czytanki, okołoreligijnie

Promieniować akceptacją

Dominikanin Richard Woods mówi (wywiad opublikowany w 2005 roku) o homoseksualistach w Kościele katolickim i nie tylko.

Troszkę o przyczynach:

Ciągle nie jest w pełni wyjaśnione, jak to się dzieje, że u niektórych ludzi rozwijają się preferencje w stosunku do osób ich własnej płci, a nie płci przeciwnej. Myślę tu o wyłącznych preferencjach. W psychologii i psychiatrii od dawna wiadomo, że ludzie nie są od urodzenia wyłącznie homo– lub heteroseksualni. Jest gama zachowań seksualnych, przejawiających się w różnym wieku, mieszczących się w granicach normy. Tajemnica homoseksualizmu nie ogranicza się do ludzi. Wiemy już, że również u zwierząt pojawiają się homoseksualne zachowania i preferencje. Niektóre łączą się w pary, mimo że należą do tej samej płci. Na przykład łabędzie mogą na całe lata łączyć się w parę z osobnikiem tej samej płci.

Czy jest możliwa modyfikacja ich zachowania? Nie wydaje mi się. Jest kilka powodów, aby tak sądzić. Prawie wszystkie programy terapeutyczne, które zmierzały do zmiany orientacji seksualnej uczestników, się nie powiodły. Zmiana orientacji seksualnej osób homoseksualnych wydaje się tak samo niemożliwa, jak osób heteroseksualnych.

Wszystkie dane naukowe pokazują, że istnieje nieredukowalne minimum młodych ludzi, którzy są odmienni pod względem płciowości. Nie chodzi tylko o homoseksualizm, ale biseksualizm, aseksualizm czy jakkolwiek by to nazwać. Jest wiele odcieni seksualności, które same w sobie nie są patologiczne.

O postrzeganiu:

Homoseksualizm zaczęto piętnować w dwunastym i trzynastym wieku. Przedtem nie przykładano do niego większej wagi i potępiano tylko pewne zachowanie seksualne. Na Zachodzie wraz z rozwojem teorii prawa naturalnego opartej na kategoriach arystotelesowskich, opisanej przez św. Alberta Wielkiego i św. Tomasza z Akwinu, homoseksualizm zaczęto uważać za grzech przeciw naturze, podobnie jak lichwę. Przedtem nie postrzegano go w taki sposób. Jak wiadomo, w długiej historii teologii moralności pewne kwestie były traktowane na różne sposoby. Musimy więc być bardzo ostrożni, chcąc przenosić idee historycznie i kulturalnie zakorzenione w średniowieczu do naszych czasów, podobnie jak nie stosujemy już obecnie ani medycyny, ani psychologii wieków średnich.

W Kościele różnie się dzieje:

Myślą, na przykład, że pójdą do piekła z powodu swojej homoseksualnej orientacji. Jest to sprzeczne z doktryną chrześcijańską, ponieważ nie wierzymy w predestynację czy determinizm biologiczny. Tendencja do zrównywania biologii z przeznaczeniem, co jest zupełnie błędne, ogromnie utrudnia zrozumienie tego zjawiska.

Nie ma powodu, aby ktokolwiek czuł się mniej kochany przez Boga. Jezus stawia tę sprawę bardzo jasno. Bóg kocha wszystkich, Bóg chce zbawić cały świat i nikt nie jest z tego planu wykluczony z powodu tego, kim jest.

Bóg kocha różnorodność i myślę, że kocha też homoseksualistów. Ktoś powiedział, że w przeciwnym razie nie stworzyłby ich tylu. Jeśli tak jest naprawdę, to nie ma powodu, aby ktokolwiek nie czuł się w pełni kochany przez Boga i nie był pełnoprawnym członkiem wspólnoty chrześcijańskiej. Jedyną rzeczą, która może mu w tym przeszkodzić, jest jego własna decyzja o odejściu.

Niektórzy uważają, że powszechna nauka Kościoła, szczególnie w ciągu ostatnich 25 lat, ma tendencje do demonizowania problemu homoseksualizmu. […] Kościół, mówiąc o homoseksualizmie, stara się unikać języka medycznego, ponieważ w wyniku badań psychiatrów i psychologów stwierdzono, że homoseksualizm nie może być postrzegany jako patologia; homoseksualiści są pod każdym względem zdrowi. To, że ktoś ma taką czy inną orientację seksualną, nie oznacza, że jest dotknięty psychiczną lub fizyczną chorobą. Dlatego w nauczaniu Kościoła delikatnie przesunięto wagę tego problemu z obszaru medycznego w metafizyczny, w którym to zaburzenie ontologiczne wyrażało się poprzez inklinację homoseksualną.

Zaburzenie ontologiczne, chociaż jest uważane za złe, nie jest grzeszne. Trudno jest zrozumieć, że może być złe, choć nie grzeszne. Oznacza to, że każde działanie polegające na uleganiu takiemu zaburzeniu ontologicznemu byłoby ipso facto grzeszne. 

Wydaje mi się, że oskarżenia wobec ludzi o orientacji homoseksualnej nie były sprawiedliwe, lecz krzywdzące. Poczuli oni, że ich postępowanie jest bardziej naganne i obarczone winą niż jakiekolwiek inne. Najdziwniejsze jest to, że nie stawiamy takich samych barier ludziom o orientacji heteroseksualnej. O dziwo, Kościół jest bardziej tolerancyjny, jeśli chodzi o nierząd, cudzołóstwo i różne inne zjawiska.

Zmiany?

Problem nie leży w prawie kanonicznym czy w dokumentach, które zostały stworzone przez Kongregację Nauki Wiary. Wydaje mi się — i jest to moja prywatna opinia, a nie stanowisko teologiczne — że powinniśmy mieć moratorium na każde oświadczenie w każdej sprawie takiej natury przez przynajmniej dziesięć lat. Po prostu dlatego, że w ciągu ostatnich 25 lat prawie każde oświadczenie w tej sprawie było błędne. Magisterium Kościoła można poprawiać, gdy popełnia błędy.

Jest coś w filozofii Ratzingera na temat osoby ludzkiej, co nie pasuje do katolickiej tradycji. To może wydawać się dziwne, ale im dłużej czytam takie dokumenty, tym bardziej odnajduję w nich echo kalwinizmu i filozofii predestynacji. Odnajduję tam dziwne skłonności do determinizmu biologicznego, w tym znaczeniu, że biologia wyznacza nasze przeznaczenie, co nie jest prawdą. Istoty ludzkie są podatne na ukształtowanie i są także z natury dobre, ponieważ zostały stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Żadna część istoty ludzkiej nie może być obiektywnie zła.

Miłość bliźniego:

Jeden z moich przyjaciół napisał kilka lat temu książkę Loving Someone Gay (Kochać geja). To była wspaniała pozycja poruszająca ważną kwestię teologiczną: jak kochać kogoś, kto jest odmienny od nas. Przede wszystkim trzeba mu dobrze życzyć, czynić dla niego dobro, nie ranić, nie czynić zła.

„Czy kochałbyś mnie nadal, gdybyś wiedział, kim naprawdę jestem?”. Uważam, że powinniśmy promieniować odpowiedzią na to pytanie, zanim jeszcze je usłyszymy, i powinna to być odpowiedź: „Tak, akceptuję cię, kimkolwiek jesteś”.

Jest jeszcze o związkach osób homoseksualnych, życiu w czystości i życiu w celibacie, problemach przy spowiedzi, oraz o tym, co Kościół, a co państwo na kwestie małżeństwa na przykład. Wszystkie te rozważania przypominają mi nieco myśli innego księdza. Lubiłabym, gdyby takich rzeczy można było posłuchać na kazaniach w polskich kościołach.

Wiem, na przykład, że wiele par homoseksualnych żyje w wierności wobec siebie. Obojętnie, jak Kościół postrzega ich pożycie seksualne, są sobie wierni tak samo, a nawet bardziej aniżeli wiele par heteroseksualnych. Na tym właśnie polega życie w czystości, jeśli ujmiemy rzecz w kategoriach arystotelesowskich. Zachowują oni swoje dary płciowości dla siebie nawzajem, umacniają swoją wzajemną miłość, nie szukają innych partnerów. Oczywiście, nie wszyscy tak postępują, jest z nimi tak samo jak z wszystkimi innymi parami. Ideałem czystości w nauczaniu Kościoła wobec homoseksualistów jest życie w całkowitej cnocie. Jest to bardzo trudne.

Uważam, że osoby homoseksualne potrzebują ochrony prawnej. Z wielu powodów. Jednym z nich jest prawo własności. Jest wiele niuansów prawnych dotyczących wspólnej własności. Czasami osoby homoseksualne mają dzieci ze związków małżeńskich. Je także trzeba chronić. Myślę, że państwo ma prawo uznać legalny związek, który istnieje między dwojgiem ludzi. Problem pojawia się, kiedy nazwiemy go małżeństwem.

Sprzeciw Kościoła opiera się na gruncie teologicznym i sakramentalnym. Powody te są dość skomplikowane i do tej pory nie zostały gruntownie przemyślane. Z mojego punktu widzenia nie rozmawiamy tu o tych samych związkach.

Nasuwa mi się natomiast pytanie, czy jest możliwe, aby dwie osoby tej samej płci łączyła więź, która jest święta. Są dane historyczne, które sugerują, że w niektórych częściach Kościoła w przeszłości takie związki były błogosławione. Uważano je za święte. Jest to bardzo kontrowersyjne, ale wydaje się, że są na to dowody. Uważam, że w takich sytuacjach, wyłączając przypadki, kiedy chodzi o grzeszne prowadzenie się, czego Kościół nie może aprobować, dostrzeganie istniejącej więzi między ludźmi, którzy pragną obecności łaski i Boga w ich związku, jest podobne do postrzegania ludzi, którzy pragną zachować całkowity celibat w małżeństwie. Zgadzają się na małżeństwo, ale nie współżyją ze sobą. Pojawia się zatem pytanie, czy to jest prawdziwe małżeństwo?

Kościół może tolerować regulacje prawne, które popierają dobro społeczne, mimo że nie są całkowicie zgodne z tym, co Kościół rozumie poprzez idealny związek dwojga ludzi.

Warto przeczytać całość, a i może zajrzeć do wspomianej w wywiadzie książki autorstwa Richarda Woodsa – Another Kind of Love.