Kalifornijczycy, róbcie tak dalej

W nawiązaniu do jednej z poprzednich notek jest kolejna ofiara krztuśca w Kalifornii. Malutki dzieciak, który w swoim życiu miał prawdopodobnie po prostu pecha, że trafił na tak wspaniałych rodziców. Prawdopodobnie, gdyż w kontekście epidemii krztuśca w Kalifornii (i nie tylko) wspomina się, że brak szczepień u dzieci to nie kwestia niewiedzy rodziców czy ich ubóstwa. A przynajmniej nie tylko. Coraz częściej bowiem nie szczepią w Stanach rodzice zamożni, biali, dobrze wykształceni. Jak widać, znakomicie wykształceni na tyle, żeby powiedzieć – a po co szczepienia? Przecież niemożliwe, żeby choroby wieku dziecięcego były aż tak groźne. To tylko zua bigpharma chce nam wmówić niebezpieczeństwo, narazić nas na koszta przyjmowania tej niesłychanie ogromnej liczby szczepień, otruć tiomersalem, zarazić autyzmem, a w dodatku, zapewne w porozumieniu z rządem, powszczepiać nam jakieś czipy, kontrolujące nasze zachowanie. Nie damy się. Niech lepiej umrą nasze dzieci. Co tam, dziecko rzecz nabyta, zrobimy sobie kolejne. Ale nie odpuścimy. W końcu wiemy lepiej.

Na szczęście czasem idą po rozum do głowy. Straszne tylko, że zanim to nastąpi, za ich szaleństwa płacą dzieci.

Update z 17.01.2011 – neverending krztusiec story

Reklamy

10 uwag do wpisu “Kalifornijczycy, róbcie tak dalej

  1. tak tak- sama mam kilku znajomych (co prawda w teksasie, ale tez wyksztalceni itd.), ktorzy bardzo dlugo odwlekali te szczepienia ze wzgledu na strach przed autyzmem. dopiero gdy dowiedzieli sie, ze moga miec problemy z przyjeciem dziec ido szkoly zdecydowali sie na szczepionki.

  2. @tranikowa

    Problem w tym, że w wielu stanach (w tym Teksasie) można dostać „personal belief exemption” i i tak zapisać dziecko do szkoły. Powołanie się na coś co brzmi religijnie otwiera drzwi do szkodzenia własnym i innym dzieciom. Nie mów tego tym znajomym.

  3. A propos autyzmu, czy w ogóle są jakiekolwiek dane na temat tego, że można go nabyć po urodzeniu? Zawsze mi się zdawało, że autyznm, nomen omen, wczesnodziecięcy to coś, co zdradza oznaki bardzo wcześnie, tyle, że jednoznaczna diagnoza w takim wieku jest trudna.

  4. Mnie tez denerwują te „personal beliefs”. Czy jak powiem, że wierzę w to, że 2+2=36 to mnie za to negatywnie nie ocenią. Sens ten sam, a szkodliwość nieporównywalna.

  5. @ Rudy
    Ja się na autyzmie nie znam, ale na szybko znalazłam takie dwa streszczenia przeglądówek. Nie zajrzałam do samych publikacji.

    Autism is a pervasive developmental disorder characterised by impairment in social interaction and in communication, with unusual behaviour. Genetic factors are predominant in autism pathogenesis. Interactions between multiple genes cause „idiopathic” autism but epigenetic factors and exposure to environmental modifiers may contribute to variable expression of autism-related traits.

    Autism is not a disease but a syndrome with multiple nongenetic and genetic causes. By autism (the autistic spectrum disorders [ASDs]), we mean the wide spectrum of developmental disorders characterized by impairments in 3 behavioral domains: 1) social interaction; 2) language, communication, and imaginative play; and 3) range of interests and activities. […] Review of 2 major textbooks on autism and of papers published between 1961 and 2003 yields convincing evidence for multiple interacting genetic factors as the main causative determinants of autism. Epidemiologic studies indicate that environmental factors such as toxic exposures, teratogens, perinatal insults, and prenatal infections such as rubella and cytomegalovirus account for few cases. These studies fail to confirm that immunizations with the measles-mumps-rubella vaccine are responsible for the surge in autism.

  6. Powinnaś wystąpić w tv. Osobiście znam rodziców, którzy nie szczepią dziecka, bo ma to wywoływać i pogarszać istniejące alergie, no i takie tam. Tłumaczenia mają raczej mętne, ale przebija z nich strach o zdrowie dziecka, więc to kwestia braku wiedzy. Tylko jak komuś z odchyleniem altmedowym (złe koncerny farmaceutyczne trzymają w kieszeni lekarzy) taką wiedzę przekazać?

  7. No właśnie – jak przekazać? Nie mam pojęcia. Obawiam się, że dopóki sami się nie przekonają, to żadne gadanie nie pomoże. A bakterie i wirusy zacierają łapy z zadowolenia. Żeby daleko nie szukać… – ale o tym to będzie następna notka (jak dobrze pójdzie).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s