźnych drobnoustrojów chorobotwórczych siedzi w takim niepasteryzowanym mleku, ile było chorób na tym tle w przeszłości, itd.(bo nie chodzi tylko o listeriozę czy gruźlicę – również patrz mój komć powyżej) – cóż, dość mocno mnie dziwi.
    Jestem w stanie zrozumieć, że ludziom surowe mleko smakuje – choć ciekawe, czy odróżniliby je od pasteryzowanego, gdyby nie było to powiedziane, i choć mnie samej absolutnie nie smakowało – ale żeby pisać, że jest zdrowsze?

    A od pewnego czasu można u nas dostać mleko niepasteryzowane, ale poddane mikrofiltracji na zimno.

    A to jest super. Filtracja jest doskonałą metodą, tyle że zdecydowanie jest droższa.

  38. „pisanie o „zdrowym”, kiedy wiadomo, ile całkiem groźnych drobnoustrojów chorobotwórczych siedzi w takim niepasteryzowanym mleku (…) dość mocno mnie dziwi.”

    No, trochę się nadstawiłem z tekstem „trochę zdrowsze”. Wystarczyło mi napisać, że ma trochę więcej witamin. Zapytałbym jednak, czy w w/w tekście, gdy piszą o ‚pasteurization’, mają na myśli proces UHT, czy niskotemperaturową pasteryzację.

    Co do smaku, w życiu bym się nie założył, że surowe jest smaczniejsze, bo brak mi porównania. Wśród różnych producentów takiego samego UHT są jak dla mnie spore różnice w smaku, przy czym nie na skali smakuje/nie smakuje, po prostu są nieco inne. Dlatego podejrzewam, że w ślepej próbie wyszłyby zupełnie inne kryteria tego, czy mi mleko smakuje. Z zalet mleka niepasteryzowanego więc zostaje łatwiejsza produkcja serów.

    Ciekaw jestem, swoją drogą, jak to robią np. Francuzi ze swoimi najsłynniejszymi gatunkami serów, tymi, które na sporą skalę sprzedają zamarkowane jako ‚z mleka niepasteryzowanego’. Nie słychać o jakichś masowych zatruciach z tego powodu, a do tego muszą przecież mieć jakiś monitoring tego, czy z ich kadzi niepasteryzowanego mleka nie wyrastają im jakieś groźne rzeczy. Może po prostu wystarcza dokładna kontrola higieniczna w całym łańcuchu dostaw? Rozumiem oczywiście, że ryzyko i tak jest większe, a takiej kontroli nie będziemy mieć w przypadku baby na targu. Ale np. bez wahania kupimy oscypka czy bryndzę od gaździny, a nasi górale też mleka nie pasteryzują. Nie znam oficjalnych statystyk, ale o zatruciach spowodowanych spożywaniem bryndzy czy bundzu jakoś nie słychać (oscypek może byc nie na temat, bo dojrzewa dłużej).

  39. @ Rudy

    No, trochę się nadstawiłem z tekstem “trochę zdrowsze”. Wystarczyło mi napisać, że ma trochę więcej witamin. Zapytałbym jednak, czy w w/w tekście, gdy piszą o ‘pasteurization’, mają na myśli proces UHT, czy niskotemperaturową pasteryzację.

    No chyba tak :-). Z tym, że sam widzisz, jak to wygląda z tymi witaminami.
    A w pracy piszą o pasteryzacji, a nie UHT. To są przecież zupełnie inne procesy, inne temperatury (choć fakt, że w tej chwili nie tylko „klasyczną” pasteryzację się stosuje). No i pasteryzacja z definicji nie jest sterylizacją (do której UHT jest zaliczane).

    Co do smaku, w życiu bym się nie założył, że surowe jest smaczniejsze, bo brak mi porównania.

    Ja też bym się nie zakładała, bo to rzecz gustu. Pisałam o swoim, no i odnosiłam się do komentarzy u Misek.

    Może po prostu wystarcza dokładna kontrola higieniczna w całym łańcuchu dostaw?

    Może tak. Z tej samej pracy: Dairy product food safety, however, can be enhanced by implementing excellent hygienic standards for housing and milking centers and cow cleanliness and through uniform adoption of milking practices that reduce contamination of milk.

    Ale np. bez wahania kupimy oscypka czy bryndzę od gaździny, a nasi górale też mleka nie pasteryzują.

    Ja bym nie kupiła :-)

  40. „Ja bym nie kupiła :-)”

    Ale spożycie jest masowe :) Co więcej, oscypek podhalański ma imprimatur UE na produkcję tradycyjną, jako oficjalny produkt regionalny i w ogóle. Więc te kupowane zafoliowane w supermarkecie też raczej są z niepasteryzowanego mleka.

  41. A jeszcze względem UHT a pasteryzacja, spotkałem się z określeniem UHT jako „pasteryzacji wysokotemperaturowej”, angielska wiki też opisuje UHT w dziale „Pasteurization”. Choć oczywiście nie ma to nic wspólnego z tym, co wymyślił Pasteur ani z domowymi sposobami na utrwalanie przetworów (które przecież sam czasem stosuję).

  42. Muszę zastosować autokorektę: w angielskiej wiki UHT jest wspomniane, ale nie zaliczane do pasteryzacji. Nie przeczytałem dokładnie >:> A pasteryzacja wysokotemperaturowa wspomniana na polskich opakowaniach to pewnie raczej HTST, a nie UHT.

  43. @Rudy
    A no właśnie, miałam Cię poprawić, ale już zdążyłeś poprawić sam.
    Znalazłam też w angielskiej wiki hasło UHT i tam piszą, że jest to metoda sterylizacji (częściowej, czymkolwiek by ona była ;-) http://en.wikipedia.org/wiki/Ultra-high-temperature_processing).
    Wysokotemperaturowe pasteryzacje są chyba nieźle wymieniowe w tej pracy (to o nich pisałam, że istnieją w odróżnieniu od klasycznej), bo jest ich tam nawet więcej, niż tu, w wiki: http://en.wikipedia.org/wiki/Flash_pasteurization.
    Tak czy inaczej, różnica jest wyraźna, i w dodatku w samej zasadzie działania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s