Miesiąc: Grudzień 2012

Niezwykłe przygody ruchów antyszczepionkowych na początku

ResearchBlogging.org
Notka dzisiejsza to fragment rozdziału poświęconego historii ruchów antyszczepionkowych, który ukazał się (nieco zmieniony) w książce Zdrowie. Przewodnik Krytyki Politycznej.

[…]

Ospa prawdziwa i pierwsza fala ruchów antyszczepionkowych

Z niezwykle silną krytyczną reakcją spotkał się Edward Jenner, kiedy wkrótce po jego badaniach nad uodpornieniem ludzi przeciwko ospie rozpoczęto masowe szczepienia. Jenner nie stosował wariolacji, ale wprowadził skuteczniejszą wakcynację, czyli uodpornienie za pomocą zakażenia osoby szczepionej materiałem pobranym ze zmian skórnych osób zainfekowanych krowianką (ospą krowią, od łac. vacca – krowa). Zakażenie takie powodowało stosunkowo łagodną krowiankę u osób szczepionych, a w konsekwencji odporność wobec ospy prawdziwej. W dniu kiedy narodziła się nowoczesna wakcynologia, 14. maja 1796 roku, Jenner zaszczepił trzynastoletniego Jamesa Phippsa, wprowadzając przez nacięcia na ramieniu chłopca materiał zakaźny pobrany ze zmian skórnych na dłoni Sarah Nelmes (Neames), dójki zakażonej krowianką od krowy o imieniu Rosebud. Po zaszczepieniu tym Phipps okazał się odporny na infekcję ospą prawdziwą, a Jenner przewidywał, że systematyczne stosowanie jego preparatu (nazwanego „szczepionką”) spowoduje całkowite usunięcie ospy prawdziwej z powierzchni Ziemi. Jak wiemy obecnie, przewidywania Jennera sprawdziły się dwieście lat później, 9. grudnia 1979 roku, kiedy Światowa Organizacja Zdrowia ogłosiła całą Ziemię miejscem wolnym od tej straszliwej choroby.

Pomysł Jennera stanowił jednak nowość w tamtych czasach i natychmiast spotkał się ze krytyką. Argumenty stosowano różne, od wyrażanych obaw zdrowotno-higieniczno-naukowych, przez religijne, aż do politycznych.

Krytykujący obawiali się, że szczepienie ludzi materiałem odzwierzęcym spowoduje powstanie mieszańców – pół-ludzi, pół-krów. Ilustracje popularne w tamtych czasach złośliwie ukazywały szczepienie jako „cud”, czyli fakt, że z różnych części ciała osób zaszczepionych wyrastają krowie głowy. O szczepionce pisano jak o „potworze z rogami byka, zadem konia, szczękami krakena, zębami i pazurami tygrysa, ogonem krowy oraz wszystkimi potwornościami puszki Pandory w brzuchu.” Potwór ten, niosący „wszelkie choroby, ból i śmierć”, miał „pożreć ludzkość, a szczególnie biedne, bezradne niemowlęta.”

Rodzice obawiali się o zdrowie dzieci, sporą nieufnością darząc dość nieestetycznie i niebezpiecznie wyglądającą metodę wakcynacji. Wprowadzanie bowiem do ran na skórze płynu ze zmian poszczepiennych innych ludzi, którym podano szczepionkę parę dni wcześniej (metoda „arm-to-arm”), było w ich oczach traktowaniem dzieci nie tylko jako przyjmujących szczepionkę, ale i jak inkubatory materiału szczepionkowego. Obawiano się także przenoszenia w ten sposób innych chorób, takich jak kiła, rak czy schorzenia psychiczne. 

Rodzice martwili się również, że wprowadzanie do organizmu ich dzieci materiału pochodzenia zwierzęcego może spowodować infekcję odzwierzęcą, co negatywnie wpłynie na fizyczne i duchowe zdrowie potomstwa. Duchowni natomiast patrzyli na  kwestię materiału od zwierząt od innej strony, uważając takie szczepienia za niechrześcijańskie. Oponenci szczepień twierdzili też, że są one „znakiem bestii”.

Wielu krytykujących nie ufało po prostu medycynie, nauce i naukowcom ówczesnym, włączając w to Jennera i jego teorie o przyczynie ospy. Część z nich twierdziła na przykład, że choroba bierze się z gnijącej materii, w związku z tym trudno, żeby szczepionka była skuteczna.

Najsilniejszy jednak opór przeciw szczepieniom powodowało postrzeganie ich jako zamachu na wolność i prawa mieszkańców Wielkiej Brytanii oraz jako zbyt głęboko idącą interwencję rządu w życie ludzi. W 1840 roku wprowadzono Vaccination Act, który zapewniał darmową wakcynację ubogim. W 1853 roku w ramach Vaccination Act zadekretowano obowiązek zaszczepienia wszystkich dzieci przed ukończeniem trzeciego miesiąca życia oraz przewidziano kary więzienia lub kary pieniężne dla rodziców niewypełniających tego obowiązku. Następnie w 1867 roku rozszerzono obowiązek zaszczepienia przeciw ospie na wszystkie dzieci do 14. roku życia oraz podtrzymano kwestię kar. Spowodowało to bardzo duży negatywny oddźwięk w społeczeństwie, budząc niechęć wobec wprowadzanych przepisów, które, jak sądzono, stanowią zagrożenie dla praw obywatelskich. Bunty rozpoczęły się już w 1853 r., mieszkańcy protestowali w Ipswich, Henley, Mitford oraz innych miastach. W Londynie powstała Anti-Vaccination League, a powołana w 1867 r. Anti-Compulsory Vaccination League ogłosiła manifest przeciw obowiązkowym szczepieniom, zarzucając rządowi pogwałcenie praw i wolności obywateli, w tym prawa do wyboru i do ochrony własnych dzieci. W latach 1870-1880 ukazało się wiele książek oraz czasopism, w tym Anti-Vaccinator czy Vaccination Inquirer, szerzących antyszczepionkowe poglądy. 

Sprzeciw wobec szczepień nasilał się. W 1885 tłumy ludzi wyszły na ulice w Leicester. Manifestujący nieśli transparenty z antyszczepionkowymi sloganami, trumnę dziecka oraz spalili kukłę Jennera. Po tym wydarzeniu władze postanowiły wysłuchać argumentów antyszczepionkowców, biorąc także pod uwagę zdanie pro-szczepionkowców. Powołana specjalna komisja obradowała siedem lat. Następnie wydała oświadczenie, mówiące o tym, że szczepionka w istocie chroni przed ospą, ale kary dla rodziców nieszczepiących dzieci powinny być zniesione. Stanowił o tym nowy Vaccination Act (1898 r.), wprowadzając jednocześnie do angielskiego prawa kwestię „sprzeciwu sumienia” i pozwalając rodzicom niechcącym poddawać dzieci wakcynacji na uzyskanie zwolnienia z tego obowiązku.

[…]

Pod koniec dziewiętnastego wieku aktywność ruchów antyszczepionkowych wzrosła także w Stanach Zjednoczonych. W latach siedemdziesiątych XIX w. kraj ten nękała epidemia ospy prawdziwej. Spowodowało to wprowadzenie obowiązkowych szczepień,  a co za tym szło – powstanie sprzeciwu wobec nich. W 1879 roku powołano Anti-Vaccination Society of America, a potem podobne stowarzyszenia w Nowej Anglii i w Nowym Jorku. Walcząc na wielu frontach organizacje te doprowadziły do zniesienia obowiązku szczepień w stanach: Kalifornia, Illinois, Indiana, Minnesota, Zachodnia Wirginia i Wisconsin. 

W latach 1901-1903 miejsce miała epidemia ospy prawdziwej w Bostonie i jego okolicach. Bostońska Board of Health rozpoczęła batalię o opanowanie epidemii. Początkowo zarządzono szczepienia dla ochotników, ale powiększająca się liczba chorych sprawiła, że wprowadzono obowiązkowe szczepienia dla wszystkich, w dodatku metodą „house-to-house”, czyli wysyłając lekarzy do domów ludzi mieszkających w dzielnicach miasta o największej liczbie chorych. Naturalnie, natychmiast odezwały się ruchy antyszczepionkowe. Kwestionowały one bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki, a także głosiły, że obowiązkowe szczepienia gwałcą swobody obywatelskie. Ich przedstawiciele chcieli również zmienić prawo i zdelegalizować obowiązek szczepień. Nie udało im się to.

Ze względu na to, że w trakcie epidemii znaleziono kozła ofiarnego – bezdomnych, których oskarżono o roznoszenie ospy, Board of Health powołała też specjalne „virus squads”. Ich zadaniem było przymusowe szczepienie tych właśnie ludzi. Niejednokrotnie odbywało się to z użyciem przemocy ze strony policji.

Znaczącym wydarzeniem batalii przeciw ospie prawdziwej była sprawa Henninga Jacobsona, mieszkańca Cambridge w stanie Massachusetts. Jacobson odmówił obowiązkowego szczepienia, twierdząc, że godzi to w jego prawo do dbania o własne ciało w taki sposób, jaki sam uzna za stosowny. Sprawa oparła się o Sąd Najwyższy, który orzekł – po raz pierwszy w historii prawa dotyczącego zdrowia publicznego – że stan ma prawo zarządzić obowiązkowe szczepienia, aby chronić ogół obywateli przez chorobami zakaźnymi.

W 1901 roku przewodniczący bostońskiej Board of Health, doktor Samuel Holmes Durgin, ogłosił konkurs dla antyszczepionkowców. Aby udowodnili, że faktycznie wierzą w bezwartościowość szczepionek, zachęcił ich do wizyty w szpitalu pełnym chorych na ospę. Oczywiście test miał dotyczyć tylko tych, którzy nie szczepili się uprzednio. Wyzwanie podjął doktor Immanuel Pffeifer, duński imigrant, zwolennik leczenia głodem oraz hipnozą, a także wyznawca teorii, że ludzie cieszący się dobrym zdrowiem nie zapadają na ospę. Złożył wizytę w szpitalu i widział się z około setką chorych. Po kilkunastu dniach znaleziono go, bardzo ciężko chorego, w domu. Ospę przeżył, ale Durgin triumfował, a prasa wieszczyła nauczkę dla antyszczepionkowców.

Nic takiego nie miało jednak miejsca. Ruchy antyszczepionkowe odcięły się od poglądów Pffeifera, krytykując jego ryzykanckie postępowanie. Po wygaśnięciu epidemii w marcu 1901 roku, i między tym rokiem a rokiem 1934, kiedy to zanotowano ostatni przypadek ospy w Bostonie, ruchy antyszczepionkowe działały aktywnie cały czas. Na skutek tej działalności nie udało się rozszerzyć obowiązku szczepień na dzieci uczęszczające do prywatnych szkół.

[…]

Ciąg dalszy nastąpił.

Literatura:
1. Wolfe RM, & Sharp LK (2002). Anti-vaccinationists past and present. BMJ (Clinical research ed.), 325 (7361), 430-2 PMID: 12193361
2. Spier, R. (2001). Perception of risk of vaccine adverse events: a historical perspective Vaccine, 20 DOI: 10.1016/S0264-410X(01)00306-1
3. ANDRE, F. (2003). Vaccinology: past achievements, present roadblocks and future promises Vaccine, 21 (7-8), 593-595 DOI: 10.1016/S0264-410X(02)00702-8
4. Porter D, & Porter R (1988). The politics of prevention: anti-vaccinationism and public health in nineteenth-century England. Medical history, 32 (3), 231-52 PMID: 3063903
5. Beck, A. (2012). ISSUES IN THE ANTI-VACCINATION MOVEMENT IN ENGLAND Medical History, 4 (04), 310-321 DOI: 10.1017/S0025727300025643
6. Albert MR, Ostheimer KG, & Breman JG (2001). The last smallpox epidemic in Boston and the vaccination controversy, 1901-1903. The New England journal of medicine, 344 (5), 375-9 PMID: 11172172

Reklamy

Pogromcy Mitów Medycznych – część III

UWAGA – NOTKA SPONSOROWANA

Część III i ostatnia, jak sądzę. Czas na podsumowanie. A podsumowanie chyba dałoby się zawrzeć w zwięzłym – miało być dobrze, a wyszło jak zwykle.

Niestety. Pomysł, jakkolwiek nieoryginalny, był w ogóle dobry. Strona po polsku, z debunkowaniem pseudomedycznych i pseudonaukowych bzdur, niewątpliwie jest potrzebna i bardzo by się przydała. Zawiodło jednak wykonanie, czego głównej przyczyny upatrywałabym w źle działającej (czy nawet w dużym stopniu niedziałającej wcale) moderacji i administracji.

Ideą portalu miała być obecność i aktywność internautów. Należy wziąć pod uwagę jednak, że ludzie poszukujący wiedzy w internecie i trafiający na portal PMM nie zaczynają od czytania regulaminu. Obce im będą więc założenia, że każdy użytkownik ma prawo wypowiedzieć swoją opinię, niezależnie od tego, jaka ona jest i że za samą aktywność (a nie jej jakość) przyznawane są nagrody. W związku z tym komuś nowemu trudno będzie ocenić, czy dany ekspert jest faktycznie ekspertem, czy też może dostał tę etykietkę za wrzucenie coś z setki bzdurnych czasem komentarzy. Ktoś nowy nie zauważy w ogóle, że w zasadzie należałoby czytać tylko same podsumowania dyskusji, czyli te fragmenty na pomarańczowym tle, tym bardziej, że – co już zauważałam – „odgórni” eksperci portalu nie przemęczają się zanadto i ich własnych ocen mitów (potwierdzeń i obaleń) jest bardzo niewiele.

Innymi słowy, ktoś, kto zaglada na PMM, znajdzie mnóstwo wpisanych mitów, pytań i zagadnień nurtujących internautów, zaskakujące nieco informacje w artykułach oraz pseudodowcipne i przez swoją swobodę mogące wprowadzać w błąd wypowiedzi ekspertów portalu na blogu. A jeśli zechce nadal przebijać się przez to wszystko celem znalezienia jakiejś dawki wiedzy, napotka wypowiedzi osób podających się za pracowników służby zdrowia, ewentualnie związanych z nauką, często z odznakami super-ekspertów, wrzucających linki na poparcie swych tez.

O, takie jak w wątku o lewatywie na przykład.

Jeśli jest to trolling altmedowców, to gratulacje – udany. Jeśli nawet nie, to i tak wygląda na to, że strona PMM, zamiast propagować naukę i wiedzę, stała się tubą pseudonauki oraz zbiorem łatwo dostępnych linków do oszołomskich stron.

Jeden z czytelników zapytał mnie przy okazji poprzedniej notki, jaką ocenę dałabym PMM. Jako wredny belfer chciałam odpowiedzieć od razu – trzy z dwoma. Za pomysł. Jednak po przeczytaniu wyżej wspomnianej wymiany informacji o lewatywie ocena ta wydaje mi się zbyt łagodną.

Szkoda w sumie.