Stanley Prusiner

Wczoraj miałam ogromną przyjemność wysłuchać wykładu Stanleya Prusinera, odkrywcy prionów i laureata Nagrody Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny, który nawiedził nasz uniwersytet z gościnnymi występami. Wspaniały mówca i wspaniały wykład – klarowny, spójny, mądry, bez nadmiaru szczegółów. Na początku obawiałam się, że bedzie to raczej taki ogólnowojskowy spicz pod hasłem: jak to było z tymi prionami, czyli li i jedynie historia. Ale nic z tego. Owszem, Prusiner w piękny sposób pokazał, krok po kroku, jak doszedł do swego odkrycia. Podkreślając zresztą rolę innych naukowców i ich badań w swojej pracy, między innymi wspominając barwną (a niezbyt znaną, mam wrażenie) postać fizyczki i radiobiolożki Tikvah Alper*, która już w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku postulowała, że czynnik odpowiedzialny za scrapie nie posiada kwasu nukleinowego. Prusiner przypomniał także reakcję środowiska naukowego na swoje odkrycie, określając środowisko to czułym mianem rekinów. Ale na tym nie skończył. Okazało się, że mimo, że w nauce osiągnął to, co tylko było do osiągnięcia, nie osiadł na laurach. Jest cały czas aktywny i cały czas zajmuje się swoją pasją, czyli prionami. Na wykładzie przedstawił najnowsze wyniki badań przeprowadzanych w jego laboratorium, niektóre nawet sprzed zaledwie miesiąca, a dotyczyły one między innymi diagnostyki chorób prionowych oraz ich leczenia.

Przyjemnie było posłuchać człowieka z takim entuzjazmem opowiadającego o swojej pasji. Miło było dowiedzieć się, że w nauce warto podążać za instynktem i własnymi przekonaniami, i nie wolno wyrzucać wyników, które do niczego nie pasują :-) .  Że czasem naprawdę doświadczenia wychodzą (jak to ktoś dopisał w moim labie na BHPowskim wydruku o możliwych wypadkach w pracy, przy Signs of shock – Experiment worked) i że nawet można zostać za to docenionym (Prusiner opublikował swoje odkrycie w Science w 1982 roku, a Nobla dostał w 1997, czyli bardzo szybko), choć warto wspomnieć, że jego odkrycie wciąż budzi kontrowersje.

Prusiner mocno podkreślił rolę szcześcia w swojej karierze. Pokazał, jak wiele rzeczy mogło przez te lata po prostu mu się nie udać. Powołując się na swój własny przykład stwierdził, że w nauce w gruncie rzeczy większe znaczenie ma szczęście niż błyskotliwość. Hmmm… Tak sobie myślę: a co ma zrobić zwykły, szary pracownik naukowy, któremu szczęście nie bardzo dopisuje, a i błyskotliwością nie zawsze grzeszy? :-)

* Tutaj trochę informacji o Tikvah Alper. Warto przeczytać, zwracając między innymi uwagę na to, jakie „ułatwienia” miała, jako kobieta, w karierze naukowej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s