czepiam się

Planety szaleją

Przychodzi facet do lekarza. Znaczy do dentystki. Od progu, jak to cierpiący mężczyzna, ogłasza:

– Boli mnie ząb, pani doktor. To chyba jakieś zakażenie. Proszę coś z tym zrobić.

– Proszę pana. Ząb ma prawo boleć. Rodzi się w nim nowe życie, bakterie się mnożą, dzielą, w kafejce Kieszonka dziąsłowa umawiają na filiżankę śliny, flirtują, rozmnażają, uprawiają seks, mają orgazmy, potem dzieci, potem dzieci się rozmnażają, potem cała planeta się rozmnaża, wszystko wiruje, faluje, nadchodzi era wodnika, przemoc w postaci wiertła i cęgów jest źle widziana, ekologia, stawiamy na ekologię, wielorazowe opatrunki, bandaże prane w kubeczkach menstruacyjnych, wpływy Księżyca oraz planet, planety szaleją, szaleją i śmieją się, śmieją, a słońce wysoko, wysoko, świeci pilotom w oko… Nie przekonuje to pana?

– Eeeee, do czego? Pani doktor, mnie boli ząb!

– No jak to – do czego? Że ból jest naturalny w tej sytuacji. Wszystko rodzące się na tym świecie wymaga bólu. Ból jest zdrowy, fizjologiczny. Owszem, czasem należy uwzględniać znieczulenie, w niektórych sytuacjach medycznych. Ale ból zęba u mężczyzny do nich nie należy. W dodatku nie zdaje sobie pan sprawy, ileż bólu wymagać będzie zastrzyk znieczulający…

– No ileż?

– Dużoż, proszę pana. Jakby tak ułożyć te strzykawki jedna na drugiej, to stosik byłby niemałyż. Niechże pan się powierzy w mój silny umysł. I uwierzy, że w pana zębie tysiąc jeży zęby szczerzy, metaforycznie rzecz ujmując. To jest fizjologia i tak ma być. Nie czuje pan tych hormonów, co się w pana organizmie wydzielają?

– Adrenalinę może..

– No widzi pan! O to nam chodziło. Skończmy z medykalizacją postępowania z męskim zębem, zdajmy się na naturę, obudźmy w sobie naszego bogina wewnętrznego, Ojca Zębuszka-Bakteriona! On obdarza nas życiem! I hormonem, eee, harmonią tego, no, wszystkiego.

– Ale, pani doktor, ja się boję bólu i boję tego zakażenia. Nie wpłynie to niekorzystnie na stan mojej żuchwy i w ogóle mego zdrowia?

– Wprost przeciwnie, drogi panie. Kiedy wsłuchasz się pan w tęskną pieśń swojego opanowanego przez bakterie zęba, opowiadającą o prastarych prokariotycznych źródłach życia, o radości (iskro bogów), o (sępie) miłości, o wewnętrznej męskiej bogini, o jin i jang, o Aldebaranie-gwiazda-beta-odpadła-ci, dojdziesz pan do wniosku, że ból zęba jest zjawiskiem seksualnym. Wszystkie te skurcze bólowe, drgawki pojawiające się na pańskiej miłej twarzy, szczękościsk i uśmiech sardoniczny oraz skurcz toniczny mięśni, to nic innego jak zew natury. Zew, który zwie, znaczy wzywa: wstań, unieś głowę (i główkę), wsłuchaj się w słowa pieśni o małym (eee, rycerzu), pręż się, obejmij, zatoń w tym, szczytuj, dotrzyj do źródła starożytnej wiedzy i mądrości, poznaj planetę Ząb (zupa zębowa… i bakteryjna)… Coś widzę, że pan mnie nie słucha.

– Jakoś nie mogę. Może to z tego koszmarnego bólu…

– No dobra, jaka ta młodzież dzisiejsza niewytrzymała jest. Spróbujemy najnowszej metody uśmierzania bólu zęba, polecanej przez światowe autorytety Szkoły Bolenia. Reflektuje pan?

– No jasne!

– Oto przygarść kulek żelaznych ujmij w dłoń swą mocarną, cny pacjencie, a zali wżdy pamiętaj, iżby aczkolwiek celować celnie. Zamachowując się bynajmniej nie politycznie, acan celujesz w swe chmurne czoło, i jedną kuleczką, jako tym diamentowym piorunem, uderzasz swe jestestwo między oczy.

– …

– No waćpan, strzelaj mocniej nieco.

– … …

– Ale ile tych kuleczek sobie narychtował?! Ile?! Zali mówiłam, że jedną celować, a on tu sobie amunicji na trzy roki widomie przysposobił, durny on!

– Uważaj, wpadasz w żargon.

– Przepraszam (ależ wodzu, co wódz). Troszku mnie poniosło. Spróbujemy innych metod. Celem uśmierzenia bólu możesz pan: chodzić, klęczeć, kucać, obciągać (znaczy dla przyzwoitości obciągnąć na sobie koszulkę, żeby nie odsłaniała zbyt dużo), a także tańczyć na rurze. Można też tańczyć na piłce (do metalu), względnie próbować lap-dancingu, ale rura jest rurą jest rurą jest rurą, i po latach doświadczeń mogę panu rzec: ta rura ma dwa końce! (Tylko trzeba się najpierw rozebrać, proszę poczekać z tymi majtkami w groszki, zaproszę studentki i studentów, niech się uczą.) Może pan także przynieść sobie do gabinetu wrzątek herbaciany i robić z niego okłady na krocze.

– Na krocze???

– Ależ naturalnie. Okład taki znakomicie rozluźnia mięśnie krocza, co niweluje ból. Podobnie działa okład z brudnych skarpetek przesiąkniętych zapachem domu. A także śpiew. Zapach domu i śpiew, to jest podstawa. Proszę coś zaśpiewać.

– Nie umiem… pani doktor, ja tu mam bolący ZĄB!

– Od razu zauważyłam. Nie chce pan rozluźnić krocza i zawzięcie walczy pan z naturą. Nie lekceważę tego, proszę mi wierzyć. Wiem, że pana boli i jest pan bardzo dzielny. Proszę wytrzymać, zaraz będzie bolało bardziej. Ciu, ciu, cacy, cacy, masz po glacy. Rzetelna informacja i pozytywne emocje pomagają przetrwać najtrudniejszy moment. Pomaga?

– Noż…

– Ból pana paraliżuje. Przyczyn jest wiele. Złe przygotowanie do zabiegu dentystycznego, różny próg tolerancji na ból, doświadczenia życiowe. Lęk, bo koledzy nastraszyli. Ważna jest psychika, proszę pana – problemy emocjonalne odbijają się w zębach jak w lustrze. Mężczyzna, który czuje się nieakceptowany przez partnerkę, która nie planowała czy nie chciała zakładać hodowli zębów w paszczy, zwykle gorzej znosi zęby (szczególnie po schodach), bo nie dostrzega celu, jakim jest to małe, ruchliwe, bakteryjne, radośnie rozwijające się społeczeństwo. Jakby dostrzegł, to z radością by zaakceptował ten ból, z uśmiechem na ustach, śpiewająco. Żona nie przyprawia panu rogów?

– Gówno to panią obchodzi! BOLI MNIE ZĄB!!! Mam zakażenie. Trzeba je usunąć. A pani mi tu pieprzy o Aldebaranie, rurach i żonie?! Co to ma być, do cholery? Kto jest pani przełożonym?

– Ojejku. Ojejku, no. Taki pan agresywny, no, no. Dobrze, proszę założyć majteczki i wspiąć się na fotel, zrobimy znieczulenie. Tylko moja uczciwość zawodowa nakazuje mi ostrzec pana, że znieczulenie wiąże się z bardzo niekorzystnymi efektami zdrowotnymi. Dziury w dziąsłach, porażenia nerwów, zrosty bliznowcowe, uszkodzenia korzeni, zbrązowienie liści, o łodydze to już nawet nie ma co mówić. Reflektuje pan?

– TAK!!!

– …

– …

– …

– …

– A nie mówiłam? Pani Zosiu, proszę posprzątać pacjenta. Usunąć strzykawkę z oka… Wychodzi wraz z gałką? I jakie te lody? Malinowe? To zjemy. Reszta zewłoka takoż proszę won, znaczy na chirurgię podrzucić, oni tam będą wiedzieli, co z pacjentem zrobić. Zgodnie z hasłem: trafiła pani (no, pan w tym wypadku) wprost do kliniki, zastosujemy z trocin zastrzyki, nową perukę damy na głowę, oczy wkleimy, i zęby zdrowe!

Disklajmer: niniejszym zawiadamia się, że powyższe nie ma nic wspólnego z poniższym, a przypadkowe podobieństwo do czegokolwiek jest całkowicie przypadkowe.

http://wyborcza.pl/rodzicpoludzku/1,114118,9678006,Podroz_na_planete_Porod.html?as=1&startsz=x6,podroz_na_planete_porod.html?as