Promieniować akceptacją

Dominikanin Richard Woods mówi (wywiad opublikowany w 2005 roku) o homoseksualistach w Kościele katolickim i nie tylko.

Troszkę o przyczynach:

Ciągle nie jest w pełni wyjaśnione, jak to się dzieje, że u niektórych ludzi rozwijają się preferencje w stosunku do osób ich własnej płci, a nie płci przeciwnej. Myślę tu o wyłącznych preferencjach. W psychologii i psychiatrii od dawna wiadomo, że ludzie nie są od urodzenia wyłącznie homo– lub heteroseksualni. Jest gama zachowań seksualnych, przejawiających się w różnym wieku, mieszczących się w granicach normy. Tajemnica homoseksualizmu nie ogranicza się do ludzi. Wiemy już, że również u zwierząt pojawiają się homoseksualne zachowania i preferencje. Niektóre łączą się w pary, mimo że należą do tej samej płci. Na przykład łabędzie mogą na całe lata łączyć się w parę z osobnikiem tej samej płci.

Czy jest możliwa modyfikacja ich zachowania? Nie wydaje mi się. Jest kilka powodów, aby tak sądzić. Prawie wszystkie programy terapeutyczne, które zmierzały do zmiany orientacji seksualnej uczestników, się nie powiodły. Zmiana orientacji seksualnej osób homoseksualnych wydaje się tak samo niemożliwa, jak osób heteroseksualnych.

Wszystkie dane naukowe pokazują, że istnieje nieredukowalne minimum młodych ludzi, którzy są odmienni pod względem płciowości. Nie chodzi tylko o homoseksualizm, ale biseksualizm, aseksualizm czy jakkolwiek by to nazwać. Jest wiele odcieni seksualności, które same w sobie nie są patologiczne.

O postrzeganiu:

Homoseksualizm zaczęto piętnować w dwunastym i trzynastym wieku. Przedtem nie przykładano do niego większej wagi i potępiano tylko pewne zachowanie seksualne. Na Zachodzie wraz z rozwojem teorii prawa naturalnego opartej na kategoriach arystotelesowskich, opisanej przez św. Alberta Wielkiego i św. Tomasza z Akwinu, homoseksualizm zaczęto uważać za grzech przeciw naturze, podobnie jak lichwę. Przedtem nie postrzegano go w taki sposób. Jak wiadomo, w długiej historii teologii moralności pewne kwestie były traktowane na różne sposoby. Musimy więc być bardzo ostrożni, chcąc przenosić idee historycznie i kulturalnie zakorzenione w średniowieczu do naszych czasów, podobnie jak nie stosujemy już obecnie ani medycyny, ani psychologii wieków średnich.

W Kościele różnie się dzieje:

Myślą, na przykład, że pójdą do piekła z powodu swojej homoseksualnej orientacji. Jest to sprzeczne z doktryną chrześcijańską, ponieważ nie wierzymy w predestynację czy determinizm biologiczny. Tendencja do zrównywania biologii z przeznaczeniem, co jest zupełnie błędne, ogromnie utrudnia zrozumienie tego zjawiska.

Nie ma powodu, aby ktokolwiek czuł się mniej kochany przez Boga. Jezus stawia tę sprawę bardzo jasno. Bóg kocha wszystkich, Bóg chce zbawić cały świat i nikt nie jest z tego planu wykluczony z powodu tego, kim jest.

Bóg kocha różnorodność i myślę, że kocha też homoseksualistów. Ktoś powiedział, że w przeciwnym razie nie stworzyłby ich tylu. Jeśli tak jest naprawdę, to nie ma powodu, aby ktokolwiek nie czuł się w pełni kochany przez Boga i nie był pełnoprawnym członkiem wspólnoty chrześcijańskiej. Jedyną rzeczą, która może mu w tym przeszkodzić, jest jego własna decyzja o odejściu.

Niektórzy uważają, że powszechna nauka Kościoła, szczególnie w ciągu ostatnich 25 lat, ma tendencje do demonizowania problemu homoseksualizmu. […] Kościół, mówiąc o homoseksualizmie, stara się unikać języka medycznego, ponieważ w wyniku badań psychiatrów i psychologów stwierdzono, że homoseksualizm nie może być postrzegany jako patologia; homoseksualiści są pod każdym względem zdrowi. To, że ktoś ma taką czy inną orientację seksualną, nie oznacza, że jest dotknięty psychiczną lub fizyczną chorobą. Dlatego w nauczaniu Kościoła delikatnie przesunięto wagę tego problemu z obszaru medycznego w metafizyczny, w którym to zaburzenie ontologiczne wyrażało się poprzez inklinację homoseksualną.

Zaburzenie ontologiczne, chociaż jest uważane za złe, nie jest grzeszne. Trudno jest zrozumieć, że może być złe, choć nie grzeszne. Oznacza to, że każde działanie polegające na uleganiu takiemu zaburzeniu ontologicznemu byłoby ipso facto grzeszne. 

Wydaje mi się, że oskarżenia wobec ludzi o orientacji homoseksualnej nie były sprawiedliwe, lecz krzywdzące. Poczuli oni, że ich postępowanie jest bardziej naganne i obarczone winą niż jakiekolwiek inne. Najdziwniejsze jest to, że nie stawiamy takich samych barier ludziom o orientacji heteroseksualnej. O dziwo, Kościół jest bardziej tolerancyjny, jeśli chodzi o nierząd, cudzołóstwo i różne inne zjawiska.

Zmiany?

Problem nie leży w prawie kanonicznym czy w dokumentach, które zostały stworzone przez Kongregację Nauki Wiary. Wydaje mi się — i jest to moja prywatna opinia, a nie stanowisko teologiczne — że powinniśmy mieć moratorium na każde oświadczenie w każdej sprawie takiej natury przez przynajmniej dziesięć lat. Po prostu dlatego, że w ciągu ostatnich 25 lat prawie każde oświadczenie w tej sprawie było błędne. Magisterium Kościoła można poprawiać, gdy popełnia błędy.

Jest coś w filozofii Ratzingera na temat osoby ludzkiej, co nie pasuje do katolickiej tradycji. To może wydawać się dziwne, ale im dłużej czytam takie dokumenty, tym bardziej odnajduję w nich echo kalwinizmu i filozofii predestynacji. Odnajduję tam dziwne skłonności do determinizmu biologicznego, w tym znaczeniu, że biologia wyznacza nasze przeznaczenie, co nie jest prawdą. Istoty ludzkie są podatne na ukształtowanie i są także z natury dobre, ponieważ zostały stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Żadna część istoty ludzkiej nie może być obiektywnie zła.

Miłość bliźniego:

Jeden z moich przyjaciół napisał kilka lat temu książkę Loving Someone Gay (Kochać geja). To była wspaniała pozycja poruszająca ważną kwestię teologiczną: jak kochać kogoś, kto jest odmienny od nas. Przede wszystkim trzeba mu dobrze życzyć, czynić dla niego dobro, nie ranić, nie czynić zła.

„Czy kochałbyś mnie nadal, gdybyś wiedział, kim naprawdę jestem?”. Uważam, że powinniśmy promieniować odpowiedzią na to pytanie, zanim jeszcze je usłyszymy, i powinna to być odpowiedź: „Tak, akceptuję cię, kimkolwiek jesteś”.

Jest jeszcze o związkach osób homoseksualnych, życiu w czystości i życiu w celibacie, problemach przy spowiedzi, oraz o tym, co Kościół, a co państwo na kwestie małżeństwa na przykład. Wszystkie te rozważania przypominają mi nieco myśli innego księdza. Lubiłabym, gdyby takich rzeczy można było posłuchać na kazaniach w polskich kościołach.

Wiem, na przykład, że wiele par homoseksualnych żyje w wierności wobec siebie. Obojętnie, jak Kościół postrzega ich pożycie seksualne, są sobie wierni tak samo, a nawet bardziej aniżeli wiele par heteroseksualnych. Na tym właśnie polega życie w czystości, jeśli ujmiemy rzecz w kategoriach arystotelesowskich. Zachowują oni swoje dary płciowości dla siebie nawzajem, umacniają swoją wzajemną miłość, nie szukają innych partnerów. Oczywiście, nie wszyscy tak postępują, jest z nimi tak samo jak z wszystkimi innymi parami. Ideałem czystości w nauczaniu Kościoła wobec homoseksualistów jest życie w całkowitej cnocie. Jest to bardzo trudne.

Uważam, że osoby homoseksualne potrzebują ochrony prawnej. Z wielu powodów. Jednym z nich jest prawo własności. Jest wiele niuansów prawnych dotyczących wspólnej własności. Czasami osoby homoseksualne mają dzieci ze związków małżeńskich. Je także trzeba chronić. Myślę, że państwo ma prawo uznać legalny związek, który istnieje między dwojgiem ludzi. Problem pojawia się, kiedy nazwiemy go małżeństwem.

Sprzeciw Kościoła opiera się na gruncie teologicznym i sakramentalnym. Powody te są dość skomplikowane i do tej pory nie zostały gruntownie przemyślane. Z mojego punktu widzenia nie rozmawiamy tu o tych samych związkach.

Nasuwa mi się natomiast pytanie, czy jest możliwe, aby dwie osoby tej samej płci łączyła więź, która jest święta. Są dane historyczne, które sugerują, że w niektórych częściach Kościoła w przeszłości takie związki były błogosławione. Uważano je za święte. Jest to bardzo kontrowersyjne, ale wydaje się, że są na to dowody. Uważam, że w takich sytuacjach, wyłączając przypadki, kiedy chodzi o grzeszne prowadzenie się, czego Kościół nie może aprobować, dostrzeganie istniejącej więzi między ludźmi, którzy pragną obecności łaski i Boga w ich związku, jest podobne do postrzegania ludzi, którzy pragną zachować całkowity celibat w małżeństwie. Zgadzają się na małżeństwo, ale nie współżyją ze sobą. Pojawia się zatem pytanie, czy to jest prawdziwe małżeństwo?

Kościół może tolerować regulacje prawne, które popierają dobro społeczne, mimo że nie są całkowicie zgodne z tym, co Kościół rozumie poprzez idealny związek dwojga ludzi.

Warto przeczytać całość, a i może zajrzeć do wspomianej w wywiadzie książki autorstwa Richarda Woodsa – Another Kind of Love.

26 uwag do wpisu “Promieniować akceptacją

  1. To ja chyba obracałam się w złym towarzystwie, bo ze strony księży pamiętam głownie „baby do garów, bowiem tak mówi BÓG. A jak nie BÓG, to mówi DARWIN, więc jak nie słuchacie pierwszego, to posłuchajcie drugiego”.

    Swoją drogą – argumenty pseudobiologiczne są bardziej wkurzające niż „bo Bóg tak chciał”…

  2. Może to rzeczywiście towarzystwo. Ja aż takich doświadczeń marnych nie miałam. Takie „baby do garów” widzę chyba u ludzi świeckich raczej :-) – czytałaś może moje stare notki: https://sporothrix.wordpress.com/2009/04/21/byc-kobieta-ale-jaka-czyli-tesknoty-meskiej-duszy/
    https://sporothrix.wordpress.com/2009/12/30/postanowienia-noworoczne-kobiety-heteroseksualnej/ ?

    Ale fakt, „moich” tutejszych jezuitów bardzo sobie chwalę (znowu wrzucam notkę:
    https://sporothrix.wordpress.com/2009/11/03/straszny-katolik-zadba-czasem-o-geja/ , warto zajrzeć do dyskusji, bo ludzie ciekawie mówili)

    Swoją drogą – argumenty pseudobiologiczne są bardziej wkurzające niż “bo Bóg tak chciał”…

    I jedne i drugie są, imo. I sposób mówienia też (https://sporothrix.wordpress.com/2010/02/15/zakonnik-i-seks-czyli-kto-tu-kogo-osmiesza/)

  3. „Wiem, na przykład, że wiele par homoseksualnych żyje w wierności wobec siebie. Obojętnie, jak Kościół postrzega ich pożycie seksualne, są sobie wierni tak samo, a nawet bardziej aniżeli wiele par heteroseksualnych. Na tym właśnie polega życie w czystości, jeśli ujmiemy rzecz w kategoriach arystotelesowskich. Zachowują oni swoje dary płciowości dla siebie nawzajem, umacniają swoją wzajemną miłość, nie szukają innych partnerów.”

    I za te słowa należy się autorowi świeczka i modlitwa, bo dobrze prawi. Nigdy nie słyszałam takiej definicji życia w czystości. NIGDY. A wydaje się tak… oczywista? Słuszna, to na pewno. Powinno się o tym głośniej trąbić, zmniejszyłoby to poziom frustracji w przyrodzie.

  4. Pilśniaka znam, właśnie głównie z takich bioetycznoreligijnych rozważań. A że i ludzie świeccy mają w tej kwestii coś do powiedzenia, to wiem, i to od dawien dawna. Wystarczy mi, jak przypominam sobie Korwina z Wesołą Ferajną, na przykład taki kawałek:

    „Wiadomo, że kobieta przesiąka poglądami człowieka, z którym sypia. Ostatecznie (Natura czy Bóg – nie będziemy się spierać) nie po to tak skonstruował mężczyzn, by setki tysięcy plemników się marnowały; wnikają one w ciało kobiety i przerabiają ją na obraz i podobieństwo mężczyzny, do którego ona należy. Te głupoty, które p.Nowicka wygaduje, są Jej po prostu biologicznie narzucone.”

    (http://korwin-mikke.blog.onet.pl/2,ID246275680,index.html)

    Być może ma to związek ze środowiskiem, w jakim przebywałam (mała, małopolska wieś), jednakże osobiście spotkałam całkiem pokaźną ilość duchownych o takich, a nie innych poglądach.

  5. Bardzo śliczne te słowa Korwina, już wiem, dlaczego sama go nie czytuję :-)

    Być może ma to związek ze środowiskiem, w jakim przebywałam (mała, małopolska wieś), jednakże osobiście spotkałam całkiem pokaźną ilość duchownych o takich, a nie innych poglądach

    No to ja najwyraźniej miałam szczęście.

  6. Ciekawie się obserwuje te wypustki świadczące o ewolucji Kościoła (w szczególności Katolickiego). Śmiałbym zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ta ewolucja wciąż będzie trzymać się tego, co uważam za rdzeń nauki Chrystusa – czyli przykazanie miłości bliźniego – to spokojnie można ufać, że nadejdzie czas na akceptację homoseksualizmu, kapłaństwa kobiet, też małżeństw homoseksualnych (w sensie uświęconego związku na całe życie). Również antykoncepcji (sensu stricto, czyli np. nie środków działających po zapłodnieniu). Ale nie bardzo widzę w tych ramach miejsce na rozwody i seks pozamałżeński. Czasem dziwi mnie, że ludzie obserwujący ich zdaniem dziwaczne obecne zasady KK w sferze okołoseksualnej wrzucają wszystko do jednego worka; ale też członkowie Kościoła też nie widzą rozróżnienia, stawiając ostrą granicę tak, żeby było jak kłócić się z lewicą. Tymczasem jeśli za fundament przyjmie się katolickie pojmowanie miłości (partnerskiej, pełnej, czyli też seksualnej, bezwarunkowej, ale wymagającej pracy), to znacznie bliżej jest do realizacji jej przez wierne sobie pary homo niż rozwodzące się wielodzietne pary hetero. Co słusznie wskazał cytowany przez Ciebie ksiądz. Fajnie jest wiedzieć, że są osoby z wykształceniem teologicznym i duchowną afiliacją, które podobnie myślą :)

  7. Prawda? Mnie też to cieszy i miło mi czytać takie rzeczy.

    Śmiałbym zaryzykować stwierdzenie, że jeśli ta ewolucja wciąż będzie trzymać się tego, co uważam za rdzeń nauki Chrystusa – czyli przykazanie miłości bliźniego – to spokojnie można ufać, że nadejdzie czas na akceptację homoseksualizmu, kapłaństwa kobiet, też małżeństw homoseksualnych (w sensie uświęconego związku na całe życie). Również antykoncepcji (sensu stricto, czyli np. nie środków działających po zapłodnieniu).

    I ja mam dokładnie taką nadzieję. Która zresztą opiera się na tym samym, co u Ciebie – przykazaniu miłości bliźniego. I również chciałabym, żeby zaczęto odróżniać te sprawy, które krzywdy nikomu nie czynią, od tych, gdzie czyjaś krzywda jest możliwa albo nawet bardzo prawdopodobna. Żeby faktycznie nie wrzucać ich do jednego worka. Nie wiem tylko, czy tego doczekam…

  8. Super artykuł! Aż wysłałem mojemu rok starszemu bratu, Jezuicie – który na 95% jest księdzem z takimi otwartymi myślami, ale w tych 5% czai się radiomaryjny ksenofob :)

  9. Jestem chyba z natury pesymistą. Wśród milionów kapłanów zawsze wynajdzie się jakiegoś Mertona albo de Mello. Problem w tym, że Biblii tym nieomylnym i zawsze_prawdziwym słowie Boga stoi jak byk, że za homoseksualizm należy się śmierć. Pomijając nawet literalistów, większość interpretatorów będzie musiała to wziąć pod uwagę, nie mówiąc już o własnej Tradycji. Podobnie jest zresztą z Koranem. Ciężko to wszystko pogodzić ze świecką moralnością.

    A co do przykazania miłości, cóż, teolog zawsze dorzuci kilka przeciwnych cytatów, tak żeby interpretacja się zgadzała. No i przed Jezusem niewiernym groziła co najwyżej śmierć, a nie tortury bez końca.

    Kto wie jednak, może potrzeba wymusi zmiany, za lat sto, może.

  10. bantus: to, co mówisz, zakłada, że kapłan z natury ma złą wolę, a wyjątkowo jest inaczej. To chyba lekka przesada. Co do reszty, mogłąby z tego wyjść może i całkiem ciekawa filozoficzna dyskusja (gdybym cię spytał, czemu „grożą tortury bez końca” i skąd pojęcie „niewierny” w ogóle w kontekście chrześcijaństwa), ale to chyba niekoniecznie na to miejsce…
    Ogólnie to zauważ tylko, że – po pierwsze – żaden teolog chrześcijański nie ucieknie od przykazania miłości. Po drugie, rozmawiamy o oficjalnym stanowisku hierarchów Kościoła, który nawet sam nie czyni zdania tych hierarchów jedynie słuszną interpretacją. Patrz wyzej to, co napisano o prawie do własnego sumienia. Może jesteśmy sporo przed czasami, w których hierarchia KK zgodzi się na związki homo, ale też sporo po czasach, w których Kościół działał na zasadzie absolutyzmu bez dyskusji. Mimo istnienia hierarchii i hierarchiczności to naprawdę bardziej przypomina wielką grupę ludzi, którzy starają się iść w jednym kierunku niż armię podzieloną na dywizje, brygady, kompanie i plutony, jak to niektórzy zdają sobie wyobrażać.

  11. @ Bantus
    Też mi się wydaje, jak pisze zresztą Rudy, że takich księży jest więcej. Tyle że trudno ich czasem dostrzec, szczególnie w Polsce chyba. Takie jest moje wrażenie ze spotkań z księżmi w Polsce i w Stanach.

    Problem w tym, że Biblii tym nieomylnym i zawsze_prawdziwym słowie Boga stoi jak byk, że za homoseksualizm należy się śmierć.

    Można to interpretować różnie. Biblię pisana była w określonych warunkach i w określonym kontekście należy ją rozpatrywać. Tak robi KK nie od dziś. I tak to widzą obaj księża, których cytuję. Zachęcam Cię też do zajrzenia do dyskusji pod tą notką: https://sporothrix.wordpress.com/2009/11/03/straszny-katolik-zadba-czasem-o-geja/, na temat podstaw tej interpretacji. W przeciwnym wypadku KK ciężko karałby jedzenie owoców morza, używanie odzieży z dwu różnych włókien czy to, że panna młoda nie jest dziewicą w dniu ślubu. Optymistycznie więc patrzę na możliwość zmian i w innych kwestiach (za to pesymistycznie na czas, w jakim te zmiany mogłyby zachodzić, ale kto wie).

    Updacik: może niektóre zmiany nadejdą szybciej, niż się spodziewamy: http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,9054456,_Celibat__zniesc__Kobiety_na_kaplanow__Szanowac_konkubinat__.html
    i tutaj: http://wyborcza.pl/1,96165,9056685,Czy_Watykan_zezwoli_na_kondomy.html

  12. Może macie inną perspektywę, ale z mojej strony, w kraju którego większość episkopatu na czele z jego przewodniczącym popiera dyrektora RM, takie oczekiwania nie wyglądają realistycznie.

    Może jestem jakiś zgorzkniały? W końcu katolicy znali przykazanie miłości od samego początku, także podczas prześladowania pogan i heretyków w późnym antyku, w średniowieczu, podczas krucjat, znali inkwizytorzy, którzy interpretowali je po swojemu, przez wieki wielkich wojen znała je cała chrześcijańska Europa, i co z tego? Dlaczego akurat teraz miałoby się coś zmienić?

    Oczywiście to nie tylko Merton czy de Mello, są przecież całe zakony jak np dominikanie, których targetem ewangelizacyjnym były i są centra akademickie, więc ich retoryka też będzie zupełnie inna niż przeciętnego proboszcza. Chodzi jednak o to, że musiałby się zmienić sam rdzeń nauczania Kościoła, Katechizm, prawo kanoniczne itd. Do tego potrzeba przynajmniej nowego soboru, a tego jakoś nie ma na horyzoncie. Co więcej, patrząc na obecny tradycjonalistyczno integrystyczny kurs Watykanu nowy sobór mógłby być nawet krokiem wstecz w stosunku do poprzedniego.

  13. @ Bantus
    Racja z tą inną perspektywą, zależy przecież, na kogo się trafi. Zgorzkniałości się nie dziwię, mnie też to często osłabia, ale staram się mieć nadzieję (cóż mi pozostaje, nieprawdaż?)

    Chodzi jednak o to, że musiałby się zmienić sam rdzeń nauczania Kościoła, Katechizm, prawo kanoniczne itd. Do tego potrzeba przynajmniej nowego soboru, a tego jakoś nie ma na horyzoncie.

    Dodam tylko, że rdzeń to się nie zmieni, bo rdzeń jest w porządku. Natomiast inne rzeczy zmieniały się przecież na przestrzeni lat. A może i kolejny sobór by się przydał.

  14. Staram się na to patrzeć z boku, ale w naszym kraju słabo to wychodzi. A co do rdzenia to nie wiem, bo z tego co pamiętam Katechizm wprost się odnosi homoseksualizmu, wprost też mowa w dokumentach, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Tutaj nie wystarczy interpretacja tego co jest, trzeba by to wszystko zmienić oraz stojącą za tym doktrynę teologiczną.

  15. @ Bantus

    Staram się na to patrzeć z boku, ale w naszym kraju słabo to wychodzi.

    Jest trudno, to fakt.

    A co do rdzenia to nie wiem, bo z tego co pamiętam Katechizm wprost się odnosi homoseksualizmu, wprost też mowa w dokumentach, że małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny. Tutaj nie wystarczy interpretacja tego co jest, trzeba by to wszystko zmienić oraz stojącą za tym doktrynę teologiczną.

    Rdzeniem jest dla mnie miłość bliźniego (no i Boga oczywiście, ale o bliźnich rozmawiamy). Natomiast Katechizm podlegał zmianom przecież. Co nie znaczy, że uważam, że niektóre zmiany są łatwe i małe. Jednak i z tymi dużymi sprawami teologowie dyskutują (patrz cytowany tekst chociażby, albo ten cytowany poprzednio, gdzie teolog wyraźnie twierdzi, że mówi o zmianach w ramach tego, co głosi KK). Do problemów można podchodzić od różnych stron, KK ma w tym praktykę :-)

  16. @bantus:
    Powinieneś jednak wziąć pod uwagę, że między innymi przy udziale Kościoła i wierzących mamy od czasów antycznych postęp w ogólnie pojętych prawach człowieka. To nie jest tak, że od antyku przez średniowiecze do dziś było tak samo, a teraz nagle oczekujemy skoku. Mnóstwo pozytywnych zmian, jakie widzisz w dzisiejszym świecie i do jakich już się przyzwyczaiłeś, powstała z inspiracji ludzi wierzących i dzięki światopoglądowi, jaki wyznawali. A nie pomimo jego.

    A na krajowym poletku to ja osobiście widzę bardzo dużą różnicę w działaniu Kościoła w roku 1993 i dzisiaj. Rzecz jasna mnóstwo rzeczy mogłoby być lepsze, sporo rzeczy woła, nomen omen, o pomstę do nieba. Ale pogląd, że to wszystko to jedna stagnacja i przysłowiowe średniowiecze to nadmierne uproszczenie.

  17. Swoją drogą, naszła mnie taka refleksja – czym w istocie jest małżeństwo?
    Ja na to patrzę nie z perspektywy sakramentu, bo u nas ono sakramentem nie jest. Ale w istocie, z perspektywy wiary chrześcijańskiej, czym ono jest? Czy to ma być związek służący prokreacji? Czy coś innego jednak, skoro Chrystus wyraźnie potępił rozwody, a w prawie żydowskim był on dopuszczalny w sytuacji bezpłodności. A jeśli nie o prokreację chodzi, to o co?

  18. @synafia:
    Chyba najpełniej ujmując, małżeństwo wg chrześcijaństwa to praktyczna realizacja partnerskiej miłości. Tzn. takiej, w której masz namiętność plus zaufanie/intymność plus zaangażowanie/odpowiedzialność w sposób w pełni wzajemny, bez warunków końcowych (bo z wstępnym – żeby obie strony miały pełną świadomość i wolę). Więc katolicyzm zakłada, że w takiej więzi i zobowiązaniu jest udział Boga i że w związku z tym taki związek jest sakramentem, czyli czymś uświęconym. Prokreacja jest jednym z elementów, ale nie jest tak, że bezdzietne małżeństwo przestaje być sakramentem, bo nie od tego się zaczyna – nawet na naszych rodzimych cnaukach przedmałżeńskich uczą, że więź między małżonkami trzeba traktować poważniej niż między rodzicami a dziećmi, bo to małżonka sobie wybierasz. Natomiast zakłada się, że nie może być pełnej miłości, jeśli odrzuca się w ogóle perspektywę potomstwa (chodzi o intencję).

  19. @ Synafia
    I jeszcze dodam cos do tego, co napisał Rudy: nawet patrząc na przepisy KK na temat zawierania małżeństwa widać, że ta część więziotwórcza jest nawet ważniejsza niż ta prokreacyjna. Brak posiadania dzieci nie jest przeszkodą (dzieci można adoptować, Kościół, jak wiadomo, zachęca do rozmaitych naprotechnologii, poza tym, o ile wiem, nie ma przeszkód do zawarcia małżeństwa u ludzi starszych), przeszkodą natomiast jest impotencja (pomijając już fakt, jak można oceniać ten przepis). Według mnie, wygląda na to, że niemożność dopełnienia tej jedności, która zdaniem KK jest dopełniana w czasie stosunku seksualnego, jest tu kluczowa. Jeśli natomiast zawiera się małżeństwo serio i stanowczo wykluczając posiadanie dzieci, to takie małżeństwo może zostać uznane za nieważne (i chyba określa się je jako zawarte niegodnie – o ile dobrze pamiętam).

  20. @Rudy, Sporothrix: To wychodzi na to, że jest podobnie jak u nas (KE-A), choć nie wiem, czy u nas można unieważnić małżeństwo, jeśli było zawierane bez intencji posiadania dzieci. Inna sprawa, że unieważnienie w KK i unieważnienie w KE-A to pewnie też nieco inne sprawy, ze względu na aspekt sakramentalny właśnie.

    W każdym razie ja myślę o tym tak, jak Rudy napisał, że małżeństwo to jest w chrześcijaństwie praktyczna realizacja miłości, i to właśnie tej miłości „agape”, o której mówił Chrystus, dla której „eros” jest dopełnieniem, ale nie może sam z siebie stanowić fundamentu. Innymi słowy w miłość małżeńska to i uczucie, i postawa, i wybór oraz konsekwencje tego wyboru, i w tym sensie jest to najwyższa próba miłości. I myślę, że taką próbę można oblać lub przejść, a orientacja seksualna będzie tu chyba drugorzędna?

  21. @synafia:
    Według KK nie ma unieważnienia małżeństwa, jest tylko anulowanie – uznanie, że nigdy go nie było. Tzn. ponieważ sakramentu udzielają sobie oboje małżonkowie, to dowiedzenie po fakcie, że któreś z nich lub oboje robili to ze złą wolą albo bez świadomości zobowiązania (wykluczanie potomstwa by się kwalifikowało pod punkt pierwszy) oznacza, że po prostu małżeństwa nigdy nie było, a nie że się je „wycofuje” – Kościół zarówno w tym miejscu, jak i przy zawieraniu małżeństwa pełni rolę świadka.
    A co do drugiej sprawy, cóż. Właśnie dlatego wydaje mi się, że KK może wyewoluować w kierunku uznania małżeństw jednopłciowych, że nie widzę wielkiej różnicy jakościowej między kochającym się małżeństwem hetero, które zrządzeniem losu nie może mieć biologicznego potomstwa, a parą, która w końcu też zrządzeniem losu jest jednopłciowa.

  22. @Rudy: Pisząc „unieważnić” miałam na myśli „stwierdzić nieważność” czyli właśnie uznanie, że małżeństwo de facto nie miało miejsca. Natomiast co mnie zaciekawiło – czy to małżonkowie udzielają sobie sakramentu? Nie robi tego ksiądz? Możesz mi to jakoś szerzej objaśnić?

  23. @ Synafia
    Katechizm KK mówi:

    KKK 1623 Według tradycji łacińskiej sami małżonkowie jako szafarze łaski Chrystusa udzielają sobie nawzajem sakramentu małżeństwa, wypowiadając wobec Kościoła swoją zgodę. W tradycjach Kościołów wschodnich kapłani lub biskupi, którzy przewodniczą ceremonii, są świadkami wzajemnej zgody malżonków, ale ich błogosławieństwo jest konieczne także dla ważności sakramentu.

    KKK 1626 Kościół uważa wzajemne wyrażenie zgody przez małżonków za nieodzowny element, który „stwarza małżeństwo” (KPK, kan. 1057, § 1). Jeśli nie ma zgody, nie ma 2201 małżeństwa.

    KKK 1630 Prezbiter (lub diakon), który asystuje przy obrzędzie zawarcia małżeństwa, przyjmuje zgodę małżonków w imieniu Kościoła i udziela błogosławieństwa Kościoła. Obecność pełniącego posługę w Kościele (oraz świadków) wyraża w widoczny sposób, że małżeństwo jest rzeczywistością kościelną.

    A tutaj jeszcze coś a propos posiadania dzieci (bo kiedyś spotkałam się z twierdzeniem, że małżeństwo katolickie jest nieważne, jeśli nie ma dzieci z powodu niepłodności):

    KKK 1654 Małżonkowie, którym Bóg nie dał potomstwa, mogą mimo to prowadzić głębokie życie małżeńskie z ludzkiego i chrześcijańskiego punktu widzenia. Ich małżeństwo może wyrażać się owocnie przez miłość, otwartość na innych i ofiarę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s