Bez jaj u Obamy

Co można zrobić rano w Wielką Sobotę? Różne rzeczy zapewne, co tam komu wpadnie do głowy, łącznie z odpoczywaniem, przygotowywaniem świątecznych smakołyków czy też lataniem z jajeczkami do kościoła. Można również odwiedzić Biały Dom. Choć tak w ogóle nie jest to łatwe do zrealizowania (kiedyś było łatwiej, ale po 11. września sytuacja czemuś się zmieniła). Jeśli jesteś Amerykaninem, musisz skontaktować się ze swoją kongrespersoną. Jeśli jesteś obcokrajowcem – spróbuj załatwić sobie wejście przez ambasadę. Jak to ci się uda, drogę masz zasadniczo wolną. Z tym, że nam się nigdy nie chciało. I dobrze. Bo okazało się, że góra przyszła do woza (czy jak tam to było) i dzięki naszym ekstraordynaryjnym znajomościom w wyższych amerykańskich sferach rządowych (a co? :P) właśnie w tę sobotę mogliśmy pobuszować sobie trochę po mieszkanku Obamy. Znajomi Amerykanie i nie-Amerykanie trochę nam zazdrościli. Jeden kolega, wielbiciel obecnego prezydenta, zażyczył sobie nawet, żebym go zaadoptowała na ten jeden dzień i zabrała ze sobą zamiast szanownego małżonka. Spoko – następną razą.

Najpierw trzeba było odczekać swoje w kolejce pod płotem.

Potem przejść przez te wszystkie bramki, prześwietlenia, odpowiedzieć na podchwytliwe pytania o własną datę urodzenia oraz nazwisko, a potem stać w następnych kolejkach. Gdy przechodziliśmy przez kolejną zaporę, mur i zasieki, minął nas ważny mieszkaniec Białego Domu. Miał kilkadziesiąt centymetrów wzrostu (bo siedział w meleksie), czarną kudłatą mordkę, a wtulał się mocno w dwóch panów ochroniarzy, którzy swymi ciałami otaczali go ze wszystkich stron. Innymi słowy – Pierwszy Pies z rannej na siusiu wracał wycieczki.

A potem, ponieważ nikt nie zapytał nas: a wy kuda biez bilieta?, bez przeszkód pozwiedzaliśmy sobie wschodnie skrzydło i kawałek środka Domu.

Robienie zdjęć było naturalnie zakazane pod karą zastrzelenia przez powieszenie (dlatego też dwa poniższe obrazki, a także rysunek powyżej, pochodzą z materiałów turystycznych zapewnianych przez wymienione już sfery rządowe). Ale obejrzelismy różne ładne pokoje, z obrazami panów prezydentów i pań prezydentowych (np. Grace Coolidge – czy ja byłam z pieskiem, czy bez pieska? – w Pokoju Chińskim),

i z wystawami pozłacanych specjalną metodą naczyń srebrnych, których taktycznie nie było specjalnie widać w Vermeil Room.

Pooglądaliśmy sobie także fascynujące zdjęcia z wizyt ważnych osobistości (Margaret Thatcher miała ekstra buty), obrazki z prezydenckiego życia domowego (ubieranie choinki przez rodzinę Clintonów), a także kilka obrazów prezydentów USA, których nazwiska wyleciały nam z głowy natychmiast (Millard Fillmore, Grover Cleveland).

Co było najfajniejsze? Całkiem przyjemny kolorystycznie State Dining Room. Zwłaszcza po Red Room, w którym na pewno zapadały wszelkie plany mordów, spisków, wojen i agresji (po przebywaniu paru minut w towarzystwie tych czerwonych ścian człowiek zaczynał zgrzytać zębami i toczyć wściekle wzrokiem dookoła). Urocze kutasiki przy zasłonach (nie ma to jak dużo kutasików, a było ich mnóstwo) – dobrane kolorystycznie do pokojów: czerwonego, zielonego i niebieskiego. Oraz wspaniały obraz Jacoba Lawrence’a, Builders (można go obejrzeć tutaj), doskonale niepasujący do całego pozostałego wywieszonego malarstwa.

A potem wizyta w Białym Domu się skończyła i można było cyknąć parę zdjęć na zewnątrz,

a nawet zrobić fotki grupom turystów fotografujących Biały Dom z tego chodnika, co wszyscy.

I tak, zupełnie bezjajecznie, upłynął nam wielkosobotni poranek.

9 uwag do wpisu “Bez jaj u Obamy

  1. super. ja tez z tych co zazdroszcza. mozna sie bylo schowac gdzies do kominka i poczekac tam kilka godzin i wieczorem wyjsc i przylapac obame w kapciach.

  2. Wiesz, baliśmy się tych ochroniarzy. Że jak nas zobaczą, to najpierw zastrzelą, a potem będą pytać, co robiliśmy :)

  3. Bardzo chciałam zrobić zdjęcia, ale z powodów oczywistych się nie dało, głupie przepisy :P. Kutasiki były jednak znacznie ładniejsze, niż ten: http://pl.wikiquote.org/wiki/Kutas. Bardzo pięknie kolorystycznie dobrane – jak pokój zielony, to kutasiki zielone ze złotym, i tak dalej :).

  4. jeśli kiedyś uda mi się tam dostać, to nie ma siły – będę gapić się na te kutasiki przede wszystkim;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s