okołofeminizmowo, okołoreligijnie, śmieszne

Małżeństwo doskonałe, czyli ślicznie wyglądasz na łańcuchu, kochanie

W obłędzie dzisiejszych czasów, szale upadku autorytetów, huku spadających z piedestału wzorców oraz zamachów na uświęcone tradycje mamy jeden punkt stały. Małżeństwo niewolnicze biblijne. Oto doskonałość. Cel i wzorzec (heteroseksualny ;-) ), do którego winniśmy wszyscy (!) dążyć.

[…]1928 – Kościół katolicki w Polsce zmienił przysięgę ślubną dla kobiet, usuwając fragment zobowiazujący kobietę do posłuszeństwa mężowi. Jako protestant funkcjonujący w kościele, gdzie kobiety nadal ślubują posłuszeństwo swojemu mężowi ośmielę się poruszyć tę – w moim odczuciu – totalnie nierozumianą kwestię.[…]

Jako katoliczka funkcjonująca w tym głupim Kościele, który usunął z przysięgi ślubnej dla kobiet ślubowanie posłuszeństwa (oburzające!), postaram się wytłumaczyć, dlaczegóż krok ten był taki głupi. Jest to zaiste kwestia totalnie nierozumiana, zwłaszcza przez głupie baby. Może jednak, jeśli wytłumaczymy im to powoli i głośno, coś tam zrozumieją. A jak nie, cóż, zawsze możemy skrócić im łańcuch.

[…] Większość czytelniczek podniesie brwi ze zdumienia, że w XXI wieku są jeszcze ludzie, którzy kwestionują tak postępowy krok wywalczony przez międzywojenny ruch emancypacji kobiet.[…]

No właśnie, nie mówiłam, że głupie baby, brwiami rzucają, a potem będą podnosić. Postępowy krok? Jaki postępowy krok? To wszystko sprowadziło same nieszczęścia. Na kobiety zwłaszcza. Nie mogą już chodzić na łańcuchu, tracąc w ten sposób wszelki punkt podparcia i oparcia (patrz dalej).
A mogę zatrzymać chociaż obrożę? Mooogęęę…?

[…] W związku z tym mamy dwa podstawowe problemy: 1. Niezrozumienie co to znaczy „przywództwo” męża w małżeństwie (i w rodzinie) oraz 2. nadużycia tej przywódczej roli.[…]

Nierozumienie, co to znaczy przywództwo? No skąd. Wiadomo, że chodzi o to, że cztyr grzywien za chąźbę jest stanowczo ceną wziętą z księżyca. Dzieci biorą się z nadmagnezjanu chlorku potasu. 23 grudnia 1560 pierwsza kula armatnia odrywa ostatnią nogę admirała Teleginsa. I czy syn mój, który podczas wypadku samochodowego stracił wszystkie zęby trzonowe – może być na tej zasadzie zwolniony od wojska?

[…] To co piszę pewnie nie będzie miało większego sensu dla osób sparzonych w więzi z drugim człowiekiem i dlatego dążących do niezależności, autonomii i „walki o swoje prawa” (jak sporo kobiet w ruchu feministycznym).[…]

To jasne. Feministki to takie kobiety, które się sparzyły w więzi. Zapewne, jeśli się używa podgrzewanych kajdanek, to może się to tak skończyć, dziewczynko!

[…] To, że takie dążenia nie dają głębokiej satysfakcji – prędzej czy później dziewczyny te same się o tym przekonją.[…]

Głęboka satysfakcja… hmmmm… i kajdanki…, pejczyk… Dobrze, już dobrze, już przestaję. Głęboko ukryte, homoerotyczne marzenia prawdziwych religijnych mężczyzn udowadniają mi, że o głębokiej satysfakcji może mówić wyłącznie mężczyzna. 

[…] Ryzykując, że przez część czytelniczek będę niezrozumiany, mimo wszystko chcę sprawę pokrótce nakreślić i tym samym zachęcić Was do poważnego przemyślenia tematu.[…]

Ja za to nie rozumiem, dlaczego to akurat czytelniczki mają nie rozumieć. Przecież legalne niewolnictwo małżeństwo biblijne przynosi kobietom same korzyści. Oraz kajdanki i obroże gratis. Bezproblemowo. Żeby być stroną aktywną w BDSM to dopiero trzeba się napracować, ho, ho.

[…] Ideałem, o który walczą współczesne kobiety jest tzw. małżeństwo partnerskie. „Nie ma mowy o uległości – jesteśmy równi i razem podejmujemy decyzje” – taka jest w przybliżeniu dewiza tych związków. W praktyce problem z małżeństwem partnerskim jast taki…, że ono nie działa. Oczywiście nie w sensie, że jakoś nie funkcjonuje;[…]

Funkcjonuje, ale nie działa. To jakaś męska logika jest, prawda? Wymyka się to nieco mojej małej niewieściej główce. Za długi łańcuch?

[…] jest bowiem wiele takich małżeństw, ale nie są one w stanie dać małżonkom głębokiego poczucia spełnienia i wolności[…]

Poczucie spełnienia można mieć i w inny sposób, BDSM nie jest wymagane. Choć zapewne jak ktoś się rozsmakuje, to potem trudno obalić ten tak naturalny porządek.

[…]Istotą zaś nawrócenia się do Boga i stania chrześcijaninem jest poddanie (czyli uległość) Chrystusowi, jako swojemu Panu i Zbawicielowi. Bez tego nie możemy mówić o małżeństwie chrześcijańskim.[…]

To Chrystusowi czy mężowi, bo coś mi się myli. A, rozumiem. W szpitalach z nieszczęśliwymi ludźmi dużo jest takich osób, którzy mówią o sobie: „jestem Jezus Chrystus”, albo: „jestem Napoleon Bonaparte”. Niechrześcijańskim jest takie się z nich wyśmiewanie. Za to myślę, że pan mąż, dla własnego zdrowia psychicznego, powinien raczej wyobrażać sobie, że jest w tej chwili właścicielem największego i najtwardszego…

…bochenka chleba. I jak zaraz ta głupia kobieta nie pójdzie do piekarni po świeży, to skróci jej łańcuch. 

[…] Mąż miłuje żonę jak Chrystus umiłował Kościól i wydał zań samego siebie. (Ef 5,25) – mamy tu miłość pełną poświęcenia. Kobieta zaś jest uległa mężowi swojemu jak Panu…(Ef 5,22) i …poważa swego męża. (Ef 5,33).[…] A ponieważ mamy ulegać sobie nawzajem (Ef 5,21) to uleganie męża swojej żonie wyraża się właśnie w tym, że on ją kocha miłością na wzór tej jaką Chrystus kocha Kościół. Wyrazem zaś uległości żony Chrystusowi jest jej chęć do bycia uległą mężowi;[…]

Więc tak. Eee, tego…  Mamy ulegać sobie nawzajem, co w oczywisty sposób znaczy, że żona ulega, a mąż nie. Chyba czegoś nie kumam, zdecydowanie mąż założył mi dziś za ciasną obrożę. A, już wiem. Mąż ulega w ten sposób, że się poświęca i wydaje pieniądze na pejczyk.  A żona? Żona w obroży ulega mężowi. Robi się coraz goręcej. Fajne te małżeństwa biblijne.

[…] Niezwykle istotne w takim układzie, w normalnej sytuacji, jest to, że przez ustanowienie jednoosobowego przywództwa wyeliminowany został wewnętrzny czynnik konfliktujący małżonków. Mąż jest odpowiedzialny za podejmowane decyzje, ale przez pełną poświęcenia miłość do żony słucha jej argumentów i zawsze je w taki czy inny sposób uwzględnia. Z kolei żona nie ma poczucia odpowiedzialności za kierunek rodziny, jest pod parasolem przywództwa męża. Czuje się bezpieczna i doceniona, gdy mąż chętnie korzysta z jej rady.[…]

No pewnie. Mąż mówi do żony – „idąc do sklepu skręć na najbliższej przecznicy w lewo, bo skrócę ci łańcuch i przypieprzę parasolem”. Żona na to – „parasol jest kiepskim pomysłem. Wolę dildo. Zwłaszcza jeśli mówimy o pieprzeniu”. Mąż – „no dobra, słucham twoich argumentów z pełną poświęcenia miłością. Jak duże ma być to dildo?” Żona – „czuję się bezpieczna i doceniona, że skorzystasz z mojej rady i kupisz największe.”

[…] (mąż wydoskonala się w pełnej poświęcenia miłości do żony i w odpowiedzialnym przywództwie, a żona wydoskonala się w posłuszeństwie i szanowaniu – byciu wsparciem – dla swojego męża.)[…]

Mąż wydoskonala się w operowaniu kajdankami, obrożą, łańcuchem i pejczem.

A żona…? Żona też, mniam, mniam.

[…]Żona nie musi ciągle walczyć z sobą, czy i w tym mam mu ulec – raz na zawsze zdecydowała – jestem uległa […]Mąż zaś nie może umywać rąk i mówić „to przecież twoje dzieci…”, albo „to twoja wina, zrób jak uważąsz”, bo raz na zawsze wziął na siebie odpowiedzialność za swoją rodzinę.[…]

No, i nie mowiłam, że głupie baby nie rozumieją, że to wszystko dla ich dobra. Mogą spokojnie  powiedzieć do męża – „to przecież twoje dzieci, nakarm je więc, opierz i odrób z nimi lekcje”. Feministyczny ideał!

[…] Któraś z Was może powiedzieć: „może tobie się taki związek podoba, lecz ja nie wyobrażam sobie bycia uległą mężowi, znacznie bardziej wolę partnerstwo.”Odpowiedz mi zatem proszę na kilka pytań. Jak wyobrażasz sobie podjęcie decyzji w sytuacji, gdy macie skrajnie przeciwne zapatrywania na sprawę? Może głosowanie?[…]

Eee, a żyłam naiwnymi złudzeniami, że może decyzję podejmuje ta osoba, która akurat ma rację na dany temat. Bo zna się na czymś trochę lepiej, niż partner/partnerka. Nie nie nie. To niemożliwe jednak. Przecież baba nie zna się na niczym, poza tym […] nie ma poczucia odpowiedzialności za kierunek rodziny[…] Nie rozumiem w związku z tym, po co komu taka żona. Chyba po ten łańcuch i pejczyk li i jedynie…

[…] Oczywiście negocjacje, dialog są dobre, a jeśli nie ma na to czasu i decyzję trzeba podjąć już zaraz? Kobiety ze związków partnerskich powiedzą Ci czym się to kończy – kłótnią lub też porządną awanturą.[…]

Negocjacje i dialog są dobre, owszem, najlepsze wówczas, kiedy jedno gada, a drugie słucha. To taki ideał negocjacji, że proszę siadać.

[…]Powiesz, „ale dzięki temu przynajmniej w niektórych kwestiach postawię na swoim, a jak będe stale ulegała, to zostanę zepchnięta w domu do roli jakiegoś popychła”. Jednak czy na pewno tak dużo wywalczysz? Kiedy dwoje ludzi zaczyna się ze sobą ścierać, to powstaje w nich naturalna chęć stawiania na swoim już przy każdej okazji (przez zwykłą przekorę) i to w kwestiach, które w innych okolicznościach spokojnie by sobie odpuścili. Dziewczyny z małżeństw partnerskich, które mają za sobą ze sto utarczek z mężami mogą zrobić uczciwy bilans: może i wywalczyły, postawiły na swoim, ale koszt jaki przyszło zapłacić – te wszystkie kłótnie, czyni te zwycięstwa raaczej pyrrusowymi. A na dodatek z perspektywy przyznacie, że o wiel z tych spraw nie warto się było wogóle wykłócać. Co więcej z taką postawą nieuchronnie czujecie, jak się od swoich mężów emocjonalnie odsuwacie. Wkrótce z przeciwników przeradzają się oni w Waszych wrogów.[…]

Zawsze mnie zastanawia, dlaczego prawdziwi religijni mężczyźni, publikujący swoje, ekhm, przemyślenia w necie, mają takie militarystyczne ciągoty. Walka. Ścieranie się. Utarczki. Pyrrusowe zwycięstwa. Przeciwnicy i wrogowie. Czy to nie jest aby kompleks porucznika Scheisskopfa, który pewnego wieczoru odczuł potrzebę żywego modela i kazał żonie maszerować po pokoju, a ona zapytała, czy nago (z nadzieją w głosie)? Jednakowoż, jak wiadomo, porucznik nie chciał chłostać swojej żony, choć był geniuszem wojskowym. Z drugiej strony, porucznik Bemis znakomicie biczował swą żonę przy każdym stosunku, a na defiladach niewart był złamanego szeląga. Nobody’s perfect.
Zaraz, zaraz. Może i nobody’s niby perfect, ale religijni mężowie w natchnionym zapale dążą do bycia ideałami. Myląc wprawdzie nieco pole bitwy z własnym domem. Ale to wszystko dla dobra żon. (I ku ich radości).

[…]Dziewczyny ze związków partnerskich, które niepewnie patrzą w przyszłość stojąc na gruncie kruchego kompromisu nie mają pojęcia o pokoju i pociągającej w stronę męża miłości, jakich doświadcza kobieta, gdy świadomie decyduje się na powierzenie samej siebie mężowi. Z kolei faceci, którzy ciągle prowadzą grę ze swoimi żonami, aby manipulować nimi i starać się postawić na swoim, nie mają pojęcia o radości i satysfakcji jaką przeżywa mężczyzna, który na wzór Chrystusa przyjmuje odpowiedzialność za kobietę, którą Bóg daje mu jako bezcenny dar, aby się nią opiekował i o nią troszczył. To się nazywa szczęście w małżeństwie.[…]

Szczęście w małżeństwie jeszcze raz: kompromis – kruchy i nędzny, łańcuch – mocny i wspaniały (smycz już taka pewnie nie jest, ale smycz jest dla mięczaków). Do zapamiętania. I ci mężowie, osiągający tajemniczą satysfakcję bez gier i, ekhm, stawiania – wszystko godne podziwu i naśladowania.

[…]Od ponad jedenastu lat jestem w takim związku i przyznaję, ze jest to jedna z najbardziej wspaniałych i spełniających rzeczy, które tu na ziemi przeżywam. Moja żona nie jest stłamszona ani zdepresjonowana – przeciwnie, podobnie jak ja – szczęśliwa.[…]

Nie no, jak AŻ od jedenastu, to nie mam pytań. Autor z taaakim doświadczeniem, pamiętający niemal czasy proroka Jeremiasza, musi wiedzieć, o czym mówi. A czy żona ewentualnie dałaby głos, żeby poświadczyć, że również jest szczęśliwa? Czy zajęta jest raczej w tej chwili przynoszeniem mężowi kapci w zębach?

[…] Wiem, wiem, zaraz możecie przytoczyć mi sporo przykładów cioć, kumpli i znajomych, którzy żyją w związkach partnerskich a są bardzo szczęśliwi. Ośmielę się zauważyć że jest różnica między „szczęśćkiem” braku poważnych konfliktów (lub dobrania charakterologicznego minimalizującego prawdopodobieństwo powstania spięć w małżeństwie) a głębokim szczęściem osób wypełniających wzór Twórcy małżeństwa. Jest to różnica na wzór poczucia wolności ryby w akwarium i ryby pławiącej się w oceanie.[…]

Tak, tak, wszyscy wiemy, że ciocie, kumple i znajomi zwyczajnie kłamią. Jak te ryby w akwarium, nie przymierzając.

[…] Pomyśl: czy jesteś wierząca, czy nie – Twój związek małżeński głosi więź Chrystus – Kościół, i głosi albo prawdę – gdy jesteś uległą mężowi, albo kłamstwo, gdy z nim walczysz o włądzę.[…]

Pomyśl, dziewczynko. Pomyśl. Hmmm, mnie jakoś trudno idzie dzisiaj myślenie. Chyba muszę poprosić męża, żeby mnie oćwiczył, ekhm, poćwiczył ze mną moje zdolności. Umysłowe oczywiście. Rozwiązywanie krzyżówek miałam na myśli, no.

 

(Złote myśli pana protestanta na temat szczęśliwego małżeństwa znalazłam tutaj)

moja Ameryka, śmieszne

Każde porno jest gejowskie, czyli Moral Kombat

Republikanie są, jak powszechnie wiadomo, gorącymi obrońcami moralnych wartości w USA. I fajnie im to czasem wychodzi :-D

Każde porno jest gejowskie. Nie, nie tylko gejowskie porno jest gejowskie. Każde jest. Oto złote myśli Michaela Schwartza, szefa sztabu senatora, oczywiście republikańskiego, Toma Coburna. A dlaczego każda pornografia jest homoseksualna? Bo kieruje twój pociąg seksualny do wewnątrz, do wnętrza twojej jaźni. Proste i logiczne. 

Eeee…?

Co ważniejsze, można w ten sposób oduczać młodzież interesowania się pornografią. Mike Schwartz, zwierzając się, że utrzymywał bliskie kontakty z młodymi chłopcami (GO ON – mówi lubieżnie Jon Stewart, a słuchacze chichoczą) zauważył, że są oni najbardziej homofobiczną grupą ludzi ze wszystkich istniejących. My, dorośli, straciliśmy już niestety tę niewinną, naturalną, dziecięcą homofobię. Niektórzy przynajmniej – ci z nas, którzy boleśnie doświadczyli okrucieństwa otaczającego nas świata…

Tak czy inaczej, jeśli poinformuje się jedenastoletnich chłopców, że pornografia może sprawić, że staną się gejami, oni natychmiast i z obrzydzeniem wyrzucą wszystkie świerszczyki za okno (komputery, jak sądzę, też). Tadam! I sprawa rozwiązana.

I ponieważ i tak nie uda mi się tego skomentować lepiej, niż zrobił to cudowny Jon Stewart – voilà :-) :

http://www.thedailyshow.com/watch/tue-september-22-2009/moral-kombat

czytanki, okołoreligijnie, śmieszne

A taniec to jeszcze gorsze ZUO

Jakiś czas temu, niektórzy poczuli się zaniepokojeni informacjami o nowej świętej Kościoła katolickiego, znanej szerzej z innych powodów, niż bycie „świętą tanecznicą„.

[…]”Atrakcyjna, lubiła dobrze się ubierać, katalogi mody zamawiała w Paryżu. Nie stroniła od gustownego makijażu, malowała paznokcie. Miała karnet do La Scali, odwiedzała teatry i kina, chętnie bywała na przyjęciach i sama je organizowała, kochała taniec. – powyższy urywek jest cytatem z artykułu opublikowanego w jednym z kościelnych pism, a poświęconego św. Joannie Berettcie Molli.”[…]

Skąd to zaniepokojenie?

[…]Tańcząca Joanna Molla, jakby nie patrzeć musi w świetle tradycyjnie antytanecznej postawy Kościoła św. budzić pewne pytania i kontrowersje. Po bliższym przyjrzeniu się miłości, jaką do tańca, miała pałać ta Święta, dostrzegamy jednak, iż sprawa ta nie jest tak prosta, jak chcieliby ją widzieć współcześni obrońcy damsko-męskich pląsów.[…]

Czyli nie taki ten taniec bezgrzeszny, jakby się wydawał – zwłaszcza w opozycji do szatańskiego metalu ;-) .

[…]Podsumowując więc, tradycyjna teologia moralna, poczynając już od samych początków chrześcijaństwa, aż do poł. 20 wieku względem tańców towarzyskich zajmowała postawę oscylującą pomiędzy absolutnym potępieniem, a bardzo niechętną tolerancją.[…]

… a niektórzy chcieliby się tradycyjnej teologii trzymać. No i fajnie. Tylko dlaczego trzeba od razu twierdzić, że święta świętą, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie?

[…]Również w czasach św. Joanny Molli nie wszyscy księża mieli na tyle hartu ducha (albo na tyle znajomości katolickiej doktryny moralnej) by odkrywać przed swymi owieczkami niebezpieczeństwo tańców towarzyskich. Św. Joanna Beretta nie była ani księdzem, ani nawet zakonnicą. Ona była zwykłą, świecką katoliczką, która w sposób naturalny ufała księżom, którzy ją prowadzili. Jeśli trafiła w swym życiu na księży, którzy nie przedstawili jej tradycyjnej nauki katolickiej w omawianym tu temacie, to trudno się dziwić, iż ona sama mogła nie widzieć niebezpieczeństwa w tańcach towarzyskich.[…]

[…]Ta nieznajomość byłaby tu potęgowana jeszcze tym, iż św. Joanna była kobietą. Popęd seksualny niewiasty różni się zaś w pewnym stopniu od męskiego pociągu płciowego. Niewiasta często może np. nie widzieć niebezpieczeństwa w tym jak się ubiera, albowiem kobiety w znacznie mniejszym stopniu niż mężczyźni zwracają uwagę na cielesne walory przedstawiciela płci przeciwnej. Analogicznie sprawa może wyglądać z tańcem.[…]

Bo przecież to mężczyźni zwracają uwagę na ubiór. I doradzają swoim żonom, czy cyklamen pasuje do łososiowego, a najnowsza torebka do butów na koturnach. Poza tym, zawsze zastanawia mnie, skąd to przekonanie u pewnej grupy mężczyzn zwłaszcza, że kobiety nie zwracają uwagi na „walory cielesne mężczyzn”? Czują się bezpiecznie z takim przekonaniem, czy jak? I wygodnie w dodatku, bo zawsze można na te baby zrzucić winę, że to one prowokują. Zwłaszcza kiedy same nie wiedzą, w co się ubierają.

[…] Pierwszym pytaniem, jakie należałoby tu postawić jest to, jakiemu rodzajowi tańca oddawała się ta Święta? Czy był to taniec towarzyski, czy też może ta bogobojna niewiasta lubiła potańczyć, ale sama, bez udziału przedstawicieli płci przeciwnej? Gdyby jednak okazało się, iż św. Joanna Molla istotnie oddawała się tańcom towarzyskim trzeba się jeszcze zapytać: z kim tańczyła i w jakim okresie swego życia to czyniła? Czy tańczyła jeszcze jako panna z innymi kawalerami, czy też dopiero po ślubie i tylko z własnym mężem? Próbowałem szukać więcej informacji na temat domniemanej miłości św. Joanny Molla do tańca. Niestety w setkach doniesień o „tańczącej świętej” niezwykle trudno jest dotrzeć do informacji, które pozwoliły by mi odpowiedzieć na postawione wyżej pytania. Tym nie mniej udało mi się dotrzeć do wieści z których wynika, iż św. Joanna Molla istotnie uczęszczała na bale, ale jedynie z własnym mężem. Nie udało mi się dotrzeć do jakichkolwiek informacji z których wynikałoby, iż miłość do tańca skłaniałaby tę że Świętą do oddawania się pląsom z kimkolwiek innym niż ze swym prawowitym małżonkiem. Takie postawienie sprawy budzi na pewno znacznie mniej kontrowersji, niż gdyby miało okazać się, iż św. Joanna tańczyła jeszcze jako panna. Jeżeli bowiem małżonkowie mają prawo odbywać ze sobą stosunki płciowe, to trudno kwestionować ich prawo do tańczenia ze sobą. Jasnym jest, iż w wypadku prawowitego małżeństwa taniec nie może być uważany za bliską okazję do grzechu, albowiem osoby pozostające w takim związku mogą wzbudzać względem siebie zainteresowanie seksualne. Jedyną kwestią dyskusyjną, która wiąże się z omawianym tu wypadkiem, jest to czy dozwolone jest małżonkom tańczyć ze sobą w obecności innych osób? Ze względu na brak miejsca i czasu, nie podejmę się jednak teraz próby odpowiedzi na to konkretne pytanie.[…]

No tak, tu już analogia – taniec a seks – bije po oczach. A niektórzy to mają chyba obsesję na punkcie „bezwstydnego stroju niewiast” i „sugestywnych ruchów tancerek„. Za to pocieszające jest, jak widać, że babka tańczyła tylko z „prawowitym małżonkiem”. Ojejku jej. Skoro jednak taniec to tak samo jak seks, to co z tym tańczeniem w obecności innych? Autor sprytnie nie odpowiada na to pytanie. Za to w końcu przyznaje, że ewentualnie można łaskawie usprawiedliwić świętą, która lubiła takie niepobożne rozrywki. Bo chodziła w workowatych sukienkach. No ideał kobiety po prostu.

[…] Analogicznie rzecz biorąc dzisiejsze kobiety uważające za rzecz normalną odsłanianie kolan, ramion, pleców, brzuchów i części klatki piersiowej mogą zapomnieć o przyjęciu za swą patronkę św. Joanny Molli. To, że św. Joanna zamawiała katalogi mody z samego Paryża, nie znaczy wcale, iż bezkrytycznie podążała za wszystkimi ówczesnymi kierunkami mody (duża część z nich już wtedy ubliżała tradycyjnie chrześcijańskim kanonom skromności i wstydliwości). Dane mi było widzieć fotografie św. Joanny Molli i najbardziej „krótkim” strojem, w który była ona odziana była długa, workowata suknia sięgająca dużo poniżej kolan, oraz bluzka w rękawem sięgającym połowy ramienia. Ta fotografia została zresztą najprawdopodobniej uczyniona w ścisłym gronie rodzinnym. Wskazuje na to jej kontekst. Na wszystkich innych zdjęciach jej strój był jeszcze skromniejszy: długa, workowata (to znaczy o kroju absolutnie nie podkreślającym linii ciała) suknia sięgająca połowy łydki (a nie uda!), bluzy zakrywające łokcie, etc.[…]

Obsesji ciąg dalszy, łącznie z kazirodztwem, przy okazji programu „Taniec z gwiazdami”:

[…] telewizyjnego widowiska, w którym lwia część prezentowanych tańców ma charakter skrajnie wyuzdany, obsceniczny i przypominający seksualną kopulację. […]  Jak bowiem nazwać: ocieranie się, przytulanie, ściskanie, dotykanie w takich miejscach jak klatka piersiowa, uda, brzuch, a nawet łono czy pośladki, które są przecież codziennymi gestami zdecydowanej większości tańców prezentowanych w tym programie? Jakim mianem można określić sugestywne ruchy tancerek wykonywane takimi częściami ciała jak biodra, piersi czy brzuch?[…]

[…] Proszę jednak zastanowić się nad tym dlaczego nie zamierza Pan przenieść naturalnego szacunku dla własnej siostry na relację względem niewiasty, która będzie Pana partnerką taneczną? Dlaczego, zgodnie z jasnym nakazem Pisma św., nie potraktuje Pan tejże niewiasty niczym własnej siostry, ale będzie Pan się zachowywał względem niej, w sposób, w który, gdyby miał miejsce pomiędzy rodzeństwem, zostałby niechybnie uznany za przejaw kazirodztwa?[…]

[…] Ogromna większość z prezentowanych w tym show tańców jest bowiem skrajnie nieskromna i nieprzyzwoita ze swej natury. Kroki, ruchy, gesty, będące ich kanonem po prostu są ewidentnie niemoralne, albowiem w wyraźny i bezpośredni sposób imitują uwodzenie i czynności natury seksualnej. Tańce, które będzie Pan wykonywał nie są już nawet, czymś, co tradycyjna teologia moralna, nazywa „bliską okazją do grzechu”, one są grzechem ze swej natury. Ruchy, jakie wykonywane są w tych tańcach przystoją jedynie intymności świętego łoża małżeńskiego i z całą pewnością nie mogą być wystawiane na publiczny pokaz. Dodam jeszcze tylko, iż większość z tych tańców została oficjalnie potępiona i zakazana rzymskim katolikom przez władze kościelne.[…]

[…] Czy wie Pan zresztą, iż zawodowe tancerki i takowi tancerze mają opinię jednej z najbardziej rozpasanych seksualnie grup społecznych? Tłumaczy się to tym, iż owe osoby przyzwyczajone są do intensywnego dotyku ze strony płci przeciwnej, co sprawia, że nie mają one większych problemów z nawiązywaniem przygodnych znajomości seksualnych. […] 

czytanki, okołoreligijnie, śmieszne

Metal to ZUO

Znacie? Znamy. Więc posłuchajcie.

[…] Za złą, deprawującą muzykę uchodzi przede wszystkim tzw. metal. Każda odmiana muzyki metalowej w większym lub mniejszym stopniu wpływa negatywnie na człowieka. Muzyka „heavy” metalowa jest tylko pozornie lekka, natomiast muzyka „death” metalowa, to prawdziwe sidła diabelskie. […]

Oczywiście, muzyka „heavy” jest lekka. A chlebak, jak sama nazwa wskazuje, służy do noszenia granatów.

[…] Niestety, w społeczeństwie przesiąkniętym obojętnością nie zwraca się uwagi na powagę problemu, jaki stanowi muzyka heavy-metalowa. […] ta muzyka stała się nośnikiem dla najbardziej niebezpiecznych ideologii.[…] A środki techniczne  w niej zastosowane […] naruszają wolność i środki obrony u człowieka, powodując szkody umysłowe, moralne i duchowe. […]

[…] Efekty te można dostrzec, obserwując proste reakcje organizmu na pewne dźwięki, które dokonują zmiany w pracy mózgu lub przyśpieszają tętno. […] Na to nakłada się technika wprowadzania bodźców podprogowych, czyli takie preparowanie ścieżki dźwiękowej, by ucho słyszało tylko część dźwięków, a do mózgu docierały głosy pozostające poza świadomością. Bodziec zaprezentowany z reguły przez bardzo krótki czas, nie jest rejestrowany świadomie przez słuchacza. Zostaje jednak wpisany w podświadomość i układ nerwowy poniżej progu słyszenia. […] Jest to sposób na otwarcie drzwi serca, przez które mogą doń docierać najróżniejsze treści, np. satanistyczne. […]

Zawsze zastanawiało mnie, jak to jest, że ta brzydka muzyka metalowa zadaje sobie tyle trudu z przekazem podprogowym. Nie prościej byłoby śpiewać wprost o szatanie, seksie i tym podobnych? Ale, zaraz, zaraz, przecież: […] Muzyka heavy-metalowa sprowadza się do 5 zasadniczych tematów: bunt, narkotyki, seks, fałszywa religia i elementy demoniczne.[…] W takim razie trzeba przyznać, że muzycy metalowi są okropnie pracowitymi ludźmi. Stosują przekaz podprogowy, nadprogowy i w ogóle czego tam nie ma. Przynajmniej tyle dobrego, bo poza tym: […] Czasem zdarza się, że muzycy metalowi nie mają ukończonych żadnych szkół muzycznych, nie mają poczucia estetyki muzycznej, a tylko wymyślają dzikie rytmy i muzykę.[…] Straszne, przerażające – nie mają szkół muzycznych, a wymyślają muzykę i dzikie rytmy. Rozumiem, że zakładanie kapeli metalowej dozwolone powinno być tylko dla osób, które ostatnio obroniły pracę doktorską na przykład na temat „Harmonic Cross-Reference and the Dialectic of Articulation and Continuity in Sonata Expositions of Schubert and Brahms”. Albo jeszcze lepiej: „Re-casting Metal: Rhythm and Meter in the Music of Meshuggah” :-) . I co to w ogóle jest fałszywa religia?

Oraz – na czym polega przekaz podprogowy?

[…] Najczęściej wykorzystywaną techniką jest nagrywanie wspak. Polega ono na nagraniu dowolnego dźwięku na jednej ze ścieżek magnetofonu wielośladowego. Nagranie to jest jednak w odwrotnym kierunku do normalnego. W efekcie, przy odsłuchiwaniu danego utworu, słuchać pewien potok nieznanych słów, w nieokreślonym języku.[…]

Pewien potok, nieznane słowa, nieokreślony język – aż dziwne, że to jest tak skuteczne. I skąd w związku z tym wiadomo, do czego te słowa nawołują? A pewnie z badań (pewnie amerykańskich naukowców, które w dodatku umieją interpretować wyłącznie księża), dowodzących: […] że podświadomość może uchwycić przekazywany wspak tekst, a następnie go przyswoić, nawet, gdy jest on podany w nieznanym dla słuchacza języku. […] Ekstra.

[…] Inną formą kamuflażu jest zapis w bardzo niskim przedziale częstotliwości, tj. 14-20 Hz. Zapis ten nie jest zauważalny przy normalnym odsłuchiwaniu utworów. […]

Niezauważalny, ale zauważalny. Ale czy słyszalny? Musi to być potęga nowoczesnej techniki. Tylko dlaczego używają do tego magnetofonów wielośladowych?

Pal licho jednak działanie na podświadomość. Znacznie gorzej, że muzyka metalowa działa na cały organizm, łącznie z mózgiem.

[…] Badania prowadzone nad wpływem muzyki wrzaskliwej wskazują na: zmianę pulsu i oddechu człowieka, modyfikację wydzielania gruczołów dokrewnych, przemianę materii i zwiększenie poziomu cukru we krwi. Taka muzyka przyśpiesza bicie serca nawet do 130 uderzeń na minutę.  Wtedy człowiek traci kontrolę nad własnym organizmem, czego objawem może być histeryczny śmiech lub nieopanowanie seksualne.[…]

No. I czkawka. Albo kichanie czy jeszcze jakieś inne diabelstwo. Swoją drogą, myślałam, że 3-30-130 jest rzeczą jak najbardziej pożądaną dla zdrowia.

[…] Z punktu widzenia medycznego ten rodzaj muzyki powoduje zmiany pulsu, oddechu, podniesione wydzielanie gruczołów endokrynalnych, w szczególności gruczołu śluzowego, który kieruje procesami witalnymi w organizmie. […]

Ileż to się człowiek dowie z takich przyjemnych stron katolickich. Nie wiedziałam, że jestem posiadaczką jednego potężnego gruczołu śluzowego, który kieruje procesami witalnymi (wszystkimi? O matko).

[…] Podnoszenie się melodii powoduje ściśnięcie się krtani, a w szczególnym natężeniu może prowadzić nawet do uduszenia. W trakcie słuchania modyfikacjom podlega przemiana materii i poziom cukru we krwi. Pozwala to na manipulowanie organizmem ludzkim poprzez muzykę, dokonując spięć różnych warstw mózgowych, na co pozwalają sobie jej twórcy. Zwiększona intensywność tej muzyki wpływa na całe ciało człowieka, stymulując pewne funkcje hormonalne układu endokrynaolnego. Przy dźwiękach powyżej 80 decybeli efekt jest nieprzyjemny, a powyżej 90 szkodliwy. Na koncertach dźwięk dochodzi do 106-108 decybeli, a przy samej orkiestrze nawet do 120. Takie natężenie dźwięku powoduje poważne problemy słuchowe u młodych ludzi, jak również zwiększenie liczby zachorowań na choroby wieńcowe i błędnika. Podobnie ma się sprawa z chorobami oczu u osób uczestniczących w koncertach. Używane mocne oświetlenie stroboskopowe oraz coraz częściej pojawiające się światło laserowe powoduje nieodwracalne szkody dla oczu. Promienie laserowe mogą spowodować wypalenie siatkówki i utworzyć nieodwracalną plamę ślepoty. Nadmierne błyski światła na takich koncertach mogą również wywoływać zawroty głowy, mdłości i zjawiska halucynacyjne.[…]

U mnie czytanie tego fragmentu spowodowało wypalenie koszykówki i powstanie plamy głupoty, która w tempie przyspieszonej przemiany materii rozprzestrzeniła się na różne warstwy mózgowe i spowodowała ich spięcia. Na co sobie pozwoliłam, słuchając ze ściśniętą krtanią i ogłuszonym gruczołem śluzowym Slayera. Przy orkiestrze.

[…] Znany muzykoterapeuta stwierdza, że „Zasadniczym problemem tej muzyki jest intensywność hałasu, który powoduje wrogość, wyczerpanie, narcyzm, panikę, niestrawność, wysokie ciśnienie i dziwną narkozę. Muzyka ta jest bardziej śmiertelnym narkotykiem niż heroina i zatruwa życie młodzieży”.[…]

Znaczy, ściszamy głośniki i przestajemy mieć niestrawność. Yay. Ale za to wówczas nie możemy stosować metalu do uśmierzania bólu: […] Taki sygnał ultrasoniczny powoduje reakcje biochemiczne, podobne do działania morfiny.[…] Pewnie dlatego, że to dziwna narkoza.

[…] Kiedy melodia podnosi się ściąga się krtań. Wrzaskliwa muzyka przyśpiesza bicie serca, powoduje szereg innych zmian w organizmie, co na koncertach prowadzi do stanu utraty kontroli. Doprowadzony do stanu transu i epileptycznych drgawek, histerycznego płaczu i śmiechu, gryzie, moczy się, traci kontrolę seksualną, rozrywa odzienie- i to nazywa stanem szczęścia i przyjemności. […]

:-D Cóż, każdemu jego porno. Również księdzu z takimi fantazjami.

Niezależnie od szkód cielesnych, […] Przez dłuższy czas słuchania tej muzyki ulega się głębokim psychicznym urazom. Do nich należy zaliczyć: […] stan hipnotyczny lub kataleptyczny czyniący z osoby robota […] oraz […] nieodparte impulsy destrukcji, wandalizmu i zamieszek jako wynik koncertów i festiwali rockowych. […] […] Muzyką można nawet zahipnotyzować człowieka, a kiedy dojdzie do najbardziej podatnego punktu, można rozkazać podświadomości, co się rzewnie podoba. Zła muzyka, która często zmienia swoje nazwy, doprowadza do upadku duchowego człowieka.[…] […] Nawet osoby o głębokim poczuciu moralnym nie są w stanie oprzeć się, przy dłuższym słuchaniu wpływom tej muzyki. […]

Rzewnymi łzami zapłakałam nad moim upadkiem duchowym, podczas słuchania metalu, rzecz jasna. Że nie jestem w stanie oprzeć się wpływom tej muzyki, która działając na moją podświadomość, jak jej się tylko rzewnie podoba, nakazuje mi rozwalić jakiś przystanek autobusowy. Ewentualnie dokonać innego aktu destrukcji czy wandalizmu.

Istnieje jednak ratunek. […] Wskażę tu także dobrą muzykę, której warto słuchać. Należy do niej zaliczyć: muzykę poważną, religijną, ludową oraz taneczną. […] Mamy też coraz więcej pięknych piosenek religijnych [np.: ks. Stefan, ks. Paweł, O . Bogusław] – słuchajmy ich, gdyż taka muzyka na pewno głęboko pouczy i wyciszy niepokój serca.[…]

A słuchajcie sobie. Ks. Stefan czy ks. Paweł są na pewno ślicznymi i pouczającymi piosenkami religijnymi.

(Ratunek ten oraz powyższe naukowe rozważania znalazłam na tych stronach:
http://www.apostol.pl/czytelnia/gluszek/nie-ka%C5%BCda-muzyka-%C5%82agodzi-obyczaje
http://www.parafialubochnia.com.pl/index.php?Itemid=21&id=41&option=com_content&task=view
http://duszpasterstwo.org/index.php?id=608&id2=56
Tematy potencjalnych prac doktorskich :-) są tytułami artykułów opublikowanych w Journal of Music Theory i Music Theory Spectrum.)

okołofeminizmowo, śmieszne

Spodnie szkodzą

[…] Co mówią o dzisiejszej kobiecie spodnie, z którymi niemal nigdy się nie rozstaje? Jaką prawdę o niej wyrażają? Czy ten element wizerunku pozostaje w harmonii z wewnętrzną jej prawdą? Czy kobieta, która upodabnia się do mężczyzny zewnętrznie i rezygnuje z jednego z podstawowych atrybutów kobiecości, jakim jest kobiecy strój, […]

O matko.

Nie wiem, co mówią o mnie moje spodnie w swoim spodniowym języku i jaką prawdę o mnie wyrażają. Nie wiem zapewne dlatego, że jednak czasem zdarza mi się z nimi rozstawać, jak wchodzę pod prysznic na przykład. Mea culpa. A nie, nie. Nie mea culpa. To dobrze przecież, że te spodnie jednak zdejmuję. Nie powinnam ich w ogóle zakładać, za to skupić się na tym, co mówi do mnie mój atrybut kobiecości, czyli moja sukienka. Zapewne w sukienkowym języku dla odmiany. Ona w końcu świadczy o mojej wewnętrznej prawdzie, czymkolwiek by ona była.

[…] a w dodatku poddaje się, niczym zdyscyplinowany żołnierz światowej armii – moda jest dziś globalna – który upatruje jedyny cel swojego życia w biernym podporządkowaniu się dowódcy („dyktatorom” mody), poddaniu się bezlitosnym rozkazom, aż do zatracania swojej osobowości, jest jeszcze zdolna do ocalenia swojej delikatnej natury, także na innych frontach? […]

Wojna. Wszędzie wojna. Bezlitosne rozkazy, podporządkowanie się dowódcy, zatracenie osobowości. Co trzeba robić, żeby tak widzieć świat? Wsłuchiwać się w gadające ciuchy?

[…] Sprawa nie jest tak banalna, jak mogłoby się wydawać. Spodnie dla dorosłych kobiet – także i dla babć, i dla dziewczynek – na każdą okazję, nawet jeżeli nie zawsze im szkodzą, odbierając część osobowości (delikatności, tajemniczości), utrzymują je w gotowości, by – „jak przyjdzie co do czego” – rozpocząć wojnę płci, zdystansować mężczyznę, wyręczyć go, odtrąbić swoją nad nim przewagę. (Ile powstaje dziś filmów, w których mężczyźni grają rolę żałośnie zniewieściałych facetów, kobiety to groteskowe okazy zjawiska „baba-chłop”!). Spodnie jako element „czysto damskiego” umundurowania nie mogą sprawy zamiany ról kobiecych i męskich i głębokiej przemiany osobowości kobiety do końca przesądzić, ale są symbolem zmiany. Niestety, nie spontanicznej (nazywanej enigmatycznie „przemianą kulturową”), ale zaplanowanej i solidnie przeprowadzonej. Od czego są atrakcyjne wizerunki pań w spodniach powielane od kilku dziesięcioleci, w milionach egzemplarzy w prasie kobiecej, w filmie, reklamie etc.? Ta „atrakcyjność” uwodzi kobiety. Kobiety tak naprawdę nie lubią munduru. Długoletnia tresura robi swoje.[…]

Och, jak dobrze, że spodnie szkodzą mi tyko czasem. Czasem tylko odrywa się ode mnie kawał mojej osobowości, chcę wówczas jednocześnie rozpętać wojnę, zakończyć ją i pognębić trąbą zwyciężonego (trąba się do tego świetnie nadaje, a zwyciężony mógł założyć spódnicę, kretyn). 
Jednakowoż – chyba nie jest tak źle. Spodnie nie przesądzają całkowicie o mojej osobowosci. To tylko spisek, choć zaplanowany i solidny. Pełen milionów reklam i filmów o cierpliwych treserkach-babochłopach, czyli atrakcyjnych paniach w spodniach, uwodzących kobiety. A te od dziesięcioleci dają się uwieść, choć zupełnie nie mają na to ochoty. Tak naprawdę wolą chodzić ubrane w mgiełkę po służącej.

okołoreligijnie, śmieszne

Machać mieczem dla swej pani, czyli mężczyźni w Kościele

Mężczyźni w Kościele. Po wielu, wielu latach dominacji Kościoła przez kobiety, mężczyźni zaczynają odnajdywać swoje w nim miejsce. W końcu oni też mają prawo do sobie tylko właściwego przeżywania religii i wiary. Rządy kobiet skończyły się, po wiekach szokującej niesprawiedliwości. Owszem, Benedykta Szesnasta, czy nawet umiłowana nasza Janeczka Paulina Druga wspominają i wspominały coś o godności kobiety, ale prawdą jest, że to o mężczyzn trzeba się zatroszczyć. To oni masowo odchodzą od Kościoła, zniechęceni dyskryminacją. To oni czują się osaczeni. Cudownie więc, że powstała (nie dzisiaj przecież) sieć mężczyzn, czyli Mężczyźni św. Józefa, którzy pragną w swoim życiu duchowym czegoś więcej.

[…] Mężczyźni odbierają to jako coś, co można określić hasłem „trzy razy »s«”: stój, śpiewaj, słuchaj. A tego właśnie nie lubią. Może dlatego wielu z nich lepiej czuje się na stadionie piłkarskim, na polowaniu czy w ogrodzie na grillu.[…]

I tego trzeba się domagać w Kościele. Atmosfera stadionu czy emocje przy mordowaniu zwierząt zapewniają więcej, zgodnie z życzeniem, przeżyć duchowych mężczyznom. Wstyd, Kościele drogi, że ty tego nie zapewniasz. Nie wszystko jednak stracone. Trzeba tylko odwrócić trzy „s” na trzy „p”, czyli „połóż się, pomilcz, pokrzycz sobie” (a co myśleliście?), a uda się momentalnie odróżnić mężczyznę od kobiety na oko. Bo…

[…] David Murrow w książce „Mężczyźni nienawidzą chodzić do kościoła” mówi, że termostat w naszych kościołach jest nastawiony raczej na kobiety. To jest temat do dyskusji, ale chyba lepiej w kościele czuje się płeć piękna.[…]

Tak niestety został nastawiony tenże termostat (termostat??). Cóż, wola papieżyc, kardynałek i biskupek była zbyt silna, i one to chętnie nastawiały ów termostat tak, aby ich płci było w Kościele przyjemniej. Szczęśliwie jednak czasy szowinizmu płciowego w Kościele kończą się wreszcie. I nie ma tu o czym dyskutować, trzeba przyjąć jakieś aksjomaty, a takim jest przecież fakt, że kobiety czują się lepiej w Kościele. Gdyż…

[…] Kobieta w kościele zwróci uwagę na ułożone przy ołtarzu kwiaty, na innych ludzi, na to, jak są ubrani, sama doświadczy zadowolenia, że jest elegancka, jak przystało na dzień świąteczny, zachwyci się ckliwą pieśnią o miłości, bliskości.[…]

Nic dziwnego, że czują się lepiej, skoro przychodzą po to, aby pooglądać kwiatki i skupić się na sukience sąsiada. Nie mówiąc o doświadczaniu, ekhm, zadowolenia. Dlatego też w wielu religiach istnieje zwyczaj, że mężczyźni i kobiety modlą się osobno, po to, żeby mężczyźni nie rozpraszali kobiet i nie prowokowali ich nieczystych myśli swoim wyglądem. Kościół również powinien pomyśleć o takim rozwiązaniu. Bo tylko wówczas kobiety będą mogły zachwycać się gorzkimi żalami, czy innymi ckliwymi pieśniami o miłości i bliskości.

[…] To jest religia siły, mocy, pewności siebie, wielkości, a tego w ofercie Kościoła nie dostrzegają. Nawet chyba boją się, że chrześcijaństwo każe im być cichymi i pokornymi. Mężczyzna natomiast tęskni za wielkością i panowaniem. I wbrew pozorom, nie jest to złe.[…]

Oj tam. Te wszystkie wezwania do bycia cichym, pokornym, miłosiernym – tak naprawdę skierowane były do kobiet. Tylko, nie wiedzieć czemu, święta Hieronima oraz Jakuba Wujka fatalnie te słowa przetłumaczyły. Zapewne po to, aby dodatkowo pognębić płeć męską. Która, co doskonale zrozumiałe, tęskni za wielkością – rozmiar jest bardzo ważny – a i można całkiem nieźle, ekhm, panować przy jego pomocy. Nad różnymi rzeczami.

[…] A jeśli każe mu się stać godzinę w kościele ze złożonymi rękami i śpiewać wzruszające niekiedy pieśni, to nie realizuje tego pragnienia swego serca.[…]

Zaiste, dyskryminacja w Kościele przybiera wstrząsające formy. Ma stać? Całą godzinę? (To tak długo się da?) Ze złożonymi w dodatku? I śpiewać wzruszające? Mam jednakowoż nadzieję, że to tylko w niektórych kościołach panuje taki rygor. Rzeczywiście, trudno w takiej sytuacji panować nad wielkością.

[…] Tu widać sporą dysproporcję, bo celebrans – mężczyzna jest aktywny przez całą liturgię: przewodniczy, naucza, jest wyeksponowany. I czuje się jak ryba w wodzie. Ale to jedyny taki pan w całym zgromadzeniu.[…]

Tylko jeden pan czuje się jak ryba z rowerem w kościele. Kolejna niesprawiedliwość. Czy tłumaczy ona chęć zostania księdzem?

 […] Chłopiec, by mógł dojrzeć, potrzebuje mistrza, nauczyciela, którym być musi oczywiście także mężczyzna. Według zamysłu Bożego, kimś takim powinien być przede wszystkim ojciec.[…] […] Dziś, kiedy ojcowie wracają późno wieczorem z pracy do domu, mają dla synów często jeden komunikat: „Tatuś jest zmęczony, chce poleżeć i pooglądać telewizję”. Od wieków, a nawet tysiącleci różne społeczeństwa czy plemiona wiedziały, że muszą wychowywać mężczyzn, wojowników, żeby przetrwać. Natomiast my w Europie przestaliśmy wychowywać duchowych wojowników i społeczeństwo chyba mocno zniewieściało.[…]

To wszystko wina kobiet. Najpierw generałki i pułkowniczki rozpętują wojny. Takie wcale nie duchowe. Wysyłają na nie żołnierki. Cóż mają wówczas zrobić mężowie-ojcowie-gospodarze domowi obarczeni licznymi drobnymi dziatkami? Idą do pracy. Tak to wyglądało w przeszłości, i zostało do dzisiaj. Mężczyźni w pracy spędzają miło czas, malując paznokcie, zarabiając na waciki oraz plotkując z koleżaneczkami ciężko pracują, nie mają więc czasu wychowywać dzieci, w związku z tym cała cywilizacja niewieścieje. Ergo, niewiasty odpowiedzialne są za zniewieścienie. CBDO.

[…] Jest jakiś obłęd w kreowaniu poglądu, że mężczyzna i kobieta mają robić to samo. „Ja gotuję w dni parzyste, a ty w nieparzyste”, stewardesa z pilotem powinni się zamieniać rolami w połowie drogi… […]

Stewardesa zamienia się z pilotem, kierownica z kierowcą, słuchawka ze słuchaczem, sekretarka z sekretarzykiem, a kominiarka z berecikiem. Obłęd.

[…] Mam dziwne uczucia, gdy widzę panie ze Straży Miejskiej na Starym Mieście. Ładnie uczesane, zgrabne sylwetki, a przy pasku pałki i kajdanki. […]

Jak sobie wyobrazić te sylwetki plus pałki i kajdanki w połączeniu na przykład z lateksem i pejczem, to… Hmmm, ja też zaczynam mieć dziwne uczucia… Apage, apage, satanas. I’ll animal to you, że w kraju zboczonej-politycznej-poprawności-zapijającej-pornograficzną-coca-colę, takie widoki jak zgrabne sylwetki policjantek (z pałami), strażaczek (z wężami) czy żołnierek (z lufami) widuje się w biały dzień! Przy dzieciach! I przy świętej niedzieli także! Zaiste, upada zachodnia cywilizacja, kiedy upadek następuje w jej wiodącym mocarstwie. Ale cóż się dziwić, skoro mocarstwo to ma prezydenta, który nie umie się domyć.

[…] Mężczyzna i kobieta mają różną konstrukcję ciała, różną psychikę. To mężczyzna jest powołany, aby być ochroniarzem kobiety. Każda kobieta marzy chyba o ochroniarzu, który by oddał za nią życie. Kobieta jest fizycznie, ale i duchowo subtelna, delikatna, i facet ma ochraniać tę delikatną strukturę. […]

„Chyba”? Po cóż ta skromność? Z racji płci przecież, oraz zawodu czy też powołania, ksiądz doskonale wie, o czym marzą wszystkie kobiety.

[…] Feministki to kobiety, które przestały wierzyć w swoje piękno i siłę jego oddziaływania. […] […] Wiele kobiet poranionych w dzieciństwie jest dzisiaj w głębi serca przekonanych o braku swego piękna. Nie wierzą, że facet się ich kobiecością zachwyci i dlatego na wszelki wypadek chcą go kontrolować i nim sterować. Błędne koło się zamyka. […]

Nowatorska definicja oraz geneza feminizmu… Zapamiętam, zapamiętam, człowiek się czegoś w końcu nauczy.

[…] Pan Bóg tak to wymyślił, że kiedy kobieta zachwyca mężczyznę swoim pięknem, nie tylko fizycznym oczywiście, on się wtedy uaktywnia i działa na rzecz swojej pani. […]

Nie nazwałabym tego „uaktywnianiem”. Chociaż, jak się zastanowić, to coś w tym jest… I jeśli dodać do tego porządne argumenty w postaci na przykład szpicruty… Och, uaktywnienie mężczyzny plus działanie na rzecz jego pani – och, och, zaiste.

[…] Bo faceci mają włączony program: „jak najmniej wysiłku, by osiągnąć jak najlepszy skutek”. Kiedy widzą, że kobieta chce rządzić w domu i decydować o wszystkim, to wielu z nich nawet godzi się na to, bo to jest dla nich wygodne. I nie rozwijają się duchowo. Leżą z pilotami od telewizorów w ręku, popijają piwo, które ich sztucznie ożywia i uczestniczą wirtualnie w meczach piłkarskich czy politycznych sporach.[…]

Aż zatrzęsłam się z oburzenia. Co też ksiądz opowiada?! Podobnie niesłuszny fragment jest tutaj:

[…] Zdrowy duchowo mężczyzna lubi dominować, panować nad światem, a szczególnie w obecności kobiety. Mężczyzna czuje się świetnie, kiedy wyjaśnia kobiecie świat, wprowadza ją w swoją rzeczywistość. Natomiast religia stała się domeną kobiet, to często kobieta jest tu ekspertem i wszystkim dyryguje. Zabiera męża na pielgrzymkę, mówi mu: „tu jest droga krzyżowa”, „tu idź do spowiedzi”, „tu będziemy się modlić”, „to jest wspaniały ksiądz” itd. Mężczyzna jest wtedy grzecznym chłopcem, a kobieta prowadzi go przez świat religii jak za rączkę. Mężczyźni tego nie lubią. Wolą takie przestrzenie, gdzie oni pokazują swoją wiedzę, są przewodnikami, mistrzami dla swoich kobiet, od których pragną podziwu. I dlatego czasami z tego powodu manifestują swoją niechęć do spraw wiary.[…]

Jak to można tak podle mówić o mężczyznach? Że są słabi? Grzeczni chłopcy? Dają się prowadzić za rączkę? Bo im tak wygodnie? Że kobiety nimi rządzą? Te subtelne duchowo, delikatne struktury? Niemożliwe. Przecież mężczyźni dążą do wielkości i panowania nad światem. Chcą dominować, tłumaczyć i dyrygować. Być mistrzami i przewodnikami, zwłaszcza ci zdrowi duchowo. Oj, coś mi się wydaje, że ksiądz tu przesiąkł jakimiś manipulacjami podstępnych i perfidnych jezuitek, które dążą do władzy nad światem. Na jezuicką bowiem logikę zakrawają mi te wszystkie pozornie sprzeczne ze sobą kwestie. Bo nie na męską przecież.

[…] Chłopcom nierzadko od dzieciństwa wmawia się, że są gorsi. Często odnosi się to do sfery erotyki. A to nie ich wina, że często przeżywają hormonalny huragan.[…]

Tak, niestety w dzisiejszych społeczeństwach obserwowany jest taki trend. Zbysiu, siedź spokojnie, nie łaź po drzewach jak to rozwydrzone dziewczynisko, twoja siostra. Krzysiu, rączki w ciup i buzia w małdrzyk. Michasiu, nie siedź nad matematyką, i tak się tego nie nauczysz. Andrzejku, opanuj te swoje hormony i przestań się puszczać, bo cię nikt za męża nie zechce. Tomku, po co ci liceum, idź do zawodówki, tam cię nauczą gotować. Pawełku, po cholerę ci studia, masz dwadzieścia lat, trzeba pomyśleć o dzieciach. Adasiu, idziesz na Politechnikę, żeby żonę złapać? Wojtku, nie zbliżaj się do ołtarza, mężczyźni mają milczeć w kościele. Jasiu, nie, nie zostaniesz naukowcem, masz za wysoki poziom testosteronu i ten hormonalny huragan nie pozwoli ci myśleć ani współpracować z innymi. Zresztą Kopernik była kobietą, nie wspominając o Marii Skłodowskiej-Curie. Zenku, politykiem? Polityka jest brudna, a poza tym jak to? Masz tylko nieliczne przykłady mężczyzn – znanych polityków. Jak Margaret Thatcher (ale on jest podobno chory) albo Hillary „zgubił swoje okulary” Clinton. Z kogo będziesz brał przykład? I tak dalej, i tak dalej. Chłopcom wmawia się, że są gorsi, ale i dorośli mężczyźni nie mają lepiej.

[…] Sami byliśmy zaskoczeni, że kiedy odmówiliśmy nieszpory, to w sercach coś nam się poruszyło. Pamiętam ten dreszcz, kiedy wieczorem w seminarium śpiewaliśmy „Bogurodzicę”. Odruchowo sprawdzałem, czy nie mam miecza u pasa (śmiech). Gdyby dzisiaj nauczyć mężczyzn śpiewać „Bogurodzicę”, to oni też mieliby łzy w oczach.[…]

Myślę, że faktycznie mieliby łzy w oczach. Przecież mężczyźni nie lubią śpiewać w kościele. Za to sprawdzać ten miecz…

[…] Tak, Murrow pisze, że zapraszając mężczyzn do Kościoła, powinniśmy zadawać im pytanie: „czy ty się nadajesz, żeby być chrześcijaninem?”. A nie tylko: „przyjdź, zapraszamy, czekamy”.[…] […] Chrześcijaństwo jest wyzwaniem, walką. Trzeba pokazywać Chrystusa jako mocnego mężczyznę, także inne postacie biblijne, jak prorocy czy król Dawid. Chrześcijaństwo jest bitwą. Nie na pięści, lecz duchową walką z siłami ciemności. Jeśli tak zaczynamy mówić, to wielu panów nagle odkrywa wiarę z zupełnie innej strony.[…]

Przyznam, że ja miałam pewne przedkopernikowskie złudzenia i myślałam, że chrześcijaństwo to jest raczej religia miłości, dobroci i przebaczenia. A tu się okazuje, że to bitwa. W dodatku taka, do udziału w której trzeba się nadawać. I wzorem postępowania ma być król Dawid? Słusznie. Szczególnie to, jak postępował z Uriaszem i Batszebą. Mocny mężczyzna. A dodatkowym wzorem uczyńmy starca z Gibea, który bardzo gościnnie potraktował lewitę i jego drugorzędną żonę (Sdz 19, 11).

Ech… Se pogadali jeden ksiądz z drugim księdzem, mądrze, nieprawda.

czepiam się, okołoreligijnie, śmieszne

Potter już nie „apage, satanas”?

Watykan dokonał strategicznego odwrotu na z góry upatrzone pozycje i zaczął chwalić „Harry’ego Pottera„. W L’Osservatore Romano można poczytać o pewnych zdumiewających podobno faktach, dotyczących najnowszego filmu z serii, który właśnie wchodzi na ekrany prawie wszędzie. Zdumiewających chyba dla kogoś, kto nie przeczytał książek, a poprzednie produkcje potępił.

[…] In a review of the blockbuster the official Vatican newspaper L’Osservatore Romano said Harry Potter And The Half Blood Prince made clear the difference between ”good and evil’.[…]

Nie no, bo ta różnica jest oczywiście jasna dopiero po „Księciu Półkrwi”. Wcześniej absolutnie nie było o tym mowy, różnice między dobrem a złem zacierały się doskonale.

[…] Vallini added that the line ‚between good and evil was clearly marked, and it makes clear that doing good is right and that in some cases this involves hard work and sacrifices.’ He closed his review by saying that: ‚At the end of the film what remains is not he scenes of magic but these of the values such as friendship, altruism, loyalty and the giving of one’s self.'[…]

Tego też wcześniej nie było. Nie było ciężkiej zawsze pracy Hermiony; ratowania Ginny przez Harry’ego; partii szachów w wykonaniu Rona; pomocy Syriuszowi razem z ocaleniem Hardodzioba; zachowania Harry’ego w jeziorze; tego, co zaszło między Cedrikiem a Harrym w labiryncie; scen w Departamencie Tajemnic na końcu „Zakonu Feniksa”. Widać ja zdecydowanie czytałam i oglądałam innego „Pottera”, niż dostojnicy kościelni.

[…] The Vatican newspaper L’Osservatore Romano even gave two thumbs up to the film’s treatment of adolescent love, saying it achieved the „correct balance” and made the stars more credible to the general audience.[…] (z YahooMovies)

[…] In his review, Vallini said that the ‚mixture of supernatural suspense and romance which has reached the right balance, making the the roles more credible. […] (z Mail Online)

Jakby to samo, ale nie to samo :-) . Poza tym bardzo bawi mnie, że ta adolescent love tak spodobała się akurat watykańskiej gazecie. Czyżby tylko jej? Recenzent Washington Post nabija się:

[…] They should have called it „Harry Potter and the Teenagers in Heat”: Hermione fancies Ron! Ron can’t keep his hands off Lavender Brown! Harry has a crush on Ron’s sister Ginny! Love potions, common-room snogging, adolescent heartbreak; such is the film’s infatuation with teenage coupledom that even ancient confirmed bachelor Dumbledore, a man with, you’d think, more crucial things on his mind, asks after Harry’s romantic prospects.[…]

Mam wrażenie, że niespodziewane watykańskie pochwały młodzieńczych miłości mają drugie dno ;-) . Związane z orientacją zresztą. Ponieważ Rowling dokonała coming outu Dumbledore’a, twórcy kolejnych filmów będą może chcieli wziąć to, dyskretnie nawet, pod uwagę. Wskazuje na to fakt wybrania do roli Gellerta takiego aktora, że aż chce się polizać ekran :-) . Cóż wówczas zrobią biedni dostojnicy kościelni? Pochwalą młodzieńcze zadurzenie bohaterów? Skrytykują? Pokażą dobitnie i z przykładami, do czego coś takiego może doprowadzić? ;-) . Hmmm… Do tego ostatniego przynajmniej będą musieli przeczytać książkę. Krytykowanie dzieł literackich bez ich znajomości jakoś specjalnie wielu osobom nie przeszkadza, uważam więc, że dobre i to.

czepiam się, czytanki, śmieszne

Być kobietą (ale jaką?), czyli tęsknoty męskiej duszy

Więc umarłam dzisiaj ze śmiechu. Wiem, nie powinnam zaczynać od „więc„, ale te książki i ich recenzje są takie cudne :-) .

Najpierw o kobietach:

[…] Kobieta od zarania dziejów ma tworzyć ognisko domowe. Trudno w dzisiejszych „pomylonych” czasach wymagać od mężczyzny, by umiał stworzyć taką atmosferę domową jaką naturalnie, czasem bezwiednie, tworzy kobieta.[…]

Skoro kobieta bezwiednie, to od mężczyzny rzeczywiście trudno wymagać.

[…] Kobieta ze swej natury powinna wpływać na otoczenie swoją postawą, dobrocią, miłością… Kobiecie nie przystoi agresywność czy kłótliwość.[…]

W ogóle nie wiem skąd przypuszczenie, że kobiety bywają agresywne? Może tylko wtedy, kiedy czytają takie bzdety?

[…] Kobieta nie rządzi, lecz panuje (jak mawia się o angielskiej królowej). Gdy kobieta zaczyna gonić mężczyznę w „równouprawnieniu” (to takie brzydkie słowo, że musi byc w cudzysłowie), wtedy gubi to, co posiada najpiękniejszego

… i cóż, i cóż to takiego jest?

 – swoją kobiecość.[…] Proste jak kółko z drutu.

 […] Kiedy tymczasem kobiety obdarzone są przez Stwórcę łaskami nie danymi mężczyznom, m.in. łaska macierzyństwa.[…]

A tymczasem mężczyźni łaską ojcostwa.

[…] W świecie zauważamy elementy żeńskie oraz męskie, jak chociażby:

zaczynam się rumienić, zastanawiając się, jakież to elementy męskie widzę w świecie, ale chodzi o

nazwy miast. […] Że też nie przyszło mi to do głowy.

[…] Morze kojarzyć się będzie z kobietą, a góry z mężczyzną.[…]

Bo, jak wiadomo, jest ta góra i ta mężczyzna. Oraz to morze i …. ta kobieta, co chyba nie morze (może)… eee, chyba się zgubiłam.

[…] Podobnie w życiu (podobnie do czego?) – mężczyznę trzeba zdobywać niejako „wspinając się”, a kobietę – będąc przy niej. […]

No, teraz to już się zdecydowanie rumienię. Wspinając się na palcach…

[…] Chłopak szuka w dziewczynie prawdy w sposób intelektualny – poszukując dowodów jej miłości. W płci pięknej pociąga go dobroć. Z kolei kobieta ma intuicję, dzięki której potrafi zawierzyć temu, co czuje. […]

Bardzo nowatorskie podejście do „dowodu miłości”. Oraz do tego, co pociąga i co to jest intuicja. Człowiek się całe życie uczy.

[…] Dlaczego kobiety w Kościele są „zmęczone”? Dlaczego po cichu marzysz o przeżyciu czegoś wzniosłego, przygody romansu? Z dala od codziennej rutyny i pracy od rana do wieczora. Pracy, za którą nie jesteś doceniana i nikt Ci nie dziękuje. Przecież Bóg nie powołał kobiety do tego, aby była zmęczona, ale powołał je do miłości. […]

No przecież.

[…] Dlaczego tak wiele kobiet ucieka w romans z serialami albo pracą zamiast romansować z Bogiem? […]
[… ] Z kim powinna nieustannie romansować kobieta? […]
[…]„W jaki sposób Boża kobieta mogłaby rzeczywiście być pewna siebie, bulwersująca i piękna, nie robiąc jednak z siebie wściekłej feministki albo niebezpiecznej, wymagającej uwagi i budzącej emocje bezwstydnicy.”[…]
[…] Współczesny model kobiecego piękna zamyka się w ciągu „magicznych” liczb 90, 60, 90. Co w takim razie z kobietami, które nie mieszczą się w tym kryterium? Czy one jeszcze mają po co żyć? A może jedyną sensowną rzeczą, jaką mogą ze sobą zrobić, to zaangażować się w walkę w obronie praw kurczaków, bądź zapisać się do ruchu feministycznego.[…]

No faktycznie, co ja biedna zrobię, po co mam żyć? Jedyne, co mi pozostało, to zapisać się do ruchu feministycznego i zostać wściekłą feministką.
I te ogarnienia. Kocham żołnierza, który rozpierzchł się po polach, ale kobieta powinna, kobieta jest – wszystkie mają tak samo?

[…] Każda dziewczynka zadaje podstawowe pytanie: „Czy jestem śliczna? Czy się mną cieszysz?”.[…]

To przestało być zabawne…

[…] W części omawiającej miejsce kobiety w małżeństwie (akceptacja siebie jako żony) autorka stawia nacisk na fakt, by w tej nowej sytuacji żona pamiętała, iż najważniejszą osobą na świecie od momentu ślubu jest dla niej jej mąż. Nie rodzice, nie dzieci, ale mąż! Jest to ważne zwłaszcza wtedy, gdy pojawia się dziecko, a szczególnie pierwsze.[…]

Bo kolejne, to już eee tam…

[…] W tym kontekście dotyka jednego elementu, istniejącego we współczesnym świecie, a mianowicie dylematu: macierzyństwo czy praca zawodowa. Autorka dzieli się swoimi przekonaniami na ten temat (jakie jest najważniejsze i najpiękniejsze zadanie życiowe kobiety),wypracowanymi przez własne doświadczenie (ponad 10 lat czekali razem z mężem na poczęcie pierwszego dziecka). Tym mocniejszym jawi się więc ten głos, pewny co do tego, iż najważniejszym zadaniem kobiety jest macierzyństwo.[…]

I dlaczego Lenin?

 

O mężczyznach też będzie:

[…] Choć dla wielu osób jest to trudne do przyjęcia, najbardziej typową potrzebą „słabej płci” jest potrzeba czucia się bezpieczną.[…]

Znowu- ekspert wie, co czują wszystkie kobiety.

[…] Fundamentalnym pragnieniem mężczyzny jest z kolei: otrzymywać czułość i oznaki pełnego przywiązania ze strony kobiety. […]

Najpierw wspinanie się, teraz bondage. Coraz ciekawiej się robi…

[…]Mężczyzna, mąż […] chce sprostać zadaniu bycia głową rodziny. Jego przedłużeniem własnej osobowości jest praca, co kobieta powinna doceniać i akceptować. […]

O przedłużaniu to ostatnio dostaję takie dziwne maile…

Ale myślę, że kobiety rzeczywiście mogą to docenić. To przedłużanie znaczy.

[…] Czy mężczyzna chrześcijanin powinien być spokojnym i miłym facetem, który co tydzień chodzi do kościoła? Nie przeklina, nie pije, jest posłuszny żonie… Czy taką rolę w życiu przewidział dla mężczyzn Bóg?[…]

Nie, no skąd? W żadnym wypadku.

[…] Wydaje się, że ludzie zapomnieli, że Bóg to nie tylko kochający Ojciec, ale także „zapalczywy w gniewie” wojownik. Ten, który zatopił wojska faraona i ten który zniszczył deszczem siarki i ognia Sodomę i Gomorę Ten, który utopił wszystkich ludzi na ziemi, pozostawiając tylko Noego i jego rodzinę.[…]

To jest pomysł na życie! Czyż nie klawe wzorce postępowania daje mężczyznom religia?

[…] Jezus to nie tylko ”baranek na rzeź prowadzony”, ale też ten, który powywracał stoły kupców w świątyni. Zrobił to używając siły i nie przebierając w słowach. […]

Niech siła będzie z tobą. Nie przebierając.

[…] Kościół i Bóg oferują mężczyźnie coś podobnego, możliwość przeżycia przygody, w której będzie mógł potwierdzić swoją wartość, siłę. Bo to z braku prawdziwych mężczyzn świat dziś staje na głowie.[…]

No, nie mówiłam, że klawe wzorce? I możliwość przygody. Bo inaczej staje. Świat na głowie.

[… ] a kiedy się żenią, zrzucają największe obowiązki na swoje żony, bo nie potrafią być głową rodziny. Paradoksalnie dużą „zasługę” w takim stan rzeczy mają same kobiety przez swoje… ale o tym przeczytasz w książce.[…]

Zrzucają obowiązki, bo robią tak, jak ich nauczono – nie będą przecież miłymi, spokojnymi facetami. Poza tym, to i tak wina kobiet.

 […] Wizja mężczyzny, którą przedstawia autor książki „Dzikie serce” John Edlegre, to wizja wojownika szukającego wyzwań, w których mógłby się sprawdzić. Mężczyzny, który chce stoczyć bitwy (który z chłopców nie marzy o zwycięstwie w podwórkowej szarpaninie…),[…]

no który?

[…] pragnącego przygody (o tym nie trzeba przekonywać) i chcącego uratować „księżniczkę” z nieszczęścia. […]

Księżniczka w nieszczęściu to nie ta wściekła feministka, 120, 120, 120? Nie? A już miałam nadzieję… :-(

[…] Dlaczego kobieta nie jest w stanie wychować syna na mężczyznę?[…]

Samotne matki synków – przepadło, możecie się nie starać, i tak się nie uda.

[…] Czego tak naprawdę szuka mężczyzna, który poświęca się bez reszty pracy albo ma kochankę?[…]

Zaczęłam zastanawiać się, czego tak naprawdę szuka mężczyzna w kochance. Dobrze mi szło, szczególnie po tych wszystkich wspinaniach się i przywiązywaniach, ale mąż zaczął domagać się przygody, w której mógłby potwierdzić swoją wartość. Uległam więc, w końcu mąż jest najważniejszy.

[…] Jakie wyłącznie męskie cechy są najbardziej potrzebne w dzisiejszym świecie?[…]

Ciekawość – jakież to są te wyłącznie męskie cechy? Mąż mój, po potwierdzeniu swej wartości, natychmiast odpowiedział rzucając krótkie słowo zakończone na literę j, ale to dlatego, że on nie czerpie z dobrych wzorców.

[…] W jaki sposób już w szkole próbuje się uśpić nasze męskie instynkty, których potrzebujemy, aby być mężczyznami, mężami i ojcami?[…]

Pewnie próbując powstrzymywać nas przed podwórkowymi szarpaninami. A one są tak niezbędnym treningiem, aby zostać mężem i ojcem.

[…] Książka powstała z myślą o tych, którzy pragną przezwyciężyć swój homoseksualizm, ale przekazuje także wiele prawd ogólnych dotyczących akceptacji i rozwoju męskiej tożsamości. Autor proponuje nam przejście przez kolejne etapy rozwojowe dorastania do męskości, bez dróg na skróty. Jeżeli nie uczyniliśmy tego, będąc chłopcami, musimy zrobić to w wieku dojrzałym. […]

Nic to, jak mawiał pan Michał.

[…] Czym zatem jest homoseksualizm? Według autora jest on pewnym istotnym brakiem (tzw. „pustka płci”), rodzajem emocjonalnej niedojrzałości. Osoby borykające się z tym problem w którymś momencie swojego życia, jeszcze w okresie adolescencji, zrezygnowały z uczestnictwa w świecie dojrzałych mężczyzn i w głębi duszy pozostały małymi chłopcami. Nie dorośli po prostu do bycia mężczyzną. Następnie ich zachwiana tożsamość połączona z poczuciem niespełnienia przerodziła się w obsesyjną potrzebę męskości, a ta z kolei uległa erotyzacji. Teraz muszą wyruszyć niejako w drogę powrotną i na nowo wywalczyć sobie wewnętrzną spójność i dojrzałość.[…]

Wszystko jasne. Panowie homoseksualiści – brać się do roboty! Dojrzewać, dorastać, odchwiewać tożsamość, pozbywać się erotycznej potrzeby męskości, wyruszać i wywalczyć sobie. I już. 

A panie lesbijki? Też nie dorosły do bycia mężczyzną?

(Cytaty pochodzą z notek o i recenzji następujących książek: Kobieta boska tajemnica o. Joachima Badeni i Judyty Syrek, Urzekająca. Odkrywanie tajemnicy kobiecej duszy Johna Eldredge’a i Stasi Eldredge, O kobiecości Jadwigi Pulikowskiej, Sztuka bycia razem Cecila G. Osborne’a, Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy Johna Eldredge’a oraz Podróż ku pełni męskości Alana Medingera, zamieszczonych na tej stronie.)