Święta w Stanach a artykuł w „Niedzieli”

Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i tradycyjnie pojawiają się też informacje na temat, jak to straszliwa komercjalizacja, rodem oczywiście z tych szatańskich Stanów Zjednoczonych, psuje nasze piękne polskie i katolickie tradycje. O tym także mówi świeży artykuł, opublikowany w Niedzieli, a zawierający taką liczbę stereotypów, nudnych i płaskich w dodatku, i tyle narzekania podszytego wyższością, że nie mogłam sobie darować, żeby się po nim nie przejechać. I zastanawiałam się cały czas, czy ludzie piszący takie dyrdymały to byli w ogóle w Stanach, czy wiedzę o nich czerpią wyłącznie z filmów i reklam.

Pani autorka pisze: […] Pojawiają się na sklepowych wystawach choinki, mikołaje, sztuczny śnieg, a wewnątrz anielice sprzedają wigilijne opłatki, z głośników płyną kolędy i co krok napotkać można promocje świąteczne, zachęcające do zakupów. Czy nie jest tak, że zapominamy, jaka jest istota świąt Bożego Narodzenia? A może nie tyle zapominamy, co zwyczajnie odchodzimy od ich tradycyjnego wymiaru, który czyni je przecież tak wyjątkowymi…[…] Dlaczego zapominamy, dlaczego odchodzimy? O ile wiem, w Polsce nie mieszkają wyłącznie katolicy, są wyznawcy innych religii, nie tylko chrześcijańskich, są ateiści – wszyscy oni obchodzą Święta tak, jak uważają. Jeśli natomiast katolicy zapominają, to cóż, pretensje powinni kierować chyba do siebie samych. Może księża na kazaniach powinni tłumaczyć, kim był św. Mikołaj, może na religii, może katoliccy rodzice swoim dzieciom? Dlaczego ma to robić akurat Ameryka?

[…] Takie zeświecczenie napłynęło do nas ze Stanów Zjednoczonych – podobnie jak wiele innych zwyczajów. Na oślep podążamy za amerykańską modą, choć USA jest krajem dalekim od ideału. Zróżnicowanie klasowe, rasowe i religijne sprawiło, że Boże Narodzenie nabrało tam nieco innego charakteru.[…] Nie sądzę, że ludzie zwykli uważać, że USA są krajem idealnym. Po prostu pewne przejawy komercjalizacji im się podobają. Jednakowoż, chyba nie ma przymusu, żeby je wprowadzać w swoim domu? A, i to zróżnicowanie, zwłaszcza rasowe, ma na pewno wielki wpływ na oprawę Świąt w Stanach. Ja rozumiem, że jeśli całe życie widuje się wyłącznie białych ludzi w kościele, to szokiem może być zobaczenie czarnych czy żółtych. Nie trzeba się ich jednak bać :-) .

[…] Walentynki, Halloween czy chociażby Wedding Planner to przykłady tego, jak sami amerykanizujemy polskie tradycje, które przez to zanikają.[…] Eee, jakaż to polska tradycja została zamerykanizowana przez Wedding Planner?

 […] Dobrze by jednak było, gdyby nasze pociechy miały świadomość, że św. Mikołaj nie jest postacią fikcyjną, a tzw. mikołajki obchodzi się 6 grudnia – w rocznicę śmierci Biskupa. Tylko media katolickie dostarczają prawdziwych informacji o św. Mikołaju, jednak ilu rodziców sięgnie po nie?[…] No właśnie, rodzice, jeśli chcą wychowywać dzieci w wierze katolickiej, powinni to robić, a nie oglądać się na USA. Swoją drogą, jeśli ta wiara jest silna, to ani Dziadek Mróz ani Santa Claus nie powinni jej zaszkodzić. Na marginesie: katolickie medium Gazeta.pl Turystyka napisała co nieco o prawdziwym św. Mikołaju.

[…] Ameryka Boże Narodzenie świętuje w sposób świecki, bo dla Amerykanów to zwyczajne święto rodzinne. Niewielkie jest tam odniesienie do Chrystusa. Ma to związek z wymieszaniem na tym kontynencie ras i religii. Wszak tylko 30 procent tamtejszej ludności to katolicy. Zdecydowaną większość stanowią wyznawcy religii niechrześcijańskich oraz protestanci wszelkich odłamów, którzy nie obchodzą tych Świąt w takim wymiarze jak katolicy. Ale nawet u chrześcijan duchowo-religijny charakter Bożego Narodzenia jest wypierany stopniowo, lecz skutecznie, przez ten komercyjny.[…] Ten fragment aż kapie od uprzedzeń. Po pierwsze, Ameryka nie jest jednością, inaczej jest w różnych częściach, w różnych stanach. Po drugie, kto świętuje na sposób świecki, ten świętuje. Pewnie robią tak nie-katolicy, czy w ogóle nie-chrześcijanie. W sumie, dlaczego np. buddyści mieliby obchodzić te Święta nie wyłącznie jako rodzinne, jeśli w ogóle? Do Chrystusa odnoszą je ci, którzy w Niego wierzą. I uświadomiłabym pani autorce, że 30% katolików to nie jest tak mało. Wikipedia podaje, że katolicy stanowią najliczniejsze wyznanie wśród chrześcijańskich w Stanach, a w sumie jest ich ponad 57 milionów – to naprawdę jest więcej niż w naszym pięknym kraju. Po trzecie, jeśli protestanci obchodzą Święta w innym wymiarze, niż katolicy, to nie znaczy, że wymiar ten jest gorszy. A komercjalizacja – się powtórzę, że jeśli dla kogoś ważne jest, że narodził się Chrystus, to tego nie wyprą ani kiczowate ozdoby świąteczne, ani disneyowskie renifery, ani Jingle Bells w sklepach. I po czwarte, żenujące są te uwagi o rasach.

[…] W końcu dochodzimy do wniosku, że jest już za późno, że już nie warto iść do spowiedzi.[…] Każdy podejmuje decyzje indywidualnie. Nie ma obowiązku spowiedzi w czasie Bożego Narodzenia, drugie i trzecie przykazania kościelne mówią: Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty oraz Przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym, przyjąć Komunię Świętą.

[…] Amerykańskie święta trwają krócej niż polskie. Polacy obchodzą uroczystą Wigilię, Boże Narodzenie oraz święto św. Szczepana, pierwszego męczennika. Amerykanie świętują tylko 25 grudnia, a już następnego dnia tłumy pojawiają się w marketach, aby zwrócić nietrafione prezenty. Zresztą w dobie nasilającego się kryzysu już nawet w Boże Narodzenie niektóre markety są tam otwarte.[…] Z kościelnego punktu widzenia, i Polacy i Amerykanie (a dokładniej katolicy w tych krajach) obchodzą Święto Bożego Narodzenia 25 grudnia. Wigilia w Polsce jest świętem typowo rodzinnym (a nie kościelnym i nie ma tego dnia obowiązku uczęszczania do kościoła), ponadto nie jest to dzień wolny od pracy. Tymczasem w Stanach bywa, ja np. mam tego dnia wolne. Św. Szczepana jest owszem dniem wolnym w Polsce, ale nie jest tzw. świętem nakazanym, wiec również nie ma obowiązku świętowania go w kościele. W Stanach jest to dzień pracy (choć akurat w tym roku rektor uniwersytetu zrobił nam niespodziankę i dał dzień wolny 26 grudnia, dlatego tylko jednak, że jest to piątek. Czujemy się niemal jak w Polsce z tym długim weekendem :-) ).
I tak na marginesie, jeśli już licytujemy się, kto jest lepszym katolikiem – w Stanach jest więcej świąt nakazanych niż w Polsce. O jedno wprawdzie, uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny, ale zawsze. Jak pisali Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi zgromadzeni na 324. Zebraniu Plenarnym Konferencji Episkopatu Polski w Warszawie w Liście Episkopatu Polski na temat przykazań kościelnych: […] by ze względu na dni robocze świętami nakazanymi nie były w Polsce: uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najśw. Maryi Panny,[…]. No właśnie, w Stanach też to jest dzień roboczy, a katolicy idą do kościoła i nie marudzą. (Tu powinnam też uczciwie dodać, że w USA dwa święta: uroczystość Objawienia Pańskiego i Boże Ciało zostały przeniesione na niedziele, odpowiednio: pierwszą po 1 stycznia i drugą po Zesłaniu Ducha Św. To nie znaczy jednak, że się tych świąt nie obchodzi).
Można by więc dyskutować, gdzie Święta są dłuższe i co to tak naprawdę znaczy. I piszę tu tak dokładnie o tym obowiązku chodzenia do kościoła i świętach nakazanych tylko po to, żeby jakoś dostosować się do tonu komentowanego artykułu, a nie dlatego, że uważam, że wiara to zbiór nakazów i zakazów. Zasady są ważne dla katolików, ale poświętować można tak, jak (w pewnym granicach) każdy uważa za stosowne, np. chodząc do kościoła codziennie. Nawet w USA nie jest to zakazane, a drzwi kościołów nie broni czerwony i okrąglutki Santa.
Co do otwartych sklepów – nie widziałam wszystkich, ale ogólnie większość jest zamknięta 25 grudnia. Kryzys nie ma tu nic do rzeczy. A jeśli coś jest otwarte, to przecież może służyć nie-katolikom i nie-chrześcijanom, prawda? Poza tym, nie ma obowiązku robienia zakupów w Boże Narodzenie, nawet w tak skomercjalizowanym kraju.

[…] Święta w USA są „widoczne”, co wyraża się chociażby w dekorowaniu domów. […] Wygląda to efektownie i nie ma w tym absolutnie nic złego, ale czy jest to naprawdę nieodłączny element Świąt?[…] Nie, nie jest nieodłączny. Dlatego też i nie wszyscy dekorują. Często jednak, co zapewne zaskoczyłoby panią autorkę, dekoracje te zawierają elementy religijne, patrz chociażby moja poprzednia notka i trzecie zdjęcie, teraz dodatkowo zbliżenie:

dscf3539

oraz jeszcze jedno zdjęcie, szopka jest widoczna po lewej:

dscf3542

[…]Jako ciekawostkę warto też wspomnieć, że w kościołach amerykańskich nie znajdziemy szopek ani siana, tak jak u nas. Tylko gdzieniegdzie w USA spotkać można figurki Dzieciątka Jezus, Maryi i Józefa, jakiegoś pastuszka z owieczką, parę choinek. Sztucznych, oczywiście, ponieważ te żywe w opinii firm ubezpieczeniowych stanowią zagrożenie pożarowe.[…] Cóż, tu jako odpowiedź powinnam pokazać zdjęcie jak najbardziej szopki (z sianem) przed kościołem, jak najbardziej amerykańskim:

dscf3463

Zapewniam autorkę artykułu, że szopki są, w kościołach także. W tym kościele, przed którym stała powyższa, była nawet jeszcze jedna w środku. A figurki Świętej Rodziny, jak pokazałam powyżej, można spotkać cześciej, niż tylko gdzieniegdzie (co, jak na nie-katolicki kraj, jest wynikiem całkiem niezłym). Choinki też są, muszę w tym roku dokładniej przypatrzyć się, czy są sztuczne czy prawdziwe. Nawet jednak jeśli są sztuczne, to nic złego (zawsze żal mi tych wszystkich ścinanych drzewek), poza tym, na miejscu autorki, nie nabijałabym się z zagrożenia pożarowego. Ciekawe, czy tak samo myśleli księża pallotyni z parafii pod wezwaniem św. Wincentego Pallottiego w Warszawie: […] 14. stycznia 2007 zapaliła się dekoracja bożonarodzeniowa w kościele. Ogień błyskawicznie przeniósł się na obraz. Pomimo natychmiastowej interwencji zgromadzonych ludzi obraz spłonął całkowicie. Pozostały jedynie nadpalone ramy.[…] Był to obraz Chrystusa Króla, którego namalowanie pallotyni zamówili u Adama Styki przed wybuchem Powstania Warszawskiego. Może więc byłoby dobrze nie tracić dzieł sztuki w kościołach (nie mówiąc o niebezpieczeństwie dla ludzi) tylko dlatego, że ktoś uważa, że zagrożenie pożarowe to tylko jakieś dziwne pomysły firm ubezpieczeniowych.

[…] W polskich marketach kolędy i pastorałki już dawno się zdewaluowały. […] Wnoszą wtedy światowy powiew, no i słowem „Bóg” nie drażnią ucha ateisty czy innowiercy, który jest także klientem sklepu. Z tego też względu stały się piosenkami o śniegu, zimie i mikołaju. […] Czy wobec tego właśnie z przekory w owej zepsutej Ameryce grane są najczęściej kolędy religijne?[…] Tu chyba nieporozumienie polega na tym, że autorka nie odróżnia piosenek świątecznych (Christmas songs) i kolęd (Christmas carols). Te pierwsze są neutralne, mówią o śniegu, spotkaniach, zabawie i puszczane są w sklepach. Te drugie natomiast jak najbardziej zawierają słowo „Bóg” i śpiewane są w różnych miejscach, w kościołach, ale nie tylko. Przykładem może być piękna kolęda O come all ye faithful, ze słowami: O come ye, O come ye to Bethlehem / Come and behold Him/ Born the King of Angels/ O come, let us adore Him/ Christ the Lord, nagrana dwa lata temu przez wyskakujący-teraz-z-każdej-lodówki zespół Twisted Sister (i jest to zdecydowanie najlepsza wersja tej kolędy, jaką słyszałam :-) ).  Nie wspominając już o tegorocznym projekcie We Wish You a Metal Xmas…and a Headbanging New Year, gdzie różne gwiazdy metalowe śpiewają i kolędy, i piosenki bożonarodzeniowe. Warto posłuchać, choćby dla samego Chucka Billy’ego, śpiewającego Silent Night głosem norweskiego wokalisty death-metalowego. Robi wrażenie :-) , choć wolę Chucka śpiewającego nieco inaczej. Przypuszczam jednak, że dla pani autorki wszyscy tacy wykonawcy to jacyś sataniści, bo i włos długi, wzrok dziki, suknia plugawa i te gitary w rękach; i w sumie oni się nie liczą. A że stoi to w sprzeczności z tezą artykułu…

[…] Całej winy za komercjalizację Świąt nie możemy zrzucić na Amerykę, bo w tej kwestii wiele zależy od nas samych. Najważniejsze jest czyste serce, do którego ma przyjść sam Bóg, i nieważne, w jakiej oprawie – amerykańskiej czy polskiej, tradycyjnej.[…] Bardzo łaskawie, szczególnie z tą całą winą. Tak czy inaczej jednak, to chyba jedyny naprawdę rozsądny akapit tego tekstu. Właśnie tak:  najważniejsze, jak sami chcemy te Święta obchodzić. Jeśli mają być religijne, jeśli tak chcemy, to zróbmy tak, a nic nam w tym nie przeszkodzi.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Święta w Stanach a artykuł w „Niedzieli”

  1. To prawda, ze wiele amerykanskich tradycji na dobre czy na zle przenosi sie na Polske, ale kto je dolicha kultywuje? Przeciez nie Amerykanie wpychaja sie do Polski ze swoimi tradycjami, ale Polacy „pozyczaja” – z wyboru – tradycje od Amerykanow.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s