Początek nowego roku

Nowy rok zaczął się smętnie. W pracy wszyscy ruszają sie dwa razy wolniej, niż zwykle, rozleniwieni przez te długie weekendy ostatnio. Doświadczeniom nie chce się wychodzić, komórki nie rosną, bakterie się nie mnożą, a wirusy? To, czy wirusy raczyły coś zakazić, okaże się w przyszłym tygodniu. Może też im sie nie chciało, choć raczej wolałabym, żeby jednak. I nawet dziecko S. nie chce się urodzić, choć już niemal termin, a biedna S. wygląda na bardzo zmęczoną. A poza tym lało mocno przez dwie doby, w związku z czym były potworne korki wszędzie. Bo przecież kiedy pada, kierowcy amerykańscy jadą 20 na godzinę, po co się spieszyć? Wczoraj prędzej bym pewnie wróciła na piechotę do domu, niż samochodem. Dzisiaj jednak wyszło piękne słońce, deszcze ustały, a na autostadzie – znowu korki, jeszcze większe niż poprzednio. F., szanowny kolega z pracy wytłumaczył mi ten fenomen. Otóż dzieje sie tak dlatego, że wczoraj był deszcz (hmmm…). I cała woda nie wyparowała pod kołami samochodów, zanim temperatura spadła poniżej zera. Tzn. prawie wszytko wyparowało, ale nie do końca. I to, co  nie wyparowało, zamieniło się w lód. Bo spadła temperatura (wszystko bardzo logicznie…). W związku z tym tu i ówdzie na drodze czyhały straszliwe i groźne zamarznięte kałuże, mimo, że służby drogowe wszystko posypały jakąś solą (nasz pięknie odmyty deszczem samochód znowu bedzie brudny jak nieboskie stworzenie :-) ). A tych mikro-kałuż wspaniali amerykańscy kierowcy w swych wspaniałych maszynach nie przestraszyli się wcale i jechali szybko, spiesząc sie do pracy, bo czas to pieniądz . I spowodowali jakiś milion wypadków na tym mikroskopijnym lodzie. Wypadki były przed szóstą rano, czego oczywistym wynikiem jest to, że stoi się w długaśnych korkach około godziny dziesiątej.  Naprawdę, czasem słabo mi się robi, kiedy patrzę na umiejętności jeździeckie tutejszych kierowców. Dobrze tylko, że ten wielki dodge nie wjechał nam dzisiaj w tyłek. A tak bardzo się starał :-) . Swoją drogą, ciekawe jak by to wszystko wyglądało, gdyby zrobiło się tutaj tak zimno, jak ostatnio w Polsce. Po ostatnich dniach nawet nie chcę sobie tego wyobrażać – katastrofa, tragedia, horror, ogólna niemożność i koniec świata w jednym ;-) .

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s