Kolejna super-bakteria, czyli Clostridium difficile
To było do przewidzenia. Emocje prasowe, związane z opisaniem nowych niebezpiecznych pałeczek Gram-ujemnych, odeszły w niebyt. Pałeczki miały swoje 15 minut sławy, teraz czas na coś innego dla odmiany - mamy bowiem kolejną super-bakterię. Prasa znowu straszy.
Clostridium difficile to Gram-dodatnia beztlenowa przetrwalnikująca laseczka. Odkryto ją w 1935, ale do lat siedemdziesiątych XX w. nie potwierdzono roli tego drobnoustroju w schorzeniach u ludzi. Obecnie wiadomo, że jest jednym z głównych czynników powodujących zakażenia jelitowe w szpitalach, u chorych leczonych antybiotykami czy innymi lekami, które zmieniają stan flory bakteryjnej jelit. Najbardziej narażeni są ludzie starsi i schorowani, w tej grupie pacjentów śmiertelność na skutek CDAD (Clostridium difficile-associated disease) może sięgać nawet 25%. Ale pamiętać należy, że w ostatnich latach epidemiologia zakażeń tym drobnoustrojem zmienia się - infekcje nie dotyczą już (prawie) wyłącznie środowiska szpitalnego oraz pacjentów dorosłych, tak jak było to dawniej. Od lat dziewięćdziesiątych zeszłego wieku podkreśla się zwiększenie liczby zakażeń w ogóle - na skutek narastania lekooporności, tego, że infekcje zaczynają dotyczyć pacjentów niegdyś uważanych za grupy niskiego ryzyka (dzieci), a także (to już w obecnym stuleciu) na skutek pojawienia się nowego, bardziej zjadliwego szczepu bakterii.
C. difficile występuje powszechnie w środowisku, w ziemi, wodzie, w organizmach domowych i dzikich zwierząt. Drobnoustrój kolonizuje także ludzi – około 5% zdrowych dorosłych oraz 15-70% niemowląt jest jego nosicielami. Sporo pacjentów stanowią właśnie tacy bezobjawowi nosiciele (choć do zakażenia może także dojść z zewnątrz, ze środowiska szpitalnego – uważa się, że 20% hospitalizowanych pacjentów ulega kolonizacji), którzy trafiają do szpitala, poddawani są kuracji antybiotykowej, kuracja ta skutkuje częściowym zniszczeniem flory bakteryjnej jelit i w tym miejscu zaczyna się namnażać C. difficile. Nie wszyscy, a około 30% takich skolonizowanych pacjentów choruje. Uważa się, że każdy stosowany antybiotyk (nawet te, którymi walczy się z C. difficile) może być związany z wystąpieniem objawów.
Bakteria wytwarza różne czynniki zjadliwości, najważniejsze są toksyny: toksyna A (enterotoksyna) oraz toksyna B (silna cytotoksyna), choć chorobotwórcze mogą być szczepy wytwarzające tylko toksynę B. Duże znaczenie mają również rozmaite adhezyny bakteryjne, a prawdopodobnie mniejsze – tzw. toksyna binarna (produkt genów toksyn A i B). Podczas inwazji czynniki zjadliwości powodują zniszczenie tkanek jelita – nekrozę, owrzodzenia, sekrecję płynów i rozwój stanu zapalnego.
W roku 2005 po raz pierwszy opisano nowy, znacznie bardziej zjadliwy szczep C. difficile, który później obserwowany był w szpitalach w wielu krajach, także w Polsce. Szczep ten, ochrzczony piękną i nieskomplikowaną nazwą (NAP1/BI/027, czyli North American PFGE type I/restriction endonuclease analysis BI/ribotype 027; dla uproszczenia określany także jako PCR rybotyp 027/toksynotyp III) ma wysoki poziom oporności na nowe fluorochinolony, wytwarza toksynę binarną, a w dodatku produkuje 16 razy więcej toksyny A i 23 razy więcej toksyny B niż produkowałby, gdyby nie miał delecji w jednym ze swoich genów (tcdC). Infekcje spowodowane szczepem NAP1/BI/027 związane są z poważniejszymi objawami choroby i większą śmiertelnością.
Klasycznymi objawami zakażenia C. difficile są: biegunka poantybiotykowa (AAD – antibiotic-associated diarrhoea; stosunkowo łagodna), poantybiotykowe zapalenie okrężnicy (AAC – antibiotic-associated colitis; objawy biegunkowe silniejsze, niż przy AAD) oraz rzekomobłoniaste zapalenie okrężnicy (PMC – pseudomembranous colitis; z występowaniem żółtawych błon rzekomych na powierzchni błony śluzowej, patrz zdjęcie).
(Zdjęcie stąd, autor: Samir)
Bardzo ciężkim powikłaniem, występującym u 3% pacjentów, jest toksyczne rozdęcie okrężnicy (toxic megacolon, czasem z przebiegiem piorunującym), objawiające się dla odmiany brakiem biegunki, a nawet zatrzymaniem treści jelitowej, co prowadzić może do perforacji jelit i zgonu. W chwili obecnej narasta również liczba pozaokrężnicowych lokalizacji zakażeń C. difficile – wspomina się o innych odcinkach układu pokarmowego, a także bakteriemii, zapaleniu stawów, kości, powięzi, oraz ropniakach i infekcjach skórnych.
Diagnostykę w kierunku wykrycia C. difficile powinno prowadzić się u każdego pacjenta z biegunką, który w ciągu ostatnich dwu miesięcy brał antybiotyki, i/lub kiedy biegunka występuje w ciągu 72 godzin (lub więcej) po rozpoczęciu hospitalizacji.
Leczenie polega na zaprzestaniu podawania dotychczas stosowanych antybiotyków, uzupełnieniu płynów i elektrolitów oraz na terapii z użyciem metronidazolu albo wankomycyny (obu antybiotyków doustnie, 10 – 14 dni). Metronidazol, lek tańszy, można także podawać dożylnie, jeśli pacjent nie może zostać poddany terapii doustnej. Z drugiej strony – wankomycyna jest lekiem skuteczniejszym, za to jej stosowanie może wiązać się ze stymulacją powstawania innych niebezpiecznych bakterii, tj. enterokoków wankomycynoopornych.
Poza tym – prawdopodobnie bez znaczenia jest stosowanie probiotyków. Standardowowo nie leczy się bezobjawowych nosicieli. W ciężkich przypadkach zakażenia C. difficile niezbędny jest zabieg operacyjny, z tym, że operacja taka wiąże się z bardzo dużą śmiertelnością (35 – 80%).
A dla zmniejszenia liczby tych zakażeń (tak jak w ogóle infekcji zachodzących na drodze fekalno-oralnej) znaczenie ma zachowywanie odpowiedniej higieny w szpitalach. Używanie (i zmienianie) rękawiczek i fartuchów przez personel szpitalny, mycie rąk wodą z mydłem (w przypadku C. difficile skuteczniejsze niż przemywanie rąk alkoholem!), utrzymywanie w czystości różnego rodzaju przedmiotów, które mają kontakt z wieloma pacjentami (termometrów, stetoskopów, aparatów do mierzenia ciśnienia), stosowanie do dezynfekcji odpowiednich roztworów antybakteryjnych – wszystko to zmniejsza szerzenie się drobnoustroju wśród pacjentów i ryzyko wystąpienia choroby.
Literatura:
1. Yoo J, & Lightner AL (2010). Clostridium difficile Infections: What Every Clinician Should Know. The Permanente journal, 14 (2), 35-40 PMID: 20740115
2. Vaishnavi C (2010). Clinical spectrum & pathogenesis of Clostridium difficile associated diseases. The Indian journal of medical research, 131, 487-99 PMID: 20424299
3. Pituch H, Bakker D, Kuijper E, Obuch-Woszczatyński P, Wultańska D, Nurzyńska G, Bielec A, Bar-Andziak E, & Łuczak M (2008). First isolation of Clostridium difficile PCR-ribotype 027/toxinotype III in Poland. Polish journal of microbiology / Polskie Towarzystwo Mikrobiologow = The Polish Society of Microbiologists, 57 (3), 267-8 PMID: 19004250
4. Pituch, H. (2009). Clostridium difficile is no longer just a nosocomial infection or an infection of adults International Journal of Antimicrobial Agents, 33 DOI: 10.1016/S0924-8579(09)70016-0
5. Aberra FN, Gronczewski CA, Katz JP. Clostridium difficile colitis. eMedicine, updated 4 August 2009.



Jezus maria, a myślałem, że mózgożerna ameba w transplantatach będzie najbardziej przerażającym czymś o czym czytałem ostatnio…
Przyznam, że ta Balamuthia (świetna nazwa zresztą) wydaje mi się znacznie bardziej przerażająca…
Cóż, wizja piorunującego rozdęcia jelita wraz z perforacją wydaje mi się co najmniej równie niemiła jak encefalopatia.
Aby jeszcze trochę bardziej postraszyć pozwolę sobie dodać, iż ryzyko pseudobłoniastego zapalenia jelit, wywołanego właśnie Clostr.diff, jest wiązane z używaniem antybiotyku o nazwie klindamycyna. To “cudowny” lek na popularną anginę i inne paciorkowcowe i gronkowcowe infekcje. Rzecz w tym, iż istnieją również inne antybiotyki, może nie aż tak skuteczne, ale nie tak groźne. Wiele infekcji (wirusowych) początkowo w ogóle nie wymaga antybiotyków, tę broń należy użyć dopiero w przypadku nadkażenia bakteryjnego.
Ale czy nastąpi czy nie nastąpi nadkażenie, który antybiotyk będzie skuteczny – ad hoc rozstrzygnąć może tylko jasnowidz a nie lekarz. Dokąd oficjalna medycyna nie dopuści do swych szeregów jasnowidzów będą rozgrywać się następujące sceny: W przychodni pojawia się “walcząca” matka ze swoim chorym dzieckiem. Lekarz staje przed wyborem: Dać bardzo skuteczny antybiotyk narażając się na ryzyko rzadkiego, groźnego powikłania, czy też przyjąć postawę wyczekującą, narażając się na częste przypadki braku początkowej poprawy, krzyki, nerwy i pogardliwe komentarze w internecie.
Blizsza ciału koszula, nie wszyscy lubią kłótnie i nerwy, zatem najczęściej wybór jest oczywisty.
No cóż możemy za to wszystko podziękować sami sobie i lekarzom. Wydawało nam się że jak chorujemy to koniecznie „coś mocnego” musimy dostać. Sama pamiętam, że parę razy byłam zdziwiona jak lekarz nie przepisał mi antybiotyku jak byłam chora. Jak zapytałam czy tak nie byłoby prościej i szybciej powiedział, że jak mam wątpliwości to zrobimy test. Teraz sama często o niego proszę, nazywa się Quickvue Strepto A. Po krótkim badaniu wychodzi czy jest potrzebny antybiotyk. Jak czytam takie teksty jak ten to ciarki mi przechodzą po plecach. Jak będziemy tak jeść na potęgę te antybiotyki to sami siebie wykończymy.
@ Globalnysmietnik
Uzupełnię tylko, że to fakt, iż kiedyś uważano, że to klindamycyna ma największe znaczenie w stymulowaniu rozwoju CDAD. W tej chwili powszechne zdanie jest takie, że wszystkie antybiotyki mogą (klindamycyna oczywiście także, ale i beta-laktamy, i w ogóle wszystko inne) na to wpływać.
Zdaje się, że lekarze faktycznie za bardzo szafują antybiotykami. Jeśli robią to wbrew swojej wiedzy, a na żądanie pacjentów, to głupio robią. Inna rzecz, że pacjenci też mają swoje za uszami – przerywają terapię, zostawiają sobie antybiotyki z poprzedniej kuracji i biorą następnym razem “bo tak”, itd. Ogólnie nienajlepiej to wygląda.
@ Ik
Tu tylko dodam, że zauważ, iż ten test wykrywa tylko jedno zakażenie. Nie ma, niestety, takich szybkich testów na wszystko. Dlatego też normalnie w terapii (wg. najlepszej wiedzy lekarza) stosuje się w piewszym rzędzie tzw. terapię empiryczną. Czyli opartą na “najlepszym domyśle” dotyczącym etiologii zakażenia, epidemiologii, zdrowia ogólnego pacjenta, itd. Pobrać jednak zwykle powinno się materiał do badań bakteriologicznych, zrobić je, i po otrzymaniu wyniku lekarz powinien zmienić antybiotyk na inny, też skuteczny, ale może nie o tak szerokim spektrum działąnia, jak ten na początku. Wtedy zmniejsza się ryzyko wystąpienia oporności bakterii. Oczywiście, są wyjątki i wiele specjalnych procedur postępowania w konkretnych przypadkach.
A to jest niestety dobre podsumowanie. O tym już dawno mówią mikrobiolodzy.
@sporotrix
Dziękuję za sprostowanie. Nie zajmuje się tym już od dłuższego czasu, nie miałem świadomości, że to świństwo klindamycyna już nie jest najgorsze. W każdym razie jej zła sława jest raczej zasłużona..
“Zdaje się, że lekarze faktycznie za bardzo szafują antybiotykami. Jeśli robią to wbrew swojej wiedzy, a na żądanie pacjentów, to głupio robią.”
No tak, ale przychodzi “walcząca” matka z chorym dzieckiem i sto razy pyta się czy dziecko na pewno nie dostanie sepsy, czy leki są dobre, czy na pewno pomogą itd itp. Kto to wytrzyma i kto się nie złamie?
Czy wiesz może w którym kraju konsumpcja antybiotyków na mieszkańca jest największa a w którym najmniejsza? Jak w tym plasuje się Polska? Ciekawe byłoby zestawienie systemów odpowiedzialności prawnej pracowników ochrony zdrowia z konsumpcją antybiotyków.
Doskonały przykład postępowania dobrego lekarza kutego na cztery nogi przedstawiła @Ik. Przecież wiedział, że test na streptokoki wykrywa tylko jeden rodzaj zakażenia, na dodatek dość łatwy do rozpoznania poprzez otwarcie gęby. Ale potrzebne było “coś” aby przekonać do swojego postępowania pacjenta. No więc robimy test.
Hm…w sumie problem z przezeraniem sie antybiotykami jest powazny. Na byle co, zaziebienie, od razu antybiotyk. Nikt jakos nie zwraca uwagi na prewencje czyli co zrobic, zeby miec lepsza odpornosc.
Tymczasem sa to rzeczy lezace w zasiegu kazdego, chociaz trzeba je wlaczyc do codziennego trybu zycia. Odpowiednia dieta, odpowiednio duzo ruchu, ograniczyc/wyeliminowac stres, zadbac o odpowiedni poziom vit. D.
Chorob zakaznych sie w ten sposob nie wykluczy rzecz jasna, ale organizm bedzie sobie radzil z tym znacznie lepiej.
Obserwowalam to na przykladzie mojego kumpla ostatnio. Przez poprzednie pare lat ciagle na cos zapadal. A to zaziebienie, a to kaszel, a to zapalenie oskrzeli, to znow bronchit i tak w kolko (a mieszka w cieplej Kalifornii!!). Ciagal sie od lekarza do lekarza, faszerowali go lekami, w koncu trafil na takiego, ktory co prawda antybiotyki po raz kolejny dal, ale powiedzial, ze jesli nie zmieni trybu zycia (kumpel byl otyly, odzywial sie fatalnie a jedyny ruch to bylo miedzy samochodem, kanapa i biurkiem w pracy) to bedzie mial coraz gorzej.
Od pol roku kumpel odzywia sie dobrze, lata do gymu 3 razy w tygodniu, stresu w pracy nie wyeliminowal, ale stara sie nie przejmowac za bardzo. No i juz te 6 miesiecy pociagnal majac zaziebienie tylko raz, cow jego wypadku wynkiem jest wrecz rewelacyjnym…
Aha, przy okazji schudl 30 funtow, co tez nie jest bez znaczenia…
i rzucil palenie :)
Rzucenie palenia mogło być najważniejsze, skoro mu dokuczały oskrzela, kaszel itp…
Nawiasem mówiąc a to zapalenie oskrzeli, to znow bronchit – bronchit to jest właśnie zapalenie oskrzeli.
Nie wiedzialam ze to jedno i to samo. Palenie napewno mialo duzy udzial, ale tez i zmiana diety: przedtem mial powazny niedobor vit. D, ponizej 50 jednostek a dzienna norma to ok. 400.
@ Globalnysmietnik
Widzę, że klindamycyna Ci jakoś podpadła. A przecież nie jest to zły antybiotyk. Owszem, ma działania uboczne, ale który nie ma (a niektóre sporo więcej)? Za to aktywna jest wobec wielu drobnoustrojów, a poza tym ma jedną ważną cechę – dobrze przenika do kości i słabo ukrwionych tkanek.
Za dużo wiedzy od doktora Gugla :-). Ale myślę, że powinno być tak, że lekarz jest jednak mądrzejszy. Czyli on decyduje. W końcu w przypadkach innych schorzeń jest podobnie.
Nie wiem. Ale pewnie warto poszukać.
Za to znalazłam pracę, której autorzy twierdzą, że we Francji, po ogólnokrajowej kampanii ‘‘Les antibiotiques c’est pas automatique’’ (‘‘Antibiotics are not automatic’’) bardzo spadło niepotrzebne przepisywanie antybiotyków (lata 2002 – 2007). We wszystkich regionach i dla wszystkich grup leków (z wyjątkiem chinolonów). A najbardziej spadło u dzieci. (http://www.plosmedicine.org/article/info:doi/10.1371/journal.pmed.1000084)
No właśnie. Trzeba tych pacjentów jakoś przekonać. Można dyskutować nad konkretnym przypadkiem (który akurat dla mnie w tym wypadku wygląda dziwnie, chyba że to taki skrót myślowy), ale ogólnie rzecz biorąc – lekarz powinien umieć sobie poradzić z pacjentem.
@ Futrzak i Miski
Też mi to palenie przede wszystkim przyszło do głowy. Ale owszem, inne kwestie też mogą jak najbardziej mieć znaczenie.
@sporothrix
Ale myślę, że powinno być tak, że lekarz jest jednak mądrzejszy. Czyli on decyduje.
Bardzo tradycyjny pogląd.
http://en.wikipedia.org/wiki/Paternalism
W sumie jeszcze 96 lat temu miałabyś rację.
http://en.wikipedia.org/wiki/Schloendorff_v._Society_of_New_York_Hospital
Zgadzam sie z Gammonem. Ostateczna decyzja co do podjecia/niepodjecia jakiejs kuracji nalezy do pacjenta!!! Jesli pacjent nieletni, to do prawnych opiekunow. Lekarz moze wyjasniac, uswiadamiac i starac sie przekonac, ale przeciez pacjent to nie jest bezwolna krowa o ktorej sie decyduje w te czy tamta strone.
Bądzmy szczerzy najczęściej u lekarza po antybiotyk pojawiamy się z podejrzeniem anginy. I jak już jesteśmy u lekarza to wydaje nam się, że nie po to przyszliśmy do niego, żeby przepisał nam witaminki, często jest tak, że wymuszamy na lekarzu decyzję o przepisaniu antybiotyku. Wspominałam o Qucikvue bo w 80 proc. przypadków jeśli to rzeczywiście ma się okazać anginą to będzie to angina paciorkowcowa, która ten test wykrywa. Trwa 5 minut, w przeciwieństwie do bardziej zaawansowanych badań, których pacjentowi się po porstu nie chce robić, bo przecież przyszedł po szybkie rozwiązanie, i najchętniej po antybiotyk właśnie. Jak dla mnie te testy to krok w dobrym kierunku, podobnie jak uświadamianie ludzi co im grozi jeśli panaceum na wszystko będą antybiotyki. Uświadamiac tu trzeba i lekarzy i pacjentow. Sama jestem tego przykładem. Prawdopodobnie gdyby nie mój lekarz sama nadal tkwiłabym w głupim przeświadczeniu że albo wylecze się antybiotykiem albo wcale.
@sporothrix
Widzę, że klindamycyna Ci jakoś podpadła. A przecież nie jest to zły antybiotyk. Owszem, ma działania uboczne, ale który nie ma (a niektóre sporo więcej)? Za to aktywna jest wobec wielu drobnoustrojów, a poza tym ma jedną ważną cechę – dobrze przenika do kości i słabo ukrwionych tkanek.
A podpadła. Zgadzam się, że to dobry antybiotyk. Ale tutaj dotykamy tysiące razy dyskutowanej kwestii – czy wszystkie antybiotyki rzeczywiście muszą być wprowadzane do masowego doustnego użycia przy banalnych infekcjach? Jeżeli nie – który powinien wylecieć z tej listy i kto powinien o tym decydować? Na Big Pharma nie ma co liczyć. Wyjątek , który znam to Pfizer – w Europie nie promuje Sulbactamu (z ampicyliną jako preparat Unasyn) jako preparatu do użycia masowego i doustnego.
Moim zdaniem mogłaby zająć się tym Grupa Bilderberg czy jakiś Tajny Rząd Światowy (ponoć kilka takowych istnieje) – zrobić listę i eliminować niesubordynowane firmy i jednostki.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Bilderberg
http://pl.wikipedia.org/wiki/Nowy_porządek_świata
http://www.globalnaswiadomosc.com/czwartarzesza3.htm
@ Futrzak i Gammon
Owszem, wiadomo, że prawa pacjenta i tak dalej. Zgadzam się, że tak doskonała sytuacja jest taka, że pacjent i lekarz współpracują. Ale pisałam o tej konkretnej sytuacji – że pacjent domaga się antybiotyku, kiedy zastosowanie tego jest bez sensu wg wiedzy lekarza. Wówczas, uważam, że lekarz powinien umieć przekonać pacjenta (czyli “być mądrzejszy” w tym sensie, że stoi za nim wiedza), jakie leczenie jest dla niego najlepsze. Tak samo, jak decyzja, jaki konkretny antybiotyk zastosować. Nie ma mowy o żadnym zmuszaniu oczywiście, tylko o przekonywaniu. No i w ogóle dodam, że to jest sytuacja idealna, bo w wielu przypadkach wiedza lekarza może być, hmmm, nieco niewystarczająca.
Gammon – to jest nieco inna sytuacja przecież, niż ta z Twojego linka.
@ Ik
Nie wiem, kiedy wy się pojawiacie najczęściej, ale my nie :-). Innymi słowy – angina paciorkowcowa jest, owszem, częstą chorobą bakteryjną, ale jest mnóstwo innych, w różnych grupach wiekowych. No i sama angina nie musi miec przecież takiej etiologii. Nie piszę przecież, że źle, że taki test jest. Fajnie, że jest ten test, ale on nie jest wszystkim.
Znowu – może wy wymuszacie, inni tego nie robią.
I różnie bywa z tym, że pacjenci przychodzą po antybiotyk właśnie. Z pouczającej lektury internetu wynika, że jedni tak, a inni wprost przeciwnie – uważają, że antybiotyk to zuo.
Tu się zgadzam – uświadamianie jest bardzo ważne. Dobrym przykładem jest ta praca o dokonaniach we Francji w kwestii ograniczenia bezsensownego zapisywania antybiotyków pacjentom.
@ Globalnysmietnik
Ależ oczywiście, że nie! Cały czas o tym piszę. Antybiotyki powinno stosować się tylko wtedy, kiedy ma to sens. I tu za uszami mają i lekarze i pacjenci.
Nie wiem, czy ma to znaczenie dla naszej dyskusji, ale Unasyn stosuje się dożylnie i domięśniowo. I w Polsce produkuje go Polfa.
Natomiast podobne antybiotyki (czyli beta-laktam z inhibitorem beta-laktamaz) stosowane doustnie są jak najbardziej dostępne w Polsce.
@Ik
Bądzmy szczerzy najczęściej u lekarza po antybiotyk pojawiamy się z podejrzeniem anginy
What? Byłem wielokrotnie leczony lub osłaniany antybiotykami (nie pochopnie, o ile mogę ocenić, w klindamycyna się zdarzała), anginę, czy raczej podejrzenie miałem raz w życiu.
@Sporothrix
Unasyn stosuje się dożylnie i domięśniowo. I w Polsce produkuje go Polfa.
Ano właśnie. Ale jak najbardziej istnieje forma doustna i można ją przepisać, jest w lekospisie i aptekach. Tylko Pfizer nie promuje tej formy leku prowadząc politykę “rezerwowania” go do leczenia szpitalnego. Trudno tutaj odmówić jakiejś logiki, sulbaktam (w Unasynie) to nie to samo co najczęściej łączony z beta-laktamami klawulanian.
@ Globalnysmietnik
To racja. I ok. Też mi się więc wydaje, że logika w tym jest.
Może naduzywam słowa my, ale kiedy tak piszę mam na mysli takie kobiety jak ja, które zwłaszcza gdy pojawiają się z dzieckiem u lekarza to szukają szybkich i skutecznych rozwiązań i które jeszcze do niedawna były przekonane, że to są antybiotyki :) ten test może i nie odpowiada na wszystkie problemy świata, ale to jedno z niewielu badań które dawalyby rownie prawdopodobna odpowiedz w tak krótkim czasie, a i tak lekarze rzadko o nich wspominaja, bo na te wszystkie wizyty w róznych placówkach mi zdarzylo się raz może dwa o nim usłyszeć. Malo tego kiedys w przychodni rozmawialam z jakas matką która była wsciekła ze się wysiedziala w kolejce a lekarz przepisal witaminy i takie tam. Powiedziałam, że może zrobiłaby Quickvue jeśli nie ufa lekarzowi, a ona mi odpowiedziała, że w Polsce to takich testów nie robia, to tylko zagranica maja ludzie dotep do takich rzeczy to opadly mi rece. Ze świadomością jest bardzo kiepsko. A już pomijam jak zaczynam rozmowę o superbakteriach itd. moje koleżanki zazwyczaj się uśmiechają i patrza na mnie trochę jak na wariatkę.
Taak. Czytam zawsze z ciekawością Twoje notki o różnorakich bakteriach, które wydają się jednak zawsze opowieściami o kim innym. Tymczasem właśnie wczoraj dowiedziałem się, że ciotka mojego ojca i bardzo bliska mi osoba, osiemdziesięcioletnia, mało nie zeszła po długotrwałych biegunkach, na które nie pomagały kolejne przepisywane antybiotyki, dopóki któryś lekarz szczęśliwie nie zorientował, że chodzi właśnie o Clostridium difficile i nie zaczął leczenia wankomycyną. Wygląda na to, że teraz idzie ku lepszemu…
Co do niekontrolowanego przepisywania antybiotyków, przyznam się do winy – nie posuchałem świadomie przepisu lekarza. Który mojemu wówczas trzymiesięcznemu dziecku chciał przepisać Zinnat – na przeziębienie. Dziecko trochę kichało, lekarz pobieżnie je osłuchał i nie stwierdził nic w oskrzelach. Poszedłem do innego pediatry, który dał leki objawowe – po tygodniu dziecko było zdrowe…
@ Rudy
No to cieszę się bardzo. Choć nadal budzi groze ta sytuacja – osoba starsza z takim groźnym dla siebie zakażeniem? I długo żaden lekarz się nie zorientował? Nie zlecił prostego w sumie testu? Horror. Dobrze, że teraz jest lepiej.
No tak, to też jest ważna kwestia. Jak już pisałam, w teorii powinno być tak, że lekarz jest doświadczony i wie, co robić w danej sytuacji. I potrafi poradzić sobie z rodzicem domagającym się np. homeopatii zamiast leku. Ale prawdą jest, że czasem lekarze robią głupoty (zresztą, oni mają bardzo duzo winy w bezsensownym zapisywaniu antybiotyków) i co wtedy? Ano czasem trzeba postapić wbrew. Dobrym sposobem jest zresztą znalezienie innego lekarza i posłuchanie jego opinii.
Moj synek (9miesięcy) dostal biegunki, lekarze go leczyli przez dwa tyg smectą, kazali dawac dicoflor i tak to trwalo 8 tygodni, w końcu dostalismy się do Centrum Zdrowia Dziecka, tam zrobiono badania (te same które miał robione w przychodni tj posiew kału) i wykryto clostridium dificile, dziecko teraz od 15 dni dostaje metronidazol, ale biegunki sa w dalszym ciągu. jest na diecie bezmlecznej, bezglutenowej, a te biegunki trwaja już 13 tygodni.jestem załamana, jak dlugo to jeszcze moze trwać? czy ktoś leczyl swoje dziecko na to, lub slyszał o takim przypadku? będę wdzięczna za informacje; malamalinka@buziaczek.pl
Moj synek (9miesięcy) dostal biegunki, lekarze go leczyli przez dwa tyg smectą, kazali dawac dicoflor i tak to trwalo 8 tygodni, w końcu dostalismy się do Centrum Zdrowia Dziecka, tam zrobiono badania (te same które miał robione w przychodni tj posiew kału) i wykryto clostridium dificile, dziecko teraz od 15 dni dostaje metronidazol, ale biegunki sa w dalszym ciągu. jest na diecie bezmlecznej, bezglutenowej, a te biegunki trwaja już 13 tygodni.jestem załamana, jak dlugo to jeszcze moze trwać? czy ktoś leczyl swoje dziecko na to, lub slyszał o takim przypadku? będę wdzięczna za informacje; alicja.knopik@wp.pl
Muszę się przyznać,że właśnie leżę w szpitalu z powodu rzekomobłoniastego zapalenia jelit i było to straszne doświadczenie: najpierw potworne bóle,potem biegunka nie do opanownia i tydzień głodówki- koszmar! Ostrzegam wszystkich przed nadużywaniem antybiotyków! To jest okropna i podstępna choroba ujawniła się miesiąc po zakończeniu terapii klindamycyną!