Wycofanie, panika i co dalej?

Główny Inspektorat Farmaceutyczny wycofał dwie serie szczepionek. Jedną serię szczepionki Euvax przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby typu B i jedną serię szczepionki Tripacel – przeciwko błonicy, tężcowi i krztuścowi.
Niby nic nadzwyczajnego, zdarza się. Ale na skutek działań antyszczepionkowców (dalej czule nazywanych antywackami) wydaje się, że coś jakby walnęło w wentylator. Rodzice zaczęli spazmować, dziadkowie panikować, portale internetowe mirmiłować (fakt, jeden, zdaje się, wycofał się z tej histerii), a wszystko razem zaczęło przypominać jedną wielką jeremiadę pod zwykłym hasłem – świat się kończy, dzieci umierają, rząd nas truje, a szczepionki szkodzą.

Dwie rzeczy warto było zauważyć podczas tej historii. Jedna to całkowicie nieetyczne nakręcanie histerii przez naszych drogich antywacków. Żerowanie na ludzkim – rodzicielskim strachu o dzieci – robi się coraz bardziej obrzydliwe. Tym bardziej, im wyraźniej widać, że szczepienia są potrzebne, a ich brak grozi nam wszystkim. Jasne, że w tej sytuacji robi się co może, aby utrzymać zwolenników przy sobie, ale to co „się może” jest coraz bardziej niskie i brzydkie.

Drugą jednak sprawą jest – chyba – brak dostatecznego porozumienia między lekarzami czy też urzędnikami podejmującymi decyzje o wycofaniu, innymi słowy: między specjalistami, a niespecjalistami, czyli w tym wypadku rodzicami. Informacja linkowana powyżej mogła nie być wystarczająco zrozumiała, zrodziła więc zamieszanie i niepokój, co zostało wykorzystane przez antywacków oraz zawsze chętne onety.pl i gazety.pl, a to z kolei zasiało panikę wśród rodziców uprzednio zaszczepionych dzieci.

Zatem tym razem z mojej strony – jak najprościej.

Historia najprawdopodobniej wygląda tak: szczepionki przewożone są do miejsc, gdzie zostaną użyte, czyli na przykład do gabinetów lekarskich. Są one materiałem biologicznym, składają się z zabitych bakterii, jakichś białek i tym podobnych rzeczy, a wszystko to razem znajduje się w płynie, a płyn ten w ampułce czy w strzykawce. Skoro szczepionki są materiałem biologicznym, mogą ulec zepsuciu, szczególnie jeśli są nieprawidłowo przechowywane czy transportowane. Podobnie jak na przykład jedzenie, nie powinny znajdować się w zbyt wysokiej temperaturze i nie powinny leżeć na słońcu. Zasadniczo trzeba je trzymać w takiej temperaturze, jaka panuje w lodówce, nie przegrzewać i nie zamrażać. Ale i w lodówce taka szczepionka nie może być rzucona byle gdzie. Nie wolno kłaść jej blisko ścianek lodówki (może zamarznąć), ani też drzwiczek (może się przegrzać). Opakowanie powinno zostać nienaruszone. Nigdy nie należy stosować szczepionek po upływie ich terminu ważności. Transport szczepionek powinien spełniać zasady tzw. „zimnego łańcucha”, co oznacza, że powinny być cały czas w chłodzie.

W przeciwnym wypadku płyn znajdujący się w ampułce czy strzykawce może ulec zmianom. Nie pozostaje dłużej czystym i klarownym, a pojawiają się w nim jakieś gluty czy inne osady. To prawdopodobnie miało miejsce w opisywanej historii. Szczęśliwie jednak pielęgniarki były czujne – a raczej po prostu patrzyły na to, co robią – zauważyły więc zmianę wyglądu płynu, rzeczone szczepionki odłożyły na bok i nie zaszczepiły nimi nikogo. Inna rzecz, że jeśli w ampułce znajdowały się w istocie gluty czy osad, to i tak nikogo nie dałoby się taką szczepionką zaszczepić. Igła jest na ogół za cienka na coś takiego.

Okazało się zatem, że pewna partia – partia, czyli niektóre sztuki – wygląda nieprawidłowo („brak homogenności”), co zostało zgłoszone do Sanepidu. Kontrola więc szczepień zadziałała prawidłowo, szybko i skutecznie.

Gdyż albowiem taka sytuacja może się zdarzyć. Teoretycznie nie powinna, ale może: ani ludzie nie są doskonali i popełniają błędy, ani produkty biologiczne nie są niezniszczalne (jak wiemy, do niektórych z nich dodaje się konserwanty, takie jak tiomersal, nie do wszystkich jednak, no i czasem nawet konserwant może nie pomóc). Dlatego właśnie istnieją odpowiednie procedury opracowane na takie zdarzenia. Zasadą jest, że wszystko należy sprawdzić. Zapobiegawczo wycofać całą serię i zbadać ją. Poinformować lekarzy, pielęgniarki oraz rodziców.

Mamy tu więc różnicę (a może w niektórych wypadkach niechęć do zauważenia tej różnicy) między partią szczepionek, które były złej jakości, a serią, którą wycofano. Partią nie zaszczepiono nikogo, dzięki uważnej pracy pielęgniarek. Serię wycofano, ale to absolutnie nie znaczy, że cała była felerna. Nie znaczy też, że szczepionki w ogóle są do niczego. W takich wypadkach wycofuje się całość serii profilaktycznie, celem zbadania i zapewnienia najwyższej jakości stosowanych preparatów. Szczepionki, która należą do najlepiej przebadanych medykamentów, bada się, jak widać, na wszystkich etapach produkcji i wprowadzania do użycia.

Dodatkowo – komentarz Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH w sprawie decyzji o wycofaniu dwu serii szczepionek.

Przy okazji tej całej sytuacji przeciwnicy szczepień ponownie wyciągnęli na wierzch te same co zawsze pytania i anegdoty, domagając się odpowiedzi, które padły już wielokrotnie. Pokrótce:

Dlaczego szczepimy noworodki przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby? Nie są na to za małe?
Nie, nie są. Mogą zakazić się od matki w czasie porodu. A samo zakażenie jest szczególnie groźne, kiedy przekształci się z postaci ostrej (czyli krótkotrwałej) w przewlekłą. Gdyż postać przewlekła doprowadzić może do marskości wątroby (wątrobie taka marskość bardzo szkodzi na funkcjonowanie), raka wątroby oraz zgonu. Szansa na rozwinięcie postaci przewlekłej wynosi 5% u dorosłego. Tymczasem u zakażonego noworodka wynosi nawet 90%. Jedna czwarta takich dzieci dożyje tylko gdzieś do czterdziestki, po czym umrze z powodu raka lub marskości. Łatwo mówić więc, że ryzyko nie jest zbyt duże. Dla noworodka jest bardzo duże, on nie ma tyle szczęścia co dorosły.

Więcej informacji o wirusowym zapaleniu wątroby typu B (oraz D, bo przed nim chroni ta sama szczepionka) jest tutaj.

Dlaczego akurat Euvax?
W Polsce zarejestrowanych jest dla dzieci kilka różnych preparatów, różnych firm. Jeśli w istocie jest tak, że Euvax ma gorszą jakość, należy to najpierw udowodnić, a nie tylko kłapać dziobem w internecie. Być może jednak plotki o jej jakoby niekorzystnym działaniu pochodzą z czasów, kiedy zawierała tiomersal, a ten zwykł budzić niechęć rodziców (dziękujemy antywackom). Warto wiedzieć, że w Polsce od 2011 roku Euvax nie zawiera tiomersalu, nie jest to także szczepionka najstarszej generacji. Ponadto dzieci szczepi się mniejszymi dawkami niż dorosłych.

Dlaczego system zgłaszania niepożądanych odczynów poszczepiennych nie działa?
Ależ działa. Przyznają to również antyszczepionkowcy. Z tym, że im chyba mało tych efektów i chcieliby więcej. O przepisach dotyczących zgłaszania NOPów można przeczytać tutaj, a o ich liczbie (oraz o bezpieczeństwie szczepionek) mówi ekspertka tutaj.

Dlaczego szczepimy przeciw krztuścowi (szczepionka jest nieskuteczna), tężcowi (przecież to nie jest choroba zakaźna) i błonicy (coś tam, coś tam)?
Odpowiedzi mamy tutaj (o krztuścu), tutaj (o błonicy) i tutaj (o tężcu). Dodam tylko trzy słowa o tym pierwszym. Krztusiec jest ciężką chorobą, bardzo niebezpieczną dla małych, jeszcze niezaszczepionych dzieci. Szczepimy się, aby je uchronić, aby utrzymać wokół nich pewnego rodzaju kokon bezpieczeństwa. Podobnie jak szczepimy się, tworząc tzw. odporność grupową, aby ochronić innych ludzi, którzy nie mogą zostać zaszczepieni, bo są na przykład ciężko chorzy. To prawda, że szczepionka przeciwkrztuścowa nie należy do tych najskuteczniejszych. Jest to zresztą związane z kwestią jej bezpieczeństwa. Kiedyś używano szczepionki zawierającej zabite bakterie krztuśca, całe komórki bakteryjne, a nie ich fragmenty. Szczepionka ta, ponieważ podobna do żywej bakterii, działała nieźle, ale miała i efekty uboczne. Dlatego zmieniono ją (oraz caly czas się wymienia) na taką bez całych komórek bakterii, a tylko z ich fragmentami. Tak właśnie sprawa ma się z Tripacelem, którego seria została wycofana. Szczepionka z fragmentami komórek jest bezpieczniejsza, ale niestety mniej skuteczna. Należy się jednak cieszyć, że w ogóle ją mamy. I stosować, nie zwracając uwagi na ruchy antyszczepionkowe, które także – tak, tak, to nie tylko wina szczepionki – wpływały na stan odporności społeczeństw oraz na liczbę zachorowań na krztusiec w różnych krajach.

Jak należy – i czy w ogóle – walczyć z ruchami antyszczepionkowymi? A może zostawić je w spokoju, aż same pójdą po rozum do głowy? Skoro jednak narażają wszystkich dookoła, to może nie jest to najlepsze rozwiązanie? Autorzy tej świeżutkiej pracy, do przeczytania której zachęcam, próbują coś doradzić.

ResearchBlogging.orgParę ważnych słów:
1. Ministerstwo Zdrowia – informacja dotycząca warunków przechowywania i transportu szczepionek.
2. Kristensen D, Chen D, & Cummings R (2011). Vaccine stabilization: research, commercialization, and potential impact. Vaccine, 29 (41), 7122-4 PMID: 21651941
3. National Center for Immunization and Respiratory Diseases (2011). General recommendations on immunization — recommendations of the Advisory Committee on Immunization Practices (ACIP). MMWR. Recommendations and reports : Morbidity and mortality weekly report. Recommendations and reports / Centers for Disease Control, 60 (2), 1-64 PMID: 21293327
4. Storage, distribution and disposal of vaccines: the green book, chapter 3.
5. May T, & Silverman RD (2003). ‚Clustering of exemptions’ as a collective action threat to herd immunity. Vaccine, 21 (11-12), 1048-51 PMID: 12559778
6. Poland GA, & Jacobson RM (2012). The clinician’s guide to the anti-vaccinationists’ galaxy. Human immunology, 73 (8), 859-66 PMID: 22504410
7. Shelby A, & Ernst K (2013). Story and science: How providers and parents can utilize storytelling to combat anti-vaccine misinformation. Human vaccines & immunotherapeutics, 9 (8) PMID: 23811786

Advertisements

66 uwag do wpisu “Wycofanie, panika i co dalej?

  1. Proszę nie kłamać o tym, że od 2011 w Euvaxie nie ma Tiomersalu, skoro syna szczepiliśmy w czerwcu 2012 i w przychodni przeczytałem ulotkę, na której była ta substancja wymieniona – dzięki temu podziękowałem i poprosiłem o receptę na bodajże HBVaxPro.

    Również pisanie o tym, że system NOP działa, to kłamstwo bądź manipulacja, ponieważ sam znam przypadki powikłań które nie zostały zgłoszone (rodzice na moją sugestię zaczęli sprawdzać) a od mojego pediatry usłyszałem, że po szczepionce może wystąpić gorączka bądź zaczerwienienie co jest normalne. Cóż, jeżeli dla lekarza normalnym stanem są zmiany na skórze czy wysoka temperatura, to my do niego przestaliśmy chodzić.

  2. „Dlaczego szczepimy noworodki przeciw wirusowemu zapaleniu wątroby? Nie są na to za małe?
    Nie, nie są. Mogą zakazić się od matki w czasie porodu. ” – każda kobieta na porodówce, obok innych wyników, musi okazać zrobione po 32 tyg ciąży badanie HBS czyli w kierunku żółtaczki typu B.
    Proszę w takim razie o odpowiedź na pytanie – czemu szczepi się wszystkie dzieci, a nie tylko dzieci nosicielek wirusa?

  3. moje dziecko dostało tą szczepionke w styczniu wiec jak były wycofane???!!!

  4. szczepionki to jedna wielksa ściema stworzona przez koncerny farmaceutyczne po wojnie gdy wraz z poprawą warunków bytowych, lokalowych (koniec z wilgocią!), odżywianiem i dostępem do lekarzy ludzie zaczeli w zastraszającym (dla producentów leków) tempie być coraz zdrowsi. Skoro zanikały choroby, trzeba było je kontrolowanie wywoływać i wszczepiać na przyszłośc. „Biznes is biznes” jak mawiał Jasiu do Winnetou

  5. No ale to tam nie ma jakiegoś prostego czujnika pokazującego czy „zimny łańcuch” nie został przerwany? Jakiegoś paska zmieniającego kolor? Zresztą wystarczy np. dać dwie różnokolorowe kulki w jednej fiolce topniejące w temp. pow. dopuszczalnej i już. Na czujnych oczach pielęgniarek wypatrujących w porę gluta raczej bym nie polegał.

  6. @ sh0tgun

    A jakieś dowody na ten tiomersal w Euvaxie? Bo ja cytuję słowa ekspertów i ich dane, a Ty masz tylko anecdata do opowiedzenia. (Nie mówiąc już o tym, że tiomersal nie szkodzi nawet jak jest w szczepionkach).
    To samo dotyczy informacji o NOPach. Dane anegdotyczne nie są żadnym dowodem. I nieuprzejmie jest na ich podstawie zarzucac komuś kłamstwo. Wstrzymaj się na przyszłość, radzę.

  7. @ Zuza
    Bo dzieci nie zakażają się tylko od matek, a ryzyko wystąpienia formy przewlekłej wzwB nie tylko u noworodka ale także u niemowlaka jest znacznie wyższe, niż u dorosłego.
    Myślę jednak, że powoli dojdziemy do sytuacji, kiedy szczepi się tylko noworodki z grup ryzyka.

  8. @ Magda & Paweł

    Tak, tak, oczywiście. Koncerny razem z rządem światowym oraz jaszczurami trujo nas szczepionkami!!11oneone

  9. @ Kwik

    Pomysł sam w sobie jest niezły. Ale z doświadczeń z podobnymi wskaźnikami używanymi przy kontroli sterylizacji:
    1. substancja chemiczna w pasku musiałaby być bardzo wrażliwa na niewielkie zmiany temeperatury (co może da się zrobić)
    2. i tak byłoby to kontrolowane przez ludzi
    3. kulki topniejące nie są dobrym pomysłem, bo łańcuch obejmuje kilka etapów. Czyli może się zdarzyć tak, że kulka stopnieje w pewnym momencie, a potem, kiedy włożymy strzykawkę z powrotem do lodówki, zamarznie. I nie będzie widać, co się stało w międzyczasie.
    4. myślę, że każda pielęgniarka jest przeszkolona, żeby patrzeć na strzykawkę. Gluta więc zobaczy, tak jak widziałaby pasek zmieniający kolor. Poza tym glut może być za duży, aby przejść przez igłę.
    5. szczepionki ze wskaźnikami byłyby zapewne droższe.

    Mnie wygląda na to, że to co robi się teraz jest całkiem niezłą kontrolą. Ale przypuszczam, że nowe pomysły są chętnie widziane.

  10. ad . 3 – właśnie dlatego zaproponowałem „dwie różnokolorowe kulki w jednej fiolce” – żeby jak stopnieją od razu było widać. Takie albo inne rozwiązanie powinno być oczywiście maksymalne tanie.

  11. Swoją drogą, wycofanie serii szczepionek po zgłoszeniu nieprawidłowości w jakiejś partii jest pięknym przykładem czujnego nadzoru nad jakością. I ciągłego samokorygowania się tej BigPharmy. Auch – wycofanie całej serii szczepionek prewencyjnie jakoś inaczej objawia priorytety BF, niż większość antywacków opowiada: najpierw bezpieczeństwo pacjentów a potem zysk (wycofanie to strata, plus koszty akcji informacyjnej, plus koszt badań, co poszło nie tak). To jest dobry moment do pokazania, że BF aczkolwiek miewa swoje mroczne chwile, trzyma się żelaznych standardów odnośnie jakości, czym bije na głowę różnych magików od cudownie uzdrawiającego błota z korzonków.

  12. póki co, nadal szczepi się WSZYSTKIE noworodki, nie tylko z grup ryzyka, nie wiadomo czemu, skoro występowanie żółtaczki nie jest wyższe niż u naszych sąsiadów, a prawie nigdzie nie szczepi się tak małych dzieci. Jeśli chodzi o gruźlicę – to samo, nawet lekarka na szkole rodzenia, dopytywana o szczepienia noworodków, z niechęcia w końcu stwierdziła, że gruźlicę można przeciągnąć nawet do 15 roku życia

  13. @zuza

    I dobrze, że szczepi się wszystkie. W Polsce jest wciąż więcej wzwB, niż byśmy chcieli, a taki poziom wskazuje, że należy szczepić wszystkie noworodki. Zgodnie z zaleceniami WHO, które mówią o szczepieniu każdego dziecka możliwie jak najwcześniej.

    Co do gruźlicy – szczepienie ma sens w przypadku noworodków właśnie, ze względu na ryzyko wystąpienia u nich dwu śmiertelnych dla nich postaci gruźlicy: gruźliczego zapalenia opon oraz gruźlicy prosówkowej. Szczepienie starszych osób nie zabezpieczy ich przed gruźlicą, a te dwie formy już nie są dla nich aż tak groźne.
    Doszczepianie do 15 roku życia jest możliwe u osób, które nie zostały zaszczepione wcześniej. Ale jest to szczególna sytuacja i powinno się jej unikać. Sadzę, że pielęgniarka mówiła w tym sensie, jest to zresztą informacja zawarta w kalendarzu szczepień.

  14. @Sporothrix
    Dziękuję za wpis. Właśnie takie całościowe ujmowanie spraw jest tym, co uważam za krok w zwiększanie demokratycznej kontroli nad nauką i techniką oraz sposób zmniejszania lęków. Oczywiście to kropelka w morzu potrzeb, ale zawsze. Pewnie racje ma Marcin Zaród, że praca u podstaw i edukacja są tu podstawowym środkiem. Mam nadzieję, że mimo wszystko, rozumiesz, czemu rozruszałem trochę ttdkn swoją prowokacyjną (zmienioną teraz trochę) notką. Mam wrażenie, że jednak M.R. różni się od Ciebie sposobem argumentacji i rozumieniem funkcjonowania nauki. Ty masz „nosa”, rozumiesz świetnie przejścia pomiędzy różnymi „poziomami nauki”: laboratorium badawczym, koncernem, obiegiem leku etc. No i co ważne nie wpadasz w ton drwiąco ironiczny. Miałem wrażenie, że zbyt łatwo można się uśpić łatwością „pokonania” przeciwnika przez linkowanie badań i pokazywanie badań. To łatwe i pozorne zwycięstwo. Dlatego, może mętnie przywaliłem M.R. Twoja notka powyżej zgrabnie pokazuje, że nauka to nie tylko wynik opublikowanej pracy ale złożony twór, gdzie uważna pielęgniarka jest równie ważna jak utytułowany naukowiec. Wystarczy bowiem (jak było z polio) wpadka na poziomie produkcji by efekt nadszarpnął zaufanie do całego pola. I co z tego, że błąd nie przekreślał w żaden sposób skuteczności samej szczepionki na polio, kiedy dla opinii publicznej, nie miało to już znaczenia.

  15. @ Fronesis

    Dziękuję za miłe słowa. Staram się nie wpadać w ten ton rzeczywiście i te poziomy też widzę.
    Rację masz oczywiście, że samo cytowanie publikacji plus spojrzenie na maluczkich z wyższością nie będzie skuteczne. A już tłumaczenie na podstawie tych badań tak. Tak mi się wydaje przynajmniej. Bo czasem to właśnie jest pracą u podstaw.
    Notka dobrze, że powstała, przynajmniej była spora dyskusja.
    Co do MR natomiast – nie jestem pewna, czy jest tak, że on nie umie mówić do ludzi. Mnie się wydaje raczej, że umie. Widać czasem w komentarzach, że spokojnie i cierpliwie tłumaczy co i jak. Nie widzę, przyznam, patrzenia z góry z jego strony.

  16. Oczywi­ście rodzice zdecydowani na nie­szczepienie dzieci podej­mują trudną decyzję, która jest począt­kiem drogi. Decydują się na walkę z utar­tymi prze­konaniami, często samymi lekarzami oraz urzędami – szczepienia są obowiąz­kowe, a nie­szczepienie jest ścigane z urzędu. W takich przypadkach pomocy prawnej może udzielić [ciach] .

  17. 1. Katolicy spod znaku Frondy też postanowili dołączyć do antywacków:

    http://www.fronda.pl/a/szczepionki-na-czyja-korzysc-rodzicow-dziecka-czy-firmy-farmaceutycznej,29788.html

    2. Zakażenia żółtaczką (niestety nie tylko WZWB) zdarzają się w Polskich szpitalach podejrzanie często, więc chyba już sam poród w szpitalu znaczy że noworodek jest w grupie podwyższonego ryzyka. Gdybym moje dziecko rodziło się w szpitalu, to dużo bezpieczniej bym się czuł gdyby jednak dostało szczepionkę na WZWB tak szybko jak to możliwe.

    3. O ile szczepienie dzieci przeciw gruźlicy wydaje się rozsądne, to już szczepienie nastolatków jest chyba mniej sensowne (dopóki nie doczekamy się lepszej szczepionki niż BCG) … chyba że myślimy o programie szczepień i prób tuberkulinowych jako o swego rodzaju monitoringu zakażeń? Ktoś lepiej zorientowany w epidemiologii może się wypowie?

    4. Jak zwykle dziękuję autorce za to że się jej chce wyjaśniać co i jak. A wszystkim, którzy chcą rozmawiać z „antywackami” a przy tym nie chcą wypaść na zarozumialców jak MR, za to chcą odnosić realny skutek, polecam wypowiedzi Anne Glover (doradca przewodniczącego komisji europejskiej d.s. nauki) – „W rozmowie z sceptykami nie powinniśmy patrzeć na nich z góry i zachowywać się, jakbyśmy znali cała prawdę na każdy temat. Zamiast tego, powinniśmy wychodzić do nich z empatią i zrozumieniem dla ich lęków.” Więc chyba trzeba porzucić to urocze określenie „antywacek”, choć od razu podbiło moje serce :P

  18. @ Gonkowiec
    1. Echhh…
    2. Też mi się tak wydaje.
    3. W tej chwili nie ma już dodatkowych szczepień ani prób tuberkulinowych. Zrezygnowano z tego na rzecz jednego tylko szczepienia w pierwszej dobie życia. No chyba że ktoś nie jest zaszczepiony, to wtedy powinno się go zaszczepić do 15 roku życia właśnie. Wszystko to ze względu na specyfikę szczepionki BCG.
    4. Ja staram się rozumieć i wychodzić. Serio serio. Do rodziców zaniepokojonych o zdrowie dzieci, do obawiających się szpitali i służby zdrowia, do pytających i chca cych się dowiedzieć. Ale nie ich nazywam antywackami. Antywackami są „zawodowi antyszczepionkowcy” (jak pisałam w notce), czyli ci, którzy rozpowszechniają nieprawdziwe informacje o szczepieniach, podsycają nastroje antyszczepionkowe i karmią się strachem ludzkim oraz paniką.

  19. @ Mabel

    Dobrze, że ta droga jest ciężka. Rodzice tacy krzywdzą swoje dzieci, działają też na niekorzyść społeczeństwa, a to społeczeństwo ma prawo się bronić.
    Rozumiem jednak, że Twoje trollowanie miało na celu zareklamowanie pewnej grupy. To nie tutaj, proszę o tym pamiętać.

  20. Pozwolę sobie dodać informację, że w Polsce gruźlica – pozornie eradykowania – wraca. I to w skali wcale nie pojedynczych zachorowań (niestety, nie mam kwitów, pamiętam tylko swoje zdziwienie artykułami). Zawdzięczamy to między innymi importowi z krajów byłego ZSRR, a zwłaszcza z republik, gdzie kalendarz szczepień nie istniał lub był umowny. Więc nie ma co się cieszyć, że gruźlica w niczym nie zagraża najmłodszym w Polsce, owszem, nie jest chorobą powszechną, ale też nie jest wyeliminowana.

  21. @ Naima

    Oczywiście, że tak. Gruźlicy jest w Polsce całkiem sporo. A szczepionka przed gruźlicą płucną (której jest zdecydowanie najwięcej) chroni słabo. Trzeba szczepić noworodki ze względu na dwie najgroźniejsze dla nich postaci oraz na to, że spokojnie mogą zarazić się od bliskich dorosłych.

  22. Właśnie tego brakowało mi w tym co podawały media – informacji o przyczynie wycofania szczepionki. Bo w końcu informacja o „wycofaniu całej serii po zauważeniu nieprawidłowej konsystencji w kilku fiolkach” brzmi inaczej jak „wycofanie szczepionki, która okazała się niebezpieczna”. Ze dwa lata temu wycofano pewien preparat do zastrzyków, bo w jednym przypadku po rozpuszczeniu sypkiej części preparatu w odpowiednim roztworze, powstały grudki których nie dało się rozpuścić.

    W kwestii skuteczności szczepionek, pozwolę sobie podreklamować taki staroć przepisany na moim blogu:
    http://curioza.blogspot.com/2013/07/szczepienia-na-ospe-i-ich-skutki-w-1932.html
    historia gwałtownego spadku zachorowań na ospę w latach 20, po wprowadzeniu obowiązkowych szczepień jest o tyle ciekawa, że raporty o stanie zdrowia i zachorowaniach na inne choroby z tych lat pokazują, że nie nastąpiła wówczas nagła i mocna poprawa higieny czy leczenia – a na takie mechanizmy powołują się ci, którzy nie chcą wiązać spadku zachorowań w latach 50. – 60. na pewne choroby, z wprowadzeniem szczepionek na nie.
    Znalazłem też kuriozalny tekst pewnego księdza z I wojny, dowodzącego że szczepienia są niemoralne i bałwochwalcze. Jeśli zdążę przepisać przed weekendem, to się też pojawi na blogu.

  23. @Sporothrix

    Nie jestem na bieżąco z Polskim kalendarzem szczepień, dzięki za informacje! Tak czy siak – przydałaby się wreszcie jakaś nowa skuteczna szczepionka na gruźlicę. BCG to jakiś totalny ewenement – chyba żadna inna szczepionka dostępna na rynku nie jest taka stara? To już chyba prawie 100 lat ma!

    Podoba mi się twoja definicja „antywacka”. Takiej się trzymajmy :) I wprost powiem, że ciężko mi zrozumieć rodziców którzy nie chcą szczepić dzieci, więc nawet nie próbuję z nimi rozmawiać, bo tylko bym zaszkodził. Jako mikrobiolog/immunolog mam długa listę uwag do szczepionek, ale zupełnie nie pokrywa się to z tym, czego czepiają się antywackowie. Zresztą serio – nawet jeśli szczepionki by powodowały niebezpieczne skutki uboczne, to myślę że warto by było zaryzykować. Jakby nagle zaczęła szaleć dżuma, to chyba lepiej wziąść szczepionkę przeciw Y.pestis, mimo że ma wredne skutki uboczne? Albo jak ugryzie wściekły pies, to chyba lepiej by było wziąć starego typu szczepionkę (jeśli by nowe były niedostępne), niż umrzeć na wściekliznę?

    @Naima

    Problem zwalczania gruźlicy to w dużej mierze kwestia opieki społecznej i publicznego systemu ochrony zdrowia, a nie tylko szczepionek. Jak pisze Sporothrix, szczepionka słabo chroni przed postacią płucną gruźlicy. Więc żeby zmniejszać ilość chorych trzeba 1) skutecznie ich identyfikować 2) zapewnić skuteczne wielomiesięczne leczenie. A do tego potrzeba dużo personelu i pieniędzy. Więc zaryzykowałbym teorię, że szerząca się gruźlica to faktycznie choroba „z biedy”, głównie „z biedy systemu opieki zdrowotnej”.

  24. @ Gronkowiec

    1) skutecznie ich identyfikować 2) zapewnić skuteczne wielomiesięczne leczenie. A do tego potrzeba dużo personelu i pieniędzy.

    Otóż to.

    Poza tym ogólnie się zgadzam :) – i z tym, że fajnie by było, żeby wreszcie pojawiło się coś lepszego od BCG. Oraz z tym, że pewnie, że lepiej jednak się zaszczepić, niż umrzeć na wściekliznę czy tężec.

  25. @ K

    Przepisz koniecznie, takie teksty są urocze.

    jest o tyle ciekawa, że raporty o stanie zdrowia i zachorowaniach na inne choroby z tych lat pokazują, że nie nastąpiła wówczas nagła i mocna poprawa higieny czy leczenia

    Oczywiście. Higiena i tym podobne są super, ale niektórym chorobom zdecydowanie nie zapobiegną.

  26. Nie pamiętam niestety z którego kraju to historia (ale może ktoś na blogu wie) – ale dawno dawno temu w tymże miejscu do chorych na gruźlicę posyłano pracowników socjalnych, żeby sprawdzali jak się chorzy czują, czy biorą leki tak jak powinni (terapia trwa w końcu wiele miesięcy, a wielu chorych zapomina lub „zapomina” o braniu leków – zwłaszcza że objawy choroby znikają bardzo szybko, za to pojawiają się skutki uboczne leków) i generalnie monitorowali sytuacje. Ale to kosztowało, więc zlikwidowano te programy. Teraz pacjenci muszą sami się pilnować. Jak łatwo przewidzieć efekt tych „oszczędności” był taki, że nie dość że liczba przypadków gruźlicy zaczęła rosnąć, to jeszcze wzrosła liczba przypadków wywołanych przez lekooporne prątki…

    … którą to historię dedykujemy wszystkim urzędnikom NFZ, którzy lepiej wiedzą jak oszczędzać na służbie zdrowia ;)

  27. @ Gronkowiec

    No bo to jakoś powinno być zorganizowane. Z tego, co pamiętam, i co chyba nie uległo zmianie, chorzy prątkujący byli hospitalizowani i leczeni w szpitalu. Po ustaniu prątkowania wypuszczano ich do domów, ale z przykazaniem, aby pilnowali leczenia. Idealnie by było, gdyby były osoby pilnujące zażywania leków (terapia trwa w końcu minimum 6 miesięcy). Więc albo chory powinien się zgłaszać do przychodni i tam dostawać lek, albo też powinien ktoś sprawdzać u niego w domu. I tu mamy ciężką sytuację. Kto będzie chodził po domach i pilnował? Albo czy chorzy będą się zgłaszali? Często są to przecież osoby bezdomne i uzależnione od alkoholu, jak one mają pilnować swojego leczenia?
    W leczeniu gruźlicy to jest najtrudniejsze – aby terapia była kontynuowana. Samo leczenie jest przecież bardzo skuteczne (powyżej 95%, o ile pamiętam), ale MUSI być kontynuowane tak, jak wygladają zalecenia. W przeciwnym wypadku i pacjent nie ulega wyleczeniu, a i pięknie hodujemy szczepy oporne.
    Troszkę o tych aspektach pisałam tutaj: https://sporothrix.wordpress.com/2010/04/02/grozna-gruzlica/

  28. @ Naima

    Może nie, może rzeczywiście wojewoda się za to weźmie. Grzywny powinny być, imo, szczególnie wyższe.

  29. Pomijajac kwestia „kto ma dawac mandat” (mam nadzieje ze sie za to faktycznie teraz zabiora wojewodowie, jesli tak orzeka NSA), to zastanwiam sie, czy w polskim prawie nie ma przepisow regulujacych co zrobic z rodzicem ktory umyslnie naraza swoje dziecko na utrate zdrowia i zycia? Bo przeciez ewentualny mandat jest za naruszenie przepisow jakiejs tam ustawy o szczepieniach. Ale czy rodzice nie naruszaj przy okazji jakis wazniejszych regulacji prawnych?

  30. @Sporothrix
    Co do M.R. krótko, bo nie chcę dyskutować o Nim, bez niego, to nie byłoby eleganckie. W swojej notce, ustawiłem go trochę niesprawiedliwie. To prawda. W kwestii mówienia, to zależy kiedy M.R. jest cierpliwy. W ostatnio linkowanym tekście o szczepionkach był świetny. Ale już w kwestii GMO mam wątpliwości, niektóre chwyty typu „wanilia”, podawanie składu jabłka etc. są chyba błędem. Podobnie problematyczny jest styk nauki z biznesem. Szczepienia różnią się w tym względzie od GMO. Inaczej działają interesy. Wielka ekonomia w przypadku GMO ma jednak więcej wpływu. To oczywiście nie jest proste równanie GMO+Monsanto=zło, ale problem jest chyba przez M.R. bagatelizowany. Myślę, że moja niezgoda wynika z mojej antykapitalistycznej natury.

  31. @ Fronesis

    Tak, może lepiej podyskutować chociażby na FB, żeby MR wiedział, co o nim mówimy. Ja też więc krótko – wanilia była błędem, jabłko nie. Tak mi się wydaje.

    I moim zdaniem masz też rację, co do styku nauki z biznesem, tzn. że większe pieniądze są jednak w przypadku GMO.

  32. @Sporothrix
    Już kończę, po prostu wolałem spokojną wymianę na blogu, niż „flejm” na fb, te ostatnie mnie znudziły.

  33. Mam zupelnie glupie pytanie: czy sa realne szanse na opracowanie takiego systemu podawania lekow, zeby mozna bylo choremu zaaplikowac np. implant, ktory by przez 6 miesiecy uwalnial antybiotyk? Pompe podskorna? Cos co eliminowaloby czynnik ludzki.

  34. @ Turzyca

    Wcale nie głupie. I tak się przecież robi w niektórych przypadkach, np. HZT, przeciwbólowe. Działają krócej niż 6 miesięcy, ale działają.
    W przypadku gruźlicy tak się nie da, bo terapia jest skomplikowana i zawiera różne leki, w różnych kombinacjach. Poza tym zwykle nie ma potrzeby stosowania antybiotyku aż tak długo.

  35. Przemyslalam problem i doszlam do wniosku, ze to jest nawet nieco prostsze. Pisalas, ze leczenie gruzlicy ma dwie fazy, najpierw podaje sie koktajl, a potem trzeba przez pare miesiecy dwa antybiotyki. Pierwsza faza jest czesto wrecz w szpitalu, w kazdym razie mocno kontrolowana, problemy sa z druga faza, gdy chory juz jest w domu i musi sam lykac tabletki, prawda?
    Czyli w sumie potrzebne jest rozwiazanie do podawania dwoch antybiotykow przez 4 (?) miesiace. A nawet gdyby to sie nie dalo, to niech bedzie dawka miesieczna. W przypadku upraciuchow wysylaloby sie po prostu (roslego) pielegniarza z zestawem do implantacji. Pielegniarz raz w miesiacu jest tanszy od kontroli co kilka dni.

    Pytanie brzmi, czy ktos nad tym pracuje? Czy tez paskóóódna Bigfarma zaciera raczki, zebysmy wszyscy sie wykonczyli. ;)

    Momencik, w ogole zestawy do takiego aplikowania antybiotykow powinny byc w fazie intensywnych testow, przeciez to rozwiazaloby mnostwo problemow z stosowaniem antybiotykow i wyraznie zmniejszyloby opornosc bakterii. Gdzie o tym mogl ktos pisac?

  36. @ Turzyca

    Gwoli ścisłości: leczenie gruźlicy wygląda tak, że najpierw podaje się przez dwa miesiące cztery leki, a potem przez cztery miesiące dwa leki. Pierwszej fazy się nie kontroluje, kontrola dotyczy tylko początku tej fazy, kiedy pacjent prątkuje. Zwykle trwa to dwa tygodnie, pacjent jest hospitalizowany i bierze leki w szpitalu. Wszystko to dotyczy oczywiście przypadku bezproblemowego.

    Czyli potrzebne jest rozwiązanie do przynajmniej 5 i pół miesiąca. Przy czym chory może nie tolerować leków i trzeba je zmienić. Albo może mieć dodatkowe zakażenia/schorzenia, które powodują, że leki są nieskuteczne bądź nie mogą być stosowane. Albo może miec gruźlicę lekooporną, co powoduje wydłużenie terapii. Tu ma miejsce dość delikatna równowaga i trzeba jej pilnować.

    Twoje słowa o uparciuchach i rosłym pielęgniarzu czytam ze zdziwieniem. Raz, to jest nieetyczne, zmuszać do terapii siłą, szczególnie że pacjent nie prątkuje, czyli nie zagraża innym. Dwa, jak sobie to wyobrażasz? Że pielęgniarz będzie gdzieś szukał na przykład bezdomnego chorego? Gdzie? I stosował przemoc wobec i tak doświadczonego przez los człowieka? Trzy, w dodatku ta implantacja – przecież to się wiąże z przerwaniem tkanek, a więc z potencjalnym zakażeniem. Gdzie pielęgniarz ma to robić, na ulicy, na ziemi? Chyba że masz na myśli plastry. No cóż, nie bardzo widzę kogokolwiek, a szczególnie osobę bezdomną, przyklejającego sobie plater na skórę i dbającego o ten plaster przez miesiąc, zwłaszcza jeśli plaster (a raczej leki w nim zawarte) dokucza efektami ubocznymi. A cztery – takie zabiegi pielęgniarza, nawet rosłego, mogą spotkać się z niechęcią bliskich/znajomych tegoż zakażonego. Nie sądzę, żeby jakikolwiek pracownik służby zdrowia pisał się na bójki z zakażonymi i ewentualne skończenie gdzieś w rowie z rozwaloną głową.

    Nie, jedynym sposobem jest cierpliwe tłumaczenie, dlaczego te leki są tak ważne, dlaczego trzeba je stosować tak długo i że mogą mieć działania uboczne. Pacjent powinien zażywać leki pod kontrolą, chyba że jest doskonale zdyscyplinowany.

    A reszta to kwestie techniczne, łatwe do dyskusji, trudne do wykonania. Nie bardzo to widzę, a podejrzewam, że gdyby zua bigfarma zwietrzyła interes, to takie antybiotyki już by były powszechne, tak jak inne leki, o których wspomniałam. To są często bardzo duże cząsteczki, może nie daje się ich upakować w liposomy? Może nie chcą się wchłaniać przez skórę? Może po wchłonięciu ich stężenie jest duże w miejscu podania, ale nie w krwiobiegu, bo ulegają szybkiemu rozkładowi? Albo nie chcą potem przechodzić do miejsc trudno dostępnych (kości, OUN)? Poza tym antybiotyków jest bardzo dużo, i różnie się je stosuje w przypadku różnych schorzeń. Ta sama bakteria, powodująca zakażenia w różnych narządach, wymaga przecież różnego podejścia. Trzeba by więc przygotowywać różne rodzaje plastrów, z różnymi stężeniami leku i z różna dynamiką wchłaniania. Nie sądzę, żeby kogokolwiek było potem stać na taki lek, nie tylko przy okazji gruźlicy.

    Nie sądzę też, że to by zmniejszyło oporność bakterii. Jeżeli nadal antybiotyki byłyby przepisywane i używane tak swobodnie jak teraz, to oporność narastałaby i tak.

  37. Odrębny głos poniewczasie… Dlaczego do preparatu jakim jest szczepionka wprowadzać dodatkowy element jak wskaźnik zachowania ‚łańcucha chłodniczego’? czy nie łatwiej izolowaną próbkę umieścić w otoczeniu czynnika wskazującego na jego przerwanie?
    O antywackach (trafna nazwa) nie wypowiem się, nie nadaje sie to do publikowania. Niestety moim (zapewne tylko moim) zdaniem całą winę za ten antywackowy ruch ponoszą lekarze. Tylko i wyłącznie Oni, ale to nie jest tematem dyskusji na tym blogu.

  38. @ taki tam laborant

    czy nie łatwiej izolowaną próbkę umieścić w otoczeniu czynnika wskazującego na jego przerwanie?

    Tzn. izolowaną próbkę szczepionki? I tak w każdym opakowaniu? To chyba na jedno wyjdzie.

    Niestety moim (zapewne tylko moim) zdaniem całą winę za ten antywackowy ruch ponoszą lekarze. Tylko i wyłącznie Oni, ale to nie jest tematem dyskusji na tym blogu.

    Jest to ciekawa kwestia. Czy myślisz, że lekarze ponoszą winę przez całe dwieście lat trwania tych ruchów?

  39. () – szczepionka
    [] – opakowanie
    szczepionkę () umieszczamy w opakowaniu [ ] -> [()], taki pomysł na szybko po przeczytaniu dyskusji z kiwkiem, odrobinkę badań nad zagadnieniem niejednorodności rozkładu temperatury w próbce, ale oszczędzamy na badaniach klinicznych szczepionki zawierającej dodatkowy wrażliwy na temperaturę czynnik (najpewniej chemiczny). Tylko najpierw trzeba znaleźć substancję chemiczną o pożądanych właściwościach, potem to trzeba tylko zapakować, a pakować już umiemy. Proponuję do moich dywagacji podejść zastępując słowo szczepionka innymi, np. lekarstwo, żywność…
    Nie było mnie 200 lat temu na świecie, ale stety/niestety zbyt często mam możliwość obserwować obecne wyniki pracy „lekarzy”, dlatego z góry, najpewniej błędnie założyłem, że ten obecny antywackowy ruch o ile nie zaczął się, to nabrał na sile bo, ktoś tam zadziałał rutynowo, czegoś nie dopatrzył.
    Z drugiej strony ciągle dziwi mnie upór z jakim usiłuje się w PL ze służby zdrowia zrobić fabrykę czekoladek, gdzie liczy sie produkt. A lekarzy z jakości ich pracy ktoś chce rozliczać, lub tą pracę oceniać. Trudny temat, nieistniejący poważny problem. Podrzucę też inne pytanie do rozważenia: co jest produktem w przypadku szczepień, i czy obecne stosowane ‚mierniki’ jakości produktu są odpowiednie.

  40. @ taki tam laborant

    No tak, to tak jak pisałam, ma to sens, ale ma i ograniczenia (znalezienie odpowiedniego czynnika – szczepionka nie może być ani przegrzana, ani zamrożona; koszt, itd.)
    Takie wskaźniki chemiczne stosuje się przy kontroli sterylizacji, ale i tam nie są uważane za idealne.

    O ruchach antyszczepionkowych możesz poczytać tutaj: https://sporothrix.wordpress.com/2012/12/12/niezwykle-przygody-ruchow-antyszczepionkowych-na-poczatku/
    oraz tutaj: https://sporothrix.wordpress.com/2013/02/05/niezwykle-przygody-ruchow-antyszczepionkowych-na-koncu-a-konca-nie-widac/

  41. jeśli chodzi o łańcuch chłodniczy jest to na prawdę bardzo pilnowane. Szczepić mogą tylko specjalnie przszkolone pielęgniarki. Tez tylko one mogą pobierać szczepionki z sanepidu. Zawsze do lodówki turystycznej, samochodem szybko. Lodówiki w gabinetach szczepien wysyłają smsy jesli temperatura wyjdzie poza normy. sanepid regularnie kilka razy w roku kontroluje i gabinety szczepien i lodówki. Niektórym moze sie wydawać, ze lekarze czy pielęgniari to jakies krwiożercze bestie z innej planety ale zazwyczaj to sa normalni ludzie, matki i ojcowie szczepiący sie tymi samymi szczepionkami(i swoje dzieci i swoje wnuki i swoich wspólmałżonków i swoich rodziców itd.) i swiadomi jakie konsekwencje ma najmniejszy błąd. każda szepionka jest przed podaniem oglądana, każda najmniejsza watpliwość jest rostrzygana jako „nie szczepimy”. Byłam świdkiem jak szczepionki za kilka tys złotych były oddane do utylizacji-bo zawiodła lodówka. Jeśli pacjent w taki upal przyniósłby szczepionkę w ręku-to nie zostałby zaszczepiony tylko odeslany do apteki zeby wydala druga szczepionkę prawidłowo zabezpieczoną. Wszystko jest robione imiennie, dokumentowane w kilku miejscach.

  42. @ Daruma

    Bardzo Ci dziękuję za te słowa.

    Jeśli pacjent w taki upal przyniósłby szczepionkę w ręku-to nie zostałby zaszczepiony tylko odeslany do apteki zeby wydala druga szczepionkę prawidłowo zabezpieczoną.

    Oczywiście. Powstawały przecież na ten temat specjalne wytyczne: jak pacjent ma kupować szczepionkę przeciwgrypową w aptece i w jaki sposób przynosić ją do punktu szczepień.

    Wszystko jest robione imiennie

    Otóż to. Wskaźniki wskaźnikami, ale kontrola „ludzka” też musi być.

  43. Może faktycznie dałoby się jakoś ułatwić podawanie antybiotyków przez długi czas za pomocą jakichś plastrów itp – choć jak zauważa Sporothrix, to może być problematyczne, bo może być potrzeba zmienić dawkę czy leki… No, ale wszystko to da sie pewnie rozwiązać.. Tyle ze ktoś musi za to zapłacić, a zapotrzebowanie na „nowe, wygodne dla pacjenta” terapie przeciwgruźlicze w bogatych państwach, które stać na zakup nowych produktów z bigfarmy jest raczej niewielkie. Większość przypadków gruźlicy jest jednak w państwach rozwijających się, a tam używają najtańszych wersji leków. Nieważne czy będziemy do pacjenta wysyłać pielęgniarkę z lekami, czy nakleić mu plaster nowej generacji – to pytanie pozostaje to samo, skąd wziąć na to pieniądze?

    BTW – ktoś wie jak w Polsce wygląda w praktyce opieka nad pacjentami leczonymi z gruźlicy? Czy mamy jakiś system pilnowania / monitorowania?

  44. @ Gronkowiec

    Tyle ze ktoś musi za to zapłacić, a zapotrzebowanie na “nowe, wygodne dla pacjenta” terapie przeciwgruźlicze w bogatych państwach, które stać na zakup nowych produktów z bigfarmy jest raczej niewielkie

    Zapotrzebowanie jest jednak całkiem spore, bo gruźlica istnieje na całym świecie. Fakt, przypadków i zgonów jest oczywiście najwięcej w krajach biednych. Ale i bogatsze kraje mają z nią problem.

    Większość przypadków gruźlicy jest jednak w państwach rozwijających się, a tam używają najtańszych wersji leków.

    Może i najtańszych, może i generyków, ale są one skuteczne na ogół. Jeśli – jeśli! – są stosowane.

    Nie demonizowałabym bigfarmy tu akurat. Leki przeciwgruźlicze stosuje się na całym świecie. Te same, w sensie substancji. Takie są wskazania WHO. WHO podaje też alternatywne schematy leczenia w zależności od tego, jaka i na ile oporna gruźlica występuje na danym terenie, czy chorzy są dodatkowo zakażeni HIV, czy są niedożywieni, itd.
    W związku z tym, że terapia przeciwgruźlicza jest skomplikowana, nie da się zastosować jakiejś magicznej metody, wygodnej dla pacjenta. Przynajmniej na razie. Naukowcy pracują nad tym przecież od lat, pracują nad lepszymi szczepionkami, ale gruźlica jest zwyczajnie trudna. I nawet chyba lepiej by było, gdyby udało się dostarczyć każdemu potrzebującemu skuteczny koktajl obecnie stosowanych i rekomendowanych leków, niż próbowało jakichś superekstra metod podawania.

    BTW – ktoś wie jak w Polsce wygląda w praktyce opieka nad pacjentami leczonymi z gruźlicy? Czy mamy jakiś system pilnowania / monitorowania?

    W teorii powinni być monitorowani, jak pisałam. W praktyce, kiedy nieprątkujący pacjent wychodzi ze szpitala, z tym monitoringiem jest marnie. I to jest problem.

  45. Jasne, gruźlica jest straaaasznie trudna i skomplikowana :/ Tak smao jak np HIV albo gronkowiec ;) Dlatego, o ile np liczę że lada moment będziemy mieli skuteczną uniwersalną szczepionkę na grypę, to w sprawie gruźlicy byłbym pesymistą…

    I nie chciałbym być źle zrozumiany, nie chciałem demonizować bigfarmy (choć zasługują), ani krytykować obecnie istniejących leków na gruźlicę. Wiem też ze chorych na gruźlicę jest w Europie i USA więcej niż byśmy myśleli. Chciałem tylko zwrócić uwagę, że z punktu widzenia opłacalności, inwestycje w zakażenia bakteryjne, a już szczególnie te które częściej występują w państwach rozwijających się, to nietrafiony biznes dla bigfarmy. Bardziej się opłaca nową statynę wprowadzić na rynek, niż nowy antybiotyk. Tak więc (w moim odczuciu) , bigfarma nie przykłada się jakoś bardzo do szukania nowych leków na gruźlice i inne infekcje, bo nie bardzo ma w tym interes…

  46. Dalej śmiejcie się z ludzi, rodziców dzieci, które ucierpiały w skutek podania szczepionki. Szydźcie z ludzi, nazywając ich „antywackami”, których dzieci doznały poważnych powikłań po szczepieniach i tych, które zmarły również po szczepieniu! Z jaką łatwością wam to przychodzi… a to dlatego, że nie byliście na miejscu tych rodziców.
    Jestem pewna, że zmienilibyście momentalnie zdanie gdyby to was dotknęły te tragedie – tragedie ludzi, których dzieci już nigdy nie będą „normalne” zdrowe jak wcześniej, ludzi których dzieci już dziś tutaj nie ma…

    Wasz brak zrozumienia i poszanowania woli drugiego człowieka powoduje, że zniechęcacie ludzi do siebie i swoich przekonań. Jesteście jednostronni, patrząc wyłącznie na własne racje.
    Co złego widzicie w rodzicach, którzy szukają prawdy, rodzicach którzy świadomi zagrożeń rezygnują ze szczepień. Wielu tych ludzi na własnych dzieciach doświadczyło powikłań po szczepieniach, inni mają takie przypadki w rodzinie bądź wśród znajomych a jeszcze inni po prostu szukają informacji na własną rękę opierając się na doświadczeniach innych.
    Czy nadal przychodzi wam z łatwością nazywać rodziców „antywackami”?

    Dlaczego lekarze specjaliście w szpitalach, do których trafiły dzieci w niedługim czasie po szczepieniach, potwierdzają że nagłe problemy zdrowotne jest następstwem podania szczepionki? Dlaczego Ci sami lekarze twierdzą, że mieli już takie (ciężkie) przypadki?
    Dlaczego ludzie z sektora medycznego nie szczepią swoich dzieci?
    Dlaczego jako osoby dorosłe nie szczepicie się dawkami przypominającymi na choroby zakaźne wg kalendarza szczepień dla dorosłych?
    Dlaczego osądzacie rodziców w naszym kraju („karać rodziców …”), którzy nie chcą szczepić swoich dzieci sprzeciwiając się polskiemu prawu, kiedy to w innych państwach europejskich szczepienia są dobrowolne (dziwne, prawda?)?
    Dlaczego w innych krajach gdzie wyszczepialność jest na poziomie 75 do 90% nie ma epidemii?
    Dlaczego nie popatrzycie na statystyki PZH, choćby te od początku 2013 roku, przedstawiające zachorowalność na choroby zakaźne?

    Pytań jest jeszcze wiele lecz czy chociaż jedna osoba z was odpowie rzetelnie na wszystkie powyższe?

  47. @ Anka

    Antywackami nazywam „zawodowych” antyszczepionkowców, którzy żerują na strachu rodziców. A nie samych rodziców, martwiących się sie o dzieci. To na początek.

    tragedie ludzi, których dzieci już nigdy nie będą “normalne” zdrowe jak wcześniej, ludzi których dzieci już dziś tutaj nie ma…

    Takie tragedie dotyczą nie szczepionek, ale dzieci umierających na choroby, którym dzięki szczepieniom można zapobiegać.

    Co złego widzicie w rodzicach, którzy szukają prawdy, rodzicach którzy świadomi zagrożeń rezygnują ze szczepień. Wielu tych ludzi na własnych dzieciach doświadczyło powikłań po szczepieniach, inni mają takie przypadki w rodzinie bądź wśród znajomych a jeszcze inni po prostu szukają informacji na własną rękę opierając się na doświadczeniach innych.

    Nic, poza tym, że to nie jest reakcja racjonalna. Szczepionki są bezpieczne i skuteczne. A dane anegdotyczne nie są żadnym dowodem.

    Dlaczego lekarze specjaliście w szpitalach, do których trafiły dzieci w niedługim czasie po szczepieniach, potwierdzają że nagłe problemy zdrowotne jest następstwem podania szczepionki? Dlaczego Ci sami lekarze twierdzą, że mieli już takie (ciężkie) przypadki?

    Dowodzik poprosimy na to, z rzetelnych danych naukowych. Ponadto „po” nie oznacza „na skutek”. Jest to częsty błąd logiczny.

    Dlaczego ludzie z sektora medycznego nie szczepią swoich dzieci?

    Dowodzik poprosimy na to. Wszyscy znani mi rodzice z sektora medycznego szczepią i dzieci, i siebie, ale nie jest to argument w dyskusji.

    Dlaczego jako osoby dorosłe nie szczepicie się dawkami przypominającymi na choroby zakaźne wg kalendarza szczepień dla dorosłych?

    Skąd wiesz, że się nie szczepimy?
    Bijesz chochoła, niezręcznie zresztą.

    Dlaczego osądzacie rodziców w naszym kraju (“karać rodziców …”), którzy nie chcą szczepić swoich dzieci sprzeciwiając się polskiemu prawu, kiedy to w innych państwach europejskich szczepienia są dobrowolne (dziwne, prawda?)?

    Czasem są dobrowolne, tak jak i wiele szczepionek w Polsce. Czasem nie.
    A karać trzeba, bo inaczej się nie da rodzicom przemówić do rozumu.

    Dlaczego w innych krajach gdzie wyszczepialność jest na poziomie 75 do 90% nie ma epidemii?

    Dowodziki poprosimy na to. I polecam doczytać, ile wynosi treshold odporności grupowej dla określonych chorób (raz informacje o odrze w Wielkiej Brytanii na przykład), może da Ci to do myślenia.

    Dlaczego nie popatrzycie na statystyki PZH, choćby te od początku 2013 roku, przedstawiające zachorowalność na choroby zakaźne?

    Patrzymy, i co?

    Pytań jest jeszcze wiele lecz czy chociaż jedna osoba z was odpowie rzetelnie na wszystkie powyższe?

    Odpowiedziałam, i co?
    Pytania są notabene nudne, bo te same, które antywacki zadają od lat, nie zwracając uwagi na dane naukowe i sensowne, prawdziwe informacje. Polecam zaglądać raczej na naukowe strony o szczepieniach, znajdziesz tam odpowiedzi na wiele pytań, także tych, których tu nie zadałaś.

  48. Droga Anko, zanim zaczniesz domagac sie ode mnie jakichkolwiek dowodow, podaj najpierw swoje, na poparcie swoich tez. Bo na razie uzywasz tylko marnych i nielogicznych chwytow w dyskusji, piszesz antynaukowe brednie oraz jestes nieuprzejma. Jesli naukowe fakty pojawia sie w Twoim komentarzu – bez osobistych wycieczek – takiego komcia zaakceptuje.

    Aha, jesli chcesz poznac rzetelne informacje o szczepionkach, zagladaj do notek tutaj. Pod nimi zawsze znajduja sie linki.

  49. 3. Szczepienia osób z bliskiego otoczenia chorych na wzw typ B i nosicieli HBV narażonych w sposób szczególny na zakażenie (domownicy oraz osoby przebywające w zakładach opiekuńczych, wychowawczych i zakładach zamkniętych) wykonywane są trzema dawkami szczepionki w cyklu: 0; 1; 6 miesięcy. Nie przewiduje się podawania dawek przypominających osobom z tych grup ryzyka.

  50. @Anka

    Nie jestem zaangażowany po żadnej ze stron konfliktu, na tym blogu komentuję chyba dopiero po raz drugi jakąś notkę, dlatego nie jestem chyba adresatem twojej notki, która pisałaś do tych którzy angażują się po stronie szczepionek. Ale mimo to chciałbym Ci odpowiedzieć na kilka pytań – jako mikrobiolog.

    Każda śmierć jest tragiczna. Nie spotkałem jeszcze nigdy osoby, która by zmarła po szczepieniu, choć oczywiście może się to zdarzyć. Nic nie jest w 100% bezpieczne, można umrzeć od wypicia szklanki wody, nawet przejście przez ulicę może być niebezpieczne. Ale statystyki zbierane w szpitalach w ramach różnych badań pokazują, że ryzyko szczepionek jest minimalne. Dużo bardziej niebezpieczna jest jazda autobusem.

    Znałem natomiast jedną osobę, która zmarła na chorobę, której dało się zapobiec szczepieniem. I takich osób jest sporo. Każda z tych śmierci to tragedia, której dało się zapobiec. Mówisz ze nie ma epidemii w krajach, gdzie ludzie jest niższa wyszczepialność? A może po prostu nie mówi się o nich w TV i nie pisze w gazetach? Niedawno na konferencji wysłuchałem o trwającej prawie rok epidemii w Wielkiej Brytanii, która skończyła się kilka miesięcy temu. O tym nie mówiło się w TV, ale pomyśl ile matek, ojców i dzieci tam cierpiało – bo się nie zaszczepili. Albo co gorsza – bo ich sąsiedzi się nie zaszczepili, skazując te dzieci na cierpienie za cudze decyzje.

    Wśród lekarzy jest wielu niedouków, którzy gadają pacjentom głupoty, są też tacy, którzy twierdzą że szczepionki szkodzą, „no bo tak”. Ale nie maja na to żadnych dowodów, za to dowody bezpieczeństwa szczepionek są rozliczne.

    Każda śmierć czy choroba dziecka to tragedia – i fajnie byłoby znaleźć winowajcę, móc wskazać przyczynę: dlatego niektórzy wskazują na szczepionki, mimo że nie ma żadnych dowodów. Ale takie fałszywe oskarżenia nie pomogą tym dzieciom, za to narażą inne dzieci na niebezpieczeństwo śmierci z powodu niezaszczepienia.

  51. nasz chlopak dostal w niedziele szczepionke grypowa , w poniedzialek mial takie objawy ze zeby nie to ze zona jest lekarzem ( a ja inzynierem z mocno naukowym swiatopogladem) to bym na pogotowie pojechal.
    we wtorek rano mu wszystko przeszlo – zdrwiutki jak nigdy.

    zaznacze ze nasze poglady na antyszczepieniowcow so takie ze zona nie przyjmuje osob z takimi pogladami jako pacjentow – mowiac im otwarcie ze jak dzieci zasczepia to moga przyjsc. wielu lekarzy u nas to robi a raczej nie wszyscy maja pelen panel pacjentow.

    wzyskto to jasne i oczywiste – ale jak wlasny dzieciak choruej to rozne mysli po glowie chodza…
    a po prawdzie to nie musiala byc szczepionka – szkola sie wlasnie zaczela i dzieciaki sie dziela „dobrem” jako moga:)

    a tak w ogole to dzieciak byl chory moze dwa-trzy razy w ciagu osmiu lat – dwudniow goraczka i po wszystkim.

  52. Cześć, mam pytanie do autorki bloga na temat tiomersalu.
    Chodzi o czas usuwania jego z organizmu. Możemy przeczytać min. w oświadczeniu PZH że na podstawie badań EMEA jest on wydalany w 4 do 9 dni http://www.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/oswiadczenie_szczep_25112009.pdf
    Natomiast na wikipedi mamy napisane że „Jony rtęciowe Hg2+, powstałe w wyniku częściowego metabolizmu etylortęci, pozostają w organizmie znacznie dłużej; czas całkowitej eliminacji z organizmu wynosi ok. 120 dni”
    Są dwa źródła do tej informacji podane oba tego samego autora, sprawdzałem je ale tam nie ma dostępu do pełnej wersji, a poza tym nawet gdyby była to moja znajomość angielskiego w medycynie jest raczej średnia.
    Dlatego pytam panią jako znawcę tematu. Czy tiomersal jest wydalany w ciągu kilku dni a jedynie reszty tego związku w postaci jonów zostają dłużej? Czy jest jeszcze inaczej? I czy jest jakaś szkodliwość tych pozostałych jonów?

  53. @ sceptyczny1985

    Musi to jakiś spiseg producentów szczepionek jest, bo angielska wiki podaje, że: Though inorganic mercury metabolized from ethylmercury has a much longer half-life in the brain, at least 120 days, it appears to be much less toxic than the inorganic mercury produced from mercury vapor, for reasons not yet understood.[14]
    W dodatku link wiedzie do pracy tego samego autora, co w polskiej wersji. Chciałam zajrzeć do tych prac, do jednej nie mam dostępu, a w drugiej – mimo odnośnika – nie ma o tym akurat mowy. Trudno więc powiedzieć, jak to zostało uzasadnione, być może w ogóle.

  54. ‚od mojego pediatry usłyszałem, że po szczepionce może wystąpić gorączka bądź zaczerwienienie co jest normalne. Cóż, jeżeli dla lekarza normalnym stanem są zmiany na skórze czy wysoka temperatura, to my do niego przestaliśmy chodzić’
    Zawsze mnie uczono, ze tak reaguje prawidlowo dzialajacy ukl. odpornosciowy. Stad podwyzszona temperatura przy infekcjach – biale krwinki zaczynaja atak na wroga, w wyzszej temperaturze dziala to ‚sprawniej’.
    Zawsze sie zastanawiam, skad tyle leku i krzyku o sladowe ilosci rteci zawarte w szczepionkach, skoro spozywamy ich znacznie wiecej w pozywieniu ?! Z tego co wiem tunczyki potrafia byc rekordzistami w ich ‚magazynowaniu’, a fluor uzywany do mycia zebow latwiej przedawkowac, niszczac wiele ukladow, nie mowiac o zatruciu aluminium w przypadku ‚spozywania’ takze niezamierzonego – fluoru…..z tego co wiem i srodki owadobojcze i chwastobojcze sa silnymi toksynami a co roku wdychamy, lykamy ich sporo (nie tylko z naszych upraw)…. tyle ze truciciele rtecia w szczepionkach maja nazwe i przyznali sie do tego w ulotce, a producent jedzenia (celowo nie rolnik czy hodowca) nie wspomina o tym. Aqufresh tez nie napisze ze fluorek sodu jest uzywany w srodkach na insekty i kilkakrotnie w historii stosowania go doszlo do silnych zatruc wsrod dzieci, doroslych, a nawet zgonu (chodzi o zatrucie woda, do ktorej dostala sie zbyt duza ilosc fluorku w trakcie uzdatniania).
    Ciesze sie, ze znalazlam ten blog, podziwiam autorke i zycze duzo sily i wytrwalosci. Choc w to, ze swiat i swiadomosc zmienic mozna- nie wierze.
    Ale ja tez jestem przeciwna mikrofalowkom! Pewnie tak jak wszyscy, jak zostali nazwania – Antywackowcy (antywackowie….)….

Możliwość komentowania jest wyłączona.