Ooops, you did it again

Tytuł odnosi się oczywiście do przepięknego i wręcz książkowego (istnieje coś takiego?) oraz przysłowiowego (są takie przysłowia?) objawu prawdopośrodkizmu. Ze strony Wyborczej oczywiście, czyli możecie się w tym miejscu spodziewać tradycyjnie osobistej, nienawistnej i z klapkami na oczach notki krytykującej GW. Prawdopośrodkizm niczym koń – jaki jest, każdy widzi, ale pozwólcie, że wytłumaczę. Pochodzi od argumentum ad temperantiam, a oznacza zwyczajnie, że prawda leży pośrodku, przeciwne opinie te mają więc tę samą wagę, czyli w dyskusji rację ma ten, kto przedstawi kompromis między nimi.

Wyborcza (a w tym wypadku mowa a dziale naukowym) po raz kolejny znęca się nad tą nieszczęsną prawdą, co to leży pośrodku. Tym razem publikując – obok, tego samego dnia – fantastyczny, wnikliwy, rzetelny i bardzo interesujący artykuł Barta oraz wykwit jakiegoś odjeżdżającego peronu pani red. Kossobudzkiej. Bart występuje jako bloger (w pierwszej wersji w dodatku „zajmujący się medycyną alternatywną”, co ma pełne prawo nasuwać skojarzenia o gościu leczącym/doradzającym leczenie za pomocą wahadełek i homełka), mając za adwersarkę nagradzaną i cenioną popularyzatorkę nauki. Której tekst wygląda wprawdzie jak napisany na kolanie, szybko, między dobranocką a kolacją, ale co z tego. To i tak lepsze niż jakiś tam bloger. Ci, którzy Barta znają i kochają, oraz przy okazji wiedzą, że nieważne, kto pisze, byle pisał z sensem, wiedzą również, że jego artykuł zawiera ogromną dawkę wiedzy. Tymczasem ktoś, kto tego nie wie, myśli sobie tak: z jednej strony jakiś facet, bloger jakich tysiące, z drugiej znana dziennikarka popularyzująca wiedzę, laureatka konkursu „Sukces roku w ochronie zdrowia 2013 – liderzy medycyny” w kategorii „Media – dziennikarstwo informacyjne i edukacyjno-społeczne”. Komu wierzyć, komu ufać? Oczywista odpowiedź jest oczywista.

Jasne, że antywacki, w komentarzach zarzucający Bartowi bycie blogerem właśnie, pomijają wygodnie to, że sami głównie uciekają się do mętnych blogaskowych wpisów na mętnych blogaskach. Cóż z tego jednak, chcesz blogera uderzyć, kij się zawsze znajdzie.

A Wyborczej w to graj. Bo w końcu ważne, żeby i prowackom lampkę, i antywackom ogarek. A że troszkę narobi się wody z mózgu tym, co to ani pro-, ani anty-? Kto by się tam tym przejmował.

Moje osobiste lekkie wzburzenie wzbudził szczególnie nie ten fragment tekstu Kossobudzkiej, w którym pisze, że jest przeciwniczką obowiązkowych szczepień. Głupie to, bo głupie, ale jakby mało oryginalne. Znacznie gorszy jest imo ten fragment: Zwolennicy, rozpaczliwie dając im odpór, twierdzą, że szczepić trzeba, bo trzeba. A ci, którzy nie szczepią, to „ciemnogród”. I koniec.

Aha. Znaczy ten cały artykuł Barta, który, przypominam, ukazał się tego samego dnia, to tylko jedno zdanie? Że trzeba, bo trzeba, a jak nie, to jesteście oszołomy, i nic ponadto? I w ogóle wszystkie te notki na blogaskach Barta czy Migg, na blogach Modne BzduryBiokompost, Globalny śmietnik, Nic prostszego czy Miskidomleka, to tylko takie jedno zdanie? Bez żadnych argumentów, bez linków do rzetelnych prac naukowych, bez godzin spędzonych na szukaniu literatury i danych, bez dni spędzanych na dyskusjach, gdzie z anielską (czasem trochę mniejszą) cierpliwością autorki i autorzy tłumaczą, że trzeba, bo to, i to, i to, i to…?

Doprawdy dawno nie widziałam tak żałośnie nachalnego prawdopośrodkowego odwracania kota ogonem. Takiego bezwstydnego i lekceważącego zrównania wiedzy i oddania jednych, a niewiedzy i oszołomstwa innych.

Lecz żeby notka nie była li i jedynie wyrazem osobistego i z klapkami na oczach czepiania się GW, dodam odrobinę wiedzy. Na Nauka, głupcze bowiem komentarze pojawiły się na ogół, przynajmniej do tej pory, dorzeczne i sensowne, ale jeden zawierał fragment, który chcę podkreślić. Komentator napisał: Ja rozumiem, że istnieje coś takiego jak odporność zbiorowa, ale pojedyncze jednostki niezaszczepione nie mają na nią wpływu.

Odporność zbiorowa jest czymś mało zrozumiałym, intuicyjnie nieco bezsensownym, nic dziwnego zatem, że ludzie, jak widać powyżej, jej nie rozumieją. Spróbujmy zatem pochylić się z troską nad tą zbiorową odpornością i napiszmy na jej temat chociaż jedno zdanie. Na przykład takie: odporność zbiorowa to odporność zbiorowa (na ch.j drążyć), a ci, którzy nie szczepią, to ciemnogród, i koniec.

Otóż nie.

ResearchBlogging.org

Termin „odporność zbiorowa” (czy też grupowa, zbiorowiskowa, odporność stada – o herd immunity różnie mawiają) powstał niemal wiek temu. Ale dopiero w latach 70. XX w., przy okazji prowadzonych na szeroką skalę badań nad uodpornieniem społeczeństw, rolą szczepień i ich opłacalnością, zaczęto go tak naprawdę używać. Punktem zwrotnym było opracowanie modelu o progach odporności zbiorowej. Model ten pokazywał, że jeśli odporność (czyli np. w tym wypadku skuteczne szczepionki; zakładana skuteczność wynosiła 100%) została przekazana danej społeczności losowo, i jeśli osoby w tej społeczności także były zróżnicowane losowo – każdy losowy obywatel miał taki kontakt z innymi obywatelami R0, że mógł ich zarazić – liczba przypadków zakażeń spadnie, jeśli proporcja osób odpornych przekroczy (R0 – 1)/R0 (inaczej:  1 – 1/R0). Twierdzenie zobrazowane jest niżej:

Clipboard-1
Rycina (pochodząca z cytowanej publikacji) pokazuje jak wygląda szerzenie się zakażenia przy R0 równym 4 (basic reproduction number R0=4)

Jak widać, w części A mamy trzy generacje wrażliwej na zakażenie populacji, gdzie jedna osoba zakaża cztery inne, wrażliwe. W części B (R0 – 1)/R0 czyli 3/4 populacji jest odporne, co oznacza, że za każdym razem mamy jeden przypadek zakażenia. Oznacza to też, że przy obserwacji tejże populacji ten poziom przekazywania zakażenia będzie się utrzymywał. Spadek nastąpi natomiast, kiedy większy odsetek obywateli będzie odporny. Dlatego też  (R0 – 1)/R0 nazywa się progiem odporności zbiorowej (herd immunity threshold).

Powyższy model został przebadany i przeanalizowany bardzo dokładnie. Zastrzeżenia budziły jego pewne założenia (jak losowe zróżnicowanie populacji), wykazano jednak, że próg odporności zbiorowej może zostać uznany za cel, kiedy epidemiolodzy będą zastanawiać się, jak duży odsetek populacji powinien być zaszczepiony. Oraz, co może ważniejsze, osiągnięcie tegoż progu doprowadzi do eliminacji chorób. Dowiedziono tego w praktyce (no bo model to model) – obserwacje epidemii takich chorób jak odra, ospa wietrzna, świnka, różyczka, polio i krztusiec pokazały, że w istocie zaszczepienie takiej liczby osób w populacji, aby była wyższa niż próg, pozwala na uniknięcie epidemii. W takich wypadkach mamy zatem do czynienia ze zjawiskiem pośredniej ochrony członków społeczności, którzy zaszczepieni być nie mogli, ale uchronili się przed chorobą.

Co ważne, wykazano także, że odporność zbiorowa działa w sposób nie tylko chroniący ludzi przed zakażeniem, ale także przed zaraźliwością danego drobnoustroju i jego zdolnością wywoływania zakażeń w populacji. Tak dzieje się w przypadku szczepień z użyciem skoniugowanych szczepionek przeciw pneumokokom i Haemophilus influenzae. Szczepienia te, nie dotyczące ludzi starszych, znacząco zredukowały liczbę przypadków zakażeń w tejże grupie osób. Nie tylko dlatego, że chroniły szczepionych przed chorobą, ale także przed nosicielstwem bakterii, a co za tym idzie – zmniejszyły szerzenie się drobnoustrojów w populacji.

Ogromnie istotne jest tutaj, aby zdać sobie sprawę z połączenia bezpośredniego działania szczepień z działaniem pośrednim. Odporność zbiorowa pokazuje, że działanie bezpośrednie (zaszczepienie obywateli) chroni nie tylko przed chorobą, ale także obniża ryzyko rozprzestrzeniania patogenów na osoby, które, z braku szczepień, pozostają wrażliwe. Podkreślmy – to właśnie wpływ szczepionek na transmisję zakażenia odpowiada za ich pośredni efekt ochronny. Gdyby szczepionki chroniły tylko bezpośrednio, przed samą chorobą, ale nie zmniejszałyby ryzyka zakażenia czy przeniesienia choroby na kogoś innego, wówczas odporność zbiorowa nie istniałaby. (Takie plotki o niektórych szczepionkach pokazywały się czasami. Mawiano np. że szczepionka inaktywowana przeciw polio działa tylko bezpośrednio, ale już nie pośrednio. Obecnie wiemy, że nie jest to prawdą, a szczepienie szczepionką IPV ma również działanie pośrednie, ergo powoduje powstawanie odporności zbiorowej.)

Wielkość pośredniego efektu działania szczepień zależy oczywiście od wielu czynników: od sposobu przenoszenia się patogenu, od rodzaju odporności wzbudzanej przez daną szczepionkę, od sposobu kontaktowania się ludzi w populacji, wreszcie od  sposobu dystrybucji szczepień – i odporności – w populacjach. Wiedza o tym pozwoliła na opracowanie bardziej skomplikowanych modeli, biorących pod uwagę czynniki, które nie występowały w modelu podstawowym, jak niestuprocentowa skuteczność szczepionek, nielosowo zróżnicowana populacja, nielosowa dystrybucja szczepień, a także istnienie osób nieszczepiących się, korzystających świadomie ze szczepień współobywateli. Istnienie takich osób jest nieuniknione, skoro stosowanie szczepionek niesie ze sobą różnorakie koszta osobiste, od potencjalnych efektów ubocznych, przez cenę, aż do czasu spędzanego na wizycie w przychodni. Ludzie więc chcą podejmować indywidualne decyzje, samodzielnie rozważając ryzyko i choroby, i szczepienia. (No i naturalnie należy tu na sprawę popatrzeć także z innej strony: w kwestię odporności zbiorowej wpisany jest problem obciążania jakimś obowiązkiem pewnej grupy ludzi na rzecz innej grupy. Ci, którzy nie mogą się zaszczepić, nie mogą więc nabyć odporności bezpośrednio, liczą na to, że inni się zaszczepią, zapewniając im ochronę pośrednią. Czy to jest etyczne? Z punktu widzenia państwa? Z punktu widzenia konkretnego obywatela?)

Kiedy poziom wyszczepienia w populacji jest wysoki, ryzyko zakażenia spada. Spada wówczas chęć zaszczepienia się. Podobnie jak wówczas, gdy dany obywatel uważa, że ryzyko związane ze szczepieniem przewyższa ryzyko związane z zachorowaniem. Stąd ogromna rola mediów (przy współpracy ze ściśle minitorującymi odporność zbiorową służbami zdrowia) w propagowaniu szczepień i rzetelnym informowaniu o ryzyku chorób zakaźnych. Z chwilą, gdy mass-media szerzą panikę („obowiązkowe szczepienia to niewola i PRL!”), niechęć do szczepień („nie wszystkie dzieci można szczepić” – na marginesie, to wyjątkowo wstrętny zarzut p. Kossobudzkiej, bo zwolennicy szczepień mówią zawsze o szczepieniach tam, gdzie nie ma przeciwwskazań) oraz bagatelizują choroby i potrzebę profilaktyki („jestem przeciwniczką obowiązkowych szczepień”), liczba nieszczepiących się będzie rosnąć, a poziom wyszczepienia populacji spadać. Aż do momentu, kiedy spadnie poniżej progu i zabawa zacznie się od nowa (zresztą tu i ówdzie już trwa w najlepsze, patrz – krztusiec czy odra w niektórych regionach świata).

O odporności zbiorowej można jeszcze długo i namiętnie. Zachęcam do poczytania, a także do oglądania:

1. Fine, P., Eames, K., & Heymann, D. (2011). „Herd Immunity”: A Rough Guide Clinical Infectious Diseases, 52 (7), 911-916 DOI: 10.1093/cid/cir007
2. http://www.vaccines.gov/basics/protection/
3. http://www.historyofvaccines.org/content/herd-immunity-0
4. https://www.youtube.com/watch?v=f-cKzzPkz2o
5. https://www.youtube.com/watch?v=CPcC4oGB_o8

40 uwag do wpisu “Ooops, you did it again

  1. „Ja rozumiem, że istnieje coś takiego jak odporność zbiorowa, ale pojedyncze jednostki niezaszczepione nie mają na nią wpływu.”

    Niezły jest. Proponuję kontynuować w tym samym duchu:
    Ja rozumiem, że istnieje coś takiego, jak masa krytyczna, ale ta odrobina materiału rozszczepialnego fte czy wefte nie może robić różnicy.

  2. jako osoba z rodziny new age, która zawsze była najpierw leczona alternatywnie (tzn. pierwszych powikłań), mogę tylko dziękować za PRL’owskie nakazy i panią pielęgniarkę prowadzącą na siłę do gabinetu zabiegowego. Inaczej poza kartą w przychodni na 180 stron zeszytu w kratkę i 9 pobytach w szpitalu pewnie miałabym się jeszcze czym chwalić.

  3. Służę pomocą jakbyś się interesowała wszystkim od bioenergoterapii na wrzody żołądka, stawiania baniek przy zapaleniu oskrzeli do picia wody z alg na odporność. Nie zapominając o jakiś liściach z kwiatka z parapetu do ucha, tylko chyba nie działa bo pękł mi potem bębenek z zapalenia które się rozwinęło.

  4. @ N
    O matko. Przykro mi wielce.
    Kiedyś pisałam więcej o takich uroczych praktykach. Otchłań to jest zaiste odchłanna.

  5. Hej, nie oceniajcie. Sama się czasami zastanawiałam jak to z tą zaraźliwością jest, a jako laik niewiele rozumiem z tekstów typowo medycznych, niestety (Nie, nie jestem i nigdy nie byłam antywackiem, a jeśli kiedyś będę, to oby mnie ktoś odstrzelił dla dobra ludzkości. Tak, wiem, to brzmi strasznie). Dlatego dziekuję za ten wpis, wiele mi rozjaśnił.

    @N bardzo Ci współczuję. Nie pierwszy raz dochodzę do wniosku, że powinno się robić jakieś testy psychologiczne przed posiadaniem potomstwa…

    Wstyd, że bzdury wyssane z palca z jakiegoś powodu są uważane za równoznaczne z prawdziwą nauką. Wstyd, że się w ogóle do tego dopuszcza. Czekam na jakis artykuł Stow. Płaskiej Ziemi vs hm, NASA? Rozumiem, że ruchy antyszczepionkowe burzyły się dawniej, bo tak na logikę to jest niezły kosmos, leczyć chorobę chorobą… Ale to było ze 200 lat temu. Teraz mamy ładnie i elegancko wyjaśnione jak to działa (nie dam głowy, ale zdaje się, że nawet w podstawówce na przyrodzie był chociażby fragment w książce na ten temat) i nie wierzę, że dorośli ludzie widząc… pardon, NIE widząc dzieci chorych na Heinego-Medina jeszcze kwestionują cokolwiek. Wstyd, po prostu wstyd. Boję się, do czego to doprowadzi.

  6. I to jest ten artykuł jaśnie dziennikarki? Takie marudzenie „bo mi się tak widzi”, bez konkretów ani nawet sensu czy powodów do napisania? Nie widzę sensu publikowania czegoś takiego, co tylko jest „ksiązkowym przykładem” przysłowia „uderz w stół…”.

  7. @ Sami
    Dzięki za komentarz. No właśnie, Ty jako laik rozumiesz niebezpieczeństwo. A pani dziennikarka nie jest laiczką. Powinna zdawać sobie sprawę i z tego, co pisze, i z tego, jaki odbiór mają jej teksty. Jak piszesz – wstyd.

  8. Gratuluję wnikliwych i rzetelnych tekstów! Nie jest łatwo nieść kaganek, szczególnie z takimi zagraniami ze strony mediów opiniotwórczych. Znam godziny czytania, szukania literatury (dobrej! – to nie łatwe), przekuwania na możliwie zrozumiały język, znoszenie obelg wyssanych z palca albo i skąd indziej… skoro mowa o „antywackach” ;) i szczerze współczuję, tego jak zostało to potraktowane przez GW. Nie liczy się dla nich ile ktoś pracy wkłada w ciągłe kształcenie, tylko zadowolenie czytelników. Piszą to, co ludzie chcą usłyszeć… Mimo wszystko, powodzenia w dalszej pracy – doceniam ją bardzo! :)

  9. @sami Nie, serio, wole żyć. I geny mam niezłe, że tak osądzę.

    Mi się nóż w kieszeni otwiera. Głównie bo taka pani co napisała artykuł na kolanie wydaje się nie mieć wyobraźni. Gdzieś w tym braku odpowiedzialności kryje się myślenie że „przecież rodzice jak będzie źle pójdą do lekarza na czas”. Nie bierze pod uwagę że ludzie nie chcą szczepić dzieci nie jako lajfstajlowy wybór.

    U mnie wybór metod medycznych to było połączenie niechęci części rodziny z bardzo złą reakcją na antybiotyk w wieku 2 lat który uszkodził mi kosmki jelitowe. Czyli trochę strach po takim problemie, trochę osobista niechęć, trochę plotek. Takie wywody dają furtkę osobom których wybór czy szczepić nie polega na samych ideologicznych przesłankach. To może być naprawdę szkodliwe.

    I jeszcze wszyscy rodzice z komentarzami „zaszczep swoje dziecko, haha”, „moje dziecko moja odpowiedzialność”. Czuje naprawdę możliwość wypowiedzi z drugiej strony barykady. Nie, naprawdę, rozumiem że kochają i chcą jak najlepiej dla swoich pociech. Ale ich dzieci to nie oni, nie są jakąś osobą w 2 ciałach. To że chcą dobrze i dokonali wdg. siebie świadomego wyboru mało da ich dziecku. Wiem na sobie, żadne trzymanie za rękę i siedzenie po nocy nie zmieniło bólu pękającego bębenka.

  10. Dziękuję serdecznie Doktor Mamo. Znam Twoje teksty, cenię je, linkujemy do nich na fejsbuku. Przykro mi z powodu komentarzy, ale taki nas los :)
    Powodzenia!

  11. @ N, o Jezu, przepraszam, nie chciałam Cię urazić. Ani Twoich rodziców. Pisałam na lekkim wku*wie i trochę pochopnie kliknęłam „opublikuj”. Naprawdę przepraszam!

  12. @ Sporothrix (przepraszam za spam, ale na papierosie człowieka łapią przemyślenia)
    Nie ma za co :) Bardzo mi się podoba w Pani blogu, że przedstawia Pani różne cenne informacje w formie przystępnej dla laików.

    Ironiczne jest to, że sama znam słynny chicken-pox wyłącznie z amerykańskich kreskówek, gdzie ospa wietrzna była przedstawiana jako coś niemal fajnego, łączenie kropek na ciele i w ogóle (aczkolwiek wierzę, że twórcy tych odcinków nie chcieli źle; to był okres, zdaje się, gdy szczepionka dopiero co pojawiła sie w kalendarzu szczepień w USA; myślę, że chodziło o ulżenie jakoś dzieciom i rodzicom w chorobie – z drugiej strony, skoro kręciło się o tym bajki, to na jaką skalę to musiał być problem…). Ale jakoś nie uważam tego za „banalną wysypkę”, nie wyobrażam sobie narażać ewentualnego dziecka na możliwe powikłania… Przecież nikt ich sobie nie wymyślił, na Bora. Czyżby niektórym brakowało do tego stopnia wyobraźni, czy co…?

    Powtórzę się: wstyd! Czy naprawdę musi dojść do masowej tragedii (bo pojedyncze typu „noworodek zmarł na krztusiec” chyba nie robią na nikim wrażenia, k$%^&^*)…?

  13. @ Sami
    Ależ proszę i zapraszam :). Przepraszam tylko, że spamołap mi szaleje i łapie wszystko, stąd muszę ręcznie akceptować komentarze, a to oznacza, że nie ukazują się od razu.
    Cieszę się i dzięki za dobre słowa o blogu. Staram się ;)

    Co do ospy wietrznej – nie sposób się nie zgodzić: https://sporothrix.wordpress.com/2012/02/09/glupota-party/ (zajrzyj do komciów i obczaj, co antywacki sądzą o tych powikłaniach, ręce opadają).
    Sama nie wiem, czy musi dojść do większej tragedii. Przecież nawet epidemie odry w niektórych rejonach Wielkiej Brytanii niedawno spowodowały, że ludzie masowo zaczęli szczepić dzieci. Za to Wakefield (a za nim antywacki) twierdził, że to szczepienia były winne (!). Niektórych po prostu nic nie przekona, nie jeden noworodek, nie dziesiątki noworodków. Nawet jeśli epidemie martwych noworodków przyszłyby do nich i kopnęły w tyłek, to i tak by tego nie przyjęli do wiadomości.

  14. @Sporothrix
    Ależ proszę nie przepraszać, mi to nie przeszkadza :)

    Wpis już czytałam (dużo przeczytałam :) Ech, proszę Pani, żeby tylko ręce… Jestem za młoda na obwisły biust D: Znowu: rozumiem, że KIEDYŚ ludziom wydawało się sensowne, by dzieciaki przechorowały za młodu, żeby potem miały spokój… Tylko takie mieli możliwości, więc się nie dziwię… Ale, damnit, moja mama świnki nie wspomina jako jakiejś superatrakcji – cieszyła się, że ja nie muszę tego przechodzić. Ale to było sprzed czasów uniwersytetu im. wujka Google’a…

    Ożesz fak. Czytałam, że w USA odra wraca w pięknym stylu wraz ze krztuścem i że ogólnie w Europie, ale konkretnie o W.B nie. I ten… ee, łajdak, co mu sie nie udało własnej szczepionki sprzedać, śmie zwalać…? Borze wszechlistny, hipokryzja level 1000. *kryje twarz w dłoniach* WTF, antywacki, srsly? Borze wszechlistny, w takich chwilach nie mam pewności czy ich posłac do wszystkich diabłów (no, ok, preferowana opcja…) czy im współczuć. Tym ludziom ewidentnie wyprano mózgi.

  15. @ Dziękuję. Pouczające wielce. To wasza wina, nie słuchaliście mnie, MMR guzik daje, ja jestem jak zwykle niewinny, a jakbyście skorzystali z pojedynczych szczepionek… co? O matko, on chyba wciąż myśli, że mu się uda wprowadzić te swoje wynalazki na rynek. Albo trolluje, żeby sie odegrać. Na jedno wychodzi. Cóż, uczciwie trzeba przyznać, że facet jest wytrwały. Po trupach do celu, k%$#@. I to było w 2013! Chyba ma Pani rację, faktycznie mogliby patrzeć umierającemu dzieciakowi w oczy i twardo twierdzić, że to od nieumycia rączek.
    A ludzie się boją elektrowni jądrowych.

  16. jak zwykle mądrze i rzeczowo. Niestety poziom mediów dziś- to ani mądrze ani rzeczowo. Stąd kłopot…
    Ale nie dajmy się

  17. Dobry wieczór.

    Mam nadzieję, że nie było – taka mapka:

    (What happens if communities refuse to get vaccinated? The Dutch Bible Belt compared to measles outbreaks in the Netherlands.)

  18. @sami haha, spokojnie, spokojnie. To był taki żart z mojej strony.

    Nie, ich nie przekona nawet całość tego co wkleiło STOP NOP ostatnio pod bardzo wymownym tytułem „Lista badań naukowych dotyczących m.in. negatywnych skutków szczepień”. Wszyscy to przyjeli tam ze wzruszeniem i że będą czytać te lektury. Ja przejrzałam wyrywkowo i czuje się zażenowana edycją tej listy bo są w niej artykuły które nie mają w całym tekście słowa szczepionka. Albo mają w abstrakcie że nie dotyczą szczepionek. Albo w konkluzji że powinno się szczepić.
    Teraz przeglądam od początku całość, ciekawe jakie duże jest to m.in. z tytułu.

  19. @ N

    Dzięki za komentarz. Pozwolę sobie tylko wyrzucić linka do wiadomej strony. Wolę tego tu nie reklamować, a kto chce – i tak znajdzie.

  20. @N nie no, faktycznie to co napisałam zabrzmiało chamsko. Nie chciałam :(
    Choć zdanie, że anty-wacków powinien ktoś zbadać podtrzymuję. W sumie to wiele z nich pasuje do osobowości paranoicznej. Hmm. Smutne.

    Ah, Stowarzyszenie, elyta intelektualna naszego kraju… Na ich fejsie tylu ciekawych rzeczy można się dowiedzieć… Tak ciekawych, że tam wlazłam przed sylwestrem i do dzisiaj dochodzę do siebie, Oni są zbyt mONdrzy dla mnie :(
    Btw: właśnie jestem w trakcie drobnego flejma i dowiedziałam się, że odporność zbiorowa działa tylko w przypadku tężca. Bo laseczki są wszędzie. Yeah, that makes sense. Pozwoliłam sobie zalinkować m.in do Pani wpisu, ku chwale nauki.

    Btw: z innych lolkontentów wygrzebałam cudowny artykulik na Łonecie (pisze o nim Neurobigos). Drogie Panie, wiedziałyście, że cesarka rzutuje na całe życie dziecka, które potem nie poradzi sobie w życiu i będzie odrabiać lekcje na ostatnią chwilę? Ja też nie (dzięki Boru, sądząc po komciach prawie nikt nie potraktował tego na serio). Staruszek Freud chyba przewraca sie w grobie.

  21. @ Sami
    Bardzo urocze, zwłaszcza, że akurat w przypadku tężca odporność grupowa nie działa. Czego to się można nie dowiedzieć na tych Stopnopach :)
    Dzięki za linkowanie, nie wątpię, że nie spotka się za aprobatą :P

  22. @Sporothrix
    Prawda? :D Ze wszystkich chorób akurat ta, normalnie jak zabrać dziecku lizaka :(
    Może przynajmniej zescrolluje w dół i obejrzy filmiki z youtube – toć to najwyższy autorytet jest, wszystkie artykuły peer-review mogą się schować.

  23. @sami nie chce się śmiać, ale nie sądzę żeby opinia którą wyraziłaś mogła kogoś obrazić

    Ja właśnie przeczytałam następującą konkluzje o szczepieniach pewniej Pani „Jeśli ktoś nie dostrzega różnicy między leczeniem a truciem dla uniknięcia choroby, to o czym mowa?”

  24. @N Może jestem nieco przeczulona na punkcie obrażania innych, jakkolwiek by to nie brzmiało ^^’ W końcu w necie ciężko odczytać intencje i w ogóle. Nawet gadając z antywackami staram się być miła, choć czasem BARDZO ciężko powstrzymać sarkazm („obejrzyj ten film, otwiera oczy!” Ta, otwiera. Ze zdumienia. I usta. Ze śmiechu). Bo głupstwa należy zwalczać „siłom i godnościom osobistom” :D

    He. Hehehe. Rozumiem, że ww. pani w przypadku pogryzienia przez dzikiego zwierza za nic w śiwecie nie da się truć. A ewentualne objawy wścieklizny spróbuje leczyć… hm, raczej nie ziółkami, bo wodowstręt… Korzonkami? Kryształami?
    Ej, coś sobie uświadomiłam. Tytoń to roślina, nie? Koncerny kłamiom: fajki są zdrowe!!1! Ale ulga :D

  25. Całe szczęście że istnieją jeszcze blogi takie jak twój, oraz zachodnie źródła informacji. Bo w Polsce o byle jaką pierdołę ciężko się wywiedzieć. Na przykład standardową odpowiedzią na większości forów poświęconych komputerom jest: „na pewno masz wirusa” i „postaw system od nowa”…
    Tymczasem ja szukam odpowiedzi na konkretne pytanie i tylko męczy mnie brnięcie przez zestaw gotowych odpowiedzi udzielanych przez idiotów. Zwykle odpowiedzi znajduję na forach anglojęzycznych, ale ostatnio też coraz rzadziej, niestety. Internet w swym ogóle debilnieje. Nic dziwnego, skoro tyle całkowicie przypadkowych osób ma do niego dostęp…
    Smutne.

    Ale nie o tym chciałem…
    Wyborcza, niewiedzieć czemu, uważać się zaczęła za wyrocznię, jakby miała monopol na informację, a podobnych pierdół nie można by było wyszukać choćby na Onecie.
    Co gorsza, napisz im co sądzisz, to cię bydlaki ocenzurują! Jak za najgorszej komuny!

    Ostatnio miałem dwie scysje z niedouczonymi „dziennikarzami” z działu „technologie”. Wytknąłem gościom, że nie wiedzą o czym piszą. Na przykład jeden głąb pomylił rozdzielczość telewizora z technologią wyświetlania na nim obrazu, opierając się bezkrytycznie na materiałach reklamowych producenta. Moje komentarze znikły, bo jak mi odpisano: „nie przestrzega pan netykiety”. Pomijając, że coś takiego jak netykieta w ogóle na forach Agory nie istnieje, co widać choćby po wpisach na tematy polityczne, podchodzących często pod groźby karalne, więc bydlaki po prostu obrzydliwie kłamią…

    Potwierdzenie moich domysłów odnośnie cenzury, otrzymałem prawie natychmiast:
    Po edycji moich komentarzy, ślicznie oczyszczonych ze wszystkich „wulgaryzmów” – te też wkrótce znikły, a ja dostałem bana! Pierwszy raz w życiu! :(

    Tak więc nie radzę Ci, droga autorko, polemizować z wielką i nieomylną zapewne panią Kossobudzką. Ja „pojechałem” jakiegoś byle redaktorzynę, niejakiego Roberta Kędzierskiego. A zbanowali mnie nie z jakiegoś ważnego społecznie problemu, tylko nowego telewizora Samsunga wystawionego na targach CES! ;)

    Po prostu potrafią świadomie wprowadzać ludzi w błąd, byle tylko było zgodnie z ich założeniami, i tym co już bezkrytycznie nabazgrali, by wzniecić burzliwą dyskusję (przecież płacą im za każde kliknięcie) lub dlatego, że tak im wyszło. Ważne, żeby kasa się zgadzała, niech tam wymże nawet pół Polski. Chociaż będzie o czym pisać…

    Taki mamy obecnie poziom dziennikarstwa w mediach popularnych głównego (czyt. gównianego) nurtu. Tym bardziej cenię i podziwiam pani i pani podobnych, ciężką pracę.
    Na przykład pana Wojciecha Zalewskiego z blogu „GMO Obiektywnie”. Oczywiście jest to walka z wiatrakami, ale jakże chwalebna!

    Dzięki i nie pozostań niezłomna. Ktoś musi tępić internetowych idiotów, choćby przy zastosowaniu broni masowej zagłady, jaką jest atak zmasowaną inteligencją… ;)

  26. @ Yamata
    Dzięki za dobre słowo.
    Ważne też wydaje mi się to, co napisałeś o swoich doświadczeniach. Ja widzę błędy w tym, na czym się znam. W tekstach o telewizorach czy filozofii pewnie bym ich nie zauważyła. A błędy są. Poziom dziennikarstwa (poza chlubnymi wyjątkami) faktycznie spada. Liczy się flejm, prawdopośrodkizm i klikalność. Smutne to.

  27. Chyba Cię ulubiona redakcja jednak nie czyta. Poniżej cytat z artykułu, z tego tygodnia z działu nauka, mającego obalać mity medyczne. W tym o szczepieniach.

    „Jak się przed tym bronić, skoro nawet sami naukowcy wpuszczają nas czasem w maliny? Warto opierać się na rozsądku. I nie popadać w żadną skrajność. Prawda zwykle leży gdzieś pośrodku.”

    Zastanawiam się, czy w praktyce to ma oznaczać, że wybieram sobie połowę szczepień zalecanych, bo jak prawda leży po środku…

    Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,145452,19628147,naukowe-mity-skad-sie-biora-i-w-ile-z-nich-wierzysz.html#ixzz40Y7sAtxF

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s