Strzelając do patogena atomem, czyli dildo na poduszce lekiem od uderzenia pioruna

Chodzi o przyjemność. W medycynie alternatywnej. Nie o jakieś leczenie pacjenta, nie o tę ponurą i zuą medycynę normalną, która truje i zabija pacjentów bez przerwy, nawet nie o pieniądze, o których, naturalnie, w altemedzie nie ma mowy. Bo wszystkie firmy produkujące homeopatię czy aparaty do wbijania sobie czegoś w coś tam, pracują wyłacznie charytatywnie i absolutnie nie brudzą swaich rączek żadnym zyskiem.

Chodzi więc o odrobinę przyjemności. W końcu jaki głupek wbijałby sobie gwoździki w mosznę, gdyby nie miał z tego tej odrobiny? „Jesteś tego warta”, no nie?

Dzisiaj dwa kolejne urocze przykłady jakże skutecznych (choć nie o to przecież chodzi) zastosowań medycyny niekonwencjonalnej. Jak pisze autor tej milutkiej zresztą i interesującej strony (w rozdziale o leczeniu opryszczki):

Wirus opryszczki towarzyszy ludziom od niepamiętnych czasów. Prawdopodobnie zakażona jest nim większość populacji, wirus Herpex Simplex pasożytuje w komórkach nerwowych, często długo się nie ujawniając. Obniżenie odporności, stess itp. pozwala mu na atak. Mamy dwa typy wirusa:1 – twarzy, i 2 – genitalii. Sporo ludzi męczy się bardzo opryszczką, która potrafi ich zaatakować nawet kilka razy w roku.

Jest bardzo prosta metoda na powstrzymanie tego wirusa, oparta na wykorzystaniu napięcia kilkuwoltowej bateryjki. Nawet żadnych generatorów.

Zanim zaczniecie się śmiać, zapoznajcie się z poniższym materiałem. Generalnie, jest sporo patentów na likwidowanie róznorakich mikrobów prądem elektrycznym, czy też elekromagnetyzmem. Wymienię choćby ich część: nr 5,139,684, i 5,188,738, i 5,133,352.

I siedem, i piętnaście, i adin, dwa, tri… Zanim zaczniecie się śmiać, wyobraźcie sobie tę bateryjkę przykładaną do rozmaitych miłych części ciała. Niekoniecznie swoich własnych. I kopiącą lekko prądem. To lepsze niż wibrator i inne tam takie razem wzięte.

Ale do rzeczy. Najprościej, potrzebując awaryjnie pomocy, nabywamy małą bateryjkę płaską 9V typu 6F22 i dotykamy jej elektrodami okolic, gdzie czujemy że coś się zaczyna rozwijać.
Kto ma częściej kłopoty z opryszczką (Herpes), może zainteresować się naprawdę prostym urządzeniem, jakie prezentuję poniżej…. Mój pomysł sprowadza zsadniczo do wykorzystania bateryjki 12V stosowanej do alarmów samochodowych. Zastosowałem też opornik 5-10 kiloomów, diodę LED i wyłącznik – wszystko włączone w szereg z baterią. Ponieważ pobór prądu jest bardzo minimalny, bateryjka powinna pracować rok lub dwa. Urządzonko jest bardzo małe i poręczne.

Niestety, na stronie znajdują się wyłącznie zdjęcia samego urządzonka oraz słodziutkej młodziutkiej blondyneczki przykładającej sobie bateryjkę do ust. Autor strony podaje w innym miejscu (rozdział o generatorze srebra koloidalnego), że

praktycznie każdy meżczyzna dysponujący prawą ręką ;) może swobodnie sobie takie „urządzenie” wykonać.

Wprawdzie pisze tu akurat o generatorze srebra koloidalnego, które

Działa także na wirusy, dopadając je, mówiąc poetycko, jak srebrny pocisk wampira :).
Unieszkodliwia ono wszystkie bakterie (i wirusy). A ile bakterii przeciętnie unieszkodliwia antybiotyk? Sześć do ośmiu (a jest ich setki).

ale. I podoba mi się stanowcze oraz poetyckie wyrażenie opinii o wyższości srebra nad antybiotykami, dopadającymi tylko sześciu – ośmiu bakterii.

Jak widać przy okazji, stronka jest wielce męskocentryczna. Osobiście dysponuję reką prawą, a nawet i lewą, a chyba mi jednak czegoś brakuje. Czegoś, co powoduje, że nie jestem w stanie zbudować takiego urządzonka, jak autor cytowanej strony. Ani chybi musi to jest penis. To czego mi brakuje znaczy. Penis z powpinanymi, kopiącymi prozdrowotnie elektrodami. Ach, gdybyż zamiast blondyneczki pokazano na zdjęciu jakiegoś słodziutkiego  blondyneczka, który przykłada sobie bateryjkę do tych miejsc, gdzie także grasować może wirus o nazwie herpes 2 genitalii, to może bym się skusiła. Na urządzonko terapeutyczne ofkors.

Widoczne metelowe zakończenia należy przykryć swego rodzaju „koszulkami”” sporządzonymi z bawełny. Podczas użycia koszulki te muszą być zwilżone w słonej wodzie.

I organizujemy konkurs mokrego koszulka dla wszystkich meteli. Tych blond przede wszystkim.

Zalecana sól – morska bez domieszek. Metal, jeśli goły, to dopuszczalny tylko jeśli jest to cynk lub srebro, ale należy uważać, gduż potrafi „usczypnąć”, ogólnie zaleca się wspomniane powyżej koszulki.

Bo jak się ubrać w ten mokry koszulek, to już nikt nikogo nie usczypnie? Chyba wprost przeciwnie.

A oto jak to działa… Prąd elektryczny o niskim amperażu, (ułamki miliampera) penetruje proteinową osłonę wirusa, porażając następnie jego polipeptydową strukturę. Obserwuje się intensyfikację funkcji mitochondriów zaatakowanych komórek, co, poprzez zwiększenie pojemności membran komórek przywraca w końcowym rezultacie ich odporność. […] Wyniki, jak to można przeczytać, są naprawdę spektakularne.

Ja sama jestem spektakularnie porażona tą wiedzą o wysokim amperażu. Nawet obraz blondynka ze srebrną bateryjką w mokrym koszulku ze srebrnym wampirem jakoś zbladł w mej pamięci, mówiąc poetycko.

Zarażenie wirusem opryszczki jest sprawą dość poważną. Przedstawiony powyżej sposób jest jedynie doraźnym rozwiązaniem. Problem opryszczki uważany jest za nierozwiązywalny… w co ja nie wierzę.

Kto by tam wierzył. Ale przecież nie o problem, opryszczkę i leczenie chodzi.

Potem autor strony znacznie energiczniej puszcza się poręczy, co nieco zaburza konstruowane mojej tezy, że z tą medycyną alternatywną to chodzi tylko o to, żeby zrobić sobie dobrze. Z drugiej strony jednak, czyż dreszcz, który odczuwam, nie jest aby dreszczem zakazanej i mhrocznej przyjemności? Nie? To może i lepiej. Chociaż czasem bywa wesoło (w rozdziale o elektonicznym usuwaniu patogenów), to czasem zgoła nie jest.

Historycznie rzecz biorąc, ludzie niejeden już raz odkrywali iż prąd elektryczny pomaga uwolnić się od niektórych chorób. Używano nawet elektrycznych węgorzy. Notowano przypadki ludzi ktorzy przeżyli nie bezpośrednie uderzenie pioruna. Ludzie tacy doznawali np. kompletnego pozbycia się trapiących ich od lat chorób, czy też odzyskiwali włosy.

To ja, to ja! *podskakuje podekscytowana* To ja przeżyłam uderzenie pioruna, który przed chwilą walnął w Pernambuco. I włosy też mam *maca się po głowie*, można więc założyć bez nieuprzejmego pytania o stan sprzed pioruna, że je właśnie odzyskałam. O radości.

[…] zappowanie wirusa AIDS niskonapięciowym prądem elektrycznym może niemal wyeliminować jego zdolność do infekowania ludzkich białych ciałek w warunkach laboratoryjnych. Odkrywcy tej metody, dr W. Lyman i dr S. Kaali […] ujmują [że], prąd elektryczny (50-100 mikroamperów) nie niszczy bezpośrednio wirusów. On upośledza otoczkę proteinową wirusa w taki sposób iż uniemożliwia to wirusowi wytwarzanie reverse transcriptase (nie wiem jak to powiedzieć po polsku) który jest mu niezbędny do do wniknięcia do wnętrza ludzkiej komórki. I tak biedny wirus oddany zostaje na pastwę naszego systemu odpornościowego.

Jakoś to tak trochę na bakier z rzeczywistością, ale brzmi bardzo intriguing (nie wiem jak to powiedzieć po polsku)

Dr Kaali wraz z prawnikiem Peterem Schwolsky wystąpili o… patent na metodę czyszczenia krwi z zastosowaniem implantu (w oryginale implantable electrifying device, ale przyznać trzeba iż dziwnie brzmi wyrażenie elektryfikacja krwi, więc nazwałem to czyszczeniem… choć może jednak przyjmie sie elektryfikacja?). Otrzymali go szybko, a na temat tego odkrycia ukazały się w sumie trzy artykuły: oprócz wspomnianego Science News zamieszczono artykuły w Longevity (14 grudnia 1992) i The Houston Post (20 marca 1991). A wydawałoby się iż czołówki gazet powinny być pełne relacji nt. wspaniałego, udokumentowanego odkrycia. W końcu, znaleziono skuteczną metodę zwalczania HIV! I, jak się szybko okazało, wszelkich innych patogenów.

No właśnie. A tu nawet nothing to, jak mawiał pan Michał.

Niestety jednak, to co nastąpiło potem to … cisza, nic. No nothing jak mówią niektórzy. Brak reakcji establiszmentu medycznego, a przecież chodziło ni mniej ni więcej jak o udowodnioną metodę powstrzymania AIDS… Proszę wpisać 5139684 (jest to numer patentu na metodę którą właśnie krótko omówiłem) w wyszukiwarce Google, otrzymacie Państwo masę informacji, niestety raczej nie w języku polskim, na temat omawianego odkrycia (i milczenia jakie po nim nastąpiło),

I tak urodził się zapper.

Można też znaleźć wzmianki iż zappowanie wytwarza w naszym ciele śladowe ilości wody utlenionej. Ta łatwo uwalnia tlen w organiźmie. Jest to zbawienne dla zdrowia, ale w ogóle nie znane. A jak działają przeciwciała? M. in. strzelając do patogena atomem tlenu. Bakterie pożyteczne dla naszego ustroju tymczasem są tlenolubne, czyli tlen im nie szkodzi. Leczenie ozonem i wodą utlenioną (np. dożylnie…) to raczej nieznane kuracje. Spotyka się informacje że ozon jest niezwykle szkodliwy… zapomniano dodać że tylko wdychany i to w nieco większych ilościach. Natomiast np. doustnie jest zbawieniem dla organizmu. Trójatomowa cząsteczka tlenu ozonu rozpada się w organiźmie na dwuatomową normalnączęsteczkę i tlen jednoatomowy, pracowity i aktywny. Ten dokonuje cudów w organiźmie. Ozonem można łatwo nasączać takie ośrodki, jak wodę czy oliwę z oliwek. Ozonowany olej z oliwek można trzymać nawet i rok (lodówka), i używać do skutecznego leczenia np. chorób skóry. Jest w internecie wiele dobrych informacji na tematy leczenia tlenem. Czy ktoś słyszał o dr Warburgu który przed II Wojną dostał dwie nagrody Nobla za skuteczne leczenie raka tlenem? Czy ktoś słyszał o błyskawicznym leczeniu miażdżycy zastrzykami donaczyniowymi wody utlenionej? Lub o blisko 80% wyleczeniach z gangreny pacjentów za zgorzelą zastrzykami dotętniczymi z wody utlenionej gdy penicylina była niedostępna? O wyciąganiu ludzi z ataku serca zastrzykiem z wody utlenionej? To nieznane kuracje.

W tym miejscu właśnie przeszedł mię ten powyżej nadmieniony dreszcz, który jakoś nie miał ochoty mieć czegokolwiek wspólnego z blondynami w mokrych koszulkach, z poprzypinaną bezpośrednio do ciała srebrną biżuterią. Na szczęście pan autor wyjaśnił, że tu tak naprawdę to chodzi o wibracje, dobry poślizg i stymulację stref erogennych, eee…, akupunkturowych. Uff.

Niektórzy sądzą też iż wibracje pradu elektrycznego ślizgając się po powierzchni ciała stymulują punkty akupunkturowe.

Dzięki temu mogłam, w poszukiwaniu straconych przez medycynę konwencjonalną wzruszeń erotycznych naukowych, udać się z wizytą do ulubionego portalu. A  konkretnie do tego artykułu, reklamowanego – seksownie, a jakże – na stronie głównej jakiś czas temu. W ten sposób:

No więc. Hit, w dodatku z seksowną Maryś Monroł, która oczyszczała sobie to i owo, plus ładny brzuszek?  Naprawdę musi to być hit. I przyznać trzeba, że artykuł napisany jest szalenie przekonująco, i zmysłowo przedstawia rozmaite atrakcje związane z hydrokolonoterapią – wprowadzanie urządzenia (a nawet rurki!) do wnętrza ciała czy pobudzenie w pozycji leżącej. Wprawdzie autor(ka) nie był(a) zbyt dokładna, opisując tylko parę ze wskazań* do macania się (lub kogoś) po odbytnicy od wewnątrz, ale i tak jest nieźle. No i skorzystał(a) z pomocy znakomitego eksperta, drugiego takiego to ze świecą szukać.

Myślę, że warto czasem zajrzeć sobie do różnych medyczno-historycznych artykułów **, które potrafią z wdziękiem opisywać, co właściwie stoi i stało za człowieczym upodobaniem do majstrowania sobie przy tyłku. Wygląda na to, że od starożytności aż do dzisiaj – w tym miejscu serdeczne podziękowania mkną do Sendai_a, która była uprzejma podzielić się ze mną odrobiną swojej wiedzy w zakresie hieroglificzno-starożytno-historyczno-bajkopisarskim, i pokazać, że sprawy nie zawsze są tym, czym się wydają – a więc,  od starożytności aż do dzisiaj ludzie po prostu lubią przyglądać się tej okolicy swojego ciała. I dłubać przy niej. A że trochę ich ona niepokoi (no bo żeby coś tak śmierdzącego, co z człowieka wyłazi, siedziało w człowieku?), wymyślali sobie od zawsze sposoby na powiedzmy że oczyszczenie jelit, a inwencja ich nie znała granic.

Przy okazji, naturalnie, nie zwracano uwagi na takie drobiazgi, jak to, że hydrokolonoterapia może szkodzić, między innymi dlatego, że narusza naturalną florę jelitową ze wszystkimi tego konsekwencjami. Nie zwracano uwagi na to, co zazwyczaj zarzuca się medycynie konwencjonalnej: ogromną reklamę, ogromne pieniądze w tym biznesie, a także mnóstwo nieprawdziwych danych, brak dowodów działania oraz pomijanie efektów ubocznych. Nie zwracano uwagi na to, że sam zabieg nie pomaga w niczym, niczego nie leczy, i tak naprawdę do niczego nie jest potrzebny (z wyjątkiem nielicznych wskazań medycznych).

Dlaczego więc był i jest nadal popularny? Ano zapewne dlatego, dlaczego popularne stało się urządzenie wymyślone przez Charlesa Tyrella (oba zdjęcia poniżej pochodzą z tego bloga), natomiast w niepamięć odeszło znacznie skuteczniejsze i definitywne oczyszczanie organizmu ze złogów, czyli wycięcie jelita grubego, praktykowane przez Williama Lane’a. Może dlatego, że lewatywa jest stosunkowo niegroźna, zwłaszcza jeśli nie wykonuje się jej zbyt często i agresywnie, a zwłaszcza kiedy porówna się ją z operacją usunięcia sporego kawałka jelit?

Może po prostu dlatego, że przecież chodzi o zrobienie sobie dobrze? Może dlatego, że ileż przyjemności może dać taka fajna ciepła lewatywa?

Jak widać na zdjęciach, J.B.L (Joy, Beauty, Life) Cascade Tyrella to przyjemnie wyglądająca poduszka, mogąca pomieścić około 5 litrów płynu. Tę wystającą część wkładało się sobie w tyłek, a nacisk ciała użytkownika powodował napływ płynu do okrężnicy. Użytkownicy byli zachwyceni:

No doctors, drugs or dope for me; ‚Twas Tyrrell’s ‚Cascade’ made me free.
I believe you [and the Cascade] are making more healthy, happy Christians than all the modern theologians on the American Continent.

Otóż to. Nie ma lepszego sposobu na uszczęśliwienie chrześcijanina.

Why doesn’t everybody throw physic to the dogs and syringes to the junk man and use the ‚J.B.L. Cascade’?

. . . a little over a year ago my house took fire in the middle of the night, and my wife, without as much as putting on her clothes, took the ‚Cascade’ under her arm the first thing, and started to leave the house without stopping to gather her clothes or valuables. I had the laugh on her later for it, but she said she valued the ‚Cascade’ more than anything she had.

Nic dziwnego, skoro:

Whether socially sanctioned or not, women were especially inquisitive about demystifying their bodies and constituted a ready audience for health advice and products. Indeed, the use of an enema could have offered a private sexual (or sensual) release in an age when sexual occurrences were supposedly limited to procreative intentions.

A inni autorzy sądzą, że:

The survival througout the centuries suggests a deep-rooted existence in the human psyche, for which Freudian psychology supplies a plausible explanation. According to Freud, most infants find pleasure in moving their bowels (anal eroticism) (41). This pleasure is curbed during childhood when toilet training takes precedence and evaluations are performed according to schedule. A conflict arises between the child and parent over the control of defecation, and the idea is generated that soiled feces are dirty and contaminating. The practice of toilet training assigns a positive value to the mastery of defecation and a negative one to the contents of the colon. The merits and pleasure of bowel movements and the corresponding evil of retention are carried over in the adult mind.

Josh Billings, dziewiętnastowieczny satyryk, powiedział kiedyś ładnie:

I have finally come to the conclusion that a good reliable set of bowels is worth more to a man than any quantity of wisdom.

Nie miał chyba jednak do końca racji. Bo nie o mądrość tu chodzi, i nawet nie o te nieszczęsne jelita, tylko – jak widać powyżej – po raz kolejny zwyczajnie o sprawienie sobie przyjemności medycyną alternatywną. Altmed to jedna wielka fantazja seksualna. Po to ona jest. I już.

A portalowi gazeta.pl gratulujemy doskonałej reklamy i jeszcze lepszych ekspertów.

*  Tu nieco obfitsza lista wskazań do oczyszczania jelita grubego: Today’s list of indications for colon therapy is impressive: alcoholism, allergies, arthritis, asthma, backache, bad breath, bloating, coated tongue, colitis, constipation, damage caused by nicotine or other environmental factors, fatigue, gas, headache, hypercholesterolemia, hypertension, indigestion, insomnia, joint problems, liver insufficiency, loss of concentration, mental disorders, parasite infestation, proneness to infections, rheumatoid arthritis, sinus congestion, skin problems, and ulcerative colitis. (ze złośliwej pracy: Ernst E. Colonic Irrigation and the Theory of Autointoxication: A Triumph of Ignorance over Science. J Clin Gastroenterol. 1997; 24: 196-198)

** I dwa inne fajne artykuły:

Sullivan-Fowler M. Doubtful Theories, Drastic Therapies: Autointoxication and Faddism in the Late Nineteenth and Early Twentieth Centuries. J Hist Med Allied Sci. 1995; 50: 364-90.
Chen TS, Chen PS. Intestinal autointoxication: a medical leitmotif. J Clin Gastroenterol. 1989; 11: 434-41 (cytaty po angielsku pochodzą z tych publikacji)

20 uwag do wpisu “Strzelając do patogena atomem, czyli dildo na poduszce lekiem od uderzenia pioruna

  1. Hydrokolonoterapii bym tak od razu nie skreślała. Jej skuteczność wykazał już oberarzt Grunstein w szpitalu wojskowym w Pradze za pierwszej wojny. Maksymalnie po tygodniu oczyszczającej kuracji (obejmującej również płukanie żołądka, chininę i aspirynę) wszelkie choroby od anemii po epilepsję znikały jak sen złoty, a chory meldował posłusznie, że jest już zdrowy i chce na front, ku chwale Najjaśniejszego Pana. Chorym prostowały się nogi i odrastały żebra, przechodziły bóle serca i duszności. Szwejka tak wyleczyli z reumatyzmu, na który wcześniej zupełnie nie pomagał opodeldok, produkt ówczesnej Big Pharmy.

  2. Super ta stronka Vibronika. Polecam również rozdział o raku, który tak na prawdę jest komórką pasożyta, na przykład Fasciolopsiasis Buski. Jest też ciekawa metoda leczenia – alkalizacja organizmu z użyciem sody oczyszczonej.

    W dziecięcych latach uwielbiałem czytać czasopismo „Kalejdoskop Techniki”. Był tam artykuł o Faradayu – w młodych latach rozpoczął również działalność naukową od sody oczyszczonej, ale użytej w innym celu. Namówił bodajże służącego w domu rodziców do konsumpcji dużej ilości sody, gdyż uważał, że bąbelki unoszące się w roztworze umożliwią lewitację.

    P.S.
    A gdzie ta blondyneczka robiąca sobie dobrze zapperem – bo nie znalazłem?

  3. @ Globalnysmietnik
    Też mi się spodobała :-). Rozdział o raku, owszem, lekko mną wstrząsnął, podobnie jakkategoryczne stwierdzenia o raku piersi, badaniu i mammografii.
    A blondyneczka jest w rozdziale o opryszczce.

    @ Mela.bruxa
    Masz rację. Biję się w pierś mą wątłą :-)

  4. Tu chodzi o to, żeby się podrapać w opryszczkę. Ale tak palcem? Jak zwierzęta? Prądem się podrapać, to jest high-tech!

  5. „Prądem się podrapać, to jest high-tech!”
    High-tech to będzie dopiero lewatywa prądem.

    @sporothrix
    No to jak w takim razie planujesz przekonywać ludzi, żeby nie korzystali z alt-medów? Jaką proponujesz alternatywę dla drażnienia ośrodków przyjemności — bo używanie szarych komórek, jak powszechnie wiadomo, boli? :P

    PS. Mnie kiedyś, za młodzieńctwa, posadzili przy zapperze pani Huldy, dostałam do rąk dwa miedziane cosie i miałam czekać. Przyjemność obcowania z prądem była na tyle wątpliwa, że nie wyczekałam nawet kilku minut. #wstydliwewyznania

  6. Aha, i jeszcze a propos

    „Prąd elektryczny o niskim amperażu, (ułamki miliampera) penetruje proteinową osłonę wirusa, porażając następnie jego polipeptydową strukturę. Obserwuje się intensyfikację funkcji mitochondriów zaatakowanych komórek, co, poprzez zwiększenie pojemności membran komórek przywraca w końcowym rezultacie ich odporność.”

    Są może jakieś publikacje, które pozwoliłyby to jakoś ładnie zdementować? Bo jako nie-biolog nawet nie wiem, co wrzucić w wyszukiwarkę. Widziałam tylko, że biofizycy robią jakieś badania dielektryczne dla błon fosfolipidowych czy inszej materii miękkiej, ale to dość daleko od analizowania wpływu prądu na działanie żywych komórek.

  7. @czereśnia
    Jako biolog (choć trochę z innej bajki) nie mam nawet pomysłu jak na wyszukiwarkowe terminy przetłumaczyć „porażenie polipetydowej struktury” oraz „pojemność membran (znaczy błon) komórkowych”. Porażenie jak porażenie neurologiczne, struktura polipeptydowa przestaje się ruszać? Pojemność = objętość? Pojemność = pojemność elektryczna jak w kondensatorze?
    Ech, przerasta mnie to. Wracam do uprawiania biologii kablami i komputerami.

  8. Ja to próbuję przetłumaczyć tak. Porażenie struktury polipeptydowej — obstawiałabym jakiś rozpad wiązań w białkowej otoczce wirusa, a może rozbicie wiązań pomiędzy merami w ramach oligomerów? Pojemność — na czuja raczej elektryczna, nie wiem, może jakieś indukowanie ładunku na główkach lipidów, skutkujące zmianą grubości membrany, a więc jej pojemności elektrycznej… Tak to sobie w każdym razie próbuję racjonalizować, że jeśli w ogóle cokolwiek miałoby się dziać na skutek działania prądu, to w taki sposób. Ale z tymi mitochondriami nie potrafię nic wymyślić. No i z tym, jak w ogóle miałoby się to przełożyć na procesy życiowe :D

  9. No tak. A o czosnku (ktorym skutecznie wyleczylam wlasna opryszczke) nie wspominaja ani konwencjonalna medycyna ani alternatywna… pewnie dlatego ze nie da sie opatentowac ani sprzedawac drozej niz w lokalnym warzywniaku :)

  10. Jest takie czasopismo Sport Illustrated, gdzie oprócz spraw sportowych pokazują fotki różnych modelek i modeli niby to uprawiających sport: http://www.google.pl/images?q=sport+illustrated

    Może warto zrobić podobne o tematyce medycznej? Demi Moore przygotowuje się do badania echo serca . Brad Pitt przed RTG stawu krzyżowo-biodrowego (dla niezorientowanych – chodzi o klatkę piersiową Demi i tyłek Brada).

  11. @ Futrzak
    Jakkolwiek bardzo mnie cieszy, że opryszczka przestała Cię gnębić, muszę skomentować.

    Po pierwsze – fragment z notki o grzybach (https://sporothrix.wordpress.com/2010/12/05/kandydoza-iii/ ) o związkach przyczynowo-skutkowych i co trzeba zrobić, żeby faktycznie być pewnym, że zadziałało właśnie to, a nie co innego (co również znaczy, że i czosnek mógł mieć znaczenie):
    A przy innych zauważyć, że polepszyło się najprawdopodobniej dlatego, że to nie była żadna grzybica, a na przykład biegunka towarzysząca stosowaniu antybiotyków. Antybiotyki mają takie działanie (bo powodują dysbakteriozy), ba, nawet leki przeciwgrzybicze (jak nystatyna, którą namiętnie stosują zwolennicy spiskowych teorii o grzybach władających światem i jelitem) mogą mieć takie działanie. Scenariusz wygląda więc następująco – bierzemy antybiotyk i mamy biegunkę. Wydaje nam się, że to z powodu grzybów, przerywamy więc leczenie, pijemy sok z oregano i wuala, biegunka przechodzi, o dziwo. Albo na przykład bierzemy nystatynę, biegunka jeszcze chwilę trwa, wkurzeni kończymy terapię i – surprise, surprise – koniec z biegunką (szczególnie jeśli dołożymy do tego lekkostrawną dietę). Możliwe jest także, że nasza biegunka to wynik działania wirusów, których parę może takie objawy wywoływać. Oczywiście, nie wychodzą one w standardowych testach diagnostycznych. Wcinamy więc przeciwgrzybicze mambo-dżambo, po czym cieszymy się, że biegunka nam przeszła. Ergo – musiały to być grzyby. A prawda jest taka, że biegunki wirusowe na ogół mijają same, więc żadne ergo. I tak dalej, i tak dalej. Nie da się także ukryć, że zastosowanie, nawet bezprzyczynowe, leków przeciwgrzybiczych może mieć konkretne, określone skutki na organizm człowieka (przykład – wpływ flukonazolu na wątrobę). Ich działanie nie jest więc leczeniem żadnej, nieistniejącej zresztą, grzybicy, a po prostu efektem interakcji pewnej substancji chemicznej z pewnym szlakiem metabolicznym organizmu ludzkiego (daleko bardziej podobnego przecież do grzybów, niż do bakterii).

    A po drugie – czosnek jak najbardziej badany jest przez medycynę konwencjonalną, także, choć absolutnie nie tylko, w zakresie aktywności przeciwwirusowej. Tyle, że – jak by to powiedzieć – akurat to działanie nie jest zbyt spektakularne. Trudno więc, żeby firmy farmaceutyczne inwestowały w coś, co bada się od wielu, wielu lat, i co wychodzi niezbyt obiecująco. Tu zachęcam do zajrzenia do notki o sporothrychilinie w charakterze komentarza: https://sporothrix.wordpress.com/2010/03/02/sporothrychilina-z-piwa-leczy-raka-impotencje-i-depresje-in-vitro/

    Oraz wspomnieć należy o jak najbardziej czerpaniu zysków z czosnku :-) poprzez sprzedaż w postaci rozmaitych suplementów diety. Praca, którą omawiałam w tej notce: https://sporothrix.wordpress.com/2010/12/29/niekonwencjonalne-%e2%89%a0-naturalne-%e2%89%a0-bezpieczne/ wspomina między innymi o niekorzystnych skutkach ubocznych stosowania czosnku właśnie, w ramach altmedu.

  12. @sporothrix:
    ja nie mowie, zeby firmy farmaceutyczne inwestowaly w czosnek, bo faktycznie nie ma takich powodow.
    Ale fajnie by bylo zeby lekarz przynajmniej _wspomnial_ taka mozliwosc. Nawet jesli nie wszystkim pomoze, to naprawde posmarowanie ust czosnkiem nie wywola zgonu….
    Oczywiscie, jak ktos naraz zje cala glowke, to pewnie bokiem mu wyjdzie, ale na litosc boska, w ten sposob mozna sie zalatwic czymkolwiek w nadmiarze, nawet woda.

  13. @ Futrzak

    ja nie mowie, zeby firmy farmaceutyczne inwestowaly w czosnek

    Tak odebrałam Twoją wypowiedź: nie wspominaja ani konwencjonalna medycyna ani alternatywna… pewnie dlatego ze nie da sie opatentowac ani sprzedawac drozej niz w lokalnym warzywniaku

    Ale fajnie by bylo zeby lekarz przynajmniej _wspomnial_ taka mozliwosc

    No ale jak ma wspomnieć, jeśli nie widzi badań naukowych, które potwierdzają skuteczność?

    Nawet jesli nie wszystkim pomoze, to naprawde posmarowanie ust czosnkiem nie wywola zgonu….

    Akurat czosnek ma sporo niemiłych efektów działania, łącznie z nieźle opisanymi oparzeniami skóry przy stosowaniu miejscowym, oraz miejscowymi reakcjami alergicznymi. Plus niemało efektów układowych.

    w ten sposob mozna sie zalatwic czymkolwiek w nadmiarze, nawet woda.

    Owszem, i to ma znaczenie – to „w ten sposób”.
    Sama spotkałam się z lekarzami, którzy, owszem, wspominali o tzw. domowych sposobach na coś tam. Przy czym podkreślę – robili to rozsądnie, sami ze sobą dyskutując i zastanawiając się razem z pacjentem, nie odrzucając prawdziwego leczenia, oraz przyznając uczciwie, że cała sprawa nie jest udowodniona naukowo.
    Z drugiej strony – zupełnie nie dziwię się, że wielu lekarzy tego nie robi. Bo właśnie o „ten sposób” postępowania wielu pacjentów chodzi. Którzy nie słuchają zaleceń, biorą co chcą (czasem w nadmiarze), przerywają terapię kiedy chcą, i nie czytają ulotek. Lekarze więc mogą zwyczajnie dmuchać na zimne.
    A na marginesie, a propos wody – znam przypadek pacjenta, który zaraz po operacji zmniejszenia żołądka musiał koniecznie ugasić pragnienie dwoma litrami wody. Well…

  14. @Sporothrix:
    „No ale jak ma wspomnieć, jeśli nie widzi badań naukowych, które potwierdzają skuteczność?”

    Tak samo, jak wspomina o herbatce ziolowej na uspokojenie zamiast twardych lekow, mimo ze nie widzi badan naukowych.

  15. @ Futrzak
    No więc jak widziałaś w dalszej części mojej poprzedniej odpowiedzi – tacy lekarze jak najbardziej się zdarzają. Oraz są i tacy, którzy – jak sądzę – unikają tego z również przytaczanego wyżej prawdopodobnego powodu. Ewentualnie tacy, którzy opierają się wyłącznie na danych naukowych.

    Natomiast co do „herbatki ziołowej” – to też trzeba do tego podchodzić z sensem.
    Raz – mówienie o „ziołowej herbatce” jako takiej na pewno nie byłoby w porządku, skoro zioła są bardzo różne i mogą powodować bardzo różne reakcje. To że coś jest „ziółkiem” nie znaczy, że jest milutkie i działa pozytywnie.
    Ale po drugie – jak najbardziej może być lekiem. W takiej sytuacji, jeśli weźmiemy pod uwagę konkretne zioła uspokajające, to owszem, istnieją dane naukowe na ich temat i lekarz spokojnie może je polecać.
    Tak więc to nie jest „tak samo”.

  16. „Trójatomowa cząsteczka tlenu ozonu rozpada się w organiźmie na dwuatomową normalnączęsteczkę i tlen jednoatomowy, pracowity i aktywny. Ten dokonuje cudów w organiźmie. ”
    O! A może w innym rozdziale pisze o wolnych rodnikach?

  17. Jak to słusznie kiedyś napisał Pan Inżynier, każdy wiersz można udoskonalić, dodając na końcu „elektryfikacja”.

  18. Wizja zmniejszenia zoladka i wypicia wody spowodowala flashback z „Sensu Zycia wg Monty Pythona”.

    Czosnek spozywam w sporych ilosciach, moj herpesik bardzo go lubi.
    Moze powinnam wetknac w glowke (albo zabek) elektrode z amperazem, zeby zadzialal?
    Okladow robic nie zamierzam.

    Jak do tej pory daje sie naciagac ohydnej BigPharmie i kupuje zwykly Zovirax (przyznam, ze niekoszernie traktuje pecherzyki jalowa igla i w to wcieram lek). Pewnie to placebo, ale dziala.

    Tak btw usilowalam sie doszukac, czy wspominasz w art. o wirusie opryszczki o wtornych zakazeniach bakteryjnych – swego czasu to mi wlasnie najbardziej doskwieralo.

  19. @ Shigella

    Jak do tej pory daje sie naciagac ohydnej BigPharmie i kupuje zwykly Zovirax (przyznam, ze niekoszernie traktuje pecherzyki jalowa igla i w to wcieram lek). Pewnie to placebo, ale dziala.

    Ależ skądże?! Zovirax (czyli acyklowir) absolutnie nie jest żadnym placebo. To jeden z lepszych leków przeciwwirusowych w ogóle. Oczywiście maść ma określone stężenie, ale na zwykłą opryszczkę jest jak nabardziej OK.
    Tu pisałam o mechanizmie, itd.: https://sporothrix.wordpress.com/2010/02/13/dziewczynka-z-opryszczkami/
    A pęcherzyki można traktować igiełką (ja rozwalam bez igiełki, jestem brutalniejsza), tylko pamiętaj, że tam są dzikie ilości wirusów, więc niekoniecznie chcesz je sobie rozmazać po całej buzi, z oczami włącznie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s