„Dziecko słabo widzi? Nie zakładaj mu okularów.”

Poprzednia notka to pikuś. Gazecie.pl udało się coś jeszcze lepszego. Zajrzałam do działu przeznaczonego dla rodziców i znalazłam bardzo fachowy artykuł. Porady autorytetów – mówi nawet informacja nad tytułem. No to słucham rzeczonych autorytetów i czytam tekst, reklamowany zresztą tymi słowami: Serwis eDziecko poleca: Dziecko słabo widzi? Nie zakładaj mu okularów. Ciekawe… Czytam dalej:

Okulista przepisał twojemu dziecku okulary? Nie śpiesz się z ich kupnem. Bo one nie wyleczą wady wzroku.

Zakładamy je dziecku na nos i jesteśmy szczęśliwi, że widzi i mamy problem z głowy. Niestety, to nieprawda. Oczy schowane za okularami, owszem, widzą, ale okulary nie eliminują wady wzroku. Co więcej, często noszenie okularów powoduje pogarszanie się wzroku. – Nie spotkałam dotąd osoby, której wzrok poprawiłby się dzięki noszeniu okularów czy soczewek.

Zakładając szkła o określonej mocy nie dajemy oczom szansy na powrót do dobrej kondycji. Proces pogarszania się wzroku najczęściej wtedy postępuje, a coraz mocniejsze okulary są dla oka po prostu protezą, która pomaga im widzieć – tłumaczy Joanna Korczak-Grochowska.

Protezy to zuo. Wywalmy więc do kosza insulinę (przecież nie leczy z cukrzycy), hormony tarczycy stosowane po usunięciu tego narządu (też proteza), rozruszniki serca (czy one coś leczą?), nie słyszałam także o nikim, komu po umocowaniu protezy ręki, odrosła jego własna. Do kitu faktycznie z tymi protezami. A więc i okularami.

Problemy z widzeniem mogą być jego reakcją obronną – dziecko nie chce patrzeć na przykre, trudne dla niego sytuacje – mówi Joanna Korczak-Grochowska, terapeutka z ośrodka Sensorek w Warszawie.

Tak, zapewne. Nie chce na przykład patrzeć na groźną panią od matematyki. Dlatego nie widzi wzorów i równań na tablicy. Nie dawajmy mu jednak okularów. Bo to tylko proteza, która pomoże coś zobaczyć. W dodatku nieumiejętność odczytania z tablicy tego, co twierdził Pietia Goras, z pewnością znacząco poprawi stosunki między uczniem a straszną nauczycielką.

Ciekawa byłam, cóż to za autorytet, który daje tak światłe rady. Nietrudno to sprawdzić, bo artykuł zupełnie nie jest sponsorowany, skąd – zaglądam więc na stronę ekspertki (tak jest tytułowana), pani Joanny Korczak-Grochowskiej oraz ośrodka Sensorek. Rzeczywiście, sami fachowcy i eksperci od wzroku tam pracują.

Zespół Sensorka to mądre, świadome osoby, o ciepłym nastawieniu do dzieci, doświadczone w pracy z dziećmi. Potrafią bawić się i uczyć razem z maluchami, a jednocześnie obserwować je, wspierać, stwarzać poczucie bezpieczeństwa i możliwości rozwoju.

Nie no, kul. Bardzo profesjonalnie. Budzi zaufanie. Zaglądamy więc na stronę Centrum Sens, którego częścią jest Sensorek.

Oto zwięźle o założycielach Centrum:
Joanna Korczak-Grochowska
psycholog, kinezjolog, terapeuta wzroku oraz terapeuta Integracji Sensorycznej, terapeuta programu „Odruchy w uczeniu się i zachowaniu” (wg dr Sally Goddard – Blythe)
Maciej Grochowski
– kinezjolog, terapeuta Touch for Health (Dotyk dla Zdrowia), terapeuta Integracji Odruchów Twarzy oraz Integracji Odruchów z Układem Ruchowym Całego Ciała (wg dr Swietłany Masgutowej), terapeuta programu „Odruchy w uczeniu się i zachowaniu” (wg dr Sally Goddard – Blythe), masażysta metodą chińskiego masażu TUI NA (uczeń Mistrza Zhang Feng Jun)

Są tam wymienieni także pozostali pracownicy. Czy jest wśród nich jakiś okulista może? E tam, po co okulista? Przecież psycholog i kinezjolog wie o wzroku wszystko. Zresztą, nie matura, lecz chęć szczera – w tym wypadku zaliczenie specjalistycznych kursów – zrobi z ciebie eksperta. Pani Korczak-Grochowska na pewno wie sporo na temat kinezjologii, tej edukacyjnej. Kinezjologii, czyli bardzo poważnej nauki, propagowanej między innymi przez światowej sławy instytut Swietłany Masgutowej.

Swietłana Masgutowa to podobno absolwentka Instytutu Psychologii Ogólnej i Rozwojowej Rosyjskiej Akademii Edukacji. Doktorat z zakresu psychologii rozwojowej. Jest autorką ponad 100 prac naukowo-praktycznych.

Pominąwszy już pytanie, co to są prace naukowo-praktyczne, zainteresowałam się tym imponującym dorobkiem pani doktor. Niestety, wredny PubMed nie wyrzuca żadnej z jej prac. (Za to na stronie jej instytutu można zajrzeć do ważniejszych artykułów – złożonych elegancko tak, aby przypominały prawdziwe prace naukowe – coś pięknego). Wszystko wina podłego establiszmentu naukowego, który, zupełnie nie wiedzieć czemu, bojkotuje kinezjologię. Jak pisze Tomasz Witkowski (Kinezjologia edukacyjna czyli nasz pierwszy kontakt z pseudonauką w szkole), na temat kinezjologii edukacyjnej, czyli tzw. gimnastyki mózgu, która przeniknęła niestety już wszędzie niemal (jak na klasyczną pseudonaukę przystało), wypowiadali się już lekarze i naukowcy:

Nie ma udokumentowanych, racjonalnych dowodów na diagnostyczną skuteczność kinezjologii stosowanej. Tego typu metody nie są zalecane w praktyce klinicznej, jako że badania nie wykazały żadnej różnicy pomiędzy badaną metodą a placebo, a nie można wykluczyć szkodliwego ich działania.

Pisali też neurobiolodzy (ale co oni tam wiedzą o mózgu):

Komitet neurobiologii Polskiej Akademii Nauk przygotowuje ekspertyzę dotyczącą kinezjologii edukacyjnej, którą w postaci opinii ogłasza w październiku tego samego roku. We wnioskach stwierdza m.in. że:
1. założenia metody Dennisona nie są zgodne ze współczesną wiedzą dotyczącą funkcjonowania mózgu,
2. większość tez dotyczących wyników rzekomych badań naukowych, na których opiera się metoda, jest fałszywa,
3. opisy procesów i zasad funkcjonowania mózgu zawarte w publikacjach kinezjologii edukacyjnej nie mają sensu z punktu widzenia naukowego,
4. dr Paul E. Dennison najprawdopodobniej nigdy nie prowadził badań naukowych nad wpływem proponowanych przez niego ćwiczeń na procesy zachodzące w mózgu oraz na wyniki uczenia się.

Szkoda, bo te niektóre procesy i zasady są takie zabawne.

These courses suggest, for example, that children should be identified as either ‘left-brained’ or ‘right-brained’ learners, because individuals ‘prefer’ one type of processing. […] Other courses for teachers advise that children’s learning styles should be identified as either visual, auditory or kinaesthetic, and that children should then wear a badge labelled either V, A or K while in school, showing their learning style for the benefit of all of their teachers.

O kinezjologii edukacyjnej złośliwie pisze Ben Goldacre, ale on jest przecież zawsze złośliwy: 

They teach a funny way of wiggling your ears with your fingers that „stimulates the reticular formation of the brain to tune out distracting, irrelevant sounds and tune into language”. They teach that rocking your head back and forth will get more blood to your frontal lobes „for greater comprehension and rational thinking”. This stuff is bonkers.

Mówią także neurofizjolożki czy inne badaczki i lekarze:

Profesor neurofizjologii z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego PAN Anna Grabowska relacjonując swoją analizę pisze m.in.: „Wszystkie teksty, z jakimi się zapoznałam (a było ich bardzo wiele, w tym teksty przysłane mi przez Międzynarodowy Instytut NeuroKinezjologii), zawierają fałszywe z punktu widzenia współczesnej nauki tezy i posługują się nie do przyjęcia terminologią, świadczącą o tym, że autorzy tych tekstów są zupełnymi laikami jeśli chodzi o zagadnienia funkcjonowania mózgu. Uważam też za nadużycie posługiwanie się nazwiskami takich autentycznych autorytetów jak A. Damasio, E. Goldberg, R. Sperry czy J. Piaget dla uwiarygodnienia tekstów kinezjologii edukacyjnej”.

Lekarz neuropediatra dr Zofia Kułakowska podsumowuje:
„Zastrzeżenia w stosunku do kinezjologii edukacyjnej Denissona:
ˇ merytoryczne: brak diagnozy neuropsychologicznej
– Wątpliwa interpretacja znaczenia odruchów
– Mylne doniesienia o czynności rozłącznych półkul mózgu
– Ominięcie dostosowania terapii do wieku dziecka
– Odniesienie do filozofii wschodnich: cząstkowe i niewytłumaczone
– Manipulacja umysłowością rodziców i pedagogów
ˇ społeczne:
– wysoka opłata
– wprowadzanie w błąd pedagogów”.

Ale, powtarzam, co oni tam wiedzą. Skostniali jajogłowi, siedzący w tych swoich laboratoriach, robiący jakieś idiotycznie żmudne badania. Lepiej założyć sobie Centrum i na podstawie niesprawdzonych bzdur „leczyć” ludzi. W końcu w dzisiejszych czasach kinezjologiem może być pewnie każdy. Wystarczy tylko zaliczyć parę kursów w jakichś szemranych pseudonaukowych jednostkach.

I przyznam, że specjalizacja w postaci kinezjologii u autorytetów i ekspertów polecanych przez jeden z najpopularniejszych portali internetowych w Polsce zachwyciła mnie najbardziej. Choć i inne rzeczy są ładne. Na przykład informacja o jednej z pracownic Centrum Sens:

Jestem studentką Pedagogiki Specjalnej. Lubię wszelkie zajęcia ruchowe, długie spacery, pracę z dzieciakami. Jestem właścicielką uroczej królicy. Zawsze płaczę podczas romantycznych filmów.

Urocze, prawda? I, ponownie, bardzo profesjonalne. Od razu nabrałam chęci na wizytę w Centrum. Na szczęście nie posiadam dzieci. Dla tych dzieci, oczywiście. Ale królicę chciałabym zobaczyć, no.

Pani Korczak-Grochowska posiada również certyfikaty ukończenia innych, poza kinezjologią, specjalistycznych szkoleń. Wśród nich jest na przykład kurs terapii poprzez muzykę Mozarta.

W wyniku badań dr Tomatisa, który eksperymentował z muzyką różnych kompozytorów mającą wpływ na percepcję słuchową, aparat słuchowy i mózg okazało się, że muzyką najbogatszą w wysokie częstotliwości, które aktywizują fale beta w pracy mózgu sprzyjające uczeniu się, jest właśnie muzyka Mozarta, a także muzyka chorałów gregoriańskich. Muzyka ta ma również wyjątkowe właściwości harmonizacji pracy serca i mózgu.

Ja tam bym nie chciała, żeby cokolwiek harmonizowało mi pracę mózgu i serca, ale co kto lubi. Widać twórcy tej „terapii” obiło się gdzieś o uszy o układzie przewodzącym serca, z czego zapewne wywnioskował, że może w sumie to to samo. Jedno to narząd nerwowy, drugie przewodzi, więc też narząd nerwowy, można je zatem zharmonizować. A harmonia jest kul, bo taka zen. Albo usłyszał, że mózg cechuje jakaś tam specjalizacja, z czego oczywiście wynika, że na wybrane sfery funkcjonowania wpływają bardzo konkretne utwory muzyczne. Mam wrażenie, że nie na darmo naukowcy twierdzą, iż u podstawy tej całej wesołej grupki metod „leczniczych” leży zwyczajne niedouczenie ich twórców i niewiedza na temat anatomii człowieka.

Wracając do artykułu w Gazeta.pl eDziecko – nie sądzę, że wszystko o czym mówi ekspertka, jest tak zupełnie bez sensu. Do rzeczy jest mówienie chociażby o tym, że oczy potrzebują odpoczynku. Może i nie wpływa to bezpośrednio na samo widzenie, ale przynajmniej komfort patrzenia niezałzawionymi oczami będzie większy. (Przy okazji, kiedy czytam o tym wymachiwaniu oczami na wszystkie strony, mam wrażenie, że ktoś tu znowu coś myli: na przykład mięśnie poruszające gałką oczną z mięśniami ciała rzęskowego. Mogę jednak nie mieć racji). Kwestią do dyskusji zapewne jest także przepisywanie okularów przy najmniejszych wadach czy określone ćwiczenia oczu. Wolałabym tylko, żeby takie sprawy objaśniał, jak i takich porad w ogóle, szczególnie w poczytnym miejscu, udzielał jednak ktoś kompetentny. Okulista może?

71 uwag do wpisu “„Dziecko słabo widzi? Nie zakładaj mu okularów.”

  1. Coś jest nie tak z tym brakiem „dowodów na diagnostyczną skuteczność”. Chodzi przecież nie o diagnostykę, tylko leczenie. Idę wodzić leniwe ósemki. Zaraz, tam w tekście u Witkowskiego jest coś wcześniej o diagnostyce – „tzw. test mięśniowy”, ale ten jego cytat się kupy nie trzyma, wpierw diagnostyczna skuteczność, potem placebo. Jest placebo diagnostyczne?

  2. To jak mi okulista powiedział, że moje dziecko powinno założyć okulary, bo ma +5 i oko się męczy akomodacją, co daje lekkiego zeza, a lekki zez może dać mocnego zeza, a mocny zez może wyłączyć jedno oko z widzenia, to znaczy że kłamał, nie?
    Pewno, ze kłamał. Oni wszyscy kłamią, ścierwa!

    (co rzekłszy oddaliła się by założyć swemu dziecku straszne okulary i dać mu do picia skandaliczny sok z owoców, które zawierają CUKIER i pod żadnym pozorem nigdy nie wolno dzieciom pić soku! NIGDY!)

  3. > Wywalmy więc do kosza insulinę (…), hormony tarczycy (…), rozruszniki serca (…), nie słyszałam także o nikim, komu po umocowaniu protezy ręki, odrosła jego własna.

    Do listy można dorzucić IVF, może i nie proteza (jeśli mam wyrażać się precyzyjnie), ale bezpłodności przecież nie leczy ;)

  4. @ Synafia
    I jogurty też są chyba skandaliczne. Bo mają cukier i coś tam. I w ogóle.
    Strasznie postępujesz – dręczysz Dziobalindę okularem i sokiem. I słuchasz lekarza. Wstydź się! ;-)

  5. Mam ochote nawydzierac sie na te krowe A MIALY LECZYC??? A MIALY GLUPIA KRETYNKO???? tak dlugo, az zrozumie.

    Wsciekla Okularnica

    PS. Biedne dzieci :\

  6. @Veln

    Mnie po prostu nosi jak to widzę. Nie dość, że ci ludzie zapewne (nie ma czasu robić riserczu) znowu propagują magię, to czołowy portal informacyjny puszcza taką bezczelną kryptoreklamę.

    Prawo prasowe, art 12
    2. Dziennikarzowi nie wolno prowadzić ukrytej działalności reklamowej wiążącej się z uzyskaniem korzyści majątkowej bądź osobistej od osoby lub jednostki organizacyjnej zainteresowanej reklamą.

    art. 36
    3. Ogłoszenia i reklamy muszą być oznaczone w sposób nie budzący wątpliwości, iż nie stanowią one materiału redakcyjnego

  7. Prosze nie wrzucac od razu do jednego worka wszystkiego.
    Nie ma nic zlego w jogurcie i soku, o ile sa one TYLKO TYM.
    Natomiast wystarczy przejsc sie do sklepu zeby zauwazyc, ze wiekszosc jogurtow z jogurtem nie ma nic wspolnego. Sa naladowane chemikaliami – barwniki, utrwalacze, poprawiacze smaku itd. a do tego tak wlasnie dodany albo cukier albo high fructose corn syrup. W takim jogurcie nie ma nawet kolonii zywych bakterii no i nie moze byc, bo przeciez za predko by sie zepsul :)

    A tej babie, co wymysla takie bzdety na temat okularow zycze, zeby zanabyla powazniejsza wade wzroku (np. minus 4 i astygmatyzm) a nastepnie zeby nie pozwolono jej nosic okularow. Wish you luck :)
    Wiem co mowie, sama jestem krotkowidzem no i doprawdy, rece opadaja i chcialoby sie jeszcze kopnac w tylek za takie madrosci.

  8. aaaa.. i jeszcze mi sie przypomnialo. Skoro okulary nie lecza, to ciekawa jestem co owa specialistka powie na laserowa korekcje wzroku?

  9. A kto wie? Może specjalistka powiedziałaby, że laserowa korekcja to już na pewno samo zło i szatan. Bo nienaturalne (no i nie daje zarobić specjalistom od kinezjologii).
    Ale może stwierdziłaby, że jak najbardziej OK, bo przecież leczy i usuwa wadę. Czyli hurra.

  10. Czasami wstyd jest czytać różne bzdety za którymi idzie autorytet osoby która ukończyła studia wyższe. Psycholodzy często są niewyedukowani, choć fizjologia ogólna (w tym i układ przewodzący serca) nie mówiąc już o anatomii układu nerwowego są w programach nauczania. Jednak poziom nauczania w polskich uczelniach jest słaby. Kadra kolekcjonuje etaty na prywatnych uczelniach dlatego ogranicza się do nieprzyzwoitego minimum liczbę zajęć. Co gorsza brak jest specjalizacji i dlatego wielu psychologów wypowiada się w kwestiach, o których nie mają pojęcia. Ktoś kto skończył specjalność wychowawczą może nie wiedzieć na czym polega dysocjacja i dlaczego nie jest możliwe, by stres spowodował krótkowzroczność.

    Jeszcze gorzej, że kinezjologię i tym podobne bzdury zalecają także lekarze neurolodzy, którzy jednak powinni mieć wiedzę na temat funkcjonowania mózgu.

  11. To jest niestety bardziej skomplikowana sprawa z tymi uprawnieniami. Gabinetu psychologicznego każdy założyć nie może, bo żeby tytułować się psychologiem trzeba mieć stopień magistra w tym kierunku, a rejestr gabinetów prowadzą wojewodowie i sprawdzają wykształcenie. Każdy natomiast może dziś być psychoterapeutą. Teoretycznie ustawa z 2001 miała to wyregulować, ale ta ustawa była pisana przez lobby Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. PTP jest zwykłym stowarzyszeniem skupiającym część środowiska. Ustawa dała im monopol na przyznawanie certyfikatów psychoterapii co jest bardzo niebezpieczne. Nie mówiąc już o tym że prawo do prowadzenia psychoterapii mają też lekarze psychiatrzy, a nowa ustawa im to odbiera.

    Jedyna metoda psychoterapeutyczna mająca uzasadnienie naukowe i udowodnioną skuteczność – terapia poznawczo behawioralna nie jest nawet uznawana przez PTP (które raczej preferuje metody wywodzące się z psychoanalizy) i nie jest refundowana przez NFZ. Podobnie jest z faktycznie skutecznymi terapiami neuropsychologicznymi. Naprawdę dziś psycholog, który jest rzetelny w swoim fachu ma w Polsce bardzo ciężko. Pseudonauka zdominowała cały rynek, wypierając rzetelna naukę. Ubocznym skutkiem jest to, że wielu ludzi przestało w ogóle ufać psychologii jako takiej.

    U lekarzy jest nieco lepiej, bo tam są regulacje prawne i nadzór, ale mimo to też jest wiele szarlatanerii.

  12. @futrzak

    Czy zechcesz uzasadnić czemu twoim zdaniem większość jogurtów ze sklepu nie ma z jogurtem nic wspólnego? Jogurt to mleko fermentowane przez pewne gatunki bakterii. To jak, w jogurcie sklepowym nie ma mleka? Czy jest niefermentowane? Czy co?

    Czy zechcesz uzasadnić, co jest takiego złego w posłodzeniu jogurtu? Czy to sacharozą (cukier), czy glukozą i fruktozą (HFCS)? Wszystkie te trzy substancje dostarczają energii, niezbędnej przecież do życia.

    Czy zechcesz uzasadnić, czemu zarzucasz tym jogurtom, że zawierają „chemikalia”? Co rozumiesz przez chemikalia i dlaczego mają być złe?

    Czy zechcesz uzasadnić, na jakiej podstawie twierdzisz, że jogurty te nie zawierają żywych kultur bakteryjnych? Na pudełkach, które sobie dziś przyniosłem do domu stoi, że zawierają – jeśli masz dowody, że to kłamstwo, chętnie je zobaczę.

  13. @ miskidomleka – od cukru się zęby psują, wieprzowa żelatyna może brzydzić. Te różne ulepszacze są równie nieszkodliwe jak zbędne, zmniejszają zawartość jogurtu w jogurcie. Gdyby wino barwiono sokiem z buraka i ulepszano witaminami to bym się wściekł. Co innego szlachetny dwutlenek siarki.

  14. Od 22 lat noszę gogle, ale ostatni raz tak się zdenerwowałem, kiedy w podstawówce wołali na mnie czterooki i zezol. Takie terapełtki nie powinny się zbliżać do dzieci, wyraz jej mać. Aż się we mnie gotuje. Idę na spacer, bo walnę jeszcze czymś w komputer.

  15. @kwik:
    No ale cukru większość ludzi i tak używa, można sobie nie posłodzić herbaty, W owocach też są cukry proste, mamy ich nie jeść wcale? Tylko pszenicę i owiec szamać?

    Jogurty, które przyniosłem, mają w sobie żelatynę „koszerną”, sądzę więc, że nie jest wieprzowa. Zapewne wegetarian może nadal brzydzić, może są jogurty tylko z pektynami?

    Czy ulepszacze są zbędne? Które ulepszacze? Żelatyna i pektyny zmieniają konsystencję na przyjaźniejszą do jedzenia, pamiętasz polski socjalistyczny jogurt owocowy, czy jesteś za młody? Pewnie był bez pektyn i żelatyny.
    I dlaczego byś się wściekł na wino z witaminami? Niegłupi pomysł, może zarób na nim?

    No a barwniki jakie w moich jogurtach znalazłem – same naturalne. Nie tylko sok z buraka, nawet kurkuma, która, jak wiadomo, leczy raka ;-).

  16. @ miskidomleka – przecież nawet zwykłe zsiadłe mleko jest samo z siebie dostatecznie gęste, więc jogurt jeszcze bardziej. Zagęstniki są po to, żeby można było trochę wody dolać.

    Moim ulubionym barwnikiem naturalnym jest koszenila.

  17. @kwik
    to dlaczego polski socjalistyczny jogurt się piło, nie jadło?
    I skąd wiesz, że dolewa się wody? Nie piszą na etykietach, a chyba powinni, skoro na innych produktach (sprawdziłem parę w lodówce) czasem piszą, że jest woda w składzie, więc chyba obowiązek pisania jest.

    A koszenilę (carmine) też w niektórych mam.

  18. Użycie mleka w proszku zapewne zmusza do użycia wody. Nie wiem czy zawartość wody trzeba zawsze podawać. O zawartości powietrza się milczy.

    Opinia publiczna zdaje się twierdziła, że w tym „jogurcie” były tylko jakieś resztki dżemu. Nie wiem, może płukali słoiki ze śmietnika szlauchem i stąd aż tyle wody.

  19. Na tych moich nie podają mleka w proszku. Poza tym na FSM, mleko prosto od krowy też zawiera wodę, nie? Albo sok rekonstytuowany z koncentartu robi się dolewając do koncentratu wodę, ale jak się nie skopie proporcji to będzie miał taki sam stosunek wody do soku per se, jak świeżo wyciskany? Ciągle nie rozumiem, o co ci chodzi z tą wodą :-).

  20. Jeśli Wikipedia nie kłamie, to jogurt już z nazwy jest gęsty: The word is derived from Turkish yoğurt, and is related to yoğurmak ‚to knead’ and yoğun „dense” or „thick”.

  21. No weź, argument z nazwy? Samochód nie chodzi, tylko jeździ. W dodatku nie sam, chyba, że to Toyota. Nie śpi się w szlafroku. Grając Andante nie trzeba chodzić.
    Poza tym wystarczy, że ówczesny był gęstszy trochę od świeżego mleka – tak jak polski socjalistyczny – i już dlatego mogli go nazwać „zgęstek”.

  22. A to już zależy jak się nazwa rodziła i na co się patrzy. W samochodzie ważne jest, że sam (bez konia) się rusza (automobil), a nie że akurat chodzi albo jeździ. A np. autobus chodzi co godzinę. Nazwy nie są całkiem od czapy i dlatego spało się w szlafmycy.

    No dobra, ja nadal uważam, że naturalny jogurt jest już dostatecznie gęsty i nikt mnie nie przekona, że jest inaczej.

  23. Ok. To może ja o jogurcie w takim razie (dla zmiany tematu :P). Nie wiem, jakie jogurty są w Stanach, ale w Polsce są całkiem niezłe, naturalne i fajowe. Robi się je przede wszystkim z mleka, mleka w proszku i szczepów bakterii jogurtowych (pewne gatunki Lactoccocus i Lactobacillus, probiotycznie głównie Bifidobacterium). Przy korzystaniu z mleka w proszku nie trzeba korzystać z wody, bo można je rozpuścić w… mleku! Chodzi w tym o to, aby zagęścić mleko mlekiem w proszku. Alternatywą jest odparowanie mleka. Następnie zaszczepia się to mleko bakteriami i po 8-12 godzinach inkubacji mamy jogurt. Jest on naturalnie gęsty (bo mleko było też zagęszczone). W dodatku jeśli ktoś lubi jogurt w postaci żelu (galaretki) to np. (uwaga! reklama) Bakoma taki robi i to bez dodatku żelatyny, pektyny czy innych zagęstników. Po prostu zaszczepione mleko rozlewa się od razu do kubeczków i inkubuje w nich. Powstaje gęsty, galaretowaty, jednolity skrzep. Można to sprawdzić w domu. Wystarczy zagotować trochę mleka, dodać do niego mleko w proszku, przestudzić, dodać jogurt naturalny ze sklepu i zostawić w ciepłym miejscu na noc. Rano mamy więcej jogurtu, co potwierdza również żywotność bakterii zapakowanych w kubeczek.

    Inną kwestią są jogurty owocowe, bo owoce pochodzą najczęściej z sulfitowanej pulpy. Barwniki (u nas w Polsce) najczęściej naturalne – np. ciekawa substancja barwiąca: sok z czarnej marchwi.

  24. PS. Dla uściślenia, żeby nikt się nie czepiał. Napisałem, że jogurt jest gęsty, bo mleko było zagęszczone. Oczywiście chodzi o to, że mamy dzięki temu w podłożu więcej pożywki dla bakterii i one bardziej zwarty skrzep wytwarzają.

  25. @ sykofanta – mnie w dzieciństwie straszyli czarną łapą. A teraz dzieci straszy się czarną marchwią?

  26. @ kwik

    Ja się bardzo cieszę, że jest tam sok z tej marchwi, bo oznacza to, że prawdopodobnie gdzieś w Polsce się ją uprawia, a ja jej bardzo poszukuję. :D Ponadto nie będę się sprzeczał, czy jest to marchew czarna, czy purpurowa. Nie wiem dokładnie, jaki to gatunek marchwi, a jak dla mnie, to tylko łacińska nazwa gatunkowa może określić dokładnie, o co chodzi. To że jeden rolnik nawie to czarną, a drugi purpurową w sumie mało znaczy. Prawdopodobnie faktycznie powinno się to zwać purpurową marchwią, ale mnie osobiście jest obojętne, jak to nazwą – wiem, o co chodzi…

  27. @Sykofanta
    Wielkie dzięki za sposób z mlekiem w proszku! Zwykle, aby uzyskać jogurt tak gęsty, jak grecki, delikatnie odsączałam skrzep na sicie wyłożonym gazą.

    @Synafia
    Jak możesz zakładać dziecku okulary! Zez jest naturalny, a okulary nie. Jak tylko mąż wróci do domu, zabiorę mu jego okulary. Wówczas ze swoim -6 na pewno będzie w zupełnie naturalny sposób niezwykle uszczęśliwiony.

    Jeśli ekspertka z artykułu nie widziała osoby, której po noszeniu okularów poprawił się wzrok, tadam – jam jest, jam pierwszą na świecie taką osobą, gdyż mi się poprawił z -3 do -1,5.

  28. Jajako psychol bez uprawnień do terapowania jeszcze trochę pojątrzę.
    Nie wiem, jak to wygląda na innych wydziałach psychologii, ale na moim poczciwym UW zazwyczaj na specjalizację ps. kliniczna dziecka oraz ps. wychowawcza najczęściej szły osoby, które ledwie co zaliczyły metodologię i statystykę, czyli takie, które zmuszone na innych specjalizacjach do przeprowadzenia badań (fuj, dane! Fuj, praca z danymi! Błeee, statystyka! Jakie to bezduszne!) miałyby z tym potężne problemy.
    Na klinicznej i wychowawczej można było pisać pracę na podstawie obserwacji jednostki. Sama opisówka, zwykle bardzo mało metodologii, żadnego męczenia się z grupą badawczą i kontrolną.
    Chyba nie muszę dalej tłumaczyć, jak oceniano „naukowość” przeważającej większości tych prac?

  29. Pojątrz, pojątrz :-)
    Ja naprawdę nie mam nic do dobrych psychologów. Nawet starałam się to podkreślić, pisząc o tym, że niektóre kwestie poruszane nawet przez tę panią mogą mieć jakiś sens ;-)
    Najgorsze jest to, o czym piszesz – że możliwe, że rad podobnych do tych w artykule udzielają osoby, które statystykę czy anatomię i fizjologię układu nerwowego uważają za fuj oraz bezduszność. Oraz niepotrzebne babranie się we flakach.
    Jakieś takie majaczy mi się wspomnienie z własnych studiów, kiedy to mieliśmy pewne podstawy psychologii, że tak właśnie do zagadnienia podchodzi(ło) wielu psychologów. Że oni są ponad to, a nauczenie się np. o funkcjonowaniu mózgu – to nie dla nich. I pewnie dlatego takie osoby uważają potem, że kinezjologia ma sens.

  30. @ sykofanta – nie ma się co cieszyć bo jest globalizacja i to jest pewno barwnik z importowanego koncentratu. Chociaż pewnie można kupić nasiona i mieć własną. Jeszcze trochę poczytałem, marchew jest jednak czarna, a barwniki to antocyjany, podobno szczególnie trwałe w dużym zakresie pH. Nic z tego nie rozumiem, myślałem, że antocyjany wszystkie takie same.

  31. W kwesti psychologii warto pamietać, że – bez oceniania tu wyższości czy niższości szkoły psychologii behawioralnej np. amerykańskiej (która jest bardzo bliska naukom przyrodniczym pod względem ścisłości i metody) względem polskiej szkoły psychologicznej (która jest w lwiej części dysycypliną humanistyczną) – bardzo humanistyczne są te krajowe metody :-)

  32. @miski:
    sklad jogurtu naturalnego „Pavel’s russian yogurt”:
    grade A pasteurized milk, yogurt cultures (l. bulgaricus, s. thermophilus, l. acidophilus, bifidus,) vit. A and D3.

    sklad jogurtu yoplait:
    Cultured Pasteurized Grade A Low Fat Milk, Sugar, Strawberries, Modified Corn Starch, High Fructose Corn Syrup, Nonfat Milk, Kosher Gelatin, Citric Acid, Tricalcium Phosphate, Natural Flavor, Pectin, Colored with Carmine, Vitamin A Acetate, Vitamin D3.

    Ktory chcesz jesc i dlaczego? Bo ja wiem.
    Ja jestem prosta kobieta. Jak dla mnie jogurt to sfermentowane mleko w odpowiedni sposob. Calej reszty ulepszaczy, polepszaczy i innej cholery nie potrzebuje.

  33. Ktory chcesz jesc i dlaczego? Bo ja wiem.

    Ja chętnie zjem oba. Może dlatego, że jeszcze nie widziałem badań, z których wynikałoby, że którykolwiek z tych dodatków negatywnie wpływa na moje zdrowie. A teraz chętnie posłucham, dlaczego ty nie chcesz jeść tego drugiego. Pomijając argument z prostej kobiety, bo jest głupi.

  34. Bart:
    jedz co chcesz, mnie to wisi jak kilo kitu u sufitu, ze sie tak brzydko wyraze.
    Badania na temat szkodliwosci zwykle maja to do siebie, ze sa publikowane kiedy iles tam ludzi juz ucierpialo. Przez wiele lat na ten przyklad aspartam byl bardzo zdrowy albowiem nie bylo badan wykazujacych negatywny wplyw tegoz na zdrowie ludzkie.

    Badania na temat szkodliwosci przynajmniej jednego ze skladnikow – high fructose corn syrup byly publikowane, ale jak mowie – mnie to wisi. Jesz co chcesz – mnie nic do tego. Zapytano mnie dlaczego tak a nie inaczej, wyjasnilam – co ty robisz co chcesz, mnie to nie obchodzi.

  35. futrzak:

    Badania na temat szkodliwosci przynajmniej jednego ze skladnikow – high fructose corn syrup byly publikowane…

    Mimo, że podzielam Twą niechęć do słodkich i kolorowanych jogurtów, to jednak wątpię. Wszystkie wymienione dodatki są zupełnie nieszkodliwe (choć wg mnie zbędne).

  36. Przez wiele lat na ten przyklad aspartam byl bardzo zdrowy albowiem nie bylo badan wykazujacych negatywny wplyw tegoz na zdrowie ludzkie.

    Z tego co wiem, aspartam jest jednak nieszkodliwy. Ale może mnie poprawisz?

    Badania na temat szkodliwosci zwykle maja to do siebie, ze sa publikowane kiedy iles tam ludzi juz ucierpialo.

    Wiesz, podobnymi zdaniami rzucają wrodzy współczesnej nauce antyszczepionkowcy. Po co nam te badania, jak my WIEMY.

  37. Ostatnio dowiedziałem się (bo zwykle jadam zwykłe, fermentowane jogurty naturalne), że istnieją teraz na rynku jogurty, które nie są jogurtami – są zagęszczonym, zżelowanym mlekiem. Nie pamiętam, jakie było wytłumaczenie tego faktu (jedna mama opowiadała mi, że swoim dzieciom takie daje, bo z jakichś tam powodów nie mogą jej dzieci jeść fermentowanych), niemniej można uznać, że są to produkty „specjalnego przeznaczenia żywieniowego”, czyli skierowane np. do grupy osób, które z jakiegoś powodu nie chcą jeść bakterii jogurtowych (nie wnikam, czy taka grupa istnieje i dlaczego właściwie mieliby nie jeść tych bakterii).

    Co do szkodliwość takich produktów, to jest ona utajona. Podobno świadomość żywieniowa rośnie w społeczeństwie, niemniej zdaje się, że nadal jest słaba. Tak naprawdę mało osób czyta etykiety produktów, a jeszcze mniej rozumie, co przeczytało. Szkodliwość takiego produktu nie wynika ze specyfiki któregokolwiek ze składników, ale z tego, że produkt ten w sposób utajony przemyca do naszej diety dodatkowe kalorie z cukrów. Dużo uwagi się teraz poświęca właśnie temu, aby zwrócić uwagę ludzi, ile cukrów spożywają nawet o tym nie wiedząc. Nie chodzi oczywiście o straszenie nikogo tym, że cukier jest zły, ale o to, że jest nam dodawany do prawie wszystkich produktów i mało kto zwraca na to uwagę.

    Oczywiście nie oszukujmy się, nie ma (a przynajmniej nie znalazłem jeszcze) na rynku jogurtów owocowych, które byłyby jogurtem naturalnym zmieszanym ze świeżymi owocami. Wsad owocowy to zawsze cukier w tej lub innej postaci, owoce z sulfitowanej pulpy oraz zagęszczony sok owocowy. Często też pektyny czy żelatyna dla lepszej konsystencji, bo owoce dodaje się w ostatniej fazie produkcji i powoduje to rozrzedzenie jogurtu.

  38. @sykofanta
    Kupny jogurt z surowymi owocami byłby wściekle nietrwały.

  39. Ostatnio dowiedziałem się (bo zwykle jadam zwykłe, fermentowane jogurty naturalne), że istnieją teraz na rynku jogurty, które nie są jogurtami – są zagęszczonym, zżelowanym mlekiem.

    Z tego co się orientuję, według polskiego prawa jogurt to produkt zawierający żywe kultury bakterii jogurtowych w określonej minimalnej ilości. Jeśli jako jogurt sprzedaje się coś, co nie zawiera tych bakterii, podpada się chyba pod ustawę o jakości handlowej artykułów rolno-spożywczych i można beknąć bardzo wysoką karę (do 10% rocznego obrotu firmy).

    Może pomyliło się tobie (lub osobie, która ci to opowiedziała) np. z maślanką, która zdaje się nie posiada ścisłej definicji? Może to był jakiś Napój Mleczny „Yogi”?

    Co do szkodliwość takich produktów, to jest ona utajona. (…) Szkodliwość takiego produktu nie wynika ze specyfiki któregokolwiek ze składników, ale z tego, że produkt ten w sposób utajony przemyca do naszej diety dodatkowe kalorie z cukrów.

    No ale jak może być utajone coś, co praktycznie zawsze jest publikowane na opakowaniu, zwykle w wygodnej do odczytania i łatwej do odnalezienia tabelce, czasami nawet podzielonej na 100 g produktu i jednostkową porcję, dodatkowo podanej w dwóch jednostkach – kilodżulach i kilokaloriach?

  40. @ Brat

    Przykro mi, ale nie jestem jeszcze na tyle zorientowany w prawie, aby rozsądzić, czy produkt ten (tak, zdecydowanie chodziło o to, co pokazała Synafia) jest zgodny, czy niezgodny i czy narusza ustawię i IJHARS. Przekazuję tylko co zasłyszałem i próbuję to jakoś wytłumaczyć, bo jak pisałem, nie widziałem tego produktu na własne oczy.

    Co do utajonego zagrożenia, to chodzi tylko i wyłącznie o to, aby zwracać uwagę na te etykiety. Ja wiem, że dla Ciebie, dla Sporothrix, dla Synafii, dla mnie etykiety są czytelne i potrafimy nimi kierować swoje wybory. Jednak naprawdę istnieje gro ludzi, którzy nie zwracają na to w ogóle uwagi. Jogurt to mały problem, ale dosładzany jest groszek konserwowy, kukurydza (inaczej mniej by konsumentom smakowały). Nie chodzi też o to, aby tego nie jeść, ale właśnie aby jeść to świadomie. Współczesny problem z otyłością nie wziął się stąd, że ludzie nie potrafią w najmniejszym stopniu się kontrolować i jedzą ponad miarę non-stop, ale także stąd, że cukier i tłuszcz stały się powszechnymi dodatkami do absolutnie wszystkiego. Nie mogę naprawdę znowu wdawać się w dyskusję o tym, co w żywieniu jest dobre, a co nie. Naprawdę nie kwestionuję współczesnych metod produkcji żywności. Kwestionuję tylko wiedzę społeczeństwa o spożywanych produktach.

    @ Ija_Ijewna

    Tak, to oczywiste. Taki jogurt można sobie zrobić tylko w domu do bezpośredniego spożycia. Ale właśnie o to chodzi – nie ma co wymagać cudów od kupnego jogurtu owocowego.

  41. O ile dobrze rozumiem, to tej mamie mogło chodzić o Misiowy Jogurcik

    No, według mnie to Nestle jedzie po bandzie, trzymając się wersji, że „jogurcik” nie musi spełniać norm wytyczonych dla jogurtu. Szybki gugiel wykazuje, że sam producent pilnuje się, żeby broń Boże nie powiedzieć o tym czymś per jogurt.

  42. @futrzak
    Badania na temat szkodliwosci przynajmniej jednego ze skladnikow – high fructose corn syrup byly publikowane

    Chętnie zobaczę porządne badania na ludziach, najchętniej metaanalizy (bo mam wrażenie, że w pojedynczych badaniach żywieniowych, zwłaszcza na zwierzętach, zdarzają się wszelkie możliwe wyniki) czym to strasznym grozi mi spożycie we jogurcie Yoplait (który jadam na zmianę z Dannon) niewielkich ilości HFCS. HFCS, czyli mieszanki glukozy i fruktozy, cukrów prostych występujących (czasem z sacharozą) w niemal wszystkich owocach. Albo w miodzie, który pod względem składu węglowodanowego jest bardzo bliski HFCS.

  43. Przykro mi, ale nie jestem jeszcze na tyle zorientowany w prawie, aby rozsądzić, czy produkt ten (tak, zdecydowanie chodziło o to, co pokazała Synafia) jest zgodny, czy niezgodny i czy narusza ustawię i IJHARS. Przekazuję tylko co zasłyszałem i próbuję to jakoś wytłumaczyć, bo jak pisałem, nie widziałem tego produktu na własne oczy.

    Ale to nie o to chodzi, by rozsądzać. Po prostu jeśli kupujesz w polskim sklepie jogurt, to zawsze zawiera on żywe kultury bakterii. Co najwyżej możesz trafić na oszustów próbujących obejść przepis nazwami „Jogurcik”, „Yogi” czy co tam jeszcze chcesz. To podobne praktyki do napisów „100% smaku” na sokach czy „ser typu Ementaler” na serach.

  44. @ Bart

    Tak, zapewne masz rację. Teraz przypominam sobie normę na jogurty i faktycznie niemożliwe jest wytworzenie tego produktu bez baterii. Ale sam widzisz, że nazwy typu „Jogurcik” sugerują ludziom, że to jogurt. Mało kto dochodzi, jak jest faktycznie, co więcej mało kogo to interesuje. Problemem są więc zarówno te nazwy sugerujące, że coś jest czymś, czym nie jest, jak i to, że wiele osób nie przywiązuje do tego wagi. Ja nie jestem w stanie walczyć z Nestle, ale jestem w stanie poinformować znajomych, jaki jest stan faktyczny.

    Podobnie i z cukrem! Ja czytuję etykiety, ale naprawdę nie przyszłoby mi do głowy, aby dosładzać coś takiego jak groszek czy kukurydza. Wiele osób wierzy też w to, że jeśli na wieczku jogurtu napisane jest „zawiera ekstra duże kawałki owoców” to że wewnątrz tego jogurtu poza owocami jest też cukier i barwniki – jakoś wielu osobom się wydaje, że ten piękny różowy kolor faktycznie od truskawek pochodzi i że to one nadają jogurtowi pyszną słodycz. A skład…. po co czytać, za małe literki… Oczywiście, to tylko moje podejrzenie, bo znam kilka takich osób i jeszcze kilka udało mi się uświadomić. Badań na ten temat nie czytałem, więc może się mylę, może świadomość żywieniowa jest ogromna tak naprawdę.

  45. @sykofanta
    Jogurt to mały problem, ale dosładzany jest groszek konserwowy, kukurydza (inaczej mniej by konsumentom smakowały).

    Zajrzałem do szafki. Znajdującej się w dosładzającej wszystko złowrogim HFCS Ameryce. Obejrzałem puszki, zakupione oczywiście w złowrogim amerykańskim „zwykłym” supermarkecie, nie we wspaniałym, zdrowym, organicznym ekologicznym i uczciwym (kasy obstawione preparatami homeopatycznymi) WholeFoods. Jedna puszka „Sweet Peas”. Druga „Whole Kernel Golden Sweet Corn”. O bobrze! Sweet! Aha, doczytałem składniki. Puszka 1: Peas and water. Puszka 2: Corn, and water.

  46. @ Miskidomleka

    A widzisz, fajnie! Ja wziąłem stojącą w moim domu puszkę kukurydzy i przeczytałem: Kukurydza, woda, cukier, sól…

  47. Ja wziąłem puszkę groszku i też znalazłem tam cukier. Jednak taka puszka to ciągle tylko kilkadziesiąt kalorii.

  48. @ Bart

    Nie twierdzę, że od zjedzenia dosłodzonego groszku się tyje, ale od jedzenia wielu dosładzanych rzeczy przy braku świadomości, że są one dosładzane. Tylko tyle. Cały czas upieram się tylko przy tym, że ważne jest edukowanie ludzi w tej kwestii. Nie zakazywanie stosowania cukru czy syropu glukozowo-fruktozowego, ani twierdzenie, ze cukier to zło.

  49. Bo jak powszechnie wiadomo (tak mnie przekonywała pani w sklepie ekolo), te soki nie zawierają cukru, tylko naturalną fruktozę.

  50. Wyszło nam doświadczenie dość ciekawe w kontekście widocznego czasem poglądu (zwłaszcza wśród Polaków w USA), jak to w Starym Kraju wszystko jest smaczne, zdrowe i naturalne, a w tej panie Hameryce sztuczne i słodzone.

    Nawisem mówiąc, bart – na oko te kalorie czy na pewno? U mnie wychodzi 245-280 kalorii na puszkę 425-432 g (3.5 „servings” per container, 70-80 kalorii na „serving”).

  51. @Ija

    He, he, na jednym forum jedna nawiedzona nawracała tymi słowy:
    „To biale, powszechnie dostepne, to sztuczny twor uzyskany z burakow lub trzciny.
    Nie ma niestety zadnych wartosci odzywczych…

    Zdrowe cukry to fruktoza-cukier wystepujacy w owocach, miodzie; maltoza-cukier
    wystepujacy w ziarnach zboz; laktoza-cukier zawarty w mleku i jeszcze melasa
    czyli surowy cukier z trzciny cukrowej. „

  52. @ Miskidomleka

    Ty się nie śmiej, to powszechnie znana prawda jest. Każdy Ci to powie. Przecież cukier z buraków jest chemiczny i w dodatku posiada niewłaściwą homologację, teleportację i fraktalizację.

    Poza tym zastanów się – kto zdrowy na umyśle uwierzy, że z buraka da się uzyskać słodkie kryształki!! To przecież bardziej przypomina odpad przemysłu petrochemicznego niż coś, co ma jakikolwiek związek ze zdrowym, ekologicznym polem buraków.

  53. @Ija_Ijewna
    U nas było z góry założenie, że praca magisterska musi opierać się na badaniach statystycznych, ale dla badań klinicznych minimalna wielkość próby wynosiła 30 osób. Z tymże typowe było zlecanie obliczeń statystycznych innym osobom (i to niezależnie od specjalizacji).

    @Klu nie ma czegoś takiego jak „polska szkoła psychologii”. Badania i dydaktyka jest u nas na niskim poziomie – jak we wszystkich innych kierunkach studiów, ale samo podejście akademików nie różni się od psychologii amerykańskiej. Zupełnie inna bajka to psychoterapia i cały ten rynek usług. To jest dramat. Tylko psychologia pracy, HR, psychologia transportu i tym podobne branże trzymają poziom – ta jest silna presja na zgodność z nowinkami teoretycznymi oraz na zastosowanie dobrej metodologii badawczej. Psychoterapia i poradnie szkolne to dno absolutne.

  54. @Miglanc
    Toście bosko mieli. U nasz się statystyki robiło osobiście albo promotorem, ale trafiała się próba wielkości kłanastu jednostek.

    Aż tak źle z polską psychologią nie jest. Mamy naprawdę niezłych psychometrów.

  55. @Ija U nas niespecjalnie sprawdzali czy statystyki robiło się samodzielnie. Dopuszczana była praca w grupie – zazwyczaj osoby z jednego seminarium robiły razem. Jeden z najlepszych psychometrów jest docent M. Spendel i dał nam niezły wycisk.

  56. @ Veln

    O matko. Dzięki za ten tekst, bo się załamałam. No, ale w końcu artysta ma prawo do gadania głupot. Ciekawa tylko jestem, czy gdyby jego dzieciak zachorował na „głupią anginę” także leczyłby go odpoczynkiem w łóżku.

  57. To ja wyskocze z dowodem anegdotycznym ;)
    W mojej rodzinie slaby wzrok jest powszechna przypadloscia (rodzice nosza szkla -6 -8 dioptrii), bracia – -4.
    Ja sie jakos wylamalam. Jedyne okulary, ktore nosilam na studiach (OMG, to bylo 15 lat temu) byly kiepsko dopasowane, lekarka w Medicoverze zapowiedziala tydzien z atropina wiec od 3 lat sie nie udalo z nia umowic).
    W efekcie mam ciagle c.a. -1 -1.5 + lekki astygmatyzm i najslabsza wade z calej rodziny (jako jedyna funkcjonuje bez cyngli).
    Fakt, ze moja matka sama sobie strzela w kolano kupujac „bardzo dobre i tanie szkla z bazarku”, ale reszta rodziny wykazuje slady zdrowego rozsadku i nosi szkla zapisywane przez okuliste.

    Z drugiej strony dzieciak, ktory nie widzi tablicy ma problem i pozbawianie go szansy zwiazanej z edukacja to glupota.

    Teorie z wada wzroku jako nastepstwem traumusi sprzedawala mi kolezanka, ale chyba mnie nie przekonala. ;)

  58. No ciekawe. Dawno takich głupot nie słyszałem. Aż dziw, że takie coś się ukazało.

  59. ludziee obudzcie sie szukajcie tylko naturalnego jedzenia organicznego jesli macie mozliwosc to ogrodki sami sobie sadzcie i niczym chemicznym nie pryskajcie zadnej CHEMII W NICZYM KOSMETYKI SRODKI DO PRANIA CZY MYCIA NACZYN, ZADNYCH CHOLERNYCH ANTYBIOTYKOW JESLI ISTNIEJE ZAGROZENIE ZYCIA TYLKO I WYLACZNIE TO TYLKO Z PROBIOTYKIEM PRAWDZIWY PROBIOTYK MUSI BYC TRZYMANY W LODOWCE ,MLEKO ZSIADLE I KEFIR A NIE JOGURTY Z OWOCAMI ,JOGURT JESLI JUZ TO PLAIN CZYLI ZWYKLY ZERO ZIEMNIAKOW CHLEB EZAKIELA LUB ZE SKIELKOWANYCH NASION A MIESO OD KOGOS KTO KARMI ZWIERZETA NATURALNA KARMA WIECIE CO TO QUINOA I CHIA SEEDS SPRAWDZCIE TU NA INTERNECIE I JEDZCIE TO A BEDZCIE ZDROWI WY WASZE DZIECI I WASI NAJBLIZSI NIE POZWOLCIE SIE WIECEJ TRUC JEDZCIE TO CO PIERWOTNI LUDZIE JADALI A NIE PIEPRZONA PRZETWORZONA CHEMIE NIE CUKIER STEVIE JESLI KTOS LUBI SLODKIE W PRZYRODZIE SA WSZYSTKIE ZAMIENNIKI TEGO CO LUDZIE WYMYSLILI ZEBY ZROBIC PINIADZE NA INNYCH POZBAWIC ZDROWIA ,ZYCIA ,I NAPEDZIC KASY KONCERNOM FARMACEUTYCZNYM ORGANICZNE ZNACZY BEZ SRODKOW OCHRONY ROSLIN ,PESTYCYDOW I CHEMII ,MEDYCYNA ALTERNATYWNA ,MIOD CZOSNEK CEBULA I CYTRYNA -ZABIJA RAKA ZE SKORKA ZAMROZONA DODAWANA DO JEDZENIA STARTA NA TARTCE JEST 10000 RAZY SILNIEJSZA OD CHEMIOTERAPII ALE NIKT TEGO WAM NIE POWIE BO NA CZYM BY ZARABIALI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s