Fiku miku w Koperniku

Tych paru wiernych Czytelników, którzy czekają być może na dalszą część notki o kandydozach, upewniam, że ta notka będzie. Wprawdzie jest jeszcze surowa, ale się gotuje. I kiedy tylko się ugotuje, na pewno ją podam na stół. Tak więc stay tuned.

A dzisiaj po prostu musiałam napisać to, co napisałam. Czasem człowiek musi, inaczej się udusi, nieprawdaż. Przeczytałam bowiem ten artykulik na bezbłędnym jak zwykle portalu gazeta.pl. Wszystkich zachęcam do zapoznania się – nie tylko z tekstem, ale i z filmikiem tam się znajdującym. Jest fascynujący.

Ja natomiast w tym czasie udam się pod stół, na czworakach. I będę tam odszczekiwać moje niecne i krytyczne zdanie o Centrum Naukowym Kopernik. Hau, hau, hau. Bo okazuje się, że CNK zabrało się jednak za naukowe podejście do sprawy. I to od właściwej, sugerowanej zresztą przeze mnie (dodam nieskromnie), strony – patrz ostatnie zdanie notki o otwarciu Centrum. Gdyż albowiem będzie mowa o seksie! I to nie o jakichś bredzeniach seksuologów na temat jak to ludzie są różni i mają różne upodobania. Że część kobiet to coś tam, a część mężczyzn to inne coś tam, a z drugiej strony – inna część kobiet i mężczyzn to coś tam zupełnie innego, a w ogóle to różnie bywa. Nie, CNK podchodzi do kwestii bardzo twardo, naukowo i niestereotypowo.

Seks na tylnym siedzeniu samochodu. Normalka, wszyscy, absolutnie wszyscy o tym marzą i żadnych w tym stereotypów szczęśliwie się nie uświadczy. Wciskając kolejne guziczki (biegów), pokonujemy kolejne granice intymności, dochodzimy do stosunku. Jak pięknie, jak romantycznie. Jak zupełnie to nie kojarzy się z rozpaczliwymi listami do gazet pod hasłem – droga redakcjo, poradźcie, moja dziewczyna nie ma ze mną orgazmu, co mam Z NIĄ zrobić? Gdzie nacisnąć, gdzie posmyrać, gdzie dotknąć – i w jakiej kolejności – żeby doszło do tego, co czego ma dojść? (marny pun oczywiście intended)

I dobrze, że rada naukowa CNK walczy szczególnie ze stereotypowo romantycznym pojmowaniem (kwiatki, komplementy, delikatne przekraczanie kolejnych granic intymności) seksu przez wiele kobiet. Ze wstydem posypuję głowę popiołem (przy tym odszczekiwaniu rzecz jasna), że i mnie dodawanie gazu, ewentualnie używanie hamulca (że nie wspomnę o rączce zmiany biegów), jakoś tak kojarzyło mi się… hmmm, zbyt mechanicznie? Zbyt bezosobowo? Zbyt wham-bam-thank-you-ma’am? Kobieto, ogarnij się więc. I doceniaj oraz podziwiaj naukowe podejście.

Oraz finezyjność i subtelność mówienia o tej – już wiem, już teraz wiem! – wcale-nie-delikatnej materii.

– Jest gaz, ale i hamulec. Ręcznego nie ma, bo przecież nie mówimy o celibacie – żartował Łukasz Badowski.

Ach, świetny dowcip, jakiż wspaniały. Pod tym stołem, gdzie nadal odszczekuję, robi mi się gorąco (z ekscytacji walorami intelektualnymi ofkors) i muszę się rozebrać. A kiedy dodatkowo słucham błyskotliwych wyjaśnień pana Łukasza na temat, skąd wzięła się nazwa Re:Generacja, macham nawet drżącą ręką na ten porozmazywany na całym ciele popiół. I postanawiam – zupełnie nie wiedzieć czemu – pojechać trochę na ręcznym i pobawić się moimi guziczkami. Po czym dochodzę… DO WNIOSKU dochodzę, że kobiety to jednak są słuchowcami i nic ich tak nie podnieca, jak elokwencja i inteligentna nawijka. Dziękuję ci, Centrum Nauki, za tak rewelacyjną i znakomitą lekcję oraz niesamowitą podróż do świata seksu w garbusie. Kinky.

A na koniec, jak już się ogarnę po tych wszystkich seksownych bon motach, guziczkach i dochodzeniach prowadzonych na ręcznym, muszę jednak wrzucić disklajmer. Znowu piszę tę notkę na podstawie li i jedynie prasowych doniesień. Posypuję więc głowę… a nie, zostawmy już ten popiół, bo znowu skończy się na naciskaniu guzików oraz dochodzeniu, a i szanowny małżonek zacznie się czegoś domagać… ekhm, więc niczego już nie posypując postanawiam polecieć przy najbliższej możliwej okazji do Warszawy. I odwiedzić Centrum. A w ramach tej wizyty spróbuję przekonać się, jak bardzo profesor Głazek nie miał racji, twierdząc przy okazji zwiedzania CNK:

Z nauki nie można robić telewizji i cyrku, bo wtedy się okaże, że na scenie zostali sami klauni

No bo jak to, panie profesorze? Że cyrk? Że telewizja? Przecież taki na przykład garbus to jest obiekt NAUKOWY. Wnoszący mnóstwo wiedzy, nauki, edukacji oraz poznania w skromne życie zwiedzających, oraz pokazujący, że relaks to nie tylko piwo na tylnym siedzeniu samochodu. Oj, mam wrażenie, że nie tylko mnie należy się chłosta – za karę za niesprawiedliwe i krzywdzące opinie o CNK.

16 uwag do wpisu “Fiku miku w Koperniku

  1. Kopernik troszeńkę by się zdziwił jak ciekawe pomysły miał zainspirować, ale za młodu był przecież wesołym studentem…

  2. Czyli to po prostu kabina filmowa z pornosem. Po naciśnięciu guzika wyświetla się kolejna scena – czy tak? Ciekawe, czy Pan Łukasz Badowski z niej korzysta i co tam przy okazji robi…

  3. @ Globalnysmietnik
    No właśnie chętnie bym się przekonała na własne oczy, czy to jest tylko kabina z pornosem. Ale na podstawie przeczytanych fragmentów obawiam się, że chyba tak. I co to ma wspólnego z Centrum Nauki?
    Dodatkowo, szczerze mówiąc, wolałabym już sobie nie wyobrażać pana Łukasza, co on tam robi :-P. Pana Łukasza oraz naukowości CNK mam jakoś dosyć chwilowo :-)

  4. @sporothrix
    Chyba mi się ostatnio buc-detektor przegrzewa, mimo to dzięki za notkę.

  5. @sporothrix
    Gdzieś na półce leży książeczka wydana w wielce poczytnej serii „Klasycy Psychologii” autorstwa Lombroso (tego co opisywał charaktery ludzkie na podstawie wyglądu twarzy). Kupno jej to był trochę żart, nie sądziłem, że się przyda i wstydzę się wymienić jej tytuł. Nie mogę się jednak oprzeć i już po nią sięgam, aby czegoś się dowiedzieć na temat Pana Ł.B.

  6. @ Globalnysmietnik
    Wiesz, w sumie nie ma się czego wstydzić. Już cytowałam w tym miejscu „Tajemnice niekonwencjonalnej medycyny”, które to dzieło jak najbardziej posiadałam. A obok mieściła się chociażby twórczość Dänikena :-)
    Ciekawa więc jestem, czego interesującego dowiesz się na temat pana Ł.B. po przeczytaniu Lombroso ;-)

  7. Ciekawa więc jestem, czego interesującego dowiesz się na temat pana Ł.B. po przeczytaniu Lombroso ;

    No cóż, rozpocznijmy od tego, że teorie Lombroso wiążące kształt czaszki i wygląd zewnętrzny z cechami charakterologicznymi, a w szczególności skłonnościami do zaburzeń osobowości i popełniania przestępstw są fałszywe. Ów badacz starał się powiązać skłonność do zaburzeń z tak zwanymi „stigmata degenerationis”, które wziął był wyróżnił. Tak jakoś się złożyło, że wielu ekstrawagancko noszących się ludzi mediów posiada jakieś lombrozowskie „stigmata degenerationis”. Oczywiście wiele z tych „stigmata degenerationis” Lombroso wiązał z zaburzeniami w sprawach seksu (może sam miał z czymś problem).

    Dlatego jak ktoś powie coś głupiego w tej materii – nie mogę się powstrzymać, aby nie sprawdzić, co, gdzie i z kim naszemu delikwentowi kazałby w chwilach intymności robić Lomboso.

    Na tym trzeba skończyć, bo pan ŁB oskarży nas o zniesławienie.

  8. Pratchett proponował kraniologię* interwencyjną: jeśli określone wgniecenia w czaszce mają znamionować inteligencję, dryg do biznesu, czy szaleńcze powodzenie u naszej ulubionej płci, a rzeczonych wgnieceń nie mamy, należy pójść do dyplomowanego kraniologa interwencyjnego, dysponującego zdezynfekowanym, wystandaryzowanym młotkiem i dłutkiem. I włala!

    Nawet takiego uroczego p. Łukasza można ściśle naukowo udoskonalić.

    *Czy może frenologię? Cytuję z pamięci.

    PS. Czyli autorka bloga siedzi teraz w negliżu pod stołem posypana popiołem i wciska guziki? Och.
    Chyba kucnę przy kaloryferze.

  9. Ja się muszę tam wybrać kiedyś, tylko czasu nie mam, bo jestem bardzo zajęty. Ale za to przebieram nóżkami niecierpliwie czekając na kolejną część kandydozy (brak przecinków zamierzony). :D

  10. @ Globalnysmietnik
    O, słyszałam o przestępstwach, ale nie o seksie. Jak widać, seks musi być i już :-P

    @ Ija
    Powiem Ci (spod tego stołu ;-)), że metoda dłutka i młotka budzi respekt. I dreszcze.

    @ Sykofanta
    Witam Cię ponownie! Kandydoza będzie. A przed udaniem się do CNK przestrzegała mnie koleżanka, mówiąc że jakbym poszła, to miałabym materiał na kilka notek. Czyli chyba warto :-P

  11. @ija: retrofrenologia to sie zwało. Frenologia wprost, niestety, istniała naprawdę :)

  12. @globalnysmietnik:
    Ten Lombroso to trochę jak późny plagiator Arystotelesa, który wszak stworzył „Fizjognomikę”:
    „Ci, którzy mają małe oczka, bywają nikczemni; wnioskuje się o tym z przykładu małp

    Ci, którzy mówią głosem miękkim i bezdźwięcznym, bywają łagodni; wnioskuje się o tym z przykładu owcy. Ci zaś, którzy mówią głosem wysokim i wrzaskliwym, bywają narwani; wnioskuje się o tym z przykładu kóz”

  13. @ rudy013
    Dzięki, też mi się coś roiło, że Pratchett użył jednego słowa. ;-) Wiem, że plugastwo istniało i do jakich celów było wykorzystywane. Zresztą PTerry też do tego nawiązał, już bardziej serio, w „Straży nocnej”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s