Miesiąc: Grudzień 2016

Biologiczna Bzdura Roku 2016 – Szczepionki i szczepienia

Zabawa w wybieranie „Biologicznej bzdury roku”, w tym wypadku w kategorii „Szczepionki i szczepienia”  nie ma na celu przekonywania kogokolwiek, że szczepionki są super. Chociaż są. Jak wiadomo jednak, przekonywanie do nauki zakamieniałych „zawodowych” antywacków nie działa. Niezależnie od tego, jaką strategię zastosujemy, ktoś, kto wierzy w spiskowe teorie, będzie wierzył w nie nadal. Ale przekonywać można – warto próbować– tych niezdecydowanych, „fence-sitters” , obserwatorów, rodziców zwyczajnie zatroskanych o zdrowie dzieci czy w ogóle ludzi, którzy trochę z oddali, a trochę z bliska słuchają argumentów w obu stron i próbują się w tym wszystkim jakoś połapać. W ich wypadku nawet ośmieszanie antywackowych pseudoteorii może być skuteczne. Może bowiem zwrócić ich uwagę (łatwiej, niż w przypadku sążnistych naukowych tekstów) na coś, o czym wcześniej nie wiedzieli.

Zatem, wracając do naszej dzisiejszej zabawy – oto trzy bzdury o szczepionkach, które wypowiedziane zostały w mijającym roku. Może oprócz ich zwyczajnego wyśmiania, niektóre argumenty przydadzą się w dyskusjach z antyszczepionkowcami?

Czy to już zbliża się do prawa Godwina? Byłoby miło, bo wtenczas można spokojnie darować sobie jakiekolwiek „dyskusje” i przejść dalej. Problem w tym, że niezależnie od prawa Godwina antyszczepionkowcy często uciekają się do takich „argumentacji”, że tylko siąść i zapłakać. Ich tezy są wyssane z tak brudnego palucha, że człowiek dziwi się, że komukolwiek coś takiego mogło przyjść do głowy. Czy można być aż tak oderwanym od rzeczywistości, żeby nie wiedzieć, że wiele chorób zniknęło albo zupełnie, albo jest ich tak mało, że nie widzimy ich w naszym otoczeniu? A wszystko to dzięki szczepieniom. Szczepionki są tak skuteczne, że ludzie odwracają się od powszechnych programów szczepień, ze względu na to, że „po co się szczepić, przecież tych chorób już nie ma”. Znakomita praca, opublikowana w 2013 w szanowanym The New England Journal of Medicine, pokazuje żmudne podsumowanie tysięcy raportów o występowaniu chorób zakaźnych (polio, błonicy, różyczki, odry, świnki, zapalenia wątroby typu A oraz krztuśca) w USA w latach 1888-2011. Autorzy obliczyli na ich podstawie, ile więcej mogłoby być tych zachorowań, gdyby nie wprowadzono programu szczepień. Było tego malutkie ponad 100 milionów. Od 1924 roku ponad sto milionów ludzi w samych tylko Stanach Zjednoczonych uniknęło zachorowania na choroby, którym zapobiega się przez szczepienia, po wprowadzeniu tychże do powszechnego użytku. To najwyraźniej jest to „ludobójstwo”, o którym mówił Jaśkowski. Mało skuteczne jakby, jeśli weźmiemy pod uwagę to, od kiedy szczepienia są stosowane. Zresztą nie jest to jedyny taki artykuł; podobne podsumowania robi się i w stosunku do konkretnych chorób, i globalnie, i lokalnie, także u pacjentów w najmłodszym wieku. I wynika z nich niezmiennie jedno – szczepionki nie zabijają, nie powodują chorób, nie krzywdzą ludzi. Przeciwnie: ratują zdrowie i życie na całym świecie.

Dodajmy także, że szczepionki nie powodują chorób, ze względu na to, że raczej trudno by im było. Szczepionki są bowiem przygotowywane tak, że albo drobnoustrój szczepionkowy jest zabity na amen, albo też jest to w ogóle jego kawałek (np. jedno białko), który choćby stawał na głowie to nie spowoduje choroby, albo też drobnoustrój ten jest tak osłabiony, że takoż o prawdziwym zakażeniu nie ma mowy, nawet jeśli podany jest w zastrzyku bezpośrednio do organizmu człowieka. Owszem, w tym ostatnim przypadku może się zdarzyć tak, że po podaniu szczepionki wystąpią objawy, które przypominają samą chorobę. Jest to normalne zjawisko, wynikające z faktu, że organizm reaguje na drobnoustrój namnażający się w nim. Objawy takie – jeśli wystąpią – są jednak słabsze, niż w przypadku naturalnego zakażenia.

I tu przechodzimy gładko do drugiej bzdury.

Tak, po szczepieniach mogą się zdarzyć powikłania. Jak po wszystkim, po dowolnym leku, czy po jedzeniu. Najczęściej jednak to, o czym piszą i czym straszą antywacki, to normalne odczyny po szczepieniu. Ich spektrum nie jest zgoła szerokie, zwykle mamy do czynienia z bólem w miejscu podania szczepionki czy zaczerwienieniem. Jeśli trwają dłużej, określa się je czasem jako niepożądane odczyny poszczepienne. Ale znowu – lista tychże jest dość uboga, a do miejscowych reakcji dochodzą te ogólne (gorączka, złę samopoczucie). Nic z tego nie jest ani powodem do niepokoju, ani też powodem do nieszczepienia. Jeśli zaś chodzi o kwestie poważniejsze, a znacznie rzadsze, to pokazano wielokrotnie i drobiazgowo, że szczepionki nie powodują autyzmu (tak, drogi panie Jerzy, w istocie antywacki koncentrują się na autyzmie, zupełnie bez sensu jednak: warto wspomnieć, że sami sponsorowali finansowo badania, które miały udowodnić związek szczepień z autyzmem, ale nawet te badania, ku ich rozczarowaniu, a chichotom ze strony prowacków, nie przyniosły pożądanych rezultatów, biedne antywacki), nie mordują ludzi, nie powodują alergii. Koniecznie należy też podkreślić, że poważne następstwa po ich stosowaniu są niezmiernie bardzo, bardzo, bardzo rzadkie. Oraz, wracając do fantazji pana Zięby, absolutnie ich lista nie jest szeroka. Przeciwnie raczej – wąska, zwięzła i raczej krótka. Podsumowując, szczepionki są nadzwyczaj bezpiecznym rodzajem medykamentu, a ich bezpieczeństwo skrupulatnie badane na każdym etapie produkcji oraz po dopuszczeniu do stosowania.

Tak w zasadzie to rzeczywiście szczepionka ta występuje pod złą nazwą. Mówi się o niej szczepionka przeciw rakowi szyjki macicy, pomijając nieuprzejmie inne postaci zakażeń powodowanych przez wirusy brodawczaka (HPV), oraz przy okazji pomijając zalety zastosowania tych szczepień u mężczyzn. Dzieje się tak, ponieważ nie chciano używać nieprzyzwoitego słowa „seks”. Szczepionka chroni bowiem przed wirusami HPV, a te są najbardziej powszechną przyczyną zakażeń przenoszonych drogą płciową na świecie. Nie tylko jednak reklamy telewizyjne, emitowane dość często w amerykańskiej telewizji, pomijały ten fakt, byle tylko nie padło niewygodne słowo. Nawet na uniwersytecie, gdzie pracuje jeden z twórców szczepionki, kiedy miały mieć miejsce wywiady czy informacje dla pracy, specjalnie przestrzegano, aby nie kłaść nacisku na drogę zakażenia. A kiedy twórca miał zamiar wspomnieć coś o infekcjach okolicy analnej, to już w ogóle władze uczelni dostawały zawału.

A tak powinno się reklamować tę szczepionkę – chroni przed wieloma wirusami HPV. Niektóre z nich powodują raka szyjki macicy, a mogą powodować także inne nowotwory. Wirusy HPV mają także związek z innymi dolegliwościami, szczególnie okolicy anogenitalnej.

Ponadto mamy tu do czynienia z jeszcze jednym ważnym zagadnieniem. Otóż po zakażeniu wirusami HPV wysokiego ryzyka (high-risk) nie musi dojść do rozwoju raka szyjki macicy. A nawet jeśli dojdzie, to trwa to dość długo, nawet do dwudziestu lat, i poprzedzone jest to konkretnymi zmianami w obrębie szyjki. Co oznacza, że – skoro mamy szczepionkę z nami od dziesięciu lat– to trzeba jeszcze chwilę poczekać na rzetelne raporty pokazujące, że faktycznie liczba zapadalności na dany, konkretny nowotwór się zmieniła. Pani Socha, jak sądzę, świadomie nawiązuje do tego, że w tej chwili żaden uczciwy naukowiec nie powie definitywnie, że tak jest, bo nie ma po prostu, że względu na czas oraz dynamikę zakażenia, takich dowodów. Pani Socha nie powinna jednak tracić ducha. Przyjęta przez WHO definicja skuteczności szczepionki, określona jako zapobieganie zmianom CIN+ w obrębie szyjki macicy (czyli zmianom zaawansowanym o charakterze neoplazji śródnabłonkowych – CIN2/3) jest przyjęta w literaturze naukowej, a kolejne i kolejne badania pokazują, że w istocie, skuteczność szczepionki w tym zakresie jest spora. Z czego pośrednio można spokojnie wnioskować, że zmniejsza ona występowanie raka szyjki macicy, czyli że przed nim chroni. Będąc na miejscu antywacków takich jak Socha już teraz kombinowałabym, jak wykręcić kota ogonem i co złego pisać o skuteczności szczepień przeciw HPV, kiedy publikacje zawierające frazę „zapobiega rakowi szyjki macicy” zaczną się wreszcie pojawiać. A zaczną już niedługo.

Tym razem notka w ramach zabawy w wybór Biologicznej Bzdury Roku 2016, którą możecie znaleźć także tutaj:

Biologiczna Bzdura Roku 2016

ResearchBlogging.org

Literatura:
1. 1. van Panhuis WG, Grefenstette J, Jung SY, Chok NS, Cross A, Eng H, Lee BY, Zadorozhny V, Brown S, Cummings D, & Burke DS (2013). Contagious diseases in the United States from 1888 to the present. The New England journal of medicine, 369 (22), 2152-8 PMID: 24283231
2. Horne Z et al. Countering antivaccination attitudes. PNAS 2015, 112: 10321-4
3. Betsch C et al. Don’t try to convert the antivaccinators, instead target the fence-sitters. PNAS 2015, 112: E6725-6
4. Roush SW et al. Historical Comparisons of Morbidity and Mortality for Vaccine-Preventable Diseases in the United States. JAMA 2007, 298:2155-63
5. Apter D et al. Efficacy of human papillomavirus 16 and 18 (HPV-16/18) AS04-adjuvanted vaccine against cervical infection and precancer in young women: final event-driven analysis of the randomized, double-blind PATRICIA trial. Clin Vaccine Immunol 2015, 22:361-73.
6. Markowitz LE et al. Prevalence of HPV After Introduction of the Vaccination Program in the United States. Pediatrics 2016: e 20151968

Reklamy