Miesiąc: Kwiecień 2010

Zrób sobie dobrze cylindrem, czyli lekarstwo na prawie wszystko

Dzisiaj coś specjalnie dla wszystkich, którzy chcą odpocząć, poprawić sobie funkcjonowanie układu odpornościowego oraz dodatkowo intelekt. Po raz kolejny, bo nie samym tylko noni, cieciorką czy myciem nóg człowiek żyje. Oto mamy doskonałe lekarstwo na parę rzeczy (parę, bo reklamujący skromnie zauważają, że nie jest to lekarstwo na wszystko) – cylindry Faraona.

Wszystko zaczęło się od młodego rosyjskiego naukowca. Nic dziwnego, wiadomo bowiem, że Rosjanie nie są słabi w odkryciach naukowych. Pietia Golas bredził coś o przeciwprostokątnych, konserwy wynalazł Puszkin, a informacje o odkryciu promieniowania rentgenowskiego pochodzą z siedemnastego wieku, kiedy to bojar Morozow pisał do żony: „Przejrzałem cię na wylot, ty szmato”. Kontynuując te chlubne tradycje Włodzimierz Kowtun obejrzał sobie posągi faraonów egipskich i zauważył, że w rękach trzymają one cylindry. Albo walce. I ponieważ był fizykiem, a fizykom wszystko kojarzy się z laskami ebonitowymi i ich pocieraniem, stwierdził, że z tymi cylindrami też będzie dobra zabawa.

Cylindry są to dwie metalowe, zamknięte tuleje o długości – 150mm i średnicy 28mm.

Marnie. Trochę za krótkie, jak na niektóre potrzeby.

– Cylinder Słoneczny wykonany jest z miedzi . Na jego szczycie znajduje się hologram przedstawiający miniaturę słońca, oraz napis w języku rosyjskim: Cylindry Faraona.

Rosyjskim? A nie było tam także przypadkiem dopisane, jak dla kosmonautów amerykańskich na Księżycu: „A wy kuda bez biljeta?” W każdym razie – nieźle byli wykształceni ci faraonowie.

– Cylinder Księżycowy wykonany jest z cynku, a hologram na jego szczycie przedstawia miniaturę księżyca i napis w języku angielskim: Cylinders of the Pharaohs.

No proszę – angielski też znali.

To właśnie CYLINDRY FARAONÓW, źródło siły, mocy i długowieczności władców nad Nilem.

Oni nawet do dzisiaj żyją. W postaci posągów i mumii.

Po zweryfikowaniu ich wpływu na organizm człowieka, oraz właściwości leczniczych W. Kowtun w roku 1996 otrzymał patent na Cylindry Faraonów, które zostały zakwalifikowane jako energetyzatory organizmu ludzkiego. Powodują one natychmiastowe wzmocnienie organizmu energią z Kosmosu, usuwają zmęczenie i stres, przywracają równowagę energetyczną i zabezpieczają „ochronną powłoką” przed negatywnymi energiami.

Dlatego mumie egipskie są takie długowiecznie spokojne i niezestresowane. Jest to potwierdzone i zweryfikowane naukowo, a dodatkowo patentem.

Efekt stosowania Cylindrów ma miejsce na trzech poziomach:
1. Fizycznym
– ładując natychmiast organizm energią z Kosmosu usuwają zmęczenie i stres

Fakt, jak sobie człowiek zrobi dobrze takim cylindrem (bo zaiste, słowu „ładuje” brakuje tu nieco finezji) , to nawet zmęczenie czy stres się usunie. A i nieziemskie doznania można mieć przy tym.

– Synchronizują pracę półkul mózgowych

W trakcie czy po?

– Powodują szybką regenerację sił fizycznych i psychicznych

Och, to świetnie. Można zaraz zacząć od nowa.

Pobudzają i uaktywniają system immunologiczny.

Bez systemu immunologicznego nie może się obejść, oczywiście.

Pomagają usuwać silne napięcia i obciążenia psychoemocjonalne

Nie no, na pewno. Dobry i zgrabny cylinder w dłoń (i ewentualnie w coś tam jeszcze) i wszystkie napięcia odchodzą od razu.

Usuwają bezsenność.

To dlaczego te wszystkie mumie i posągi biegają nocami po muzeach (dowód naukowy w postaci filmów dokumentalnych pt. „Night at the Museum” oraz „Night at the Museum 2„)? Hmmm?

Likwidują w znacznym stopniu bóle (70 do 100%), między innymi bóle głowy, menstruacyjne, kręgosłupa, a także inne „drobne dolegliwości”, z którymi nauczyliśmy się żyć na co dzień.

Cylindry są bardzo skuteczne. Bóle menstruacyjne u mężczyzn likwidują w 100% (mimo, że niektórzy panowie nauczyli się żyć z nimi na co dzień, nawet przez cały miesiąc).

Znacznie wspomagają organizm przy walce z chorobą raka.

Ale nie wspomagają w przypadku walki z chorobą wielbłąda. To dlatego po prostu, że nikt (ani nic) nie jest doskonałe:

Ponadto zupełnie sporadycznie pomagają w leczeniu szeregu chorób. I tak w alergii i astmie mamy osiem udokumentowanych przypadków całkowitego wyleczenia, w paraliżu zaś cztery udokumentowane przypadki całkowitego zlikwidowania tej choroby. Nie można tego jednak uogólniać twierdząc, że Cylindry leczą alergię czy paraliż. Cylindry nie są panaceum.

Jednakowoż:

Mamy już w Polsce udokumentowane wyleczenia prostaty,bólów głowy, bólów kręgosłupa, obniżenia ciśnienia, likwidacji bólów i przyczyn schorzenia wielu narządów, a także zupełnie rewelacyjne przypadki „pierwszej pomocy” przy obrażeniach ciała po upadku, również radykalnego przyspieszenia zrastania połamanych kości.

Rewelacja w istocie. I w dodatku prawda, gdyż na pewno mamy w Polsce udokumentowane przypadki wyleczenia czegoś tam oraz czegoś innego. A że niekoniecznie ma to coś wspólnego z cylindrami…
Ponadto:

Działają profilaktycznie przy:
– Syndromie transkontynentalnym – dotyczy to osób przemieszczających się z jednej strefy godzinowej do drugiej (np. Polska – Australia).

Dlatego też nie dziwi już widok współpasażerów w samolocie – rozgrzanych, potarganych, z rumieńcami na twarzy ściskających swoje, ekhm, cylindry.

Podczas trzymania Cylindrów odczuwa się w rękach mrowienie, gorąco lub uczucia kłucia szpileczkami.

Stąd te rumieńce – od gorąca. Kłucie też może być, jak ktoś lubi.

2. Intelektualnym
Już po kilku tygodniach systematycznej pracy z Cylindrami poprawia się pamięć i koncentracja uwagi. Potem zostają wzmocnione ogólnie nasze zdolności i talenty (często ukryte lub niedocenione). […] Praca naukowo badawcza idzie lepiej i prędzej.

O radości! Kupuję te cylindry natychmiast. I będę ich używała w pracy. Razem z koleżankami i kolegami. Dopiero ekhm, wydajność nam się, ekhm, podniesie. Nie mówiąc już o tym, że nawzajem docenimy nasze zdolności i talenty. Rozliczne.

3. Duchowym
U osób spirytualnych, pracujących nad własnym rozwojem Cylindry ułatwiają „chanelling”, nawiązywanie kontaktu z Energiami Wyższych Wymiarów, Aniołami, duchowymi przewodnikami. […] Osoby szczególnie wrażliwe mogą doznawać „przeniesienia w czasie” w zupełnie inne miejsce, zobaczyć wcielenia z poprzedniej inkarnacji, nawet doznać lewitowania trzymając niezwykłe energetyzatory.

Tylko lewitacja i przeniesienie w czasie? A ziemia się aby przy okazji nie porusza? Nie? Ale może to tylko dlatego, że technika nie jest najlepsza? Warto zdawać sobie czasem sprawę z tego, co się trzyma w dłoniach. I co się z tym robi.

Zauważmy dodatkowo, iż używać cylindrów można również celem oczyszczenia – potokiem energii kosmicznej rzecz jasna – domu, ogrodu, komputera, oraz przedmiotów osobistego użytku. Można także naładować nimi wodę, która dzięki temu nabiera zdrowotnych właściwości, jest znakomita do picia dla chorych i osłabionych (dla dzieci też, ale powyżej siódmego roku życia), doskonała do kąpieli, warto nią również podlewać chore i osłabione kwiatki. A jeśli ktoś sobie życzy, to i chore pieski oraz kotki doskonale leczy się cylindrami.

Jak należy stosować cylindry:

W pozycji stojącej, z lewą nogą wysuniętą o pół kroku do przoduz rękami opuszczonymi wzdłuż ciała, lub nieco zgiętymi w łokciach bierzemy do rąk CYLINDRY.Trzymamy je mocno.CYLINDER SŁONECZNY (miedziany) trzymamy w PRAWEJ ręce. CYLINDER KSIĘŻYCOWY (cynkowy), trzymamy w LEWEJ ręce. Nigdy odwrotnie.
Można również trzymać CYLINDRY siedząc lub leżąc (chorzy).Trzymając Cylindry siedzimy w pozycji prostej, tak aby nos był na jednej linii pionowej z pępkiem.

Czyim?

Nie wolno krzyżować rąk ani nóg. Należy zdjąć wszelkie metalowe przedmioty bezpośrednio dotykające ciała: pierścionki, obrączki, łańcuszki, zegarki itd. Zwracamy się twarzą „ku słońcu”, to znaczy w stronę jego aktualnego położenia, nawet jeśli zakryte jest chmurami. Pomocny tu może być kompas, jako że o dwunastej w południe słońce jest zawsze na południe, bez względu na porę roku.O godzinie osiemnastej jest na zachodzie a o dwudziestej pierwszej między zachodem a północą itd. Trzeba sobie to słońce wyobrazić i starać się utrzymać tą wizualizację przez cały czas trzymania CYLINDRÓW. CZAS seansu zaczynamy ostrożnie od 3 do 5 minut. Sukcesywnie przedłużamy go każdego dnia od 10 do 15 minut.
Radiesteci mogą wydłużanie w czasie sprawdzać wahadłem.

Nie lepiej używać zegarka? A tak w ogóle, to wydłużanie chyba najskuteczniej mierzy się linijką.

Jak dalej wynika ze szczegółowych informacji, cylindry stosować można i indywidualnie, i w parach (jedna osoba trzyma drugą za rękę, w drugiej ręce ma ten cylinder, i tak dalej…), a nawet grupowo (kolejne osoby trzymają się za ręce, a poza tym manipulują odpowiednio cylindrami, i tak dalej…), a „ma to na celu wzajemne zrozumienie, harmonię i umocnienie więzi rodzinnych„, oczywiście :-)

Działanie cylindrów zostało porządnie udowodnione naukowo:

Dane z protokołu badań : „już w pierwszej minucie u badanych trzymających w rękach Cylindry Faraonów, zaczyna się fala pulsująca od lewej strony do prawej. W drugiej minucie rejestruje się odczucie ukrwienia naczyń, nazwane przez badaczy stadium naczyniowym. Zauważa się również rozgrzanie szyjno – piersiowego odcinka kręgosłupa ze zwiększeniem promieniowania podczerwonego. Od trzeciej minuty i czwartej, zwiększa się promieniowanie podczerwone w prawej górnej części ciała łącznie z ręką. W piątej minucie wyrównuje się pole cieplne w kończynach górnych. Obok wyżej wymienionych zmian, u badanych zachodziło ogólne zwiększenie aktywności organizmu, czemu towarzyszyło przyśpieszenie tętna o 8 – 10 uderzeń na minutę. W procesie wzmożonej aktywności organizmu uczestniczy cały wegetatywny system nerwowy, zachodzi energetyczna aktywizacja tkanek, zarówno kończyn górnych jak i całego ciała. Skutkiem tego zmniejsza się ból głowy i wraca do normy ciśnienie krwi.”

Hmmm. Naprawdę można się rozmarzyć i wyobrazić sobie najpierw to pulsowanie…, potem odczucie ukrwienia niektórych naczyń…, a następnie rozgrzanie piersiowych i szyjnych odcinków ciała człowieka… Jak się tak człowiek rozmarzy, szczególnie w towarzystwie, to rzeczywiście zaraz może dojść do charakterystycznego zwiększenia aktywności całych organizmów, czemu towarzyszy przyspieszenie tętna oraz inne objawy. Musi, no musi to mieć coś wspólnego z wyobrażaniem sobie tych długich, smukłych, twardych, ciepłych, gładkich… ekhm, cylindrów. CYLINDRY DZIAŁAJĄ!

Badań podjął się doktor habilitowany nauk medycznych, czołowy specjalista Centralnego Naukowo – Badawczego Instytutu Rentgenologii i Radiologii, Michał A. Błank.
W wyniku przeprowadzonych doświadczeń przedstawia on następującą tezę : „istnieje parametr charakteryzujący pracę komórek – oddechowe fale komórek. Choroba onkologiczna w organizmie dławi te fale, a Cylindry Faraonów na odwrót – polepszają ten parametr. Ale raka nie usunie się takim łagodnym środkiem. Jedno jest pewne : gdzie rak czyni zło – Cylindry usiłują zrobić lepiej”.

Otóż to – cylindry po prostu robią dobrze. Dzięki polepszaniu oddechowych fal komórek oczywiście.

A jeśli powyższe wszystkich nie przekonało, to warto jeszcze zajrzeć do opinii użytkowników. Szczególnie zachęcające są erotycz entuzjastyczne opowieści o eksperymentowaniu na własnej (otwartej) osobie, przygodach z cylindrami, uderzeniach energii, pulsowaniach, wibracjach, inwazjach, że nie wspomnę o kopułach i kopułkach :-)

Zafascynował mnie ten temat a w szczególności cylindry faraona i ich działanie na mojej osobie po kilkakrotnym używaniu w czasie kursu. Odczułem ich działanie oczywiście pozytywne.

Nie będę opisywać szczegółowo przeżyć związanych z ich stosowaniem.
Od czasu używania Cylindrów zdecydowanie wzrosły moje zdolności artystyczne, a co najdziwniejsze, w każdym nieomalże obrazie pędzel „sam” domalowuje prawosławne kopuły i kopułki.

[…]gdy po raz pierwszy wzięłam Cylindry do rąk natychmiast odczułam uderzenie energii w kręgosłup i fizycznie czułam jakby ktoś go wewnątrz czyścił, a ciało pokryło się potem.[…] Tak jak już wspomniałam przeżycie tego „pierwszego kontaktu” było tak silne, że po prostu nie mogłam o niczym innym już myśleć. Zawsze znalazłam pretekst, żeby znaleźć się w sklepie ezoterycznym i choć przez chwilę popatrzeć na nie. […] Zaczęłam sama z nimi eksperymentować.

Jak na mnie działają? Mogę powiedzieć, że doskonale doenergetyzowują. […] Oprócz mnie Cylindry używa także mój mąż i jego odczucia są podobne. Mrowienie, a później wyraźne pulsowanie w dłoniach, aż cylindry staną się prawie gorące. Ponieważ oboje jesteśmy otwarci sądzę, że nasza przygoda z Cylindrami dopiero się zaczęła.

Mam trzydziestkę na karku, solidne wykształcenie medyczne ( ukończoną farmację, biotechnologię, doktorat nauk medycznych ze specjalizacją – farmacji, ukończone kursy homeopatii ) i szerokie pole możliwości obserwowania ludzi […] [Cylindry]Wpływają ma mnie bardzo relaksująco i harmonizująco. […] Doznałam nie tylko harmonii i cudownego fizycznego samopoczucia, ale przede wszystkim „inwazji” , wspaniałych odczuć energii subtelnych ( o bardzo wysokich wibracjach ) których to działania miałam szczęście już doświadczyć w innych okolicznościach mojego życia.

Podsumowując:

Cylindry oprócz funkcji energetyzowania organizmu, rozwinięcia intelektu, zdolności, talentów i rozwoju duchowego są wspaniałym przyrządem fizjoterapeutycznym, który pomaga walczyć z różnymi, nierzadko bardzo poważnymi schorzeniami.

Tak więc, kochani, cylindry w, ekhm, dłoń i do dzieła!

O matkach nieidealnych

Piękne teksty tutaj. I to w dziale pod fantazyjną nazwą „Feminizm”:

Symbioza

Stan, który następuje mniej więcej koło trzeciego-czwartego tygodnia życia i trwa do czwartego-piątego miesiąca.

W tym czasie dziecko w zasadzie nie odczuwa różnicy między sobą a matką. Czy może lepiej powiedzieć, między sobą a piersią matki. W jego percepcji ono i pierś to jednia. Ba, cały świat jest dla niego jednią. Czyli nim.

Ale to nie znaczy, że w ogóle niczego nie widzi, bo widzi i odbiera przeróżne bodźce, ale nie uważa, że to jest coś od niego odrębnego. I dziecko powoli zaczyna różnicować stan frustracji i gratyfikacji. Czyli je i ma tę pierś albo jest głodne i tej piersi nie ma.

A jak matka nie karmi piersią, to fazy symbiozy dziecko w ogóle nie przechodzi, cały rozwój mu się rozwala, głos mu blednie, nos mu rzednie i psują mu się wypadają włosy przednie. Przepraszam, takie co nie karmią, to wyrodne są i niekobiece. I w ogóle co to za matki.

Niemowlę w tym czasie jest całkowicie zależne od matki. Ważne jest więc, żeby ta matka była. I to jak najbliżej, bo wtedy będzie miała szansę wyczuwać potrzeby, które zgłasza dziecko.

Ważne jest też, żeby próbowała rozpoznawać różnice w potrzebach swojego dziecka. I zazwyczaj tak się dzieje, bo matki to absolutnie, intuicyjnie wiedzą, czy ono płacze, bo mu jest zimno, mokro, coś je boli, czy też jest głodne.

No to zaraz – albo ma próbować rozpoznać różnice, co, rozumiem, zakłada, że czasem może jej to nie wychodzić i musi się tego uczyć. Albo też absolutnie intuicyjnie wie. A już wiem – wie wówczas, kiedy jest jak najbliżej i wyczuwa potrzeby. Narządem lemieszowo-nosowym ani chybi. Przykutym do łóżeczka łańcuchem. Oraz przecież specjalne żeńskie geny i hormony ma do tego, tak jak i do odróżniania talerzyka brudnego od talerzyka czystego, prania białego od prania kolorowego, czy tworzenia przy okazji tych talerzyków ciepłej atmosfery domu. A jak tego wszystkiego nie umie… to to już było: wyrodna, niekobieca i cozniejzamatka.

Niedelikatnie zapytam – dzidziuś to się tak partenogenetycznie począł?

Żółta gorączka, wkurzający komar i opony

ResearchBlogging.org

Żółta gorączka jest chorobą wirusową, zaliczaną do tzw. gorączek krwotocznych, a występującą przede wszystkim w subsaharyjskiej Afryce i Ameryce Południowej. U zakażonych pacjentów wirusy wykryć można we krwi 3 do 6 dni przed wystąpieniem objawów choroby. Objawy wstępne obejmują wysoką gorączkę, silne bóle głowy, bóle mięśni i stawów, nudności i osłabienie. Ta faza może zakończyć się chwilową poprawą. A kiedy gorączka powraca, następuje ciężka faza toksyczna, znowu z wysoką gorączką, bólami głowy, pleców, mięśni, osłabieniem, a także charakterystycznymi objawami krwotocznymi jak wymioty z krwią („coffee ground vomit” albo „black vomit”), krwawienia z nosa czy dziąseł. Wyraźne zażółcenie skóry i oczu, wskazujące na zaburzenie funkcji wątroby, oznacza nienajlepsze prognozy. W późniejszych etapach choroby nastąpić może zaburzenie funkcji nerek i serca, wstrząs, wreszcie śpiączka i zgon. Śmiertelność w niezaszczepionych populacjach wynosi od 15 do 50%, a nawet do 80%. U pacjentów, którzy przeżyli, zdarzają się nadkażenia bakteryjne, niewydolność nerek, a stan zmęczenia trwać może nawet miesiącami. Za to dysponują oni długotrwałą odpornością na ponowne zakażenie.

Leków nie ma, ale szczęśliwie istnieje szczepionka przeciw żółtej gorączce. Stosowana od bardzo wielu lat jest skuteczna – jedna dawka zapewnia odporność na 10 lat; bezpieczna – po zaszczepieniu mogą rzadko wystąpić zwykle niezbyt groźne efekty uboczne; i można ją stosować nawet u dzieci powyżej 9 miesiąca życia. Szczepienia rekomendowane są ludziom, którzy wyjeżdżają do krajów Afryki czy Ameryki Południowej, jeśli tylko nie są to dzieci młodsze niż 9 miesięcy, kobiety w ciąży (a także matki karmiące) czy ludzie z upośledzeniami układu odpornościowego (szczepionka zawiera żywe wirusy).

Żółtą gorączkę wywołuje wirus należący do rodziny Flaviviridae, zaliczany również do arbowirusów, czyli wirusów roznoszonych przez stawonogi (arthropod-borne viruses). Wirusy krążą zwykle między naczelnymi żyjącymi w dżungli, a komarami, które odpowiedzialne są za transmisję; człowiek jest zwykle ogniwem bocznym- jest to cykl dżunglowy (leśny) zakażenia. W Afryce komary te należą do rodzaju Aedes, natomiast w Ameryce przede wszystkim do rodzajów Sabethes i Haemogogus. Ludzi także dotyczy ten dżunglowy cykl, jeśli wkraczają na terytoria zamieszkiwane przez komary. Jednak żółta gorączka nigdy nie byłaby aż tak poważnym problemem, gdyby nie komary Aedes, szczególnie z gatunku Aedes aegypti, które to bytować mogą na terenach zamieszkałych przez ludzi. Możliwe jest wówczas przenoszenie wirusów z ludzi na komary, a następnie na kolejnych ludzi – takie cykle miejskie zakażenia powodują występowanie epidemii w miastach i wsiach tropikalnej Afryki i Ameryki, i nie tylko.

Aedes aegypti jest gatunkiem niezwykle silnie związanym z człowiekiem. Jeśli żyje w pobliżu siedzib ludzkich, rzadko znajduje się go dalej niż w odległości 100 metrów od nich. Lubi ludzką krew, swobodnie wlatuje do domów, ukrywa się w zacienionych miejscach (np. między ubraniami), a jaja składa w obiektach wytwarzanych przez człowieka, zawierających wodę. Człowiek jest dla niego znakomitym gospodarzem – zapewnia schronienie, mnóstwo jedzenia i miejsca do rozmnażania się.

W ciągu ostatnich lat jednak coraz częściej mówi się o możliwym kolejnym wektorze żółtej gorączki – komarze z gatunku Aedes albopictus. Komar ten pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej, ale stosunkowo niedawno opanował także inne części świata, włączając w to Europę, w której pojawił się w latach siedemdziesiatych zeszłego wieku (obecny jest w tej chwili w 12 krajach, a rozprzestrzenić może się nawet do Skandynawii); oraz Stany Zjednoczone. W USA A. albopictus bytuje od 1983 roku, kiedy to zanotowano jego obecność w stanie Tennessee, a pojawił się i tutaj, i prawdopodobnie w Europie, na skutek działalności człowieka. Uważa się, że przewieziony został z Azji na statkach (samoloty nie mają aż takiego znaczenia), szczególnie na tych, które transportują przedmioty czy pojemniki zawierające pewne ilości wody. W przypadku USA były to używane opony samochodowe z Japonii, na których znajdowały się jaja i larwy komarów (choć np. w Holandii komar pojawił się prawdopodobnie dzięki transportowi pewnych roślin z Chin). Ponadto gatunek ten, uważany zresztą za jeden ze stu najbardziej inwazyjnych gatunków na świecie, całkiem dobrze znosi warunki, których mogą nie tolerować inne gatunki komarów. W USA rozprzestrzenił się nawet do stanów Nebrasca czy Illinois, w których zimą pada sporo śniegu, a i temperatury bywają niskie. Poza tym, A. albopictus bytować może z dala od ludzkich siedzib, co utrudnia zorganizowane akcje niszczenia komarów.

Tak naprawdę nie wiadomo jednak, czym to wszystko grozi. A. albopictus niewątpliwie zdolny jest przenosić rozmaite wirusy powodujące gorączki krwotoczne (w tym żółtą gorączkę) oraz różne wirusy zapalenia mózgu. Udowodniono, że w sumie takich wirusów jest ponad dwadzieścia, choć dane te pochodzą z zakażeń laboratoryjnych, dokonywanych w kontrolowanych warunkach. Jednakże, także z epidemiologicznych doniesień terenowych (z krajów afrykańskich oraz europejskich) wynika, że komary gatunku A. albopictus mogą przenosić – i przenoszą – wirusy dengi oraz chikungunya, a w USA izolowano z nich także inne patogeny. Istnieje więc realne niebezpieczeństwo, że opanowanie sporego nowego kawałka świata przez komary Aedes albopictus spowoduje, że na terenach tych pojawią się także (albo powrócą) choroby, którym komary te zdolne są służyć jako wektor.

1. Reiter P (2010). Yellow fever and dengue: a threat to Europe? Euro surveillance : bulletin europeen sur les maladies transmissibles = European communicable disease bulletin, 15 (10) PMID: 20403310
2. Lounibos, L. (2002). INVASIONS BY INSECT VECTORS OF HUMAN DISEASE Annual Review of Entomology, 47 (1), 233-266 DOI: 10.1146/annurev.ento.47.091201.145206
3. Moore CG, & Mitchell CJ (1997). Aedes albopictus in the United States: ten-year presence and public health implications. Emerging infectious diseases, 3 (3), 329-34 PMID: 9284377
4. Leroy, E. (2009). Concurrent Chikungunya and Dengue Virus Infections during Simultaneous Outbreaks, Gabon, 2007 Emerging Infectious Diseases, 15 (4), 591-593 DOI: 10.3201/eid1504.080664
5. CDS Yellow Fever
6. Global Invasive Species Database

Niekwestionowana władza kobiet

A jakoś tak ostatnio dyskutowaliśmy na temat tego, jak to w islamie kobiety są poszkodowane, bo nie mają żadnej władzy i wpływu na nic. A tu okazuje się, że wprost przeciwnie:

A senior Iranian cleric says women who wear revealing clothing and behave promiscuously are to blame for earthquakes.

„Many women who do not dress modestly … lead young men astray, corrupt their chastity and spread adultery in society, which increases earthquakes,” Hojatoleslam Kazem Sedighi was quoted as saying by Iranian media. Women in the Islamic Republic are required by law to cover from head to toe, but many, especially the young, ignore some of the more strict codes and wear tight coats and scarves pulled back that show much of the hair.

No właśnie. Jakąż wielką potęgą dysponują kobiety. I jak islam wspaniale to docenia. Nie to co gdzie indziej, gdzie niektórzy opowiadają wyłącznie o tym, że miesiączka nie pozwala kobietom pełnić jakichś funkcji. Żeby to chociaż na poważnie straszyli, że miesiączkujące babki nie powinny jeździć pod namiot, bo nęcą dzikie zwierzęta. Albo że psują rosnące w piekarniku ciasto na odległość. Albo że coś równie fajnego, skoro już efektowne trzęsienia ziemi u nas nie występują.

Wszystko przez te bezwstydnice. Na zdjęciu przy linkowanym artykule jest nawet pokazana taka wyuzdana irańska ladacznica. I paczpani, całkiem goła. No zgroza.

A może tak naprawdę biednemu islamskiemu duchownemu to i owo rzuciło się na mózg? Może za dużo o czymś myślał (a jak widać, niektórzy powinni powstrzymywać się przed myśleniem, bo im to zupełnie nie wychodzi)? A może coś go napadło w nieskromnych marzeniach? Vagina dentata aby? Czy może taka nawet zwyklejsza, ale z trzęsieniem ziemi w trakcie na dodatek? Nieskomplikowane jakby te fantazje, ale zrozumiałe dosyć. A może jednak chciał intelektualnie dorównać Patowi Robertsonowi, który bredził coś na temat związku przyczynowo-skutkowego między trzęsieniem ziemi w Haiti a paktem z szatanem, który Haitańczycy zawarli w XVIII wieku? Jeśli tak, to intelekt duchownego islamskiego zdecydowanie wyszedł w tej chwili na prowadzenie i trudno go będzie przebić. Ale nie traćmy nadziei – na niektórych duchownych różnych wyznań albo na niektórych prawicowych czy konserwatywnych oszołomów zawsze można liczyć. 

ResearchBlogging.org po polsku – znowu!

Drogie Blogerki, drodzy Blogerzy

piszące/piszący po polsku o nauce, bijące/bijący pięścią wiedzy w szczękę zabobonu i szarlatanerii, a przede wszystkim opisujące/opisujący konkretne recenzowane prace naukowe

zgłaszajcie się!

Zgłaszajcie się i rejestrujcie na ResearchBlogging.org koniecznie.

W tej chwili mamy tylko sześć rejestracji. Dopóki nie będzie przynajmniej dziesięciu takich blogów – nie ruszymy z tym całym koksem (czyli z ResearchBlogging.org po polsku).

Więc sorry, że tak brutalnie, ale – do roboty!

ResearchBlogging.org – wersja polska

ResearchBlogging.org to agregator dla blogów, na których pojawiają się notki omawiające konkretne publikacje naukowe. Oficjalnie 20 kwietnia startujemy z jego polską wersją. 

Jeśli Twój blog ma takie notki i chcesz go zarejestrować na ResearchBlogging.org, możesz to zrobić już teraz. Wejdź na stronę, wypełnij formularz, postępuj zgodnie z instrukcją, po czym czekaj na akceptację. Jeśli już zgłosiłaś/zgłosiłeś swój blog, nie musisz robić tego po raz drugi.

Taki EBV straszny, jak go malują

ResearchBlogging.orgTym razem nie będzie takich wesołych fajerwerków tajemniczej i melancholijnej tajemniczości, jak w tej notce. Ale ponieważ wirus Epsteina-Barr jest naprawdę fascynujący i, choć nie wszystko o nim wiadomo, to jednak coś tam wiadomo, oraz ponieważ aż szkoda oddawać go na pastwę takich artykułów, jak ten opisywany poprzednio – dlatego też dzisiaj parę informacji o EBV.

EBV – powinno się raczej mówić o nim per Human herpesvirus 4należy oczywiście do rodziny Herpesviridae (i wspólnie z HHV-8 do podrodziny Gammaherpesvirinae) i ma sporo cech wspólnych z innymi herpeswirusami. Wygląda podobnie, posiada osłonkę, DNA, ulega latencji – w tym wypadku w limfocytach B. Jest także parę różnic, na przykład to, że nie istnieje terapia – zakażeń spowodowanych przez EBV nie da się leczyć ani acyklowirem, ani żadnym innym lekiem anty-herpeswirusowym. Wirus Epsteina-Barr jest wirusem onkogennym.

EBV zakaża głównie limfocyty B oraz  komórki nabłonkowe znajdujące się w ludzkim gardle (oraz prawdopodobnie także inne komórki), rozpoznając receptor CR2 (CD21) dla jednego ze składników dopełniacza (C3d). Wirus transformuje limfocyty B, powodując ich wzmożone namnażanie, zahamowanie procesów apoptozy oraz produkcję przeciwciał różnego rodzaju. W limfocytach B ekspresji ulegają geny wczesne wirusa, a także dwa geny kodujące białka późne, które są onkogenami. Dojrzałe cząstki wirusowe powstają natomiast w komórkach nabłonkowych gardła (rzadziej w limfocytach B także) i poprzez ślinę zakażać mogą kolejne osoby. Prawdopodobnie możliwa jest także genitalna droga zakażenia, jak również, rzadko, transmisja poprzez przetoczenie krwi.

Wydaje się, że ogromna większość populacji ludzkiej (90 – 95%) zakażona jest wirusem EBV. Ludzie ci, nie mając zwykle żadnych objawów infekcji, rozprzestrzeniają wirusy przez całe życie. Główną rolę, decydującą o przebiegu infekcji, pełnią limfocyty B oraz kontrolujące je limfocyty T cytotoksyczne. Limfocyty T (CD8+) z mniejszym udziałem komórek NK, hamują proliferację zakażonych przez EBV limfocytów B. Jeśli odpowiedź limfocytów T jest silna, skutkuje ograniczeniem zakażenia tylko do formy ostrej i długotrwałym zahamowaniem replikacji wirusa EBV. Jeśli natomiast odpowiedź ta jest niewystarczająca, może powodować to niekontrolowaną proliferację limfocytów B i powstawanie nowotworów (chłoniaków) z limfocytów B.

Ryc. z textbookofbacteriology.net

Najczęstszą chorobą związaną z zakażeniem wirusem Epsteina-Barr jest mononukleoza zakaźna. Uważa się, że spora część populacji przechodzi zakażenie przed 5. rokiem życia, prawdopodobnie beozobjawowo. Objawowa mononukleoza częsta jest za to wśród młodych osób dorosłych, a szerzy się przez bliskie kontakty (stąd jej popularna nazwa „kissing disease”). Okres inkubacji trwa 1 do 2 miesięcy. Wczesne objawy obejmują gorączkę, powiększenie węzłów chłonnych, zapalenie gardła, pacjenci wymieniają także uczucie zmęczenia, ogólne złe samopoczucie, nudności i brak apetytu. W trakcie trwania choroby obserwuje się również powiększenie wątroby, śledziony (śmiertelność na skutek mononukleozy jest niska, ale jeśli występuje, to najczęściej na skutek pęknięcia śledziony właśnie; 90% takich przypadków występuje u mężczyzn), oraz plamkowo-grudkowa wysypka. Wysypka może występować w dwu postaciach i w rzeczywistości tylko jedna z nich jest skutkiem zakażenia wirusem EBV – ta nieswędząca, słabo widoczna i szybko znikająca. Jeśli natomiast notuje się u pacjenta swędzącą, dobrze wyrażoną i długo występującą wysypkę, oznacza to najczęściej, iż mononukleoza została źle zdiagnozowana. Dość powszechne jest bowiem mylenie mononukleozowego zapalenia gardła z anginą paciorkowcową. I ponieważ około 30% pacjentów z mononukleozą jest jednocześnie nosicielami paciorkowców grupy A w gardle, paciorkowce te naturalnie występują także w materiale pobranym od pacjenta – lekarz widząc wynik wnioskuje więc, iż ma do czynienia z anginą, zaleca stosowanie ampicyliny lub amoksycyliny, i wówczas, pod wpływem tych antybiotyków, występuje wysypka. Wysypka ta jest więc wyłącznie efektem stosowania leków, a nie działania wirusów, nie jest także objawem alergii pacjenta na te antybiotyki.

W bardzo rzadkich przypadkach notuje się w przebiegu mononukleozy zakaźnej: zapalenie mózgu, opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie trzustki, bóle mięśni, zapalenie mięśnia sercowego i inne. W przypadku wybiórczego braku odporności w stosunku do EBV (u pacjentów z zespołem XLP – X-linked lymphoproliferative syndrome) przebieg mononukleozy zakaźnej może być ciężki, przedłużony i czasem kończyć się zgonem.

Diagnostyka mononukleozy zakaźnej jest dość skomplikowana. Zaczyna się najczęściej od obrazu krwi – charakterystyczna jest leukocytoza (12-20 tys. komórek/µL), limfocytoza (≥60%) plus obecność limfocytów atypowych (≥10%).

Ryc. z Microbiology and Immunology Online

Ponieważ zakażenie wirusem EBV skutkuje wytwarzaniem różnych rodzajów przeciwciał przez limfocyty B, przeciwciała te, zwane heterofilnymi, także można wykrywać – robi to się z użyciem testów aglutynacji erytrocytów (Paul-Bunnell test, jego modyfikacja Paul-Bunnell-Davidsohn test, Monospot, a także ELISA). Wykrywa się również przeciwciała, skierowane specyficznie przeciwko samemu wirusowi, a dokładniej jego niektórym antygenom (IgG oraz IgM przeciwko antygenowi kapsydowemu VCA, przeciwciała przeciw antygenowi jądrowemu EBNA czy antygenowi wczesnemu EA). Dzięki ich obecność można wnioskować o etapie choroby, okresie zdrowienia czy przebytym zakażeniu.

(Ryc. z Aktualnych zagadnień i zadań z mikrobiologii jamy ustnej pod red. E. Swobody-Kopeć. Akademia Medyczna w Warszawie, 2003)

Ze względu na to, że nie istnieją ani leki ani szczepionka przeciwko wirusowi EBV, pacjenci z mononukleozą zachęcani są głównie do powstrzymania się od nadmiernej aktywności fizycznej przez jakieś trzy tygodnie. Choroba powinna przejść sama. I najczęściej, przy prawidłowej aktywności limfocytów T cytotoksycznych, kontrolujących proliferację zakażonych wirusem limfocytów B, tak się właśnie dzieje, w ciągu jednego do czterech tygodni. Mononukleoza ulega ograniczeniu i nie powinna powrócić do końca życia pacjenta.

Jeśli jednak odpowiedź limfocytów T jest niewystarczająca, skutkuje to powstawaniem chłoniaków nieziarniczych wywodzących się z limfocytów B. Możliwa jest również choroba Hodgkina. U pacjentów z wrodzonymi niedoborami odporności występować mogą związane z EBV zespoły limfoproliferacyjne oraz nowotwory złośliwe. A nabyte zespoły upośledzenia odporności predysponują do takich związanych z zakażeniem wirusem Epsteina-Barr chorób, jak na przykład PTLD (potransplantacyjny zespół limfoproliferacyjny, posttransplant lymphoproliferative disorder) – dość rzadkie powikłanie po przeszczepie narządu lub szpiku kostnego, występujące albo na skutek reaktywacji latentnego wirusa albo na skutek zakażenia pierwotnego przeniesionego wraz z przeszczepem; czy też leukoplakia włochata na języku – opisywana u chorych z AIDS.

Ryc. z Microbiology and Immunology Online

Innymi chorobami nowotworowymi związanymi z zakażeniem wirusem Epsteina-Barr są na przykład chłoniak Burkitta czy rak jamy nosowo-gardłowej. Chłoniak Burkitta jest nowotworem żuchwy i twarzy, występującym w postaci endemicznej w tropikach, głównie na terenie Afryki równikowej.

Ryc. z Microbiology and Immunology Online

Chorują przede wszystkim dzieci, w wieku od czterech do siedmiu lat; przed pierwszym i po piętnastym roku życia choroba jest rzadka.

Zdjęcie stąd

Wydaje się, że kofaktorem w przypadku chłoniaka Burkitta może być malaria. Wskazuje na to fakt, że tam gdzie kiedyś malaria była częsta, często także notowano przypadki chłoniaka, a tam, gdzie liczba przypadków malarii zmniejszyła się, zmniejszeniu uległa także liczba przypadków chłoniaka. Poza tym, chłoniak Burkitta występuje częściej na tych terenach, gdzie jest cieplej i wilgotniej – być może jest to jakoś związane z cyklem namnażania się komarów roznoszących malarię. Uważa się jednak, że znaczenie mogą mieć także inne czynniki sprzyjające. Interesującą hipotezą jest na przykład związek między chłoniakiem Burkitta a Euphorbia tirucalli. Tam, gdzie rośnie ta roślina przypadki chłoniaka są częstsze. Rolę miałby odgrywać tu sok rośliny, toksyczny, ale stosowany w tradycyjnej medycynie, a także używany do zabawy przez dzieci. Wykazano, że sok ten zwiększa replikację wirusa EBV w komórkach, co miałoby świadczyć o tym, iż jest on potencjalnym kofaktorem zakażenia.

Rak jamy nosowo-gardłowej natomiast występuje endemicznie w południowych Chinach, na Alasce czy we wschodniej Afryce. Kofaktorami w tym wypadku miałyby być czynniki genetyczne, a także środowiskowe, jak np. dieta zawierająca duże ilości nitrozamin.

Do doczytania:
1. Gulley, M., & Tang, W. (2008). Laboratory Assays for Epstein-Barr Virus-Related Disease Journal of Molecular Diagnostics, 10 (4), 279-292 DOI: 10.2353/jmoldx.2008.080023
2. Gershburg, E. (2005). Epstein-Barr virus infections: prospects for treatment Journal of Antimicrobial Chemotherapy, 56 (2), 277-281 DOI: 10.1093/jac/dki240
3. Orem J, Mbidde EK, Lambert B, de Sanjose S, & Weiderpass E (2007). Burkitt’s lymphoma in Africa, a review of the epidemiology and etiology. African health sciences, 7 (3), 166-75 PMID: 18052871

Elham, Fawzija, Nujood i wiele innych

A 12-year-old Yemeni bride died of internal bleeding following intercourse three days after she was married off to an older man, the United Nations Children’s Fund said.
The girl was married to a man at least twice her age, said Sigrid Kaag, UNICEF regional director for the Middle East and North Africa.
Amal Basha, chairwoman of the Sisters Arab Forum for Human Rights, a Yemeni human rights group, identified the girl Friday as Elham Mahdi.
„Elham was married on March 29th and died three days later” and lived in Yemen’s Hajjah province, Basha said.

Nijma Ahmed, 50, told the Associated Press late Friday that just before her daughter lost consciousness she described how her 23-year-old husband had tied her up and forced himself on her. She bled to death hours later. Elham Assi died April 2, four days after she was married. A forensic report said her vagina and rectum were deeply ripped, causing her to hemorrhage.

In September, a 12-year-old Yemeni girl forced into marriage died during childbirth. Her baby also died, according to the Seyaj Organization for the Protection of Children.
Fawziya Ammodi was in labor for three days before she died of severe bleeding, said Ahmed al-Qureshi, president of the organization.
„Although the cause of her death was lack of medical care, the real case was the lack of education in Yemen and the fact that child marriages keep happening,” al-Qureshi said.

The issue of Yemeni child brides made headlines in 2008 when 10-year-old Nujood Ali was pulled out of school and married. Her husband beat and raped her within weeks of the ceremony.

„Early marriage places girls at increased risk of dropping out of school, being exposed to violence, abuse and exploitation, and even losing their lives from pregnancy, childbirth and other complications,” UNICEF said.

O, i jeszcze coś nowego, jakby tego było za mało:

An 11-year-old Yemeni girl who was was married to a man in country’s Hajja province was hospitalized today with genital injuries, said a human rights group in Sanaa.
The 11-year-old girl was married last year only under the condition that the adult husband would wait until she reached puberty to consummate the marriage. He did not wait, nor do many of the men who marry young brides, says Amal Basha, director of the Arabic Sisters Forum.

Chore, wstrętne barbarzyństwo. Może i można coś więcej napisać, ale nasuwają się same bardzo, bardzo brzydkie słowa.

(Rysunek stąd)

Dzień po

Tak to wyglądało dzisiaj w i pod Ambasadą RP w Waszyngtonie.

Były nawet dwie księgi kondolencyjne; chętnych do wpisania chyba całkiem sporo.

Wieniec od prezydenta Obamy i jego małżonki.

Na zewnątrz informacja o tym, co się stało (po angielsku), fotografia prezydenta Kaczyńskiego z Marią Kaczyńską oraz kwiaty, świece, znicze – czasem z bardzo wzruszającymi dopiskami.

Niektórzy zatrzymywali się, czytali, przyglądali się…

Czasem chyba przyglądali się aż za bardzo – niemal przed budynkiem Ambasady miała miejsce dość poważna stłuczka.