Proszę Państwa, oto…

Dzisiaj, z okazji nadchodzących trzecich urodzin bloga, zapraszam na film o grzybobraniu. Specjalnym grzybobraniu, osobistym poniekąd. Będzie się działo.

Dobra, dobra, Tytus, luzik.

ResearchBlogging.org

Dodatkowe informacje:
1. RAMOSESILVA, M., VASCONCELOS, C., CARNEIRO, S., & CESTARI, T. (2007). Sporotrichosis Clinics in Dermatology, 25 (2), 181-187 DOI: 10.1016/j.clindermatol.2006.05.006
2. Schubach, A., Barros, M., & Wanke, B. (2008). Epidemic sporotrichosis Current Opinion in Infectious Diseases, 21 (2), 129-133 DOI: 10.1097/QCO.0b013e3282f44c52
3. Appenzeller, S., Amaral, T., Amstalden, E., Bertolo, M., Neto, J., Samara, A., & Fernandes, S. (2005). Sporothrix schenckii infection presented as monoarthritis: report of two cases and review of the literature Clinical Rheumatology, 25 (6), 926-928 DOI: 10.1007/s10067-005-0095-z
4. HARDMAN, S., STEPHENSON, I., JENKINS, D., WISELKA, M., & JOHNSON, E. (2005). Disseminated Sporothix schenckii in a patient with AIDS Journal of Infection, 51 (3) DOI: 10.1016/j.jinf.2004.07.001
5. Zdjęcia pochodzą z Public Health Image Library (domena publiczna) oraz z pierwszej publikacji.

Reklamy

30 uwag do wpisu “Proszę Państwa, oto…

  1. Tak mi się skojarzyło, piosenka o grzybach. Choć nie mają tego uroku, co zaprezentowany tutaj okaz. :D

  2. Z żalem zawiadamiam, że autorzy doniesienia o owrzodzeniu penisa o etiologii S. schenckii u 63-letniego pana nie zamieścili żadnych atrakcyjnych fotek. Pokazali tylko całkowicie nieciekawe zdjęcie barwienia bioptatu :P

  3. @gospodyni
    Stoo laaat!

    @grzyb
    na pohybel i w ogóle. Grzyby są be. Nie to co przywry. Fascynujące stworzenia…

  4. Już poeta wiedział, że jest tylko grzyb i robak.
    Czochrając się psychosomatycznie postnotkowo stu lat blogowi i miłej blogmistress życzy Ija Ijewna.

  5. Po pierwsze primo to serdeczne gratulacje dla bloga! Torcik upiec? ;)

    A po drugie primo, czy możesz wszystkie notki robić takie? :D

  6. @ Ija, Jiima, Panek, Synafia
    Bardzo dziękuję <3

    @ Jiima
    A przywry to nie są be? Przecież dlatego są fascynujące :)

    @ Ija
    Ja też się czochram (od dłuższego czasu…) ;). Fuj te grzyby naprawdę.

    @ Synafia
    Torcik koniecznie zamawiam :). Z lodami.

    czy możesz wszystkie notki robić takie? :D

    A co, chcesz mieć dobranocki dla Dziobalindy? ;)

  7. wszystkiego dobrego, z okazji trzecich urodzin czuję nieodpartą potrzebę wyznania ciepłych, a nawet bardzo ciepłych, uczuć żywionych względem niniejszego bloga. Niech zatem rośnie duży.

  8. Bakteria gratuluje grzybowi i czeka na wiecej notek :)
    Alez masz piekne konidia!

  9. W ramach życzeń – duży gorący grzyb.
    No i mamy kolejne zastosowanie dla płynu Lugola!

  10. @Sporothrix
    Przywry nie są be, a każdemu jego porno :). W każdym wypadku dużo więcej notek w tym roku zamawiam życzę :). Może nawet tak obrazkowych jak ta.

    BTW, grzyby akurat w moich studenckich czasach były traktowane po macoszemu. Na moje ulubione robaczki był przedmiot „zoologia bezkręgowców”, zaś grzyby pakowano do „botaniki ogólnej” (choć to w sumie nie rośliny) która przefuwała po nich z prędkością Mach3 by dofrunąć do kwiatków. Kwiatki były istotniejsze z powodu katowania studentów zielnikiem.

  11. Sto lat dla bloga :)

    Kolonia grzyba wygląda trochę jak oko, nieprawdaż?

  12. @ Jiima
    Niektóre przywry są zgoła przerażające (a przy tym mogą fascynować :P). Diplozoon paradoxum albo szczególnie Aspidogaster conchicola (ze względu na tę obleśną przyssawkę) zawsze budziły moje wewnętrzne fuj. Ale każdemu jego porno :)
    U mnie na studiach grzybów nie traktowano po macoszemu, wprost przeciwnie – stanowiły sporą część „botaniki”. Pewnie dlatego, że ówczesny szef się nimi fascynował. Okrytonasienne traktowano z niejakim lekceważeniem.

    @ Moonchild
    Blog dziękuje :)

  13. No wjenc ja oczywiście już dawno temu na własną rękę sprawdziłem, co to za zgaga ta Sporothrix schenckii i zaraz mi się skojarzyło, że w wersji literackiej „Stawki większej niż życie” (rozdział „Spotkanie na zamku”) występował szturmbanfirer Schenck.

    W ogóle to na myśl o grzybach zawsze odczuwam niepokój egzystencjalny. Droga Redakcjo Tego Bloga, czy to normalne?

  14. @ Gammon
    Drogi Czytelniku, ależ naturalnie. Jeśli tylko zastanawiasz się, czy abrakadabryczne egzystencjacje immanentnej negacji transcendentalizują nicość (oraz egzystencję) samą w sobie, a następnie odczuwasz niepokój – jest to normalne. Szczególnie na widok grzybów.

    Z poważaniem,
    Redakcjategobloga

    w wersji literackiej “Stawki większej niż życie” (rozdział “Spotkanie na zamku”) występował szturmbanfirer Schenck.

    To fakt, występował (wszędzie nasi). I o ile się nie mylę, tenże Schenk, w postaci nieco zmienionej, bo chyba jakiegoś aptekarza czy innego sklepikarza, występował też w wersji filmowej tej części (pod tytułem „Spotkanie”).

  15. @Drogaredakcjategobloga

    Ale nawet na widok gołębia albo wija (zwykłego myriapoda, nie wija arlebardzkiego i nie Cha Em [Chronosa Monadowicza] Wija) nie mam takiego przerażonego odjazdu, jak w przypadku dowolnego grzyba. Niby z jednej strony nie mam zahamowań przed macaniem ich łapą, ale z drugiej nawet jak jem surową, posoloną pieczarkę, to się zastanawiam, czy ona mnie nie zaatakuje od środka.

    Jednocześnie grzyby strasznie mnie jarają estetycznie. Niektóre mają niewiarygodnie żarówiaste kolory.

    re: Schenk (vel Schenck?)
    On tylko udawał aptekarza, na końcu odsłaniał się jako szturmbanfirer.

  16. A czyż takie owadomorkowce nie są ekstra? http://en.wikipedia.org/wiki/Entomophthorales (hmmm, dla kogo ekstra, dla tego ekstra, jak widać).
    Natomiast wkurzona pieczarka to prawdziwy potwór.

    On tylko udawał aptekarza, na końcu odsłaniał się jako szturmbanfirer.

    W filmie? To w książce było tak, że się on udawał aptekarza, prawda? A czy w filmie też? Bo jakoś miałam wrażenie, że może nie. Ale w tej chwili, po poruszeniu pokładów mojej sklerozy wydaje mi się, że w filmie też to tak było rozwiązane. Więc pewnie masz rację.

  17. Te tam owadomorkowce wyglądają bardzo romantycznie.

    Co do aptekarza, to sam się już skołowałem. W książce faktycznie jest aptekarz, a film musiałbym dopiero wykryć na półce. A był jeszcze komiks, co w komiksie? Też skleroza.

  18. W aktualnym „Uwarzam Rze” (to taki tygodnik) Eryk Mistewicz, podobno jakiś znany specjalista marketingu politycznego pisze:
    „Osobom publicznym, naukowcom, członkom zarządu spółek pytającym mnie, czy warto założyć specjalistyczny blog odpowiadałem zawsze: nie, nie warto, a co więcej – nie wypada. Prowadząc blog pokazujecie, że macie za dużo czasu, także na eliminowanie obraźliwych komentarzy. Wasza wiedza jest zbyt cenna, aby monetaryzować ją w taki sposób…”

    Dalej zachwala używanie Twittera, dzięki któremu, jak twierdzi buduje się kanały komunikacji a przez to wzmacnia swoją pozycję i buduje wizerunek. Na potwierdzenie swej tezy podaje przykład polityków i jakieś ważne osoby znane jako @katarynaa i @AzraelK.

    Cóż mogę dodać – nie mam bladego pojęcia kim są owe osoby, w mojej wsi też nie są zbyt znane. Ślęczenie przy komputerze i czytanie co ma do powiedzenia taki czy inny celebryta uważam za skrajnie marnowanie czasu, na członka zarządu spółki ani posła nie kandyduję bo i tak się nie załapię – z Twitterem czy bez.

    Czas spęczony na czytanie twitterowych pere-bzdere można zużyć na przykład na pisanie specjalistycznego bloga!

    Autorce bloga pozostaje pogratulować wspaniałego grzybobrania i przeprosić za komentarze czasami ocierające się o bezczelność.

  19. @ Gammon
    Ja mogę sprawdzić tylko komiks, i to dopiero w domu. Ale wydaje mi się, że tam Schenk był od początku szturmbanfirerem (a nawet ober), za to nie pamiętam tego jego ukrywania się jako aptekarza. Sprawdzę.

  20. @ Globalnysmietnik
    Bardzo serdecznie dziekuję :)

    Eryk Mistewicz: nie, nie warto, a co więcej – nie wypada. Prowadząc blog pokazujecie, że macie za dużo czasu, także na eliminowanie obraźliwych komentarzy. Wasza wiedza jest zbyt cenna, aby monetaryzować ją w taki sposób…”

    Zdaję sobie sprawę, że ze mnie belferstwo zupełne wyłazi, ale ja pisanie bloga (tzn. tych specjalistycznych notek) traktuję trochę jak przedłużenie mojego uczenia studentów. Obecnie studentów nie mam, dydaktyki mi brakuje, więc wyżywam się na blogu. O czas potrafię zadbać sama, wiem, jak sobie mam to rozplanować. Komentarze obraźliwe można kasować, ja akurat tutaj nie narzekam specjalnie, a na pytania odpowiadać, co także jest sposobem dzielenia się swoją wiedzą. A dzielenie się tą właśnie wiedzą, propagowanie nauki, wyśmiewanie zabobonu – to jest coś, co, uważam, nauczyciel i naukowiec powinien robić. Nie tylko za pieniądze. Taka naiwna siłaczka jestem.
    A budowanie wizerunku i pozycji za pomocą Twittera mam w nosie. W nosie mam też teksty celebrytów, co nie znaczy, że czasem nie poczytam czegoś, bo owszem (potem mogę się zastanawiać, czy Nergal zachowuje się jak prosię na przykład).
    Tak więc nie zgadzam się z tym panem zasadniczo, w ogóle i w szczególe.

    Czas spęczony na czytanie twitterowych pere-bzdere można zużyć na przykład na pisanie specjalistycznego bloga!

    Otóż to. Czego nam obojgu życzę :)

  21. @ Gammon
    Przejrzałam. W pierwszej namalowanej scenie widać Schenka w mundurze SS (w tym samym mundurze lata przez cały odcinek). Potem Klossowi przedstawia się jako obersturmführer. A moment wcześniej Inga mówi, że pan Schenk był tylko pomocnikiem w aptece jej ojca. Tyle komiks.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s