Wstrząśnięta i lekko zmieszana

No więc tak – dzisiaj będzie coś osobistego i nowego. Jednak. Czy interesującego, to już nie wiem. Ale złożyć to można na karb lekkiego wstrząśnięcia potrzęsieniowego i przemyśleń (eeee…, czego?) po nim następujących. Nie żeby były szalenie głębokie, czymkolwiek by były.

Zaczęło się od snu. Tak, wiem, wiem, że zwykle mało co da się porównać ze stopniem nudności opowiadania swoich własnych snów (chyba że komuś bliskiemu). Ale i tak opowiem. Śniły mi się wrotki. Wrotki jak takie zwierzęta wrotki, malutkie, lubiące wodę, nie wrotki do jeżdżenia. We śnie obserwowałam grupę handlarzy narkotykami, którzy hodowali te wrotki w laboratorium oraz wtykali im fluorescencyjne białko GFP, takie co to w labach biologicznych używa się do wszystkiego. Następnie oglądali świecące na zielono w ciemności wrotki i na tej podstawie wnioskowali, która partia narkotyku jest lepsza i bardziej oczyszczona. Hmmm, co mówi sennik egipski o fluorescencyjnych wrotkach i o naukowo podchodzących do problemu handlarzach? A co powiedziałby ksiądz Natanek? Pewnie coś w rodzaju – jeśli widzisz zielone wrotki, wiedz, że coś się dzieje. No więc już wiedziałam – będzie trzęsienie ziemi. Tyle że wtedy jeszcze nie wiedziałam, co wiedziałam.

Potem było mnóstwo chemtrailsów na niebie. Zawsze niby są, bo zawsze rząd amerykański truje nas aluminium i szczepionkami, ale tego dnia – tego dnia! – były szczególnie piękne. Dzisiaj nie wyglądały już aż tak ładnie, ale resztki toksycznych substancji unosiły się nadal z wdziękiem:

Potem kolega, który zawsze jest w pracy, nie przyszedł. Wiedz, że coś się dzieje. A potem, już grubo później, okazało się, że nasz powrót do domu  nie był taki najgorszy, jak się spodziewaliśmy. Korki tak, ale żeby koło Pentagonu dało się przejechać w miarę szybko w czasie ewakuacji? To na pewno dlatego, że tego dnia było z 5% pracowników. Reszta nie przylazła, na pewno Żydzi przede wszystkim, oraz geje i cykliści, masowo tam zatrudniani. Bo pewno wiedzieli, że rząd (ich rząd) planuje na naszą zgubę nie tylko chemtrailsy, ale i trzęsienia. W końcu to Pentagon przecież.

A kiedy dojechaliśmy do domu, zauważyliśmy, że ze zniszczeń to urwało głowę naszej ulubionej afrykańskiej drewnianej pani. O tej:

Czy widać, jaki ona ma biust nieprzyzwoicie nagi? I cień, jaki ten biust tworzy? Wyuzdany? Nic dziwnego, że trzęsienie na pewno było karą z nieba za takie sprośności trzymane w amerykańskich domach. Oraz za próby zniesienia don’t ask, don’t tell naturalnie. Wiedz, że coś się dzieje.

A poza tym, to się bałam. Teraz wiadomo, jaką trzęsienie miało siłę – i dziękujemy niektórym bardziej obznajomionym z trzęsieniami ziemi za ustawienie nam prawidłowych proporcji – i że nic się specjalnie nie stało złego. Ale jakoś tak nie było mi do śmiechu wtedy, kiedy wybiegaliśmy z labu, a z sufitu coś leciało, kiedy niemądrzy koledzy ociągali się z wyjściem, bo trzeba dokończyć doświadczenie, kiedy zapodziała się gdzieś, chwilowo na szczęście, kilkuletnia córeczka koleżanki, która tego dnia była z mamą w pracy, kiedy ludzie musieli wrócić do niesprawdzonego jeszcze budynku po to, żeby zaopiekować się zwierzętami, bo jak je przecież zostawić, kiedy staliśmy w upale przed budynkiem, który przed chwilą bujał się w powietrzu i czekaliśmy na wstrząsy wtórne, kiedy próbowaliśmy dzwonić do bliskich, żeby zapytać co u nich albo uspokoić, że u nas w porządku, a linie telefoniczne padały. Tak, teraz żartujemy. I dobrze. Ale wówczas się bałam. Nawet nie tego, że mogę stracić życie. Nie, bardziej mnie nie cieszyła ewentualna rozrywka w postaci bycia przysypaną jakimiś gruzami i czekania na ratowników. No i martwiłam się tym, że gdzie-do-cholery-jest-mój-mąż i żeby mu się nic nie stało. No i w ogóle bałam się, bo to jest takie idiotyczne uczucie, kiedy wszystko się trzęsie, budynek, ściany, ziemia. A poza tym był to dla mnie pierwszy raz, więc.

I bardzo, bardzo serdecznie dziękuję za wszystkie głosy wsparcia, w trakcie i po :*

15 uwag do wpisu “Wstrząśnięta i lekko zmieszana

  1. Pamietam swoje pierwsze trzesienie ziemii w Kalifornii. Na poczatku myslalam „co znowu ten sasiad na gorze wymyslil??”. Potem kumpel rzucil haslo ze to trzesienie ziemii i hodu… na zewnatrz.

    Przy trzecim juz sie przyzwyczailam, a przy czwartym juz nawet nie wybiegalam na zewnatrz. Chociaz trzeba przyznac, ze jesli akurat lezy sie na lozku i jest obudzonym przez wstrzasy, to wrazenie jest spotegowane znacznie….

  2. No to dobrze :)
    Mnie obudzilo na takiej zasadzie, ze snilo mi sie, ze jest trzesienie ziemii. Budze sie i – o kurde – FAKTYCZNIE jest. A potem szybka gonitwa mysli czy zrywac sie z wyra ubierac i uciekac czy lepiej poczekac az sie skonczy i miec nadzieje, ze bedzie na tyle male, ze nic sie nie stanie.
    Wybralam opcje numer dwa, bo budynek w ktorym znajdowalo sie moje mieszkanie przetrwal kilka powaznych trzesien i nic sie nie stalo, a to znaczy ze o ile sie nie dostanie belka w glowe, szanse na przezycie ma sie spore.
    W sumie jednym z najwiekszych zagrozen podczas trzesienia sa land liquefactions i pozary. Jesli wiesz, ze przebywasz w pomieszczeniu co nie znajduje sie na takim terenie, a dom jest zbudowany w/g proper building codes (kalifornijskie musza podajze przetrwac trzesienie do 8 w skali Richtera) to kostrukcja sie nie zawali i lepiej zamiast wybiec na ulice stanac we framudze drzwi. Kostrukcja przetrwa, a nie dostanie sie spadajacym badziewiem w glowe.
    Jesli domy sa zbudowane z cegiel to.. ehm…. spierdzielalabym czym predzej i dalej…

  3. Jesli domy sa zbudowane z cegiel to.. ehm…. spierdzielalabym czym predzej i dalej…

    To chyba było to, czego tu się ludzie obawiali. Że nikt się nie spodziewa aż tak silnych trzęsień (co innego w Kalifornii), wobec czego i budynki nie są przystosowane. Ja wolałam uciec :)

  4. No i slusznie. W Kalifornii dopiero po strasznym trzesieniu 1906 r. w San Francisco zaczeto w ogole myslec o innym budowaniu. A miasto po wygladalo jak Warszawa w 1945…

  5. Cieszę się, że nic ci nie jest i dalej się możesz czepiać (w tym mnie – :). Cieszę się, że (jak rozumiem), Miskom Do Mleka też się nic nie stało.
    Sen o wrotkach przecudny. I jaka interesująca metoda naukowa… trza to wykorzystać w jakimś kryminale, ale zróbmy pierwotniaki, bo ludzie nie wiedzą co to wrotek. Może być? Takie orzęski na przykład, może Paramecium bo mieli go wszyscy w szkole.
    A co do właściwych proporcji, wiem że to tornado, przez którego środek miałom okazję przejść (razem z solidnie zbudowanym polskim domem na szczęście) miało tylko T2 i #cotojest w porównaniu z Teksasem, ale i tak się bałom jak cholera. Kot ma nerwicę do dzisiaj, jak słyszy burzę chowa się pod szafą. Więc zgadzam się z tobą, że proszę nie pitolić o proporcjach.

  6. Dziękuję serdecznie :*. Tak, obojgu nam się nic nie stało i będziemy się upojnie czepiać wszystkiego i wszystkich nadal :)
    Cieszę się też, że doceniasz mój sen o wrotkach :). Ale pewnie masz rację, że trzeba by coś innego, pantofelka, jak piszesz, albo inną euglenę. Jednakowoż mam wrażenie, że taki pomysł nie zainteresowałby zbyt wielu reżyserów :)

    Więc zgadzam się z tobą, że proszę nie pitolić o proporcjach.

    Otóż to, święte słowa.

  7. U nas było malutkie, maluteńkie, a ja i tak się przestraszyłam. Wyobrażam sobie, że u Was musiało być jeszcze straszniej. Chyba trzeba zacząć zwracać uwagę na znaki na niebie i ziemi.

  8. O MATKO! Cóż za horror. Coś pięknego naprawdę, dziękuję za filmik i stronkę.
    A poza tym dziękuję :-*. Będziemy się trzymać. W sumie to u nas akurat (mieszkamy na południowy zachód od Waszyngtonu) nie powinno być aż tak źle.

  9. Cześć Ewciu! Cieszę się, że przetrwaliście. Pozdrowienia!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s