Niezwykłe przygody ruchów antyszczepionkowych na końcu (a końca nie widać)

ResearchBlogging.org
Dzisiejszy tekst stanowi kontynuację tej notki. Szczególnie dedykowany jest tym, którzy, jak widziałam tu i ówdzie w necie, uważają, że to wszystko przez Wakefielda.

Przy okazji zareklamuję raz jeszcze Przewodnik Krytyki Politycznej poświęcony zdrowiu, w którym to Przewodniku ukazało się poniższe (acz w znacznie zmienionej wersji).

zdrowie

Wstęp

W ostatnich latach wiele słyszy się i czyta na temat szkodliwości szczepionek i programów powszechnych szczepień. Antyszczepionkowe ruchy są prężne, wśród ich przedstawicieli znajdują się celebryci, a ich poglądy mają duży wpływ na rodziców, obawiających się o zdrowie dzieci. Wielu obserwatorów tej sytuacji wydaje się wierzyć, że ruchy antyszczepionkowe są nowością we współczesnych społeczeństwach. Że powstały stosunkowo niedawno, w odpowiedzi na zbyt dużą (zdaniem ich przedstawicieli) liczbę obecnie stosowanych szczepionek przeciw chorobom wieku dziecięcego, na kontrowersje związane z niektórymi szczepieniami (na przykład wymyślone i podsycane przez Andrew Wakefielda zastrzeżenia wobec szczepionki MMR – przeciw odrze, śwince i różyczce), czy wręcz w powiązaniu z szerzonymi tu i ówdzie teoriami spiskowymi („rządy państwowe chcą nas oznakować przy użyciu szczepionek, żeby sprawować nad nami kontrolę”).

Tymczasem ruchy antyszczepionkowe towarzyszą szczepieniom od samego początku; od pierwszych chwil zastosowania pomysłu, że ludzi można chronić przed poważnymi chorobami dzięki podawaniu im specjalnie przygotowanych preperatów medycznych zawierających patogeny (osłabione, zinaktywowane lub też ich fragmenty). Zastosowanie idei tej, godnej podziwu i uznanej przez świat medyczno-naukowy za jedno z najdonioślejszych osiągnięć ludzkości, od zawsze budziło protesty, oparte na różnych przesłankach. Co zaskakujące, mógł zmienić się sposób szerzenia tychże protestów (ludzie w XIX wieku nie mieli oczywiście dostępu do telewizji czy internetu), ale ich treść nie uległa zasadniczym zmianom przez te wszystkie lata.

Ciekawostką jest fakt, że aktywność przypominająca działania antyszczepionkowców miała miejsce nawet jeszcze przed wprowadzeniem idei szczepień w życie – za początek czego uznaje się prace Edwarda Jennera nad uodpornieniem ludzi i masowymi szczepieniami przeciw ospie prawdziwej. W 1721 roku, w nękanym przez dużą epidemię ospy Bostonie, jeden z lekarzy, Zabdiel Boylston, przy aktywnym wsparciu Cottona Mathera, wpływowego purytańskiego pamflecisty, zastosował technikę wariolacji (celowego zakażenia materiałem zawierającym wirusy ospy prawdziwej – Variola, stąd nazwa) na ponad dwustu osobach. Mather spotkał się z dużą dezaprobatą, atakowano go nawet fizycznie, a sam pisał, że nigdy nie widział, żeby diabelskie podszepty zebrały tak duże żniwo, jak w przypadku zachowania osób atakujących ideę chronienia ludzi przed groźną chorobą.

Wędrując jeszcze głębiej w przeszłość – istnieje przypuszczenie (choć niewiele jest na to dowodów), że czynności przypominające szczepienia znane były bardzo wcześnie, w pierwszym tysiącleciu naszej ery, a stosowali je ponoć Chińczycy. Być może wiedziano o nich także w Europie. Dwaj osiemnastowieczni włoscy lekarze, Emanuel Timoni i Giacomo Pylarini pisali w 1714 roku, iż podobne zabiegi znali ich przodkowie. A doktor James Kirkpatrick w swoim dziele z 1761 roku „The Analysis of Inoculation: Comprizing the History, Theory, and Practice of It: with the Occasional Consideration of the Most Remarkable Appearances in the Small Pocks” zanotował istnienie sprzeciwów wobec tego typu praktyk. Sprzeciwów ze strony duchowieństwa, opierających się na twierdzeniu, że taka ochrona ludzi przed chorobami stanowi bunt wobec woli Boga i że stosujących ją spotka wieczne potępienie.

O ospie prawdziwej i pierwszej fali ruchów antyszczepionkowych przeczytać można w tej notce.

Krztusiec i druga fala ruchów antyszczepionkowych

Druga fala ruchów antyszczepionkowych miała zasięg globalny, protesty odnotowano w Europie, Azji, Australii i Ameryce Północnej, dotyczyły one szczepionki przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi (DTP, zwaną dawniej Di-Per-Te), a kontrowersje wzbudzała zwłaszcza tzw. pełnokomórkowa szczepionka przeciwkrztuścowa.

W Szwecji wprowadzono ją w latach pięćdziesiątych XX w. W 1967 roku jeden z tamtejszych lekarzy, Justus Ström, stwierdził, że krztusiec nie jest groźny w nowoczesnym szwedzkim społeczeństwie i że szczepić nie warto. Wkrótce potem pojawiły się doniesienia o neurologicznych powikłaniach poszczepiennych. Wszystko to spowodowało spadek zaufania do szczepionki i zmniejszenie liczby szczepionych dzieci.

Podobnie sytuacja wyglądała w Japonii, gdzie DTP wprowadzono w 1947 roku. Skutkiem masowych szczepień było zmniejszenie zachorowalności do tego stopnia, że zaczęto wspominać o tym, iż szczepionka nie jest już potrzebna. Emocje wzbudził również fakt, że dwoje dzieci zmarło po szczepieniu. W związku z tym zaprzestano stosowania szczepień przeciw krztuścowi w ogóle. Wynikiem była epidemia, która wybuchła w 1979 roku, z 13 tysiącami chorych i 41 zgonami. Japończycy wprowadzili więc szczepienia ponownie, tym razem z użyciem nieco bezpieczniejszej przeciwkrztuścowej szczepionki bezkomórkowej i chorobę udało się opanować.

Szczepionka DTP była w użyciu w Wielkiej Brytanii od lat pięćdziesiątych XX w. Mimo że nie spowodowała całkowitego zniknięcia krztuśca, znacząco wpłynęła na zmniejszenie częstości jego występowania. W latach czterdziestych krztusiec zbierał bowiem spore żniwo, szczególnie wśród niemowląt. Była to główna przyczyna śmierci dzieci z powodu chorób zakaźnych w tamtych latach. Po wprowadzeniu rutynowych szczepień liczba przypadków choroby malała, aż krztusiec przestał budzić zainteresowanie i emocje. Aż do lat siedemdziesiątych, do czasu doniesienia z jednego z londyńskich szpitali, że ponad trzydzieścioro dzieci miało niepokojące objawy neurologiczne po szczepieniu DTP. Informacje pojawiły się w telewizji i prasie, powołano stowarzyszenie The Association of Parents of Vaccine Damaged Children, którego celem było ukazanie opinii publicznej ryzyka związanego ze szczepionką. Świat medyczny był podzielony, co tym bardziej dezorientowało społeczeństwo. W 1977 roku doktor Gordon Stewart ze szpitala w Glasgow opublikował wyniki badań świadczących o tym, że DTP wiąże się z dużym ryzykiem wystąpienia powikłań neurologicznych. Spowodowało to dyskusję na łamach czasopism naukowych oraz prasy popularnej. Wreszcie przeprowadzono niezależne, na szeroką skalę zakrojone badania, które wykazały, że mimo iż w istocie stosowanie szczepionki przeciwkrztuścowej wiązać się może z pewnymi efektami ubocznymi, to ryzyko ich wystąpienia jest niezwykle małe. Dzięki tej wiedzy rozpoczęto kampanię na rzecz powszechnych szczepień, i to kampanię bardzo szeroko zakrojoną, widoczną we wszystkich mediach.

Dyskusje na temat szczepień przeciw krztuścowi pojawiły się ponownie na początku lat osiemdziesiątych. Tym razem udało się jednak pokazać opinii publicznej, że nie ma dowodu na to, iż szczepionka przeciwkrztuścowa powoduje trwałe następstwa neurologiczne.

W Stanach Zjednoczonych antyszczepionkowe kontrowersje wywołane zostały w 1982 roku filmem dokumentalnym „DTP: Vaccine Roulette”, który pokazywał negatywne skutki szczepienia, a minimalizował efekty pozytywne. Niezadowoleni rodzice założyli własne organizacje, chcąc protestować przeciw szczepieniom, jednakże świat medyczno-naukowy tym razem nie zamknął się w obrębie czasopism naukowych (jak to w dużej mierze było w Wielkiej Brytanii), ale wykorzystał mass-media. Stowarzyszenia medyczne, takie jak American Academy of Pediatrics i American Medical Association dołączyły do Centers for Disease Control and Prevention w prowadzeniu kampanii pro-szczepionkowej. Dzięki temu w USA liczby zaszczepionych przeciw krztuścowi utrzymywały się na niezłym poziomie.

Aż do 2010 roku. Niestety, między innymi na skutek działalności ruchów antyszczepionkowych, spadek liczby uodpornionych osób w społeczeństwie spowodował znaczący wzrost chorujących na krztusiec w Kalifornii. Zanotowano tam ponad cztery tysiące przypadków choroby, a zmarło z jej powodu dziesięcioro dzieci. W odpowiedzi, w roku 2011, wprowadzono dodatkowe obowiązkowe szczepienia przy użyciu DTP dla uczniów szkół publicznych i prywatnych. A w tej chwili coraz więcej mówi się o powracającym zagrożeniu krztuścem nie tylko w USA.

Wygląda więc na to, że druga fala ruchów antyszczepionkowych przeszła płynnie w falę trzecią, czyli tę, która ma miejsce obecnie.

MMR i trzecia fala ruchów antyszczepionkowych

W 1998 roku doktor Andrew Wakefield opublikował dane, z których wynikało, że istnieje związek przyczynowo-skutkowy między szczepionką MMR, a zapaleniem jelit i co ważniejsze – autyzmem. Informację podchwyciły media. Dało to początek antyszczepionkowej histerii oraz popularnemu w wielu krajach mitowi, że szczepionki powodują autyzm (a jest to niewątpliwie mit, gdyż bardzo dokładnie przeprowadzono wiele badań, które takiego związku nie wykazały). Stwierdzono też, że Wakefield postępował nieetycznie w stosunku do swoich pacjentów i fałszował wyniki badań, wykazując się ogólnie nierzetelnością i nieuczciwością zawodową. Po wnikliwym dochodzeniu większość współautorów artykułu wycofała się, Wakefield został ukarany naganą ze strony brytyjskiego General Medical Council (za łamanie etyki zawodowej, w tym konflikt interesów) oraz odebrano mu prawo wykonywania zawodu lekarza na terenie Wielkiej Brytanii. Wreszcie w 2010 roku, na podstawie niezbitych dowodów, czasopismo Lancet oficjalnie wycofało artykuł Wakefielda.

Niestety zniszczenia zdołały się już dokonać. Wielu rodziców, nastraszonych przez Wakefielda i zwolenników jego teorii, przestało szczepić dzieci szczepionką MMR. Skutkiem tego (choć nie tylko tego) jest coraz większa liczba przypadków odry i świnki w wielu krajach Europy i poza Europą. Sytuacja ta niepokojąca jest do tego stopnia, że specjaliści w Stanach Zjednoczonych ostrzegali niedawno obywateli swego kraju przed podróżami do Europy, ze względu na potencjalne ryzyko zachorowania na odrę.

Elementem trzeciej fali ruchów antyszczepionkowych jest także hasło „Green Our Vaccines”. Kwestia bardziej „ekologicznych” i „nietoksycznych” szczepionek pojawiła się po szeroko rozpropagowanych podejrzeniach, że tiomersal – związek rtęci stosowany w niektórych szczepionkach jako konserwant – może powodować autyzm. W 1999 roku amerykańskie organizacje medyczne zdecydowały o wycofaniu albo zmniejszeniu zawartości tiomersalu w szczepionkach. Firmy farmaceutyczne miały tego dokonać wyłącznie z ostrożności – zajmujący się bezpieczeństwem szczepionek Institute of Medicine’s Immunization Safety Review Committee oficjalnie stwierdził bowiem, że związku autyzmu ze szczepionkami zawierającymi tiomersal nie ma. Notabene, w tej chwili specjaliści uważają, że wycofywanie tiomersalu było krokiem zbyt pochopnym i może narazić na szwank próby eliminacji niektórych chorób, szczególnie w krajach biedniejszych.

Mimo jednak naukowego wykazania nieszkodliwości szczepionek z tiomersalem, ruchy antyszczepionkowe cały czas próbują forsować kwestię badań pod kątem ukrywających się w szczepionkach różnych toksycznych substancji. Rolę odgrywają tu niektórzy celebryci (np. Jenny McCarthy) głosząc, że istnieje związek między szczepieniami i autyzmem i że firmy farmaceutyczne powinny usunąć wszelkie tego rodzaju „toksyny” z produkowanych preparatów.

Podsumowanie

Szczepionki i powszechne szczepienia są jednym ze świetniejszych dokonań ludzkości. Jednak od samego początku walce z chorobami zakaźnymi towarzyszy sprzeciw ruchów antyszczepionkowych. Ich zastrzeżenia nie zmieniły się wiele na przestrzeni ponad dwustu lat. Nadal dotyczą kwestii bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek, problemów związanych z wolnościami obywatelskimi, obejmują też pytania o konflikt między szczepieniami a religią. Ruchy antyszczepionkowe wciąż posługują się zręcznym żonglowaniem nieprawdziwymi danymi, przeinaczonymi teoriami naukowymi i wzbudzaniem strachu przed spiskami, czym poważnie szkodzą społeczeństwom.

Skąd się to bierze? Skąd bierze się wiara w pseudomedycynę, informacje niepotwierdzone naukowo, a często także niebezpieczne dla zdrowia? Czy jest to ogólny brak zaufania do nauki i naukowców, obecny nawet w XXI wieku? Niezrozumienie hermetycznego języka nauki? Odruchowa niechęć do wszelkich zabiegów administracyjnych? A może raczej wiara w to, że „naturalne” jest zawsze lepsze niż to, co wyprodukowano gdzieś w zimnym i sterylnym laboratorium (czyli że  „naturalna” odra jest lepsza, niż zapobieganie jej)? A może, szczególnie w przypadku szczepionek, znaczenie ma krótkowzroczność i reagowanie tylko na bezpośrednie, widoczne zagrożenie (w końcu choroby, z którymi poradziliśmy sobie w Europie dzięki szczepieniom, nie wydają się nam groźne, bo nie obserwujemy ich ofiar na co dzień)? A może w ogóle wszystko razem?

Zastrzeżenia wobec szczepień mogły się nie zmienić, zmieniły się natomiast media i zasięg propagowania antyszczepionkowych fobii. Ogromną rolę odgrywa telewizja, a szczególnie internet, dzięki czemu dowolne teorie rozprzestrzeniają się błyskawicznie. Specjaliści uważają, że aktywność ruchów antyszczepionkowych nigdy nie wygaśnie i zawsze będą nam one towarzyszyły. W tej sytuacji zadaniem lekarzy i naukowców jest równie intensywne wykorzystywanie nowoczesnych środków masowego przekazu dla popularyzowania prawdziwej, rzetelnej, niezafałszowanej nauki.

Literatura:
1. Kata, A. (2012). Anti-vaccine activists, Web 2.0, and the postmodern paradigm – An overview of tactics and tropes used online by the anti-vaccination movement Vaccine, 30 (25), 3778-3789 DOI: 10.1016/j.vaccine.2011.11.112
2. Jacobson, R., Targonski, P., & Poland, G. (2007). A taxonomy of reasoning flaws in the anti-vaccine movement Vaccine, 25 (16), 3146-3152 DOI: 10.1016/j.vaccine.2007.01.046
3. Blume, S. (2006). Anti-vaccination movements and their interpretations Social Science & Medicine, 62 (3), 628-642 DOI: 10.1016/j.socscimed.2005.06.020
4. Keelan J, Pavri-Garcia V, Tomlinson G, & Wilson K (2007). YouTube as a Source of Information on Immunization: A Content Analysis JAMA: The Journal of the American Medical Association, 298 (21) DOI: 10.1001/jama.298.21.2482
5. Poland GA, & Jacobson RM (2011). The age-old struggle against the antivaccinationists. The New England journal of medicine, 364 (2), 97-9 PMID: 21226573
6. Baker, J. (2003). The pertussis vaccine controversy in Great Britain, 1974–1986 Vaccine, 21 (25-26), 4003-4010 DOI: 10.1016/S0264-410X(03)00302-5

36 uwag do wpisu “Niezwykłe przygody ruchów antyszczepionkowych na końcu (a końca nie widać)

  1. Obecnie poza obowiazkowymi szczepionkami jak sie urodzilem, nie bylem szczepiony na nic poza tym i na swoja odpornosc nie narzek, swinke przeszedlem, rożyczki nie mialem, mialem za to polpasca, ktorego objawy byly bardzo lagodne. Czytając ten meteriał odniosłem wrażenie ze bardzo sceptycznie autor podchodzi do ruchy antyszczepieniowego i tutaj zastanawiam sie dlaczego? Czy kazdy ma obowiazek sie szczepić? Znam przypadki, gdzie dziecko kolezanki doznalo porażenia po szczepiąkach wlasnie. Uważam, że kazdy powinien miec tutaj wolny wybór, czy zamierze szczepic dzieci, czy nie.

  2. Pozatym jak ktos jest zainteresowany tym tematem to pewnie pamieta afere z ptasia grypa w stanach, gdzie ludzie masowo sie szczepili, a jak sie pozniej okazalo sprawa ta byla nakrecana głownie przez koncerny farmaceutyczne.

  3. @Asss
    Tak, każdy ma obowiązek się szczepić. Gdyż szczepienie daje odporność nie tylko osobie szczepionej, ale i innym, tym które z różnych względów nie mogą się zaszczepić. Odporność grupowa się kłania. Oraz wyjście poza czubek własnego nosa. A także niekrzywdzenie dzieci własnymi głupimi decyzjami.

    Co do ptasiej grypy, to ludzie się szczepili i dobrze – byc może dzięki temu nie było większej epidemii.

  4. Szczepionki na grypę są po to żeby ssać kasę, to niedziałające gówno.
    Dlatego nigdy się nie szczepie przeciw grypie i dobrze na tym wychodzę.

  5. @sporothrix
    Jasne, pewnie dlatego codziennie jeżdżę autobusem z zarażonymi ludźmi i jakoś mnie nie łapie.. Tylko kaszlą i nosem ciągają. Tak, tak bo szczepili się inni ludzie, niech się szczepią, ja nie zamierzam nabijać kieszeni koncernom farmaceutycznym.
    Oprócz tego szczepionki na grypę powstają na bazie wirusa z zeszłego roku. Słowem kończącym, nie jestem przeciwnym innym szczepionkom, ale to ewidentne naciąganie frajerów.

  6. @ Rokko
    Jeśli jeżdżą i kichają, to pewnie nie mają grypy, tylko są przeziębieni. A przed tym szczepionka przeciwgrypowa nie chroni. Poza tym pisałam, że między innymi.

    Tak, tak bo szczepili się inni ludzie, niech się szczepią,

    Bardzo wygodnie tak patrzeć na czubek własnego nosa wyłącznie.

    ja nie zamierzam nabijać kieszeni koncernom farmaceutycznym.

    Nabijasz i tak, jak nie tym, to innym.

    Oprócz tego szczepionki na grypę powstają na bazie wirusa z zeszłego roku.

    Nie, nie powstają. Primo, powstają na bazie kilku wirusów. Secundo, na podstawie tych, które krążą w danym sezonie tam, gdzie grypa bierze początki.

    Słowem kończącym,

    Kończysz, bo nie masz ani argumentów, ani wiedzy na temat.

    nie jestem przeciwnym innym szczepionkom, ale to ewidentne naciąganie frajerów.

    Pisałeś, że dobrze na tym wychodzisz, czyli nie miałeś grypy? To tłumaczy nieco Twoje podejście. Weź jednak pod uwagę, że grypa, szczególnie u osób słabszych, może przebiegać bardzo ciężko i mieć nieprzyjemne powikłania. Frajerami by byli, gdyby się nie szczepili.

  7. Artykuł jest szalenie tendencyjny. Ja rozumiem że autor doznaje orgazmu na samą myśl o tym jaka to obecna medycyna jest cool i jakie to cudowne rozwiązania serwują nam koncerny farmaceutyczne, ale jeśli już pisze się taki artykuł, który z pozoru jest rzetelną analizą sytuacji, to powinno zachować sie obiektywizm w ich przedstawianiu. Wszystkie rzeczy na świecie mają swoich zwolenników i przeciwników – oznaką inteligencji jest umiejętność zrozumienia tego i zaakceptowania. Nie trzeba od razu robić durniów z tych co myślą inaczej.

    „Wkrótce potem pojawiły się doniesienia o neurologicznych powikłaniach poszczepiennych.” – i co? były powikłania czy nie? Skoro nie ma zaprzeczenia, to chyba jednak były.

    „Emocje wzbudził również fakt, że dwoje dzieci zmarło po szczepieniu.” – skąd zdziwienie że wzbudziło to emocje? Do powikłań dołączamy zatem przypadki śmiertelne.

    „ponad trzydzieścioro dzieci miało niepokojące objawy neurologiczne po szczepieniu DTP” – i co dalej? No i mamy kolejne powikładnia.

    „Skąd bierze się wiara w pseudomedycynę, informacje niepotwierdzone naukowo, a często także niebezpieczne dla zdrowia?” – przepraszam bardzo, czy powyższe informacje o zgonach i powikłaniach są niepotwierdzone naukowo?! Czy nie stosowanie jakiejś „zdobyczy” medycyny to już jest pseudomedycyna? Czy autor np. spożywa codziennie tran, który (co zostało niejednokrotnie udowodnione naukowo) bardzo znacząco wpływa na poprawę odporności, czy jednak może go nie spożywa, czyli wg swojej logiki „wierzy w pseudomedycynę”?

    Ehh… blogi pozakładali i im się wydaje że wszystkie rozumy pozjadali.

  8. @Meh

    Artykuł jest szalenie tendencyjny. Ja rozumiem że autor doznaje orgazmu na samą myśl o tym jaka to obecna medycyna jest cool i jakie to cudowne rozwiązania serwują nam koncerny farmaceutyczne, ale jeśli już pisze się taki artykuł, który z pozoru jest rzetelną analizą sytuacji, to powinno zachować sie obiektywizm w ich przedstawianiu.

    Nie jest tendencyjny i przedstawia to, jak ruchy antyszczepionkowe wyglądały w dalszej i bliższej przeszłości oraz obecnie. Jeśli wyglądają one głupio, to takie po prostu były.

    “Wkrótce potem pojawiły się doniesienia o neurologicznych powikłaniach poszczepiennych.” – i co? były powikłania czy nie? Skoro nie ma zaprzeczenia, to chyba jednak były.

    “Emocje wzbudził również fakt, że dwoje dzieci zmarło po szczepieniu.” – skąd zdziwienie że wzbudziło to emocje? Do powikłań dołączamy zatem przypadki śmiertelne.

    “ponad trzydzieścioro dzieci miało niepokojące objawy neurologiczne po szczepieniu DTP” – i co dalej? No i mamy kolejne powikładnia.

    Mogę tylko odpowiedzieć – post hoc ergo propter hoc. Błąd logiczny – „po” nie znaczy „na skutek”.

    przepraszam bardzo, czy powyższe informacje o zgonach i powikłaniach są niepotwierdzone naukowo?!

    Proszę bardzo. Tak, były niepotwierdzone. Nie potwierdzono, że zdarzyły się na skutek szczepień.

    Czy autor np. spożywa codziennie tran, który (co zostało niejednokrotnie udowodnione naukowo) bardzo znacząco wpływa na poprawę odporności, czy jednak może go nie spożywa, czyli wg swojej logiki “wierzy w pseudomedycynę”?

    Ehh… blogi pozakładali i im się wydaje że wszystkie rozumy pozjadali.

    Argumenty ad personam – kolejny błąd w dyskusji. Powstrzymaj się na przyszłość, jeśli chcesz jeszcze tu pisać, autorka bardzo tego nie lubi.

  9. Sądzę że najlepsze rozwiązanie to to, aby ludzie sami decydowali czy chcą się szczepić czy nie.

    Odkąd pamiętam nie szczepiłem się (jedynie w podstawówce szczepili na „coś”, szczepienie było dwu etapowe i okazało się że nie muszę przechodzić do drugiego etapu), w każdym razie mam ponad przeciętną odporność. I mam dosyć sceptyczne nastawienie do leków i szczepionek. Poza tym nie ufam niczemu do czego nie jestem całkowicie pewien, szczególnie w kraju w którym sól przemysłową uważa się za zdrową do spożycia.

    Na koniec dopowiem, że sądzę że nikt z nas tutaj nie ma wystarczającej wiedzy na temat szczepionek, faktem jest że jednym one ratują życie, a innym rodzą spore powikłania. Tak więc podtrzymuje pierwsze zdanie w mojej wypowiedzi, niech lepiej aby każdy z nas ponosił odpowiedzialność za własne decyzje.

    Prosiłbym także użytkownika @sporothrix, aby nie zachowywał się jak „forumowy dresiarz” i nie najeżdżał wszystkich co mają inne zdanie niż on (z drugiej strony jestem wdzięczny za Pańskie bardzo kulturalne zachowanie w wypowiedziach, co jest miłym zaskoczeniem w odróżnieniu od „forumowych dresiarzy” na gazeta.pl).

  10. @Meh
    Artykuł jest szalenie tendencyjny. Ja rozumiem że autor doznaje orgazmu na samą myśl o tym jaka to obecna astronomia jest cool i jakie to cudowne rozwiązania serwują nam koncerny produkujace teleskopy, ale jeśli już pisze się taki artykuł, który z pozoru jest rzetelną analizą sytuacji w dziedzinie horoskpistyki teoretycznej i ufologi doswiadczalnej, to powinno zachować sie obiektywizm w ich przedstawianiu.

    Bo nad kazda swirujaca grupa winismy sie pochylac z troska i zrozumieniem.

  11. @JWL

    Sądzę że najlepsze rozwiązanie to to, aby ludzie sami decydowali czy chcą się szczepić czy nie.

    Nie. Raz, że decydują za dzieci. Dwa, że szczepieonki nie chronią wyłącznie osoby szczepionej.

    Odkąd pamiętam nie szczepiłem się (jedynie w podstawówce szczepili na “coś”, szczepienie było dwu etapowe i okazało się że nie muszę przechodzić do drugiego etapu), w każdym razie mam ponad przeciętną odporność.

    Tak było w przypadku szczepień przeciw gruźlicy. Oceniano po prostu, czy jest właściwa reakcja i na tej podstawie doszczepiano bądź nie. To konkretny przypadek. Nie ma nic wspólnego z innymi szczepieniami.

    mam dosyć sceptyczne nastawienie do leków i szczepionek.

    Good for you, jeśli nie musisz się o to martwić. Ale są ludzie, którzy szczepić się nie mogą, także w Twoim otoczeniu. I Twoje szczepienia chronią ich.

    Na koniec dopowiem, że sądzę że nikt z nas tutaj nie ma wystarczającej wiedzy na temat szczepionek,

    Mów za siebie, zresztą i tak to pokazujesz w całym komciu. Rozwieję jednak Twoje złudzenia – ja mam wystarczającą. I komentują tu również tacy, którzy mają.

    faktem jest że jednym one ratują życie, a innym rodzą spore powikłania.

    Tak, tylko że tych „sporych” powikłań jest ekstremalnie mało. Nieporównywalnie z dobrodziejstwem szczepionek.

    Tak więc podtrzymuje pierwsze zdanie w mojej wypowiedzi, niech lepiej aby każdy z nas ponosił odpowiedzialność za własne decyzje.

    Problem w tym, że – tu podtrzymuję zdanie nauki – odpowiedzialności nie ponosi wyłącznie ten, kto się nie szczepi.

    Prosiłbym także użytkownika @sporothrix, aby nie zachowywał się jak “forumowy dresiarz” i nie najeżdżał wszystkich co mają inne zdanie niż on (z drugiej strony jestem wdzięczny za Pańskie bardzo kulturalne zachowanie w wypowiedziach, co jest miłym zaskoczeniem w odróżnieniu od “forumowych dresiarzy” na gazeta.pl).

    Ani to grzeczne, pouczać gospodynię na jej własnym blogu, ani sensowne – skoro twierdzisz, że zachowuję się kulturalnie.
    Zatem ja Cię pouczę – daruj sobie tego typu osobiste wycieczki, jesli chcesz tu dalej pisać. Na tym blogu dyskutujemy na argumenty.

  12. kilka lat temu zaszczepiłem się p-ko grypie koszmar cały sezon chorowałem. Później już nawet się nie zbliżyłem do szczepionek i nie miałem nawet kataru.
    Pracuję w kilkudziesięcioosobowym zespole i mamy kontakt z wieloma pacjentami, którzy smarkają, kaszlą. Ciekawostka jest taka, że nieszczepieni pracownicy nie chorują lub sporadycznie, szczepieni stękają jak 90-latek z zatwardzeniem i ciągle niedomagają.
    Tak jak napisałem sam się nie szczepię i mojej rodziny też, należy dbać o higienę ale też bez przesady, właściwie się ubierać i odżywiać aby w większym stopniu niż szczepionka zabezpieczyć się przed zachorowaniem.
    Nic lepiej nie szczepi jak stały kontakt z chorymi :)

  13. kilka lat temu zaszczepiłem się p-ko grypie koszmar cały sezon chorowałem.

    Cały sezon na grypę? Współczuję.

    Później już nawet się nie zbliżyłem do szczepionek i nie miałem nawet kataru.

    Szczepionka przeciw grypie chroni przed grypą, a nie katarem.

    nieszczepieni pracownicy nie chorują lub sporadycznie, szczepieni stękają jak 90-latek z zatwardzeniem i ciągle niedomagają.

    Niedomagają na zatwardzenie? Faktycznie problem, ale szczepionka temu nie zaradzi.
    Moje obserwacje są natomiast takie: szczepieni przeciw grypie nie chorują na grypę (w większości), natomiast nieszczepieni owszem.

    Nic lepiej nie szczepi jak stały kontakt z chorymi :)

    Niestety nie w przypadku grypy.

  14. Kiedy, ach kiedy, ludzie zaczną odróżniać katar, przeziębienie i grypę? :/

    Tak jak napisałem sam się nie szczepię i mojej rodziny też, należy dbać o higienę ale też bez przesady, właściwie się ubierać i odżywiać aby w większym stopniu niż szczepionka zabezpieczyć się przed zachorowaniem.

    – To nie zabezpiecza przed zachorowaniem na grypę. Choć oczywiście jeśli już się choruje, to lepiej nie być wyziębionym i niedożywionym (co nie znaczy, że automatycznie oznacza to łagodny przebieg i brak powikłań). Czy może się mylę?

    Aha. Takie podejście przy innych chorobach (WZW B, na przykład), może okazać się znacznie bardziej brzemienne w skutki niż w przypadku grypy.

  15. Lubię ten blog i chętnie przeczytałbym artykuł zamieszczony w dzisiejszej notatce, ale ta kursywa czyni z czytania katorgę. Tak dużych fragmentów nie powinno wyróżniać się kursywą, są inne metody.

  16. Komentarz nie do końca na temat posta: szkoda, że trafiłam na Twojego bloga dopiero teraz – może gdyby udało mi się spotkać go wcześniej, polubiłabym zajęcia z mikrobiologii na studiach, które od października ostro dają mi w kość. Niestety do egzaminu zostało tylko 3 miesiące, ale będę tu wracać i postaram się spojrzeć na ten przedmiot przychylniej – wolałabym nie być jednym z tych lekarzy, co na anginę paciorkowcową bez mrugnięcia okiem przepisują Augmentin. Piszesz bardzo ciekawie, nawet z perspektywy takiego antyfana wszelkich mikrożyjątek jak ja! Pozdrawiam.

  17. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że mikrożyjątka przestaną dawać Ci w kość i że przekonasz się, iż ta całą mikrobiologia nie jest taka znowu najgorsza.
    Powodzenia na egzaminach.
    A z ciekawości – gdzie studiujesz?

  18. Mikrobiologia wydaje mi się bardzo trudna (w końcu to wszystko jest żywe – tak, jak człowiek), ale już wiem, że nie jest to jeden z tych przedmiotów, które można lekceważyć, zachowując spokój ducha. Jest to refleksja w pewnym sensie spóźniona, a w innym jeszcze nie. Studiuję w Warszawie na I WL. Pozdrawiam znad Murraya! ;-)

  19. Myślę, że lekceważyć się nie powinno, biorąc chociażby pod uwagę narastającą oporność bakterii na antybiotyki.

    Studiuję w Warszawie na I WL.

    Jak miło :). Wzruszyłam się, przypominając sobie stare śmieci. Gdyby nie to, że zmieniłam pracę, może miałabyś tę mikrobiologię ze mną.
    Pozdrawiam serdecznie i powodzenia raz jeszcze.

  20. A widzisz! Szkoda w takim razie, że się nie złożyło. Narastająca oporność wywołuje we mnie popłoch, a jak myślę o tym, ile pacjentów umiera na oddziale przeszczepowym po HSCT z powodu zakażeń wirusowych, to już w ogóle źle mi się robi. Ale coś w tym jest, zarówno lekarze, jak i pacjenci powinni mieć większą świadomość w kwestii zagrożeń związanych z np. niewłaściwym lub nieuzasadnionym stosowaniem antybiotyków. Mam nadzieję, że uda mi się ją zdobyć, mimo że zagadnienia związane z mikrobiologią wykazują, przynajmniej w moim odczuciu, bardzo wysoki stopień złożoności. ;-) Dziękuję bardzo i ja też pozdrawiam ciepło; będę tu zaglądać, bo szalenie ciekawie się czyta i widzę, że wiele można się od Ciebie nauczyć. Już dodaję do RSS :-)

  21. Hej,

    Jesli chcesz przekonac kogos do szczepien, to ksiazka pod agenda Krytyki Politycznej z zasady nie bedzie argumentem bezstronnym.

    Poza tym jest rzeczywisty problem zwiazkow medycyny z koncernami farmaceutycznymi – tutaj medycy powinni pokajac sie i udowadniac bezstronnosc, zamiast atakowac ruchy „antyszczepionkowe”.

  22. @Jurek

    Primo, ja przekonuję inaczej, w notkach i artykułach. Rozdział w tym przewodniku jest tylko dodatkiem, i tak, zdaję sobie sprawę, że tyko określony target to przeczyta. Dlatego wrzuciłam te teksty także tutaj.

    Secundo, problem z koncernami jest, owszem. Co nie wyklucza innych problemów, o których piszę. Np. problemu z ruchami antyszczepionkowymi, który jak najbardziej istnieje.

    Tertio, jeśli uważasz, że lekarze powinni udowadniać bezstronność, to skieruj do nich tę uwagę.

  23. Dzień dobry! Trafiłem na Pani blog dzięki artykułowi w ostatnim numerze Polityki, a radość moja z tego powodu jest podwójna! Po pierwsze dlatego, że jest bardzo mało blogów polskojęzycznych (są w ogóle jakieś?) tworzonych przez polskich naukowców światowego poziomu, a po drugie dlatego, że poruszyła Pani temat antyszczepionkowców i herezji, które wypisują w sieci. Obawiam się tylko, że ich odporność na argumenty i poziom zacietrzewienia jest równy temu co prezentują wyznawcy Antoniego M. i teorii o dwóch wybuchach.
    Czytając ten konkretny wpis na blogu przypomniałem sobie książkę, którą niedawno przeczytałem jednym tchem na temat historii ruchów antyszczepionkowych – Deadly Choices: How the Anti-Vaccine Movement Threatens Us All, autor Paul A. Offit. Szczerze polecam każdemu komu kończą się argumenty w zwalczaniu głupoty. Mnóstwo przypisów, namiarów na źródła, badania, opracowania… A poza tym po prostu przyjemnie się czyta. Aha, poziom dla laików, więc eksperci niech się nie spodziewają nowych, zaskakujących faktów.
    Wracając do bloga – adres dodany do ulubionych na wszystkich urządzeniach i zabieram się za czytanie od pierwszego wpisu! Pozdrawiam!

  24. @ Ogon
    Dziękuję bardzo za tak miłe słowa.
    Blogów polskojęzycznych a naukowych jest rzeczywiście niedużo, ale nie jestem sama. Zachęcam do zajrzenia chociażby na researchblogging.org (z ustawieniem języka polskiego), a troszkę się tam ich znajdzie. Niestety, to prawda, że naukowcy są zajętymi ludźmi i zdarza się, że przestają pisać blogi (tak stało się np. w przypadku znakomitego Biokompostu).

    Co do książki – zgadzam się całkowicie, Paula Offita czytać zawsze warto.

    Antyszczepionkowcy – także się zgadzam. Ale przynajmniej ludzie, którzy szukają rzetelnych informacji, znajdą je u mnie.

    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do zaglądania.

  25. Nie wiem czy pani słyszała, ale ostatnio pojawiły się doniesienia, że szczepionki mogą wywoływać homoseksualizm…

  26. @Czytelnik
    Pisałam o tym w tej notce: https://sporothrix.wordpress.com/2011/05/11/plynie-odra-plynie/

    No i jest jeszcze jedna kwestia, czyli nieszczęsne szczepionki z nieszczęsnych abortowanych płodów. Modna dość chyba ostatnio w Polsce, choć nie taka znowu świeża. Czytam na moich ulubionych mamusiowych forach, jak to kobieta nie chce szczepić bo autyzm, bo rtęć, bo coś tam, bo efekty uboczne, a wreszcie zadaje dramatyczne pytanie – dlaczego Watykan nie reaguje na to, że naszym dzieciom wszczepia się preparaty robione na zabitych dzieciach? Cóż, czego by nie mówić o Watykanie, w takich sytuacjach reaguje on jednak, w tym wypadku także to zrobił. Informując martwiących się rodziców, że skoro nie ma alternatywy, a szczepionki działają celem chronienia ludzkiego zdrowia (nie bez znaczenia była tu kwestia zagrożenia, jakie stanowi wirus różyczki dla ciężarnych), to trzeba je stosować. Podobnie na takie moralne wątpliwości rodziców zareagowali biskupi amerykańscy. Naturalnie, stanowisko to zgodne jest z tezą, iż pozyskanie tkanek do hodowli wirusów szczepionkowych było nieetyczne (bo aborcja na życzenie). Oraz że należy o tej nieetyczności pamiętać i w miarę możności się jej sprzeciwiać – jej, nie samym szczepionkom – próbując na przykład wywierać presję na firmy farmaceutyczne, żeby produkowały inne preparaty. I słusznie. Z tego także powodu, że kwestie etyczne używane są niejednokrotnie jako dodatkowa niezła wymówka, mam wrażenie. Wyraźnie widać, że kiedy już takiego antyszczepionkowego rodzica zarzuci się dowodami, że szczepionki są jednak bezpieczne, zawsze może on wyciągnąć z rękawa kwestie ich grzeszności, i co mu pan zrobisz?

    A jak to pozyskiwanie płodów w celu produkcji szczepionek wygląda naprawdę? Obecnie do namnażania wirusów wykorzystuje się dwie linie komórkowe, WI-38 i MRC-5, obie normalne, pochodzące z dwu ludzkich płodów, odpowiednio żeńskiego i męskiego, abortowanych na życzenie, w Szwecji (prace prowadzili naukowcy ze Stanów, ale aborcja była wówczas nielegalna w USA) oraz w Wielkiej Brytanii, w latach sześćdziesiątych XX w. Obie linie to fibroblasty płucne. Wirus różyczki w szczepionce MMR firmy Merck namnażany jest na linii WI-38, na linii MRC-5 przygotowuje się np. szczepionkę przeciw zapaleniu wątroby typu A (Merck). Płodów abortowanych przy okazji prac nad tymi liniami (i nie tylko) było najprawdopodobniej więcej, niż te dwa. Notabene, szczepionkowy wirus różyczki (RA 27/3) również pochodzi z abortowanego płodu. A linie WI-38 i MRC-5, których obecnie się używa, zostały bardzo dobrze zbadane, porównano je z liniami zwierzęcymi, i wyszło po prostu, że są lepsze pod wieloma względami (np. obecność czynników zakaźnych oraz zdolność do indukowania zmian nowotworowych).

    To ostatnie warto zresztą podkreślić, w kontekście domniemanej „wieczności” tychże linii komórkowych. Linie te nie są wieczne, ich komórki starzeją się i obumierają, jak na normalne linie przystało, po określonej liczbie pasaży. Właśnie dlatego, że są normalne, a nie immortalizowane czy wręcz nowotworowe. Zresztą to spowodowało, że pobierano je od abortowanych na życzenie płodów. Raz, że płody te musiały być zdrowe (czyli nie mogły pochodzić z naturalnych poronień), a dwa – komórki z nich pobrane nie powinny mieć żadnych właściwości wskazujących na ewentualny nowotworowy potencjał. Lepiej podchodzić ostrożnie do pomysłów przygotowywania szczepionek na wiecznie rosnących liniach.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s