okołonaukowo

Płynie odra, płynie…

ResearchBlogging.org

Panamerykańska Organizacja Zdrowia (PAHO) zachęca wszystkie osoby, które chcą wybrać się w wizytą gdzieś do Ameryk, aby zaszczepiły się najpierw przeciwko odrze i różyczce. Celem jest oczywiście ochrona ludzi tu mieszkających przed chorobami, które zostały swego czasu całkiem nieźle opanowane, a teraz wracają. O powrocie odry pisało się już w Wielkiej Brytanii, teraz wspomina się o Francji (ale też w ogóle o całej Europie) – niestety, brednie opowiadane przez Wakefielda oraz antyszczepionkowców zbierają żniwo. WHO już ostrzegała Amerykanów przed niebezpiecznymi rejonami starego, dzikiego kontynentu, no a teraz włączyła się i PAHO, publikując swoje rekomendacje dla podróżujących w przeciwną stronę.

Wszyscy zapewne z grubsza wiedzą, jak wyglądają odra i różyczka, teoretycznie stosunkowo niegroźne choroby wieku dziecięcego, ale tak gwoli przypomnienia, że to nie takie byle co jest. (No pewnie, jedno jest rzeką, a drugie ładnym kwiatuszkiem).

…………………………………………………………..

Różyczkę wywołuje wirus należący do rodziny Togaviridae. Objawy obejmują niezbyt charakterystyczną wysypkę plamkowo-grudkową, katar, złe samopoczucie, niewysoką gorączkę, łagodne zapalenie spojówek, a także powiększenie węzłów chłonnych, szczególnie tych za uszami, co zwykle poprzedza wystąpienie wysypki. U dorosłych pacjentów, częściej kobiet, pojawić się może zapalenie stawów. Komplikacje różyczki są niezwykle rzadkie, a obejmują encefalopatie, zapalenie jąder i trombocytopenię.

(Wszystkie obrazki pochodzą z Public Health Image Library)

Różyczka przenosi się drogą kropelkową, tylko między ludźmi, a występuje na całym świecie. Pacjenci są zakaźni tydzień przed i tydzień po pojawieniu się wysypki.

Najbardziej niebezpieczne jest zakażenie wirusem różyczki dla kobiet w ciąży, a dokładniej dla zarodków i płodów. Zakażenie takie skutkuje często poronieniem albo wrodzonym zespołem różyczkowym u dziecka. Objawy różyczki wrodzonej są bardzo różnorodne, wymienia się wśród nich: zaćmę i inne nieprawidłowości w obrębie narządu wzroku (jaskra, retinopatie, małoocze), prowadzące do ślepoty,

głuchotę, wady serca, problemy neurologiczne (mikrocefalia, opóźnienie w rozwoju motorycznym i psychicznym), nieprawidłowy wzrost w okresie płodowym, a także objawy zapalne w mózgu, wątrobie, śledzionie, płucach i szpiku kostnym. Część z tych wad ujawnia się dopiero jakiś czas po urodzeniu dziecka, np. nieprawidłowości w funkcjonowaniu narządu słuchu, cukrzyca czy wady tarczycy.

Postać różyczki wrodzonej zależy od momentu zakażenia w ciąży. Jeśli dojdzie do niego w pierwszych 8 – 10 tygodniach, wad jest bardzo wiele, a występują one u 90% dzieci, które przeżyją. Ryzyko wad spada do 10 – 20%, jeśli do zakażenia dochodzi w 11 – 16 tygodniu, a jest w ogóle rzadkie po 16 tygodniu (z wyjątkiem głuchoty, do której może dojść nawet wówczas, kiedy infekcja miała miejsce w 20 tygodniu ciąży).

…………………………………………………

Wirus odry (rodzina Paramyxoviridae, ta sama, co wirusy parainfluenzy czy wirus RS) także powoduje wystąpienie plamkowo-grudkowej wysypki, która pojawia się najpierw na głowie, a potem na tułowiu i kończynach. Obecny jest również katar, kaszel, złe samopoczucie, dość wysoka gorączka i zapalenie spojówek.

A przed wystąpieniem wysypki lubią pojawiać się charakterystyczne dla odry zmiany, tzw. plamki Koplika – są to czerwone kropki z białym środkiem, widoczne na powierzchni błon śluzowych jamy ustnej.

Odra jest chorobą bardzo zakaźną, szerzy się drogą kropelkową i występuje na całym świecie. W niektórych rejonach, tam, gdzie dzieci są niedożywione, przebiega znacznie ciężej, z poważnymi powikłaniami i jest częstą przyczyną zgonów. U dzieci takich odra może też sprzyjać wystąpieniu innych malowniczych schorzeń.

W odróżnieniu od różyczki, powikłania po przebyciu odry bywają i stosunkowo częste (nie wszystkie), i niebezpieczne. Obejmują one: zapalenie ucha środkowego (do 9% przypadków), zapalenie płuc (do 6%) – tu warto też wspomnieć o szczególnym rodzaju zapalenia płuc, tzw. wielkokomórkowym, które wystąpić może po przechorowaniu odry u osób z zaburzeniami odporności; jest to powikłanie rzadkie, ale na ogół śmiertelne. Oprócz tego powikłaniami odry mogą być biegunki, drgawki, nadkażenia bakteryjne, a także różnego rodzaju postaci zapalenia mózgu. Pierwszym z nich jest poekspozycyjne zapalenie mózgu i rdzenia kręgowego (encephalomyelitis), które występuje kilka dni po zachorowaniu. Drugim – pojawiające się z opóźnieniem ostre zapalenie mózgu, przebiegające z zaburzeniami świadomości i objawami neurologicznymi. A trzecim – bardzo rzadkie na szczęście, bo kończące się śmiercią, podostre stwardniające zapalenie mózgu (SSPE, subacute sclerosing panencephalitis). To ostatnie pojawia się średnio po 7 latach od zachorowania (choć zdarzają się przypadki wystąpienia po 30 latach), w dodatku czasem u osób, u których w przeszłości nie rozpoznano odry. W przypadku SSPE można jednak wykryć wirusy w mózgu pacjenta.

……………………………………………………

Wydawałoby się więc, kiedy spojrzy się na te powikłania poodrowe z jednej strony, a różyczkę wrodzoną z drugiej, że nic, tylko zapobiegać nam trzeba. I kompletnym brakiem zrozumienia traktować próby podważania wartości takiego zapobiegania. Bo dobra metoda zapobiegania istnieje. Jest to szczepionka przeciwko tym chorobom, w chwili obecnej stosowana powszechnie jako jeden preparat, MMR, czyli szczepionka przeciwko odrze, śwince i różyczce.

Powszechne szczepienia z użyciem MMR są bardzo skuteczne. Dzięki nim w wielu krajach znacząco spadła liczba zachorowań, liczba zgonów z powodu odry, zniknęły niemal ciężkie powikłania (jak SSPE), a także bardzo zmalała liczba zespołu różyczki wrodzonej. Szczepionka zawiera jednak „żywe”, atenuowane wirusy, co oznacza, że może być niebezpieczna dla osób z obniżoną odpornością (i u takich osób jest to przeciwskazanie do szczepienia). Przeciwskazaniem do szczepienia jest także ciąża (choć nie stwierdzono, żeby szczepionkowy wirus różyczki był teratogenem), czy reakcja anafilaktyczna po podaniu poprzedniej dawki szczepionki, bądź reakcja anafilaktyczna na neomycynę czy żelatynę (składniki szczepionki). MMR nie zawiera tiomersalu ani innych konserwantów. Ogólnie rzecz biorąc jest skuteczna, przebadana i bezpieczna, i odstąpić od jej stosowania należy tylko u niewielkiej liczby osób.

Naturalnie, efekty uboczne są obecne. Zwykle dość łagodne, jak stosunkowo często występujące: gorączka, złe samopoczucie, wysypka. Nie udowodniono związku między szczepieniem MMR a zapaleniem mózgu, opon mózgowo-rdzeniowych, zapaleniem stawów czy jelit. Co ważniejsze, stwierdzono również, że nie ma związku między MMR a autyzmem. Badań takich było bardzo wiele i ponad wszelką wątpliwość wykazały one, że rodzice nie mają się czego bać (z grubsza: nie pokazano zwiększonego ryzyka autyzmu u dzieci szczepionych w porównaniu do dzieci nieszczepionych; nie widać związku w czasie między szczepieniem a wystąpieniem objawów autyzmu; wykazano, że w Wielkiej Brytanii opisywany wzrost liczby przypadków autyzmu nastąpił w okresie przed szczepieniami; po wycofaniu szczepionki MMR w Japonii liczba przypadków autyzmu nadal rosła; brak jest korelacji między częstością autyzmu a liczbą szczepień w Wielkiej Brytanii i USA; nawet najbardziej wymyślnymi metodami nie udało się wykryć wirusów szczepionkowych u dzieci autystycznych; wyników badań Wakefielda także nie udało się powtórzyć, nie wspominając już o rozmaitych problemach etycznych z nimi związanych).

No i jest jeszcze jedna kwestia, czyli nieszczęsne szczepionki z nieszczęsnych abortowanych płodów. Modna dość chyba ostatnio w Polsce, choć nie taka znowu świeża. Czytam na moich ulubionych mamusiowych forach, jak to kobieta nie chce szczepić bo autyzm, bo rtęć, bo coś tam, bo efekty uboczne, a wreszcie zadaje dramatyczne pytanie – dlaczego Watykan nie reaguje na to, że naszym dzieciom wszczepia się preparaty robione na zabitych dzieciach? Cóż, czego by nie mówić o Watykanie, w takich sytuacjach reaguje on jednak, w tym wypadku także to zrobił. Informując martwiących się rodziców, że skoro nie ma alternatywy, a szczepionki działają celem chronienia ludzkiego zdrowia (nie bez znaczenia była tu kwestia zagrożenia, jakie stanowi wirus różyczki dla ciężarnych), to trzeba je stosować. Podobnie na takie moralne wątpliwości rodziców zareagowali biskupi amerykańscy. Naturalnie, stanowisko to zgodne jest z tezą, iż pozyskanie tkanek do hodowli wirusów szczepionkowych było nieetyczne (bo aborcja na życzenie). Oraz że należy o tej nieetyczności pamiętać i w miarę możności się jej sprzeciwiać – jej, nie samym szczepionkom – próbując na przykład wywierać presję na firmy farmaceutyczne, żeby produkowały inne preparaty. I słusznie – tu można taką petycję podpisać. Z tego także powodu, że kwestie etyczne używane są niejednokrotnie jako dodatkowa niezła wymówka, mam wrażenie. Wyraźnie widać, że kiedy już takiego antyszczepionkowego rodzica zarzuci się dowodami, że szczepionki są jednak bezpieczne, zawsze może on wyciągnąć z rękawa kwestie ich grzeszności, i co mu pan zrobisz?

A jak to pozyskiwanie płodów w celu produkcji szczepionek wygląda naprawdę? Obecnie do namnażania wirusów wykorzystuje się dwie linie komórkowe, WI-38 i MRC-5, obie normalne, pochodzące z dwu ludzkich płodów, odpowiednio żeńskiego i męskiego, abortowanych na życzenie, w Szwecji (prace prowadzili naukowcy ze Stanów, ale aborcja była wówczas nielegalna w USA) oraz w Wielkiej Brytanii, w latach sześćdziesiątych XX w. Obie linie to fibroblasty płucne. Wirus różyczki w szczepionce MMR firmy Merck namnażany jest na linii WI-38, na linii MRC-5 przygotowuje się np. szczepionkę przeciw zapaleniu wątroby typu A (Merck). Płodów abortowanych przy okazji prac nad tymi liniami (i nie tylko) było najprawdopodobniej więcej, niż te dwa. Notabene, szczepionkowy wirus różyczki (RA 27/3) również pochodzi z abortowanego płodu. A linie WI-38 i MRC-5, których obecnie się używa, zostały bardzo dobrze zbadane, porównano je z liniami zwierzęcymi, i wyszło po prostu, że są lepsze pod wieloma względami (np. obecność czynników zakaźnych oraz zdolność do indukowania zmian nowotworowych).

To ostatnie warto zresztą podkreślić, w kontekście domniemanej „wieczności” tychże linii komórkowych. Linie te nie są wieczne, ich komórki starzeją się i obumierają, jak na normalne linie przystało, po określonej liczbie pasaży. Właśnie dlatego, że są normalne, a nie immortalizowane czy wręcz nowotworowe. Zresztą to spowodowało, że pobierano je od abortowanych na życzenie płodów. Raz, że płody te musiały być zdrowe (czyli nie mogły pochodzić z naturalnych poronień), a dwa – komórki z nich pobrane nie powinny mieć żadnych właściwości wskazujących na ewentualny nowotworowy potencjał. Lepiej podchodzić ostrożnie do pomysłów przygotowywania szczepionek na wiecznie rosnących liniach.

Do doczytania:
1. http://www.dh.gov.uk/en/Publicationsandstatistics/Publications/PublicationsPolicyAndGuidance/DH_079917
2. http://pathmicro.med.sc.edu/book/virol-sta.htm
3. Chatterjee, A., & O’Keefe, C. (2010). Current controversies in the USA regarding vaccine safety Expert Review of Vaccines, 9 (5), 497-502 DOI: 10.1586/erv.10.36
4. Hensley E, & Briars L (2010). Closer look at autism and the measles-mumps-rubella vaccine. Journal of the American Pharmacists Association : JAPhA, 50 (6), 736-41 PMID: 21071320
5. http://www.immunize.org/concerns/vaticandocument.htm
6. Leiva R (2006). A brief history of human diploid cell strains. The national Catholic bioethics quarterly, 6 (3), 443-51 PMID: 17091551
7. JACOBS, J., JONES, C., & BAILLE, J. (1970). Characteristics of a Human Diploid Cell Designated MRC-5 Nature, 227 (5254), 168-170 DOI: 10.1038/227168a0
8. HAYFLICK L, PLOTKIN SA, NORTON TW, & KOPROWSKI H (1962). Preparation of poliovirus vaccines in a human fetal diploid cell strain. American journal of hygiene, 75, 240-58 PMID: 13905660